środa, 28 września 2022

„Koniec wieczności” Isaac Asimov – społeczeństwo pozbawione możliwości rozwoju

Koniec wieczności
Isaac Asimov

Gatunek: science fiction
Rok pierwszego wydania: 1969
Liczba stron: 263
Wydawnictwo: Rebis

Każdy system podobny do Wieczności, który pozwala ludziom wybierać sobie przyszłość, skończy się wyborem bezpieczeństwa i przeciętności, wykluczających zdobycie gwiazd.
 

Opis wydawcy

Andrew Harlan żyje w Wieczności, miejscu istniejącym poza Czasem. Elitarna organizacja Wiecznościowców wprowadza dla dobra całej ludzkości drobne, precyzyjnie zaplanowane zmiany w historii. Podczas jednej z misji Harlan poznaje Noÿs Lambent, arystokratkę z 482 Stulecia. Wbrew etyce zawodowej zakochuje się w niej. Kiedy się dowiaduje, że po następnej zmianie Noÿs może przestać istnieć, Harlan podejmuje decyzję, która może zmienić jego przeszłość i zagrozić istnieniu Wieczności. 


Moja recenzja

Kolekcja Wehikuł czasu od wydawnictwa Rebis rozrosła się już do pokaźnych rozmiarów. Postanowiłam zbierać tylko te tytuły, które mnie szczególnie czymś zaintrygują. Kiedy pojawiła się zapowiedź powieści autorstwa Isaaca Asimova, wiedziałam że muszę ją przeczytać. To znany twórca science fiction, nagrodzony siedmiokrotnie nagrodą Hugo. Dla mnie przede wszystkim kojarzony z tytułem Ja, robot (tak, wszystko przez film ze Smithem), ale w świecie literackim najbardziej głośnym jego dziełem jest cykl Fundacja. Na jego podstawie powstał serial dostępny na platformie Apple TV.

Zdecydowałam się na Koniec wieczności z uwagi na to, że mam pewną dozę zaufania do serii Wehikuł czasu. Wśród wydanych w niej tytułów znalazły się takie perełki jak Kwiaty dla Algernona czy Koniec dzieciństwa. Drugim, decydującym elementem był fakt, że to jednotomowa historia. Ostatnio staram się wstrzymywać od rozpoczynania nowych serii, o ile nie jestem pewna, że będę miała czas na ich kontynuowanie.

Początek powieści wrzuca nas w sam środek świata przedstawionego i chociaż powieść jest raczej krótka, to trochę zajmie nam odnalezienie się w otoczeniu. Poznajemy nowe społeczeństwo, mocno hierarchiczne, które istnieje gdzieś zawieszone we wszechświecie, poza czasem. Jego członkowie, Wiecznościowcy, po dokładnych obliczeniach wsiadają w „windę”, podróżują przez wieki, wysiadają, dokonują Zmiany Rzeczywistości, w oparciu o badanie Maksymalnie Pożądanej Odpowiedzi, po czym wracają do Wieczności. Świat toczy się dalej po wyznaczonej przez nich trajektorii.

źródło

Koniec wieczności to tajemnicza powieść. Przez większość czasu czytelnik nie wie czego się spodziewać, aby na koniec poznać wszystkie odpowiedzi i rozwiązania ukrytych zagadek. Przyznaję, że długo nie wiedziałam czego się złapać, postaci wydawały mi się papierowe, w opowieść żadnej z nich nie mogłam się zaangażować. Niektóre z zabiegów autora okazywały się trafne dopiero po czasie. Dobrym przykładem jest związek głównego bohatera, w którym tkwi nie wiadomo z jakiej przyczyny. Po czasie wprowadzenie tej romantycznej relacji jako siły napędowej do działania okazuje się jednak świetnym pomysłem. Po prostu Asimov nie przykładał do tego wątku większej uwagi, poruszając znacznie ważniejsze tematy.

Na pierwszy plan wysuwa się problem z wybraną, elitarną grupą, która sprawuje kontrolę nad społeczeństwem. Grupą, która działa bez wiedzy ludzkości, dokonuje wyborów w oparciu o sprecyzowane obliczenia. Intrygujący był moment, w którym coś przeskoczyło u mnie, jako u czytelnika. Początkowo myślałam, że ich działanie to nie jest zły pomysł  skoro Wiecznościowcy mają wgląd w przyszłość i widzą, że pewne działania doprowadzą przykładowo do zdetonowania bomby atomowej to mogą temu zapobiec. Jednak autor uświadamia, że czasami trzeba pozwolić na popełnienie błędów (nawet jeżeli w tym przypadku są tragiczne w skutkach). Bez nich jako społeczeństwo niczego się nie nauczymy, a to dzięki popełnionym błędom, jednostka ma szansę się  rozwijać. Asimov długo zasypywał czytelnika nowymi terminami czy zadaniami wykonywanymi przez bohaterów, a dopiero kiedy nastąpił moment kulminacyjny, można zauważyć, że przez cały ten czas budował obraz, który miał dać podwaliny do rozważań po lekturze. 


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

niedziela, 18 września 2022

„Lincoln Highway” Amor Towles – niedokończone porachunki, spłata długów i pytania o moralność

Lincoln Highway
Amor Towles

Gatunek: literatura współczesna
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Znak Literanova

Mówią, że Bóg odpowiada na wszystkie modlitwy - po prostu czasem odpowiedź brzmi "nie".
 

Opis wydawcy

Emmett Watson właśnie wyszedł z poprawczaka. Wraca na rodzinną farmę w Nebrasce, gdzie czeka na niego młodszy brat, długi po ojcu i błękitny studebaker – jego jedyny majątek. Emmett ledwo skończył 18 lat, a już może liczyć tylko na siebie. 

Chce zabrać brata do słonecznej Kalifornii, gdzie zaczną wszystko od nowa. Może nawet uda im się odnaleźć matkę, która lata temu bez słowa wyjechała do San Francisco? Ale przewrotny los sprawia, że Emmett i Billy muszą wyruszyć w przeciwnym kierunku. Do Nowego Jorku – miasta, gdzie początek bierze legendarna autostrada Lincolna, pierwsza droga łącząca ze sobą dwa krańce Ameryki.


Moja recenzja

Amor Towles to autor, który nie przestaje mnie zadziwiać. Po udanym debiutanckim Dobrym wychowaniu [moje wrażenia] i genialnym Dżentelmenie w Moskwie [moje wrażenia] w swojej najnowszej powieści stawia na zupełnie inną historię. W jego poprzednich książkach w centrum wydarzeń były osoby ze śmietanki towarzyskiej, otoczeni postaciami z wyższych sfer, mieszkającymi w rezydencjach Nowego Jorku lat 30. czy w szykownym hotelu Metropol. Natomiast w Lincoln Highway głównymi bohaterami są ubodzy bracia z małej farmy w Nebrasce.

Autor proponuje nam dobrze znany trop w literaturze, czyli powieść drogi. Główny bohater, Emmett, zostaje zwolniony przedwcześnie z zakładu poprawczego, ze względu na śmierć swojego ojca. Postanawia sprzedać farmę i wraz z bratem przenieść się do Kalifornii. Autor od pierwszych rozdziałów kieruje czytelnika na to, czego może się po lekturze spodziewać, jednak nic w tej podróży nie będzie takie, jakie się wydaje. Komplikacje zaczynają się już na starcie, kiedy Emmett spotyka swoich dwóch przyjaciół, Duchessa i Woolly'ego, którzy zdołali uciec z poprawczaka, ukrywając się w bagażniku. 

Towles zwodzi czytelnika, zapowiada pewne wydarzenia, żeby chwilę później popchnąć fabułę w zupełnie innym kierunku. Oczekiwanie na powrót na początkową ścieżkę przypomina czekanie na powrót Odysa do domu  już kiedy wydaje się, że kurs został ponownie ustawiony coś staje na przeszkodzie dalszej podróży. Tytułowa autostrada zaczyna się jawić jako nieosiągalny cel, a nie źródło tej wycieczki. Bo finalnie, nie o fizyczną drogę będzie chodzić, a raczej o wewnętrzne przeżycia bohaterów.

Autostrada Lincolna, źródło


Powieść Lincoln Highway podzielona jest na dziesięć części, z czego każda odpowiada kolejnemu dniu podróży. Narrator jest wieloosobowy, a w momencie, kiedy stwierdzamy, że wszystkich narratorów już poznaliśmy, pojawia się ktoś nowy. Towles nie boi się także powtarzać opisu tych samych wydarzeń, używając innej perspektywy. Dzięki temu możemy obserwować nie jedną podróż, ale kilka, bo każdy bohater poprowadzi nas swoją ścieżką. Ich motywacje są różne, ale wszyscy podejmują akcje, żeby zbliżyć się do swoich celów. Emmett rusza w drogę, żeby zostawić bolesną przeszłość za sobą i zbudować przyszłość ze swoim bratem, Duchess poszukuje wyrównania rachunków (nie tylko zbiera długi, ale też oddaje te zaciągnięte przez siebie), Sally pragnie wyrwać się z dotychczasowego życia, które poświęca innym i skupić się na swoich potrzebach. Każdy z bohaterów jest barwny, a ich interakcje napędzają akcję. Kiedy zaczynają zbaczać z obranego kursu, reagują na to w różny sposób, w zależności od tego, co jest ich kołem napędowym. Dla Emmetta, napędzanego amerykańskim snem i planem dorobienia się majątku, każda stracona chwila jest na wagę złota. Dla Woolly'ego, wrażliwego dzieciaka pochodzącego z bogatej rodziny, najważniejsze są momenty spędzone w gronie przyjaciół.

Dawno nie czytałam o tak sympatycznej postaci, jaką jest brat Emmetta, ośmioletni Billy. To fan literatury, a szczególnie jednej książki, w której opisane zostały przygody znanych bohaterów od Achillesa po Zorro. Billy pragnie odnaleźć matkę, ale jednocześnie ma nadzieję przeżyć przygodę swojego życia. To świetny obserwator, a równocześnie naiwny chłopak, patrzący na wszystkich wokół z ufnością i sporą dozą sympatii. Dzięki jego wątkowi nawiązania do literatury są jeszcze milej widziane – wspomnieć wystarczy o chłopcach jako muszkieterach lub wspaniałym połączeniu historii Ulissesa z opowieścią o słynnym herosie.

Tematem przewodnim w powieści są rozważania o moralności popełnionych czynów. Jeżeli nie mamy złych intencji, ale nasze akcje przynoszą czyjąś tragedię, to czy zasługujemy na karę? Jeżeli tak, to jak wysoka powinna być? Postaci prezentują różne kodeksy honorowe, na czele z Duchessem i jego podejściem „oko za oko, ząb za ząb”. Po lekturze wciąż zostajemy z pytaniami bez odpowiedzi. W głowie nadal krąży myśl czy nieświadomość wyrządzonej krzywdy bądź nieumyślna akcja, mająca tragiczne konsekwencje usprawiedliwia nasze czyny.

Lincoln Highway jest lekturą pełną energii, przygody bohaterów są angażujące, a akcja nie chce się znudzić, nawet jeżeli jest powtarzana oczami innej postaci. Dzięki wielości narratorów możemy bliżej poznać ich motywacje, przez co trudno jednoznacznie potępiać któregokolwiek zachowanie. Powieść drogi Towlesa ponownie przynosi przyjemność z czytania, a postać Billy'ego to idealny przykład sympatycznego bohatera w literaturze. Niesamowite jest to, że Towles za każdym razem spełnia oczekiwania czytelnika, mimo że poprzeczka wciąż rośnie. Ten człowiek jest po prostu urodzonym gawędziarzem. Szkoda tylko, że na kolejną powieść znowu będziemy musieli poczekać.

sobota, 10 września 2022

Seriale komediowe na poprawę humoru [Netflix, HBO Max, Amazon Prime, Apple TV, Disney+]

Nadszedł dla mnie czas długo wyczekiwanego urlopu. Towarzyszy mi nadzwyczajnie pozytywny nastrój, którym postanowiłam się w jakiś sposób podzielić. Wybór padł na zrobienie krótkiej listy seriali podnoszących na duchu, które luźno pogrupowałam w poniższe kategorie. 

Ogólnie: co oglądać i gdzie oglądać, żeby poprawić sobie humor.


1) O przyjaźni


  • Jess i chłopaki [Disney Plus]
  • Przyjaciele [HBO Max]
  • Grace i Frankie [Netflix]

Pierwsza grupa, to tytuły, do których można wracać w nieskończoność  wystarczy wybrać jakikolwiek odcinek i cieszyć się ponownym spotkaniem z bohaterami. To historie, w których sercu znajduje się opowieść o relacjach przyjaciół. Może to być większa grupka, jak w Przyjaciołach czy w Jess i chłopaki, a może być dwójka bohaterek, jak w przypadku Grace i Frankie. W serialach tych humorystyczne sytuacje oparte są często na zderzeniu postaci z mocno różniącymi się charakterami. Odnosi się to do wszystkich wymienionych tytułów, ale dla przykładu: w Jess i chłopaki Schmidt to pewny siebie, ambitny facet z bezwstydnym poczuciem humoru, a jego najlepszym przyjacielem jest leniwy, sarkastyczny, a do tego supermiły Nick. Ich współlokatorką w pierwszym odcinku zostaje ekscentryczna, słodka, pozytywnie nastawiona do życia Jess. Jesteśmy świadkami rozwoju ich przyjaźni, a w tle jest całe mnóstwo zabawnych sytuacji. Zarazem rozgrywają się wydarzenia, które testują relacje między bohaterami, utwierdzając ich w przekonaniu, że na prawdziwych przyjaciół zawsze można liczyć

2) O rodzinie


  • One day at a time [Netflix]
  • Współczesna rodzina [Disney Plus]

Kiedy zatęsknimy za domem rodzinnym to warto sięgnąć po seriale, w których śledzimy historię członków jednej familii. Mam wrażenie, że jak byłam nastolatką, to pełno było takich seriali w ramówce: nie tylko zagraniczne, jak Różowe lata 70, ale też rodzime, chociażby Rodzina zastępcza. Przeglądając listę tytułów, które niedawno oglądałam, znalazłam dwa tego typu seriale. Pierwszy to One Day at a Time, o którym niewiele się niestety słyszało w mediach, aż w końcu został anulowany. Ogromna szkoda, bo to jedna z tych ciepłych, rozgrzewających serducho opowieści, a szczególna w tym zasługa sprawnie nakreślonych relacji między członkami rodziny. Oglądanie poczynań samotnej matki, która wychowuje dwójkę nastoletnich dzieci, mając na głowie ich ekscentryczną babcię (cudowna Rita Moreno) to czysta przyjemność. Pustkę po tym serialu zapełniła mi na dłuższy czas Współczesna rodzina, bo to aż jedenaście sezonów do nadrobienia. Oryginalna rodzinka, która rozrasta się wraz z kolejnymi sezonami to źródło niekończących się żartów. Natomiast Phil Dunphy to jedna z najlepszych komediowych postaci w historii, a powracające co sezon odcinki walentynkowe zawsze potrafiły dostarczyć niezapomnianych wrażeń.

3) Abstrakcyjne


  • Co robimy w ukryciu [HBO Max]
  • Dobre miejsce [Netflix]

W przypadku takich seriali można powiedzieć, że są dwie szkoły – albo twórcom się uda albo poniosą sromotną klęskę. Zdecydowanie się na dziwaczny pomysł wyjściowy to już odważny krok, dlatego trzeba dopilnować, żeby kwestie scenariusza, obsady i technicznego wykonania były na odpowiednim poziomie. W przypadku dwóch zaproponowanych przeze mnie tytułów, twórcom się udało. Co robimy w ukryciu powtórzył sukces filmu o tym samym tytule, rozwija pomysł mockumentu, w którym śledzimy poczynania wampirów mieszkających na Staten Island w Nowym Jorku. Trójka krwiopijców, jeden sługa i jeden wampir energetyczny to grupa, która nie zawodzi i od czterech sezonów dostarcza frajdy, a twórcy nie boją się decydować na odważne kroki fabularne (uśmiercenie bohatera, który wraca jako błyskawicznie rosnące dziecko  nie ma problemu!). Innym przykładem jest Dobre miejsce, o którym dłużej pisałam już kiedyś, ale niezmiennie polecam. Rozwinięcie pomysłu życia pośmiertnego w idyllicznym miejscu dostarcza (oprócz przyjemności z oglądania) kilka przykładów ciekawych rozważań na tematy społeczne. Warto obejrzeć!

4) W miejscu pracy


  • Ted Lasso [Apple TV]
  • Biuro [HBO Max/Amazon Prime/ Netflix]
  • Parks and recreation [HBO Max]
  • Brooklyn 9-9 [Netflix]

Któż by się spodziewał, że miejsce pracy może być tak dobrym materiałem do komedii. W tej grupie znajdują się seriale, które najbardziej potrafią mnie rozśmieszyć. Na czele z królem sitcomów, czyli Biurem. Pisałam o nim więcej tutaj, mogę tylko potwierdzić, że to najlepszy serial komediowy, jaki oglądałam. Brooklyn 9-9, którego akcja ma miejsce na posterunku policji potrzebuje trochę czasu na rozkręcenie, ale po obejrzeniu jednego sezonu człowiek zaczyna przepadać za tymi bohaterami. Szczególnie, że znowu starcie różnych charakterów postaci pozwala na masę zabawnych sytuacji. I te cold openingi są strzałem w dziesiątkę. Ted Lasso nadrobiłam dość niedawno, ze względu na ilość otrzymanych przez niego nagród, a także poleceń ze strony znajomych. Dużo żartów opiera się na pomyśle zatrudnienia amerykańskiego trenera futbolu jako trenera drużyny piłkarskiej w Anglii. Tutaj jest może mniej przaśnych żartów, to bardziej ciepły kawał telewizyjnego tasiemca. Drugi sezon trochę słabszy, ale przyjemność z oglądania gwarantowana. Na koniec, Parks and recreation, który chciałam zostawić po kilku odcinkach, ale się przemogłam. W tym przypadku im dalej, tym lepiej, nie da się nie pokochać niektórych bohaterów (Ron!), a całość pokazuje, że miejsce pracy może być źródłem znalezienia przyjaciół na całe życie.

5) W połączeniu z kryminałem


  • Zbrodnie po sąsiedzku [Disney Plus]
  • Gotowe na wszystko [Disney Plus]

Jeżeli jesteście fanami kryminałów to też dla Was znajdzie się coś lekkiego i zabawnego. Między innymi Zbrodnie po sąsiedzku, w którym trójka bohaterów próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa popełnionego w ich budynku. Postanawiają założyć na ten temat podcast, a w każdym odcinku przybliżają się do rozwiązania. To stylowy serial, w którym czas spędzamy w otoczeniu śmietanki Nowego Jorku (nie ma co oszukiwać  nie każdego stać na apartament w takim budynku). Szczególnie polecam fanom gatunku true crime. Sama do nich nie należę, ale ogląda się przyjemnie, chociaż przede mną wciąż połowa drugiego sezonu. Ze staroci warto przywołać tutaj Gotowe na wszystko, jeden z tytułów, od którego miłość do seriali dla wielu starszych widzów się zaczęła. Będąc w liceum oglądałam z wypiekami na twarzy. Cudowna czwórka w rolach głównych, morderstwa na przedmieściach, romanse, problemy rodzinne, całe mnóstwo zagadek. Jedyny problem, to że nie wiem jak się zestarzał, bo sama oglądałam dziesięć lat temu, zatem lekko przestrzegam. 

6) Młodzieżowe


  • Sex Education [Netflix]
  • Derry Girls [Netflix]
  • Jeszcze nigdy... [Netflix]
  • Glee [Disney Plus]

W dziale seriali młodzieżowych jest kilka komediowych perełek. Jeszcze nigdy..., którego trzeci sezon udowadnia, że twórcy nadal potrafią sklecić intrygującą historię. Chociaż sam wątek młodzieżowych rozterek Devi, gdzie problem polega na tym, którego chłopaka wybrać, mniej mnie interesuje, to trudno oderwać się od oglądania. Przede wszystkim ze względu na jej relację z matką i wzmianki o zmarłym ojcu, które za każdym razem wzruszają. Trochę się przy nim człowiek popłacze, ale całość nadal jest bardziej komediowa. Inny tytuł wart uwagi to Derry Girls o grupce dziewczyn z Irlandii lat 90tych. Chyba najbardziej śmieszny ze wszystkich wymienionych, czekam na kolejny sezon i pewnie wciągnę przy jednym posiedzeniu. Oprócz tego warto wspomnieć Sex Education, który nie dość, że zabawny i lekki, to jeszcze może choć trochę wypełnić lukę w naszym programie szkolnej edukacji seksualnej. I jeden ze staroci, czyli Glee, który lata temu był moim ulubieńcem, oglądałam te same odcinki po kilka razy. Niestety, z czasem poziom spadł i ostatniego sezonu nie skończyłam oglądać. Za to początkowe są cudowne, obsada świetnie dobrana, a znane utwory w wykonaniu chóru nie mogły mi się znudzić (szczególnie ich mashupy!).

7) Z mocnym charakterem w roli głównej

  • Fleabag [Amazon Prime]
  • Wspaniała pani Maisel [Amazon Prime]
  • Barry [HBO Max]

Wiele z wymienionych wyżej seriali jest tak świetnych ze względu na zderzenie różnych bohaterów. Czasami jednak wystarczy jedna postać, która potrafi całość wynieść na wyższy poziom. Zaczynając od Fleabag, do którego miałam dwa podejścia, bo za pierwszym jakoś nie załapałam klimatu. Za drugim się zachwyciłam. Phoebe Waller-Bridge gra tutaj główną rolę, napisała scenariusz i w ogóle stworzyła serial zupełnie inny niż wszystkie. Jest to obraz raczej słodko-gorzki, czarna komedia. To przykład jak z wyczuciem korzystać z efektu burzenia czwartej ściany, wychodzi to naprawdę genialnie. Barry, którego powstały już trzy sezony, nadal nie zawodzi. Z jednej strony jest to komedia, ale traktuje o byłym żołnierzu, który walczy z demonami przeszłości. Próbuje szukać ukojenia w teatrze, ale ciemna strona go wabi, więc szybko ląduje w środku potyczek między Czeczenami i Boliwijczykami. Pięknie się ten serial rozwija, jest zabawnie, ale też mrocznie, a twórcy dobrze między tymi dwoma stronami balansują. Ostatni tytuł na liście to Wspaniała pani Maisel, który tak dobrze się ogląda właśnie ze względu na tytułową bohaterkę, której standupowe występy nie chcą się znudzić. To najbardziej lekki z wymienionych w tej kategorii, ma też rozwinięty wątek rodziny bohaterki, ale to jednak ona jest tutaj główną gwiazdą. Na leniwy wieczór jest to wybór idealny.


Zostaje mi wciąż cała masa komediowych seriali do nadrobienia. Ciągle chcę zobaczyć BoJack Horsman, Dziewczyny, Teorię wielkiego podrywu czy Jak poznałem Waszą matkę. To dobrze, że wciąż zostały mi tytuły, które mogą poznać. Z drugiej strony, w razie napadu gorszego humoru zawsze mogę wrócić do któregoś z seriali opisanych wyżej.

Jakie są Wasze typy komediowych seriali?

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Krótko o książkach – „Weź z nią zatańcz”, „Wierzyliśmy jak nikt”, „Dywan z wkładką” i „Efekt pandy”


Weź z nią zatańcz
Filip Zawada

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: Znak

Słuchała mnie tylko wtedy, kiedy coś mówiła. Czuła, że jej słowa są moimi, bo przecież mnie urodziła. Nikt nie potrafi zrozumieć syna lepiej niż matka. Martwiła się o mnie, żeby móc się niepokoić o siebie.


Opis wydawcy

Ojciec zmarł nagle, bez zapowiedzi. Zostawił po sobie duszne mieszkanie, dziwną książkę pełną indiańskich mądrości i nieoswojonego psa gryzącego do krwi. Stanisław niewiele z tego rozumie. Życie w wygodnej symbiozie z mamcią, której miłość szczelnie wypełniała każdy brak, nie wymagało aktów odwagi. Temu wszystkiemu musi jednak stawić czoła w pojedynkę. Bierze więc żarłocznego Rambo za przewodnika i meandrując między wieczną nieobecnością ojca i nadobecnością mamci, próbuje odkryć prawdę o mężczyźnie, który sprowadził go na ten świat, a przede wszystkim – o sobie samym.


Moja recenzja

Nazwisko Filipa Zawady jest na mojej liście osób, których twórczość warto śledzić, od czasów przeczytania Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek. To było jedno z literackich zaskoczeń 2019 roku i rozkochałam się wówczas w stylu autora (więcej -> tutaj). Najnowszą książką, Weź z nią zatańcz, Zawada utwierdził mnie w przekonaniu, że jest jednym z najciekawszych polskich współczesnych pisarzy.

Bohater powieści, ponad czterdziestoletni Stanisław, dowiaduje się, że jego ojciec, który porzucił rodzinę lata temu, umarł. Po jego śmierci Stanisław odziedzicza mieszkanie i to od wizyty w nim rozpoczyna się historia. Bohater zatapia się w świecie zmarłego rodzica – wyprowadza jego psa, poznaje znajomego sąsiada, czyta książki, które znalazł w mieszkaniu. Stara się poznać ojca po śmierci, skoro nie dane mu było zrobić tego za życia. Z drugiej strony, poznajemy jego więź z mamcią, którą zna wręcz za dobrze. Relacja z nią jest toksyczna, wypełnia całe życie Stanisława, który nie może się z niej wyrwać, nie może uciec. W tym uwięzieniu jest człowiekiem samotnym i zagubionym. Jednocześnie, nie chce się oddalić od mamci, jest mu wygodnie żyć w takim układzie. Stanisław to postać, która posiada sporo wad, jego zachowanie często odstręcza czytelnika i trudno z nim sympatyzować. Autorowi udało się zarysować jego historię precyzyjnie, w większości przypadków winimy otoczenie, w którym dorastał i wzorce, które miał wokół siebie. Jak widać, miłość rodziny może budować, ale może też więzić i niszczyć.

Nowa książka Zawady to literatura, którą warto znać, obserwacje autora są wnikliwe i oryginalne, a kolejne przygody Stanisława czyta się jednym tchem. Jednocześnie ostrzegam, ze to bardzo gorzka historia, pełna smutku, melancholii, tęsknoty za czymś na zawsze utraconym. Dużo w niej rozważań o śmierci, jak również o życiu w obliczu otaczającej nas beznadziei.


Wierzyliśmy jak nikt
Rebecca Makkai

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2018
Liczba stron: 624
Wydawnictwo: Poznańskie

Zaczynasz się czegoś bać i już po chwili boisz się wszystkiego.


Opis wydawcy

W 1985 roku młody Yale Tishman, dyrektor rozwoju chicagowskiej galerii sztuki, zamierza namieszać w środowisku amerykańskiej bohemy, wprowadzając na wystawę zbiór nadzwyczaj udanych obrazów z lat 20. Jego kariera zdaje się kwitnąć, ale wokół AIDS zbiera okrutne żniwo – przyjaciele Yale’a jeden po drugim umierają i wkrótce zostaje on niemal zupełnie sam.


Moja recenzja

O tej książce słyszałam naprawdę sporo dobrego, wielu czytelników jest po prostu zachwyconych jej lekturą. Fabuła podzielona jest na dwa przeplatające się wątki, jeden toczy się w 1989 podczas epidemii AIDS, a drugi w 2015 roku. Oba łączy postać Fiony, która w latach osiemdziesiątych przeżyła śmierć swojego brata, a w drugiej części historii przyjeżdża do Paryża w poszukiwaniu zaginionej córki.

Przez długi czas trudno było mi się wciągnąć w lekturę tej powieści. Główne wątki wydawały mi się materiałem na dwie rozłączne książki. Pomimo że wątek Fiony jest ewidentnym spoiwem, to uczucie towarzyszące obu historiom zupełnie się u mnie różniło. W historii z '89 wybijały się tematy potrzeby korzystania z życia, poczucia uciekających okazji, trwania pod ciągłą oceną społeczeństwa. Druga część trochę przypominała historię kryminalną, w której Fiona wynajmuje prywatnego detektywa, żeby pomógł odnaleźć jej córkę. Więcej było w niej tajemnicy, rozwiązywania zagadki. 

Z czasem przyzwyczaiłam się do bohaterów, po bliższym poznaniu udało się do nich przywiązać. Każda kolejna strata młodego chłopaka na rzecz okrutnej choroby bolała mocniej. Yale, który jest główną postacią z części '89 roku, zyskiwał w moich oczach z każdym kolejnym rozdziałem. Najbardziej podobał mi się jednak sposób poprowadzenia historii Fiony. To, jak po spotkaniu w 2015 roku z Richardem, którego znała jako młodego chłopaka, czuje się przytłoczona powrotem przeszłości, chociaż tak naprawdę ta mroczna historia nigdy jej nie opuściła. 

Pod koniec powieści zobaczyłam, że te dwa wątki mają wspólny mianownik, oba traktują o stracie i tęsknocie za ukochanymi osobami. Dzięki części z przeszłości łatwiej było zrozumieć postać Fiony i finalnie była to bohaterka, którą poznajemy najbliżej. Historia kobiety porusza czytelników ze względu na to, co przeżyła, kogo straciła i z jakimi wspomnieniami musiała sobie poradzić. Może Wierzyliśmy jak nikt nie okazała się dla mnie tak wspaniała, jak dla wielu czytelników, ale warto było ją przeczytać.





Dywan z wkładką & Efekt pandy
Marta Kisiel

Gatunek: kryminał
Rok pierwszego wydania: 2021
Liczba stron: 331 & 352
Wydawnictwo: WAB

Rany boskie, co ja z tobą mam... – jęknęła.          – Dwoje dzieci – dobiegło spod kołdry, zdumiewająco przytomnie. – I kredyt.



Opis wydawcy

Dywan z wkładką to zwariowana komedia kryminalna. A miało być tak pięknie. I było, dopóki pewnego dnia z lodówki Trawnych nie zaczęły wydobywać się odgłosy miłosnych uciech od sąsiadki z naprzeciwka. Mąż Tereski, zamiast remontować rzeczoną kuchnię, zdecydował się kupić prawie dom na wsi. Skuszona wizjami kawy na tarasie z widokami na nieskażoną ręką człowieka przyrodę Tereska na przeprowadzkę ochoczo przystała. Sielsko było jednak tylko do momentu znalezienia w lesie dywanu – z wkładką w postaci trupa.


Moja recenzja

Proza Marty Kisiel niezmiennie potrafi wprowadzić mnie w dobry humor. Nie jest to może tego typu komedia, przy której śmiejemy się w głos, ale lektura wyzwala przyjemne emocje. Nie wiem czy czytałam wcześniej jakąś komedię kryminalną, przynajmniej żadnego tytułu nie potrafię sobie teraz przypomnieć. Za to gatunek ten lubię dzięki filmom, na czele z genialnym Na noże

U Kisiel jest znowu ciekawie w warstwie stylistycznej, wykreowane przez nią postaci są barwne, a zderzenie różnych charakterów przynosi okazje do wielu zabawnych dialogów. I te okazje autorka niejednokrotnie wykorzystuje. W Dywanie z wkładką poznajemy rodzinę Tereski Trawnej, która wraz z mężem i dwójką dzieci przeprowadza się na wieś. Familia zabiera ze sobą psiaka, po chwili pojawia się też teściowa. Do pełni szczęścia brakuje tylko zagadki tytułowego dywanu z wkładką. Z tego kociołka Kisiel tworzy szaloną przygodę miastowej rodzinki. To jest taka leciuchna lektura, w której fabuła jest raczej sprawą drugorzędną, a bohaterowie czasami zachowują się dość dziwacznie, ale jakoś ubarwienie tego niecodziennym stylem pisania autorki działa cuda. Przyznaję, że sama intryga w obu częściach słabo mnie zaciekawiła, wydarzenia raczej nie są zaskakujące, jak moglibyśmy się spodziewać po gatunku kryminału. Za to i Dywan z wkładką i Efekt pandy to takie idealne przykłady lekkiej, wakacyjnej lektury. Sama słuchałam w audiobooku, w drodze do pracy i spędziłam z Trawnymi wiele miłych poranków.

czwartek, 11 sierpnia 2022

Nowe Horyzonty 2022 – na które filmy warto polować w kinach + mini ranking

Narzekam od pół roku, że zbyt rzadko chodzę do kina. Był taki okres, w którym wpadałam na nowy film średnio raz w tygodniu. Niestety, ostatnio jakoś mi nie po drodze i ciężej się zebrać na taką wycieczkę. Na pomoc przyszedł festiwal filmowy Nowe Horyzonty, który swoim repertuarem przekonał mnie do kilkukrotnego odwiedzenia kina. Ten festiwal to przede wszystkim tytuły niezależne, takie, które zostały docenione na europejskich przeglądach, rozdaniach nagród, a nareszcie – takie, które trudno dorwać w multipleksach. Podczas wyboru repertuaru kierowałam się nagrodami  głównie dzieła nagłośnione w Cannes i Berlinale. Dorzuciłam do tego pakiet pięciu tytułów online. 

Oglądanie filmów na Nowych Horyzontach sprawiło mi ogromną przyjemność i wywołało cały wachlarz emocji. Przypomniałam sobie, że nie potrzeba wartkiej akcji czy słynnych nazwisk w obsadzie, żeby cieszyć się dobrym kinem. Kończę festiwal bardzo zadowolona z towarzyszących mi doznań i zapraszam na krótkie opinie o obejrzanych tytułach.


11. IO (2022), reż. Jerzy Skolimowski

Jerzy Skolimowski za swój najnowszy film został uhonorowany w Cannes nagrodą Jury. Ja jednak przygodami osiołka nie byłam szczególnie zaintrygowana. IO jest filmem stylizowanym na mroczną baśń, a fabuła kręci się wokół tego, że ludzie są źli albo jeszcze gorsi. Poziom melancholii jest tutaj naprawdę wysoki. Doceniam jednak zdjęcia i budowanie klimatu, wizualnie to naprawdę film wart zobaczenia. Ciekawy jest również zabieg nakręcenia całości z perspektywy osła. Niestety, sama historia mnie nie poruszyła. Film złożony jest z kilku krótkich form, wraz z wędrówką osła, przenosimy się w coraz to nowe miejsca, poznajemy nowych bohaterów i krótki urywek ich życia. Czasami jest brutalnie, więc tych, którzy są szczególnie wrażliwi na przemoc wobec zwierząt, ostrzegam. Chyba mogę powiedzieć, że to był po prostu dziwny film. A jak to z dziwnymi bywa – jednym podejdzie, a innym nie. Ja należę do drugiej grupy.

10. Niewidomy człowiek, który nie chce obejrzeć „Titanica” (2021), reż. Teemu Nikki

Na facebookowej grupie festiwalu widziałam sporo poleceń, żeby ten film nadrobić w ramach edycji online. Jaakko, tytułowy bohater, choruje na stwardnienie rozsiane, porusza się na wózku i stracił wzrok. Na duchu podtrzymują go codzienne rozmowy z poznaną w sieci Sirpą. Pewnego dnia postanawia, że powinni się spotkać. Kamera od pierwszych minut przyklejona jest do twarzy bohatera i Jaakko nie opuszcza kadru ani na moment. Świetny jest początek tego filmu, w którym poznajemy bolesną rzeczywistość bohatera, co jakiś czas rozświetlaną iskierką radości wywołaną rozmowami telefonicznymi z przyjaciółką. Jak na film, w którym sporo czasu ekranowego poświęcono wymianie zdań między dwójką osób jest angażujący. Dyskusje bohaterów są ekscytujące, często zabawne, a sam Jaakko to duży fan kina, więc tematy rozmów to dodatkowy plus dla kinomaniaków. Fabuła w pewnym momencie zaczyna przypominać bardziej film sensacyjny (nie będę zdradzać dlaczego). Ale ta bardziej „dynamiczna” część podobała mi się nieco mniej. Docenić za to trzeba głównego bohatera, na którego barkach spoczywał cały ciężar filmu, a niepełnosprawny aktor, Petri Poikolainen, poradził sobie z tą rolą bardzo dobrze.

9. Plac zabaw (2021), reż. Laura Wandel

W Placu zabaw przedstawiony został temat przemocy w szkole i jest to naprawdę przerażający obraz. Tytułowy plac, na którym bawią się dzieci podczas przerw w szkole, przypomina bardziej obóz przetrwania, gdzie najsilniejsi zostają predatorami, a Ci słabsi ofiarami. Jeżeli nie chcesz zatem dostawać cięgów od znajomych, sam musisz dręczyć innych. Brzmi to bardzo ponuro i cóż, taki jest klimat filmu. Najlepszym pomysłem było pokazanie całości z perspektywy małej Nory (zagranej przez Mayę Vanderbeque), która dopiero zaczyna naukę w szkole, do której chodzi już jej brat. Kamera jest niemal przyklejona do jej twarzy i to jej oczami obserwujemy całą historię. Jeżeli pojawiają się jacyś dorośli, to majaczą gdzieś na horyzoncie albo słyszymy tylko ich głosy. Młoda aktorka radzi sobie na ekranie genialnie. Seans mija błyskawicznie, wzruszenie w pakiecie, więc warto zobaczyć.

8. Niezwiązani (2007), reż. Joanna Hogg

Jeżeli jesteście fanami filmu Tamte dni, tamte noce to Uwiązani powinni Wam się spodobać. Niemal od początku czuć podobną atmosferę, co w filmie Luci Guadagnino. Główną bohaterką jest Anna  40letnia kobieta, która ma problemy związkowe i przyjeżdża w pojedynkę do Toskanii, gdzie zaprzyjaźnione z nią pary spędzają wakacje z dorosłymi dziećmi. Grupa dzieli się na osoby "starsze", które wieczorami spędzają czas na piciu wykwitnych trunków, po czym kładą się grzecznie spać i ich dzieci, które balangują do rana. Anna dość naturalnie zaczyna spędzać czas z młodą grupą, szczególnie na rozmowach z Oakley'em (cudowny Tom Hiddleston!). Budowanie seksualnego napięcia między nimi, w otoczeniu przepięknych krajobrazów Toskanii to już materiał na przepiękny film. Uwiązani należą jednak do grona obrazów niezależnych, więc po wstępie, który mógłby uchodzić nawet za komedię romantyczną, skręca w dramatyczne rejony, poruszając problemy związane z zakładaniem rodziny. Niestety, ten ostatni akt trochę mnie rozczarował, biorąc pod uwagę wszystko, co zobaczyliśmy wcześniej był gorzej rozpisany i zagrany.

7. Baby broker (2022), reż. Hirokazu Koreeda

Zlodziejaszki i Moja młodsza siostra to były prawdziwe petardy, więc na nowy film Koreedy bilety kupiłam pełna nadziei na coś rewelacyjnego. Po tych trzech seansach łatwo wskazać jaki jest temat, którym interesuje się reżyser. Ponownie eksploruje temat pojęcia rodziny, zadaje pytania o to czy więzy krwi są ważne, czy rodzinę może stworzyć jakakolwiek grupa ludzi. W Baby broker trzech dorosłych i jeden chłopczyk szukają rodziny dla noworodka, a tym celu przemierzają kraj zdezelowanym vanem. Mamy do czynienia z familijnym kinem drogi, w którym obserwujemy budujące się relacje. Bywa słodko, zabawnie, ale i przejmująco. Nie jest to jednak poziom poprzednich filmów, rozminęłam z niektórymi wątkami i czuję, że był lekko przeciągnięty. Wciąż, jest to miły seans.

6. Mała mama (2021), reż. Céline Sciamma

Poprzedni film Sciammy, Portret kobiety w ogniu, to prawdziwy majstersztyk i jeden z najlepszych romansów w historii kina. Dlatego oczekiwania co do jej najnowszego tytułu miałam dość wysokie. Tym razem klimat jest zupełnie inny. Historia opowiedziana została z perspektywy dziewczynki, której właśnie umarła babcia. Niestety, podczas poprzedniej wizyty w domu starości nie udało im się odpowiednio pożegnać. Kiedy wraz z rodzicami przyjeżdża do domu babci, podczas zabawy w lesie poznaje rówieśniczkę, Marion. Nie chcę zdradzać zbyt wiele fabuły, bo zaskoczenie, które przygotowała nam Sciamma jest podstawą docenienia tego filmu. To idealny przykład slow cinema, w klimacie realizmu magicznego, a w centrum zainteresowania reżyserka stawia relację córki z matką. Bardzo dobrze sprawdza się pokazanie kręgu życia, prób zrozumienia drugiego człowieka, zobaczenia, że on kiedyś był w tym miejscu co my. To piękny, terapeutyczny wręcz obraz, w którym dwie dziewczynki rozmową podnoszą się na duchu i utwierdzają w przekonaniu, że nie są pozostawione sam na sam ze swoim smutkiem. Dodatkowo, cudowna jest tutaj chemia między młodymi aktorkami, które w rzeczywistości są bliźniaczkami. Polecam serdecznie.

5. Podejrzana (2022), reż. Chan-wook Park

Lubię myśleć, że trochę się znam na kinie, ale co jakiś czas przypominam sobie o filmie albo twórcy, którego wciąż nie miałam okazji nadrobić. Do takich osób zalicza się Chan-wook Park, którego twórczości nie znam wcale, chociaż wielokrotnie mi ją już polecano. Dlatego bardzo się ucieszyłam, że jego najnowszy film trafił do repertuaru festiwalu. Podejrzana to kryminał, w którym policjant próbuje rozwiązać sprawę tajemniczej śmierci, na pierwszy rzut oka wyglądającej na samobójstwo. Żona zmarłego zachowuje się jednak na tyle dziwnie, że śledczy postanawia bliżej się tej sprawie przyjrzeć. Poznawaniu historii towarzyszy powolne tempo i budowanie klimatu tajemniczości. Ujęcia są zbudowane iście misternie, a scenografia idealnie współgra z akcją. Zagadka, która napędza fabułę, tak naprawdę nie jest najważniejsza. Na pierwszym planie mamy subtelnie zarysowany obraz budowania relacji, dwójkę dusz, które wydają się być stworzone dla siebie, ale świat nie pozwala im być razem. Początek cudowny, zachwyca oryginalny montaż, zgrabny scenariusz z zabawnymi sytuacjami przeplatanymi kryminalnym wątkiem. Niestety, wraz z biegiem akcji trochę się rozciąga i zaczyna kręcić się w kółko. Ale i tak było warto.

4. W trójkącie (2022), reż. Ruben Östlund

Poprzedni film reżysera, The Square, zostawił po sobie świetne wrażenia. Przekonaliśmy się, że Ostlund potrafi nakręcić satyrę, jest wnikliwy, odważny, a jego wizja sztuki współczesnej na długo zostanie w mojej pamięci. Tym razem na warsztat wziął problem kapitalizmu, pracy influencerów, zachłyśnięcia się sławą, pięknem i pieniędzmi, a jednocześnie został przy gatunku satyry. Za W trójkącie odebrał Złotą Palmę w Cannes. Film podzielony jest na trzy części, a głowami bohaterami są model Carl i jego dziewczyna, influencenka Yaya. W pierwszym akcie jesteśmy świadkami genialnej sceny kłótni między kochankami, która zaczyna się od sprzeczki o rachunek w restauracji. Reżyser przemyca w niej trochę rozważań o męskości, feminizmie i ludzkiej chytrości. Wszystko zgrabnie napisane, nie nuży ani na chwilę, może dzięki ciągłym zmianom otoczenia (kłótnia zaczyna się w restauracji, przechodzi przez taksówkę, windę i kończy się w pokoju hotelowym). Druga część filmu ma miejsce na luksusowym jachcie i znowu jest to scenopisarski popis, przypominający klimatem Anioła zagłady Bunuela. Jest tutaj długa sekcja, która niejednego widza może obrzydzić. I niestety, ostatnia część już do mnie nie trafiła. Na koniec jakoś za bardzo łopatologicznie i finalnie The Square w moim odczuciu lepszy. Ale warto obejrzeć w kinie i zdrowo się pośmiać.

3. Boylesque (2022), reż. Bogna Kowalczyk


To był pierwszy film jaki obejrzałam w ramach festiwalu. Dokument o najstarszej polskiej drag queen, królowej Lulla la Polaca (rocznik 1938!). Konkretnie  o tym jak Lulla próbuje znaleźć dla siebie urnę w kształcie dużego buta na szpilce. Rzadko oglądam filmy dokumentalne, ale ten poruszył mnie do głębi. Podczas seansu wzruszałam się kilkakrotnie, a chwilę potem uśmiechałam do ekranu. Lulla pokazuje jak czerpać radość z życia, mimo swojego wieku uczęszcza na parady równości i występy dragowe w pełnym makijażu, perukach i doklejonych rzęsach. Wspaniale było oglądać jak ciepłą osobą jest główny bohater. Można było poczuć jego miłość do świata i do ludzi. Boylesque to prawdziwie czuły obraz, w którym reżyserka wrażliwym okiem patrzy na swojego bohatera, a nam trudno się w tym świecie nie zatopić razem z nim.

2. Blisko (2022), reż. Lukas Dhont

Kolejny film z dziećmi w rolach głównych. Lukas Dhont przedstawia nam historię pewnej przyjaźni. Leo i Remi to bratnie dusze, wszystko robią razem, od porannej zabawy w rycerzy, po zasypianie w jednym łóżku. Pierwsza część historii, w której mamy do czynienia z ekspozycją znajomości jest rewelacyjna, po prostu rozgrzewa serducho. Punkt zwrotny następuje w momencie, w którym chłopcy usłyszeli w szkole pytanie, czy są parą. Od tej pory bardzo ciekawie poprowadzone są ich zachowania, atmosfera gęstnieje, z ciepłych kolorków zdjęć następuje przejście w mroczne barwy, a zbieranie kwiatów nie wygląda już jak idylla, a raczej jak grzebanie w błocie. Świetny zabieg, ogląda się z niegasnącym zainteresowaniem. Później  jest tylko bardziej dramatycznie. Ja, a ze mną chyba cała sala na Horyzontach, łkałam głośno bitą godzinę. Jest to emocjonalnie wyczerpujący seans, ale wart poznania. Jedyne co, to po wszystkim czułam się trochę przebodźcowana, tak jakby reżyser zastosował szataż emocjonalny, rzucając największe bomby fabularne, żeby poruszyć widza. Ja to łyknęłam, ale może niektórym przeszkadzać.

1. Alcarràs (2022), reż. Carla Simón

Mój absolutny faworyt festiwalu, najbliższy sercu Alcarràs. Opowieść o rodzinie rolników, która w małej miejscowości w Katalonii, uprawia brzoskwinie. Okazuje się, że pole, na którym od pokoleń urzędują, prawnie nie należy do nich i ten wątek jest silnikiem napędowym dla akcji. Od razu muszę się przyznać, że film trafił po prostu w moje czułe miejsca, jako że sama pochodzę z małej wioski, a moja rodzina to w większości rolnicy. Czułam się trochę jak podczas podróży w czasie. Znowu mój dziadek przechodził się po polu, a wokół niego biegały nieokiełznane wnuki. Poza personalnymi odczuciami, trudno nie docenić w Alcarràs sprawnie poprowadzonego dramatu rodzinnego. Poruszane tematy  rywalizacja między rodzeństwem, syn, który czuje, że nigdy nie będzie wystarczająco dobry w oczach ojca, dziadek próbujący naprawić wyrządzone przez nieuwagę szkody  były poprowadzone z czułością, a reżyserka to prawdziwa mistrzyni obserwacji. Z jednej strony pokazuje skąpane w słońcu owocowe drzewa, rysując beztroski krajobraz, a z drugiej brud związany ze zniszczonymi marzeniami. Tempo filmu jest bardzo wolne, można mieć wręcz skojarzenia z kinem dokumentalnym, tak dobrze reżyserka zarysowuje tło historii. Dodatkowo, wszyscy zatrudnieni aktorzy zostali wyłonieni z castingu w pobliskich wioskach, przez co mają w sobie całe pokłady naturalności. Są też tutaj poruszane „duże sprawy” jak rozwój technologiczny niszczący małe gospodarstwa czy odwieczny spór świeżego podejścia z tradycyjnym. Dla mnie będzie to jednak przede wszystkim film rodzinny. Jeden z najlepszych.

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka