środa, 28 września 2022

„Koniec wieczności” Isaac Asimov – społeczeństwo pozbawione możliwości rozwoju

Koniec wieczności
Isaac Asimov

Gatunek: science fiction
Rok pierwszego wydania: 1969
Liczba stron: 263
Wydawnictwo: Rebis

Każdy system podobny do Wieczności, który pozwala ludziom wybierać sobie przyszłość, skończy się wyborem bezpieczeństwa i przeciętności, wykluczających zdobycie gwiazd.
 

Opis wydawcy

Andrew Harlan żyje w Wieczności, miejscu istniejącym poza Czasem. Elitarna organizacja Wiecznościowców wprowadza dla dobra całej ludzkości drobne, precyzyjnie zaplanowane zmiany w historii. Podczas jednej z misji Harlan poznaje Noÿs Lambent, arystokratkę z 482 Stulecia. Wbrew etyce zawodowej zakochuje się w niej. Kiedy się dowiaduje, że po następnej zmianie Noÿs może przestać istnieć, Harlan podejmuje decyzję, która może zmienić jego przeszłość i zagrozić istnieniu Wieczności. 


Moja recenzja

Kolekcja Wehikuł czasu od wydawnictwa Rebis rozrosła się już do pokaźnych rozmiarów. Postanowiłam zbierać tylko te tytuły, które mnie szczególnie czymś zaintrygują. Kiedy pojawiła się zapowiedź powieści autorstwa Isaaca Asimova, wiedziałam że muszę ją przeczytać. To znany twórca science fiction, nagrodzony siedmiokrotnie nagrodą Hugo. Dla mnie przede wszystkim kojarzony z tytułem Ja, robot (tak, wszystko przez film ze Smithem), ale w świecie literackim najbardziej głośnym jego dziełem jest cykl Fundacja. Na jego podstawie powstał serial dostępny na platformie Apple TV.

Zdecydowałam się na Koniec wieczności z uwagi na to, że mam pewną dozę zaufania do serii Wehikuł czasu. Wśród wydanych w niej tytułów znalazły się takie perełki jak Kwiaty dla Algernona czy Koniec dzieciństwa. Drugim, decydującym elementem był fakt, że to jednotomowa historia. Ostatnio staram się wstrzymywać od rozpoczynania nowych serii, o ile nie jestem pewna, że będę miała czas na ich kontynuowanie.

Początek powieści wrzuca nas w sam środek świata przedstawionego i chociaż powieść jest raczej krótka, to trochę zajmie nam odnalezienie się w otoczeniu. Poznajemy nowe społeczeństwo, mocno hierarchiczne, które istnieje gdzieś zawieszone we wszechświecie, poza czasem. Jego członkowie, Wiecznościowcy, po dokładnych obliczeniach wsiadają w „windę”, podróżują przez wieki, wysiadają, dokonują Zmiany Rzeczywistości, w oparciu o badanie Maksymalnie Pożądanej Odpowiedzi, po czym wracają do Wieczności. Świat toczy się dalej po wyznaczonej przez nich trajektorii.

źródło

Koniec wieczności to tajemnicza powieść. Przez większość czasu czytelnik nie wie czego się spodziewać, aby na koniec poznać wszystkie odpowiedzi i rozwiązania ukrytych zagadek. Przyznaję, że długo nie wiedziałam czego się złapać, postaci wydawały mi się papierowe, w opowieść żadnej z nich nie mogłam się zaangażować. Niektóre z zabiegów autora okazywały się trafne dopiero po czasie. Dobrym przykładem jest związek głównego bohatera, w którym tkwi nie wiadomo z jakiej przyczyny. Po czasie wprowadzenie tej romantycznej relacji jako siły napędowej do działania okazuje się jednak świetnym pomysłem. Po prostu Asimov nie przykładał do tego wątku większej uwagi, poruszając znacznie ważniejsze tematy.

Na pierwszy plan wysuwa się problem z wybraną, elitarną grupą, która sprawuje kontrolę nad społeczeństwem. Grupą, która działa bez wiedzy ludzkości, dokonuje wyborów w oparciu o sprecyzowane obliczenia. Intrygujący był moment, w którym coś przeskoczyło u mnie, jako u czytelnika. Początkowo myślałam, że ich działanie to nie jest zły pomysł  skoro Wiecznościowcy mają wgląd w przyszłość i widzą, że pewne działania doprowadzą przykładowo do zdetonowania bomby atomowej to mogą temu zapobiec. Jednak autor uświadamia, że czasami trzeba pozwolić na popełnienie błędów (nawet jeżeli w tym przypadku są tragiczne w skutkach). Bez nich jako społeczeństwo niczego się nie nauczymy, a to dzięki popełnionym błędom, jednostka ma szansę się  rozwijać. Asimov długo zasypywał czytelnika nowymi terminami czy zadaniami wykonywanymi przez bohaterów, a dopiero kiedy nastąpił moment kulminacyjny, można zauważyć, że przez cały ten czas budował obraz, który miał dać podwaliny do rozważań po lekturze. 


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

niedziela, 18 września 2022

„Lincoln Highway” Amor Towles – niedokończone porachunki, spłata długów i pytania o moralność

Lincoln Highway
Amor Towles

Gatunek: literatura współczesna
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Znak Literanova

Mówią, że Bóg odpowiada na wszystkie modlitwy - po prostu czasem odpowiedź brzmi "nie".
 

Opis wydawcy

Emmett Watson właśnie wyszedł z poprawczaka. Wraca na rodzinną farmę w Nebrasce, gdzie czeka na niego młodszy brat, długi po ojcu i błękitny studebaker – jego jedyny majątek. Emmett ledwo skończył 18 lat, a już może liczyć tylko na siebie. 

Chce zabrać brata do słonecznej Kalifornii, gdzie zaczną wszystko od nowa. Może nawet uda im się odnaleźć matkę, która lata temu bez słowa wyjechała do San Francisco? Ale przewrotny los sprawia, że Emmett i Billy muszą wyruszyć w przeciwnym kierunku. Do Nowego Jorku – miasta, gdzie początek bierze legendarna autostrada Lincolna, pierwsza droga łącząca ze sobą dwa krańce Ameryki.


Moja recenzja

Amor Towles to autor, który nie przestaje mnie zadziwiać. Po udanym debiutanckim Dobrym wychowaniu [moje wrażenia] i genialnym Dżentelmenie w Moskwie [moje wrażenia] w swojej najnowszej powieści stawia na zupełnie inną historię. W jego poprzednich książkach w centrum wydarzeń były osoby ze śmietanki towarzyskiej, otoczeni postaciami z wyższych sfer, mieszkającymi w rezydencjach Nowego Jorku lat 30. czy w szykownym hotelu Metropol. Natomiast w Lincoln Highway głównymi bohaterami są ubodzy bracia z małej farmy w Nebrasce.

Autor proponuje nam dobrze znany trop w literaturze, czyli powieść drogi. Główny bohater, Emmett, zostaje zwolniony przedwcześnie z zakładu poprawczego, ze względu na śmierć swojego ojca. Postanawia sprzedać farmę i wraz z bratem przenieść się do Kalifornii. Autor od pierwszych rozdziałów kieruje czytelnika na to, czego może się po lekturze spodziewać, jednak nic w tej podróży nie będzie takie, jakie się wydaje. Komplikacje zaczynają się już na starcie, kiedy Emmett spotyka swoich dwóch przyjaciół, Duchessa i Woolly'ego, którzy zdołali uciec z poprawczaka, ukrywając się w bagażniku. 

Towles zwodzi czytelnika, zapowiada pewne wydarzenia, żeby chwilę później popchnąć fabułę w zupełnie innym kierunku. Oczekiwanie na powrót na początkową ścieżkę przypomina czekanie na powrót Odysa do domu  już kiedy wydaje się, że kurs został ponownie ustawiony coś staje na przeszkodzie dalszej podróży. Tytułowa autostrada zaczyna się jawić jako nieosiągalny cel, a nie źródło tej wycieczki. Bo finalnie, nie o fizyczną drogę będzie chodzić, a raczej o wewnętrzne przeżycia bohaterów.

Autostrada Lincolna, źródło


Powieść Lincoln Highway podzielona jest na dziesięć części, z czego każda odpowiada kolejnemu dniu podróży. Narrator jest wieloosobowy, a w momencie, kiedy stwierdzamy, że wszystkich narratorów już poznaliśmy, pojawia się ktoś nowy. Towles nie boi się także powtarzać opisu tych samych wydarzeń, używając innej perspektywy. Dzięki temu możemy obserwować nie jedną podróż, ale kilka, bo każdy bohater poprowadzi nas swoją ścieżką. Ich motywacje są różne, ale wszyscy podejmują akcje, żeby zbliżyć się do swoich celów. Emmett rusza w drogę, żeby zostawić bolesną przeszłość za sobą i zbudować przyszłość ze swoim bratem, Duchess poszukuje wyrównania rachunków (nie tylko zbiera długi, ale też oddaje te zaciągnięte przez siebie), Sally pragnie wyrwać się z dotychczasowego życia, które poświęca innym i skupić się na swoich potrzebach. Każdy z bohaterów jest barwny, a ich interakcje napędzają akcję. Kiedy zaczynają zbaczać z obranego kursu, reagują na to w różny sposób, w zależności od tego, co jest ich kołem napędowym. Dla Emmetta, napędzanego amerykańskim snem i planem dorobienia się majątku, każda stracona chwila jest na wagę złota. Dla Woolly'ego, wrażliwego dzieciaka pochodzącego z bogatej rodziny, najważniejsze są momenty spędzone w gronie przyjaciół.

Dawno nie czytałam o tak sympatycznej postaci, jaką jest brat Emmetta, ośmioletni Billy. To fan literatury, a szczególnie jednej książki, w której opisane zostały przygody znanych bohaterów od Achillesa po Zorro. Billy pragnie odnaleźć matkę, ale jednocześnie ma nadzieję przeżyć przygodę swojego życia. To świetny obserwator, a równocześnie naiwny chłopak, patrzący na wszystkich wokół z ufnością i sporą dozą sympatii. Dzięki jego wątkowi nawiązania do literatury są jeszcze milej widziane – wspomnieć wystarczy o chłopcach jako muszkieterach lub wspaniałym połączeniu historii Ulissesa z opowieścią o słynnym herosie.

Tematem przewodnim w powieści są rozważania o moralności popełnionych czynów. Jeżeli nie mamy złych intencji, ale nasze akcje przynoszą czyjąś tragedię, to czy zasługujemy na karę? Jeżeli tak, to jak wysoka powinna być? Postaci prezentują różne kodeksy honorowe, na czele z Duchessem i jego podejściem „oko za oko, ząb za ząb”. Po lekturze wciąż zostajemy z pytaniami bez odpowiedzi. W głowie nadal krąży myśl czy nieświadomość wyrządzonej krzywdy bądź nieumyślna akcja, mająca tragiczne konsekwencje usprawiedliwia nasze czyny.

Lincoln Highway jest lekturą pełną energii, przygody bohaterów są angażujące, a akcja nie chce się znudzić, nawet jeżeli jest powtarzana oczami innej postaci. Dzięki wielości narratorów możemy bliżej poznać ich motywacje, przez co trudno jednoznacznie potępiać któregokolwiek zachowanie. Powieść drogi Towlesa ponownie przynosi przyjemność z czytania, a postać Billy'ego to idealny przykład sympatycznego bohatera w literaturze. Niesamowite jest to, że Towles za każdym razem spełnia oczekiwania czytelnika, mimo że poprzeczka wciąż rośnie. Ten człowiek jest po prostu urodzonym gawędziarzem. Szkoda tylko, że na kolejną powieść znowu będziemy musieli poczekać.

sobota, 10 września 2022

Seriale komediowe na poprawę humoru [Netflix, HBO Max, Amazon Prime, Apple TV, Disney+]

Nadszedł dla mnie czas długo wyczekiwanego urlopu. Towarzyszy mi nadzwyczajnie pozytywny nastrój, którym postanowiłam się w jakiś sposób podzielić. Wybór padł na zrobienie krótkiej listy seriali podnoszących na duchu, które luźno pogrupowałam w poniższe kategorie. 

Ogólnie: co oglądać i gdzie oglądać, żeby poprawić sobie humor.


1) O przyjaźni


  • Jess i chłopaki [Disney Plus]
  • Przyjaciele [HBO Max]
  • Grace i Frankie [Netflix]

Pierwsza grupa, to tytuły, do których można wracać w nieskończoność  wystarczy wybrać jakikolwiek odcinek i cieszyć się ponownym spotkaniem z bohaterami. To historie, w których sercu znajduje się opowieść o relacjach przyjaciół. Może to być większa grupka, jak w Przyjaciołach czy w Jess i chłopaki, a może być dwójka bohaterek, jak w przypadku Grace i Frankie. W serialach tych humorystyczne sytuacje oparte są często na zderzeniu postaci z mocno różniącymi się charakterami. Odnosi się to do wszystkich wymienionych tytułów, ale dla przykładu: w Jess i chłopaki Schmidt to pewny siebie, ambitny facet z bezwstydnym poczuciem humoru, a jego najlepszym przyjacielem jest leniwy, sarkastyczny, a do tego supermiły Nick. Ich współlokatorką w pierwszym odcinku zostaje ekscentryczna, słodka, pozytywnie nastawiona do życia Jess. Jesteśmy świadkami rozwoju ich przyjaźni, a w tle jest całe mnóstwo zabawnych sytuacji. Zarazem rozgrywają się wydarzenia, które testują relacje między bohaterami, utwierdzając ich w przekonaniu, że na prawdziwych przyjaciół zawsze można liczyć

2) O rodzinie


  • One day at a time [Netflix]
  • Współczesna rodzina [Disney Plus]

Kiedy zatęsknimy za domem rodzinnym to warto sięgnąć po seriale, w których śledzimy historię członków jednej familii. Mam wrażenie, że jak byłam nastolatką, to pełno było takich seriali w ramówce: nie tylko zagraniczne, jak Różowe lata 70, ale też rodzime, chociażby Rodzina zastępcza. Przeglądając listę tytułów, które niedawno oglądałam, znalazłam dwa tego typu seriale. Pierwszy to One Day at a Time, o którym niewiele się niestety słyszało w mediach, aż w końcu został anulowany. Ogromna szkoda, bo to jedna z tych ciepłych, rozgrzewających serducho opowieści, a szczególna w tym zasługa sprawnie nakreślonych relacji między członkami rodziny. Oglądanie poczynań samotnej matki, która wychowuje dwójkę nastoletnich dzieci, mając na głowie ich ekscentryczną babcię (cudowna Rita Moreno) to czysta przyjemność. Pustkę po tym serialu zapełniła mi na dłuższy czas Współczesna rodzina, bo to aż jedenaście sezonów do nadrobienia. Oryginalna rodzinka, która rozrasta się wraz z kolejnymi sezonami to źródło niekończących się żartów. Natomiast Phil Dunphy to jedna z najlepszych komediowych postaci w historii, a powracające co sezon odcinki walentynkowe zawsze potrafiły dostarczyć niezapomnianych wrażeń.

3) Abstrakcyjne


  • Co robimy w ukryciu [HBO Max]
  • Dobre miejsce [Netflix]

W przypadku takich seriali można powiedzieć, że są dwie szkoły – albo twórcom się uda albo poniosą sromotną klęskę. Zdecydowanie się na dziwaczny pomysł wyjściowy to już odważny krok, dlatego trzeba dopilnować, żeby kwestie scenariusza, obsady i technicznego wykonania były na odpowiednim poziomie. W przypadku dwóch zaproponowanych przeze mnie tytułów, twórcom się udało. Co robimy w ukryciu powtórzył sukces filmu o tym samym tytule, rozwija pomysł mockumentu, w którym śledzimy poczynania wampirów mieszkających na Staten Island w Nowym Jorku. Trójka krwiopijców, jeden sługa i jeden wampir energetyczny to grupa, która nie zawodzi i od czterech sezonów dostarcza frajdy, a twórcy nie boją się decydować na odważne kroki fabularne (uśmiercenie bohatera, który wraca jako błyskawicznie rosnące dziecko  nie ma problemu!). Innym przykładem jest Dobre miejsce, o którym dłużej pisałam już kiedyś, ale niezmiennie polecam. Rozwinięcie pomysłu życia pośmiertnego w idyllicznym miejscu dostarcza (oprócz przyjemności z oglądania) kilka przykładów ciekawych rozważań na tematy społeczne. Warto obejrzeć!

4) W miejscu pracy


  • Ted Lasso [Apple TV]
  • Biuro [HBO Max/Amazon Prime/ Netflix]
  • Parks and recreation [HBO Max]
  • Brooklyn 9-9 [Netflix]

Któż by się spodziewał, że miejsce pracy może być tak dobrym materiałem do komedii. W tej grupie znajdują się seriale, które najbardziej potrafią mnie rozśmieszyć. Na czele z królem sitcomów, czyli Biurem. Pisałam o nim więcej tutaj, mogę tylko potwierdzić, że to najlepszy serial komediowy, jaki oglądałam. Brooklyn 9-9, którego akcja ma miejsce na posterunku policji potrzebuje trochę czasu na rozkręcenie, ale po obejrzeniu jednego sezonu człowiek zaczyna przepadać za tymi bohaterami. Szczególnie, że znowu starcie różnych charakterów postaci pozwala na masę zabawnych sytuacji. I te cold openingi są strzałem w dziesiątkę. Ted Lasso nadrobiłam dość niedawno, ze względu na ilość otrzymanych przez niego nagród, a także poleceń ze strony znajomych. Dużo żartów opiera się na pomyśle zatrudnienia amerykańskiego trenera futbolu jako trenera drużyny piłkarskiej w Anglii. Tutaj jest może mniej przaśnych żartów, to bardziej ciepły kawał telewizyjnego tasiemca. Drugi sezon trochę słabszy, ale przyjemność z oglądania gwarantowana. Na koniec, Parks and recreation, który chciałam zostawić po kilku odcinkach, ale się przemogłam. W tym przypadku im dalej, tym lepiej, nie da się nie pokochać niektórych bohaterów (Ron!), a całość pokazuje, że miejsce pracy może być źródłem znalezienia przyjaciół na całe życie.

5) W połączeniu z kryminałem


  • Zbrodnie po sąsiedzku [Disney Plus]
  • Gotowe na wszystko [Disney Plus]

Jeżeli jesteście fanami kryminałów to też dla Was znajdzie się coś lekkiego i zabawnego. Między innymi Zbrodnie po sąsiedzku, w którym trójka bohaterów próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa popełnionego w ich budynku. Postanawiają założyć na ten temat podcast, a w każdym odcinku przybliżają się do rozwiązania. To stylowy serial, w którym czas spędzamy w otoczeniu śmietanki Nowego Jorku (nie ma co oszukiwać  nie każdego stać na apartament w takim budynku). Szczególnie polecam fanom gatunku true crime. Sama do nich nie należę, ale ogląda się przyjemnie, chociaż przede mną wciąż połowa drugiego sezonu. Ze staroci warto przywołać tutaj Gotowe na wszystko, jeden z tytułów, od którego miłość do seriali dla wielu starszych widzów się zaczęła. Będąc w liceum oglądałam z wypiekami na twarzy. Cudowna czwórka w rolach głównych, morderstwa na przedmieściach, romanse, problemy rodzinne, całe mnóstwo zagadek. Jedyny problem, to że nie wiem jak się zestarzał, bo sama oglądałam dziesięć lat temu, zatem lekko przestrzegam. 

6) Młodzieżowe


  • Sex Education [Netflix]
  • Derry Girls [Netflix]
  • Jeszcze nigdy... [Netflix]
  • Glee [Disney Plus]

W dziale seriali młodzieżowych jest kilka komediowych perełek. Jeszcze nigdy..., którego trzeci sezon udowadnia, że twórcy nadal potrafią sklecić intrygującą historię. Chociaż sam wątek młodzieżowych rozterek Devi, gdzie problem polega na tym, którego chłopaka wybrać, mniej mnie interesuje, to trudno oderwać się od oglądania. Przede wszystkim ze względu na jej relację z matką i wzmianki o zmarłym ojcu, które za każdym razem wzruszają. Trochę się przy nim człowiek popłacze, ale całość nadal jest bardziej komediowa. Inny tytuł wart uwagi to Derry Girls o grupce dziewczyn z Irlandii lat 90tych. Chyba najbardziej śmieszny ze wszystkich wymienionych, czekam na kolejny sezon i pewnie wciągnę przy jednym posiedzeniu. Oprócz tego warto wspomnieć Sex Education, który nie dość, że zabawny i lekki, to jeszcze może choć trochę wypełnić lukę w naszym programie szkolnej edukacji seksualnej. I jeden ze staroci, czyli Glee, który lata temu był moim ulubieńcem, oglądałam te same odcinki po kilka razy. Niestety, z czasem poziom spadł i ostatniego sezonu nie skończyłam oglądać. Za to początkowe są cudowne, obsada świetnie dobrana, a znane utwory w wykonaniu chóru nie mogły mi się znudzić (szczególnie ich mashupy!).

7) Z mocnym charakterem w roli głównej

  • Fleabag [Amazon Prime]
  • Wspaniała pani Maisel [Amazon Prime]
  • Barry [HBO Max]

Wiele z wymienionych wyżej seriali jest tak świetnych ze względu na zderzenie różnych bohaterów. Czasami jednak wystarczy jedna postać, która potrafi całość wynieść na wyższy poziom. Zaczynając od Fleabag, do którego miałam dwa podejścia, bo za pierwszym jakoś nie załapałam klimatu. Za drugim się zachwyciłam. Phoebe Waller-Bridge gra tutaj główną rolę, napisała scenariusz i w ogóle stworzyła serial zupełnie inny niż wszystkie. Jest to obraz raczej słodko-gorzki, czarna komedia. To przykład jak z wyczuciem korzystać z efektu burzenia czwartej ściany, wychodzi to naprawdę genialnie. Barry, którego powstały już trzy sezony, nadal nie zawodzi. Z jednej strony jest to komedia, ale traktuje o byłym żołnierzu, który walczy z demonami przeszłości. Próbuje szukać ukojenia w teatrze, ale ciemna strona go wabi, więc szybko ląduje w środku potyczek między Czeczenami i Boliwijczykami. Pięknie się ten serial rozwija, jest zabawnie, ale też mrocznie, a twórcy dobrze między tymi dwoma stronami balansują. Ostatni tytuł na liście to Wspaniała pani Maisel, który tak dobrze się ogląda właśnie ze względu na tytułową bohaterkę, której standupowe występy nie chcą się znudzić. To najbardziej lekki z wymienionych w tej kategorii, ma też rozwinięty wątek rodziny bohaterki, ale to jednak ona jest tutaj główną gwiazdą. Na leniwy wieczór jest to wybór idealny.


Zostaje mi wciąż cała masa komediowych seriali do nadrobienia. Ciągle chcę zobaczyć BoJack Horsman, Dziewczyny, Teorię wielkiego podrywu czy Jak poznałem Waszą matkę. To dobrze, że wciąż zostały mi tytuły, które mogą poznać. Z drugiej strony, w razie napadu gorszego humoru zawsze mogę wrócić do któregoś z seriali opisanych wyżej.

Jakie są Wasze typy komediowych seriali?

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka