wtorek, 15 stycznia 2019

W skrócie o trzech książkach i trzech komiksach

Dzisiaj kilka krótkich opinii o książkach, które przeczytałam w zeszłym roku, ale nie zdążyłam zrecenzować :)


*Paper Girls 1-3*
Brian K. Vaughan / Cliff Chiang

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Paper Girls
*Gatunek:* sciece-fiction/fantasy
*Forma:* komiks
*Rok pierwszego wydania:* 2017
*Liczba stron:* -
*Wydawnictwo:* Non Stop Comics

To tak nie działa, Mac. Bo kto umarł, ten nie żyje.
*Krótko o fabule:*
Brian K. Vaughan („Saga”, „Lost: Zagubieni”) napisał wciągającą, nostalgiczną opowieść zakorzenioną w latach 80., traktującą o trudach dorastania i ostatnich dniach prawdziwego dzieciństwa, a narysował ją Cliff Chiang, który nadał jej unikalnego uroku.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Lata 80te wydają się nam, konsumentom kultury, coraz ciekawsze. Najpierw świat podbił wspaniały serial Stranger Things, w którym jedną z mocniejszych stron był właśnie klimat minionych lat, a teraz czytelników zalały pochwały na temat Paper Girls, czyli komiksu, którego akcja ma miejsce w 1988 roku.
Udało mi się przeczytać trzy tomy i muszę przyznać, że bawiłam się świetnie. Czyta się go błyskawicznie, przygody czwórki głównych bohaterek wciągają i angażują. Charakter każdej z nich jest świetnie nakreślony i z czasem zyskuje nowych kolorów. Akcja pędzi niesamowicie, od pierwszych stron będziemy zaskakiwani i ruszymy w szaloną przygodę z dziewczynami. Nie wiem dlaczego, ale myślałam że to komiks bardziej obyczajowy, a tymczasem trafiłam na świetne science fiction. Do tego twórcy wydają się nie mieć hamulców i z tomu na tom pozwalają sobie na bardziej szalone zagrania.
Zachwyca również kreska i kolorystyka. To naprawdę przepiękne zeszyciki, te pastelowe kolory niezmiennie czarują. Także mamy taki pełen pakiet - cudowna historia, pełnokrwiste bohaterki z jajem, do tego pięknie narysowana otoczka. Komiks, który warto mieć na swojej półce.

Moja ocena: 8/10



*Siedem minut po północy*
Patrick Ness / Siobhan Dowd

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* A Monster Calls
*Gatunek:* dziecięca / młodzieżowa
*Forma:* powieść 
*Rok pierwszego wydania:* 2011
*Liczba stron:* 216
*Wydawnictwo:* Papierowy Księżyc

Opowieści to dzikie stworzenia - rzekł potwór. - Gdy je uwolnisz, kto wie, jakiego spustoszenia mogą narobić.
*Krótko o fabule:*
Jest siedem minut po północy, gdy trzynastoletni Conor budzi się i odkrywa, że za oknem jego sypialni czai się potwór. Jednak to nie tego potwora Conor się spodziewał – sądził, że odwiedzi go raczej ten z dręczącego go koszmaru, powtarzającego się niemal każdej nocy od dnia, kiedy matka chłopca rozpoczęła leczenie. Potwór z jego podwórka jest inny. Sędziwy. I dziki. I chce czegoś od Conora. Czegoś niebezpiecznego i przerażającego. Żąda prawdy.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Książka jakiś czas temu przeżywała swoje pięć minut sławy. Niemal wszyscy ją czytali, pojawiała się na wielu blogach, a nawet powstał film na jej podstawie. Film, który czeka na obejrzenie, bo postanowiłam sobie, że najpierw przeczytam pierwowzór. Kiedy zobaczyłam, że wznowią to wydanie graficzne od razu rzuciłam się do kupna. Moim zdaniem jeżeli posiadać tę książkę, to tylko w tym pięknym wydaniu, bo filmowe nie doskakuje mu do pięt.
Skoro już od tego zaczęłam - tę powieść można kartkować w nieskończoność. Uwielbiam wszystkie ilustracje, tę dynamiczną kreskę, mrok bijący z obrazków. Za szatę graficzną odpowiada Jim Kay, czyli ilustrator, który tworzy chociażby nowe wydania Harry'ego Pottera.
Co do samej książki to uważam, że jest naprawdę dobra. Czytało się ją z niegasnącą fascynacją, czekało na kolejne odwiedziny potwora i jego opowieści. Miała kilka mocnych fragmentów, chociaż przyznam, że nie wstrząsnęła mną tak jak niektórymi. Nie wylałam na niej morza łez ani nie uważam jej za arcydzieło. Wciąż jednak jest to pozycja, którą warto mieć albo podsunąć starszemu dziecku. Ma w sobie magię, która nie jest oczywista. Mimo, że to powieść dziecięca to nie będzie tutaj oklepanych postaci wróżek czy matek chrzestnych, a potwór, który przychodzi z chęcią pomocy. Świetny pomysł i dobra książka.

Moja ocena: 7/10



*Żałobne opaski*
Brandon Sanderson

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Bands of Mourning
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść 
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 412
*Wydawnictwo:* MAG

Ponieważ ludzie byli ludźmi i tylko jedno było pewne - niektórzy z nich zachowywali się dziwnie. Albo raczej, każdy zachowywał się dziwnie, kiedy okoliczności przypadkiem pasowały do jego osobistej odmiany szaleństwa. 
*Krótko o fabule:*
"Żałobne Opaski" to mityczne metalmyśli należące do Ostatniego Imperatora, wedle opowieści obdarzające posiadacza wszystkimi mocami, jakie miał do dyspozycji władca sprzed stuleci. Mało kto wierzy w ich istnienie. Oto jednak badacz kandra powraca do Elendel z rysunkami, które przedstawiają Opaski, jak również zapiskami w nieznanym języku. Waxillium Ladrian wyrusza na południe, do miasta Nowy Seran, by zbadać tę sprawę. Po drodze napotyka wskazówki, dzięki którym zaczyna w końcu rozumieć prawdziwe cele wuja Edwarna i tajnej organizacji zwanej Kręgiem.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Ach, panie Sanderson. Chciałoby się powiedzieć, że on nie umie mnie zawieść. Oczywiście finalna część tej trylogii jest wspaniała. Ma wszystko to, co kochamy w stylu autora i wykreowanym przez niego świecie Allomantów, Feruchemików i całej reszty.
Ponownie akcja nas intryguje, a od połowy ciężko nam już odłożyć książkę choćby na moment. Jakimś sposobem Sanderson znowu trzymał w rękawie asa, którego wyłożył pod koniec trylogii. Zawsze kiedy myślę, że niczego lepszego już nie napisze to ponownie mnie zaskakuje. A tutaj znowu wprawił serce w zachwyt. Szczególnie w momentach kiedy czułam, że inna część jego cosmere (uniwersum, w którym mają miejsce jego książki) zaczyna się pakować do tej pozycji.
Na dodatek w Żałobnych opaskach wracamy do tych wspaniale wykreowanych bohaterów, których pokochaliśmy w dwóch poprzednich tomach. A tego jeszcze mało! Każdy z nich nadal się rozwija i pozwala nam siebie bliżej poznać. W tym przypadku najbardziej zaskakuje rozwój sytuacji ze Steris, ale postać Wayne'a wciąż ma całe moje serducho.
Nie spodziewałam się też takiego finału wątku romantycznego! Kibicowałam drugiej stronie, ale właściwie stwierdziłam, że to (znowu!) oryginalnie, że Sanderson poszedł swoją drogą.
A co ja Wam będę paplać. Po prostu czytajcie książki tego autora, bo warto.

Moja ocena: 9/10


*mleko i miód*
Rupi Kaur

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* milk and honey
*Gatunek:* poezja
*Rok pierwszego wydania:* 2014
*Liczba stron:* 398
*Wydawnictwo:* Otwarte

musisz zbudować związek ze sobą zanim zbudujesz go z kimś innym. 
*Krótko o fabule:*
„Mleko i miód” to opowieści o miłości i kobiecości, ale też przemocy i stracie. W krótkiej, poetyckiej formie skrystalizowały się pełne cielesności emocje. Każdy z rozdziałów dotyka innych doświadczeń, łagodzi inny ból. Rupi Kaur szczerze i bezkompromisowo ukazuje kobiecość we wszystkich jej odcieniach, cudowną zdolność kobiecego ciała i umysłu do otwierania się na miłość i rozkosz mimo doznanych krzywd.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Książki Rupi Kaur leżały na półce w mojej domowej biblioteczce. Kiedy przyjechałam na święta, a wypełnienie wyzwania czytelniczego było zależne od punktu związanego z poezją to od razu wiedziałam po co sięgnąć.
Na początku mogę stwierdzić, że moja siostra dokonała dobrego wyboru przy kupnie książki - wydanie, które mamy jest dwujęzyczne. Niektóre z wierszy o wiele lepiej było przeczytać w oryginale, a inne warto było porównać. Świetny pomysł i brawa za to dla wydawnictwa. Kolejnym pozytywnym aspektem są rysunki, które znajdują się na kartach książki. Idealnie pasują do treści i naprawdę przyciągają wzrok. Także za wydanie - moje gratulacje!
Co do treści to mam mieszane odczucia. To na pewno bardzo kobieca poezja, która raczej trafi do przedstawicielek płci pięknej. Porusza tematy nam bliskie, nas dotykające i takie, z którymi bardziej się utożsamimy niż mężczyźni. Uważam też, że w bardzo subtelny, a zarazem dosadny sposób mówi o sprawach trudnych i bolesnych. Niektóre teksty są niesamowicie błyskotliwe w swojej prostocie. ALE. Z drugiej strony nie umiem się do końca zachwycać tymi kilkuwyrazowymi tworami. Czasami wierszem jest jedno zdanie, które nie było dla mnie specjalnie odkrywcze ani oryginalne. Bardziej przypominało poradę, jakąś sentencję motywacyjną / komentującą rzeczywistość. Dlatego - jest różnie. Mimo wszystko, warto mieć, warto przeczytać i przekonać się na własnej skórze.

Moja ocena: 6/10


niedziela, 6 stycznia 2019

W roku 2019 porozmawiajmy o książkach

Cześć.
Wspominałam Wam w ostatnim poście, że na ten rok nie szykuję kolejnego wyzwania, a coś trochę innego. Postanowiłam z kilkoma dziewczynami założyć bardzo luźny klub książkowy. Wszystkie lubimy fantastykę, więc możecie spodziewać się sporo tytułów z tego gatunku, ale będzie też coś dla fanów klasyki. Plan jest taki, że na dwie książki mamy prawie dwa miesiące czasu - styczniowe tytuły będziemy omawiali pod koniec lutego. Do tego, dla ambitnych, pojawi się także bonusowa książka na początku lutego.
Jak wspominałam, klub jest bardzo luźny - każdy może dołączyć, ale nie trzeba czytać wszystkich tytułów. Ba! Nie trzeba czytać ich w ogóle, możecie po prostu śledzić nasze dyskusje na temat danej książki.

Pomysł pojawił się z prostego powodu - często zdarza mi się pisać o tytule, którego czytelnicy strony nie znają i wydaje mi się, że omija nas szansa na ciekawą konwersację o lekturze. Dlatego liczę, że podczas rozmów będziemy mogli odkryć więcej, zajrzeć trochę głębiej w daną pozycję, a w przyszłości może podyskutować o tematach okołoksiążkowych i o literaturze ogólnie.

Ale na razie, najważniejsze. Adres grupy na Facebooku: GRUPA DYSKUSYJNA

I tytuły na styczeń 2019:
- „Kocia kołyska” Kurt Vonnegut
- „Modyfikowany węgiel” Richard Morgan


Jeżeli już czytaliście te książki to tym bardziej zachęcam do wzięcia udziału w naszej dyskusji :)

Pozdrawiam, ściskam i zachęcam do dołączania do grupy.


Do inicjatywy dołączyły autorki blogów: Misie czytanie podoba, Kochajmy książki, Wiedzmowa glowologia, Gry w Bibliotece. Połączyła nas miłość do fantastyki i chęć rozmowy o lekturach.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Podsumowanie 2018 roku, rozliczenie wyzwań

Rok 2018 dobiegł końca i oj, szalony to był czas. Szczególnie w życiu pozablogowym trochę się pozmieniało, żeby przynajmniej wspomnieć rzucenie pracy i liczenie na dostanie się do kolejnej. Wszystko się jakoś ułożyło i walczę dalej.
Nie obyło się na stronie bez przestojów beznotkowych, ale sporo czasu spędziłam na przygotowywaniu się do nowej pracy i spełnianiu się w moim innym hobby. Nie mam zamiaru jednak porzucać tego miejsca - czytanie, oglądanie wciąż sprawiają mi masę frajdy, którą lubię się z Wami dzielić.


Na początku, tradycyjnie, przedstawię swoich ulubieńców tego roku. Wydaje mi się, że z roku na rok coraz mniej tytułów przybywa, ale jakoś na jakość nie narzekam. Książek w tym roku było około 37, chociaż wliczałam w to również komiksy.
AHA. Ważna sprawa. W ciągu najbliższych dni pojawi się tutaj informacja o pewnej akcji na przyszły rok (tym razem nie będzie typowego wyzwania). Zapraszam do śledzenia informacji i dołączania !



Jakimś szczęśliwym trafem udało mi się (prawie!) wypełnić swoje wyzwania na 2018 rok.

1) Książka autorstwa zdobywcy Nagrody Nobla - „Okruchy dnia” Kazuo Ishiguro LINK DO RECENZJI
2) Kolejny tom rozpoczętej serii - „Stop prawa” Brandon Sanderson (tom 4 serii) LINK DO RECENZJI
3) Tomik poezji - „mleko i miód” Rupi Kaur (krótka recenzja wkrótce)
4) Pozycja z listy 100 książek BBC - „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood LINK DO RECENZJI
5) Powieść graficzna / komiks - „Sandman: Preludia i nokturny” Neil Gaiman, Sam Keith, Mike Dringenberg, Malcolm Jones III LINK DO RECENZJI
6) Książka, która zdobyła Pulitzera - „Godziny” Michael Cunningham LINK DO RECENZJI
7) Klasyczny romans - „Mansfield Park” Jane Austen LINK DO RECENZJI
8) Zbiór opowiadań - „Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania” Antoni Czechow LINK DO RECENZJI
9) Książka polecana przez znajomego - „Królowie Wyldu” Nicholas Eames LINK DO RECENZJI
10) Powieść zekranizowana - „Tamte dni, tamte noce” Andre Aciman LINK DO RECENZJI
11) Książka polskiego autora - „Exodus” Łukasza Orbitowskiego LINK DO RECENZJI
12) Pierwszy tom serii - „Marzyciel. Strange the Dreamer” Laini Taylor LINK DO RECENZJI
13) Reportaż - „Na wschód od zachodu” Wojciech Jagielski LINK DO RECENZJI
14) Imię/nazwisko w tytule - „Dziennik Bridget Jones” Helen Fielding LINK DO RECENZJI
15) Wydana w 2018 roku - „Elegia dla bidoków” J. D. Vance LINK DO RECENZJI



1) Film nominowany do Oscara - oglądałam prawie wszystkie, wymienię „Czwartą władzę” reż. Steven Spielberg
2) Film z lat 80tych - „Wolny dzień Ferrisa Buellera” reż. John Hughes
3) Kostiumowy - „Na pokuszenie” reż. Sofia Coppola
4) Film animowany NIE z wytwórni Disneya - „Spider-Man Uniwersum” reż. Bob Persichetti, Peter Ramsey, Rodney Rothman
5) Zdobywca Oscara dla filmu nieanglojęzycznego - „Klient” reż. Asghar Farhadi
6) Film z zawodem w tytule - „Captain Fantastic” reż. Matt Ross
7) Przepraszam panie Jarmusch, obiecuję poprawę w przyszłym roku!
8) Film polski - „Przypadek” reż. Krzysztof Kieślowski
9) Kryminał - „BlacKkKlansman” reż. Spike Lee
10) Wyreżyserowany przez aktora - „Lady Bird” reż. Greta Gerwig
11) Ekranizacja powieści/komiksu - „Kształt wody” reż. Guillermo del Toro
12) Film LGBT - „Tamte dni, tamte noce” też. Luca Guadagnino
13) Oparty na faktach - „Wszystkie pieniądze świata” reż. Ridley Scott
14) W głównej roli nastolatek/nastolatka - „Upadli” reż. Scott Hicks
15) Akcja filmu w miejscu, które chcesz zwiedzić - „Imiennik” reż. Mira Nair
16) Osiemnasty film w karierze aktora/reżysera - „The Big Sick” reż. Michael Showalter (osiemnasty w karierze Kumaila Nanjiani, według filmweba, nie liczyłam ról serialowych tylko filmowe)
17) Film, który cię wzruszył - „Mudbound” reż. Dee Rees
18) FIlm ze sceną bójki - „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” reż. Martin McDonagh
19) Kobieta w roli głównej - „Dama w vanie” reż. Nicholas Hytner
20) Film z listy „filmów wszechczasów” - „Absolwent” reż. Mike Nichols


A co planuję na przyszły rok? Dowiecie się już wkrótce, zdradzę że zaangażowani są w to również inni blogerzy!

wtorek, 18 grudnia 2018

Przypadek rządzi ludzkim życiem - „Nieznośna lekkość bytu” Milan Kundera




*Nieznośna lekkość bytu*
Milan Kundera

*Język oryginalny:* czeski
*Tytuł oryginału:* Nesnesitelna lehkost byti
*Gatunek:* literatura współczesna, obyczajowa
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1984
*Liczba stron:* 384
*Wydawnictwo:* W.A.B
Życie ludzkie dzieje się tylko raz i dlatego nigdy nie będziemy mogli stwierdzić, która z naszych decyzji była słuszna, a która zła, ponieważ w danej sytuacji mogliśmy decydować tylko jeden raz. Nie dano nam żadnego drugiego, trzeciego, czwartego życia, abyśmy mogli porównać konsekwencje różnych decyzji.
*Krótko o fabule:*
Najbardziej znana powieść Kundery, której akcja w większej części rozgrywa się w Pradze i na czeskiej wsi w latach komunizmu, dłuższy czas niewydawana oficjalnie w Czechach ze względów cenzuralnych. Filozoficzna przypowieść, w której autor rozważa między innymi wpływ historii i polityki na los jednostki, stosunek człowieka do własnej cielesności, konflikt między potrzebą wolności i zakorzenienia.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Lekkość czytania tej lektury nie zdołała ukryć ciężaru jej przekazu. Ta książka to zdecydowanie skarbnica tematów do dyskusji, gdzie między wierszami wciśnięte są nieśmiertelne motywy, które od lat ciekawią twórców. Czy nasze życie to tylko splot przypadków, które doprowadziły nas do tego miejsca, w którym jesteśmy? Czy lepiej przejść przez życie lekko i bez zobowiązań czy poświęcić się i poszukać czegoś ciężkiego, co ma prawdziwą wartość? Czy kiedyś będziemy w stanie odpowiednio zinterpretować czyny naszego partnera, domyślimy się co się za nimi kryje? Kundera rzuca nam pełno takich dyskusyjnych kwestii i pozostawia je do przemyślenia.

Autor urodził się w Czechosłowacji, jego młodzieńcze lata przypadły na czas okupacji niemieckiej, a następnie przejęcia władzy przez komunistów. Często odnosił się do wydarzeń ze swojego kraju, w sposób satyryczny przedstawił komunistyczną Czechosłowację w powieści Żart, za co trafiła na czarną listę w kraju. Przez narastające problemy Kundera w 1975 roku wyemigrował do Francji, jak wielu czeskich twórców i tam napisał resztę swoich książek. Nieznośną lekkość bytu postanowiła przetłumaczyć Agnieszka Holland, która niegdyś była studentką Kundery.

Nie dziwię się, że rodzima reżyserka zainteresowała się przekładem książki. Pomijając fakt, że to inteligenta, błyskotliwa i bawiąca się z czytelnikiem pozycja, to tło historyczne jest bardzo bliskie nam, Polakom. Przejęcie władzy przez komunistów, a następnie ukierunkowanie życia mieszkańców przez polityków, chociażby poprzez kontrolowanie kultury to dla nas dość świeża i dobrze znana historia.

źródło
Nie będę Wam jednak opowiadać jak to zachwycałam się tłem historycznym. Moim zdaniem był to idealnie wyważony wątek, ważny dla powieści i autora, ale nie wchodzący z butami na pierwszy plan. Ja akurat zostałam pod najmocniejszym wrażeniem wszelkich tematów filozoficznych. Poczynając już od tytułowego -  lekkość a ciężkość. Tylko ciężkość ma znaczenie, ma jakąś wartość, egzystowanie lekkie jest przez Kunderę nacechowane negatywnie, nasuwa to już sam tytuł, gdzie lekkość bytu jest „nieznośna”. Następnie kwestia przypadku, który prowadzi nas przez życie. Patrząc wstecz możemy powiedzieć, że to, gdzie jesteśmy ukształtowała masa zbiegów okoliczności - spotkaliśmy nauczyciela, który popchnął nas w stronę naszej przyszłości, poznaliśmy w pubie swojego partnera, a poszliśmy tam, bo odwołali koncert na który mieliśmy bilety, itd. Można powiedzieć, że całe nasze życie to wypadkowa miliona przypadków.

Bardzo podobał mi się wątek związany z artykułem, w którym Tomasz opisywał, a właściwie porównywał, życie Edypa do współczesnych polityków. Wspominał o tym, że niewiedza o złym postępowaniu nie zwalnia człowieka z poczucia winy. Nie chodzi jednak od razu o to, żeby „wydłubać sobie oczy”, bo niechcący się kogoś skrzywdziło, ale o samo przyznanie się do błędu. W otoczeniu Tomasza jednak wszyscy woleli wskazywać dalej palcem - a bo ktoś zmusił, a bo nie powiedział wszystkiego, a bo nie wytłumaczył. Żaden jednak do winy się nie poczuwał.

Kiedy uświadomiłam sobie ile cytatów z Nieznośnej lekkości bytu krąży w sieci zaczęłam się zastanawiać nad zarzutami niektórych czytelników - że książka przeintelektualizowana i pełna banałów, wciskanych na siłę. Jednak po prostu się z tym stwierdzeniem nie zgadzam. Chyba dzięki temu, że podeszłam do lektury bez przygotowania, nie wiedząc o tym, że Kundera lubi filozofować i wciskać te liczne tematy do dyskusji w treść fabuły. Przez to czytanie przynosiło mi same zaskoczenia i każda kwestia wciągała, otwierając kolejne klapki w głowie. I nie mam nic przeciwko osobom, które Nieznośną lekkością bytu się rozczarowały. To tego rodzaju sztuka, która jeżeli trafi to prosto w serce (ach, Kundera byłby „dumny” z tego kiczu!).

Świetne są tutaj wątki dwóch par bohaterów, a wszystko dzięki temu, że ich perypetie poznajemy z punktu widzenia każdej z postaci. Dzięki temu możemy być świadkami jak nieumiejętnie starają się odczytywać znaki drugiej osoby, tłumacząc sobie jej zachowanie. W głowie utkwił mi też rozdział ze słowniczkiem pojęć, zwykłych słów, takich jak „cmentarz”, które były różnie pojmowane w zależności od autopsji opisującego. Widać było, jak bardzo nasze doświadczenia wpływają na postrzeganie rzeczywistości. Nie ma tutaj słowa krytyki, po prostu najwięcej chłoniemy w wieku młodzieńczym, kiedy poznajemy otaczający nas świat i staramy się do niego ustosunkować. Im dłużej chodzimy po Ziemi tym konkretniejsze mamy poglądy na wiele spraw.

Mam wrażenie, że mogłabym jeszcze wiele pisać - o kiczu, o zwierzętach, o miłości u Kundery. Ale wolę Wam powiedzieć, żebyście po prostu dali Nieznośnej lekkości bytu szansę. Może zaskoczy Was tak jak i mnie?

Moja ocena: 9/10

środa, 5 grudnia 2018

O różnych systemach wartości (z romansem nieciekawych postaci w tle) - „Mansfield Park” Jane Austen


*Mansfield Park*
Jane Austen

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Mansfield Park
*Gatunek:* społeczna, obyczajowa
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1814
*Liczba stron:* 432
*Wydawnictwo:* Świat Książki
Ludzie, którzy czekają, źle mierzą czas i wydaje im się, że pół minuty to już z górą pięć.
*Krótko o fabule:*
Dziesięcioletnia Fanny Price, dziewczynka dobra i skromna, przybywa na wychowanie do zamożnych krewnych, którzy mieszkają w pięknym dworze Mansfield Park. Spotyka się z życzliwością wujostwa, choć nie wszyscy pozwalają jej zapomnieć, że jest tylko ubogą krewną. Pewnego lata spokój rodziny przerywa pojawienie się w sąsiedztwie zmanierowanego rodzeństwa z Londynu. W ustabilizowane życie dworu wdziera się wielki świat. W obliczu tragedii, do której doprowadza zderzenie odmiennych wartości, dobrym duchem rodziny okazuje się pełna poświęcenia Fanny. 
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Rok zbliża się ku końcowi, a ja wciąż nie wypełniłam mojego wyzwania książkowego. Jedną z kategorii, która wciąż pozostała do nadrobienia był „klasyczny romans”. Spojrzałam więc na półkę i wybór nastąpił niemal natychmiast. Bo cóż może być lepszego niż historia miłosna od niezastąpionej Jane Austen? Hmm. Finalnie okazało się, że wiele innych książek.
Wydaje mi się, że największym mankamentem tej pozycji jest fakt, że postarzała się o wiele brzydziej od swoich sióstr, wychodzących spod pióra Austen. Duma i uprzedzenie, Emma, Rozważna i romantyczna czy Perswazje budziły we mnie masę ciepłych emocji, a przede wszystkim pozwalały rozkochać się w bohaterach i ich perypetiach. Natomiast Mansfield Park często pozostawiało mnie skołowaną - w naprawdę wielu kwestiach trudno było zrozumieć mi zachowania postaci. Najlepszym przykładem jest tutaj temat wystawiania przez młodych mieszkańców Mansfield Park sztuki teatralnej. Oburzenie spowodowane tym pomysłem wydawało mi się mocno przesadzone. Chyba jedynym elementem, który faktycznie rodził sprzeciw było przekształcenie ulubionego pokoju pana domu w scenę. Ale sam fakt prób do wystawienia spektaklu? Trudno było zobaczyć tam coś aż tak zdrożnego.
Austen w tym wydaniu odchodzi od schematów, znanych mi wcześniej z jej twórczości. Tym razem mniej tutaj rozrywkowej, przywołującej motylki w brzuchu historii miłosnej. Nie znajdziemy w Mansfield Park tyle humoru, wesołych perypetii, a także romantycznych uniesień kochanków szalejących z miłości. To raczej powieść obyczajowa i jako taka spełnia się naprawdę dobrze. Szkoda tylko, że nie tego oczekiwałam.
źródło
Mansfield Park jest bardziej zachowawcze, poważne, a przez to czasami zdarza nam się podczas lektury odczuwać znudzenie. Brakuje tutaj emocji, towarzyszących innym książkom Austen. Wydaje mi się, że aby docenić ten tytuł należałoby najpierw poznać tło historyczne ówczesnej Anglii, charakteryzujące ją obyczaje i kulturę. Podejrzewam, że mogłoby to nam rozjaśnić pewne zachowania bohaterów. To zapewne taka książka, która jest świetnym uzupełnieniem wiedzy na temat codziennego życia Anglików z tamtych czasów. Szczególnie jej społeczny aspekt wychodzi tutaj na pierwszy plan. Czytelnik będzie świadkiem wielu rozmów na temat wpływu pochodzenia człowieka na jego przyszłość. Ciekawym wątkiem jest również decyzja Edmunda o podjęciu pracy proboszcza i objęcia własnej prebendy, a dokładniej jego dyskusje na ten temat z panią Crawford. Dowiemy się dzięki temu, które zawody pozwalały na zdobycie uznania wśród rodziny i znajomych.
Austen poświęca sporo uwagi na rozmowy między różnymi bohaterami, bo dzięki temu jest w stanie przekazać nam jakimi kierują się wartościami w życiu i jak to odbija się na ich charakterze. Nie mówi nam wprost, że ktoś jest zły, a ktoś dobry, a jedynie prowadzi nas przez salonowe rozmowy, z których wnioski powinniśmy wysnuć sami.
Jeżeli chodzi o głównych bohaterów to Fanny jest postacią inną niż typowa protagonistka: jest zamknięta w sobie, wycofana, słaba i wciąż zmęczona. Pierwsze cechy mi nie wadzą, ale ten jej wieczny ból głowy trochę potrafi człowieka znudzić. Trzeba jej jednak przyznać, że kiedy przychodzi czas pokazuje nam godny podziwu upór i zdecydowanie - to wątła osóbka, która trzyma się swoich zasad i systemu wartości. Niestety, wątek miłosny tym razem w ogóle mnie nie porwał, do tego stopnia, że ostatnie strony uważam za naciągane, mało wiarygodne, a także niewpasowujące się w moje gusta. Chyba większa w tym zasługa Edmunda, który nie wydawał mi się dobrym partnerem dla delikatnej Fanny.
Po Mansfield Park oczekiwałam o wiele więcej. Spodziewałam się porywającego romansu, pełnokrwistych bohaterów, skrywanych tajemnic i salonowych zagrywek. Niestety, tutaj tego nie znalazłam. Słyszałam jednak opinie, że kiedy wraca się do tej pozycji po latach to potrafi wiele zyskać. Może dam jej w przyszłości drugą szansę.

Moja ocena: 5/10



Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka