Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marta kisiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marta kisiel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Krótko o książkach – „Weź z nią zatańcz”, „Wierzyliśmy jak nikt”, „Dywan z wkładką” i „Efekt pandy”


Weź z nią zatańcz
Filip Zawada

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: Znak

Słuchała mnie tylko wtedy, kiedy coś mówiła. Czuła, że jej słowa są moimi, bo przecież mnie urodziła. Nikt nie potrafi zrozumieć syna lepiej niż matka. Martwiła się o mnie, żeby móc się niepokoić o siebie.


Opis wydawcy

Ojciec zmarł nagle, bez zapowiedzi. Zostawił po sobie duszne mieszkanie, dziwną książkę pełną indiańskich mądrości i nieoswojonego psa gryzącego do krwi. Stanisław niewiele z tego rozumie. Życie w wygodnej symbiozie z mamcią, której miłość szczelnie wypełniała każdy brak, nie wymagało aktów odwagi. Temu wszystkiemu musi jednak stawić czoła w pojedynkę. Bierze więc żarłocznego Rambo za przewodnika i meandrując między wieczną nieobecnością ojca i nadobecnością mamci, próbuje odkryć prawdę o mężczyźnie, który sprowadził go na ten świat, a przede wszystkim – o sobie samym.


Moja recenzja

Nazwisko Filipa Zawady jest na mojej liście osób, których twórczość warto śledzić, od czasów przeczytania Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek. To było jedno z literackich zaskoczeń 2019 roku i rozkochałam się wówczas w stylu autora (więcej -> tutaj). Najnowszą książką, Weź z nią zatańcz, Zawada utwierdził mnie w przekonaniu, że jest jednym z najciekawszych polskich współczesnych pisarzy.

Bohater powieści, ponad czterdziestoletni Stanisław, dowiaduje się, że jego ojciec, który porzucił rodzinę lata temu, umarł. Po jego śmierci Stanisław odziedzicza mieszkanie i to od wizyty w nim rozpoczyna się historia. Bohater zatapia się w świecie zmarłego rodzica – wyprowadza jego psa, poznaje znajomego sąsiada, czyta książki, które znalazł w mieszkaniu. Stara się poznać ojca po śmierci, skoro nie dane mu było zrobić tego za życia. Z drugiej strony, poznajemy jego więź z mamcią, którą zna wręcz za dobrze. Relacja z nią jest toksyczna, wypełnia całe życie Stanisława, który nie może się z niej wyrwać, nie może uciec. W tym uwięzieniu jest człowiekiem samotnym i zagubionym. Jednocześnie, nie chce się oddalić od mamci, jest mu wygodnie żyć w takim układzie. Stanisław to postać, która posiada sporo wad, jego zachowanie często odstręcza czytelnika i trudno z nim sympatyzować. Autorowi udało się zarysować jego historię precyzyjnie, w większości przypadków winimy otoczenie, w którym dorastał i wzorce, które miał wokół siebie. Jak widać, miłość rodziny może budować, ale może też więzić i niszczyć.

Nowa książka Zawady to literatura, którą warto znać, obserwacje autora są wnikliwe i oryginalne, a kolejne przygody Stanisława czyta się jednym tchem. Jednocześnie ostrzegam, ze to bardzo gorzka historia, pełna smutku, melancholii, tęsknoty za czymś na zawsze utraconym. Dużo w niej rozważań o śmierci, jak również o życiu w obliczu otaczającej nas beznadziei.


Wierzyliśmy jak nikt
Rebecca Makkai

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2018
Liczba stron: 624
Wydawnictwo: Poznańskie

Zaczynasz się czegoś bać i już po chwili boisz się wszystkiego.


Opis wydawcy

W 1985 roku młody Yale Tishman, dyrektor rozwoju chicagowskiej galerii sztuki, zamierza namieszać w środowisku amerykańskiej bohemy, wprowadzając na wystawę zbiór nadzwyczaj udanych obrazów z lat 20. Jego kariera zdaje się kwitnąć, ale wokół AIDS zbiera okrutne żniwo – przyjaciele Yale’a jeden po drugim umierają i wkrótce zostaje on niemal zupełnie sam.


Moja recenzja

O tej książce słyszałam naprawdę sporo dobrego, wielu czytelników jest po prostu zachwyconych jej lekturą. Fabuła podzielona jest na dwa przeplatające się wątki, jeden toczy się w 1989 podczas epidemii AIDS, a drugi w 2015 roku. Oba łączy postać Fiony, która w latach osiemdziesiątych przeżyła śmierć swojego brata, a w drugiej części historii przyjeżdża do Paryża w poszukiwaniu zaginionej córki.

Przez długi czas trudno było mi się wciągnąć w lekturę tej powieści. Główne wątki wydawały mi się materiałem na dwie rozłączne książki. Pomimo że wątek Fiony jest ewidentnym spoiwem, to uczucie towarzyszące obu historiom zupełnie się u mnie różniło. W historii z '89 wybijały się tematy potrzeby korzystania z życia, poczucia uciekających okazji, trwania pod ciągłą oceną społeczeństwa. Druga część trochę przypominała historię kryminalną, w której Fiona wynajmuje prywatnego detektywa, żeby pomógł odnaleźć jej córkę. Więcej było w niej tajemnicy, rozwiązywania zagadki. 

Z czasem przyzwyczaiłam się do bohaterów, po bliższym poznaniu udało się do nich przywiązać. Każda kolejna strata młodego chłopaka na rzecz okrutnej choroby bolała mocniej. Yale, który jest główną postacią z części '89 roku, zyskiwał w moich oczach z każdym kolejnym rozdziałem. Najbardziej podobał mi się jednak sposób poprowadzenia historii Fiony. To, jak po spotkaniu w 2015 roku z Richardem, którego znała jako młodego chłopaka, czuje się przytłoczona powrotem przeszłości, chociaż tak naprawdę ta mroczna historia nigdy jej nie opuściła. 

Pod koniec powieści zobaczyłam, że te dwa wątki mają wspólny mianownik, oba traktują o stracie i tęsknocie za ukochanymi osobami. Dzięki części z przeszłości łatwiej było zrozumieć postać Fiony i finalnie była to bohaterka, którą poznajemy najbliżej. Historia kobiety porusza czytelników ze względu na to, co przeżyła, kogo straciła i z jakimi wspomnieniami musiała sobie poradzić. Może Wierzyliśmy jak nikt nie okazała się dla mnie tak wspaniała, jak dla wielu czytelników, ale warto było ją przeczytać.





Dywan z wkładką & Efekt pandy
Marta Kisiel

Gatunek: kryminał
Rok pierwszego wydania: 2021
Liczba stron: 331 & 352
Wydawnictwo: WAB

Rany boskie, co ja z tobą mam... – jęknęła.          – Dwoje dzieci – dobiegło spod kołdry, zdumiewająco przytomnie. – I kredyt.



Opis wydawcy

Dywan z wkładką to zwariowana komedia kryminalna. A miało być tak pięknie. I było, dopóki pewnego dnia z lodówki Trawnych nie zaczęły wydobywać się odgłosy miłosnych uciech od sąsiadki z naprzeciwka. Mąż Tereski, zamiast remontować rzeczoną kuchnię, zdecydował się kupić prawie dom na wsi. Skuszona wizjami kawy na tarasie z widokami na nieskażoną ręką człowieka przyrodę Tereska na przeprowadzkę ochoczo przystała. Sielsko było jednak tylko do momentu znalezienia w lesie dywanu – z wkładką w postaci trupa.


Moja recenzja

Proza Marty Kisiel niezmiennie potrafi wprowadzić mnie w dobry humor. Nie jest to może tego typu komedia, przy której śmiejemy się w głos, ale lektura wyzwala przyjemne emocje. Nie wiem czy czytałam wcześniej jakąś komedię kryminalną, przynajmniej żadnego tytułu nie potrafię sobie teraz przypomnieć. Za to gatunek ten lubię dzięki filmom, na czele z genialnym Na noże. 

U Kisiel jest znowu ciekawie w warstwie stylistycznej, wykreowane przez nią postaci są barwne, a zderzenie różnych charakterów przynosi okazje do wielu zabawnych dialogów. I te okazje autorka niejednokrotnie wykorzystuje. W Dywanie z wkładką poznajemy rodzinę Tereski Trawnej, która wraz z mężem i dwójką dzieci przeprowadza się na wieś. Familia zabiera ze sobą psiaka, po chwili pojawia się też teściowa. Do pełni szczęścia brakuje tylko zagadki tytułowego dywanu z wkładką. Z tego kociołka Kisiel tworzy szaloną przygodę miastowej rodzinki. To jest taka leciuchna lektura, w której fabuła jest raczej sprawą drugorzędną, a bohaterowie czasami zachowują się dość dziwacznie, ale jakoś ubarwienie tego niecodziennym stylem pisania autorki działa cuda. Przyznaję, że sama intryga w obu częściach słabo mnie zaciekawiła, wydarzenia raczej nie są zaskakujące, jak moglibyśmy się spodziewać po gatunku kryminału. Za to i Dywan z wkładką i Efekt pandy to takie idealne przykłady lekkiej, wakacyjnej lektury. Sama słuchałam w audiobooku, w drodze do pracy i spędziłam z Trawnymi wiele miłych poranków.

wtorek, 25 lutego 2020

Magiczne towarzystwo na tropie tajemnic Dolnego Śląska - „Płacz” Marta Kisiel

*Płacz*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2020
*Liczba stron:* 316
*Wydawnictwo:* Uroboros

"Wielkie zło zawsze zaczyna się od małego zła. Dlatego tak łatwo przeoczyć, że to już. Że to już się dzieje..."
*Krótko o fabule:*
Kiedy prawda o przeszłości, zamiast wyzwolenia, przynosi jedynie nową traumę, trzem pannom Stern pozostaje już tylko ucieczka od siebie nawzajem. Dopiero wołanie z zaświatów sprawia, że ścieżki dawnych przyjaciół spotykają się raz jeszcze. Czy tajemnicze zaginięcie sprzed wielu lat i dramatyczna wyprawa na ratunek Eleonorze zdołają na dobre scementować rodzinę? Czy też kolejna wyprawa w czasie dla wszystkich okaże się tą ostatnią?
- opis wydawcy


*Moja ocena:*
Wszyscy kojarzymy powiedzenie „Cudze chwalicie, swego nie znacie”? Można wymienić przynajmniej kilka nazwisk autorów, którzy potwierdzają jego słuszność. Jednym z nich jest Marta Kisiel, która po raz kolejny udowadnia, że polska literatura może posłużyć za świetną odskocznię od trudów dnia codziennego, przynosić przyjemną i inteligentną rozrywkę oraz przedstawiać czytelnikowi świetnych bohaterów. Na dodatek, zamiast tworzyć zupełnie nowe światy przedstawione, bawi się gatunkiem urban fantasy i eksponuje patriotyzm lokalny. Jej „cykl wrocławski” rozpoczął się świetnym Nomen Omen, następnie czytelnicy zapoznali się z siostrami Stern w książce Toń, a w Płacz zostały przedstawione ich dalsze losy. W tym przypadku potwierdza się stwierdzenie dotyczące prozy Marty Kisiel, że nieważne kto stoi w centrum wydarzeń - i tak będzie się za powodzenie głównych bohaterów trzymało kciuki.

Tym razem akcja książki ponownie rozpoczyna się we Wrocławiu, ale chwilę później przenosi się w okolice Wałbrzycha. Uważam to za bardzo sprytny zabieg, który niedość, że dobrze uzupełnia ciąg fabularny, to zarazem daje możliwość poznania wielu ciekawostek związanych z tajemnicami Dolnego Śląska. Muszę przyznać, że sama niespecjalnie znam krążące w okolicy legendy, w Wałbrzychu byłam raz (i to na chwilę, w teatrze), a chodzenie po górach nigdy nie napawało mnie szczególnym entuzjazmem. Jednak lektura Płacz potrafi pobudzić w człowieku pierwiastek odkrywcy i zaintrygować pobliskimi zabytkami.

grafika: Tomasz Majewski, źródło
Początek książki powoli wprowadzi czytelnika w świat znany z poprzednich części, a poszczególne wydarzenia starannie będą przeplatane wspominkami przeszłych sytuacji. I chwała za to, bo przyznaję, że trochę się szczegóły zatarły w pamięci od premiery drugiego tomu w 2018 roku. Na Martę Kisiel można jednak liczyć - przypomina najważniejsze historie, ale bez sztucznego streszczania.
W Płacz znowu znajdziemy się w otoczeniu mojr, psychopompów i strzygoni, ale wydaje mi się, że na pierwszy plan wysuwa się wątek detektywistyczny, który pozwoli zanurzyć się w tajemnicach przeszłości. To zdecydowanie najmocniejszy punkt powieści, takie mieszanie historii z teraźniejszością, poznawanie minionych wydarzeń z perspektywy ludzi, których już nie ma i kontrastowanie ich z przygodami naszych współczesnych bohaterów. Dzięki niemu liźniemy fragmenty historii m.in. o „Porcelanowym Pałacu” w Jedlince, o kilkunastu niemieckich obozach pracy i prowadzących do nich tajemniczych tunelach.

Sam gatunek fantastyki, który wiąże się w przypadku Płacz z pewnymi specjalnymi zdolnościami bohaterów jest tutaj oczywiście ważny i bez tych nadprzyrodzonych wstawek nie dałoby się otrzymać tak ciekawej, podkoloryzowanej fabuły. Jednak zwykli śmiertelnicy (i ich przyziemne problemy) zdają się tutaj równie potrzebni, co ich nadnaturalni znajomi. Każdy z bohaterów ma moment, w którym wnosi cegiełkę do rozwiązania finalnej zagadki, a na podstawie ich zachowań zobaczymy chociażby, że prawdziwa miłość polega na pozwoleniu drugiej osobie na postępowanie w zgodzie z samym sobą. Dobrze poprowadzony został także wątek, w którym przyjrzymy się trudnościom, z jakimi postacie starają się pogodzić z przeszłością, z dręczącymi wspomnieniami. Dla niektórych bohaterów odejście od niej i puszczenie wolno kurczowo trzymanych myśli będzie najlepszym rozwiązaniem, a dla innych okaże się nim dogłębne zrozumienie i próba naprawienia przeszłego zła. Każdy z tych wyborów jest na swój sposób odpowiedni, jeżeli pomaga poradzić sobie z przebytymi traumami.

Marta Kisiel zamyka cykl wrocławski naprawdę dobrym akcentem. W Płacz znajdzie się miejsce na zagadki przeszłości, tajemnicze zniknięcia, legendy o duchach i nie tak odległą, przerażającą historię. Będą też ulubieni bohaterowie, kochane siostry Bolesne, zorganizowany Karolek, roztrzepana Dżusi, momenty w których się uśmiechniemy, w których docenimy świetny styl autorki. Najlepszą rekomendacją niech będzie to, że gdyby pojawiła się jednak kolejna część tego cyklu to z miłą chęcią bym po nią sięgnęła.
Jak zresztą po każdą książkę Marty Kisiel.

czwartek, 30 maja 2019

Nie taki diabeł straszny, jak go malują - „Oczy uroczne” Marta Kisiel



*Oczy uroczne*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2019
*Liczba stron:* 320
*Wydawnictwo:* Uroboros
[...] najważniejsze, żeby człowiek miał w życiu kogoś takiego, przy kim nie musi otwierać ust, jeżeli nie chce. Kogoś takiego, komu nawet nie musi niczego tłumaczyć, bo ten ktoś po prostu wie. Rozumie. I niczemu się nie dziwi. [...] Nie ma takiego nieszczęścia, z którego nie dałoby się wygrzebać we dwoje, skarbeńku. Tylko musi trafić swój na swego. Swój na swego.


*Krótko o fabule:*
Wraz z nieoczekiwanym atakiem zimy nadciągają równie niespodziewane kłopoty. Ktoś lub coś grasuje po okolicy, atakując przypadkowe osoby. Tymczasem Bazyl wyraźnie coś knuje i w tej intrydze niespodziewanie zyskuje sprzymierzeńca, zaś przyjaźń Ody z Rochem zostaje wystawiona na poważną próbę. Lecz wszystko to blednie w obliczu tajemnic sprzed wielu lat, jakie skrywa pobliski cmentarz — i niewielki staw w samym sercu ciemnego lasu. Nadciąga czas nieprzejednanej nocy. Czas śmierci.
- opis wydawcy


*Moja ocena:*
Po skończeniu lektury pomyślałam od razu: jak to dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają. Czas gna do przodu, a na książki Ałtorki (pisownia zamierzona, fani wiedzą) nadal można liczyć. Podniosą na duchu, zaangażują, rozczulą, a po odłożeniu wzbudzą tęskne uczucia. Co prawda mówiąc o stałej jakości tych książek mam na myśli raczej powieści/części cyklu, które są dłuższymi formami. Wspominam o tym, ponieważ niedawno czytałam zbiór opowiadań Marty Kisiel, który nie do końca przypadł mi do gustu, ale Oczy uroczne nadrobiły to z nawiązką.

Książka ta jest trzecią częścią cyklu rozpoczynającego się od Dożywocia. Jest z nim jednak dość luźno związana i jakby ktoś się uparł to mógłby przygodę zacząć właśnie od Oczu urocznych. Tylko po co zabierać sobie dodatkową zabawę? - przecież Dożywocie jest takie świetne! Także wybór należy do Was, ja jednak radzę czytać wszystko co Kisiel napisała, bo to jest tak przyjemne, że szkoda odbierać sobie okazję do spędzenia miłych chwil przy lekturze. Zmierzam jednak do tego, że to, co wypadałoby znać przed Oczami urocznymi to na pewno opowiadanie Szaławiła, znajdujące się m.in. w zbiorze Pierwsze słowo. To w nim znajduje się wstęp do przygód Ody, tam poznamy okoliczności poznania się bohaterów Oczu urocznych i sposób w jaki ich dom znalazł się właśnie w tym miejscu pośrodku lasu.

źródło - Koszulki, na których widnieje Licho i Bazyl
Oda Kręciszewska to świetna nowa bohaterka. Kobieta około czterdziestoletnia, ze sporym bagażem doświadczeń, dobrym sercem i ciętym językiem, której trudno nie polubić. Autorka ponownie wprowadza nadprzyrodzonego towarzysza głównej postaci. Tym razem zamiast anioła z celofanowymi włosami i cieplutkimi bamboszkami poznamy czorta Bazyla, który z daleka przypomina zwykłą kozę, jednak po bliższym poznaniu okaże się najprawdziwszym diabłem. Diabłem, który ma niesamowitą wadę wymowy i który w kwestii rządzenia piekłem nie podziela wizji swojego ojca. Od czarcich rozrywek woli zabawy z psem i zajadanie się plackami ziemniaczanymi. Rozumiecie zatem, że to taka nowa wersja Licha. I z całą sympatią jaką darzę anioła, to Bazyl w niczym mu nie ustępuje - to ponownie świetny towarzysz głównej postaci.

Lekkim zaskoczeniem było dla mnie wprowadzenie wątku miłosnego. We wcześniejszych książkach romanse owszem, pojawiają się, jednak to dopiero tutaj poczułam, że pełni on trochę większą rolę niż zazwyczaj. Od razu rozwieję wątpliwości i przyznam, że poprowadzenie wątku jak najbardziej spełniło moje oczekiwania. Brak zbędnej słodyczy, nieoczywiste wybory, a dodatkowo nadprzyrodzone przeciwności losu sprawdziły się w stu procentach.

Ponownie Marta Kisiel świetnie radzi sobie z malowaniem swojego świata przedstawionego. Język, którym napisana jest powieść jest barwny, opisy plastyczne, a humor ponownie trafia w punkt. W tej kwestii autorka udowodniła nam, że można na nią liczyć.

W Oczach urocznych więcej jest niż w poprzednich częściach cyklu elementów fantastycznych. Las, otaczający dom Ody zdaje się tętnić magią, o czym na każdym kroku przypomina Roch, a to wbijając tajemnicze gwoździe w bele domu a to przynosząc rzeczy, które mają odstraszyć złe duchy. Główna oś fabularna jest ciekawa, przyznam że element zaskoczenia był w moim przypadku przewidziany, co nie zmienia faktu, że bawiłam się przy lekturze świetnie.

Cóż ja mogę powiedzieć? Uwielbiam książki Marty Kisiel i niech niebiosom będą dzięki, że trafiłam kiedyś na pierwszy tom Dożywocia. Gdy już się jedną przeczyta to nie sposób nie interesować się resztą. Ten cykl to zdecydownie jedna z najlepszych rzeczy na poprawę humoru - lekko, zabawnie, z niebanalnymi postaciami fantastycznymi i sympatycznymi bohaterami. Pozostaje tylko czekać na kolejne książki Kisiel!


Moja ocena: 8/10


niedziela, 28 kwietnia 2019

Od świetnej zabawy po zapomnienie - „Pierwsze słowo” Marta Kisiel



*Pierwsze słowo*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* zbiór opowiadań
*Rok pierwszego wydania:* 2018
*Liczba stron:* 320
*Wydawnictwo:* Uroboros
Ziemniaczki z ogniska, moja droga Odo, są bezcennym źródłem potasu, szczęścia i powierzchownych poparzeń podniebienia miękkiego.
*Krótko o fabule:*
W tym tomie opowiadań nie brakuje też postaci już czytelnikom znanych, jak choćby pewnego pisarza o wyglądzie zmiętego muszkietera i jego prywatnego anioła. W bamboszkach.  Czasem dowcipnie, innym razem mrocznie. Zawsze klimatycznie i z wielką klasą. Czy to zamtuz, czy biuro komisji przyznającej Certyfikat Międzynarodowej Jakości Fantastycznej, czy carski zamek, a może tonące we mgle zaułki miasta – Marta Kisiel udowadnia, że jej wyobraźnia (podobnie jak poczucie humoru) nie ma żadnych granic. 
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Marta Kisiel od jakiegoś czasu stoi wysoko na mojej liście ukochanych, polskich autorów. Nikt tak jak ona nie potrafi bawić się słowem i wymyślać małych absurdów, które z miejsca pokochamy. Wszystko to najczęściej utrzymane w gatunku urban fantasy z sympatycznymi bohaterami. Ja pokochałam jej twórczość od pierwszej styczności, dlatego bardzo chciałam w końcu nadrobić zbiór opowiadań Pierwsze słowo.

Autorka w przedmowie zaznacza, że „Nie umie pisać opowiadań”. Po przeczytaniu całości muszę powiedzieć, że trochę rozumiem skąd takie stwierdzenie przyszło na myśl Marcie Kisiel. Zdecydowanie radzi sobie w długich formach, jednak z opowiadaniami wychodzi jej bardzo różnie.

A wszystko zaczęło się dobrze, bo lekko i przyjemnie od tekstu Rozmowa dyskwalifykacyjna. Pomysł dość prosty, a tak udany - postacie fantastyczne różnych ras przychodzą, żeby się dowiedzieć czy wydawcy są ich osobami zainteresowani. Źródło kilku świetnych gagów i błyskotliwych konkluzji na temat niektórych ras. Szczególna gratka dla fanów fantastyki.

Kolejne dwa tytuły to Katabasis, bardziej mroczne opowiadanie bez śmieszkowania, do których autorka nas przyzwyczaiła, za to czerpiące garściami z mitologii (niestety, szybko przeze mnie zapomniane), a drugie to Dożywocie, czyli po raz kolejny początek przygody Romańczuka. Pierwotnie było ono właśnie tylko opowiadaniem, dopiero później przerodziło się w książkę, a właściwie cykl. I bardzo dobrze, bo to wspaniała historia.

źródło
Nawiedziny to historia zamtuzu, czyli po prostu domu publicznego, w którym pracę zaczyna młody chłopak. Jak sam tytuł wskazuje poznamy też historię pewnego ducha. Trochę się to opowiadanie ciągnęło i jako kolejne zgubiło się w odmętach mojej pamięci. Przeżycie Stanisława Kozika to krótka, ale interesująca historia o zapomnieniu, życiowym zabieganiu i ignorancji. Napisane fajnie i dodatkowo z przesłaniem. Następne opowiadania: Jadeit oraz Miasto motyli i mgły również za długo ze mną nie zostały. Pierwszy nadrabia klimatem śledztwa, przypominającym klasyczne angielskie kryminały, a drugi mrocznym światem tajemniczych Kruków. Oba jednak nie mają czasu się rozpędzić, przez co wypadają średnio.

Ponarzekałam to teraz trzeba przejść do jaśniejszych stron. Zaczynam od W zamku tej nocy, czyli najbardziej rozbawiającego mnie opowiadania, a wszystko za sprawą sprytnego pomysłu. Otóż, śledzimy poczynania skrytobójcy, poety mającego za zadanie zamordowanie cesarza. Tylko plan nie wypala, a śmiałek ląduje w celi z dwójką innych ochotników. I tak zaczyna się rozmowa między Wallenrodem, Winkelriedem i Wawrzyńcem. Świetny ukłon w stronę literatury romantycznej, ironiczny i prześmiewczy, ze specjalnym udziałem nawiedzających upiorów. Uczta literacka.
Zdecydowanie najjaśniejszym punktem tego zbioru opowiadań jest Szaławiła. Za ten tekst autorka otrzymała nagrodę Zajdla, zatem nie tylko ja uważam go za wybitny. To wspaniały powrót do klimatów Lichotki, tym razem z nową, charakterną i ciekawą główną bohaterką - Odą. Opowiadanie jest na tyle długie, że zdążymy polubić bohaterów, zżyć się z nimi i chcieć więcej po skończeniu. Mam nadzieję, że pojawią się jeszcze w twórczości autorki, bo na to zasługują. Nie będę się niepotrzebnie rozpisywać, muszę tylko się przyznać, że odkąd czort Bazyl wyskoczył z piekła, sepleniąc zawodowo, to gęba nie przestawała mi się uśmiechać. Perełka!

Dwa ostatnie opowiadania to takie gorzkie historie, które mogłyby mieć miejsce w naszym sąsiedztwie. Poruszające trochę problemy społeczne, a także zapytujące o moralność / zasadność naszych czynów. Oba niezłe, chociaż po Szaławile trudno już było mi nimi dogodzić.

Także, po tych krótkich podsumowaniach widać ewidentnie, że opowiadania Marty Kisiel poziom mają bardzo różny. Jeżeli jesteście fanami twórczości to zdecydowanie po nie sięgnijcie. Jeżeli chcecie zacząć przygodę to polecałabym opowiadanie Dożywocie - jak się spodoba to można się zabierać za resztę. Ja wciąż Ałtorkę* kocham miłością fanowską i choć wolę jej dłuższe formy to kolejnych opowiadań bym sobie nie odmówiła.

Moja ocena: 6+/10

* Ałtorka to nazwa własna w tym przypadku - tak nazywają Martę Kisiel jej fani

wtorek, 5 czerwca 2018

Bohaterowie toną w czasie, a ja w dobrym humorze po lekturze - „Toń” Marta Kisiel

*Toń*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2018
*Liczba stron:* 416
*Wydawnictwo:* Uroboros
"Jak tonąć, kiedy człowiek za wszelką cenę pragnie utrzymać się na powierzchni wody? [...] Siłą mięśni próbuje zachować kontrolę nad swoim ciałem. Nad życiem i śmiercią. A na powierzchni czasu? Co trzyma go tutaj? Co trzyma tutaj ją, Eleonorę Stern? Żal, odpowiedziała sama sobie. Tęsknota. Pretensje. Samotność i milczenie."
*Krótko o fabule:*
Kiedy Dżusi Stern decyduje się oddać przysługę ciotce, jeszcze nie wie, że uruchomi lawinę wydarzeń, których nie da się już cofnąć. Trzpiotowata dziewczyna, jej poukładana siostra oraz kąśliwa ciotka nieoczekiwanie wplątują się w morderstwo — a to dopiero początek niebezpieczeństw, jakie na nie czyhają.

*Moja ocena:*
Mieszanka urban fantasy z dobrą dawką poczucia humoru, wynikającą ze zdolności operowania słowem od razu wpisuje się w mój czytelniczy must read. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że wychodzi nowa książka Marty Kisiel wiedziałam, że czym prędzej muszę po nią sięgnąć. Każda kolejna wzmianka o niej podsycała moją ciekawość, a kiedy na fanpage'u Ałtorki pojawiła się przepiękna okładka to przepadłam z kretesem. Na szczęście kolejny raz Marta Kisiel udowodniła, że treść nie ustępuje miejsca oczekiwaniom. 

Toń to następna książka Atłorki, po Nomen Omen, której akcja ma miejsce we Wrocławiu. Tak się składa, że od kilku lat jest to również moje miasto. Wszyscy chyba wiemy, że wydarzenia od razu stają się nam bliższe, jeżeli opisywane w nich miejsca znamy z rzeczywistości. W przypadku powieści Toń, mieliśmy na dodatek okazję zerknąć we Wrocław przeszłości oraz poznać tajemnice z nim związane. Po lekturze zdecydowanie można powiedzieć, że Marta Kisiel bardzo swobodnie czuje się w gatunku urban fantasy, korzysta z informacji na temat miasta i sprytnie wplata je w swoją fabułę.

Oczywiście to kolejna książka Kisiel, która napisana została w celach rozrywkowych i jako taka literatura idealnie się sprawdza. Lekkie pióro sprawia, że w błyskawicznym tempie przywiązujemy się do bohaterów, a kolejne wydarzenia wręcz spijamy z kart powieści. Jeżeli szukacie książki, która umili Wam oczekiwanie w długiej kolejce (sprawdzone!) czy leżenie plackiem na plaży, to Toń powinna się sprawdzić (uważajcie tylko na niekontrolowane reakcje podczas lektury). To wspaniały umilacz czasu, a zarazem rozrywka, związana z odrywaniem kolejnych tajemnic, ukrytych w jej treści.
autor okładki - Tomasz Majewski
Nie od dzisiaj wiadomo, że wykorzystywanie wierzeń słowiańskich w tego typu literaturze dobrze się sprawdza. Marta Kisiel również korzysta z tego zabiegu, ale robi to w tak ciekawy sposób, że wzbudza niegasnące zainteresowanie u czytelnika. Od razu po zamknięciu książki wyszukałam zaprezentowaną w książce postać nadnaturalną w Bestiariuszu Słowiańskim i... jestem pod wrażeniem. Wszystkie cechy się pokrywają, a Ałtorka tak sprytnie wplata je po kolei do książki, że wydaje się jakby opis tej postaci w Bestiariuszu był stworzony na podstawie Toni, a nie odwrotnie. Nie wspominając już o tym, że w pewnym momencie pojawia się też wątek romantyczny związany z Ramzesem i jest on tak rozczulający oraz oryginalny, że z miejsca podbił moje serce.

Marta Kisiel w ogóle ma talent do kreślenia bardzo charakterystycznych postaci. U niej nie ma miejsca na szarzyznę, a jeżeli ktoś pojawia się na drugim, a nawet trzecim planie to wciąż będzie miał w sobie coś, co zapamiętamy na dłużej. Przykładowo stara sąsiadka z wyższego piętra, wykrzykująca w kółko „Ja pamiętam” czy listonosz, który wie wszystko o wszystkich. Kiedy poznajemy głównych bohaterów to na pierwszy rzut oka może się wydawać, że tych cech jest wręcz za dużo i są za bardzo ekstremalne. Jednak ze strony na stronę, poznając te postaci bliżej, potrafimy zrozumieć dlaczego zachowują się właśnie w taki sposób. Po raz kolejny przywiązałam się do bohaterów Marty Kisiel i już nie mogę się doczekać kolejnych losów Eleonory, Klary, Gerda i innych. Bo zakończenie daje nadzieję na dalszą część przygód i zdecydowanie w świecie Toni znajduje się jeszcze sporo tajemnic do odkrycia. 

Toń to świetny przykład dobrej powieści rozrywkowej. Mamy tajemnicę, elementy kryminału, lekkie pióro Ałtorki, a jednocześnie wspaniałe żarty słowne (bo co jak co, ale Marta Kisiel świetnie słowem operuje), pełnokrwistych bohaterów, rodzinne dramaty, nadprzyrodzone postaci i podróże w czasie. Ta mieszanka wybuchowa daje nam niesamowicie wciągającą lekturę, w której można się utopić na wspaniałe kilka godzin. I o to w końcu chodzi - jeżeli potraficie, to utońcie w niej, a nie pożałujecie. 

Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

środa, 9 listopada 2016

Licho nie śpi, a czytelnicy dobrze się bawią - „Siła niższa” Marta Kisiel

Praca pochłania mnie niczym gąbka i tylko czekam kiedy mnie wyciśnie, żebym zdążyła nabazgrać dla Was jakąś recenzję. Dziś miałam chwilę oddechu, więc przed Wami nowa książka Marty Kisiel. A w najbliższym czasie nowy Harry Potter i Przez stany POPświadomości. Mam nadzieję, że czekacie ? :)

*Siła niższa*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #2
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 319
*Wydawnictwo:* Uroboros
Bo w bamboszkach nie sposób być niemiłym. A kiedy ty jesteś miły dla innych, to inni są mili dla ciebie. Tak działa ten świat. Alleluja.
*Krótko o fabule:*
Kontynuacja kultowego Dożywocia. Wymęczony codzienną rutyną, za to oswojony z niecodziennymi zjawiskami Konrad Romańczuk odkrywa, że nie jest jedynym posiadaczem anioła stróża, a dwie takie istoty pod jednym dachem to dopiero początek kłopotów.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Twórczość Ałtorki (bo tak Martę Kisiel nazywają jej fani), podbiła moje serce, można powiedzieć, że od pierwszego przeczytania - w marcu tego roku. Zaczęło się właśnie od pierwszej części Dożywocia, które szturmem wtargnęło w moje gusta literackie, zaspokajając apetyt na humor i słodycz, które wręcz wypływały z kart powieści. Nomen omen również mnie zadowoliło, więc z niecierpliwością przebierałam nóżkami na Siłę niższą. 
Na początku muszę przyznać - brakowało mi Lichotki. Pierwsza część wydawała mi się dzięki niej bardziej kameralna, ale też pełna magii i taka swojska. Tym razem, przenosimy się do innego miejsca i niestety nad tym faktem trochę ubolewałam. Szybko jednak porwał mnie niezastąpiony styl Ałtorki i zapomniałam gdzie jesteśmy, ponieważ liczyli się bohaterowie.
Bo tak naprawdę to oni są tutaj najważniejsi, bez nich nie byłoby tego oczekiwania i tego ogromu sympatii do Dożywocia. Każda z postaci, wykreowanych przez Martę Kisiel jest nader osobliwa i charakterystyczna, a co za tym idzie - budzi wiele emocji. Na całe szczęście większość naszych ulubieńców z poprzedniej części pojawia się w kontynuacji i nadal potrafi intrygować. Ałtorka nie poprzestaje na zbudowanych charakterach w Dożywociu, a raczej stara się je rozwijać i stawiać w nowych, wymagających sytuacjach.
źródło - autorem ilustracji jest Sebastian Skrobol
Dochodzę do jednego z największych plusów Siły niższej, tj. postawienia bohaterów w dość niewesołym położeniu i opisania jak sobie z tym radzą, a raczej próbują sobie radzić. To takie życiowe, że w sytuacjach kryzysowych człowiek nie zwraca uwagi na najbliższe otoczenie, biorąc pewne rzeczy za pewnik. Marta Kisiel wykorzystała to w swojej powieści i zakończyła pięknym morałem, czyli mamy edukację i zabawę w jednej, króciutkiej książce. 
Co do nowych bohaterów to podobał mi się pomysł wprowadzenia większej ilości postaci nadprzyrodzonych. Ałtorka ma do nich talent, potrafi z każdego gatunku wyciągnąć jak najwięcej. Zresztą to nie dotyczy tylko wszelakich istot fantastycznych, ale także zwykłych ludzi. Weźmy dla przykładu takiego Turu, wikinga dobrodusznego, który lubi rzucać żartami o rzyci, a para się rzeźbieniem aniołków z drewna. Zezowatych aniołków. I za takie kreacje bohaterów właśnie cenię Martę Kisiel. Oczywiście tak barwnych postaci jest w Sile niższej od groma, więc zawiedziony nimi nikt nie powinien być.
Muszę się jednak przyczepić, bo oczekiwałam ciutkę więcej. Miałam nadzieję, że mając podstawę z cudownych bohaterów i doświadczenie z pełnowymiarową fabułą (tak, chodzi mi o Nomen omen), Ałtorka ruszy w konkretnie zbudowaną historię. Dostajemy jednak po raz kolejny zlepek epizodów z życia naszych ulubieńców. Jest fajnie, ale pozostaje niesmak, że to już było i chciałoby się takiego kroku naprzód. 
I cholera, nikt mi nie potrafi zastąpić Szczęsnego! To była moja ulubiona postać z Dożywocia i smutek mnie ogarnął kiedy na próżno wyglądałam godnego jego następcy. 
Za to kolejny raz zadowolona byłam dzięki nawiązaniom do literatury. Co jakiś czas wkradało się zdanie, które uruchamiało w głowie trybiki naprowadzające na znany odpowiednik, dla przykładu takie niepozorne „Zbrodnia to niesłychana, Konrad zabił bałwana!”, czyli parafraza Mickiewicza. A jest tego w książce naprawdę sporo.
Nie chce mi się wierzyć, że to już ostatnia część przygód naszych bohaterów. Wydaje mi się, że naszym zadaniem jest teraz wymęczenie Ałtorki zapytaniami o kontynuację, bo moim zdaniem powinna taka powstać. Zakończenie Siły niższej otwiera drzwi do naprawdę ciekawego ciągu dalszego, z którym chętnie bym się zapoznała.
Mimo kilku wad, ta książka to wciąż świetna zabawa i pozycja obowiązkowa dla fanów Dożywocia. Ałtorka ma specyficzny styl, w którym trudno się nie zakochać.

Moja ocena: 7/10

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html



czwartek, 28 lipca 2016

Po kłębku do nitki, czyli 'Nomen omen' Marta Kisiel

Kolejna (i ostatnia, bo Uległości jednak nie zrecenzuję) BookAThonowa opinia przed Wami ;) Przeczytałam ją w ramach zadania ze swoim zawodem, bo jeden z bohaterów to również student, nawet tej samej uczelni, na której się uczę.


*Nomen omen*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2014
*Liczba stron:* 331
*Wydawnictwo:* Uroboros
"[...] z perspektywy czasu i wygodnego fotela nawet największe tragedie i dylematy historii bardzo łatwo się ocenia."
*Krótko o fabule:*
Salomea Przygoda ma dość mieszkania z ekscentrycznymi rodzicami, więc postanawia przenieść się do Wrocławia i zmienić swoje życie. Pełna nadziei wprowadza się na stancję, gdzie okazuje się, że nic nie jest tak kolorowe jak się zapowiadało. Nie pomaga też fakt, że nieznośny brat się do niej wprowadza, bo wyrzucili go z akademika. Ach, no i jakby tego było mało, próbuje ją utopić.

*Moja ocena:*
Z panią Kisiel (chociaż poprawniej byłoby chyba Ałtorką :)) polubiłam się już podczas lektury Dożywocia. Trudno odmówić jej oryginalnego stylu pisania, pełnego specyficznego, acz bardzo trafiającego w mój gust, humoru. Przeczytanie jej kolejnej książki to była tylko kwestia czasu. 
Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się tego, co otrzymałam. Dożywocie skupiało się na codziennym życiu kilku bohaterów, czyli cała książka zbudowana była z takich krótkich epizodów. I nie wiem dlaczego, ale byłam pewna, że w Nomen omen będzie podobnie. Jednak się myliłam. Książka ta jest powieścią czysto fabularną i okazuje się, że Ałtorka z taką formą radzi sobie po mistrzowsku. Nie brakuje tutaj tego, co pokochałam w Dożywociu, a jednocześnie możemy skupić się na rozwiązywaniu zagadki przez całą książkę. 
Dobra, na początku mogłam być stronnicza, bo zrobiło mi się tak miło, że znałam większość z opisywanych miejsc. Sama od pięciu lat mieszkam we Wrocławiu, więc kiedy bohaterowie odwiedzali dane miejsce, to moja wyobraźnia od razu budowała obraz, który znam z życia codziennego. Kolejnym plusem było nawiązywanie do historii Polski i samego miasta. Poznałam kilka ciekawych faktów z okresu II Wojny Światowej i ówczesnego Breslau. Sama nie przepadam za książkami stricte historycznymi, więc takie wplątane fakty w ciekawą fabułę tym bardziej cieszą.
ilustratorką książki jest Katarzyna Babis
Jeżeli chodzi o bohaterów to od początku byłam o nich spokojna. Znając całą wesołą ferajnę z Dożywocia wiedziałam, że na pewno spotkam tutaj ciekawe charaktery. I tak też się stało. Poczynając od Salomei, która jest trochę niezdarna, niepewna siebie, ale jak najbardziej sympatyczna, kończąc na papudze o imieniu Roy Keane (fani piłki nożnej mogą znać, inni się dowiedzą po kim został nazwany podczas lektury). Postaci pojawia się z czasem coraz więcej i każda jest na swój sposób intrygująca i barwna. Podobał mi się zabieg "rozmnożenia" sióstr (kto czytał, ten wie). I każdy z bohaterów jest na tyle dobrze wykreowany, że czasami po samej wypowiedzi wiemy kto otworzył buzię. Szczególnie kiedy wypowiada się brat Salomei, Niedaś, swoim bardzo współczesnym i potocznym językiem. 
Tym razem fabuła przedstawia zagadkę z przeszłości, którą rozwiązują postaci książki. To takie połączenie klimatu kryminału z humorem i elementami fantastycznymi (swoją drogą, świetnie wprowadzonymi i pasującymi do świata przedstawionego). Świetne jest to, że całą sprawę rozwiązują osoby zwyczajne, takie które moglibyśmy minąć na ulicy - wspomniana już Salomea, filolog Bartek, student Politechniki Niedaś, ostra dziewczyna w glanach, czyli Basia. Widać, że Marta Kisiel czerpie ze świata, który nas otacza i wybiera najciekawsze charaktery, które później konfrontuje z tymi, z którymi może normalnie nie miałyby opcji się spotkać w prawdziwym życiu. 
Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że bohaterowie grają w Warcrafta. Co prawda w wersję online, czyli tak zwanego WoWa, ale ja mam ogromny sentyment do Warcrafta III - to jedyna gra komputerowa, która nie może mi się znudzić. A cały żargon związany z graniem czasami mnie przerastał, ale wiele ze słów znam bardzo dobrze, bo moi znajomi też pykają w takie gry ;)
Może recenzja nie za długa, ale po co mam Was zamęczać swoimi wypocinami, skoro możecie biec po Nomen omen i zaczytywać się w tak przyjemnym tekście? Jeżeli chcecie się rozerwać przy ciekawej lekturze i kupujecie ten rodzaj humoru to sięgajcie czym prędzej. Ja już przebieram nóżkami na myśl o Dożywociu 2!

Moja ocena: 8/10

Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html

 
 

poniedziałek, 4 lipca 2016

BookAThon 2016: edycja letnia

Brałam już udział w BookAThonie edycji zimowej 2015 (LINK). Bardzo podoba mi się ta inicjatywa, szczególnie, że nic nie jest tak naprawdę narzucone. Bierze się udział tylko dla siebie, żeby zmotywować się do czytania, a jeżeli nie wypełnisz tych zadań to przecież nic się nie stało - ważne, że spróbowałeś. 

Wiem, że wiele osób nie bierze udziału ze względu na wyzwania. Przyznam, że mi też początkowo wydały się trudne do zrealizowania i pewnie nie wzięłabym udziału gdyby nie moja ostatnia zdobycz z biblioteki, książka autora o moich inicjałach! Stwierdziłam, że skoro tak mi się z nią udało, to resztę już jakoś dopasuję. Przed Wami moje plany!

poniedziałek, 04.07.2016
WAKACJE Z DUCHAMI
Do tego wyzwania wybrałam Martwe dusze Mikołaja Gogola. Co prawda książkę już kończę (zaczęłam czytanie jakoś w styczniu, później miałam przerwę), ale liczę tylko strony, które mi zostały. No i do martwych dusz, kupowanych przez Cziczikowa można chyba dopasować te duchy, naciągane, ale działa! 
Stron: zostało mi 100 do końca. 

wtorek, 05.07.2016
DOKOŃCZENIE LUB ZAKOŃCZENIE SERII

Brawo ja! Zamiast skończyć którąś z serii ja oczywiście wybieram rozpoczęcie kolejnej. Cóż, taka już moja przypadłość. Wybór padł na Z mgły zrodzonego Brandona Sandersona, chociaż Czas żniw był bardzo blisko. Sandersona jednak kocham mocno, więc mam nadzieję, że z tą cegiełką sobie poradzę jakoś.
Stron: 670

środa, 06.07.2016
AUTOR O TWOIM IMIENIU LUB INICJAŁACH

To wyzwanie jest akurat bardzo trudne. Jakoś zawsze trudno mi było znaleźć autora o inicjałach M.H., a moje imię niestety również nie jest zbyt popularne. Przy okazji ostatniej wizyty w bibliotece rzuciła mi się w oczy Uległość Michaela Houellebecqa, którą bardzo polecał mi znajomy. Wzięłam do domu, a później okazało się, że idealnie wpasowała się w to wyzwanie!
Stron: 285

czwartek, 07.07.2016
LATO Z KRYMINAŁEM

Tutaj miałam niemałą zagwozdkę. Oczywiście na półkach znalazłam niewiele tego gatunku (Mroza mam dalej tylko Zaginięcie, czyli drugą część ;( ). Na szczęście mój Luby jak już czyta, to często właśnie kryminały/thrillery, więc w końcu rozpocznę przygodę z Jo Nesbo, ciekawe jak mi się spodoba!
Stron: 375

piątek, 08.07.2016
KSIĄŻKA Z TWOIM ZAWODEM

Kolejne wyzwanie wymagające chwili pomyślenia. Na szczęście z pomocą przyszła mi siostra - podobno w Nomen Omen Marty Kisiel są studenci Politechniki. I to nawet we Wrocławiu, więc wszystko się zgadza. Dawno chciałam się za tę książkę wziąć, bo już nie mogę się doczekać Dożywocia 2 !
Stron: 331

sobota, 09.07.2016
WAKACYJNA MIŁOŚĆ

Mam nadzieję, że w którejś z powyższych książek znajdę jakąś swoją wakacyjną miłość (najpewniej w Z mgły zrodzonym, mam słabość do bohaterów w fantastyce).


niedziela, 09.07.2016
PRZECZYTAJ 1500 STRON
 100+670+285+375+331 = 1761 stron


A Wy bierzecie udział w BookAThonie? Jakie książki wybraliście?
 

czwartek, 17 marca 2016

Absurd w mięciutkich bamboszkach, czyli 'Dożywocie' Marta Kisiel

Ciągle jestem zabiegana, ale w końcu zaczęłam sobie wszystko układać. Ogarniam pracę magisterską, widziałam się już z promotorem i mam jakiś plan działania. Nawet się tym trochę zajarałam.
I dziwnym trafem znowu zaczęłam czytać kilka książek naraz. Staram się stopować z sięganiem po nowe książki, ale wciąż nie potrafię się powstrzymać! Jedna dziś przed Wami.
*Dożywocie*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2010
*Liczba stron:* 347
*Wydawnictwo:* Uroboros
"Jako tradycyjny Anioł Stróż Licho nie miało na wyposażeniu żadnych mieczy ognistych ani tym podobnych robiących odpowiednie wrażenie akcesoriów, mogło co najwyżej kopnąć z bamboszka."


*Krótko o fabule:*
Konrad dostaje w spadku od nieznajomego krewnego dom - Lichotkę, wraz z jego mieszkańcami. Oczami wyobraźni już widział jak remontuje starą posiadłość i sprzedaje ją, nieźle się na tym wzbogacając. Nie przewidział jednak, że lokatorzy Lichotki będą tak osobliwymi postaciami. Bezosobowe, wciąż kichające Licho - anioł stróż w bamboszkach i za dużych koszulkach, widmo w marynarce i kamizelce, niczym Werter wyciągnięty z kart powieści, czyli panicz Szczęsny, cztery taplające się w wannie utopce, no i oczywiście pradawny potwór mieszkający w piwnicy i pichcący przysmaki - Krakers. To towarzystwo przewróci życie Konrada do góry nogami.

*Moja ocena:*
Ostatnio o twórczości Marty Kisiel jest bardzo głośno, co po przeczytaniu Dożywocia przestaje być dla mnie taką dziwną sprawą. Przyznam, że mnie kupiła już informacja na pierwszych stronach, gdzie w notce o "ałtorce" dowiedziałam się, że jest fanką Słowackiego. W odwiecznej dyskusji Mickiewicz kontra Słowacki zawsze byłam sercem za tym drugim, jako jedna z niewielu. Marta Kisiel wydała Dożywocie już w 2010 roku, a cztery lata później powróciła z książką Nomen Omen. Wtedy to powstała dyskusja o niemal niemożliwej do zdobycia debiutanckiej powieści ałtorki. Poskutkowało to wydaniem dodruku, w zeszłym roku, który udało mi się kupić na Wrocławskich Targach Dobrej Książki. Na których nawet dostałam autograf Marty Kisiel.
Lektura trochę przeczekała na mojej półce, ale kiedy w końcu po nią sięgnęłam to wypominałam sobie, że tyle zwlekałam. Bo to przede wszystkim kawał dobrej rozrywki, której każdy czytelnik czasami potrzebuje. Atłorka nie ograniczyła się tylko do jakiejś zabawnej postaci czy abstrakcyjnej sytuacji. Ona po prostu bombarduje nas mnóstwem humoru, który dociera z każdej możliwej strony. Anioł w bamboszkach, który ma uczulenie na własne pierze? Panicz-widmo, który przypomina powracającego zza grobu Wertera? Do tego mówi wierszem, często znanym przez czytelnika? Każda ta mała sytuacja sprawia, że czytelnik uśmiecha się do siebie i zastanawia się co nowego przyniosą dalsze losy bohaterów.
A to właśnie w nich jest siła. Sama fabuła może jest dość prosta, całość składa się z kilku opowiadań, brakuje tutaj głównej osi. Jednak przestaje to być wadą kiedy człowiek pozna już wykreowanych przez ałtorkę bohaterów. Wszystko przez to, że trudno ich nie polubić. Czułam się trochę jak Konrad, czyli człowiek przechodzący małą przemianę za sprawą reszty lokatorów. Ja sama powoli, razem z nim obdarzałam uczuciem poszczególne postaci. Licha trudno nie pokochać od początku, a z całą resztą docierałam się, aż na koniec było mi smutno, że trzeba się pożegnać. 
ilustracje do książki wykonała Elwira Pawlikowska, zajrzyjcie na jej stronę, bo warto LINK
Jak na polonistkę przystało Marta Kisiel czerpie garściami z historii literatury. Oczywiście widać to przede wszystkim w wypowiedziach panicza Szczęsnego, ale nie tylko. Uśmiechnęłam się z sentymentem przy odniesieniu do Dzikich Łabędzi Andersena i robieniu koszul z pokrzyw. To była jedna z moich ulubionych bajek dzieciństwa! 
Język, którym posługuje się ałtorka jest bardzo barwny i plastyczny. Już dawno nie spotkałam się ze stylem, który byłby tak oryginalny. Uwierzcie, nikt nie tworzy takich opisów jak pani Kisiel! Nawet podczas tych długich nie ma czasu na nudę, czyta się to jak historię opowiadaną przez uzdolnionego bajarza. Dodając do tego fakt, że każda z postaci jest bardzo charakterystyczna okazuje się, że ałtorka nie musiała dopisywać niczego w stylu "- powiedziało Licho", bo po dodaniu typowego dla anioła "apsik" czy "alleluja" dobrze wiedzieliśmy, że to właśnie ono zabrało głos. 
Można się przyczepić, że książka ma trochę infantylny wydźwięk, z tymi wszystkimi aniołami, różowymi króliczkami i kotkami. Według mnie Marta Kisiel idealnie wyważyła ilość słodyczy i okraszając wszystko taką dawką humoru zniwelowała szanse na możliwe zasłodzenie. Już bardziej prawdopodobna jest śmierć ze śmiechu.
Podsumowując, jeżeli macie ochotę szczerze się pośmiać przy porządnej, bardzo polskiej literaturze, z masą odniesień do znanych nam dzieł, sięgajcie po Dożywocie. Marta Kisiel zapewni Wam kupę frajdy, a wykreowanych przez nią bohaterów trudno będzie opuścić! Spróbujcie, bo warto :)

Moja ocena: 8/10

Zapraszam do polubienia fanpage'u Marty Kisiel - Kisiel z Kłulika

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html







Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka