sobota, 7 lipca 2018

Człowiek człowiekowi wilkiem - „Szczurołap” Jay Asher, Jessica Freeburg


*Szczurołap*
Jay Asher / Jessica Freeburg / Jeff Stokely

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Piper
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* komiks
*Rok pierwszego wydania:* 2018
*Liczba stron:* 144
*Wydawnictwo:* Rebis
Mija sto lat, odkąd nasze dzieci odeszły.
*Krótko o fabule:*
W małym miasteczku pośrodku gęstego mrocznego lasu żyje sobie głucha Magdalena...  Okoliczni mieszkańcy unikają jej i traktują jak popychadło. Jedyną radość daje jej bujna wyobraźnia. Magdalena ma dar wymyślania opowieści… i marzy, że pewnego dnia przeżyje miłość jak z bajki. Kiedy spotyka tajemniczego przybysza, widzi w nim spełnienie swoich najskrytszych marzeń. Oczarowana zakochuje się w nim i wkracza w jego magiczny świat. Dopiero gdy lepiej go poznaje, odkrywa jego mroczną stronę.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Widząc Szczurołapa w zapowiedziach początkowo nie zwróciłam na niego większej uwagi. Myślałam, że to po prostu kolejna młodzieżówka, wnioskując po projekcie okładki i widniejącym na niej nazwisku Jaya Ashera (zapewne go kojarzycie jako autora Trzynastu powodów). Dopiero później zauważyłam, że to nie jest zwykła książka tylko komiks. I wtedy zapragnęłam go przeczytać. 


Wraz z Jayem Asherem nad tekstem książki czuwała Jessica Freeburg. To autorka kilku powieści, z tego co zdążyłam zauważyć, raczej w klimatach fantastyki młodzieżowej. Mogliśmy więc być przygotowani, że połączenie tych dwóch autorów da raczej w skutku komiks skierowany do młodszych czytelników. I taki właśnie jest - dość prosty i w pewnym stopniu mało oryginalny fabularnie, ale zarazem sprawia sporo radości podczas lektury. Szczególna w tym zasługa wspaniałej oprawy ilustratorskiej, autorstwa Jeffa Stokely, który w świecie komiksów przesiaduje nie od dziś. 

To dopiero drugi komiks, jaki udało mi się przeczytać, ale zdecydowanie uważam, że lepiej nadaje się na początek przygody z tą formą literacką. Jest wręcz do tego idealny. Treść jest lekka i przyjemna, przeczytanie całości zajmie Wam najwyżej jedno popołudnie. Jeżeli zaś chodzi o ułożenie chronologiczne obrazów, to nie sprawi czytelnikowi żadnych trudności (w odróżnieniu od takiego Sandmana, który wymaga jednak trochę skupienia i zawiera pewne zaburzenia chronologii ułożenia ilustracji względem siebie).
źródło
Sama historia to powszechnie znana legenda o szczurołapie i tajemniczym zniknięciu wszystkich dzieci z niemieckiego miasteczka Hameln, w 1284 roku. Wielu autorów podejmowało się już opowiedzenia tej historii (m.in. bracia Grimm), ale jak widać temat nadal nie wydaje się wyeksploatowany. Tym razem swoją wersję przedstawiają Jay Asher oraz Jessica Freeburg i jest to ciekawa propozycja. Autorzy kładą nacisk na problemy z akceptacją, odrzuceniem jednostki przez społeczeństwo, a także (zawsze mnie intrygujący) temat słuszności samodzielnego wyznaczania kary. Wydaje mi się, że dzięki temu lektura staje się bardzo wartościowa, szczególnie wśród młodzieży. Gdyby tego było mało to pojawia się także wątek romantyczny, zajmujący dość sporo miejsca w komiksie, więc do swojego targetu wiekowego powinien trafiać w punkt.

Skupmy się jeszcze na tej oprawie graficznej, która jest przepiękna. Tak naprawdę, to nawet tylko dla pięknego wnętrza chciałabym mieć w biblioteczce tę pozycję. Kreska jest bardzo „komiksowa”, a ilustrator użył kilku ciekawych trików, chociażby takich jak zmiana kolorystyki podczas pokazywania zmyślonych opowiadań jednej z bohaterek. Podkreślane są też wszelkie zwroty akcji, rosnące emocje pomiędzy dwójką głównych bohaterów, a niektóre obrazki przedstawiające szczury potrafią naprawdę przerazić. 

Szczurołap to dobry komiks na rozpoczęcie przygody z tą formą literacką. Co prawda, jego fabuła jest przewidywalna przez to, że oparta została na znanej legendzie, ale nie zmienia to faktu, że całość czyta się bardzo przyjemnie. Warto zaznaczyć fakt, że autorzy postarali się dorzucić akurat takie wątki, które wniosą ze sobą nowe przesłanie do całości, pokażą jak bardzo potrzeba nam w życiu akceptacji i zrozumienia oraz zmuszą do zastanowienia się nad wymierzaniem kary na własną odpowiedzialność. Szczególnie spodoba się młodzieży, ale starsi też znajdą w niej coś dla siebie. Chociażby wspaniałą oprawę graficzną, którą każdy będzie mógł nacieszyć oko. 

Moja ocena: 7/10



  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS.

czwartek, 28 czerwca 2018

Im dalej w Sandersona tym lepiej - „Cienie tożsamości” Brandon Sanderson



*Cienie tożsamości*
Brandon Sanderson

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Shadows of Self
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2015
*Liczba stron:* 361
*Wydawnictwo:* MAG 

Nie ma dobrych ludzi. Wybór to iluzja. (...) Niektórzy są z natury samolubni, a inni bezinteresowni. To nie oznacza jeszcze, że są dobrzy albo źli, tak samo jak rozwścieczony lew nie jest zły w porównaniu z potulnym królikiem.
*Krótko o fabule:*
Znani ze "Stopu prawa" stróż prawa Waxillium Ladrian, jego przyjaciel Wayne i błyskotliwa Marasi podejmują śledztwo, nie wiedzą jednak, że przyjdzie im stawić czoło potężnemu przeciwnikowi wykorzystującemu starożytną sztukę Hemalurgii – oraz skonfrontować się z własną przeszłością. Całe szczęście, nie są osamotnieni, gdyż w walce mogą liczyć na pomoc samego Harmonii.

- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Jeszcze niedawno dość obszernie przedstawiłam Wam jak wyglądała moja przygoda ze Stopem prawa - to początkowe odrzucenie tematyką rewolwerowców oraz rewolucji technologicznej, a późniejsze zachwycanie się przekuciem tych pomysłów we wciągającą fabułę. Potwierdzam, że pierwsza część tej trylogii była bardzo dobra, ale w takim razie muszę przyznać, że druga była wręcz rewelacyjna.

Najłatwiej chyba uznać, że Brandon Sanderson posiada jakieś tajemne moce i nosi w sobie z pięciu pisarzy, którzy dorzucają mu kolejne pomysły. Bo jakoś trudno mi uwierzyć, że to wszystko siedzi w jednym człowieku. Od high fantasy pełną piersią jakim jest seria Archiwum Burzowego Światła, poprzez młodzieżową, ale wciąż bogatą i pełnoprawną fantastykę w świecie Zrodzonego z mgły, aż po tę perełkę - pełną humoru historię w klimacie Dzikiego Zachodu. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam coś tak inteligentnie zabawnego z gatunku fantastyki. To była prawdziwa uczta dla ducha.

Podobał mi się fakt, że między Stopem prawa a Cieniami tożsamości jest pewna przerwa czasowa, w której to nasi bohaterowie odnaleźli się w nowych rolach. Szczególnie mowa tutaj o Marasi - ta postać zdecydowanie nabrała w tej części więcej charakteru. Uwielbiam też wątek miłosnego trójkąta (czy nawet czterokąta?), który jest w tym przypadku tak nienachalny i ma miejsce na dalekim tle do głównej akcji. Tak pokazany idealnie wpasowuje się w wybraną przez Sandersona konwencję lżejszego fantasy.
źródło
Nie wspomniałam o tym przy poprzedniej recenzji, ale w książkach znajdują się strony, które przypominają wycinki z gazet. Uważam, że to świetne dopełnienie całości, które nie dosć, że pasuje wizualnie, to jeszcze stanowi bardzo dobre uzupełnienie dla treści książki. Ja wszystkie te wycinki starałam się wyczytywać i zachwycałam się pomysłami na umieszczane tam rysunki i reklamy.

Wspaniale jest wracać do tego świata, szczególnie że Sanderson pokazuje, że nie wyłożył wszystkich kart na stół - wciąż dokłada kolejne tajemnice i odkrywa następne niespodzianki. Dla fanów pierwszej trylogii to po prostu pozycja obowiązkowa, bo każde wspomnienie osób/wydarzeń, które dobrze znamy wywołuje falę rozczulenia i powoduje uśmiech pod nosem. Jednak najlepsze jest to, że autor nie spoczął na laurach i ponownie stworzył bohaterów, którzy zostaną z nami na dłużej. Pokazuje nam, że nie zamierza polegać na sprawdzonych schematach i tanich chwytach, a będzie nas wciąż zaskakiwał i rozkochiwał w swojej literaturze na nowo. Prawdę powiedziawszy, to po pierwszej części nie czułam jeszcze tego przywiązania, ale teraz mogę stwierdzić, że Wax i Wayne to jeden z najlepszych duetów, bo naprawdę trudno ich nie pokochać! I ciągle chce się ich więcej! Wspominałam o przyjemnym wątku miłosnym - jego siłą też jest fakt, że Wax i Wayne dostarczają tyle bromance'u, że nie potrzebujemy niczego więcej.

Nie będę się niepotrzebnie rozpisywać - Cienie tożsamości to po prostu kolejna petarda, która wyszła spod pióra Brandona Sandersona. Tym razem lekka, pełna akcji i humoru historia, która zawiera kilka genialnych zwrotów akcji (byłam szczerze zaskoczona), świetnie wprowadzone nowe postaci, rozwinięte historie znanych nam już bohaterów, ciekawe miejsce akcji, śledztwo, a wszystko napisane z polotem. Sanderson po raz kolejny wciągnął mnie w swój świat - chapeau bas za to!

Moja ocena: 9/10


sobota, 16 czerwca 2018

O ludzkich charakterach lekko, ale wnikliwie - „Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania” Antoni Czechow


*Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania*
Antoni Czechow

*Język oryginalny:* rosyjski
*Gatunek:* klasyka
*Forma:* zbiór opowiadań
*Rok pierwszego wydania:* 2018
*Liczba stron:* 172
*Wydawnictwo:* MG
 Rozpowszechniałem po mieście brzydką pogłoskę. Panowie znają doskonale tę pogłoskę. Mówiłem wszystkim: żona moja Alena żyje z policmajstrem Zalichwackim. Tych słów było dość! Nikt w świecie nie śmiał uwijać się koło żony z obawy przed policmajstem. Gdy ją kto zobaczył z daleka, uciekał, co sił, żeby Zalichwacki czego nie pomyślał.
*Krótko o fabule:*
W niniejszym zbiorze: Żarcik oraz inne (bardzo różne) opowiadania przedstawiamy 28 miniatur, w tym uznawane za najsłynniejsze: Śmierć urzędnika i Kameleon.
- opis wydawcy


*Moja ocena:*
Miałam ostatnio ochotę na klasykę w lekkim, nieobszernym wydaniu. Przeglądałam propozycje księgarni internetowych w poszukiwaniu tego wymarzonego zbioru opowiadań. W koszyku wylądował już Mrożek, Iwaszkiewicz i zostało miejsce na moją ulubioną, rosyjską klasykę. Wtem w oczy wpadła mi zapowiedź tego zbioru tekstów, autorstwa Antoniego Czechowa. Wiedziałam, że to nie przypadek i chciałam jak najprędzej zaznajomić się z tymi literackimi miniaturami.

 Antoni Czechow z wykształcenia był lekarzem, ale zamiłowanie do pisania okazało się większe niż prestiż związany z jego dotychczasowym zawodem. Podczas praktyki lekarskiej, jeszcze zanim zdobył sławę, powstała większa część jego utworów. Dzisiaj jego nazwisko najbardziej kojarzone jest z teatrem, a tytuły takie jak Mewa, Wiśniowy sad czy Trzy siostry nadal grane są na deskach wielu słynnych scen. Stanisławski zachwycił się jego twórczością i ich nazwiska razem są wymieniane jako prekursorów teatru realistycznego.

Do tej pory znałam Czechowa właśnie z dramatów. Czytałam Trzy siostry i Wujaszka Wanię, w teatrze byłam na Mewie. Zagłębiając się w jego kolejne teksty czuć tę niesłychaną ponadczasowość, dzięki której wciąż o Czechowie rozmawiamy. Autor postawił sobie za cel nie szukać daleko, opisywać bardzo bliskie, proste historie, ale okraszać je odpowiednią dawką realizmu i świetnie nakreślonymi charakterami. Tym bardziej chciałam zapoznać się również z jego krótkimi formami, a w książce Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania znajdziemy ich aż 28!

źródło
Pierwszym zaskoczeniem była dla mnie długość poszczególnych historii. Są one naprawdę miniaturowe, zajmują raptem kilka stron. Dzięki temu książka od razu staje się świetnym egzemplarzem do przeplatania sobie kolejnych umieszczonych w niej opowiadań z innymi lekturami. Kolejną niespodzianką była ilość humoru, która przewija się na kartach tej książki. Okazuje się, że wszystkie te opowiadania miały wydźwięk satyryczny, częstokroć obijające się wręcz o abstrakcję i ironizujące przedstawione sytuacje. Przede wszystkim Czechow ponownie pokazał się jako znawca ludzkich charakterów, bo wiele zachowań bohaterów kojarzyło się ze znanymi nam przykładami z codziennego życia (żeby wspomnieć chociażby opowiadanie Order). Przepięknie pokazał ludzkie przywary, które okazały się bardzo bliskie i zrozumiałe dla czytelnika, mimo upływu tylu lat od napisania tych krótkich form.

Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania to zdecydowanie zbiór, który warto mieć w swojej biblioteczce. To klasyka, którą pochłania się błyskawicznie i bardzo przyjemnie. Oczywiście znajdą się też teksty, które nie porwą nas i zaraz po przeczytaniu wylecą z głowy, ale dla równowagi było kilka, które zdecydowanie zapadają w pamięć. Do moich ulubieńców zaliczę na pewno tytułowy Żarcik, Kameleon, Śmierć urzędnika, Dzieło sztuki, Dramat, Podrzutek, Order. Wam polecam zapoznać się z tym zbiorem!

Moja ocena: 7/10




Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

wtorek, 5 czerwca 2018

Bohaterowie toną w czasie, a ja w dobrym humorze po lekturze - „Toń” Marta Kisiel

*Toń*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2018
*Liczba stron:* 416
*Wydawnictwo:* Uroboros
"Jak tonąć, kiedy człowiek za wszelką cenę pragnie utrzymać się na powierzchni wody? [...] Siłą mięśni próbuje zachować kontrolę nad swoim ciałem. Nad życiem i śmiercią. A na powierzchni czasu? Co trzyma go tutaj? Co trzyma tutaj ją, Eleonorę Stern? Żal, odpowiedziała sama sobie. Tęsknota. Pretensje. Samotność i milczenie."
*Krótko o fabule:*
Kiedy Dżusi Stern decyduje się oddać przysługę ciotce, jeszcze nie wie, że uruchomi lawinę wydarzeń, których nie da się już cofnąć. Trzpiotowata dziewczyna, jej poukładana siostra oraz kąśliwa ciotka nieoczekiwanie wplątują się w morderstwo — a to dopiero początek niebezpieczeństw, jakie na nie czyhają.

*Moja ocena:*
Mieszanka urban fantasy z dobrą dawką poczucia humoru, wynikającą ze zdolności operowania słowem od razu wpisuje się w mój czytelniczy must read. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że wychodzi nowa książka Marty Kisiel wiedziałam, że czym prędzej muszę po nią sięgnąć. Każda kolejna wzmianka o niej podsycała moją ciekawość, a kiedy na fanpage'u Ałtorki pojawiła się przepiękna okładka to przepadłam z kretesem. Na szczęście kolejny raz Marta Kisiel udowodniła, że treść nie ustępuje miejsca oczekiwaniom. 

Toń to następna książka Atłorki, po Nomen Omen, której akcja ma miejsce we Wrocławiu. Tak się składa, że od kilku lat jest to również moje miasto. Wszyscy chyba wiemy, że wydarzenia od razu stają się nam bliższe, jeżeli opisywane w nich miejsca znamy z rzeczywistości. W przypadku powieści Toń, mieliśmy na dodatek okazję zerknąć we Wrocław przeszłości oraz poznać tajemnice z nim związane. Po lekturze zdecydowanie można powiedzieć, że Marta Kisiel bardzo swobodnie czuje się w gatunku urban fantasy, korzysta z informacji na temat miasta i sprytnie wplata je w swoją fabułę.

Oczywiście to kolejna książka Kisiel, która napisana została w celach rozrywkowych i jako taka literatura idealnie się sprawdza. Lekkie pióro sprawia, że w błyskawicznym tempie przywiązujemy się do bohaterów, a kolejne wydarzenia wręcz spijamy z kart powieści. Jeżeli szukacie książki, która umili Wam oczekiwanie w długiej kolejce (sprawdzone!) czy leżenie plackiem na plaży, to Toń powinna się sprawdzić (uważajcie tylko na niekontrolowane reakcje podczas lektury). To wspaniały umilacz czasu, a zarazem rozrywka, związana z odrywaniem kolejnych tajemnic, ukrytych w jej treści.
autor okładki - Tomasz Majewski
Nie od dzisiaj wiadomo, że wykorzystywanie wierzeń słowiańskich w tego typu literaturze dobrze się sprawdza. Marta Kisiel również korzysta z tego zabiegu, ale robi to w tak ciekawy sposób, że wzbudza niegasnące zainteresowanie u czytelnika. Od razu po zamknięciu książki wyszukałam zaprezentowaną w książce postać nadnaturalną w Bestiariuszu Słowiańskim i... jestem pod wrażeniem. Wszystkie cechy się pokrywają, a Ałtorka tak sprytnie wplata je po kolei do książki, że wydaje się jakby opis tej postaci w Bestiariuszu był stworzony na podstawie Toni, a nie odwrotnie. Nie wspominając już o tym, że w pewnym momencie pojawia się też wątek romantyczny związany z Ramzesem i jest on tak rozczulający oraz oryginalny, że z miejsca podbił moje serce.

Marta Kisiel w ogóle ma talent do kreślenia bardzo charakterystycznych postaci. U niej nie ma miejsca na szarzyznę, a jeżeli ktoś pojawia się na drugim, a nawet trzecim planie to wciąż będzie miał w sobie coś, co zapamiętamy na dłużej. Przykładowo stara sąsiadka z wyższego piętra, wykrzykująca w kółko „Ja pamiętam” czy listonosz, który wie wszystko o wszystkich. Kiedy poznajemy głównych bohaterów to na pierwszy rzut oka może się wydawać, że tych cech jest wręcz za dużo i są za bardzo ekstremalne. Jednak ze strony na stronę, poznając te postaci bliżej, potrafimy zrozumieć dlaczego zachowują się właśnie w taki sposób. Po raz kolejny przywiązałam się do bohaterów Marty Kisiel i już nie mogę się doczekać kolejnych losów Eleonory, Klary, Gerda i innych. Bo zakończenie daje nadzieję na dalszą część przygód i zdecydowanie w świecie Toni znajduje się jeszcze sporo tajemnic do odkrycia. 

Toń to świetny przykład dobrej powieści rozrywkowej. Mamy tajemnicę, elementy kryminału, lekkie pióro Ałtorki, a jednocześnie wspaniałe żarty słowne (bo co jak co, ale Marta Kisiel świetnie słowem operuje), pełnokrwistych bohaterów, rodzinne dramaty, nadprzyrodzone postaci i podróże w czasie. Ta mieszanka wybuchowa daje nam niesamowicie wciągającą lekturę, w której można się utopić na wspaniałe kilka godzin. I o to w końcu chodzi - jeżeli potraficie, to utońcie w niej, a nie pożałujecie. 

Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

środa, 30 maja 2018

Przerażająca wizja przyszłości - „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood


*Opowieść podręcznej*
Margaret Atwood

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Handmaid's Tale
*Gatunek:* literatura piękna
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1985
*Liczba stron:* 366
*Wydawnictwo:* Wielka Litera
Ludziom najtrudniej się przyznać, że ich życie nie ma żadnego znaczenia. Żadnego celu. Żadnej treści.
*Krótko o fabule:*
Freda jest Podręczną w Republice Gilead. Może opuszczać dom swojego Komendanta i jego Żony tylko raz dziennie, aby pójść na targ, gdzie wszystkie napisy zostały zastąpione przez obrazki, bo Podręcznym już nie wolno czytać. Co miesiąc musi pokornie leżeć i modlić się, aby jej zarządca ją zapłodnił, bo w czasach malejącego przyrostu naturalnego tylko ciężarne Podręczne mają jakąś wartość.  
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Pomimo tego, że tytuł Opowieść podręcznej zajmuje zaszczytne (i zasłużone) miejsce na liście 100 książek BBC, które każdy powinien przeczytać, to ja długo nie byłam nim szczerze zainteresowana. To znaczy, faktem jest, że chcę nadrobić wszystkie pozycje z tej listy, ale niektóre mają priorytety nad resztą. W moich planach namieszał pewien bardzo głośny serial, który powstał właśnie na podstawie Opowieści podręcznej. Szturmem zdobył serca wielu widzów, a ja przez długi czas odmawiałam sobie obejrzenia i skupiłam się jedynie na podpatrywaniu zdjęć z planu i maltretowaniu przycisku „replay” podczas oglądania zwiastuna. Wszystko dlatego, że założyłam sobie kolejność - najpierw książka, później serial (chociaż nie zawsze to robię, to w tym przypadku byłam zdeterminowana tej zasady przestrzegać).

Dzięki produkcji serialu nazwisko Margaret Atwood zaczęło się częściej pojawiać w polskim Internecie, a jej książki zaczęły być zauważane przez zwykłych, szarych czytelników. Autorka urodziła się w 1939 roku i do tej pory wydała sporą ilość publikacji, a wśród nich powieści, zbiory opowiadań, tomiki poezji, książki dla dzieci i eseje. W swojej twórczości zazwyczaj porusza tematykę bliskiej przyszłości, która prawdopodobnie może nadejść. Wszystko pozostaje w klimacie dystopii, ale Atwood komentuje współczesne problemy poprzez ich nasilenie i przewidywanie przyszłości z nimi związanej. Opowieść podręcznej pisała mieszkając w Berlinie, kiedy Niemcy podzielone były jeszcze słynnym murem. Poprzez liczne rozmowy z mieszkańcami łatwiej było jej oddać atmosferę strachu i niechęci dyskutowania o aktualnej władzy, sytuacji w kraju.

Czytając Opowieść podręcznej trudno nie mieć skojarzeń z bardzo współczesnymi nam zagadnieniami. Ruch #MeToo, te liczne oskarżenia o molestowania kobiet w Hollywood, walka o równe prawa bez względu na płeć czy bliższy nam, Polkom - problem z ustawą zabraniającą aborcji. Atwood swoją powieść napisała w latach 80tych, obserwując właśnie ruchy kobiet, które walczyły o swoje prawa. Postanowiła użyć tej podstawy i pokazać jak wyglądałby świat, gdyby rząd nie tylko odrzucił postulaty kobiet, ale zdecydował, że potrzebny jest nowy stosunek sił, w którym kobieta sprowadzona będzie do podrzędnej roli: sprzątaczki, kucharki, gospodyni domu czy w końcu używana jedynie w celach rozrodczych. I ten świat jest prawdziwie przerażający.
źródło
Narracja w powieści jest pierwszoosobowa i w tym przypadku sprawdza się to idealnie. Freda przeprowadza nas przez kolejne zdarzenia, a przede wszystkim daje nam dostęp do swoich przemyśleń i pozwala silniej przeżywać tragedie, które ją dotknęły. Biorąc pod uwagę fakt, że bohaterka wciąż stara się przestrzegać wszystkich restrykcyjnych zasad współczesnego jej świata, to dopiero wgląd do jej myśli da nam pełny obraz społeczeństwa i tego, jak traktowane są w nim kobiety. Freda pamięta jeszcze czasy przed rewolucją, kiedy miała normalną rodzinę, pracę, dostęp do swojej karty kredytowej i możliwość swobodnego poruszania się po kraju. Podczas lektury dowiemy się w jaki sposób, fragment po fragmencie, jej życie zostało rozerwane i złożone na nowo. Dlatego nie trzeba się obawiać dość tajemniczego początku - ze strony na stronę kolejne niuanse wykreowanego przez Atwood świata staną się dla nas jasne.

Różnica między dobrze skonstruowaną dystopią a licznymi tego typu młodzieżowymi odpowiednikami  jest ogromna. Zaczynając już od tego, że tematyka jest aktualna i ma na celu przestrzec przed pewnym możliwym rozwiązaniem współczesnych problemów. Jednak w przypadku Opowieści podręcznej trzeba przede wszystkim wspomnieć o tym, jak głęboko każdy element świata przedstawionego został przemyślany. Atwood nie korzysta po prostu z możliwości wyobraźni budując ten przerażający obraz społeczeństwa, ona korzysta z zapisów historycznych. Cała Republika Gildeadu oparta jest na purytanizmie, czyli religijno-społecznym ruchu powstałym w XVI wieku. Stamtąd zaczerpnęła Atwood wiele pomysłów, od religijnego fanatyzmu do odmawiania sobie wszelkich rozrywek (jak alkohol czy hazard). W zakończeniu Opowieści podręcznej możemy przeczytać również o innych odwołaniach, m.in. o tym dlaczego szaty podręcznych były akurat czerwone. To właśnie na tych ostatnich stronach Atwood pisze: „w Gileadzie niewiele było rzeczy oryginalnych czy miejscowych - jego geniusz polegał na syntezie”.

Wykonany research wzbudza jeszcze większe emocje, bo okazuje się, że ta brutalna wizja przyszłości to tak naprawdę zlepek wielu doświadczeń, które w historii świata już miały miejsce. Opowieść podręcznej to wciąż aktualna powieść, która przeraża wizją powstałego świata - reżimem wybranej grupy mężczyzn, wykorzystywaniem kobiet, silną hierarchizacją społeczeństwa, brutalnością. Zdecydowanie lektura obowiązkowa, szczególnie w naszych czasach.

Moja ocena: 8/10


Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka