sobota, 30 marca 2024

Podsumowanie lutego – „Wąska droga między pragnieniami”, „Krótko i szczęśliwie” i „Z dala od zgiełku”

 

Wąska droga między pragnieniami
Patrick Rothfuss

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2024
Liczba stron: 200
Wydawnictwo: Rebis

Niekiedy świat był tak idealnie odsłonięty jak żart, obraz i zagadka w jednym. Śmiech był prawdziwym aplauzem, który oferowałeś światu za to, że jest piękny.
 

Opis wydawcy

Towarzyszymy Bastowi przez jeden dzień, od świtu do północy, przyglądając się jego sprawdzonym sposobom działania. Przemyślne plany i ukradkowe podchody zawsze są wirtuozerskim balansowaniem na granicy kłopotów, z których jednak zwykle udaje mu się wyślizgnąć z niespotykaną gracją.


Moja recenzja

W zeszłym roku przeczytałam powieść Imię wiatru, głośno chwaloną przez fanów fantastyki. To gatunek bliski memu sercu, dlatego bardzo sobie cenię takie powroty. Imię wiatru to dopiero pierwszy tom opowieści o Kvothe – potężnym magu i zdolnym muzyku. Autor, Patrick Rothfuss, nadal nie skończył swojej trylogii. Zamiast ostatniego tomu wydana została Wąska droga między pragnieniami, krótka nowelka o dniu z życia Basta, jednego z bohaterów serii.

Opowiadanie reklamowane jest jako historia, która spodoba się nie tylko fanom, ale również nowym czytelnikom. Chociaż moim zdaniem znajomość głównych bohaterów i świata przedstawionego sprawiają, że bardziej cieszymy się tą nowelką. Fabularnie przypomina ona baśń dla młodszych czytelników. Główny bohater spędza całe dnie na magicznym wzgórzu, czekając na swoich gości. Przychodzą do niego dzieci, które dzielą się podsłuchanymi tajemnicami, informacjami, które mogą się przydać. Bast wygląda na lekkoducha, ale jest przy tym inteligentny i potrafi wywnioskować z kim rozmawia, po czym dopasować do tej osoby sposób targowania. W końcu cena za pozyskanie informacji musi być adekwatna do jej pożyteczności. Wąska droga między pragnieniami to lektura na jeden wieczór, która podsyci ciekawość i przypomni czytelnikom, że Rothfuss nie porzucił świata Kronik królobójcy. Nie jest to nic wybitnego, ale jako uzupełnienie do serii sprawdza się dobrze. Nate Taylor, ilustrator nowelki, pomógł w stymulowaniu wyobraźni czytelnika. Jego rysunki idealnie podkreślają bajkowy klimat całości. Trzymam kciuki, żeby Rothfuss skończył tę serię.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS.



Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości
Agata Romaniuk

Gatunek: reportaż
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 200
Wydawnictwo: Poznańskie

Jak ktoś ci umrze, to na początku masz wiele spraw do załatwienia, a potem już żadnych. To jest najgorsze.
 

Opis wydawcy

O pierwszych miłościach powiedziano prawie wszystko – powstało już wiele filmów, piosenek i wierszy. O miłościach ostatnich nie mówi się dużo, a jeśli już, to ze wstydem, półszeptem, jakby ich miejsce było w cieniu. A przecież to właśnie uczucia, które zdarzają się późno, kiedy już się ich wcale nie spodziewamy, zostają z nami na zawsze. Oto zbiór prawdziwych historii dojrzałych miłości, które nie miały prawa się zdarzyć, a jednak się wydarzyły na ostatniej prostej życia. 


Moja recenzja

Reportaż Agaty Romaniuk przypomniał mi o seansie wspaniałego filmu Miłość w reżyserii Michaela Hanekego. Łączy je temat późnej miłości, związku starszych osób. Jednak Krótko i szczęśliwie jest o wiele bardziej podnoszące na duchu niż film Hanekego. Chociaż i tak czytanie każdej z jedenastu opisanych w książce historii kończyłam ze łzami w oczach.

Po lekturze nasuwa się spostrzeżenie, że związek dojrzałych osób niesie ze sobą inne emocje niż młodzieńcza miłość. Uczucie nie jest tak intensywne, gorące i temperamentne. Za to znajdziemy w nim szacunek, czułość, poświęcenie, chęć dzielenia z kimś codzienności i spędzania wspólnie czasu. Bohaterowie książki nie poznają się przez internet, nie decydują w trakcie sekundy czy ktoś im się podoba czy nie. Podążają tradycyjną ścieżką – w poszukiwaniu partnera mogą się ewentualnie posunąć do umieszczenia ogłoszenia w gazecie. Autorka opisuje ich spotkania, rozmowy przy kawie, wysyłane do siebie latami listy. 

Piękny jest ten zbiór historii. Pokazuje blaski i cienie życia, ale każdorazowo przynosi ukojenie. Autorka opisując miłosne perypetie prawdziwych ludzi, pokazuje, że nigdy nie jest za późno. Kończymy lekturę tego reportażu z uczuciem nadziei, że wszystko może się jeszcze zdarzyć.


Z dala od zgiełku
Thomas Hardy

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1874
Liczba stron: 476
Wydawnictwo: Penguin

Najczęściej jednak postanawiamy unikać złego dopiero wtedy, gdy zło poczyniło już takie postępy, że niemożliwością jest go uniknąć.
 

Opis wydawcy

Główną bohaterką jest Betsaba Everdene, niezależna kobieta, której losy splatają się z trzema różnymi mężczyznami. Hardy mistrzowsko ukazuje subtelności ludzkich relacji, borykając się z tematami miłości, dumy i tęsknoty za spokojem.


Moja recenzja

Kilka lat temu obejrzałam ekranizację powieści Z dala od zgiełku z Carey Mulligan w roli głównej. Zapamiętałam z niej, że to historia miłosna między Betsabą i trzema mężczyznami. Książka Hardy'ego oferuje więcej niż ten płomienny romans.

W centrum wydarzeń znajduje się Betsaba, która odziedziczyła gospodarstwo i postanawia sama nim zarządzać. To silna, niezależna kobieta, która lubi dać prztyczek w nos wszystkim, którzy powątpiewają w jej sukces. Wokół niej kręcą się trzej mężczyźni. Gabriel Oak, pierwszy kandydat, to człowiek prosty i skromny, który do wszystkiego dąży ciężką pracą i nie ma sporych nadziei na szczęśliwe zakończenie. Drugim jest bogaty Boldwood, dla którego uczucie do Betsaby jest zupełną nowością, bo w okolicy wierzono, że będzie kawalerem do śmierci. To bohater, który fiksuje się na celu i nie potrafi spuścić z niego wzroku. Ostanim pretendentem do ręki jest przystojny wojskowy, który czerpie korzyści z powiedzenia „za mundurem panny sznurem”. Ta trójka postaci pokazuje jak różne oblicza może mieć miłość – ta, w której chcemy przede wszystkim szczęścia partnera; ta, która potrafi nas opętać, a my się w niej zatracamy; ta budząca cielesne pragnienie bliskości. Betsaba kroczy ścieżką, którą wszystkowiedzący czytelnik by jej odradził. Autor przedstawia bohaterkę jako trochę próżną, która nie zawsze myśli o tym, czy kogoś zrani swoim postępowaniem. Buduje ciekawy portret a dzięki wnikliwym opisom, potrafimy zrozumieć wybory głównej postaci, nawet jeżeli wydają się nam błędne. 

Potrzebowałam trochę czasu, żeby w pełni wejść w świat wykreowany przez autora i się nim rozkoszować. Hardy poświęcił sporo pracy nad opisami tła wydarzeń. Zaskoczyło mnie, że czytanie o bohaterach na dalszym planie było interesujące, czasami nawet zabawne. Dzięki opisom zadań na farmie i wyzwań stojących przed gospodarzami, czytelnik może przenieść się w miejscu i w czasie. Pod koniec fabuły stawki rosną, a napięcie sięga zenitu i trudno już tę książkę odłożyć. Głośny klasyk autorstwa Thomasa Hardy'ego zostawił mnie z myślą, że miłość potrafi doprowadzić ludzi do szaleństwa, a czyny mają swoje konsekwencje, za które będziemy musieli wziąć odpowiedzialność.  




niedziela, 10 marca 2024

Komu dałabym Oscara? (edycja 2024)

 

Najlepszy film

Patrząc na moje oceny filmów nominowanych do Oscara można wywnioskować, że był to dobry rok. Chociaż może to ja jestem zbyt łaskawa w kwestii oceniania. Większość z nominowanych filmów bardzo mi się podobała. Zasłonę milczenia spuszczę tylko na Maestro, którego miejsce wśród nominowanych jest nieporozumieniem. Reszta filmów warta obejrzenia. Biedne istoty to festiwal dziwności w pięknym wydaniu. Lanthimos to mistrz serwowania widzom kina odrealnionego, o którym można później długo rozmawiać. Chociażby o narzucaniu społecznych zasad, przez które czujemy się jak w więzieniu. Do tego przepiękna scenografia, kostiumy i zapadające w pamięć aktorstwo. Zupełnie inny klimat, ale równie duże wrażenie pozostawia po sobie Strefa interesów. Film, który zbudowany jest na podstawie kontrastu: dom pełen dzieci, otoczony ogrodem, a zaraz za płotem mur obozu koncentracyjnego. Rodzina ślepa na cierpienie, które dzieje się zaraz za ich drzwiami. Nieczułość, która niestety jest powszechna po dziś dzień. O tym, jak ludzie żerują na innych opowiada też Scorsese w Czasie krwawego księżyca. Słyszałam, że w kinie trudno było wysiedzieć podczas ponad trzygodzinnego seansu. Oglądając w domu, byłam oczarowana. Reżyser udowadnia, że kocha kino, wierzę, że nie chciałby usunąć ani jednego kadru. Wciągająca historia, wspaniale podkreślająca napięcie muzyka i objawienie w postaci Lily Gladstone. Innym objawieniem jest też Anatomia upadku, czyli dramat sądowy, który utrzymuje widza w ciągłym napięciu. (Francuzi nie wytypowali tego filmu jako swojego kandydata do Oscara, dlatego nie znalazł się w kategorii międzynarodowej.) To świetnie wyreżyserowane kino, wywołuje emocje i pozostawia pytania bez odpowiedzi. Moim tegorocznym faworytem jest Przesilenie zimowe. W czasie kiedy filmowcy prześcigają się w dziwnych pomysłach, Payne postanowił nakręcić typowy film z lat siedemdziesiątych and I think it's beautiful. Ten seans wywołał tyle ciepła! Mam ochotę na kolejne święta Bożego Narodzenia odpalić go zamiast Kevina. Prosta historia o trójce osób, które nieświadomie sobie pomagają. Świetny scenariusz, naturalne aktorstwo i porządne rzemiosło filmowe. Dobrze sprawdził się American Fiction jako krytyka światka wydawniczego w Ameryce. Sporo zabawy przyniósł Barbie, ze swoim kolorowym światem lalek, przez który Gerwig próbuje edukować młode dziewczyny. Miłą odmianą dla klasycznej komedii romantycznej był film Poprzednie życie. Statuetka powędruje jednak do Oppenheimera. Uważam, że Nolan zrobił naprawdę dobry film i cieszę się, że w końcu zostanie nagrodzony. Ja się emocjonalnie z tym filmem nie zżyłam i przeszkadzał mi sposób opowiadania, z ciągłymi przeskokami między scenami. Nie można mu jednak zarzucić nudy, przez cały seans śledzi się losy bohaterów z zainteresowaniem. 

Oscar dla najlepszego filmu: Oppenheimer
Mój wybór: Przesilenie zimowe

kręcenie wybuchu bomby, źródło

Najlepsza aktorka

Na pewno był to dobry rok dla Sandry Hüller. Zagrała w dwóch nominowanych filmach, co jest sporym osiągnięciem. Szczególnie jak na aktorkę, która na co dzień nie rezyduje w Hollywood. Sandra ma swoich przeciwników, ale ja ją kupuję. W roli matki oskarżonej o morderstwo jest wspaniała  ma kilka złotych momentów, jak początkowy wywiad czy małżeńska kłótnia. O statuetkę ostateczną walkę stoczą jednak Lily Gladstone i Emma Stone. Lily moim zdaniem wniosła do Czasu krwawego księżyca ten element, który podniósł poziom całości. Ja zastanowiłabym się, czy nie umieścić jej w kategorii drugoplanowej, wtedy miałaby zwycięstwo murowane. Dla mnie najlepsza w tym roku była Emma Stone. Kompletnie szalona i odklejona od rzeczywistości rola, ale zagrana z takim czarem, że trudno jej nie kibicować. Na pewno najlepsza rola w dorobku aktorki. Czego nie można powiedzieć o Annette Bening, która w Nyad wkłada w rolę mnóstwo energii, ale dla mnie to Jodie Foster skradła w filmie więcej uwagi. Carey Mulligan to światełko w tunelu filmu Maestro. Dla niej warto go zobaczyć. I chociaż zagrała świetnie, to słaby scenariusz przeszkadza w umieszczeniu jej na szczycie listy. 

Oscar dla najlepszej aktorki: Lily Gladstone (Czas krwawego księżyca) / Emma Stone (Biedne istoty)
Mój wybór: Emma Stone (Biedne istoty)

Najlepszy aktor

Mam swojego faworyta w postaci Paula Giamattiego. Uważam, że to w większości jego zasługa, że Przesilenie zimowe wywołało u mnie tyle emocji. Ekscentryczność połączona z empatią, no i mamy bohatera, którego przemianę chce się śledzić. Statuetka powędruje zapewne do Cilliana Murphy'ego. Nie będzie to dla mnie zawodem, bo uważam, że to był idealny casting. Murphy ma w sobie coś przyciągającego uwagę. Sukces filmu w sporej części zależał od tego, jaki będzie Oppenheimer. Jeffrey Wright w American Fiction umiejętnie łączy dramatyczne granie z komediowym wydźwiękiem niektórych scen. Złapał dobry balans, na pewno jest to warta docenienia rola. Cooper to nieporozumienie. Moim zdaniem bardziej chciał wykreować postać niż ją po prostu zagrać. Uwierało mnie to przez cały film. Filmu Rustin nie oglądałam.

Oscar dla najlepszego aktora: Cillian Murphy (Oppenheimer)
Mój wybór: Paul Giamatti (Przesilenie zimowe)


Yorgos Lanhimos i Emma Stone za kulisami „Biednych istot”, źródło

Najlepszy reżyser

W końcu nadszedł czas Nolana. Wszystkie znaki wskazują, że to właśnie on zgarnie statuetkę za Oppenheimera. Wydaje mi się, że słusznie. Zrobił coś mocno autorskiego, wybrał oryginalny sposób kierowania tą historią i się tego trzymał. Jego podejście do kręcenia scen wybuchu jest godne pochwały. Zebrał świetny zespół aktorski i stworzył opowieść, którą chce się śledzić. Czy wzbudza ona u mnie emocje? Raczej nie. Nie mogę jednak zaprzeczyć filmowemu rzemiosłu. Ja doceniłabym w tej kategorii Justine Triet. Sukces Anatomii upadku to zasługa wielu dobrych decyzji reżyserki. Chociażby świetne zagranie z przeskokami między rozprawą a wspomnieniami. Lanthimos to kolejny reżyser, który trzyma się swojej wizji. Mam wrażenie, że była to idealna osoba do przeniesienia Biednych istot na ekrany kin. Scorsese zrobił bardzo dobry film, ale nie swój najlepszy. Glazer Strefą interesów przekonał mnie do zapoznania się z jego filmografią! Byłby moim drugim wyborem w tej kategorii.

Oscar dla najlepszego reżysera: Christopher Nolan (Oppenheimer)
Mój wybór: Justine Triet (Anatomia upadku)


zza kulis „Anatomii upadku”, źródło

Najlepszy aktor drugoplanowy

Mam wrażenie, że to już nie jest pierwszy raz, kiedy w kategoriach drugoplanowych mamy taki ciekawy wybór. Ryan Gosling zabłyszczał swoją rolą w Barbie. Wydobył na światło dzienne wszystkie pokłady swojej komediowej strony, tańczył, śpiewał, bawił się świetnie, a przy tym bawił i widzów. Robert Downey Jr., do którego zapewne statuetka powędruje, pokazał w Oppenheimerze na co go stać. Nie ma tam zbędnych fajerwerków, Downey nie szarżuje, ale dostarcza odpowiedniej dawki emocji. Mam wrażenie, że u Scorsese role De Niro zawsze są dobre. I znowu zalatuje mafiozem, ale robi to perfekcyjnie. Sterling w tym notowaniu chyba najsłabszy, ale dobrze partneruje Wrightowi. Nie zapada jednak w pamięci. Moim faworytem zdecydowanie jest Mark Ruffalo. Uwielbiam go za każde przegięcie w Biednych istotach, a było ich sporo. Czuć było, że się bawi tą rolą i chwała reżyserowi, że mu na to pozwolił.

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego: Robert Downey Jr. (Oppenheimer)
Mój wybór: Mark Ruffalo (Biedne istoty)

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Z tej kategorii niektórych nominowanych bym się pozbyła. America Ferrera w Barbie ma jeden zapadający w pamięć moment, ten słynny monolog. Poza tym jej rola jest raczej nijaka i moim zdaniem nie zasługiwała na nominację. Z bólem serca, Emily Blunt nie pokazała nic poruszającego w Oppenheimerze. Jest to świetna aktorka, ale wydaje mi się, że scenariusz nie pozwolił jej na zabłyśnięcie. Ma tam sporo scen, w których się wścieka, ale przez to, że jest to tak pocięte, nie robi na mnie wrażenia. Najlepsza jest na pewno Da'Vine Joy Randolph w Przesileniu zimowym. Spędzamy z nią dużo czasu i współodczuwamy jej ból. To piękny występ. Jodie Foster jest najjaśniejszym punktem filmu Nyad i to dla niej w ogóle warto go obejrzeć. Jednak do tegorocznej roli Randloph nie doskoczyła. Koloru purpury nie oglądałam, chociaż bardzo bym chciała, bo to musical!

Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej: Da'Vine Joy Randolph (Przesilenie zimowe)
Mój wybór: Da'Vine Joy Randolph (Przesilenie zimowe)

Greta Gerwig i Ryan Gosling za kulisami Barbie, źródło

Najlepszy długometrażowy film animowany

To jest chyba moja ulubiona kategoria, a w tym roku udało mi się obejrzeć wszystkich nominowanych. Bawiłam się przy nich świetnie. Faworytem pozostaje Spider-Man: Poprzez uniwersum. Nadal pamietam te emocje po wyjściu z kina. Mimo że seans opuściłam niemal z oczopląsem, to miałam ochotę na więcej. Zgadza się w nim historia, podejście do kina superbohaterskiego, wspaniała muzyka, a przede wszystkim oryginalna animacja. Gdyby nie ten film, to serducho skradł mi Pies i robot. Animacja, w której nie pada ani jedno słowo, a mówi tak wiele. Przede wszystkim o bólu samotności i potrzebie posiadania kogoś bliskiego. O innym rodzaju bólu opowiada Miyazaki w Chłopcu i czapli. Tym razem to ból straty, żal, z którym młody bohater nie potrafi sobie poradzić. Jak to u Miyazakiego bywa, sporo w filmie symboli, ale sama historia jest barwna i kompletnie czarująca. Przyjemnymi historiami są też Nimona i Między nami żywiołami, ale mają w tym roku taką konkurencję, że wypadają tylko dobrze.

Oscar dla najlepszego długometrażowego filmu animowanego: Chłopiec i czapla
Mój wybór: Spider-Man: Poprzez uniwersum

Lily Gladstone i Martin Scorsese, źródło

Szybka przebieżka przez niektóre z kategorii. Z filmów międzynarodowych, polecam zobaczyć Perfect days. Maksymalnie powolne kino, które albo Was zachwyci albo zanudzi. Warto dać jednak szansę się oczarować. Strefa interesów w tej kategorii zasłużenie zgarnie Oscara. Scenariusz oryginalny podarowałabym Anatomii upadku, a adaptowany wolałabym widzieć chyba u Biednych istot. Muzyki z nominowanych filmów słuchałam ostatnio i najbardziej podoba mi się ta stworzona przez Robbiego Robertsona dla Czasu krwawego księżyca. Kompozytor zmarł w sierpniu zeszłego roku, ale zostawił po sobie wspaniałą ścieżkę dźwiękową. Statuetka pewnie powędruje do Oppenheimera, za co się nie będę obrażać, bo to również bardzo dobry soundtrack. Chciałabym pochwalić też muzykę dla Biednych istot, bo idealnie rezonuje z filmem. Co do piosenki, to Barbie powinna mieć nagrodę w kieszeni. Chociaż ja zamiast What was I made for, którą naprawdę bardzo lubię, wybrałabym I'm Just Ken. To będzie kultowa piosenka. Charakteryzację i fryzury przewiduję dla Maestro, chociaż po cichu liczę, że to jednak będą Biedne istoty. Techniczne nagrody powędrują raczej do Oppenheimera, chociaż w dźwięku moim faworytem jest Strefa interesów, a w zdjęciach Biedne istoty

Predykcje:

Najlepszy film międzynarodowy: Strefa interesów
Najlepszy scenariusz adaptowany: American Fiction
Najlepszy scenariusz oryginalny: Anatomia upadku
Najlepsza muzyka oryginalna: Oppenheimer
Najlepsza piosenka: What was I made for z Barbie
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Maestro / Biedne istoty
Najlepsza scenografia: Biedne istoty / Barbie
Najlepsze kostiumy: Biedne istoty
Najlepsze zdjęcia: Oppenheimer
Najlepszy dźwięk: Oppenheimer
Najlepszy montaż: Oppenheimer
Najlepsze efekty specjalne: Twórca


środa, 6 marca 2024

Cykl „Wilcza Jagoda” Magdaleny Kubasiewicz – warszawskie urban fantasy, które Was pochłonie

Wilcza Jagoda (Kołysanka dla czarownicy, Przysługa dla czarnoksiężnika, Klątwa dla demona, Zaklęcie dla czarownika)
Magdalena Kubasiewicz

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2022, 2022, 2023, 2023
Liczba stron: 310, 368, 384, 496
Wydawnictwo: SQN

Skończyła równo o północy i uśmiechnęła się pod nosem, bo było w tym coś ironicznego. Północ, godzina duchów, godzina czarownic. – Wiedźma Jaga. Uważaj, bo cię przeklnie - mruknęła do siebie, obracając jabłko w dłoni.
 

Opis wydawcy (Kołysanka dla czarownicy)

Jagoda, specjalistka od klątw, przez złośliwych zwana Wilczą Jagodą, ma trzy problemy. Młodą czarownicę, chcącą zostać jej uczennicą, krewnych mających skłonności do pakowania się w kłopoty oraz rzuconą przed laty klątwę, może mocno namieszać w życiu wiedźmy.


Moja recenzja

W czytaniu książek różnorodnych gatunkowo uwielbiam to, że spełniają tak wiele potrzeb. Kiedy czułam się przebodźcsowana i szukałam lekkiej opowieści do słuchania w drodze do pracy wybrałam Kołysankę dla czarownicy. Już kilkukrotnie trafiałam w sieci na książki Magdaleny Kubasiewicz. Wiele osób polecało, a ja akurat tęskniłam za gatunkiem urban fantasy. Cykl Wilczej Jagody okazał się strzałem w dziesiątkę. Po pierwszym tomie od razu przepadłam w kolejnych i w styczniu udało mi się skończyć ostatnią część. Bawiłam się świetnie!

Rozpoczynanie nowych serii często wiąże się z pewnym uczuciem niepokoju. Na półkach piętrzą się nieukończone książkowe cykle, do których trudno wrócić po przerwie. W przypadku przygód Wilczej Jagody wyszło idealnie, bo podczas kiedy ja czytałam pierwszy tom, wydawnictwo przygotowywało do wypuszczenia finałową część. Dzięki temu gładko przeszłam przez cztery przygody Jagi, warszawskiej specjalistki od klątw.

źródło

Powrót do polskiej fantastyki okazał się czystą przyjemnością. Fabuła wciągnęła, bohaterowie intrygowali, tajemnice się piętrzyły, a wszystko to w otoczeniu trochę znanym, a jednak magicznym. W tej wersji opowieści warszawska syrenka to nie jest tylko pomnik wart zobaczenia. Jak zajdzie potrzeba to i ostrzeże mieszkańców przed zbliżającą się katastrofą. Takie wykorzystanie znanych miejsc i przekształcenie ich, żeby pasowały do opowieści pozwoliło poczuć się jak w domu. Kubasiewicz radzi sobie z tym śpiewająco, nie przesadza, ale co jakiś czas daje nam powód do uśmiechu i pokiwania głową na zasadzie: „znam to”. Prezentuje postacie z legend, miejsca znane ze stolicy, wplata w akcję raczej niezaskakujących przeciwników do pokonania, jak wilkołaka biegającego wieczorem po pobliskim parku. Dzięki temu, nawet kiedy w ostanim tomie akcja przenosi się za granicę, czujemy, że ten świat jest nam bliski.

W każdej z części akcja wydaje się być podobna – Jaga „przypadkowo” zostaje wmieszana w walkę ze złem i pomaga wydziałowi do spraw magicznych jako specjalistka od klątw. Autorka nie decyduje się na długie opisy systemu magicznego w swoim świecie. Poznajemy go raczej w biegu, podczas kolejnych przygód. Świetnym pomysłem było postawienie w centrum akcji wiedźmy klątw. Wypadło to oryginalnie i po lekturze, aż chciałoby się posiadać umiejętności Jagi.

Poznawanie głównej bohaterki, Jagody Wilczek, to czysta przyjemność. Kobieta jest silna, pewna swoich zdolności i oczywiście ładuje się w sytuacje, których powinna unikać. Brzmi to trochę oklepanie, ale Jaga jest dowodem, że da się stworzyć bohaterkę o wybitnych magicznych umiejętnościach, która nie irytuje. W sportretowaniu tej postaci pomagają również odkrywane tajemnice z jej przeszłości, która nie należała do łatwych. Te strzępki wiadomości rozłożone na kilka części idealnie podsycały ciekawość.

W cyklu o Wilczej Jagodzie jest mnóstwo ciekawych bohaterów. Ich opis jest wnikliwy, dzięki czemu z łatwością potrafimy ich sobie wyobrazić. Wątek romantyczny również się pojawia, ale przez większość czasu składa się z domysłów czytelnika. Nabiera rozpędu dopiero w ostatniej części, ale jest tak niewydumany i naturalny, że nie można na niego narzekać. Udało się autorce stworzyć takie postaci, za którymi czytelnik będzie tęsknić po zakończeniu ostatniego tomu. I chociaż cieszy mnie zamknięcie tej historii, to część mnie ma ochotę na kontynuację. Taka to była zabawa.


Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka