Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w trójkącie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w trójkącie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 marca 2023

Komu dałabym Oscara? (edycja 2023)

Tegoroczne filmy oscarowe to w większości paczka rozrywkowych tytułów. Biograficzna historia o Elvisie, przedstawiona z rozmachem i masą brokatu przez Baza Luhrmanna, szalone Wszystko, wszędzie naraz z ekscytującymi scenami walk, naładowany akcją Top Gun: Maverick. Z jednej strony  dobrze było się zrelaksować w kinie i obejrzeć po prostu poprawnie przedstawioną historię. Z drugiej, trochę zabrakło czegoś, co prawdziwie by widzem wstrząsnęło.

Dziwi mnie zupełny brak nominacji dla Nie! Jordana Peela. Po wyjściu z kina miałam wrażenie, że nominację za dźwięk i aktorkę drugoplanową będzie miał w kieszeni. Brak nominacji dla filmu skrojonego pod Oscary, She said, również mnie zaskoczyło. Nie uważam, że był to bardzo dobry film, ale spełniał kryteria, które zazwyczaj pozwalały dostać się do grona nominowanych. Nie ma też nowych filmów reżyserów, którzy w przeszłości udowodnili, że są warci śledzenia. Mam na myśli tytuły: Do ostatniej kości Luci Guadagnino, Biały szum w reżyserii Noah Baumbacha, Armagedon Jamesa Grey'a.

Najlepszy film

Jeżeli miałabym wybrać swojego ulubieńca wśród nominowanych do najlepszego filmu to postawiłabym na Wszystko, wszędzie naraz. To oryginalny obraz relacji matki z córką, a zaproponowana forma jest nowatorska, szalona i kompletnie wciągająca. Cała obsada świetnie sobie partneruje, a ich zaangażowanie w dość osobliwe do zagrania sceny robi wrażenie. Aktorzy błyszczą również w Duchach Inisherin, co potwierdza ilość aktorskich nominacji. To mój drugi ulubieniec w tym gronie. Angażująca historia, która potrafi rozbawić i wzruszyć jednocześnie. Zdecydowanie, jeden z tytułów, które sprawiły mi najwięcej frajdy. Rozrywkę przynoszą również Fabelmanowie. Ta opowieść o miłości do kina w wykonaniu Spielberga jest urocza. Reżyser jak mało kto potrafi pokazać czym może być praca wykonywana z pasją. Rękę reżyserską można bez trudu zobaczyć w Elvisie. Baz Luhrmann nie oszczędza na brokacie i cekinach, tworząc elektryzującą historię o królu rock and rolla. Szkoda tylko, że wątek jego managera kuleje. W nowym Top Gunie trudno się do czegoś przyczepić. Scenariusz jest ciekawy, bohaterowie barwni, a akcja ma idealne tempo. To nie jest moje kino, bo za dużo tam hollywoodzkiego patosu, ale i tak ogląda się z przyjemnością. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o Avatarze. Od strony technicznej to majstersztyk, Cameron potrafi przenieść nas do podwodnego świata i zachwycić jego wyglądem. Za to fabuła zeszła na dalszy plan, a bohaterowie okazali się zupełnie nieciekawi. Cieszy mnie pojawienie się w zestawieniu filmu nieanglojęzycznego. Na zachodzie bez zmian to mocne kino, które pokazuje bezsens wojny i potrafi wstrząsnąć widzem. W trójkącie jest genialny przez dwie części, ale niestety trzecia lekko obniżyła moją ocenę. Wolę jednak wcześniejszy film reżysera, The SquareTár pozwala zabłyszczeć Cate. Niesamowita rola, która sprawia, że ogląda się to tak dobrze, nawet kiedy bohaterowie rozmawiają o muzycznych zagadnieniach, które są tajemnicze dla widza.

Oscar dla najlepszego filmu: Wszystko, wszędzie naraz
Mój wybór: Wszystko, wszędzie naraz

zdjęcie zza kulis Wszystko, wszędzie naraz


Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Bardzo mocna kategoria w tym roku. Przede wszystkim  powrót Brandona Frasera. Powrót w wielkim stylu. Rola chorobliwie otyłego Charliego, który ma w sobie naiwność dziecka i patrzy na wszystkich z pozytywnym nastawieniem była dużym wyzwaniem. W innych rękach mogłoby wyjść sztucznie, ale Fraser potrafi nas przekonać, że Charlie wierzy w to, co mówi. Jego wzrok jest pełen ciepła i nadziei. Z drugiej strony, Austin Butler zaskoczył mnie swoją interpretacją roli Elvisa. W jakiś magiczny sposób udało się przekazać fenomen króla, bez zbędnego naśladowania (czego najbardziej nie lubię w biopicach, wystarczy spojrzeć na Bohemian Rhapsody). Naprawdę miałam ochotę piszczeć z fankami podczas oglądania jego ruchów scenicznych. Jest jeszcze Colin Farell, który prezentuje swoje umiejętności komediowe i wychodzi mu to świetnie. Ostatni nominowany aktor, którego udało mi się zobaczyć na ekranie to Paul Mescal w Aftersun. Ogromnie się cieszę, że znalazł się w tym gronie. Jego rola w debiucie Wells to petarda emocji, skrytych pod powierzchnią. Jak nikt inny potrafi zagrać wrażliwca.

Oscar dla najlepszego aktora: Brandon Fraser (Wieloryb) / Austin Butler (Elvis)
Mój wybór: rozum podpowiada Brandona Frasera za Wieloryba, chociaż serce bije mocniej dla Mescala


Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

W tej kategorii bój stoczy się pomiędzy dwoma nazwiskami  Cate Blanchett za Tár i Michelle Yeoh za Wszystko, wszędzie naraz. Nie ma co oszukiwać, Cate Blanchett dostarczyła jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) rolę swojego życia. Jej postać w Tár jest zimna, wyrachowana, ale zarazem pełna pasji i chęci korzystania z życia. Jednak jakimś magicznym sposobem ja kibicuję Michelle Yeoh. Może dlatego, że jej rola, a właściwie role, były tak nieoczywiste. Miała do zagrania wiele postaci i wszystkie udźwignęła z wdziękiem. Z tyłu głowy słyszę też głos, który mówi  Cate ma już Oscara, więc niech to będzie Yeoh. Co do reszty nominowanych: Ana de Armas i jej interpretacja Monroe to jeden z mocniejszych elementów słabego filmu. Michelle Williams miała w swojej karierze lepsze role niż ta w Fabelmanach. Moim zdaniem to za Manchester by the sea powinna zgarnąć statuetkę. Filmu To Leslie nie widziałam. 

Oscar dla najlepszej aktorki: Cate Blanchett (Tár) / Michelle Yeoh (Wszystko wszędzie naraz)
Mój wybór: Michelle Yeoh za Wszystko wszędzie naraz

zdjęcie zza kulis, Fabelmanowie

Najlepszy reżyser

Kolejna mocna kategoria. Patrząc na filmy nominowanych reżyserów, można powiedzieć, że każdy bardzo wyraźnie przekazuje swoją estetykę. Spielberg postanawia opowiedzieć historię opartą na swoim życiu, tworząc obraz o zamiłowaniu do świata kina, które przekuwa się w wymarzoną pracę. Robi to w tak umiejętny sposób, że tylko utwierdza nas w przekonaniu, że jest wyśmienitym reżyserem. Martin McDonagh balansuje na styku komedii i dramatu, pozwalając widzom się pośmiać, ale również wzruszyć. Ma wyczucie, wie jak poprowadzić komediowe wątki, ale też nie boi się posunąć do pewnego ekstremum. Todd Field trzyma się swojego założenia, jego film jest chłodny, pełen tajemniczości i niedopowiedzeń. Ruben Östlund udowadnia, że potrafi jak nikt inny wyśmiać współczesny świat i chociaż The Square podobał mi się bardziej, to W trójkącie zdecydowanie jest dobrym filmem. I na koniec para wariatów, Dan Kwan i Daniel Scheinert. Ich wspólna praca nad Wszystko, wszędzie naraz pokazuje, że brakowało nam ostatnio odrobiny szaleństwa w kinie. Na szczęście nam go dostarczyli.

Oscar dla najlepszego reżysera: Dan Kwan i Daniel Scheinert (Wszystko wszędzie naraz)
Mój wybór: Dan Kwan i Daniel Scheinert za Wszystko wszędzie naraz


Najlepsza aktorka drugoplanowa / Najlepszy aktor drugoplanowy

Nominacje w tych kategoriach pokazują, które filmy mogą się pochwalić świetną obsadą. Rządzą Wszystko, wszędzie naraz i Duchy Inisherin. I z tymi nominacjami się w stu procentach zgadzam. Wybór jednej osoby jest naprawdę trudny. Wśród aktorów zakochałam się w Barry'm Keoghanie. Jest jedna scena w Duchach Inisherin, gdzie jego marzenie lega w gruzach  prawdziwy wyciskacz łez. Jednak tutaj nagroda najpewniej powędruje do Ke Huy Quana i z tym wyborem się zgadzam. Scena rozmowy z Michelle Yeoh nawiązująca do filmu Spragnieni miłości wywołuje ciarki. Wśród aktorek moje serce skłania się do Kerry Condon, która w Duchach Inisherin mnie oczarowała. Jednak nie będę kręcić nosem na Jamie Lee Curtis czy Angelę Basset. 

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowegoKe Huy Quan za Wszystko, wszędzie naraz
Mój wybór: Barry Keoghan za Duchy Inisherin 
Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowejAngela Basset za Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu
Mój wybór: Kerry Condon za Duchy Inisherin


zdjęcie zza kulis filmu Babilon

Najlepszy długometrażowy film animowany

Nie udało mi się dotrzeć do kina na nowego Kota w butach, chociaż słyszałam, że warto. Resztę nominowanych udało mi się obejrzeć. Moje serce należy oczywiście do Marcela, o którym więcej pisałam po American Film Festiwal. Ma jednak mocną konkurencję. To nie wypanda jest opowieścią o akceptowaniu siebie i zmian zachodzących w naszym życiu. Najsilniejszym tytułem jest jednak Pinokio od Guillermo del Toro. Nigdy nie przepadałam za opowieścią o drewnianym chłopcu, ale del Toro sprawił, że zakochałam się w tej historii. Animacja poklatkowa jest przepiękna, dubbing genialny (oglądałam w oryginalnej wersji). Twist w postaci przeniesienia wydarzeń do faszystowskich Włoch również się sprawdza. Bardzo mnie ucieszy statuetka dla Pinokia, nawet jeśli sercem jestem z Marcelem. Oglądałam też Morską bestię, ale to raczej taka przyjemna przygodówka.

Oscar dla najlepszego długometrażowego filmu animowanego: Guillermo del Toro: Pinokio
Mój wybór: Marcel muszelka w różowych bucikach


Najlepszy film nieanglojęzyczny

Kategoria z której wszyscy są dumni, bo ponownie wśród nominowanych znalazł się polski tytuł. Poprzedni nominowany film, w reżyserii Pawlikowskiego do mnie trafił i mogłam mu z czystym sercem kibicować. Do chwalenia IO jednak mi daleko. Pisałam o nim po Nowych Horyzontach  dla mnie jest na siłę artystyczny. I jeżeli ktoś doszukał się tam znaczenia, to dobrze, ale nie zmieni to mojego wspomnienia męczącego seansu. Przy Blisko wylałam morze łez i uważam, że to świetny film. Szczególnie w obrębie zarysowania relacji między nastoletnimi chłopcami. Z perspektywy czasu ciągle się zastanawiam czy nie ma tam trochę szantażu emocjonalnego. Ale nawet jeżeli jest, to się dałam na niego złapać. Brakuje wśród nominowanych Podejrzanej, ciekawego połączenia historii miłosnej z śledztwem kryminalnym. Są też głosy, że powinien się tutaj znaleźć RRR, czyli hit Bollywood. Przyznaję, że po przesłuchaniu nominowanej piosenki z tego filmu mam ochotę go obejrzeć.

Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego: Na zachodzie bez zmian
Mój wybór: Blisko

zdjęcie zza kulis filmu Marcel muszelka w różowych bucikach


Szybka przebieżka przez resztę kategorii:

Najlepszy scenariusz adaptowany: Na zachodzie bez zmian
Najlepszy scenariusz oryginalny: Duchy Inisherin
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Wieloryb
Najlepsza muzyka oryginalna: Babilon
Najlepsza piosenka: Naatu Naatu z RRR
Najlepsza scenografia: Babilon
Najlepsze kostiumy: Elvis / Czarna Pantera
Najlepsze zdjęcia: Tár
Najlepszy dźwięk: Top Gun
Najlepszy montaż: Wszystko, wszędzie naraz
Najlepsze efekty specjalne: Avatar: Istota wody


czwartek, 11 sierpnia 2022

Nowe Horyzonty 2022 – na które filmy warto polować w kinach + mini ranking

Narzekam od pół roku, że zbyt rzadko chodzę do kina. Był taki okres, w którym wpadałam na nowy film średnio raz w tygodniu. Niestety, ostatnio jakoś mi nie po drodze i ciężej się zebrać na taką wycieczkę. Na pomoc przyszedł festiwal filmowy Nowe Horyzonty, który swoim repertuarem przekonał mnie do kilkukrotnego odwiedzenia kina. Ten festiwal to przede wszystkim tytuły niezależne, takie, które zostały docenione na europejskich przeglądach, rozdaniach nagród, a nareszcie – takie, które trudno dorwać w multipleksach. Podczas wyboru repertuaru kierowałam się nagrodami  głównie dzieła nagłośnione w Cannes i Berlinale. Dorzuciłam do tego pakiet pięciu tytułów online. 

Oglądanie filmów na Nowych Horyzontach sprawiło mi ogromną przyjemność i wywołało cały wachlarz emocji. Przypomniałam sobie, że nie potrzeba wartkiej akcji czy słynnych nazwisk w obsadzie, żeby cieszyć się dobrym kinem. Kończę festiwal bardzo zadowolona z towarzyszących mi doznań i zapraszam na krótkie opinie o obejrzanych tytułach.


11. IO (2022), reż. Jerzy Skolimowski

Jerzy Skolimowski za swój najnowszy film został uhonorowany w Cannes nagrodą Jury. Ja jednak przygodami osiołka nie byłam szczególnie zaintrygowana. IO jest filmem stylizowanym na mroczną baśń, a fabuła kręci się wokół tego, że ludzie są źli albo jeszcze gorsi. Poziom melancholii jest tutaj naprawdę wysoki. Doceniam jednak zdjęcia i budowanie klimatu, wizualnie to naprawdę film wart zobaczenia. Ciekawy jest również zabieg nakręcenia całości z perspektywy osła. Niestety, sama historia mnie nie poruszyła. Film złożony jest z kilku krótkich form, wraz z wędrówką osła, przenosimy się w coraz to nowe miejsca, poznajemy nowych bohaterów i krótki urywek ich życia. Czasami jest brutalnie, więc tych, którzy są szczególnie wrażliwi na przemoc wobec zwierząt, ostrzegam. Chyba mogę powiedzieć, że to był po prostu dziwny film. A jak to z dziwnymi bywa – jednym podejdzie, a innym nie. Ja należę do drugiej grupy.

10. Niewidomy człowiek, który nie chce obejrzeć „Titanica” (2021), reż. Teemu Nikki

Na facebookowej grupie festiwalu widziałam sporo poleceń, żeby ten film nadrobić w ramach edycji online. Jaakko, tytułowy bohater, choruje na stwardnienie rozsiane, porusza się na wózku i stracił wzrok. Na duchu podtrzymują go codzienne rozmowy z poznaną w sieci Sirpą. Pewnego dnia postanawia, że powinni się spotkać. Kamera od pierwszych minut przyklejona jest do twarzy bohatera i Jaakko nie opuszcza kadru ani na moment. Świetny jest początek tego filmu, w którym poznajemy bolesną rzeczywistość bohatera, co jakiś czas rozświetlaną iskierką radości wywołaną rozmowami telefonicznymi z przyjaciółką. Jak na film, w którym sporo czasu ekranowego poświęcono wymianie zdań między dwójką osób jest angażujący. Dyskusje bohaterów są ekscytujące, często zabawne, a sam Jaakko to duży fan kina, więc tematy rozmów to dodatkowy plus dla kinomaniaków. Fabuła w pewnym momencie zaczyna przypominać bardziej film sensacyjny (nie będę zdradzać dlaczego). Ale ta bardziej „dynamiczna” część podobała mi się nieco mniej. Docenić za to trzeba głównego bohatera, na którego barkach spoczywał cały ciężar filmu, a niepełnosprawny aktor, Petri Poikolainen, poradził sobie z tą rolą bardzo dobrze.

9. Plac zabaw (2021), reż. Laura Wandel

W Placu zabaw przedstawiony został temat przemocy w szkole i jest to naprawdę przerażający obraz. Tytułowy plac, na którym bawią się dzieci podczas przerw w szkole, przypomina bardziej obóz przetrwania, gdzie najsilniejsi zostają predatorami, a Ci słabsi ofiarami. Jeżeli nie chcesz zatem dostawać cięgów od znajomych, sam musisz dręczyć innych. Brzmi to bardzo ponuro i cóż, taki jest klimat filmu. Najlepszym pomysłem było pokazanie całości z perspektywy małej Nory (zagranej przez Mayę Vanderbeque), która dopiero zaczyna naukę w szkole, do której chodzi już jej brat. Kamera jest niemal przyklejona do jej twarzy i to jej oczami obserwujemy całą historię. Jeżeli pojawiają się jacyś dorośli, to majaczą gdzieś na horyzoncie albo słyszymy tylko ich głosy. Młoda aktorka radzi sobie na ekranie genialnie. Seans mija błyskawicznie, wzruszenie w pakiecie, więc warto zobaczyć.

8. Niezwiązani (2007), reż. Joanna Hogg

Jeżeli jesteście fanami filmu Tamte dni, tamte noce to Uwiązani powinni Wam się spodobać. Niemal od początku czuć podobną atmosferę, co w filmie Luci Guadagnino. Główną bohaterką jest Anna  40letnia kobieta, która ma problemy związkowe i przyjeżdża w pojedynkę do Toskanii, gdzie zaprzyjaźnione z nią pary spędzają wakacje z dorosłymi dziećmi. Grupa dzieli się na osoby "starsze", które wieczorami spędzają czas na piciu wykwitnych trunków, po czym kładą się grzecznie spać i ich dzieci, które balangują do rana. Anna dość naturalnie zaczyna spędzać czas z młodą grupą, szczególnie na rozmowach z Oakley'em (cudowny Tom Hiddleston!). Budowanie seksualnego napięcia między nimi, w otoczeniu przepięknych krajobrazów Toskanii to już materiał na przepiękny film. Uwiązani należą jednak do grona obrazów niezależnych, więc po wstępie, który mógłby uchodzić nawet za komedię romantyczną, skręca w dramatyczne rejony, poruszając problemy związane z zakładaniem rodziny. Niestety, ten ostatni akt trochę mnie rozczarował, biorąc pod uwagę wszystko, co zobaczyliśmy wcześniej był gorzej rozpisany i zagrany.

7. Baby broker (2022), reż. Hirokazu Koreeda

Zlodziejaszki i Moja młodsza siostra to były prawdziwe petardy, więc na nowy film Koreedy bilety kupiłam pełna nadziei na coś rewelacyjnego. Po tych trzech seansach łatwo wskazać jaki jest temat, którym interesuje się reżyser. Ponownie eksploruje temat pojęcia rodziny, zadaje pytania o to czy więzy krwi są ważne, czy rodzinę może stworzyć jakakolwiek grupa ludzi. W Baby broker trzech dorosłych i jeden chłopczyk szukają rodziny dla noworodka, a tym celu przemierzają kraj zdezelowanym vanem. Mamy do czynienia z familijnym kinem drogi, w którym obserwujemy budujące się relacje. Bywa słodko, zabawnie, ale i przejmująco. Nie jest to jednak poziom poprzednich filmów, rozminęłam z niektórymi wątkami i czuję, że był lekko przeciągnięty. Wciąż, jest to miły seans.

6. Mała mama (2021), reż. Céline Sciamma

Poprzedni film Sciammy, Portret kobiety w ogniu, to prawdziwy majstersztyk i jeden z najlepszych romansów w historii kina. Dlatego oczekiwania co do jej najnowszego tytułu miałam dość wysokie. Tym razem klimat jest zupełnie inny. Historia opowiedziana została z perspektywy dziewczynki, której właśnie umarła babcia. Niestety, podczas poprzedniej wizyty w domu starości nie udało im się odpowiednio pożegnać. Kiedy wraz z rodzicami przyjeżdża do domu babci, podczas zabawy w lesie poznaje rówieśniczkę, Marion. Nie chcę zdradzać zbyt wiele fabuły, bo zaskoczenie, które przygotowała nam Sciamma jest podstawą docenienia tego filmu. To idealny przykład slow cinema, w klimacie realizmu magicznego, a w centrum zainteresowania reżyserka stawia relację córki z matką. Bardzo dobrze sprawdza się pokazanie kręgu życia, prób zrozumienia drugiego człowieka, zobaczenia, że on kiedyś był w tym miejscu co my. To piękny, terapeutyczny wręcz obraz, w którym dwie dziewczynki rozmową podnoszą się na duchu i utwierdzają w przekonaniu, że nie są pozostawione sam na sam ze swoim smutkiem. Dodatkowo, cudowna jest tutaj chemia między młodymi aktorkami, które w rzeczywistości są bliźniaczkami. Polecam serdecznie.

5. Podejrzana (2022), reż. Chan-wook Park

Lubię myśleć, że trochę się znam na kinie, ale co jakiś czas przypominam sobie o filmie albo twórcy, którego wciąż nie miałam okazji nadrobić. Do takich osób zalicza się Chan-wook Park, którego twórczości nie znam wcale, chociaż wielokrotnie mi ją już polecano. Dlatego bardzo się ucieszyłam, że jego najnowszy film trafił do repertuaru festiwalu. Podejrzana to kryminał, w którym policjant próbuje rozwiązać sprawę tajemniczej śmierci, na pierwszy rzut oka wyglądającej na samobójstwo. Żona zmarłego zachowuje się jednak na tyle dziwnie, że śledczy postanawia bliżej się tej sprawie przyjrzeć. Poznawaniu historii towarzyszy powolne tempo i budowanie klimatu tajemniczości. Ujęcia są zbudowane iście misternie, a scenografia idealnie współgra z akcją. Zagadka, która napędza fabułę, tak naprawdę nie jest najważniejsza. Na pierwszym planie mamy subtelnie zarysowany obraz budowania relacji, dwójkę dusz, które wydają się być stworzone dla siebie, ale świat nie pozwala im być razem. Początek cudowny, zachwyca oryginalny montaż, zgrabny scenariusz z zabawnymi sytuacjami przeplatanymi kryminalnym wątkiem. Niestety, wraz z biegiem akcji trochę się rozciąga i zaczyna kręcić się w kółko. Ale i tak było warto.

4. W trójkącie (2022), reż. Ruben Östlund

Poprzedni film reżysera, The Square, zostawił po sobie świetne wrażenia. Przekonaliśmy się, że Ostlund potrafi nakręcić satyrę, jest wnikliwy, odważny, a jego wizja sztuki współczesnej na długo zostanie w mojej pamięci. Tym razem na warsztat wziął problem kapitalizmu, pracy influencerów, zachłyśnięcia się sławą, pięknem i pieniędzmi, a jednocześnie został przy gatunku satyry. Za W trójkącie odebrał Złotą Palmę w Cannes. Film podzielony jest na trzy części, a głowami bohaterami są model Carl i jego dziewczyna, influencenka Yaya. W pierwszym akcie jesteśmy świadkami genialnej sceny kłótni między kochankami, która zaczyna się od sprzeczki o rachunek w restauracji. Reżyser przemyca w niej trochę rozważań o męskości, feminizmie i ludzkiej chytrości. Wszystko zgrabnie napisane, nie nuży ani na chwilę, może dzięki ciągłym zmianom otoczenia (kłótnia zaczyna się w restauracji, przechodzi przez taksówkę, windę i kończy się w pokoju hotelowym). Druga część filmu ma miejsce na luksusowym jachcie i znowu jest to scenopisarski popis, przypominający klimatem Anioła zagłady Bunuela. Jest tutaj długa sekcja, która niejednego widza może obrzydzić. I niestety, ostatnia część już do mnie nie trafiła. Na koniec jakoś za bardzo łopatologicznie i finalnie The Square w moim odczuciu lepszy. Ale warto obejrzeć w kinie i zdrowo się pośmiać.

3. Boylesque (2022), reż. Bogna Kowalczyk


To był pierwszy film jaki obejrzałam w ramach festiwalu. Dokument o najstarszej polskiej drag queen, królowej Lulla la Polaca (rocznik 1938!). Konkretnie  o tym jak Lulla próbuje znaleźć dla siebie urnę w kształcie dużego buta na szpilce. Rzadko oglądam filmy dokumentalne, ale ten poruszył mnie do głębi. Podczas seansu wzruszałam się kilkakrotnie, a chwilę potem uśmiechałam do ekranu. Lulla pokazuje jak czerpać radość z życia, mimo swojego wieku uczęszcza na parady równości i występy dragowe w pełnym makijażu, perukach i doklejonych rzęsach. Wspaniale było oglądać jak ciepłą osobą jest główny bohater. Można było poczuć jego miłość do świata i do ludzi. Boylesque to prawdziwie czuły obraz, w którym reżyserka wrażliwym okiem patrzy na swojego bohatera, a nam trudno się w tym świecie nie zatopić razem z nim.

2. Blisko (2022), reż. Lukas Dhont

Kolejny film z dziećmi w rolach głównych. Lukas Dhont przedstawia nam historię pewnej przyjaźni. Leo i Remi to bratnie dusze, wszystko robią razem, od porannej zabawy w rycerzy, po zasypianie w jednym łóżku. Pierwsza część historii, w której mamy do czynienia z ekspozycją znajomości jest rewelacyjna, po prostu rozgrzewa serducho. Punkt zwrotny następuje w momencie, w którym chłopcy usłyszeli w szkole pytanie, czy są parą. Od tej pory bardzo ciekawie poprowadzone są ich zachowania, atmosfera gęstnieje, z ciepłych kolorków zdjęć następuje przejście w mroczne barwy, a zbieranie kwiatów nie wygląda już jak idylla, a raczej jak grzebanie w błocie. Świetny zabieg, ogląda się z niegasnącym zainteresowaniem. Później  jest tylko bardziej dramatycznie. Ja, a ze mną chyba cała sala na Horyzontach, łkałam głośno bitą godzinę. Jest to emocjonalnie wyczerpujący seans, ale wart poznania. Jedyne co, to po wszystkim czułam się trochę przebodźcowana, tak jakby reżyser zastosował szataż emocjonalny, rzucając największe bomby fabularne, żeby poruszyć widza. Ja to łyknęłam, ale może niektórym przeszkadzać.

1. Alcarràs (2022), reż. Carla Simón

Mój absolutny faworyt festiwalu, najbliższy sercu Alcarràs. Opowieść o rodzinie rolników, która w małej miejscowości w Katalonii, uprawia brzoskwinie. Okazuje się, że pole, na którym od pokoleń urzędują, prawnie nie należy do nich i ten wątek jest silnikiem napędowym dla akcji. Od razu muszę się przyznać, że film trafił po prostu w moje czułe miejsca, jako że sama pochodzę z małej wioski, a moja rodzina to w większości rolnicy. Czułam się trochę jak podczas podróży w czasie. Znowu mój dziadek przechodził się po polu, a wokół niego biegały nieokiełznane wnuki. Poza personalnymi odczuciami, trudno nie docenić w Alcarràs sprawnie poprowadzonego dramatu rodzinnego. Poruszane tematy  rywalizacja między rodzeństwem, syn, który czuje, że nigdy nie będzie wystarczająco dobry w oczach ojca, dziadek próbujący naprawić wyrządzone przez nieuwagę szkody  były poprowadzone z czułością, a reżyserka to prawdziwa mistrzyni obserwacji. Z jednej strony pokazuje skąpane w słońcu owocowe drzewa, rysując beztroski krajobraz, a z drugiej brud związany ze zniszczonymi marzeniami. Tempo filmu jest bardzo wolne, można mieć wręcz skojarzenia z kinem dokumentalnym, tak dobrze reżyserka zarysowuje tło historii. Dodatkowo, wszyscy zatrudnieni aktorzy zostali wyłonieni z castingu w pobliskich wioskach, przez co mają w sobie całe pokłady naturalności. Są też tutaj poruszane „duże sprawy” jak rozwój technologiczny niszczący małe gospodarstwa czy odwieczny spór świeżego podejścia z tradycyjnym. Dla mnie będzie to jednak przede wszystkim film rodzinny. Jeden z najlepszych.

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka