Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oscar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oscar. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2024

Komu dałabym Oscara? (edycja 2024)

 

Najlepszy film

Patrząc na moje oceny filmów nominowanych do Oscara można wywnioskować, że był to dobry rok. Chociaż może to ja jestem zbyt łaskawa w kwestii oceniania. Większość z nominowanych filmów bardzo mi się podobała. Zasłonę milczenia spuszczę tylko na Maestro, którego miejsce wśród nominowanych jest nieporozumieniem. Reszta filmów warta obejrzenia. Biedne istoty to festiwal dziwności w pięknym wydaniu. Lanthimos to mistrz serwowania widzom kina odrealnionego, o którym można później długo rozmawiać. Chociażby o narzucaniu społecznych zasad, przez które czujemy się jak w więzieniu. Do tego przepiękna scenografia, kostiumy i zapadające w pamięć aktorstwo. Zupełnie inny klimat, ale równie duże wrażenie pozostawia po sobie Strefa interesów. Film, który zbudowany jest na podstawie kontrastu: dom pełen dzieci, otoczony ogrodem, a zaraz za płotem mur obozu koncentracyjnego. Rodzina ślepa na cierpienie, które dzieje się zaraz za ich drzwiami. Nieczułość, która niestety jest powszechna po dziś dzień. O tym, jak ludzie żerują na innych opowiada też Scorsese w Czasie krwawego księżyca. Słyszałam, że w kinie trudno było wysiedzieć podczas ponad trzygodzinnego seansu. Oglądając w domu, byłam oczarowana. Reżyser udowadnia, że kocha kino, wierzę, że nie chciałby usunąć ani jednego kadru. Wciągająca historia, wspaniale podkreślająca napięcie muzyka i objawienie w postaci Lily Gladstone. Innym objawieniem jest też Anatomia upadku, czyli dramat sądowy, który utrzymuje widza w ciągłym napięciu. (Francuzi nie wytypowali tego filmu jako swojego kandydata do Oscara, dlatego nie znalazł się w kategorii międzynarodowej.) To świetnie wyreżyserowane kino, wywołuje emocje i pozostawia pytania bez odpowiedzi. Moim tegorocznym faworytem jest Przesilenie zimowe. W czasie kiedy filmowcy prześcigają się w dziwnych pomysłach, Payne postanowił nakręcić typowy film z lat siedemdziesiątych and I think it's beautiful. Ten seans wywołał tyle ciepła! Mam ochotę na kolejne święta Bożego Narodzenia odpalić go zamiast Kevina. Prosta historia o trójce osób, które nieświadomie sobie pomagają. Świetny scenariusz, naturalne aktorstwo i porządne rzemiosło filmowe. Dobrze sprawdził się American Fiction jako krytyka światka wydawniczego w Ameryce. Sporo zabawy przyniósł Barbie, ze swoim kolorowym światem lalek, przez który Gerwig próbuje edukować młode dziewczyny. Miłą odmianą dla klasycznej komedii romantycznej był film Poprzednie życie. Statuetka powędruje jednak do Oppenheimera. Uważam, że Nolan zrobił naprawdę dobry film i cieszę się, że w końcu zostanie nagrodzony. Ja się emocjonalnie z tym filmem nie zżyłam i przeszkadzał mi sposób opowiadania, z ciągłymi przeskokami między scenami. Nie można mu jednak zarzucić nudy, przez cały seans śledzi się losy bohaterów z zainteresowaniem. 

Oscar dla najlepszego filmu: Oppenheimer
Mój wybór: Przesilenie zimowe

kręcenie wybuchu bomby, źródło

Najlepsza aktorka

Na pewno był to dobry rok dla Sandry Hüller. Zagrała w dwóch nominowanych filmach, co jest sporym osiągnięciem. Szczególnie jak na aktorkę, która na co dzień nie rezyduje w Hollywood. Sandra ma swoich przeciwników, ale ja ją kupuję. W roli matki oskarżonej o morderstwo jest wspaniała – ma kilka złotych momentów, jak początkowy wywiad czy małżeńska kłótnia. O statuetkę ostateczną walkę stoczą jednak Lily Gladstone i Emma Stone. Lily moim zdaniem wniosła do Czasu krwawego księżyca ten element, który podniósł poziom całości. Ja zastanowiłabym się, czy nie umieścić jej w kategorii drugoplanowej, wtedy miałaby zwycięstwo murowane. Dla mnie najlepsza w tym roku była Emma Stone. Kompletnie szalona i odklejona od rzeczywistości rola, ale zagrana z takim czarem, że trudno jej nie kibicować. Na pewno najlepsza rola w dorobku aktorki. Czego nie można powiedzieć o Annette Bening, która w Nyad wkłada w rolę mnóstwo energii, ale dla mnie to Jodie Foster skradła w filmie więcej uwagi. Carey Mulligan to światełko w tunelu filmu Maestro. Dla niej warto go zobaczyć. I chociaż zagrała świetnie, to słaby scenariusz przeszkadza w umieszczeniu jej na szczycie listy. 

Oscar dla najlepszej aktorki: Lily Gladstone (Czas krwawego księżyca) / Emma Stone (Biedne istoty)
Mój wybór: Emma Stone (Biedne istoty)

Najlepszy aktor

Mam swojego faworyta w postaci Paula Giamattiego. Uważam, że to w większości jego zasługa, że Przesilenie zimowe wywołało u mnie tyle emocji. Ekscentryczność połączona z empatią, no i mamy bohatera, którego przemianę chce się śledzić. Statuetka powędruje zapewne do Cilliana Murphy'ego. Nie będzie to dla mnie zawodem, bo uważam, że to był idealny casting. Murphy ma w sobie coś przyciągającego uwagę. Sukces filmu w sporej części zależał od tego, jaki będzie Oppenheimer. Jeffrey Wright w American Fiction umiejętnie łączy dramatyczne granie z komediowym wydźwiękiem niektórych scen. Złapał dobry balans, na pewno jest to warta docenienia rola. Cooper to nieporozumienie. Moim zdaniem bardziej chciał wykreować postać niż ją po prostu zagrać. Uwierało mnie to przez cały film. Filmu Rustin nie oglądałam.

Oscar dla najlepszego aktora: Cillian Murphy (Oppenheimer)
Mój wybór: Paul Giamatti (Przesilenie zimowe)


Yorgos Lanhimos i Emma Stone za kulisami „Biednych istot”, źródło

Najlepszy reżyser

W końcu nadszedł czas Nolana. Wszystkie znaki wskazują, że to właśnie on zgarnie statuetkę za Oppenheimera. Wydaje mi się, że słusznie. Zrobił coś mocno autorskiego, wybrał oryginalny sposób kierowania tą historią i się tego trzymał. Jego podejście do kręcenia scen wybuchu jest godne pochwały. Zebrał świetny zespół aktorski i stworzył opowieść, którą chce się śledzić. Czy wzbudza ona u mnie emocje? Raczej nie. Nie mogę jednak zaprzeczyć filmowemu rzemiosłu. Ja doceniłabym w tej kategorii Justine Triet. Sukces Anatomii upadku to zasługa wielu dobrych decyzji reżyserki. Chociażby świetne zagranie z przeskokami między rozprawą a wspomnieniami. Lanthimos to kolejny reżyser, który trzyma się swojej wizji. Mam wrażenie, że była to idealna osoba do przeniesienia Biednych istot na ekrany kin. Scorsese zrobił bardzo dobry film, ale nie swój najlepszy. Glazer Strefą interesów przekonał mnie do zapoznania się z jego filmografią! Byłby moim drugim wyborem w tej kategorii.

Oscar dla najlepszego reżysera: Christopher Nolan (Oppenheimer)
Mój wybór: Justine Triet (Anatomia upadku)


zza kulis „Anatomii upadku”, źródło

Najlepszy aktor drugoplanowy

Mam wrażenie, że to już nie jest pierwszy raz, kiedy w kategoriach drugoplanowych mamy taki ciekawy wybór. Ryan Gosling zabłyszczał swoją rolą w Barbie. Wydobył na światło dzienne wszystkie pokłady swojej komediowej strony, tańczył, śpiewał, bawił się świetnie, a przy tym bawił i widzów. Robert Downey Jr., do którego zapewne statuetka powędruje, pokazał w Oppenheimerze na co go stać. Nie ma tam zbędnych fajerwerków, Downey nie szarżuje, ale dostarcza odpowiedniej dawki emocji. Mam wrażenie, że u Scorsese role De Niro zawsze są dobre. I znowu zalatuje mafiozem, ale robi to perfekcyjnie. Sterling w tym notowaniu chyba najsłabszy, ale dobrze partneruje Wrightowi. Nie zapada jednak w pamięci. Moim faworytem zdecydowanie jest Mark Ruffalo. Uwielbiam go za każde przegięcie w Biednych istotach, a było ich sporo. Czuć było, że się bawi tą rolą i chwała reżyserowi, że mu na to pozwolił.

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego: Robert Downey Jr. (Oppenheimer)
Mój wybór: Mark Ruffalo (Biedne istoty)

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Z tej kategorii niektórych nominowanych bym się pozbyła. America Ferrera w Barbie ma jeden zapadający w pamięć moment, ten słynny monolog. Poza tym jej rola jest raczej nijaka i moim zdaniem nie zasługiwała na nominację. Z bólem serca, Emily Blunt nie pokazała nic poruszającego w Oppenheimerze. Jest to świetna aktorka, ale wydaje mi się, że scenariusz nie pozwolił jej na zabłyśnięcie. Ma tam sporo scen, w których się wścieka, ale przez to, że jest to tak pocięte, nie robi na mnie wrażenia. Najlepsza jest na pewno Da'Vine Joy Randolph w Przesileniu zimowym. Spędzamy z nią dużo czasu i współodczuwamy jej ból. To piękny występ. Jodie Foster jest najjaśniejszym punktem filmu Nyad i to dla niej w ogóle warto go obejrzeć. Jednak do tegorocznej roli Randloph nie doskoczyła. Koloru purpury nie oglądałam, chociaż bardzo bym chciała, bo to musical!

Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej: Da'Vine Joy Randolph (Przesilenie zimowe)
Mój wybór: Da'Vine Joy Randolph (Przesilenie zimowe)

Greta Gerwig i Ryan Gosling za kulisami Barbie, źródło

Najlepszy długometrażowy film animowany

To jest chyba moja ulubiona kategoria, a w tym roku udało mi się obejrzeć wszystkich nominowanych. Bawiłam się przy nich świetnie. Faworytem pozostaje Spider-Man: Poprzez uniwersum. Nadal pamietam te emocje po wyjściu z kina. Mimo że seans opuściłam niemal z oczopląsem, to miałam ochotę na więcej. Zgadza się w nim historia, podejście do kina superbohaterskiego, wspaniała muzyka, a przede wszystkim oryginalna animacja. Gdyby nie ten film, to serducho skradł mi Pies i robot. Animacja, w której nie pada ani jedno słowo, a mówi tak wiele. Przede wszystkim o bólu samotności i potrzebie posiadania kogoś bliskiego. O innym rodzaju bólu opowiada Miyazaki w Chłopcu i czapli. Tym razem to ból straty, żal, z którym młody bohater nie potrafi sobie poradzić. Jak to u Miyazakiego bywa, sporo w filmie symboli, ale sama historia jest barwna i kompletnie czarująca. Przyjemnymi historiami są też Nimona i Między nami żywiołami, ale mają w tym roku taką konkurencję, że wypadają tylko dobrze.

Oscar dla najlepszego długometrażowego filmu animowanego: Chłopiec i czapla
Mój wybór: Spider-Man: Poprzez uniwersum

Lily Gladstone i Martin Scorsese, źródło

Szybka przebieżka przez niektóre z kategorii. Z filmów międzynarodowych, polecam zobaczyć Perfect days. Maksymalnie powolne kino, które albo Was zachwyci albo zanudzi. Warto dać jednak szansę się oczarować. Strefa interesów w tej kategorii zasłużenie zgarnie Oscara. Scenariusz oryginalny podarowałabym Anatomii upadku, a adaptowany wolałabym widzieć chyba u Biednych istot. Muzyki z nominowanych filmów słuchałam ostatnio i najbardziej podoba mi się ta stworzona przez Robbiego Robertsona dla Czasu krwawego księżyca. Kompozytor zmarł w sierpniu zeszłego roku, ale zostawił po sobie wspaniałą ścieżkę dźwiękową. Statuetka pewnie powędruje do Oppenheimera, za co się nie będę obrażać, bo to również bardzo dobry soundtrack. Chciałabym pochwalić też muzykę dla Biednych istot, bo idealnie rezonuje z filmem. Co do piosenki, to Barbie powinna mieć nagrodę w kieszeni. Chociaż ja zamiast What was I made for, którą naprawdę bardzo lubię, wybrałabym I'm Just Ken. To będzie kultowa piosenka. Charakteryzację i fryzury przewiduję dla Maestro, chociaż po cichu liczę, że to jednak będą Biedne istoty. Techniczne nagrody powędrują raczej do Oppenheimera, chociaż w dźwięku moim faworytem jest Strefa interesów, a w zdjęciach Biedne istoty. 

Predykcje:

Najlepszy film międzynarodowy: Strefa interesów
Najlepszy scenariusz adaptowany: American Fiction
Najlepszy scenariusz oryginalny: Anatomia upadku
Najlepsza muzyka oryginalna: Oppenheimer
Najlepsza piosenka: What was I made for z Barbie
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Maestro / Biedne istoty
Najlepsza scenografia: Biedne istoty / Barbie
Najlepsze kostiumy: Biedne istoty
Najlepsze zdjęcia: Oppenheimer
Najlepszy dźwięk: Oppenheimer
Najlepszy montaż: Oppenheimer
Najlepsze efekty specjalne: Twórca


sobota, 11 marca 2023

Komu dałabym Oscara? (edycja 2023)

Tegoroczne filmy oscarowe to w większości paczka rozrywkowych tytułów. Biograficzna historia o Elvisie, przedstawiona z rozmachem i masą brokatu przez Baza Luhrmanna, szalone Wszystko, wszędzie naraz z ekscytującymi scenami walk, naładowany akcją Top Gun: Maverick. Z jednej strony – dobrze było się zrelaksować w kinie i obejrzeć po prostu poprawnie przedstawioną historię. Z drugiej, trochę zabrakło czegoś, co prawdziwie by widzem wstrząsnęło.

Dziwi mnie zupełny brak nominacji dla Nie! Jordana Peela. Po wyjściu z kina miałam wrażenie, że nominację za dźwięk i aktorkę drugoplanową będzie miał w kieszeni. Brak nominacji dla filmu skrojonego pod Oscary, She said, również mnie zaskoczyło. Nie uważam, że był to bardzo dobry film, ale spełniał kryteria, które zazwyczaj pozwalały dostać się do grona nominowanych. Nie ma też nowych filmów reżyserów, którzy w przeszłości udowodnili, że są warci śledzenia. Mam na myśli tytuły: Do ostatniej kości Luci Guadagnino, Biały szum w reżyserii Noah Baumbacha, Armagedon Jamesa Grey'a.

Najlepszy film

Jeżeli miałabym wybrać swojego ulubieńca wśród nominowanych do najlepszego filmu to postawiłabym na Wszystko, wszędzie naraz. To oryginalny obraz relacji matki z córką, a zaproponowana forma jest nowatorska, szalona i kompletnie wciągająca. Cała obsada świetnie sobie partneruje, a ich zaangażowanie w dość osobliwe do zagrania sceny robi wrażenie. Aktorzy błyszczą również w Duchach Inisherin, co potwierdza ilość aktorskich nominacji. To mój drugi ulubieniec w tym gronie. Angażująca historia, która potrafi rozbawić i wzruszyć jednocześnie. Zdecydowanie, jeden z tytułów, które sprawiły mi najwięcej frajdy. Rozrywkę przynoszą również Fabelmanowie. Ta opowieść o miłości do kina w wykonaniu Spielberga jest urocza. Reżyser jak mało kto potrafi pokazać czym może być praca wykonywana z pasją. Rękę reżyserską można bez trudu zobaczyć w Elvisie. Baz Luhrmann nie oszczędza na brokacie i cekinach, tworząc elektryzującą historię o królu rock and rolla. Szkoda tylko, że wątek jego managera kuleje. W nowym Top Gunie trudno się do czegoś przyczepić. Scenariusz jest ciekawy, bohaterowie barwni, a akcja ma idealne tempo. To nie jest moje kino, bo za dużo tam hollywoodzkiego patosu, ale i tak ogląda się z przyjemnością. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o Avatarze. Od strony technicznej to majstersztyk, Cameron potrafi przenieść nas do podwodnego świata i zachwycić jego wyglądem. Za to fabuła zeszła na dalszy plan, a bohaterowie okazali się zupełnie nieciekawi. Cieszy mnie pojawienie się w zestawieniu filmu nieanglojęzycznego. Na zachodzie bez zmian to mocne kino, które pokazuje bezsens wojny i potrafi wstrząsnąć widzem. W trójkącie jest genialny przez dwie części, ale niestety trzecia lekko obniżyła moją ocenę. Wolę jednak wcześniejszy film reżysera, The Square. Tár pozwala zabłyszczeć Cate. Niesamowita rola, która sprawia, że ogląda się to tak dobrze, nawet kiedy bohaterowie rozmawiają o muzycznych zagadnieniach, które są tajemnicze dla widza.

Oscar dla najlepszego filmu: Wszystko, wszędzie naraz
Mój wybór: Wszystko, wszędzie naraz

zdjęcie zza kulis Wszystko, wszędzie naraz


Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Bardzo mocna kategoria w tym roku. Przede wszystkim – powrót Brandona Frasera. Powrót w wielkim stylu. Rola chorobliwie otyłego Charliego, który ma w sobie naiwność dziecka i patrzy na wszystkich z pozytywnym nastawieniem była dużym wyzwaniem. W innych rękach mogłoby wyjść sztucznie, ale Fraser potrafi nas przekonać, że Charlie wierzy w to, co mówi. Jego wzrok jest pełen ciepła i nadziei. Z drugiej strony, Austin Butler zaskoczył mnie swoją interpretacją roli Elvisa. W jakiś magiczny sposób udało się przekazać fenomen króla, bez zbędnego naśladowania (czego najbardziej nie lubię w biopicach, wystarczy spojrzeć na Bohemian Rhapsody). Naprawdę miałam ochotę piszczeć z fankami podczas oglądania jego ruchów scenicznych. Jest jeszcze Colin Farell, który prezentuje swoje umiejętności komediowe i wychodzi mu to świetnie. Ostatni nominowany aktor, którego udało mi się zobaczyć na ekranie to Paul Mescal w Aftersun. Ogromnie się cieszę, że znalazł się w tym gronie. Jego rola w debiucie Wells to petarda emocji, skrytych pod powierzchnią. Jak nikt inny potrafi zagrać wrażliwca.

Oscar dla najlepszego aktora: Brandon Fraser (Wieloryb) / Austin Butler (Elvis)
Mój wybór: rozum podpowiada Brandona Frasera za Wieloryba, chociaż serce bije mocniej dla Mescala


Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

W tej kategorii bój stoczy się pomiędzy dwoma nazwiskami – Cate Blanchett za Tár i Michelle Yeoh za Wszystko, wszędzie naraz. Nie ma co oszukiwać, Cate Blanchett dostarczyła jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) rolę swojego życia. Jej postać w Tár jest zimna, wyrachowana, ale zarazem pełna pasji i chęci korzystania z życia. Jednak jakimś magicznym sposobem ja kibicuję Michelle Yeoh. Może dlatego, że jej rola, a właściwie role, były tak nieoczywiste. Miała do zagrania wiele postaci i wszystkie udźwignęła z wdziękiem. Z tyłu głowy słyszę też głos, który mówi – Cate ma już Oscara, więc niech to będzie Yeoh. Co do reszty nominowanych: Ana de Armas i jej interpretacja Monroe to jeden z mocniejszych elementów słabego filmu. Michelle Williams miała w swojej karierze lepsze role niż ta w Fabelmanach. Moim zdaniem to za Manchester by the sea powinna zgarnąć statuetkę. Filmu To Leslie nie widziałam. 

Oscar dla najlepszej aktorki: Cate Blanchett (Tár) / Michelle Yeoh (Wszystko wszędzie naraz)
Mój wybór: Michelle Yeoh za Wszystko wszędzie naraz

zdjęcie zza kulis, Fabelmanowie

Najlepszy reżyser

Kolejna mocna kategoria. Patrząc na filmy nominowanych reżyserów, można powiedzieć, że każdy bardzo wyraźnie przekazuje swoją estetykę. Spielberg postanawia opowiedzieć historię opartą na swoim życiu, tworząc obraz o zamiłowaniu do świata kina, które przekuwa się w wymarzoną pracę. Robi to w tak umiejętny sposób, że tylko utwierdza nas w przekonaniu, że jest wyśmienitym reżyserem. Martin McDonagh balansuje na styku komedii i dramatu, pozwalając widzom się pośmiać, ale również wzruszyć. Ma wyczucie, wie jak poprowadzić komediowe wątki, ale też nie boi się posunąć do pewnego ekstremum. Todd Field trzyma się swojego założenia, jego film jest chłodny, pełen tajemniczości i niedopowiedzeń. Ruben Östlund udowadnia, że potrafi jak nikt inny wyśmiać współczesny świat i chociaż The Square podobał mi się bardziej, to W trójkącie zdecydowanie jest dobrym filmem. I na koniec para wariatów, Dan Kwan i Daniel Scheinert. Ich wspólna praca nad Wszystko, wszędzie naraz pokazuje, że brakowało nam ostatnio odrobiny szaleństwa w kinie. Na szczęście nam go dostarczyli.

Oscar dla najlepszego reżysera: Dan Kwan i Daniel Scheinert (Wszystko wszędzie naraz)
Mój wybór: Dan Kwan i Daniel Scheinert za Wszystko wszędzie naraz


Najlepsza aktorka drugoplanowa / Najlepszy aktor drugoplanowy

Nominacje w tych kategoriach pokazują, które filmy mogą się pochwalić świetną obsadą. Rządzą Wszystko, wszędzie naraz i Duchy Inisherin. I z tymi nominacjami się w stu procentach zgadzam. Wybór jednej osoby jest naprawdę trudny. Wśród aktorów zakochałam się w Barry'm Keoghanie. Jest jedna scena w Duchach Inisherin, gdzie jego marzenie lega w gruzach – prawdziwy wyciskacz łez. Jednak tutaj nagroda najpewniej powędruje do Ke Huy Quana i z tym wyborem się zgadzam. Scena rozmowy z Michelle Yeoh nawiązująca do filmu Spragnieni miłości wywołuje ciarki. Wśród aktorek moje serce skłania się do Kerry Condon, która w Duchach Inisherin mnie oczarowała. Jednak nie będę kręcić nosem na Jamie Lee Curtis czy Angelę Basset. 

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego: Ke Huy Quan za Wszystko, wszędzie naraz
Mój wybór: Barry Keoghan za Duchy Inisherin 
Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej: Angela Basset za Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu
Mój wybór: Kerry Condon za Duchy Inisherin


zdjęcie zza kulis filmu Babilon

Najlepszy długometrażowy film animowany

Nie udało mi się dotrzeć do kina na nowego Kota w butach, chociaż słyszałam, że warto. Resztę nominowanych udało mi się obejrzeć. Moje serce należy oczywiście do Marcela, o którym więcej pisałam po American Film Festiwal. Ma jednak mocną konkurencję. To nie wypanda jest opowieścią o akceptowaniu siebie i zmian zachodzących w naszym życiu. Najsilniejszym tytułem jest jednak Pinokio od Guillermo del Toro. Nigdy nie przepadałam za opowieścią o drewnianym chłopcu, ale del Toro sprawił, że zakochałam się w tej historii. Animacja poklatkowa jest przepiękna, dubbing genialny (oglądałam w oryginalnej wersji). Twist w postaci przeniesienia wydarzeń do faszystowskich Włoch również się sprawdza. Bardzo mnie ucieszy statuetka dla Pinokia, nawet jeśli sercem jestem z Marcelem. Oglądałam też Morską bestię, ale to raczej taka przyjemna przygodówka.

Oscar dla najlepszego długometrażowego filmu animowanego: Guillermo del Toro: Pinokio
Mój wybór: Marcel muszelka w różowych bucikach


Najlepszy film nieanglojęzyczny

Kategoria z której wszyscy są dumni, bo ponownie wśród nominowanych znalazł się polski tytuł. Poprzedni nominowany film, w reżyserii Pawlikowskiego do mnie trafił i mogłam mu z czystym sercem kibicować. Do chwalenia IO jednak mi daleko. Pisałam o nim po Nowych Horyzontach – dla mnie jest na siłę artystyczny. I jeżeli ktoś doszukał się tam znaczenia, to dobrze, ale nie zmieni to mojego wspomnienia męczącego seansu. Przy Blisko wylałam morze łez i uważam, że to świetny film. Szczególnie w obrębie zarysowania relacji między nastoletnimi chłopcami. Z perspektywy czasu ciągle się zastanawiam czy nie ma tam trochę szantażu emocjonalnego. Ale nawet jeżeli jest, to się dałam na niego złapać. Brakuje wśród nominowanych Podejrzanej, ciekawego połączenia historii miłosnej z śledztwem kryminalnym. Są też głosy, że powinien się tutaj znaleźć RRR, czyli hit Bollywood. Przyznaję, że po przesłuchaniu nominowanej piosenki z tego filmu mam ochotę go obejrzeć.

Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego: Na zachodzie bez zmian
Mój wybór: Blisko

zdjęcie zza kulis filmu Marcel muszelka w różowych bucikach


Szybka przebieżka przez resztę kategorii:

Najlepszy scenariusz adaptowany: Na zachodzie bez zmian
Najlepszy scenariusz oryginalny: Duchy Inisherin
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Wieloryb
Najlepsza muzyka oryginalna: Babilon
Najlepsza piosenka: Naatu Naatu z RRR
Najlepsza scenografia: Babilon
Najlepsze kostiumy: Elvis / Czarna Pantera
Najlepsze zdjęcia: Tár
Najlepszy dźwięk: Top Gun
Najlepszy montaż: Wszystko, wszędzie naraz
Najlepsze efekty specjalne: Avatar: Istota wody


niedziela, 24 lutego 2019

Komu dałabym Oscara? (edycja 2019)

Minął kolejny rok, a mi ponownie udało się obejrzeć wszystkie filmy nominowane w głównej kategorii. Gdybym miała ogólnie podsumować ten rok to był dla mnie bardziej rozczarowujący od zeszłego. Może dlatego, że wśród nominowanych do Oscarów 2018 sporo było filmów, które zdawały się być zrobione idealnie pode mnie - nastoletni dramat w ciekawej formie, baśniowa historia o miłości i odmienności czy hipnotyzujący związek pomiędzy znanym, cenionym krawcem a dziewczyną z prowincji. W tym roku z plusów mogę wymienić nominacje dla Polski (Zimna Wojna walczy aż o 3 statuetki) i pojawienie się w głównej kategorii filmów z kompletnie innych gatunków, bo do wora dołożono nawet film superbohaterski. Całościowo jednak jest słabiej niż w zeszłym roku, ale nie znaczy to, że zabrakło jakichś perełek. Zaczynajmy więc!


Najlepszy film

Przyznaję, że kiedy pojawiły się nominacje to byłam trochę zaskoczona. Czarna Pantera była naprawdę dobrym filmem superbohaterskim, ale żeby od razu nominacja do Oscara za najlepszy film? Cieszy to, że Akademia pozwala sobie na poszerzenie horyzontów i doceniła ten gatunek, który kasowo ma się nadal bardzo dobrze (żeby nie powiedzieć, że coraz lepiej). Jednak wciąż, jak dla mnie nie była to żadna rewelacja. To samo miałam w przypadku BlacKkKlansman, który widziałam w kinie i jakoś tak nie zrobił większego wrażenia (chociaż Adam Driver był cudowny). O Narodzinach gwiazdy trochę tutaj już pisałam. Mnie się podobał, ale ja lubię ckliwe historie miłosne. Nie jest to jednak materiał na statuetkę dla najlepszego filmu. Vice to taki typowy tytuł oscarowy, temat polityczny, ciekawe kreacje aktorskie, tym razem interesująca także reżyseria, ale to nie jest film, który zostanie mi na długo w pamięci. Także te cztery tytuły skreśliłabym od razu. Przechodząc do tych, które mają większą szansę na statuetkę, to mam jedną prośbę. Oby nie było to Bohemian Rhapsody. Naprawdę nie rozumiem zachwytów nad tym filmem. Świetna historia, wspaniały dźwięk i muzyka. A wszystko to zasługa zespołu Queen. Sam pomysł na montaż, ugrzecznienie filmu, charakteryzacja i w ogóle ubranie tego w zwyczajny film biograficzny sprawiają, że wyszłam z kina rozczarowana. Ludzie jednak takie filmy lubią i cóż, szansę na nagrodę ma, ale trzymam kciuki, żeby ekipa BR wyszła bez niej. Jeżeli chodzi o Green Book to był to taki miły i przyjemny obraz, że aż się zdziwiłam. Dawno nie było wśród nominowanych takiego feel good movie, który mówi o problemach, ale przede wszystkim ogląda go się z czystą przyjemnością, Nie jest może jakiś odkrywczy, ale radość z oglądania nie słabnie od pierwszych minut do ostatnich. Przechodząc do moich faworytów, to mam dwa, a właściwie dwie, bo Romę i Faworytę. Roma zrobiła na mnie ogromne wrażenie, sponiewierała, napełniła emocjami, zahipnotyzowała obrazem i klimatem. Nie mogłam oderwać wzroku, pokochałam historię, pokochałam te kobiety, które musiały sobie radzić w świecie, w którym mężczyźni zniknęli, zostawiając miejsce na stworzenie nowej rodziny, zbudowanej na pięknych relacjach. Z drugiej strony mam Faworytę, czyli tytuł Lanthimosa, który w końcu wyskoczył z kina niszowego. To może być najbardziej strawny i najmniej dziwny film tego reżysera, ale nadal nie traci na wieloznaczności, specyficznym humorze i osobliwym klimacie. Co zrobi Akademia? Wydaje mi się, że Faworytę sobie odpuszczą, Roma ma szansę, a jeżeli wybierać z pozostałych to już wolę Green Book od Bohemian Rhapsody.

Oscar dla najlepszego filmu może powędruje do Romy, ewentualnie do filmów Green Book/Bohemian Rhapsody.

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Z nominowanych nie udało mi się obejrzeć Van Gogh. U bram wieczności chociaż nie wątpię, że Dafoe poradził sobie koncertowo, w końcu to piekielnie zdolny aktor. Największe szanse ma oczywiście Rami Malek za rolę Freddiego Mercury'ego. Po pierwsze Hollywood lubi nagradzać aktorów, którzy grają prawdziwe osoby, a Malek naprawdę dał radę, nie było wstydu. Szczególnie w scenach koncertowych oddawał energię muzyka. Co nie zmienia faktu, że ja skłaniałabym się bardziej ku Viggo Mortensenowi, który przekonał mnie do postaci włoskiego Tony'ego. Zagrał to lekko, ale wykreował pełnokrwistą postać. Oprócz tego bardzo dobry również był Bale, ale ja nie przepadam kiedy aktor schowany jest za taką masą charakteryzacji. Kawał dobrego aktorstwa pokazał też Cooper, ale jednak Oscara bym za tę kreację nie wręczyła.

Oscar dla najlepszego aktora pierwszoplanowego najpewniej powędruje do Rami Maleka za rolę Freddiego Mercury'ego w Bohemian Rhapsody.

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Nie widziałam Mellisy McCarthy w Can you ever forgive me?. Reszta pań zrobiła na mnie spore wrażenie. Debiutująca Yalitza, dzięki której Roma miała tyle uroku i prawdy w sobie. Poradziła sobie świetnie, chociaż po jednym filmie trudno powiedzieć ile tam talentu aktorskiego, a ile pracy reżysera i odpowiedniego doboru kobiety do granej przez nią postaci. Lady Gaga chyba wszystkich zaskoczyła, że potrafiła być tak naturalna. To jedna z najjaśniejszych stron Narodzin gwiazdy i warto o tym mówić, ale Oscara bym jej raczej nie przyznała. Największe szanse ma chyba Glenn Close. To jej siódma nominacja, wciąż bez statuetki, a aktorką jest bardzo utalentowaną. W Żonie dała świetny popis zdolności - nie taki wybuchany i efekciarski, ale realistyczny i ujmujący. Bardzo bym się cieszyła, gdyby nagroda powędrowała do niej, ale przyznaję, że na mnie największe wrażenie zrobiła Colman. To, co ona miała do zagrania i w jaki sposób to zrobiła przerasta moje wyobrażenia o czyichkolwiek zdolnościach. Po prostu fascynująca.

Oscar dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej najpewniej powędruje do Glenn Close za rolę Joan Castleman w Żonie.

Najlepszy reżyser

W tym momencie możemy trochę puchnąć z dumy. Za granicą po ogłoszeniu nominacji zaczął się raban, że: jak to, nie ma Bradley'a Coopera? Skandal! A tymczasem jego miejsce zajął Paweł Pawlikowski. Bardzo mnie to cieszy, bo siła Zimnej wojny bije w ogromnej części od zdolności i zamysłu reżyserskiego. Na wygraną raczej nie ma co liczyć, ale dumny z nominacji być może. Spike Lee i Adam McKay odwalili kawał dobrej roboty, ale tematyka ich filmów nie trafiła w mój gust, toteż automatycznie nie mogłam docenić ich pracy bardziej niż dwóch pozostałych tytułów. Moim zdaniem Yorgos Lanthimos to wspaniały reżyser, który ma swój pomysł na robienie kina, bawi się nim, ekspetymentuje i wciąż nas zaskakuje. Oczywiście nie obrażę się za statuetkę dla Alfonso Cuarona, który jest ojcem tegorocznego czarnego konia, widać że czerpał przy produkcji ze swojego dzieciństwa i stworzył obraz niesamowity. Chociaż dzieli ludzi na bardzo skrajne obozy.

Oscar dla najlepszego reżysera najpewniej powędruje do Alfonso Cuarona za film Roma.


Najlepszy aktor drugoplanowy

Tutaj sprawa jest dla mnie dość jasna. Najlepszym w tym roku aktorem drugoplanowym był Mahershala Ali w filmie Green Book. Z początku taki wycofany, zamknięty w sobie, zdystansowany, powoli dał nam poznać swoje wnętrze, a jego kreacja była idealnie wyważona. Sam Elliot był w porządku (scena w samochodzie to naprawdę perełka), a Sam Rockwell raczej bez szału jako Bush. Jak już wspominałam, nie widziałam Can you ever forgive me?, toteż Granta nie ocenię. Adam Driver był cudowny, ale jednak w tym roku Ali zmiótł konkurencję.

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego najpewniej powędruje do Mahersala Ali za rolę Dr Dona Shirley w Green Book.

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Tutaj pojawił mi się pierwszy problem, bo nie widziałam Gdyby ulica Beale umiała mówić, a największe szanse na Oscara (patrząc na rozdania nagród z innych tegorocznych festiwali) ma Regina King. Nie wiem czy zasłużenie, ale na pewno się jeszcze przekonam. Po filmie Vice byłam zachwycona Amy Adams, jednak kiedy zobaczyłam Faworytę to obie aktorki drugoplanowe z filmu Lanthimosa wydawały mi się bardziej odpowiednimi kandydatkami. Emma Stone była świetna, nie spodziewałam się, że tak dobrze odnajdzie się w takim specyficznym kinie. Jednak ciut lepsza była w tym przypadku Rachel Weisz i gdyby King nie była nominowana to najpewniej stawiałabym właśnie na Weisz. Co do Mariny to była w Romie bardzo dobra, ale akurat w tej kategorii skłaniałabym się jednak do amerykańskich aktorek.

Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej może powędruje do Reginy King za rolę w Gdyby ulica Beale umiała mówić, a może do Rachel Weisz za Faworytę.

Najlepszy scenariusz oryginalny

Tutaj jest tyle dobroci, że trudno mi wybrać, naprawdę. Nie widziałam Pierwszego reformowanego (chociaż słyszałam sporo superlatyw). Co do reszty, to odrzuciłabym Vice, ale trzy pozostałe są na tyle wspaniałe, że trudno mi między nimi wybrać. W Romie sporą robotę wykonały jednak zdjęcia, a w Faworycie cała warstwa techniczna, więc taka nagroda za czysty scenariusz oryginalny powinna trafić chyba do Green Book.

Oscar dla najlepszego scenariusza oryginalnego najpewniej powędruje do Green Book / Faworyty.

Najlepszy scenariusz adaptowany

Tutaj mam inny problem, bo z tych które widziałam, raczej żaden mnie nie porwał. Narodziny gwiazdy zaczęły się dobrze, ale im dalej tym więcej ze scenariuszem było problemów. BlacKkKlansman mnie jakoś nie przekonał, chociaż ten wątek kryminalny był całkiem zgrabnie poprowadzony. Z tych, które oglądałam najbardziej podobał mi się scenariusz, a właściwie adaptacja kilku opowieści w Balladzie o Busterze Scruggsie braci Coen. Jednak nie widziałam Gdyby ulica Beale umiała mówić i wydaje mi się, że to właśnie on zgarnie statuetkę.

Oscar dla najlepszego scenariusza adaptowanego najpewniej powędruje do Gdyby ulica Beale umiała mówić / BlacKkKlansman.


Szybka przebieżka przez resztę kategorii:
Najlepszy film nieanglojęzyczny: Roma, ale jeżeli zgarnie główną nagrodę to jest szansa dla Zimnej Wojny!
Najlepsza charakteryzacja: Vice (reszty nie widziałam)
Najlepsza muzyka oryginalna: Alexandre Desplat za Wyspę psów? W sumie jakoś w tym roku się nie przysłuchiwałam, ale na pewno podobały mi się ścieżki z BlacKkKlansman i Czarnej Pantery.
Najlepsza piosenka: „Shallow” Lady Gaga i Bradley Cooper, Narodziny gwiazdy, tutaj nie może być inaczej!
Najlepsza scenografia: Faworyta
Najlepsze efekty specjalne: Avengers? Sporo tutaj nie widziałam
Najlepsze kostiumy: Faworyta / Czarna Pantera
Najlepsze zdjęcia: Roma
Najlepszy dźwięk/Najlepszy montaż dźwięku: Bohemian Rhapsody / A star is born
Najlepszy długometrażowy film animowany: Spider-Man Uniwersum !


Jak tam Wasze typy?

niedziela, 4 marca 2018

Komu dałabym Oscara? (edycja 2018)

Przypominam sobie zeszły rok i czuję jak puchnę z dumy. Tym razem moja liczba obejrzanych filmów nominowanych do Oscarów jest naprawdę zadowalająca. Do kina wybierałam się często i mogę Wam powiedzieć jedno - było warto! Ten rok jest moim zdaniem o wiele lepszy od zeszłego i jeszcze poprzedniego. Ba! Nie pamiętam kiedy ostatnio były tak dobre, różnorodne produkcje wśród nominowanych. Dlatego z czystą przyjemnością przedstawiam Wam moje przemyślenia na temat tegorocznego rozdania nagród.


Najlepszy film

Kojarzycie te filmy, które kręcone są niemal specjalnie pod Oscary? Dramaty, często historyczne, przepełnione patosem, schematami i bohaterami walczącymi o wyższy cel, często związane z tematem władzy w państwie, a najlepiej to biograficzne, za które aktor niemal z automatu dostaje Oscara za rolę? Otóż, w tym roku pojawiły się tylko dwa tego typu tytuły. Jeden to Czas mroku (5/10), moim zdaniem kompletny niewypał. Scenariusz po prostu schematyczny i nudny, czasami skręcający na takie tory, które były nieprawdopodobnie żenujące (jak scena w metrze). Tak, Gary Oldman jest w nim nie do poznania i wspaniale odzwierciedla postać Churchilla, a charakteryzacja robi spore wrażenie. To wciąż jednak film, który powinien ustąpić miejsca chociażby takiej perełce jak Florida Project. Drugi to Czwarta władza (7/10), czyli film po prostu do bólu poprawny. Przyznam, że oglądałam go z większym zaciekawieniem niż Czas mroku, Streep i Hanks stanowią dobrą parę na ekranie, a całość chce nam powiedzieć coś ważnego, ale finalnie to jakoś nie wybrzmiewa i otrzymujemy kolejny film, jakich mnóstwo. Natomiast filmem, który mógłby również być wrzucony do tego worka, ze względu na historyczno-wojenną tematykę, ale wybija się na ich tle oryginalnością jest Dunkierka (8/10). Seans wspominam jako mocno niepokojący, a Nolan wykonał świetną robotę, pokazując nam znane wydarzenia z ciekawej perspektywy. Czymś całkiem odmiennym jest na pewno horror Uciekaj! (7/10). Gatunek przeze mnie znienawidzony, w tym przypadku okazał się powiewem świeżości i intrygującego podejścia do tematu rasizmu. Może nie zupełnie moje kino, ale cieszy jego obecność wśród nominowanych. Później mamy przepiękny wizualnie Kształt wody (8/10). Baśniowy klimat, tematyka odmienności i tolerancji, genialna Sally Hawkins, cudowna muzyka, klasyki kina Hollywood pobrzmiewające w tle - to naprawdę film, który robi wrażenie i zostaje z nami na dłużej. Pewna schematyczność przeszkodziła mi w zakochaniu się w nim jak niegdyś w Labiryncie fauna tego reżysera, ale to na pewno świetne, oryginalne kino. Jest możliwość, że to Kształt wody zgarnie tegoroczną statuetkę i nie miałabym wobec tego obiekcji, ale preferowałabym inne tytuły. Na przykład subtelne, pełne emocji Tamte dni, tamte noce (9/10). Cudowne stadium pożądania, pięknie opowiedziana historia o pierwszej miłości, gdzie wszystko się zgadza - aktorstwo, scenariusz, muzyka, zdjęcia. Ostatnia wizyta w kinie przyniosła znowu pełną satysfakcję, tym razem za sprawą cudownego Lady Bird (9/10). Film o wchodzeniu w dorosłość, przedstawiający prawdziwie więzy rodzinne (piękna relacja matki z córką). Historia działająca szczególnie mocno, jeżeli samemu przeżyło się takie wyrwanie z gniazdka rodzinnego i teraz patrzy się wstecz z rozrzewnieniem i nutką tęsknoty. Na dodatek idealnie wyważony bilans komedii i dramatu, zagrany bez zarzutu. Spore szanse na statuetkę ma oczywiście fantastyczny Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (9/10). Genialny scenariusz, zagrany w punkt, wciągający i trzymający w napięciu od początku do końca, łamiący schematy tego typu kina i zadowalający niemal każdego widza. Teraz, może trochę zaskakująco, ale mój tegoroczny faworyt, czyli Nić widmo (10/10). Kino P. T. Andersona uwielbiam nie od dziś, ale oglądanie tego filmu w kinie okazało się niesamowitym doświadczeniem. Całość niektórym wydaje się nudna, dla mnie jest jakoś chorobliwie fascynująca, relacje między postaciami sprawiają, że gdzieś w środku czujesz ciągły niepokój i pragniesz więcej. Scena kłótni po „kolacji-niespodziance” to filmowy majstersztyk, dawno nic nie wzbudziło we mnie takich emocji. Oczywiście, szans na statuetkę Nić widmo raczej nie ma, nie przeszkadza to mi w kochaniu tej produkcji całym serduchem.
Miało być krótko. Aha.

Oscar dla najlepszego filmu najpewniej powędruje do Trzy billboardy za Ebbing, Missouri, ewentualnie do filmu Kształt wody.
źródło

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

To kategoria, w której raczej nie mamy co się spodziewać fajerwerków, a szkoda. Statuetka powędruje najpewniej do Gary'ego Oldmana, który wiele razy pokazał, że na nią zasłużył, ale niekoniecznie właśnie za rolę Churchilla. Nie przepadam za tym aktorstwem, które chowa się za masą charakteryzacji. Oldman szarżował i nie wstrzymywał się przed niczym - podźwignął słaby film wyżej, ale wciąż nie jestem przekonana co do jego wygranej. W tym roku najbardziej zasłużył na wyróżnienie David Day-Lewis, który dał nieprawdopodobny pokaz umiejętności w Nici widmo. Trzymajmy kciuki, żeby zapewnienia, że to jego ostatnia rola się nie sprawdziły. Cieszyłaby również statuetka dla Timothee'ego Chalameta, który w Tamte dni, tamte noce miał bardzo trudne zadanie, z którego wybrnął obronną ręką, zadziwiając charyzmą. Daniel Kaluuya poradził sobie z rolą w Uciekaj! bardzo dobrze, jednak mnie nie zachwycił. Z nominowanych nie widziałam Denzela Washingtona.

Oscar dla najlepszego aktora pierwszoplanowego najpewniej powędruje do Gary'ego Oldmana za rolę Winstona Churchilla w Czasie mroku.
źródło

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Mamy rok naprawdę wspaniałych kobiecych ról w kinie. Nie udało mi się nadrobić I, Tonya, więc na temat Margot Robbie się nie wypowiem (chociaż słyszałam mnóstwo superlatyw). Oscar znajdzie się zapewne na półce Frances McDormand, która w Trzech billboardach za Ebbing, Missouri zagrała niesamowicie. Moim zdaniem będzie to nagroda jak najbardziej zasłużona. Chociaż trochę szkoda Sally Hawkins, która niemą rolą w Kształcie wody potrafiła przekazać taką masę emocji. To w sporej mierze jej zasługa, że film zdobył tak dobre recenzje. Świetna również okazała się Saoirse Ronan, która z roku na rok pokazuje, że nie chce iść po najłatwiejszej linii oporu i wybiera role, które wymagają od niej ciągłych zmian. W Lady Bird jest po prostu prawdziwa i obdarza swoją postać całą masą uroku osobistego. Meryl Streep bardzo dobrze, jak to Streep, ale bez fajerwerków.

Oscar dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej najpewniej powędruje do Frances McDormand za rolę Mildred Hayes w Trzy billboardy za Ebbing, Missouri.

źródło

Najlepszy reżyser

Każdy z nominowanych w tej kategorii pokazał, że ma coś do powiedzenia i trzyma się swojego poczucia estetyki. Bardzo cieszy obecność Grety Gerwig, która po latach pisania i współpracy scenopisarskiej z Noah Baumbachem (który początkowo miał wyreżyserować Lady Bird, ale kobieta zdecydowała, że sama się tego podejmie), bierze sprawy w swoje ręce. Już po wcześniejszych scenariuszach, mogliśmy się spodziewać, w którą stronę będzie zmierzała reżysersko, a jeżeli będzie to robić tak precyzyjnie jak przy Lady Bird, to pozostaje nam czekać na kolejne jej tytuły. Nolan nie przestaje nas zadziwiać, wciąż eksplorując nowe gatunki i zostawiając na nich swój ślad. Dunkierka to kawał dobrego, oryginalnego kina wojennego, trzymający w napięciu do ostatnich chwil. Paul Thomas Anderson, czyli perfekcjonista w każdym calu. Podobno w szkole filmowej spędził dwa dni, po których stwierdził, że o wiele więcej się nauczy działając. To jeden z moich ulubionych reżyserów, którego filmy za każdym razem mnie fascynują. Jordan Peele swoim debiutem reżyserskim wkroczył z rozmachem w świat kina (wczoraj zebrał nagrody Independent Spirit za film i reżyserię). Będzie trzeba śledzić jego karierę. Oscar najpewniej powędruje do Guillermo del Toro i dobrze. To reżyser, który już nam pokazał jaki rodzaj kina go interesuje i konsekwentnie podąża wybraną przez siebie ścieżką (czasem z większym, czasem z mniejszym sukcesem).

Oscar dla najlepszego reżysera najpewniej powędruje do Guillermo del Toro za film Kształt wody.
źródło

Najlepszy aktor drugoplanowy

Znowu bardzo mocna kategoria w tym roku. Richard Jenkins daje świetny występ w Kształcie wody, to złożony charakter, który scena po scenie odrywa przed nami kolejną warstwę swojej postaci. Bardzo dobry jest też Christopher Plummer, który wskoczył na miejsce Kevina Spacey (który po aferze, został zwolniony przez reżysera, Ridleya Scotta) w filmie Wszystkie pieniądze świata, gdzie pokazuje się jako człowiek pozbawiony skrupułów i skupiający się tylko na zysku. I Woody Harrelson, i Sam Rockwell są genialni w Trzech billboardach za Ebbing, Missouri. To w ogóle scenariusz, który dał możliwość popisu wielu aktorom. Co do statuetki, pewnie powędruje do Rockwella, miał trochę większą rolę i więcej różnorodnych emocji do zagrania. A moje zdanie? Oczywiście, Oscara podarowałabym panu Willemowi Dafoe. To, co on robi w The Florida Project to po prostu jakaś magia. Pokazuje jak za sprawą niewielkich środków, można oddać całą masę ukrytego przekazu.

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego najpewniej powędruje do Sama Rockwella za rolę Jasona Dixona w Trzech billboardach za Ebbing, Missouri.

źródło

Najlepsza aktorka drugoplanowa

W przypadku tej kategorii mam trochę problem. Otóż, Oscara zapewne zgarnie Allison Janney, a ja I, Tonya akurat nie widziałam. Chociaż wiem, że aktorką jest świetną i wierzę, że poradziła sobie tak dobrze, jak wszyscy mówią. Octavia Spencer wnosi dawkę energii i humoru do Kształtu wody, ale to wciąż za mało na statuetkę. Lesley Manville jest genialna, w ogóle w Nici widmo był idealny casting. To taka rola, która pod płaszczem zimna i surowości, skrywa kotłujące się gdzieś emocje. Mary J. Blige była bardzo dobra w Mudbound, ale to raczej film, który nikomu nie dał specjalnie zabłysnąć - cała obsada dała równie dobre występy, a dzięki temu ten tytuł okazał się taki wspaniały. Z tych, które widziałam największe wrażenie zrobiła Laurie Metcalf w Lady Bird i to ją najchętniej widziałabym z Oscarem.

Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej najpewniej powędruje do Allison Janney za rolę LaVony Golden w Jestem najlepsza. Ja, Tonya.

źródło

Najlepszy scenariusz oryginalny

Jak to miło było zobaczyć tutaj The Big Sick, czyli wspaniale napisaną komedię romantyczną! Na wygraną raczej nie ma co liczyć, ale już nominacja to duży zaszczyt. Jeżeli chodzi o resztę nominowanych, to moim zdaniem każdy zasłużył na to miejsce, ale zwycięzca może być jeden i moim zdaniem powinien to być scenariusz do Trzy billboardy za Ebbing, Missouri. A to dlatego, że to historia dała temu tytułowi kopa, możliwości na pokazanie talentów aktorskich i wciągnęła tak wiele osób.

Oscar dla najlepszego scenariusza oryginalnego najpewniej powędruje do Trzy billboardy za Ebbing, Missouri.

Najlepszy scenariusz adaptowany

Tutaj nie widziałam dwóch filmów (The Disaster Artist i Gra o wszystko). Pozytywnie zaskakuje nominacja dla Logana, który był taką miłą odskocznią od masy typowych filmów superbohaterskich. Jednak statuetka powinna powędrować do Tamte dni, tamte noce. Szczególnie, że książkę udało mi się przeczytać i chociaż bardzo mi się podobała, to film moim zdaniem wyciągnął z niej to, co najlepsze i dodał jeszcze więcej uroku i emocji.

Oscar dla najlepszego scenariusza adaptowanego najpewniej powędruje do Tamte dni, tamte noce.

źródło

Szybka przebieżka przez resztę kategorii:
Najlepsza charakteryzacja: Czas mroku
Najlepsza muzyka oryginalna: Alexandre Desplat za Kształt wody
Najlepsza piosenka: „Mystery of love” Sufjan Stevens, Tamte dni, tamte noce (chociaż obawiam się, że może wygrać coś innego - dla mnie każdy inny wybór będzie złym wyborem)
Najlepsza scenografia: Kształt wody
Najlepsze efekty specjalne: Blade runner 2049
Najlepsze kostiumy: Nić widmo
Najlepsze zdjęcia: Blade Runner 2049
Najlepszy dźwięk/Najlepszy montaż dźwięku: Baby driver / Dunkierka
Najlepszy długometrażowy film animowany: Wygra Coco, wolałabym oczywiście, żeby wygrał Twój Vincent

źródło
Zgadzacie się z moimi typami? Oglądacie w ogóle filmy nominowane do Oscarów?
Koniecznie podzielcie się swoimi przewidywaniami ;)

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka