wtorek, 13 kwietnia 2021

„Mroczna wiedza. Scholomance. Lekcja pierwsza” Naomi Novik – szkoła magii, w której najważniejszym zadaniem jest przeżycie

Mroczna wiedza. Scholomance. Lekcja pierwsza
Naomi Novik

Gatunek: fantastyka młodzieżowa
Rok pierwszego wydania: 2020
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Rebis

Znasz to uczucie, gdy jesteś na zupełnym pustkowiu i nie wzięłaś parasola, ponieważ kiedy wychodziłaś, był słoneczny dzień, na nogach masz te ładne zamszowe buty, a tu nagle robi się ciemno i widzisz, że zaraz zacznie lać jak z cebra, więc myślisz sobie: „No, super”. [...] Właśnie tak jest, ilekroć się pojawiasz.

Opis wydawcy

Scholomance to szkoła, w której nie ma nauczycieli, wakacji ani przyjaźni między uczniami – tylko strategiczne sojusze. Przetrwanie jest ważniejsze od stopni, gdyż młodzi magowie nie mogą opuścić szkoły, aż ją ukończą lub zginą. Obowiązujące w Scholomance zasady są proste: nie można chodzić samotnie po korytarzach i trzeba się strzec potworów, które czają się wszędzie. Poza tym niektórzy uczniowie praktykują czarną magię, a nawet mordują innych, żeby zwiększyć swoje szanse przeżycia. 


Moja recenzja

Naomi Novik, po dwóch książkach nawiązujących pod względem stylistycznym oraz fabularnym do baśni, postanowiła zanurzyć się w kolejny trend czytelniczy i napisała powieść w nurcie dark academia. Fabuła jej najnowszej książki zakorzeniona jest w europejskim folklorze, a na miejsce akcji autorka wybrała szkołę o nazwie Scholomance. Szybki przegląd Internetu odpowie nam na nurtujące pytanie skąd znamy tę nazwę. W skrócie  Scholomance to owiana legendą szkoła w Transylwanii, gdzie uczono czarnej magii, a kierował nią, według ludowych przekazów, sam diabeł. Wcześniej tę nazwę można było spotkać w prozie Brama Stokera, klasycznej opowieści o wampirach, Draculi, ponieważ autor czerpał sporo inspiracji właśnie z zapisków dotyczących tej tajemniczej szkoły.

Twórczość Naomi Novik, autorki z polskimi korzeniami, poznałam od strony baśniowej w Wybranej oraz Mocy srebra. Po lekturze tych książek można było zauważyć jakie są jej mocne strony  budowanie odpowiedniego nastroju i zarysowanie magicznego świata przedstawionego. W Mrocznej wiedzy udaje się autorce potwierdzić te zalety, ale uwypuklone są niestety także niedoskonałości, które można już było zauważyć w poprzednich pozycjach  takie jak nieprzyjemne charaktery bohaterów i niedociągnięcia w budowaniu relacji między postaciami.

Rozpocząć warto jednak od samego miejsca akcji, bo ono gra tutaj kluczową rolę. Scholomance, tak jak jej legendarna poprzedniczka, to bardzo mroczna szkoła magii. Skojarzenia z Hogwartem nasuwają się tutaj automatycznie, jednak to zupełnie inny klimat. Dzieci wybierają się do tej szkoły, bo są do tego zmuszone przez okoliczności, a poza jej murami czeka je rychła, bolesna śmierć. Uczęszczając do Scholomance są zdane same na siebie, muszą stawiać czoła przeróżnym monstrom (przy których opisach Novik popisała się wyobraźnią), a nauką zajmują się jedynie w przerwie między potyczkami z potworami. Na korytarzach roi się od przeciwników, a uczniowie muszą być ciągle czujni, także unikają zostawania samemu w jadalni, wieczorem nie wychylają nosa z pokoju i nawet nie myślą o schodzeniu do przerażającej auli. Przyznaję, że ten pomysł wypadł bardzo dobrze, szczególnie, że sporo było tutaj technicznych elementów do przemyślenia  sam budynek uczelni to naprawdę wymyślna machineria. 

źródło

Mocny pomysł na miejsce akcji daje jednak tylko okazję do stworzenia magicznej historii. Okazję, która w książce Mroczna wiedza nie zostaje wykorzystana. Fabularnie to po prostu opis perypetii głównej bohaterki i przez długi czas nie wiadomo do czego całość zmierza (w Wybranej miałam podobny problem, ale tam broniły się inne elementy). Sam fakt, że Galadriel musi przeżyć w szkole, nie wystarcza na stworzenie odpowiednio mocnego celu i motywacji postaci. Dlatego zapewne autorka wprowadziła wątek przepowiedni, bardzo oklepany, ale często ratujący fabułę w gatunku fantastyki młodzieżowej. Tutaj niestety wszystko kręci się wokół tego, że główna bohaterka próbuje oszukać przepowiedziany los, trzyma się z daleka od ludzi i finalnie, niewiele to proroctwo wnosi do całości. Może oprócz tego, że czytelnik się domyśla, iż ten wątek zostanie rozwinięty w kolejnych częściach.

Odniosłam wrażenie, że Novik stara się przekazać jak najwięcej informacji o przeszłości głównej bohaterki, żebyśmy mogli z nią sympatyzować i śledzić jej przygody z pewnym zaangażowaniem. Jednak charakter Galadriel nie potrafił do siebie przekonać nawet przy ciągłym wyjaśnianiu dlaczego dziewczyna na każdą sytuację reaguje podniesieniem gardy. El jest opryskliwa i negatywnie nastawiona do... cóż, do wszystkiego. I chociaż momentami miałam wrażenie, że zaczynam przyzwyczajać się do tego typu charakteru i w kontraście z resztą bohaterów nawet zaczynało to grać, to chwilę później wracałam do męczenia się w jej towarzystwie. Co do postaci drugoplanowych to najciekawiej wypada Orion, ale niewiele się o nim dowiadujemy, oprócz tego, że cierpi na syndrom bohatera, chcącego wszystkich uratować z opresji. Będąc przy tym chłopaku warto dodać, że już we wcześniejszych pozycjach autorstwa Novik pojawiał się problem z wątkami romantycznymi i tutaj jest niestety podobnie. Fundament był dobry, ale przeprowadzenie tej historii już nie wypaliło.

Oprócz nawiązania do europejskiego folkloru bardzo spodobał mi się temat różnic społecznych. Sytuacja w magicznym świecie, gdzie bogate dzieci trzymają się razem, czerpią moc ze wspólnego źródła, mają ustawione życie po wyjściu ze szkoły, mapuje się na to, co dobrze znamy ze swojego otoczenia. Uprzywilejowanie osób majętnych jest tutaj mocno zarysowane, szczególnie widać to w kontraście z osobami, które starają się przebić w hierarchii i także należeć do tej „elitarnej” grupy bogaczy.

Mroczna wiedza to pozycja, która może przypaść do gustu fanom książek w stylu dark academia. Całość broni się przede wszystkim czarnoksięską atmosferą i pomysłem na magiczną szkołę. Niestety, w wielu innych aspektach potrafi mocno zawieść, także sama nie sięgnę raczej już po kolejne części – los bohaterów jest mi obojętny, a rozwinięcie fabuły nie zapowiada niczego fascynującego.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis

wtorek, 6 kwietnia 2021

„Zły” Leopold Tyrmand – tropem chuliganów w Warszawie z połowy XX wieku

„Zły
Leopold Tyrmand

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1955
Liczba stron: 774
Wydawnictwo: MG

Ludzie czekający w życiu na coś dzielą się na dwie kategorie: na tych, którzy wiedzą, na co czekają, i na tych, którzy tego nie wiedzą, a tylko czekają.


Opis wydawcy
Zaczyna się od tajemniczych napadów. Z tym, że wszyscy atakowani – to bandziory. Ludowa milicja staje na głowie, by dostać jedynego sprawiedliwego, szeryfa bez twarzy, który sprawia, że ludzie zaczynają się czuć bezpieczni. Podziemny światek Warszawy rusza na wojnę. Bohater ma tylko jeden znak rozpoznawczy, niezwykłe, świetliste spojrzenie. A dodatkowo w tle historia miłosna, której osią jest Marta Majewska, niechcący wciągnięta w przestępcze życie Warszawy.

Moja recenzja

Najgłośniejszy polski kryminał, napisany w czasach PRL-u, bestseller, który po premierze rozchodził się jak świeże bułeczki, powieść, którą każdy obywatel naszego kraju powinien przeczytać  z tego typu hasłami spotykałam już od jakiegoś czasu, zanim chociażby zerknęłam na grzbiet książki Leopolda Tyrmanda. Trzeba przyznać, że wbrew temu, co sugeruje tytuł, o Złym można przeczytać sporo dobrych opiniiWznowienie powieści przez wydawnictwo MG nakłoniło mnie, żeby w końcu przekonać się na własnej skórze czy podzielę te zachwyty i zrozumiem fenomen klasyki polskiego kryminału.

Początek do łatwych nie należał. Pisząc „początek” mam na myśli pierwsze sto stron. W tym przypadku rozchodzi się o to, że książka jest bardzo rozbudowana fabularnie, ma spore grono bohaterów, historia toczy się wielowątkowo, a kiedy myślimy, że już chyba wystarczy, że więcej postaci i tak już nie uda nam się zapamiętać, to przedstawiany jest nam kolejny jegomość. Wydarzenia poboczne również nabierają rozpędu, a autor poświęca czas na oddanie detali każdej sceny. Także zamiast się męczyć, zostawiłam tę lekturę na jakiś czas i dopiero gdy ochota na czytanie powróciła, to zrobiłam do niej drugie podejście. I wtedy zażarło.

Próżno doszukiwać się w Złym głównego bohatera. Gdyby jednak trzeba było wybrać tego jednego, który gra tutaj pierwsze skrzypce, to w moich oczach byłaby nim Warszawa. Miasto, które w każdym kolejnym rozdziale poznajemy trochę bliżej  czy to warszawskich fryzjerów, czy warszawskie targi, czy warszawskie tramwaje  to właśnie charakterystyka miasta nadaje książce odpowiednią atmosferę, a przeniesienie się w przeszłość stolicy sprawia sporo radości, nawet osobom, które topografię Warszawy znają słabo, tak jak ja. Tyrmand potrafi czarować słowem, toteż szybko w tę peerelowską wersję świata wnikamy, widzimy sporo podobieństw i różnic w scenach życia codziennego, porównując je ze współczesnymi obserwacjami, ale przede wszystkim chłoniemy kolejne opisy z czystą przyjemnością.

źródło

Podobno sam zalążek pomysłu na tytułową postać, czyli Złego, który rozprawia się z warszawskimi chuliganami, wpadł do głowy Tyrmandowi podczas jazdy pociągiem, kiedy to podsłuchał rozmowę o człowieku, który karze rabusiów w jednym z polskich miast. Początkowo autor planował stworzyć na podstawie tego pomysłu komiks, szybko jednak zmienił zdanie. Całe szczęście, bo siła i największy atut Złego tkwi właśnie w szczegółowych opisach, tworzeniu odpowiedniej atmosfery i oddawaniu sprawiedliwości ówczesnej Warszawie  mieście w trakcie odbudowy, którego obraz śledzimy świeżo po wojnie, kiedy po jego wcześniejszej chwale architektonicznej zostało tylko wspomnienie.

Zły to taka polska postać-legenda, bohater przypominający zagranicznego Zorro albo nawet współczesnych superbohaterów z uniwersum Marvela czy DC. Tajemniczy człowiek o jasnych oczach, pojawiający się znikąd i przynoszący sprawiedliwość, którego kolejne przygody poznamy przede wszystkim na podstawie opowiadania naocznych świadków. W Złym nie będziemy śledzić poczynań tytułowej postaci, jej historia będzie odkrywana fragmentarycznie, aż do samego finału. Zamiast obserwowania codziennych poczynań bohatera, poznamy go z perspektywy innych postaci, posłuchamy co o nim ma do powiedzenia komendant milicji, dziennikarz warszawskiej gazety czy lekarz przyjmujący na pogotowiu pobitych przez Złego zbójów. Zdecydowanie bliższy wgląd otrzymamy do życia codziennego ekipy warszawskich złoczyńców, gdzie będzie nam dane obserwować ich spotkania, pertraktacje i plany wzbogacenia. Zabieg to ciekawy i zapewne na tamte czasy mocno oryginalny  pisanie książki o tytułowym dobrym bohaterze, ale poświęcenie czasu na przedstawienie perspektywy jego niegodziwych przeciwników zdecydowanie się opłaciło. Znajdzie się w powieści także miejsce dla reklamowanego w opisie romansu, jednak nie musimy oczekiwać romantycznych uniesień, bo ta historia miłosna to przede wszystkim porządnie rozpisany wątek, w którym nakreślone zostanie kilka ciekawych charakterów.

Powieść Zły, która zaraz po wydaniu krytykowana była jako idealny przykład grafomaństwa, przetrwała próbę czasu, a nawet zyskała nowej jakości lata po wydaniu. Oprócz wspomnianej już wcześniej wycieczki do stolicy przeszłości, czeka nas także powrót do słownictwa, które trochę już ucieka, do obserwowania przykładów spędzania wolnego czasu sprzed pół wieku, do zatłoczonych kawiarni, w których toczy się życie towarzyskie. Wszystko to pięknie napisane, opisy, które działają na wyobraźnię, a dialogi między postaciami naturalne i ponadczasowe. Nie każdy potrafi napisać tak intrygującą scenę na kilkanaście stron, w której dwoje osób po prostu rozmawia, a Tyrmand poradził sobie z tym zadaniem pierwszorzędnie. Chyba pozostaje powtórzyć za rzeszą fanów autora, że Zły jest tak naprawdę bardzo dobry i każdemu taką wycieczkę do Warszawy przeszłości serdecznie polecam.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MG.

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka