Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo rebis. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 lutego 2024

Poszukując motywu morderstwa – „Z zimną krwią” Truman Capote

Z zimną krwią
Truman Capote

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1966
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: Rebis

Skąd pochodzi ten bezrozumny gniew, wzbierający na widok cudzego szczęścia i zadowolenia, ta rosnąca pogarda dla ludzi i pragnienie zadania im bólu?
 

Opis wydawcy

Z zimną krwią to pionierska próba nowego pisarstwa, dokument zbrodni popełnionej przez dwóch recydywistów na czteroosobowej rodzinie farmera z Kansas. Wydarzenie to zostało szczegółowo opisane, podobnie jak śledztwo, pościg za mordercami, proces i zachowanie przestępców w sądzie i więzieniu aż po egzekucję. Capote po mistrzowsku przedstawia godny Ajschylosa motyw zbrodni i kary, zmuszając czytelnika do refleksji na temat źródeł zła.


Moja recenzja

Truman Capote spędził sześć lat badając sprawę morderstwa czteroosobowej rodziny w miasteczku Holcomb. Towarzyszyła mu w tym jego przyjaciółka, autorka głośnego Zabić drozda, Harper Lee. To jej zadedykował wydaną w 1966 roku powieść Z zimną krwiąKsiążkę szybko okrzyknięto mianem arcydzieła i wciąż wymieniana jest jako największe osiągnięcie autora. Już pod względem gatunkowym jest to nietypowa pozycja. Z jednej strony, reportaż podparty wnikliwymi poszukiwaniami. Z drugiej, to powieść tak wciągająca i mrożąca krew w żyłach, że bije na głowę fabularyzowane kryminały. 

W pierwszej części książki autor odmalował tło historii. Opisał charaktery poszczególnych członków rodziny Clutterów, czyli ofiar morderstwa i przybliżył sylwetki najważniejszych osób ze społeczności miasteczka Holcomb. Spisał również przebieg podróży kryminalistów, Perry'ego i Dicka. Dzięki wnikliwym portretom bohaterów, czekający na czytelnika finał oddziaływuje jeszcze mocniej. Jest niczym nagłe zderzenie z brutalną rzeczywistością. 

Capote w domu Clutterów, źródło

Capote zaskakuje sposobem w jaki poprowadził chronologię wydarzeń. Koniec pierwszej części przynosi nam przeskok w czasie. Sąsiedzi odkrywają zwłoki i rozpoczyna się śledztwo. Capote omija jednak opis wydarzeń z nocy morderstwa. Wiemy, że kryminaliści byli blisko swojej destynacji, wiemy, że rodzinę zamordowano. Co się wydarzyło w domu Clutterów? Żeby się tego dowiedzieć, Capote każe nam czekać dosyć długo. Z zimną krwią osiąga zatem jeden z głównych celów kryminałów, bo czytelnik w tym momencie nie jest już w stanie odłożyć lektury. 

Autor nie sili się na wprowadzanie mrocznej atmosfery. Przedstawia fakty, które zupełnie wystarczają, żeby wzbudzić w nas przerażenie. Opis tego w jakim stanie były ofiary, kiedy je znaleziono pozostaje w głowie na długo po lekturze. W dużej mierze to styl Capote'a sprawia, że czytanie jest tak emocjonujące. Również przybliżenie sylwetek dwójki morderców jest podszyte ciągłym uczuciem niepokoju. Wydaje się, że takie osoby są wokół nas. Zagubione, popełniające mniejsze i większe wykroczenia. Jak daleko są od popełnienia największej zbrodni?

Capote opisując to morderstwo, przedstawia fakty z nim związane, ale porusza też temat zła, które tkwi w człowieku. Czytając Z zimną krwią trudno nie zadawać sobie pytania „dlaczego?”. Przecież musi być konkretny motyw, coś musiało popchnąć tę dwójkę zbrodniarzy do zamordowania całej rodziny. Szukamy logicznego wytłumaczenia, potrzebujemy dostać zapewnienie, że ludzie nie są po prostu źli, bo okrucieństwo musi mieć swoje źródło. Przeczesywanie tekstu w celu znalezienia odpowiedzi jest prawdziwie fascynujące.

Nieważne czy jesteście fanami true crime czy nie  Z zimną krwią po prostu warto przeczytać. Chociaż ostrzegam, że może okazać się to przerażającym doświadczeniem.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS.

niedziela, 21 stycznia 2024

Opowieść o mieście cudów – „Miasto zwycięstwa” Salman Rushdie

Miasto zwycięstwa
Salman Rushdie

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2023
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Rebis

- Jest całkiem możliwe - powiedział łagodnie król - że twoje poglądy są zbyt postępowe jak na czternasty wiek. Po prostu wyprzedzasz nieco swoje czasy. - Tak potężne mocarstwo jak nasze - oznajmiła - to właśnie twór, który powinien próbować prowadzić ludzi ku przyszłości. Niech wszędzie indziej będzie czternasty wiek. Tutaj miejmy piętnasty.
 

Opis wydawcy

Tkając tę opowieść z wątków hinduskiej mitologii, dziejów królestw, państw i państewek, postaci bogiń i bogów, bohaterów z krwi i kości, Rushdie sięga po tak bliskie mu tematy poczucia przynależności, natury ludzkiej, relacji między państwem a religią i jej instytucjami, wielokulturowości, równości, a zwłaszcza pozycji i roli kobiety w patriarchalnym społeczeństwie.


Moja recenzja

Salman Rushdie to autor, którego książki często były mi polecane. Jego powieść Dzieci północy znalazła się na liście 100 książek, które warto przeczytać według dziennikarzy BBC. Wygrała też kilka prestiżowych nagród, m.in. Bookera. Rushdie to pisarz, który nie boi się wyrażać własnego zdania, mimo grożącego mu niebezpieczeństwa. Głośna była sprawa, kiedy w 2022 roku został zaatakowany przez nożownika. W wyniku tego zdarzenia stracił oko i sprawność w jednej ręce. Miasto zwycięstwa to pierwsza książka wydana po tym ataku. Od niej postanowiłam zacząć przygodę z autorem. Nie przeczytałam jej opisu, nie wiedziałam wiele o prozie Rushdiego. Po prostu zaczęłam czytać. I zakochałam się po kilku pierwszych stronach.

Miasto zwycięstwa wzięło mnie z zaskoczenia. Podczas czytania nie mogłam pogodzić się z niespodziewanym gatunkiem – wyglądało na to, że ta książka należy do fantastyki. Po skończonej lekturze i krótkim poszukiwaniu w sieci nastąpiło ponowne zaskoczenie. Rushdie nie opisuje fikcyjnej krainy, a snuje opowieść o istniejącym miejscu! Jego tytułowe „miasto zwycięstwa” to Vijayanagara, powstałe w Indiach w XIV wieku. Czytelnik, który nie zna tego kawałka historii może poczuć się nabrany, że czyta fantastykę. 

Hampi, ruiny miasta zwycięstwa, źródło

Miasto zwycięstwa to opowieść o dziewczynce, która w bardzo młodym wieku była świadkiem tragedii.  Po tym zdarzeniu spływa na nią duch bogini, po której przyjęła imię. Za pomocą magicznych nasionek, wyczarowuje swoje miasto. Wybiera króla, tka wspomnienia mieszkańców i czuwa nad rozwojem Bisnagi. Okazuje się jednak, że nic nie trwa wiecznie, a kontrolę zawsze można stracić. 

Na początku narrator zaznacza, że ta książka powstała na podstawie znalezionego manuskryptu, napisanego przez bohaterkę historii, Pampę Kampanę. Opisane przygody Pampy przeplatane są wtrąceniami autora, które dotyczą procesu przepisywania z pierwowzoru. Ten zabieg sprawia, że czytelnik zaczyna wierzyć w wersję z odnalezieniem fikcyjnej księgi, jak również w to, że Rushdie/narrator tylko przekazuje umieszczone w niej wydarzenia. Narrator wspomina, że omija niektóre fragmenty z pierwowzoru, ingeruje w fabułę. Pokazuje, że opowiadający ma wpływ na to, jak odbierzemy całość.

Rushdie z lekkością wprowadza nas w baśniowy klimat opowieści. Historię Pampy czyta się jednym tchem. Od początku wpłata w narrację tajemnicze moce bogini, dzięki czemu wsiąkamy w ten wykreowany świat, a kolejne opisy pełne magii wydają się adekwatne. W Mieście zwycięstwa są momenty, w których byłam zupełnie oczarowana wyobraźnią autora, są takie, które wywołały śmiech, oraz te, pokazujące nam odbicie ludzkich żądz, które znamy ze swojego otoczenia.

Autor podkreśla w Mieście zwycięstwa temat równości płci. Po akcie stworzenia Bisnagi, kobiety przejmują wiele najważniejszych ról w mieście. Pampa jest szanowaną królową, główne pozycje wojskowe należą do kobiet. Ciekawą drogę przechodzi główna bohaterka, która stara się być we wszystkim najlepsza, ale zawsze coś jej się wymyka. Tak wiele uwagi poświęca miastu, że to ono staje się jej najważniejszym dzieckiem. Stara się je chronić za wszelką cenę, zapominając o swoich biologicznych dzieciach. Po pewnym czasie w utopijnej Bisnadze pojawia się coraz więcej problematycznych tematów, jak dziedziczenie korony. Rushdie ciągle rozwija swoją epicką opowieść, wplata w nią starcia na tle religijnym, rebelie, historie miłosne, otrucia, walkę o tron. Po tak niesamowitej przygodzie z czystą przyjemnością sięgnę po poprzednie książki tego autora.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS.


wtorek, 4 lipca 2023

„Imię wiatru” Patrick Rothfuss – owiana tajemnicą autobiografia muzyka (ze szczyptą magii)

Imię wiatru
Patrick Rothfuss

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2007
Liczba stron: 876
Wydawnictwo: Rebis

Chodzi o to, że wszyscy opowiadają sobie w głowach historie na własny temat. Wszyscy. Przez cały czas. Ta historia czyni cię tym, kim jesteś. Stwarzamy sami siebie na gruncie tej opowieści.
 

Opis wydawcy

Kvothe to człowiek legenda. Wielki mag, geniusz muzyki, bohater i złoczyńca - namówiony przez Kronikarza - wspomina swe barwne życie. Od dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta po szaloną, ale udaną próbę wstąpienia na Uniwersytet. Powoduje nim pragnienie władania magią i zemsty na demonach, które zabiły jego rodziców i cały jego świat obróciły w perzynę.


Moja recenzja

Imię wiatru możecie znaleźć na wielu listach najlepszych książek fantasy. Ja tę pozycję omijałam od lat. Nie dlatego, że obawiałam się zawodu. Powodem mojej niechęci był fakt, że autor, Patrick Rothfuss, serii nie skończył. Sprawa wygląda dość podobnie jak u George'a Martina i Gry o tron. Rothfuss wydał pierwszy tom w 2007 roku, drugi w 2011, a na trzeci czekamy do tej pory. W międzyczasie napisał kilka opowiadań ze świata przedstawionego, ale finału opowieści nadal brakuje. I chociaż miałam spory opór przed czytaniem czegoś, co może nie dostać zakończenia, to jednak chciałam zobaczyć w czym tkwi moc tej książki.

Głównym bohaterem jest Kvothe, który prowadzi karczmę. Pewnego dnia zjawia się tam Kronikarz, prosząc o pozwolenie na spisanie historii osławionego Królobójcy. Przez cały pierwszy tom słuchamy zatem opowieści chłopaka stojącego za barem  przejdzie przez czasy dzieciństwa po naukę na Uniwersytecie. Na końcu tej historii nadal pozostaje wiele niewiadomych i widać, że sporo opowieści znajdzie się w kolejnych tomach. Na początku nie byłam przekonana do prowadzenia tego monologu przez Kvothe'a, szczególnie że wspomnienia są napisane językiem bardziej kwiecistym niż ktokolwiek używa przy prawdziwym opowiadaniu. Jednak ten pełen ozdobników styl Rothfussa na tyle potrafi oczarować, że postanowiłam nie przykładać do tego punktu zbyt dużej wagi. 

źródło

Autor świetnie poradził sobie ze zbudowaniem świata przedstawionego. Poznajemy jego prawa z perspektywy dziecka podróżującego z trupą teatralną, później młodzieńca błąkającego się po ulicach dużego miasta, a w końcu nastolatka studiującego na prestiżowej uczelni. Wszystkie odwiedzone przez bohatera miejsca opisane są bardzo plastycznie, łatwo możemy sobie wyobrazić scenerie poszczególnych wydarzeń. Podoba mi się również wprowadzenie do systemu magicznego. Magia opiera się na łączeniu ze sobą poszczególnych elementów na podstawie podobieństw. Dochodzi do tego również ważny aspekt, czyli poznanie imienia, które wpływa na uzyskanie władzy nad daną rzeczą. Do magicznej części historii zaliczają się również Chandrianie, mistyczne postaci, których Kvothe z uporem poszukuje. W tej kwestii dostaliśmy jedynie zalążek historii, więc na pewno czeka nas więcej wyjaśnień w kolejnym tomie.

Uczynienie z Kvothe'a artystycznej duszy nadało tej powieści subtelnego dopełnienia. Zazwyczaj po takich opowieściach fantasy spodziewamy się silnego bohatera, typowego rycerza na białym koniu. Rothfuss walczy z tym stereotypem i ze swojej postaci robi wrażliwego chłopaka, który uważa swoją lirę za największy skarb. Kvothe często gra na instrumencie i śpiewa, a piosenki napisane przez autora brzmią bardzo dobrze, nieważne czy są to wzruszające ballady czy wyśmiewcze przyśpiewki. Szybko polubiłam głównego bohatera, nawet jeśli trochę przeszkadza jego wyjątkowość. Chłopak potrafi śpiewać, grać na instrumencie, wychowywał się w gronie aktorów  udaje mu się zatem udawać, „grać” przed innymi, dzięki czemu wychodzi cało z kłopotów. Zarazem jednak jest niezwykle inteligentny, oczytany, robi furorę na egzaminach, przeskakuje kilka klas. Apogeum następuje, kiedy targuje się o konia, opowiadając jakim to jest znawcą w temacie. Na szczęście Rothfuss wydaje się być świadomy tej wyjątkowości bohatera. Ratuje sytuację, robiąc z Kvothe'a człowieka, który uważa się za lepszego od innych i czasami zadzierającego nosa. W końcu to główny bohater jest narratorem tej historii. Dobrze się składa, że przedstawione akcje mają swoje konsekwencje, więc zobaczymy czy bohater będzie umiał się uczyć na popełnionych błędach.

Rofthuss zadebiutował powieścią, która zyskała ogólnoświatowy sukces. Wydaje mi się, że kluczem było połączenie klasycznej opowieści fantasy z autobiografią artysty-muzyka. To jest coś, co rzadko spotykamy w tym gatunku. Chociaż wytknęłam kilka minusów, ogólnie to jedna z lepszych pozycji fantasy, jakie ostatnio czytałam. Autor wprowadził sporo nowych pomysłów, nie bał się zaryzykować, stworzył rozbudowany opis świata przedstawionego i bohaterów. Uwielbiam wątek romantyczny, który jest tutaj lekko zarysowany. Wybranka serca jest charakterna i tajemnicza. Jednak czuć, że to dopiero początek, wprowadzenie do akcji, przez co mam ochotę zanurzyć się od razu w kolejne tomy. Trzymam zatem kciuki, żeby Rothfuss skończył tę historię.


niedziela, 7 maja 2023

„Mówcie mi Kasandra” Marcial Gala – przesądzony los Raula

Mówcie mi Kasandra
Marcial Gala

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2023
Liczba stron: 248
Wydawnictwo: Rebis

- Jestem Raul. - Nie, jesteś Kasandrą, biegłą w przepowiedniach, idź i powiedz mamie, żeby ci kupiła „Iliadę”, a zrozumiesz i dowiesz się, kim jestem, a przede wszystkim dowiesz się, kim ty jesteś (...).
 

Opis wydawcy

Raul ma dziesięć lat i uwielbia czytać. Jest inteligentny i wrażliwy. Jednocześnie czuje, że nie jest zwykłym chłopakiem; wie, że urodził się w niewłaściwym ciele, że z tego powodu umrze w wieku osiemnastu lat jako żołnierz podczas interwencji kubańskiej w Angoli i że jest wcieleniem księżniczki trojańskiej Kasandry i tak jak ona potrafi przewidywać przyszłość. Dramat Rauliego polega na tym, że utkwił jak w pułapce między greckimi bogami a rewolucją, między ciałem, z którego pragnie uciec, a światem, który nie pozwala uciec takim jak on.


Moja recenzja

Pod koniec zeszłego roku przeczytałam dwie książki z gatunku fantastyki, których treść była inspirowana grecką mitologią. Były to Pieśń o Achillesie i Kirke, obie autorstwa Madeline Miller. Dobre wrażenie zrobił na mnie pomysł – czerpanie inspiracji z mitów i nadawanie im współczesnego wydźwięku. Marcial Gala również wpłata w swoją fabułę postaci znane z mitologii, ale książki Mówcie mi Kasandra nie umieściłabym w tej samej szufladce, co powieści Miller. Bliżej jej do gatunku realizmu magicznego.

Marcial Gala jest pisarzem, poetą i architektem. Urodził się na Kubie. W Mówcie mi Kasandra opowiada historię Raula, chłopaka wysłanego do Angoli, gdzie bierze udział w wojnie domowej. Wydarzenia przedstawione są niechronologicznie, autor przeplata sceny rozgrywające się w Angoli z dzieciństwem bohatera, które spędził w Cienfuegos. Oba te plany są ciekawe, a brak chronologii sprawia, że czytanie wymaga ciągłego skupienia.

Siła tej powieści tkwi w połączeniu surrealistycznych postaci mitycznych z codziennymi bolączkami bohatera. Jako dziecko, Raul ogłasza, że jest reinkarnacją trojańskiej księżniczki Kasandry, znanej z mitologii greckiej. Była ona córką Priama, przeklętą przez Apolla za nieodwzajemnioną miłość. Jej klątwa polegała na tym, że mogła widzieć przyszłość, ale nikt nie wierzył w jej przepowiednie. Imię Kasandra kojarzone jest ze złą wróżbą. Klimat książki Gala również wywołuje uczucie niepokoju i nadchodzącej katastrofy. Raul od początku mówi wprost o tym, jak będzie wyglądał jego koniec, koniec jego bliskich, ale nikt nie wierzy w te przepowiednie.

źródło

Raul jest uwięziony we własnym ciele, w rodzinnych relacjach, w służbie wojskowej. Jego sytuacja wydaje się przesądzona, bez nadziei na poprawę, a chłopak jest wobec losu bezbronny. Autor świetnie poradził sobie z wprowadzeniem dramatycznej atmosfery. Buduje ją, opisując jak erynie powtarzają w kółko złowrogi refren albo jak Apollo siedzi między żołnierzami w angolskim obozie wojskowym, czekając aż Kasandra zbliży się do swojego koszmarnego końca. Los Raula jest przesądzony, zapisany w gwiazdach, przez co czytelnik czuje się jakby czytał starogrecką tragedię. Tylko, że problemy bohatera są bardzo aktualne. Jest to chłopak wątłej budowy, bardzo wrażliwy, uwielbiający czytać książki – ten charakter już w dzieciństwie czyni go pośmiewiskiem wśród bezwzględnych rówieśników. Jego relacje z bliskimi też są intrygujące. Ojciec ciągle stara się przekazać mu „męskie” wartości. Kiedy Raul zostaje pobity w szkole, próbuje dać mu nauczkę wyzywając do bójki tatę oprawcy. Według niego to powinno pokazać chłopakowi, jak zachowuje się mężczyzna. Natomiast matka widzi w nim odbicie swojej ukochanej siostry. Poświęca mu najwięcej uwagi, tylko wtedy, gdy ubiera go w sukienki Nancy, każe zakładać obcasy i malować usta. Wciąż zachwyca się tym, jaki Raul jest podobny do swojej ciotki, ma te same niebieskie oczy i blond włosy. Wydaje się, że te momenty, w których chłopak przebiera się za kobietę pozwalają mu na przeżycie krótkich chwil szczęścia.

Przerażająca jest w tej historii ilość brutalności. Z ciężkim sercem poznaje się perspektywę wrażliwego chłopca, który po prostu chce być sobą w świecie przepełnionym toksycznymi wzorcami. Odszukiwanie własnej tożsamości jest wręcz zabronione, więc pozostaje jedynie dusić się w społeczeństwie, pozwalać na brutalność i uciekać w świat wyobraźni. W starożytną grekę, bogów i przeznaczenie. Bo przyjęcie tych wydarzeń jako realne okazuje się zbyt bolesne.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

 

środa, 28 września 2022

„Koniec wieczności” Isaac Asimov – społeczeństwo pozbawione możliwości rozwoju

Koniec wieczności
Isaac Asimov

Gatunek: science fiction
Rok pierwszego wydania: 1969
Liczba stron: 263
Wydawnictwo: Rebis

Każdy system podobny do Wieczności, który pozwala ludziom wybierać sobie przyszłość, skończy się wyborem bezpieczeństwa i przeciętności, wykluczających zdobycie gwiazd.
 

Opis wydawcy

Andrew Harlan żyje w Wieczności, miejscu istniejącym poza Czasem. Elitarna organizacja Wiecznościowców wprowadza dla dobra całej ludzkości drobne, precyzyjnie zaplanowane zmiany w historii. Podczas jednej z misji Harlan poznaje Noÿs Lambent, arystokratkę z 482 Stulecia. Wbrew etyce zawodowej zakochuje się w niej. Kiedy się dowiaduje, że po następnej zmianie Noÿs może przestać istnieć, Harlan podejmuje decyzję, która może zmienić jego przeszłość i zagrozić istnieniu Wieczności. 


Moja recenzja

Kolekcja Wehikuł czasu od wydawnictwa Rebis rozrosła się już do pokaźnych rozmiarów. Postanowiłam zbierać tylko te tytuły, które mnie szczególnie czymś zaintrygują. Kiedy pojawiła się zapowiedź powieści autorstwa Isaaca Asimova, wiedziałam że muszę ją przeczytać. To znany twórca science fiction, nagrodzony siedmiokrotnie nagrodą Hugo. Dla mnie przede wszystkim kojarzony z tytułem Ja, robot (tak, wszystko przez film ze Smithem), ale w świecie literackim najbardziej głośnym jego dziełem jest cykl Fundacja. Na jego podstawie powstał serial dostępny na platformie Apple TV.

Zdecydowałam się na Koniec wieczności z uwagi na to, że mam pewną dozę zaufania do serii Wehikuł czasu. Wśród wydanych w niej tytułów znalazły się takie perełki jak Kwiaty dla Algernona czy Koniec dzieciństwa. Drugim, decydującym elementem był fakt, że to jednotomowa historia. Ostatnio staram się wstrzymywać od rozpoczynania nowych serii, o ile nie jestem pewna, że będę miała czas na ich kontynuowanie.

Początek powieści wrzuca nas w sam środek świata przedstawionego i chociaż powieść jest raczej krótka, to trochę zajmie nam odnalezienie się w otoczeniu. Poznajemy nowe społeczeństwo, mocno hierarchiczne, które istnieje gdzieś zawieszone we wszechświecie, poza czasem. Jego członkowie, Wiecznościowcy, po dokładnych obliczeniach wsiadają w „windę”, podróżują przez wieki, wysiadają, dokonują Zmiany Rzeczywistości, w oparciu o badanie Maksymalnie Pożądanej Odpowiedzi, po czym wracają do Wieczności. Świat toczy się dalej po wyznaczonej przez nich trajektorii.

źródło

Koniec wieczności to tajemnicza powieść. Przez większość czasu czytelnik nie wie czego się spodziewać, aby na koniec poznać wszystkie odpowiedzi i rozwiązania ukrytych zagadek. Przyznaję, że długo nie wiedziałam czego się złapać, postaci wydawały mi się papierowe, w opowieść żadnej z nich nie mogłam się zaangażować. Niektóre z zabiegów autora okazywały się trafne dopiero po czasie. Dobrym przykładem jest związek głównego bohatera, w którym tkwi nie wiadomo z jakiej przyczyny. Po czasie wprowadzenie tej romantycznej relacji jako siły napędowej do działania okazuje się jednak świetnym pomysłem. Po prostu Asimov nie przykładał do tego wątku większej uwagi, poruszając znacznie ważniejsze tematy.

Na pierwszy plan wysuwa się problem z wybraną, elitarną grupą, która sprawuje kontrolę nad społeczeństwem. Grupą, która działa bez wiedzy ludzkości, dokonuje wyborów w oparciu o sprecyzowane obliczenia. Intrygujący był moment, w którym coś przeskoczyło u mnie, jako u czytelnika. Początkowo myślałam, że ich działanie to nie jest zły pomysł  skoro Wiecznościowcy mają wgląd w przyszłość i widzą, że pewne działania doprowadzą przykładowo do zdetonowania bomby atomowej to mogą temu zapobiec. Jednak autor uświadamia, że czasami trzeba pozwolić na popełnienie błędów (nawet jeżeli w tym przypadku są tragiczne w skutkach). Bez nich jako społeczeństwo niczego się nie nauczymy, a to dzięki popełnionym błędom, jednostka ma szansę się  rozwijać. Asimov długo zasypywał czytelnika nowymi terminami czy zadaniami wykonywanymi przez bohaterów, a dopiero kiedy nastąpił moment kulminacyjny, można zauważyć, że przez cały ten czas budował obraz, który miał dać podwaliny do rozważań po lekturze. 


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

poniedziałek, 12 lipca 2021

„Żelazny wilk” Siri Pettersen – za wszystko zapłacisz krwią

Żelazny wilk
Siri Pettersen

Gatunek: fantastyka młodzieżowa
Rok pierwszego wydania: 2020
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Rebis

Drużyna nigdy nie jest silniejsza niż jej najsłabszy członek. Ranę odnosi nie jedna osoba, ale cała drużyna.

Opis wydawcy

Juva nienawidzi czytających z krwi. Są one otaczane czcią, lecz tak naprawdę to tylko pławiące się w ludzkim strachu oszustki. Juva doskonale o tym wie, bo sama pochodzi z rodu czytających z krwi, i przysięgła, że nigdy nie stanie się jedną z nich. Gdy jednak rodzinie zaczynają zagrażać vardari, budzący grozę wieczni, zostaje bezlitośnie wciągnięta w pogoń za dziedzictwem czytających z krwi: mroczną tajemnicą, która kiedyś zmieniła świat i może uczynić to ponownie.


Moja recenzja

Siri Pettersen zadebiutowała na polskim rynku wydawniczym pięć lat temu, tytułem Dziecko Odyna, czyli pierwszym tomem trylogii Krucze Pierścienie. Zupełnie nieznana wówczas pisarka wpasowała się w gusta czytelników fantastycznej literatury młodzieżowej, którzy bardzo pozytywnie zareagowali na tę powieść, zachwycając się powiewem świeżości, wniesionym do fabuły przez inspirację nordyckimi wierzeniami. Fanów twórczości autorki na pewno ucieszy fakt, że najnowsza książka Pettersen rozszerza uniwersum poznane w Kruczych Pierścieniach.

Ponownie, dużym atutem powieści jest pomysł na utrzymanie całości w skandynawskim, mroźnym klimacie. Od pierwszego rozdziału potrafimy wyczuć zimno bijące ze skutych lodem wód, okalających wyspy, wyobrażamy sobie bohaterów okutanych w futra, polujących na wilki w złowieszczym lesie. Powtórek z poprzedniej trylogii będzie zresztą dużo więcej, chociażby znowu usłyszymy o otwarciu się na tajemniczą moc, Evnę. Początek zatem nastraja bardzo pozytywnie, szczególnie dla osób, które twórczość autorki polubiły już wcześniej. Warto jednak zaznaczyć, że Żelazny wilk równie dobrze może być czytany jako osobna historia  powiązania z poprzednimi książkami to raczej miłe urozmaicenia dla fanów, ale nic, co przeszkodzi w poznawaniu tej nowej historii.

Główna bohaterka, Juva, to butna dziewiętnastolatka, która odeszła z rodzinnego domu, a żeby się utrzymać poluje na wilki wraz ze zgraną, męską drużyną. Początkowo, postać ta wzbudza dużo pozytywnych uczuć, to dość typowy przykład bohaterki z młodzieżowej serii  boryka się z tajemnicą z przeszłości, nie dogaduje się z matką i siostrą, jest powierzchownie silna, ale w środku kryje sporo bólu. Jednym z ciekawszych elementów książki jest jej problem z radzeniem sobie z sytuacjami trudnymi, stresogennymi. Co prawda, trochę brakowało mi odpowiedniego zamknięcia tematu, wydaje mi się, że wyleczenie się z takiego stanu łatwo nie przychodzi. Uważam jednak, że sam pomysł poruszenia tego problemu jest świetny i to ciekawie rozwinęło główną postać.

źródło

Żelazny wilk szybko okazuje się bardziej brutalny niż się spodziewałam. Już od początku trup ściele się gęsto i postacie, na których rozwój historii po cichu liczyłam, kończą martwe. Nie jest to bynajmniej zarzut, taki obrót sytuacji dodaje fabule suspensu i pcha akcję do przodu, ale przyznaję, że niektórych charakterów było mi szkoda, bo miały potencjał na rozwój w tym mrocznym świecie. Bardziej dorosłego wydźwięku nadaje całości także sam pomysł na system magiczny i problemy w mieście Naklav. Otóż, mieszkańcy masowo chorują na tzw. wilkowatość, która pojawia się, kiedy ludzie przedawkują spożywanie krwi. W świecie z Żelaznego wilka perełki krwi są na wagę złota, posiadanie władzy i majątku opiera się przede wszystkim na wpływach w tej właśnie walucie. Pomysł na system magiczny oparty na posoce  tym, czyja jest najbardziej pożądana i jakie konsekwencje przychodzą z jej spożyciem, to czym są słynne czytające z krwi – wypadł naprawdę oryginalnie, mimo że momentami miałam wrażenie, że lekko opiera się na schemacie wampirów. Tutaj jest jednak jakby odwrócony i zamiast skojarzeń z nietoperzami, mamy dzikie wilki.

Niestety, muszę przyznać, że ta książka wzbudziła we mnie o wiele mniej emocji niż poprzednia seria autorki. Bardzo możliwe, że to kwestia czasu, w którym je czytałam (może pięć lat temu i Żelazny wilk zyskałby większe uznanie w moich oczach). Mam wrażenie, że poprowadzenie historii głównej bohaterki nie było zbyt przemyślane, w wielu miejscach zgrzytało mi coś w jej zachowaniu i w podejmowanych decyzjach. Dodatkowo, wielu bohaterów drugoplanowych zarysowanych było powierzchownie, przez co nie wzbudzali większego zainteresowania. Właściwie dwie postaci, które zyskały moją największą ciekawość skończyły martwe. Kolejny mankament, to słaby wątek romantyczny, przede wszystkim przez fakt, kto został obiektem westchnień Juvy. Nie rozumiem tego pociągania, a momentami miałam wrażenie, że wstawki erotyczne były wciskane na siłę, żeby pokazać, jak bardzo jest to książka dla starszej młodzieży.

Najnowsza powieść Siri Pettersen to finalnie przyjemna fantastyka, która spodoba się zapewne wielu czytelnikom. Ma do zaoferowania ciekawy świat przedstawiony, z oryginalnym, mroźnym klimatem i wierzeniami, które trudno znaleźć w innych książkach gatunku, a także mocną podstawę systemu magicznego. Fani Kruczych Pierścieni będą mogli dodatkowo cieszyć się odnajdywaniem wszelkich nawiązań do poznanych już wcześniej miejsc i bóstw. Ja może nie jestem zachwycona, za to pozostaję fanką poprzedniej trylogii i uważam, że Pettersen to zdecydowanie jedna z lepszych autorek, tworzących współcześnie młodzieżową fantastykę. Kolejnym częściom Żelaznego wilka dam jeszcze szansę.


  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS.

piątek, 2 lipca 2021

„Diuna. Powieść graficzna. Księga I” R. Allen, K. J. Anderson i inni – estetyczna gratka dla fanów Herberta

Diuna. Powieść graficzna. Księga I
Raul Allen, Kevin J. Anderson, Brian Patrick Herbert, Frank Herbert, Patricia Martin

Gatunek: powieść graficzna
Rok pierwszego wydania: 2021
Liczba stron: 176
Wydawnictwo: Rebis

Głęboko w ludzkiej nieświadomości tkwi przemożna potrzeba logicznego, mającego sens wszechświata, ale rzeczywisty wszechświat jest zawsze o krok poza logiką.

Opis wydawcy

Wydana po raz pierwszy w 1965 roku, a teraz wiernie zaadaptowana na powieść graficzną przez bestsellerowych autorów „New York Timesa” – Briana Herberta, syna Franka, i Kevina J. Andersona – książka ta zgłębia złożone, wielowarstwowe interakcje polityki, religii, ekologii, technologii i ludzkich emocji, podczas gdy siły Imperium walczą ze sobą o kontrolę nad Arrakis.


Moja recenzja

Dużymi krokami zbliża się premiera najnowszej ekranizacji Diuny Franka Herberta, a za jej reżyserię odpowiada Denis Villeneuve, moim zdaniem współczesny geniusz kina science-fiction. Wspomnieć wystarczy chociażby jego kontynuację klasyka gatunku – Blade Runnera 2049  prawdziwie estetyczną bombę, zapadającą w pamięci ze względu na klimat, a także genialne zdjęcia i muzykę. Nowy początek natomiast to jedna z najciekawszych historii traktująca o kontakcie międzyplanetarnym. W obu tych filmach atmosfera jest gęsta, przyszłość intrygująca, a oprócz tego to wizualne cudeńka. Nikogo nie powinno dziwić, że w takim razie oczekuję tej nowej ekranizacji Diuny z niecierpliwością. Jednak książki Franka Herberta nie inspirują jedynie twórców filmowych – przykładem może być świeżutka premiera powieści graficznej, stworzonej na podstawie tego klasyka gatunku science-fiction, wydana przez Wydawnictwo Rebis.

Nad oryginalną Diuną piałam z zachwytu już rok temu (niemal co do dnia, pełna opinia tutaj). Jedyną cechą, która mnie lekko odstraszała od ówczesnej lektury był dość wysoki próg wejścia – Herbert rzuca czytelnika na głęboką wodę i wciąż dostarcza nowych informacji o świecie przedstawionym, o klimacie i ekosystemie planet, o nowych plemionach i zasadach ich obowiązujących, o wynalazkach pozwalających na przetrwanie na piaszczystej planecie. Finalnie, tworzyło to dopracowaną i niesłychanie fascynującą całość, ale trzeba było poświęcić opisom wiele skupienia. I tutaj pojawia się pozytyw graficznej odsłony powieści, w której to rysunek, krajobrazy, kolorystyka i kostiumy oddają obraz świata przedstawionego, który w Diunie opisany był na tak wielu stronach.

W przedmowie autorzy przybliżają czytelnikom okoliczności powstania pomysłu stworzenia tej książki i już tam dostajemy wprost informację, że nie będzie to interpretacja oryginału czy próba modyfikacji dzieła Herberta. Założenie było proste – przełożyć historię z książki na powieść graficzną – i w takich ramach wypada ona bardzo dobrze. Ten egzemplarz to dopiero tom pierwszy, zawiera w przybliżeniu 35 procent fabuły, więc na pewno możemy oczekiwać kolejnych części.

Jeżeli chodzi o stronę estetyczną, twórcy komiksu zasługują na pochwałę. To kawał dobrej roboty, przedstawieni bohaterowie bardzo przypominają tych, opisanych w książce, miejsca akcji oddane są z dbałością o szczegóły, a wszystkie najważniejsze wydarzenia udało się przenieść na karty w postaci rysunków. Mając to wszystko na uwadze i tak uważam, że całość jest po prostu bezpieczna, brakuje tam może trochę szaleństwa twórców. Wybija się tak naprawdę jedynie kilka stron, takich jak rysunek ogromnego czerwia, który jest naprawdę dynamiczny i pozostaje w pamięci na dłużej. Pokuszę się jednak o stwierdzenie, że zapewne takie było założenie, żeby jak najdokładniej przedstawić wydarzenia z oryginału, bez zbędnych ozdobników. 

Dla mnie ten tom ma przede wszystkim wartość kolekcjonerską. Powieść graficzna nigdy nie zastąpi oryginalnej Diuny, zabraknie tutaj chociażby licznych rozważań bohaterów czy detalicznych opisów. Będzie to jednak wspaniały dodatek do serii, z czym zapewne każdy fan się zgodzi. To naprawdę porządnie wydany komiks, który przypomina historię z dbałością o zgodność z fabułą książki, a autorzy podeszli do materiału bazowego z miłością do twórczości Herberta, i to tutaj widać. Jest to więc czysta frajda z czytania i odkurzania tej fascynującej historii. Po prostu idealna przypominajka przed ekranizacją.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

wtorek, 13 kwietnia 2021

„Mroczna wiedza. Scholomance. Lekcja pierwsza” Naomi Novik – szkoła magii, w której najważniejszym zadaniem jest przeżycie

Mroczna wiedza. Scholomance. Lekcja pierwsza
Naomi Novik

Gatunek: fantastyka młodzieżowa
Rok pierwszego wydania: 2020
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Rebis

Znasz to uczucie, gdy jesteś na zupełnym pustkowiu i nie wzięłaś parasola, ponieważ kiedy wychodziłaś, był słoneczny dzień, na nogach masz te ładne zamszowe buty, a tu nagle robi się ciemno i widzisz, że zaraz zacznie lać jak z cebra, więc myślisz sobie: „No, super”. [...] Właśnie tak jest, ilekroć się pojawiasz.

Opis wydawcy

Scholomance to szkoła, w której nie ma nauczycieli, wakacji ani przyjaźni między uczniami – tylko strategiczne sojusze. Przetrwanie jest ważniejsze od stopni, gdyż młodzi magowie nie mogą opuścić szkoły, aż ją ukończą lub zginą. Obowiązujące w Scholomance zasady są proste: nie można chodzić samotnie po korytarzach i trzeba się strzec potworów, które czają się wszędzie. Poza tym niektórzy uczniowie praktykują czarną magię, a nawet mordują innych, żeby zwiększyć swoje szanse przeżycia. 


Moja recenzja

Naomi Novik, po dwóch książkach nawiązujących pod względem stylistycznym oraz fabularnym do baśni, postanowiła zanurzyć się w kolejny trend czytelniczy i napisała powieść w nurcie dark academia. Fabuła jej najnowszej książki zakorzeniona jest w europejskim folklorze, a na miejsce akcji autorka wybrała szkołę o nazwie Scholomance. Szybki przegląd Internetu odpowie nam na nurtujące pytanie skąd znamy tę nazwę. W skrócie  Scholomance to owiana legendą szkoła w Transylwanii, gdzie uczono czarnej magii, a kierował nią, według ludowych przekazów, sam diabeł. Wcześniej tę nazwę można było spotkać w prozie Brama Stokera, klasycznej opowieści o wampirach, Draculi, ponieważ autor czerpał sporo inspiracji właśnie z zapisków dotyczących tej tajemniczej szkoły.

Twórczość Naomi Novik, autorki z polskimi korzeniami, poznałam od strony baśniowej w Wybranej oraz Mocy srebra. Po lekturze tych książek można było zauważyć jakie są jej mocne strony  budowanie odpowiedniego nastroju i zarysowanie magicznego świata przedstawionego. W Mrocznej wiedzy udaje się autorce potwierdzić te zalety, ale uwypuklone są niestety także niedoskonałości, które można już było zauważyć w poprzednich pozycjach  takie jak nieprzyjemne charaktery bohaterów i niedociągnięcia w budowaniu relacji między postaciami.

Rozpocząć warto jednak od samego miejsca akcji, bo ono gra tutaj kluczową rolę. Scholomance, tak jak jej legendarna poprzedniczka, to bardzo mroczna szkoła magii. Skojarzenia z Hogwartem nasuwają się tutaj automatycznie, jednak to zupełnie inny klimat. Dzieci wybierają się do tej szkoły, bo są do tego zmuszone przez okoliczności, a poza jej murami czeka je rychła, bolesna śmierć. Uczęszczając do Scholomance są zdane same na siebie, muszą stawiać czoła przeróżnym monstrom (przy których opisach Novik popisała się wyobraźnią), a nauką zajmują się jedynie w przerwie między potyczkami z potworami. Na korytarzach roi się od przeciwników, a uczniowie muszą być ciągle czujni, także unikają zostawania samemu w jadalni, wieczorem nie wychylają nosa z pokoju i nawet nie myślą o schodzeniu do przerażającej auli. Przyznaję, że ten pomysł wypadł bardzo dobrze, szczególnie, że sporo było tutaj technicznych elementów do przemyślenia  sam budynek uczelni to naprawdę wymyślna machineria. 

źródło

Mocny pomysł na miejsce akcji daje jednak tylko okazję do stworzenia magicznej historii. Okazję, która w książce Mroczna wiedza nie zostaje wykorzystana. Fabularnie to po prostu opis perypetii głównej bohaterki i przez długi czas nie wiadomo do czego całość zmierza (w Wybranej miałam podobny problem, ale tam broniły się inne elementy). Sam fakt, że Galadriel musi przeżyć w szkole, nie wystarcza na stworzenie odpowiednio mocnego celu i motywacji postaci. Dlatego zapewne autorka wprowadziła wątek przepowiedni, bardzo oklepany, ale często ratujący fabułę w gatunku fantastyki młodzieżowej. Tutaj niestety wszystko kręci się wokół tego, że główna bohaterka próbuje oszukać przepowiedziany los, trzyma się z daleka od ludzi i finalnie, niewiele to proroctwo wnosi do całości. Może oprócz tego, że czytelnik się domyśla, iż ten wątek zostanie rozwinięty w kolejnych częściach.

Odniosłam wrażenie, że Novik stara się przekazać jak najwięcej informacji o przeszłości głównej bohaterki, żebyśmy mogli z nią sympatyzować i śledzić jej przygody z pewnym zaangażowaniem. Jednak charakter Galadriel nie potrafił do siebie przekonać nawet przy ciągłym wyjaśnianiu dlaczego dziewczyna na każdą sytuację reaguje podniesieniem gardy. El jest opryskliwa i negatywnie nastawiona do... cóż, do wszystkiego. I chociaż momentami miałam wrażenie, że zaczynam przyzwyczajać się do tego typu charakteru i w kontraście z resztą bohaterów nawet zaczynało to grać, to chwilę później wracałam do męczenia się w jej towarzystwie. Co do postaci drugoplanowych to najciekawiej wypada Orion, ale niewiele się o nim dowiadujemy, oprócz tego, że cierpi na syndrom bohatera, chcącego wszystkich uratować z opresji. Będąc przy tym chłopaku warto dodać, że już we wcześniejszych pozycjach autorstwa Novik pojawiał się problem z wątkami romantycznymi i tutaj jest niestety podobnie. Fundament był dobry, ale przeprowadzenie tej historii już nie wypaliło.

Oprócz nawiązania do europejskiego folkloru bardzo spodobał mi się temat różnic społecznych. Sytuacja w magicznym świecie, gdzie bogate dzieci trzymają się razem, czerpią moc ze wspólnego źródła, mają ustawione życie po wyjściu ze szkoły, mapuje się na to, co dobrze znamy ze swojego otoczenia. Uprzywilejowanie osób majętnych jest tutaj mocno zarysowane, szczególnie widać to w kontraście z osobami, które starają się przebić w hierarchii i także należeć do tej „elitarnej” grupy bogaczy.

Mroczna wiedza to pozycja, która może przypaść do gustu fanom książek w stylu dark academia. Całość broni się przede wszystkim czarnoksięską atmosferą i pomysłem na magiczną szkołę. Niestety, w wielu innych aspektach potrafi mocno zawieść, także sama nie sięgnę raczej już po kolejne części – los bohaterów jest mi obojętny, a rozwinięcie fabuły nie zapowiada niczego fascynującego.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka