sobota, 13 lipca 2024

Krótkie podsumowanie – „Christopher i chłopcy w jego typie”, „I góry odpowiedziały echem” i „Przeminęło z wiedźmą”


Christopher i chłopcy w jego typie
Christopher Isherwood

Gatunek: autobiografia
Rok pierwszego wydania: 1976
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Znak Literanova

Dziś po południu jest cudowne, smutne jesienne słońce; to takie popołudnie, w jakie moglibyśmy się wybrać na spacer po Grunewaldzie, takie popołudnie, w jakie Virginia Woolf wygląda przez okno i nagle postanawia napisać powieść o beznadziejnej miłości pekińczyka od bardzo pięknej paproci.
 

Opis wydawcy

W 1929 roku młody pisarz Christopher Isherwood opuścił Anglię z plecakiem, dwiema walizkami i biletem w jedną stronę do Berlina. Zachłysnął się miastem, które mimo nadciągającego widma faszyzmu było pijane nocnym życiem, dekadencją i obyczajową wolnością. Ale „Christopher i chłopcy w jego typie” to nie tylko barwna, szczera i błyskotliwa opowieść o Berlinie znanym z opartego na prozie Isherwooda „Kabaretu”. To w tej książce zdecydował się opowiedzieć o swoim seksualnym wyzwoleniu i dumie z bycia częścią plemienia, które dziś nazywamy queerem. 


Moja recenzja

Christopher Isherwood to autor bestsellerowych powieści i ikona literatury queer. Wiele z jego dzieł przeniesiono na ekrany. Na podstawie Samotnego mężczyzny powstał głośny film w reżyserii Toma Forda z Colinem Firthem w roli głównej, a zbiór opowiadań Pożegnanie z Berlinem zainspirował twórców musicalu Cabaret. Jego autobiograficzna powieść, czyli Christopher i chłopcy w jego typie, została również zekranizowana w 2011 roku z Mattem Smithem w roli pisarza.

Znając rangę Isherwooda, podekscytowałam się lekturą tej powieści autobiograficznej. Niestety, mój zapał dość szybko ostygł. Przestrzegam wszystkich, że bez znajomości twórczości autora, lektura może być niesatysfakcjonująca. Isherwood często wspomina postaci z przeszłości, które były pierwowzorem bohaterów jego historii. Dla osób zaznajomionych z poprzednimi książkami autora, jest to intrygująca podróż w kulisy powstawania opowiadań. Dla reszty, nieco chaotyczne doświadczenie.

Pomimo powyższych problemów, lektura Christophera i chłopców w jego typie ma też sporo do zaoferowania. To autobiografia pisana w trzeciej osobie, przez co wydaje się, że autor tworzy przeszłego siebie jako fikcyjnego bohatera. W książce pojawia się dużo fragmentów, pochodzących z korespondencji słynnych znajomych pisarza. Już z samych listów można złożyć dobrą książkę, świetnie się je czyta. 

Isherwood składając elementy z przeszłości, zabiera nas do Berlina lat 30. i jest to wciągająca przygoda. Choć wymagająca dla osób, które nie miały wcześniej styczności z jego twórczością.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.



I góry odpowiedziały echem
Khaled Hosseini

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2013
Liczba stron: 447
Wydawnictwo: Albatros

Opowieść jest jak jadący pociąg: niezależnie od tego, kiedy do niego wskoczysz, prędzej czy później dotrzesz do celu.
 

Opis wydawcy

Afganistan, rok 1952. Abdullah i jego siostra Pari mieszkają wraz z ojcem i macochą w ubogiej wiosce. Ledwie wiążą koniec z końcem – znalezienie pracy graniczy z cudem. Szczególnie ciężkie dla rodziny są zimy. Dziesięcioletni Abdullah darzy trzyletnią, niezwykle pogodną Pari wielką, bezwarunkową miłością; stara się zastąpić jej nieżyjącą matkę i ojca, który nie poczuwa się do przejęcia jej obowiązków. Aby zdobyć dla siostry skarb – piękne pawie piórko – Abdullah odda jedyną parę butów. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Podróż z ojcem do Kabulu stanie się dla Pari i Abdullaha początkiem rozstania, które odciśnie piętno na ich przyszłym życiu.


Moja recenzja

Jedna z powieści Khaleda Hosseini, Chłopiec z latawcem, znalazła się na liście stu książek, które każdy powinien przeczytać według dziennikarzy BBC. To właśnie z tej listy kojarzyłam nazwisko Hosseini. Moje pierwsze spotkanie z jego twórczością to I góry odpowiedziały echem, ten egzemplarz znalazłam podczas wizyty w antykwariacie.

Potrafię zrozumieć dlaczego Hosseini odniósł taki sukces. Przeczytawszy tylko jedną książkę mogę powiedzieć, że jest to prawdziwy gawędziarz, umiejętnie przeprowadzający czytelnika przez meandry życia bohaterów. W I góry odpowiedziały echem odmalowuje epicką, wielopokoleniową historię pewnej rodziny. Każda część książki napisana jest z perspektywy innego bohatera, przez co tworzą się niemal osobne minipowieści. W miarę rozwoju akcji fragmenty puzzli wskakiwały jednak na swoje miejsce, tworząc powiązania między różnymi wątkami. 

W tej obyczajowej książce autor poruszył takie tematy, jak więzy rodzinne, przynależność, odnalezienie swojego miejsca w życiu. Jednak przede wszystkim jest to pochwała opowieści i ukazanie, że każdy człowiek niesie w sobie historię. Autor przeskakuje między perspektywami różnych postaci. Dzięki temu nie możemy jednoznaczenie oceniać bohaterów  każdy kryje w sobie przeszłość, która miała znaczący wpływ na rozwój charakteru. Ciekawym przykładem może być wujek Nabi, który przy pierwszym spotkaniu wydaje się namawiać do złego, ale po poznaniu jego wersji historii potrafimy zrozumieć jego motywacje i możemy czuć do niego jedynie sympatię. 

Czytałam opinie, że inne książki autora są lepsze, więc na pewno chętnie po nie sięgnę. I góry odpowiedziały echem nie jest powieścią, która zmieni moje życie, ale warto było ją przeczytać. Autorowi udało się mnie wzruszyć, nawet jeżeli czułam, że to wywołanie łez było precyzyjnie wykalkulowane. Dobrze spędzony czas przy lekturze. 




Przeminęło z wiedźmą
Magdalena Kubasiewicz

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2024
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: SQN Imaginatio

Zdrada nigdy nie przychodziła ze strony wrogów, więc by jej się doświadczyć, najlepiej mieć tych wrogów właśnie. Żadnych przyjaciół.
 

Opis wydawcy

Czarownica Sara i latawiec Boreasz przemierzają razem świat: on w poszukiwaniu rodziny, ona dla samej radości podróży. Gdy trafiają do Krakowa, zostają wciągnięci w sprawę morderstw alchemików i przyciągają uwagę Kaliny Sapiehy: najpotężniejszej czarodziejki w Polanii. Kraków to miasto pełne magii i legend, ale nie każda magia jest dobra, a w niemal wszystkich legendach roi się od potworów. Czy wplątani w magiczną intrygę zdołają zachować życie, wolność oraz duszę?  


Moja recenzja

Proza Magdaleny Kubasiewicz zrobiła na mnie pozytywne wrażenie w serii o Wilczej Jagodzie. Postanowiłam sięgnąć po najnowszą książkę autorki, Przeminęło z wiedźmą, jako że nadeszło lato i przyszła mi ochota na coś lekkiego do poczytania na balkonie.

Autorka po raz kolejny umiejętnie łączy znane czytelnikowi miejsca z magicznymi elementami. Tym razem akcja ma miejsce w Krakowie w równoległym świecie. Na Wawelu mieszka król, którego strzeże najlepsza czarownica w kraju. W Vistuli, czyli alternatywnej wersji Wisły, pływają topielice. Podobnie jak w serii o Wilczej Jagodzie autorka nie poświęca zbyt wiele czasu na opisywanie świata przedstawionego. Wrzuca czytelnika w środek wydarzeń i pozwala poznawać otoczenie wraz z rozwijającą się fabułą. Wypada to bardzo dobrze.

W Przeminęło z wiedźmą pierwsze skrzypce gra Sara, nastoletnia czarownica, która pamięta swoje poprzednie wcielenia. Ma zatem umiejętności dużo starszej wiedźmy. Wiąże się to z wysokim mniemaniem o sobie  dziewczyna uważa, że ze wszystkim sobie poradzi, a jej siła przewyższa każdego przeciwnika. Wypada na postać mocno zadzierającą nosa. Ze strzępków informacji z przeszłości dowiadujemy się o jej ciężkich przejściach. Jednak było to dla mnie zbyt mało na wywołanie sympatii do tej bohaterki. To jeden z powodów, dla których ta książka wypada w moich oczach słabiej niż seria o Jagodzie.

Przeminęło z wiedźmą czyta się szybko i przyjemnie. Największe wrażenie robi w momentach, w których zgrabnie łączy współczesny świat z baśniami. Widać, że Kubasiewicz starała się pokazać, że można napisać fantastykę bez męskiego bohatera na czele. W głównych rolach występują Sara i Kalina. Najważniejszym „męskim” bohaterem jest Boreasz, który nawet nie jest człowiekiem. Nie pojawia się wątek romantyczny, co również uznaję za pozytywny aspekt książki. Jednak sama intryga nie wciąga, nie chce się dla tej fabuły zarwać nocy. Ot, do poczytania przy basenie. Jeżeli chcecie poznać twórczość autorki, to polecam zacząć od serii o Wilczej Jagodzie.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN Imaginatio.



niedziela, 9 czerwca 2024

„Mag” John Fowles – świat jest teatrem, aktorami ludzie

Mag
John Fowles

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1966
Liczba stron: 701
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

W życiu każdego człowieka istnieje punkt zwrotny. Jest to chwila, kiedy człowiek musi sam siebie zaakceptować. Już nie chodzi o to, jakim się ma stać. Chodzi o to, jaki jest i jakim pozostanie. Jest pan zbyt młody, by znać to z własnego doświadczenia. Pan znajduje się jeszcze w stadium stawania się, nie bycia.  
 

Opis wydawcy

Bohater książki, młody Anglik Nicholas Urfe, przyjmuje stanowisko nauczyciela na pewnej greckiej wyspie. Tam zaprzyjaźnia się z właścicielem wspaniałej posiadłości. Przyjaźń z milionerem wpędza młodzieńca w koszmar. Z każdym dniem rzeczywistość i fantazje coraz bardziej się mieszają, a Urfe staje się nieświadomym aktorem prywatnego teatru bogacza – styka się ze śmiercią, seksem i przemocą. Desperacko zaczyna walczyć o zachowanie życia. Akcji, stanowiącej prawdziwy labirynt zdarzeń, towarzyszą kulturowe szarady, a sama opowieść prowokuje do zastanowienia się nad iluzorycznością otaczającego nas świata i funkcjonujących w nim zasad moralnych.


Moja recenzja

John Fowles zaczął pisać Maga w latach pięćdziesiątych jako swoją pierwszą powieść. Pojawiła się na rynku w 1965, ale autor wrócił do niej w 1977 roku, kiedy to opublikował drugie, poprawione wydanie. Do tej pory nie słyszałam zbyt wiele o Magu, więc nie nastawiałam się na konkretne doznania. Wiedziałam, że książka zaliczana jest do kanonu literatury brytyjskiej i choć tytuł nasuwał skojarzenie z fantastyką, to jest ono w tym przypadku błędne. 

Głównym bohaterem jest absolwent Oksfordu, Nicholas Urfe. To młody człowiek, który poszukuje swojego miejsca i wciąż liczy, że czeka na niego coś więcej. Kto wie, może okaże się wybrańcem, może przeznaczone są mu wyjątkowe zadania? Tego typu poszukiwanie wydaje się być nierozerwalnym elementem wchodzenia w dorosłość. Wielu czytelnikom przypomną się chwile, w których snuli nadzwyczajne marzenia o tym, że w przyszłości okażą się kimś ważnym. Różnica jest taka, że Nicholas dostaje potwierdzenie swojej wyjątkowości. Kiedy zatrudnia się na greckiej wyspie jako nauczyciel, dostrzega go tajemniczy bogacz-artysta, Maurice Conchis. 

źródło

Pierwotny tytuł Maga to The Godgame, bo Fowles przedstawia w książce efekty zabawy w boga. Bogaty, starszy mężczyzna wodzi za nos naszego bohatera, wplatując go w psychologiczną grę. Sprawia, że ten czuje się wybrańcem, ale jakim kosztem? Psychologiczna manipulacja działa również na czytelnika. Czytamy całość z perspektywy Nicholasa, ale dostajemy sprzeczne informacje  jedno wmawia nam Conchis, drugie poznani po drodze bohaterowie, a jeszcze trzecie okazuje się być prawdą. Kiedy do akcji dołącza tajemnicza, eteryczna kobieta, w której Nicholas szybko się zakochuje, sprawa jeszcze bardziej się komplikuje. Rozpoczynamy nową grę w zgadywanie: czy to duch z przeszłości Conchisa, osoba chora na schizofrenię, a może po prostu bardzo zdolna aktorka? Ta postać to wstęp do sensualnej gry. Przez ten zmysłowy, mistyczny związek nasuwa się skojarzenie z filmem Oczy szeroko zamknięte Kubricka. Jednak temperatura w tym wątku nigdy nie sięga zenitu, autor znowu tylko zwodzi czytelnika. Fowles bardzo powoli odkrywa karty. Przez większość książki dokłada kolejne zagadki, zamiast rozwiązywać te istniejące. Trudno się połapać co jest prawdą, a co fikcją i dzięki temu zainteresowanie czytelnika nie gaśnie ani na chwilę.

Akcja powieści ma w większości miejsce na greckiej wyspie, a autor postanawia wykorzystać to otoczenie. Kilkukrotnie pojawiają się mitologiczne postaci, które nadają fabule bardziej mrocznego klimatu. Oczywiście jest to kolejna okazja do wprowadzenia czytelnika w uczucie konfuzji, a przy okazji działa na wyobraźnię. Symboli jest tak wiele, że przez długi czas można szukać znaczenia poszczególnych motywów. Ja nawet nie próbowałam analizować tych mitologicznych masek, ale może to być dodatkowa zabawa.

Manipulacja wybija się na jeden z głównych tematów Maga. Oprócz tej umysłowej, w której Nicholas próbuje zrozumieć co się wokół niego dzieje, bohater staje się również ofiarą manipulacji emocjonalnej. Jego relacja z kobietami jest burzliwa i przypomina rollercoaster. Podczas lektury tłucze się po głowie myśl jak ważne są: wolność i miłość. Życie na swoich warunkach i kierowanie swoją ścieżką. Oddawanie się drugiej osobie z pełnym zaufaniem. Jednak to tylko chwilowe myśli, bo zaraz przychodzi wniosek, że to wszystko może nie jest ważne. Może po prostu każdy z nas jest marionetką i bierze udział w tej dziwnej maskaradzie, która nazywa się życiem.


niedziela, 5 maja 2024

Krótkie podsumowanie – „Swobodne wpadanie”, „Złodziej dusz” i „Christopher Nolan. Reżyser wyobraźni”

 

Swobodne wpadanie
Katarzyna Pochmara-Balcer

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2024
Liczba stron: 160
Wydawnictwo: Cyranka

Nie­świa­do­mość jest mą­drzej­sza od świa­do­mo­ści, nie bawi się w żadne nie­po­trzeb­ne tabu, wali pro­sto z mostu. Do­pie­ro świa­do­mość ob­ra­bia ro­dzi­ców w fil­trach po­la­ry­za­cyj­nych, to je­dy­ny spo­sób, by dało się z nimi wy­trzy­mać. Fil­tro­wa­nie ro­dzi­ców jest stra­te­gią prze­trwa­nia nie­za­leż­nie od tego, czy mamy do czy­nie­nia z ich wspo­mnie­niem, czy z żywą obecnością, na­rzu­ca­ją­cą się co­dzien­no­ści jak mój roz­po­star­ty na ka­na­pie oj­ciec.
 

Opis wydawcy

Barwny, nietuzinkowy mężczyzna składa nieoczekiwaną wizytę w domu córki, wprowadzając w jej poukładane życie chaos i trudną do uniesienia tajemnicę. Choć dawniej nie poświęcał rodzinie czasu, wymaga zaangażowania i pomocy, a jednocześnie nie chce powiedzieć, co mu się przydarzyło. Jest niespokojny, znika na całe dnie, a gdy wraca, nerwowo spogląda na ekran telefonu. Córka zaczyna podejrzewać najgorsze. 


Moja recenzja

W polskiej literaturze współczesnej często spotykam się ostatnio z tematyką relacji dorosłego dziecka z rodzicem. Pamiętam, że lektura Mireczka Aleksandry Zbroi pozostawiła po sobie mocne wrażenie, podobnie jak Weź z nią zatańcz Filipa Zawady. Wszystkie te portrety rodziców są w jakiś sposób bliskie. Jak gdyby opowiadały o sąsiadach z piętra wyżej.

W Swobodnym wpadaniu autorka przedstawia historię relacji dorosłej kobiety z ojcem, którego w dzieciństwie nigdy nie było. Jeżeli przez całe życie tęskniło się za tatą, za jego obecnością, to co można zrobić kiedy on nareszcie się pojawia? Czterdziestoletnia córka szybko przyjmuje go do swojego domu, a wewnątrz tli się nadzieja, że może nadszedł czas na odbudowę relacji. Ojciec zachowuje się jednak podejrzanie, a nadzieja na poprawę zostaje stłumiona. O zgrozo, wygląda na to, że rodzic może skrywać jeszcze gorsze tajemnice.

Swobodne wpadanie to króciutka opowieść, warta każdej spędzonej z nią minuty. Styl autorki jest barwny, ale równocześnie bezpośredni i sprawia, że nie chce się tej książki odłożyć. Łatwo przenosi nas w czasie do wspomnień z lat 90-tych i opowiada historię, która mogłaby mieć miejsce tuż za rogiem.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Cyranka.



Złodziej dusz
Aneta Jadowska

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2012
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: SQN

Och, wiem, mogło być gorzej, mogliście dać mi jakiś pierścień i wskazując na wschód, powiedzieć, że trzy tysiące kilometrów dalej jest Mordor, ale i tak łatwo nie było.
 

Opis wydawcy

Oficjalnie policjantka. Trudny charakter, ale świetne statystyki rozwiązanych spraw. Nieoficjalnie – wiedźma, która dzieli swój czas między toruński komisariat a Thorn – alternatywne miasto, gdzie mieszkają magiczni. Do perfekcji opanowała utrzymywanie tych światów w równowadze i kompletnej izolacji. Do czasu. W Thornie giną istoty nadprzyrodzone i to Dora ma znaleźć sprawcę. W Toruniu dyskretne korzystanie z magii w trakcie śledztwa odbija jej się solidną czkawką. Na szczęście nie jest z tym wszystkim sama – wspiera ją Miron, wnuk Lucyfera. 


Moja recenzja

W nawiązaniu do mojej świeżej sympatii do serii Kubasiewicz, którą skończyłam w styczniu, postanowiłam dać szansę innej polskiej autorce fantastyki. Aneta Jadowska to jedna z najsłynniejszych autorek, tworzących powieści urban fantasy. Biorąc pod uwagę, że dopiero pożegnałam się ze świetną Wilczą Jagodą, liczyłam na to, że Dora idealnie ją zastąpi. Niestety, ten plan nie wypalił.

Między książką Jadowskiej a serią Kubasiewicz jest sporo podobieństw. Główne bohaterki pomagają w ściganiu przestępców, chociaż w różny sposób. Obie zostają wplątane w poważną sprawę, w której stawką są życia ich bliskich. Obie żyją w alternatywnej wersji Polski, która ma drugie, magiczne oblicze. I nareszcie wokół obu kobiet kręci się sporo mężczyzn.

Tym, co różni te serie i zapewne przyciąga młodszych czytelników do książki Jadowskiej jest wątek romantyczny. To element historii, który najmocniej mi przeszkadzał. Z jednej strony potomek Lucyfera, z drugiej anielski wysłannik  to brzmi jak jeden z fanfików, które czytało się w latach nastoletnich. Tego typu romantyczne rozterki nie są dla mnie. Biorąc pod uwagę, że poświęcono temu wątkowi mnóstwo czasu, nie planuję kontynuować przygody z Dorą Wilk. 


Christopher Nolan. Reżyser wyobraźni
Tom Shone

Gatunek: biografia
Rok pierwszego wydania: 2024
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Znak Koncept

(...) nie tylko dlatego, że chcemy, by świat był bardziej skomplikowany niż jest. Nie chcemy znać jego granic,  nie chcemy czuć, że nie ma w nim niczego więcej. Kręcę filmy, które to właśnie mówią.
 

Opis wydawcy

Tom Shone próbuje odnaleźć się w labiryntach, skutecznie budowanych przez tego piekielnie inteligentnego Anglika odnoszącego największe kasowe sukcesy w Hollywood od czasów Hitchcocka. Dociera do nigdy dotąd niepublikowanych informacji, anegdot, zdjęć i dokumentów.


Moja recenzja

Podczas lektury cofnęłam się w czasie o kilkanaście lat – do moich pierwszych seansów filmów Christophera Nolana. Pamiętam, że zachwycał mnie rozmach i pomysłowość w Incepcji, którą oglądało się jak najlepszy szpiegowski film. Pamiętam też, że zaskoczyło mnie podejście do kina superbohaterskiego w Batmanie, który okazał się bardzo mroczny ze wspaniałą gęstą atmosferą. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że te filmy zostały wyreżyserowane przez tę samą osobę. Teraz wszyscy znają nazwisko Nolana. Szczególnie, że w tym roku jest już reżyserem z Oscarem na koncie.

Autor, Tom Shone, poświęcił sporo serca opowieści o człowieku, którego ewidentnie bardzo ceni. Możemy wywnioskować, że przyjemność sprawiały mu kolejne rozmowy z twórcą i rozwikływanie zagadek ukrytych w filmach i tych poruszanych w wywiadach. Shone dedykuje poszczególne rozdziały tematom, które kręcą Nolana. Rozwija każdy tytuł rozdziału przez pryzmat pełnometrażowych filmów reżysera. W rozdziale o tytule „czas” główne skrzypce zagra Interstellar. Jednocześnie ten nagłówek może pasować do wielu innych filmów, bo Nolan wydaje się zagorzałym przeciwnikiem chronologii i linearnej opowieści, uwielbia bawić się pojęciem czasu. Świetnym dowodem na to jest jeden z jego pierwszych filmów, czyli Memento. To w nim brak chronologii staje się niemal jednym z bohaterów. Czas nie jest jednak jego jedynym znakiem rozpoznawczym. Dzięki lekturze książki możemy wraz z autorem poszukiwać tych punktów wspólnych w jego filmach, intrygujących go tematów, jak również poznawać sposób w jaki Nolan podchodzi do kinematografii

Książka jest przepięknie wydana, to prawdziwa gratka dla fanów reżysera. Treść jest tutaj opakowana zdjęciami zza kulis, plakatami filmów, notatkami z planowania chronologii, storyboardami i ujęciami dzieł sztuki, które inspirowały Nolana. Tworzy to spójną całość, której odkrywanie jest czystą przyjemnością. Dla fanów kina pozycja obowiązkowa!


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak Koncept.



sobota, 30 marca 2024

Podsumowanie lutego – „Wąska droga między pragnieniami”, „Krótko i szczęśliwie” i „Z dala od zgiełku”

 

Wąska droga między pragnieniami
Patrick Rothfuss

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2024
Liczba stron: 200
Wydawnictwo: Rebis

Niekiedy świat był tak idealnie odsłonięty jak żart, obraz i zagadka w jednym. Śmiech był prawdziwym aplauzem, który oferowałeś światu za to, że jest piękny.
 

Opis wydawcy

Towarzyszymy Bastowi przez jeden dzień, od świtu do północy, przyglądając się jego sprawdzonym sposobom działania. Przemyślne plany i ukradkowe podchody zawsze są wirtuozerskim balansowaniem na granicy kłopotów, z których jednak zwykle udaje mu się wyślizgnąć z niespotykaną gracją.


Moja recenzja

W zeszłym roku przeczytałam powieść Imię wiatru, głośno chwaloną przez fanów fantastyki. To gatunek bliski memu sercu, dlatego bardzo sobie cenię takie powroty. Imię wiatru to dopiero pierwszy tom opowieści o Kvothe – potężnym magu i zdolnym muzyku. Autor, Patrick Rothfuss, nadal nie skończył swojej trylogii. Zamiast ostatniego tomu wydana została Wąska droga między pragnieniami, krótka nowelka o dniu z życia Basta, jednego z bohaterów serii.

Opowiadanie reklamowane jest jako historia, która spodoba się nie tylko fanom, ale również nowym czytelnikom. Chociaż moim zdaniem znajomość głównych bohaterów i świata przedstawionego sprawiają, że bardziej cieszymy się tą nowelką. Fabularnie przypomina ona baśń dla młodszych czytelników. Główny bohater spędza całe dnie na magicznym wzgórzu, czekając na swoich gości. Przychodzą do niego dzieci, które dzielą się podsłuchanymi tajemnicami, informacjami, które mogą się przydać. Bast wygląda na lekkoducha, ale jest przy tym inteligentny i potrafi wywnioskować z kim rozmawia, po czym dopasować do tej osoby sposób targowania. W końcu cena za pozyskanie informacji musi być adekwatna do jej pożyteczności. Wąska droga między pragnieniami to lektura na jeden wieczór, która podsyci ciekawość i przypomni czytelnikom, że Rothfuss nie porzucił świata Kronik królobójcy. Nie jest to nic wybitnego, ale jako uzupełnienie do serii sprawdza się dobrze. Nate Taylor, ilustrator nowelki, pomógł w stymulowaniu wyobraźni czytelnika. Jego rysunki idealnie podkreślają bajkowy klimat całości. Trzymam kciuki, żeby Rothfuss skończył tę serię.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS.



Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości
Agata Romaniuk

Gatunek: reportaż
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 200
Wydawnictwo: Poznańskie

Jak ktoś ci umrze, to na początku masz wiele spraw do załatwienia, a potem już żadnych. To jest najgorsze.
 

Opis wydawcy

O pierwszych miłościach powiedziano prawie wszystko – powstało już wiele filmów, piosenek i wierszy. O miłościach ostatnich nie mówi się dużo, a jeśli już, to ze wstydem, półszeptem, jakby ich miejsce było w cieniu. A przecież to właśnie uczucia, które zdarzają się późno, kiedy już się ich wcale nie spodziewamy, zostają z nami na zawsze. Oto zbiór prawdziwych historii dojrzałych miłości, które nie miały prawa się zdarzyć, a jednak się wydarzyły na ostatniej prostej życia. 


Moja recenzja

Reportaż Agaty Romaniuk przypomniał mi o seansie wspaniałego filmu Miłość w reżyserii Michaela Hanekego. Łączy je temat późnej miłości, związku starszych osób. Jednak Krótko i szczęśliwie jest o wiele bardziej podnoszące na duchu niż film Hanekego. Chociaż i tak czytanie każdej z jedenastu opisanych w książce historii kończyłam ze łzami w oczach.

Po lekturze nasuwa się spostrzeżenie, że związek dojrzałych osób niesie ze sobą inne emocje niż młodzieńcza miłość. Uczucie nie jest tak intensywne, gorące i temperamentne. Za to znajdziemy w nim szacunek, czułość, poświęcenie, chęć dzielenia z kimś codzienności i spędzania wspólnie czasu. Bohaterowie książki nie poznają się przez internet, nie decydują w trakcie sekundy czy ktoś im się podoba czy nie. Podążają tradycyjną ścieżką – w poszukiwaniu partnera mogą się ewentualnie posunąć do umieszczenia ogłoszenia w gazecie. Autorka opisuje ich spotkania, rozmowy przy kawie, wysyłane do siebie latami listy. 

Piękny jest ten zbiór historii. Pokazuje blaski i cienie życia, ale każdorazowo przynosi ukojenie. Autorka opisując miłosne perypetie prawdziwych ludzi, pokazuje, że nigdy nie jest za późno. Kończymy lekturę tego reportażu z uczuciem nadziei, że wszystko może się jeszcze zdarzyć.


Z dala od zgiełku
Thomas Hardy

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1874
Liczba stron: 476
Wydawnictwo: Penguin

Najczęściej jednak postanawiamy unikać złego dopiero wtedy, gdy zło poczyniło już takie postępy, że niemożliwością jest go uniknąć.
 

Opis wydawcy

Główną bohaterką jest Betsaba Everdene, niezależna kobieta, której losy splatają się z trzema różnymi mężczyznami. Hardy mistrzowsko ukazuje subtelności ludzkich relacji, borykając się z tematami miłości, dumy i tęsknoty za spokojem.


Moja recenzja

Kilka lat temu obejrzałam ekranizację powieści Z dala od zgiełku z Carey Mulligan w roli głównej. Zapamiętałam z niej, że to historia miłosna między Betsabą i trzema mężczyznami. Książka Hardy'ego oferuje więcej niż ten płomienny romans.

W centrum wydarzeń znajduje się Betsaba, która odziedziczyła gospodarstwo i postanawia sama nim zarządzać. To silna, niezależna kobieta, która lubi dać prztyczek w nos wszystkim, którzy powątpiewają w jej sukces. Wokół niej kręcą się trzej mężczyźni. Gabriel Oak, pierwszy kandydat, to człowiek prosty i skromny, który do wszystkiego dąży ciężką pracą i nie ma sporych nadziei na szczęśliwe zakończenie. Drugim jest bogaty Boldwood, dla którego uczucie do Betsaby jest zupełną nowością, bo w okolicy wierzono, że będzie kawalerem do śmierci. To bohater, który fiksuje się na celu i nie potrafi spuścić z niego wzroku. Ostanim pretendentem do ręki jest przystojny wojskowy, który czerpie korzyści z powiedzenia „za mundurem panny sznurem”. Ta trójka postaci pokazuje jak różne oblicza może mieć miłość – ta, w której chcemy przede wszystkim szczęścia partnera; ta, która potrafi nas opętać, a my się w niej zatracamy; ta budząca cielesne pragnienie bliskości. Betsaba kroczy ścieżką, którą wszystkowiedzący czytelnik by jej odradził. Autor przedstawia bohaterkę jako trochę próżną, która nie zawsze myśli o tym, czy kogoś zrani swoim postępowaniem. Buduje ciekawy portret a dzięki wnikliwym opisom, potrafimy zrozumieć wybory głównej postaci, nawet jeżeli wydają się nam błędne. 

Potrzebowałam trochę czasu, żeby w pełni wejść w świat wykreowany przez autora i się nim rozkoszować. Hardy poświęcił sporo pracy nad opisami tła wydarzeń. Zaskoczyło mnie, że czytanie o bohaterach na dalszym planie było interesujące, czasami nawet zabawne. Dzięki opisom zadań na farmie i wyzwań stojących przed gospodarzami, czytelnik może przenieść się w miejscu i w czasie. Pod koniec fabuły stawki rosną, a napięcie sięga zenitu i trudno już tę książkę odłożyć. Głośny klasyk autorstwa Thomasa Hardy'ego zostawił mnie z myślą, że miłość potrafi doprowadzić ludzi do szaleństwa, a czyny mają swoje konsekwencje, za które będziemy musieli wziąć odpowiedzialność.  




niedziela, 10 marca 2024

Komu dałabym Oscara? (edycja 2024)

 

Najlepszy film

Patrząc na moje oceny filmów nominowanych do Oscara można wywnioskować, że był to dobry rok. Chociaż może to ja jestem zbyt łaskawa w kwestii oceniania. Większość z nominowanych filmów bardzo mi się podobała. Zasłonę milczenia spuszczę tylko na Maestro, którego miejsce wśród nominowanych jest nieporozumieniem. Reszta filmów warta obejrzenia. Biedne istoty to festiwal dziwności w pięknym wydaniu. Lanthimos to mistrz serwowania widzom kina odrealnionego, o którym można później długo rozmawiać. Chociażby o narzucaniu społecznych zasad, przez które czujemy się jak w więzieniu. Do tego przepiękna scenografia, kostiumy i zapadające w pamięć aktorstwo. Zupełnie inny klimat, ale równie duże wrażenie pozostawia po sobie Strefa interesów. Film, który zbudowany jest na podstawie kontrastu: dom pełen dzieci, otoczony ogrodem, a zaraz za płotem mur obozu koncentracyjnego. Rodzina ślepa na cierpienie, które dzieje się zaraz za ich drzwiami. Nieczułość, która niestety jest powszechna po dziś dzień. O tym, jak ludzie żerują na innych opowiada też Scorsese w Czasie krwawego księżyca. Słyszałam, że w kinie trudno było wysiedzieć podczas ponad trzygodzinnego seansu. Oglądając w domu, byłam oczarowana. Reżyser udowadnia, że kocha kino, wierzę, że nie chciałby usunąć ani jednego kadru. Wciągająca historia, wspaniale podkreślająca napięcie muzyka i objawienie w postaci Lily Gladstone. Innym objawieniem jest też Anatomia upadku, czyli dramat sądowy, który utrzymuje widza w ciągłym napięciu. (Francuzi nie wytypowali tego filmu jako swojego kandydata do Oscara, dlatego nie znalazł się w kategorii międzynarodowej.) To świetnie wyreżyserowane kino, wywołuje emocje i pozostawia pytania bez odpowiedzi. Moim tegorocznym faworytem jest Przesilenie zimowe. W czasie kiedy filmowcy prześcigają się w dziwnych pomysłach, Payne postanowił nakręcić typowy film z lat siedemdziesiątych and I think it's beautiful. Ten seans wywołał tyle ciepła! Mam ochotę na kolejne święta Bożego Narodzenia odpalić go zamiast Kevina. Prosta historia o trójce osób, które nieświadomie sobie pomagają. Świetny scenariusz, naturalne aktorstwo i porządne rzemiosło filmowe. Dobrze sprawdził się American Fiction jako krytyka światka wydawniczego w Ameryce. Sporo zabawy przyniósł Barbie, ze swoim kolorowym światem lalek, przez który Gerwig próbuje edukować młode dziewczyny. Miłą odmianą dla klasycznej komedii romantycznej był film Poprzednie życie. Statuetka powędruje jednak do Oppenheimera. Uważam, że Nolan zrobił naprawdę dobry film i cieszę się, że w końcu zostanie nagrodzony. Ja się emocjonalnie z tym filmem nie zżyłam i przeszkadzał mi sposób opowiadania, z ciągłymi przeskokami między scenami. Nie można mu jednak zarzucić nudy, przez cały seans śledzi się losy bohaterów z zainteresowaniem. 

Oscar dla najlepszego filmu: Oppenheimer
Mój wybór: Przesilenie zimowe

kręcenie wybuchu bomby, źródło

Najlepsza aktorka

Na pewno był to dobry rok dla Sandry Hüller. Zagrała w dwóch nominowanych filmach, co jest sporym osiągnięciem. Szczególnie jak na aktorkę, która na co dzień nie rezyduje w Hollywood. Sandra ma swoich przeciwników, ale ja ją kupuję. W roli matki oskarżonej o morderstwo jest wspaniała  ma kilka złotych momentów, jak początkowy wywiad czy małżeńska kłótnia. O statuetkę ostateczną walkę stoczą jednak Lily Gladstone i Emma Stone. Lily moim zdaniem wniosła do Czasu krwawego księżyca ten element, który podniósł poziom całości. Ja zastanowiłabym się, czy nie umieścić jej w kategorii drugoplanowej, wtedy miałaby zwycięstwo murowane. Dla mnie najlepsza w tym roku była Emma Stone. Kompletnie szalona i odklejona od rzeczywistości rola, ale zagrana z takim czarem, że trudno jej nie kibicować. Na pewno najlepsza rola w dorobku aktorki. Czego nie można powiedzieć o Annette Bening, która w Nyad wkłada w rolę mnóstwo energii, ale dla mnie to Jodie Foster skradła w filmie więcej uwagi. Carey Mulligan to światełko w tunelu filmu Maestro. Dla niej warto go zobaczyć. I chociaż zagrała świetnie, to słaby scenariusz przeszkadza w umieszczeniu jej na szczycie listy. 

Oscar dla najlepszej aktorki: Lily Gladstone (Czas krwawego księżyca) / Emma Stone (Biedne istoty)
Mój wybór: Emma Stone (Biedne istoty)

Najlepszy aktor

Mam swojego faworyta w postaci Paula Giamattiego. Uważam, że to w większości jego zasługa, że Przesilenie zimowe wywołało u mnie tyle emocji. Ekscentryczność połączona z empatią, no i mamy bohatera, którego przemianę chce się śledzić. Statuetka powędruje zapewne do Cilliana Murphy'ego. Nie będzie to dla mnie zawodem, bo uważam, że to był idealny casting. Murphy ma w sobie coś przyciągającego uwagę. Sukces filmu w sporej części zależał od tego, jaki będzie Oppenheimer. Jeffrey Wright w American Fiction umiejętnie łączy dramatyczne granie z komediowym wydźwiękiem niektórych scen. Złapał dobry balans, na pewno jest to warta docenienia rola. Cooper to nieporozumienie. Moim zdaniem bardziej chciał wykreować postać niż ją po prostu zagrać. Uwierało mnie to przez cały film. Filmu Rustin nie oglądałam.

Oscar dla najlepszego aktora: Cillian Murphy (Oppenheimer)
Mój wybór: Paul Giamatti (Przesilenie zimowe)


Yorgos Lanhimos i Emma Stone za kulisami „Biednych istot”, źródło

Najlepszy reżyser

W końcu nadszedł czas Nolana. Wszystkie znaki wskazują, że to właśnie on zgarnie statuetkę za Oppenheimera. Wydaje mi się, że słusznie. Zrobił coś mocno autorskiego, wybrał oryginalny sposób kierowania tą historią i się tego trzymał. Jego podejście do kręcenia scen wybuchu jest godne pochwały. Zebrał świetny zespół aktorski i stworzył opowieść, którą chce się śledzić. Czy wzbudza ona u mnie emocje? Raczej nie. Nie mogę jednak zaprzeczyć filmowemu rzemiosłu. Ja doceniłabym w tej kategorii Justine Triet. Sukces Anatomii upadku to zasługa wielu dobrych decyzji reżyserki. Chociażby świetne zagranie z przeskokami między rozprawą a wspomnieniami. Lanthimos to kolejny reżyser, który trzyma się swojej wizji. Mam wrażenie, że była to idealna osoba do przeniesienia Biednych istot na ekrany kin. Scorsese zrobił bardzo dobry film, ale nie swój najlepszy. Glazer Strefą interesów przekonał mnie do zapoznania się z jego filmografią! Byłby moim drugim wyborem w tej kategorii.

Oscar dla najlepszego reżysera: Christopher Nolan (Oppenheimer)
Mój wybór: Justine Triet (Anatomia upadku)


zza kulis „Anatomii upadku”, źródło

Najlepszy aktor drugoplanowy

Mam wrażenie, że to już nie jest pierwszy raz, kiedy w kategoriach drugoplanowych mamy taki ciekawy wybór. Ryan Gosling zabłyszczał swoją rolą w Barbie. Wydobył na światło dzienne wszystkie pokłady swojej komediowej strony, tańczył, śpiewał, bawił się świetnie, a przy tym bawił i widzów. Robert Downey Jr., do którego zapewne statuetka powędruje, pokazał w Oppenheimerze na co go stać. Nie ma tam zbędnych fajerwerków, Downey nie szarżuje, ale dostarcza odpowiedniej dawki emocji. Mam wrażenie, że u Scorsese role De Niro zawsze są dobre. I znowu zalatuje mafiozem, ale robi to perfekcyjnie. Sterling w tym notowaniu chyba najsłabszy, ale dobrze partneruje Wrightowi. Nie zapada jednak w pamięci. Moim faworytem zdecydowanie jest Mark Ruffalo. Uwielbiam go za każde przegięcie w Biednych istotach, a było ich sporo. Czuć było, że się bawi tą rolą i chwała reżyserowi, że mu na to pozwolił.

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego: Robert Downey Jr. (Oppenheimer)
Mój wybór: Mark Ruffalo (Biedne istoty)

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Z tej kategorii niektórych nominowanych bym się pozbyła. America Ferrera w Barbie ma jeden zapadający w pamięć moment, ten słynny monolog. Poza tym jej rola jest raczej nijaka i moim zdaniem nie zasługiwała na nominację. Z bólem serca, Emily Blunt nie pokazała nic poruszającego w Oppenheimerze. Jest to świetna aktorka, ale wydaje mi się, że scenariusz nie pozwolił jej na zabłyśnięcie. Ma tam sporo scen, w których się wścieka, ale przez to, że jest to tak pocięte, nie robi na mnie wrażenia. Najlepsza jest na pewno Da'Vine Joy Randolph w Przesileniu zimowym. Spędzamy z nią dużo czasu i współodczuwamy jej ból. To piękny występ. Jodie Foster jest najjaśniejszym punktem filmu Nyad i to dla niej w ogóle warto go obejrzeć. Jednak do tegorocznej roli Randloph nie doskoczyła. Koloru purpury nie oglądałam, chociaż bardzo bym chciała, bo to musical!

Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej: Da'Vine Joy Randolph (Przesilenie zimowe)
Mój wybór: Da'Vine Joy Randolph (Przesilenie zimowe)

Greta Gerwig i Ryan Gosling za kulisami Barbie, źródło

Najlepszy długometrażowy film animowany

To jest chyba moja ulubiona kategoria, a w tym roku udało mi się obejrzeć wszystkich nominowanych. Bawiłam się przy nich świetnie. Faworytem pozostaje Spider-Man: Poprzez uniwersum. Nadal pamietam te emocje po wyjściu z kina. Mimo że seans opuściłam niemal z oczopląsem, to miałam ochotę na więcej. Zgadza się w nim historia, podejście do kina superbohaterskiego, wspaniała muzyka, a przede wszystkim oryginalna animacja. Gdyby nie ten film, to serducho skradł mi Pies i robot. Animacja, w której nie pada ani jedno słowo, a mówi tak wiele. Przede wszystkim o bólu samotności i potrzebie posiadania kogoś bliskiego. O innym rodzaju bólu opowiada Miyazaki w Chłopcu i czapli. Tym razem to ból straty, żal, z którym młody bohater nie potrafi sobie poradzić. Jak to u Miyazakiego bywa, sporo w filmie symboli, ale sama historia jest barwna i kompletnie czarująca. Przyjemnymi historiami są też Nimona i Między nami żywiołami, ale mają w tym roku taką konkurencję, że wypadają tylko dobrze.

Oscar dla najlepszego długometrażowego filmu animowanego: Chłopiec i czapla
Mój wybór: Spider-Man: Poprzez uniwersum

Lily Gladstone i Martin Scorsese, źródło

Szybka przebieżka przez niektóre z kategorii. Z filmów międzynarodowych, polecam zobaczyć Perfect days. Maksymalnie powolne kino, które albo Was zachwyci albo zanudzi. Warto dać jednak szansę się oczarować. Strefa interesów w tej kategorii zasłużenie zgarnie Oscara. Scenariusz oryginalny podarowałabym Anatomii upadku, a adaptowany wolałabym widzieć chyba u Biednych istot. Muzyki z nominowanych filmów słuchałam ostatnio i najbardziej podoba mi się ta stworzona przez Robbiego Robertsona dla Czasu krwawego księżyca. Kompozytor zmarł w sierpniu zeszłego roku, ale zostawił po sobie wspaniałą ścieżkę dźwiękową. Statuetka pewnie powędruje do Oppenheimera, za co się nie będę obrażać, bo to również bardzo dobry soundtrack. Chciałabym pochwalić też muzykę dla Biednych istot, bo idealnie rezonuje z filmem. Co do piosenki, to Barbie powinna mieć nagrodę w kieszeni. Chociaż ja zamiast What was I made for, którą naprawdę bardzo lubię, wybrałabym I'm Just Ken. To będzie kultowa piosenka. Charakteryzację i fryzury przewiduję dla Maestro, chociaż po cichu liczę, że to jednak będą Biedne istoty. Techniczne nagrody powędrują raczej do Oppenheimera, chociaż w dźwięku moim faworytem jest Strefa interesów, a w zdjęciach Biedne istoty

Predykcje:

Najlepszy film międzynarodowy: Strefa interesów
Najlepszy scenariusz adaptowany: American Fiction
Najlepszy scenariusz oryginalny: Anatomia upadku
Najlepsza muzyka oryginalna: Oppenheimer
Najlepsza piosenka: What was I made for z Barbie
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Maestro / Biedne istoty
Najlepsza scenografia: Biedne istoty / Barbie
Najlepsze kostiumy: Biedne istoty
Najlepsze zdjęcia: Oppenheimer
Najlepszy dźwięk: Oppenheimer
Najlepszy montaż: Oppenheimer
Najlepsze efekty specjalne: Twórca


środa, 6 marca 2024

Cykl „Wilcza Jagoda” Magdaleny Kubasiewicz – warszawskie urban fantasy, które Was pochłonie

Wilcza Jagoda (Kołysanka dla czarownicy, Przysługa dla czarnoksiężnika, Klątwa dla demona, Zaklęcie dla czarownika)
Magdalena Kubasiewicz

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2022, 2022, 2023, 2023
Liczba stron: 310, 368, 384, 496
Wydawnictwo: SQN

Skończyła równo o północy i uśmiechnęła się pod nosem, bo było w tym coś ironicznego. Północ, godzina duchów, godzina czarownic. – Wiedźma Jaga. Uważaj, bo cię przeklnie - mruknęła do siebie, obracając jabłko w dłoni.
 

Opis wydawcy (Kołysanka dla czarownicy)

Jagoda, specjalistka od klątw, przez złośliwych zwana Wilczą Jagodą, ma trzy problemy. Młodą czarownicę, chcącą zostać jej uczennicą, krewnych mających skłonności do pakowania się w kłopoty oraz rzuconą przed laty klątwę, może mocno namieszać w życiu wiedźmy.


Moja recenzja

W czytaniu książek różnorodnych gatunkowo uwielbiam to, że spełniają tak wiele potrzeb. Kiedy czułam się przebodźcsowana i szukałam lekkiej opowieści do słuchania w drodze do pracy wybrałam Kołysankę dla czarownicy. Już kilkukrotnie trafiałam w sieci na książki Magdaleny Kubasiewicz. Wiele osób polecało, a ja akurat tęskniłam za gatunkiem urban fantasy. Cykl Wilczej Jagody okazał się strzałem w dziesiątkę. Po pierwszym tomie od razu przepadłam w kolejnych i w styczniu udało mi się skończyć ostatnią część. Bawiłam się świetnie!

Rozpoczynanie nowych serii często wiąże się z pewnym uczuciem niepokoju. Na półkach piętrzą się nieukończone książkowe cykle, do których trudno wrócić po przerwie. W przypadku przygód Wilczej Jagody wyszło idealnie, bo podczas kiedy ja czytałam pierwszy tom, wydawnictwo przygotowywało do wypuszczenia finałową część. Dzięki temu gładko przeszłam przez cztery przygody Jagi, warszawskiej specjalistki od klątw.

źródło

Powrót do polskiej fantastyki okazał się czystą przyjemnością. Fabuła wciągnęła, bohaterowie intrygowali, tajemnice się piętrzyły, a wszystko to w otoczeniu trochę znanym, a jednak magicznym. W tej wersji opowieści warszawska syrenka to nie jest tylko pomnik wart zobaczenia. Jak zajdzie potrzeba to i ostrzeże mieszkańców przed zbliżającą się katastrofą. Takie wykorzystanie znanych miejsc i przekształcenie ich, żeby pasowały do opowieści pozwoliło poczuć się jak w domu. Kubasiewicz radzi sobie z tym śpiewająco, nie przesadza, ale co jakiś czas daje nam powód do uśmiechu i pokiwania głową na zasadzie: „znam to”. Prezentuje postacie z legend, miejsca znane ze stolicy, wplata w akcję raczej niezaskakujących przeciwników do pokonania, jak wilkołaka biegającego wieczorem po pobliskim parku. Dzięki temu, nawet kiedy w ostanim tomie akcja przenosi się za granicę, czujemy, że ten świat jest nam bliski.

W każdej z części akcja wydaje się być podobna – Jaga „przypadkowo” zostaje wmieszana w walkę ze złem i pomaga wydziałowi do spraw magicznych jako specjalistka od klątw. Autorka nie decyduje się na długie opisy systemu magicznego w swoim świecie. Poznajemy go raczej w biegu, podczas kolejnych przygód. Świetnym pomysłem było postawienie w centrum akcji wiedźmy klątw. Wypadło to oryginalnie i po lekturze, aż chciałoby się posiadać umiejętności Jagi.

Poznawanie głównej bohaterki, Jagody Wilczek, to czysta przyjemność. Kobieta jest silna, pewna swoich zdolności i oczywiście ładuje się w sytuacje, których powinna unikać. Brzmi to trochę oklepanie, ale Jaga jest dowodem, że da się stworzyć bohaterkę o wybitnych magicznych umiejętnościach, która nie irytuje. W sportretowaniu tej postaci pomagają również odkrywane tajemnice z jej przeszłości, która nie należała do łatwych. Te strzępki wiadomości rozłożone na kilka części idealnie podsycały ciekawość.

W cyklu o Wilczej Jagodzie jest mnóstwo ciekawych bohaterów. Ich opis jest wnikliwy, dzięki czemu z łatwością potrafimy ich sobie wyobrazić. Wątek romantyczny również się pojawia, ale przez większość czasu składa się z domysłów czytelnika. Nabiera rozpędu dopiero w ostatniej części, ale jest tak niewydumany i naturalny, że nie można na niego narzekać. Udało się autorce stworzyć takie postaci, za którymi czytelnik będzie tęsknić po zakończeniu ostatniego tomu. I chociaż cieszy mnie zamknięcie tej historii, to część mnie ma ochotę na kontynuację. Taka to była zabawa.


wtorek, 20 lutego 2024

Poszukując motywu morderstwa – „Z zimną krwią” Truman Capote

Z zimną krwią
Truman Capote

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1966
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: Rebis

Skąd pochodzi ten bezrozumny gniew, wzbierający na widok cudzego szczęścia i zadowolenia, ta rosnąca pogarda dla ludzi i pragnienie zadania im bólu?
 

Opis wydawcy

Z zimną krwią to pionierska próba nowego pisarstwa, dokument zbrodni popełnionej przez dwóch recydywistów na czteroosobowej rodzinie farmera z Kansas. Wydarzenie to zostało szczegółowo opisane, podobnie jak śledztwo, pościg za mordercami, proces i zachowanie przestępców w sądzie i więzieniu aż po egzekucję. Capote po mistrzowsku przedstawia godny Ajschylosa motyw zbrodni i kary, zmuszając czytelnika do refleksji na temat źródeł zła.


Moja recenzja

Truman Capote spędził sześć lat badając sprawę morderstwa czteroosobowej rodziny w miasteczku Holcomb. Towarzyszyła mu w tym jego przyjaciółka, autorka głośnego Zabić drozda, Harper Lee. To jej zadedykował wydaną w 1966 roku powieść Z zimną krwiąKsiążkę szybko okrzyknięto mianem arcydzieła i wciąż wymieniana jest jako największe osiągnięcie autora. Już pod względem gatunkowym jest to nietypowa pozycja. Z jednej strony, reportaż podparty wnikliwymi poszukiwaniami. Z drugiej, to powieść tak wciągająca i mrożąca krew w żyłach, że bije na głowę fabularyzowane kryminały. 

W pierwszej części książki autor odmalował tło historii. Opisał charaktery poszczególnych członków rodziny Clutterów, czyli ofiar morderstwa i przybliżył sylwetki najważniejszych osób ze społeczności miasteczka Holcomb. Spisał również przebieg podróży kryminalistów, Perry'ego i Dicka. Dzięki wnikliwym portretom bohaterów, czekający na czytelnika finał oddziaływuje jeszcze mocniej. Jest niczym nagłe zderzenie z brutalną rzeczywistością. 

Capote w domu Clutterów, źródło

Capote zaskakuje sposobem w jaki poprowadził chronologię wydarzeń. Koniec pierwszej części przynosi nam przeskok w czasie. Sąsiedzi odkrywają zwłoki i rozpoczyna się śledztwo. Capote omija jednak opis wydarzeń z nocy morderstwa. Wiemy, że kryminaliści byli blisko swojej destynacji, wiemy, że rodzinę zamordowano. Co się wydarzyło w domu Clutterów? Żeby się tego dowiedzieć, Capote każe nam czekać dosyć długo. Z zimną krwią osiąga zatem jeden z głównych celów kryminałów, bo czytelnik w tym momencie nie jest już w stanie odłożyć lektury. 

Autor nie sili się na wprowadzanie mrocznej atmosfery. Przedstawia fakty, które zupełnie wystarczają, żeby wzbudzić w nas przerażenie. Opis tego w jakim stanie były ofiary, kiedy je znaleziono pozostaje w głowie na długo po lekturze. W dużej mierze to styl Capote'a sprawia, że czytanie jest tak emocjonujące. Również przybliżenie sylwetek dwójki morderców jest podszyte ciągłym uczuciem niepokoju. Wydaje się, że takie osoby są wokół nas. Zagubione, popełniające mniejsze i większe wykroczenia. Jak daleko są od popełnienia największej zbrodni?

Capote opisując to morderstwo, przedstawia fakty z nim związane, ale porusza też temat zła, które tkwi w człowieku. Czytając Z zimną krwią trudno nie zadawać sobie pytania „dlaczego?”. Przecież musi być konkretny motyw, coś musiało popchnąć tę dwójkę zbrodniarzy do zamordowania całej rodziny. Szukamy logicznego wytłumaczenia, potrzebujemy dostać zapewnienie, że ludzie nie są po prostu źli, bo okrucieństwo musi mieć swoje źródło. Przeczesywanie tekstu w celu znalezienia odpowiedzi jest prawdziwie fascynujące.

Nieważne czy jesteście fanami true crime czy nie  Z zimną krwią po prostu warto przeczytać. Chociaż ostrzegam, że może okazać się to przerażającym doświadczeniem.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS.

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka