Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo mg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo mg. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 czerwca 2026

O trudnej sztuce przemiany — „Sekretne życie pszczół” Sue Monk Kidd i „Psie serce” Michaił Bułhakow

 

Sekretne życie pszczół
Sue Monk Kidd

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2001
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Literackie

Szczególną cechą świata jest to, że kręci się dalej bez względu na to, jakie spotykają nas nieszczęścia.
 

Opis wydawcy

Lily jest biała, ma 14 lat, oschłego, agresywnego ojca i olbrzymie poczucie winy. Przed dziesięcioma laty straciła swoją matkę. Spokój pomagają jej odzyskać noszące imiona letnich miesięcy, czarnoskóre mieszkanki pewnej pasieki w Tiburon, gdzie Lily trafia, jadąc śladami mamy. Ale nawet ten niezwykły azyl, gdzie pszczoły wiodą swoje sekretne życie, nie chroni przed światem zewnętrznym. Najważniejsza jest wiara w siebie…


Moja recenzja

Sekretne życie pszczół przeleżało kilka lat na mojej półce i szczerze mówiąc, nie pamiętam już, jak się na niej znalazło. Pamiętam za to, że około dekadę temu oglądałam ekranizację z młodą Dakotą Fanning w roli głównej. Przez ten czas fabuła niemal całkowicie zatarła się w mojej pamięci, dzięki czemu mogłam z przyjemnością odkrywać tę historię na nowo w wersji książkowej.

Początek mojego czytelniczego roku obfitował w mroczne i przygnębiające historie, dlatego żółta okładka tej powieści od dawna przyciągała mój wzrok. Potrzebowałam opowieści, w której obok trudnych doświadczeń znajdzie się również miejsce na światło i nadzieję. I właśnie to znalazłam w tej książce.

Nie jest to jednak lekka historia o dojrzewaniu nastolatki. Wręcz przeciwnie — czternastoletnią Lily nieustannie nawiedzają wspomnienia związane ze śmiercią matki. Dziewczynka wychowuje się u boku ojca, który nie poświęca jej wiele uwagi, a jedyną bliską osobą pozostaje czarnoskóra służąca Rosaleen. Wspólnie wyruszają w podróż, która ma szansę odmienić ich życie.

Przez Sekretne życie pszczół po prostu się płynie. Fabuła wciąga, a motywy podróży, ucieczki od problemów i poszukiwania lepszej przyszłości sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. Szczególnie mocno wybrzmiewa tu temat rodziny z wyboru, który zawsze bardzo cenię w literaturze. Czasem obcy ludzie potrafią obdarzyć nas większą miłością, troską i zrozumieniem niż osoby, z którymi łączą nas więzy krwi. W okresie dorastania ma to szczególne znaczenie, bo właśnie wtedy kształtuje się nasza osobowość i zaczynamy wyznaczać kierunek własnej przyszłości.

Może nie jest to powieść, która całkowicie odmieni czyjeś życie, ale z pewnością jest to wartościowa i poruszająca lektura. Przypomina, że czasami trzeba zmierzyć się z przeszłością, aby naprawdę móc ruszyć naprzód.


Psie serce

Michaił Bułhakow

Gatunek: science fiction
Rok pierwszego wydania: 1968
Liczba stron: 176
Wydawnictwo: MG

- Dlatego że mówił? - zapytał Filip Filipowicz - Ale to jeszcze nie znaczy, że się jest człowiekiem.
 

Opis wydawcy

Akcja rozgrywa się w Moskwie w latach 20. XX wieku, niedługo po rewolucji październikowej. Głównym bohaterem jest profesor Filip Filipowicz Preobrażeński – wybitny, acz ekscentryczny chirurg. Prowadzi on eksperymenty mające na celu odmłodzenie ludzkiego organizmu. Pewnego dnia znajduje na ulicy bezpańskiego psa – Szarika – i zabiera go do domu, by wykorzystać go w swoim nowym eksperymencie. 

Moja recenzja

Michaił Bułhakow większości czytelników kojarzy się przede wszystkim z Mistrzem i Małgorzatą. Dla wielu osób właśnie na tej powieści kończy się znajomość jego twórczości. Tak było również w moim przypadku, dlatego z dużą ciekawością sięgnęłam po krótką nowelę Psie serce. Tym bardziej że opis fabuły od razu przywołał skojarzenia z Frankensteinem Mary Shelley, którego niedawno odświeżyłam sobie zarówno w wersji literackiej, jak i filmowej.

Psie serce opowiada historię eksperymentalnej operacji, w wyniku której bezdomny pies otrzymuje ludzkie organy. Podobnie jak Shelley, Bułhakow stawia pytania o granice nauki i odpowiedzialność za przeprowadzane eksperymenty. Jednocześnie wykorzystuje tę historię jako narzędzie krytyki społecznej i politycznej rzeczywistości swoich czasów.

Autor pokazuje, że awans społeczny nie jest procesem, który można przeprowadzić jednym prostym zabiegiem. Szarik, przemieniony w człowieka, pozostaje osobą ordynarną, pozbawioną kultury i skłonną do agresji. Mimo to odnajduje swoje miejsce w społeczeństwie, zdobywa posadę i otacza się ludźmi, którzy akceptują jego zachowanie. W ten sposób Bułhakow podważa przekonanie, że sama zmiana pozycji społecznej automatycznie prowadzi do powstania lepszego społeczeństwa.

Choć Psie serce jest krótką nowelą, kryje w sobie zaskakująco wiele treści. Na powierzchni pozostaje intrygującą historią o naukowym eksperymencie, lecz pod nią skrywa się wielowarstwowa satyra społeczna i polityczna. Bułhakow sugeruje, że nie istnieją proste metody „przekształcania” człowieka ani całych grup społecznych. Tym samym krytykuje założenia rewolucji proletariackiej, której celem było radykalne przeobrażenie społeczeństwa i oddanie władzy klasie robotniczej. Zdaniem autora takie zmiany wymagają czasu i nie dokonują się z dnia na dzień.

Właśnie przez tę odważną krytykę Psie serce nie mogło zostać opublikowane od razu po napisaniu i przez wiele lat czekało na wydanie. Dziś możemy na szczęście sięgnąć po tę nowelę bez żadnych ograniczeń — i zdecydowanie warto z tej możliwości skorzystać.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.


wtorek, 7 czerwca 2022

„Miasteczko Middlemarch” George Eliot – wielkie marzenia mieszkańców niewielkiej prowincji

Miasteczko Middlemarch
George Eliot

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1871
Liczba stron: 1040
Wydawnictwo: MG

My, śmiertelni, kobiety i mężczyźni, przełykamy wiele zawodów między śniadaniem a kolacją, powstrzymujemy łzy, usta nam bieleją, a zapytani odpowiadamy: 'Och, nic takiego!'. Wspomaga nas duma, a duma wcale nie jest zła, jeśli tylko skłania nas do ukrywania własnych ran, nie zaś do zadawania ich innym.
 

Opis wydawcy

Dzieją się w Anglii lat 20 XIX wieku, rzeczy ważne, a miasteczko Middlemarch, tak jak każde prowincjonalne miasteczko, jest tych wielkich przemian mini sceną, toteż historia toczy się wraz z wątkiem romantycznym i kryminalnym. Losy miasteczka Middlemarch są historycznie i ekonomicznie splecione z losami okolicznej społeczności, mieszkańcami sąsiednich dworów i należących do nich farm.


Moja recenzja

Miasteczko Middlemarch to jeden z klasyków literatury, często wychwalany przez krytyków i bardzo różnie odbierany przez czytelników. W rankingu 100 najlepszych brytyjskich powieści, który ukazał się w 2015 roku, otrzymał zaszczytne pierwsze miejsce (źródło). Autorką książki jest Mary Ann Evans, która ukrywała się pod pseudonimem George Eliot (imię pożyczyła od miłości swojego życia). Wieść niesie, że jej ojciec uważał córkę za słaby materiał na żonę, dlatego od wczesnych lat postawił na jej edukację. Szkoliła się przede wszystkim w filozofii i teologii, oprócz tego sporo czytała. Porządne wykształcenie zaprowadziło ją do kariery redaktorskiej. Mary Ann Evans jako dorosła kobieta przeciwstawiała się ówczesnym tradycjom, była agnostyczką, żyła w wolnym związku z zamężnym George'm Lewesem. Postanowienie pisania pod pseudonimem było podyktowane chęcią ochrony przed oceną jej twórczości przez pryzmat skandalów, które towarzyszyły jej życiu prywatnemu. Autorka napisała łącznie siedem książek, z czego najsłynniejszą jest Miasteczko Middlemarch. Było ono wydawane partiami w latach 1871-1872, podzielone na osiem części.

Moja przygoda z lekturą przechodziła przez kilka etapów. Podeszłam do niej optymistycznie i historia Dorotei, czyli pierwszy tom o nazwie Panna Dorotea Brooke, szybko mnie wciągnęła. Fabuła z czasem zaczyna się mocno rozgałęziać, a wraz z tym mój czytelniczy zapał zaczął słabnąć. Skończyło się na tym, że początkowe 200 stron czytałam łącznie kilka miesięcy. Trudno było się zaangażować, a ciągłe wprowadzenie nowych postaci tworzyło mętlik w głowie. Na szczęście, później zupełnie wsiąknęłam w tę historię, zaczęłam doceniać język powieści i ponadczasowe przemyślenia o ludzkich namiętnościach.

W Miasteczku Middlemarch poruszanych zostaje wiele różnych tematów, ale dla mnie jest to historia o życiowych ambicjach, związanych z nimi oczekiwaniach oraz rozczarowaniach. Bohaterowie maja konkretne cele, do których dążą, a autorka nas o nich wprost informuje. Równocześnie pojawiają się przed nimi przeciwności losu, które powstrzymują ich przed zrobieniem kroku naprzód  doktor Lydgate nie może zaangażować się w rozwój kariery, bo życie małżeńskie zaczyna wpływać negatywnie na jego finanse, Dorotea nie może spełniać swoich marzeń przez pewien mały zapis w testamencie, Fred Vincy nie może zalecać się do Mary, nie obrawszy wcześniej ścieżki kariery. Czasami na drodze do spełnienia stają popełniane przez bohaterów błędy, innym razem zrządzenie losu. Ważnym elementem okaże się umiejętność pójścia na kompromis  niektórzy finalnie osiągają założone cele jedynie w pewnym stopniu. Muszą pogodzić się z tym, że wyobrażenia o przyszłości często nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, a człowiek nie jest w stanie wszystkiego zaplanować. 

powieść wydawana była w częściach, w latach 1871-1872, źródło

Powieść ma wolne tempo, autorka pozwala sobie na rozciąganie świata przedstawionego, wprowadzając coraz to nowe postaci i wydarzenia z nimi związane. Przyznaję, że sama w pewnym momencie się zgubiłam i byłam zmuszona do wyszukania w sieci schematu, na którym opisane były relacje między mieszkańcami Middlemarch. Na szczęście to szybko pomogło wrócić na dobre tory. Bohaterowie przedstawieni są wnikliwie, to postacie wielowymiarowe, a ich motywacje są jasno wytłumaczone. Usłyszałam już kilka głosów, że Dorotea jest ulubienicą czytelników i zupełnie mnie to nie dziwi. To silna bohaterka, która mimo wielu ciosów od losu wciąż emanuje dobrą energią i szuka okazji do pomocy innym. Trudno jednak nie docenić tych bardziej dramatycznych bohaterów, jak Lydgate, którego życie potoczyło się zupełnie inaczej niż sobie to zaplanował. Nawet Casaubon, który z dalszej perspektywy wydaje się negatywną postacią, po bliższym zgłębieniu powinien zostać określony bohaterem tragicznym. Eliot nie zapomina, że każdy z nas złożony jest z wielu doświadczeń i pragnień, które formują człowieka i wpływają na jego zachowanie.

Miasteczko Middlemarch ma w swoim sercu trzy historie miłosne, od których wychodzi reszta rozgałęzień. Te trzy podstawy przenikają się i wpływają na siebie, kształtując przy okazji obraz społeczeństwa prowincjonalnego miasteczka. W powieści zostanie przedstawione zupełnie inne podejście do wątków romantycznych, niż to, które znamy z prozy Austen czy Bronte. W tym przypadku śledzimy poczynania par również po etapie zakochania i wstępnej fascynacji. Początkowo bohaterowie wyobrażają sobie przyszłe życie jako usłane różami i angażują się w relacje z partnerem, podtrzymując obraz tej fantazji. Niestety, życie mocno ich doświadcza, okazuje się, że osoba po drugiej stronie nie jest identyczna z wyimaginowanym partnerem. Przynajmniej na przykładzie dwóch par możemy oglądać skutki nieszczęśliwego małżeństwa. Pamiętając o czasie akcji, czytelnikowi po prostu jest szkoda bohaterów duszących się w związkach, z których nie mają ucieczki. Zmuszeni są zaakceptować swoją sytuację, żeby nie być źródłem skandalu. 

Lektura Miasteczka Middlemarch ma zatem sporo do zaoferowania. Dla mnie to kolejna klasyka, która zasłużenie zajmuje miejsce w kanonie, a poruszane w niej tematy są wciąż aktualne, jak wątek walki o władzę czy pragnienia osiągnięcia sukcesu zawodowego z przeszkadzającym w tym życiem prywatnym. Dodatkowo, wiele jest tutaj ciekawych obserwacji na temat małomiasteczkowego społeczeństwa  zmiany w takim miejscu postrzegane są przez mieszkańców jako coś negatywnego, a plotki błyskawicznie potrafią zniszczyć obraz obgadywanej osoby. Wszystko to możemy spotkać po dziś dzień wokół nas. Natomiast czytanie tego w formie zaproponowanej przez George Eliot to prawdziwa uczta. Wydaje mi się, że to powieść do której można wracać i za każdym razem znajdować w niej coś nowego.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

wtorek, 6 kwietnia 2021

„Zły” Leopold Tyrmand – tropem chuliganów w Warszawie z połowy XX wieku

„Zły
Leopold Tyrmand

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1955
Liczba stron: 774
Wydawnictwo: MG

Ludzie czekający w życiu na coś dzielą się na dwie kategorie: na tych, którzy wiedzą, na co czekają, i na tych, którzy tego nie wiedzą, a tylko czekają.


Opis wydawcy
Zaczyna się od tajemniczych napadów. Z tym, że wszyscy atakowani – to bandziory. Ludowa milicja staje na głowie, by dostać jedynego sprawiedliwego, szeryfa bez twarzy, który sprawia, że ludzie zaczynają się czuć bezpieczni. Podziemny światek Warszawy rusza na wojnę. Bohater ma tylko jeden znak rozpoznawczy, niezwykłe, świetliste spojrzenie. A dodatkowo w tle historia miłosna, której osią jest Marta Majewska, niechcący wciągnięta w przestępcze życie Warszawy.

Moja recenzja

Najgłośniejszy polski kryminał, napisany w czasach PRL-u, bestseller, który po premierze rozchodził się jak świeże bułeczki, powieść, którą każdy obywatel naszego kraju powinien przeczytać  z tego typu hasłami spotykałam już od jakiegoś czasu, zanim chociażby zerknęłam na grzbiet książki Leopolda Tyrmanda. Trzeba przyznać, że wbrew temu, co sugeruje tytuł, o Złym można przeczytać sporo dobrych opiniiWznowienie powieści przez wydawnictwo MG nakłoniło mnie, żeby w końcu przekonać się na własnej skórze czy podzielę te zachwyty i zrozumiem fenomen klasyki polskiego kryminału.

Początek do łatwych nie należał. Pisząc „początek” mam na myśli pierwsze sto stron. W tym przypadku rozchodzi się o to, że książka jest bardzo rozbudowana fabularnie, ma spore grono bohaterów, historia toczy się wielowątkowo, a kiedy myślimy, że już chyba wystarczy, że więcej postaci i tak już nie uda nam się zapamiętać, to przedstawiany jest nam kolejny jegomość. Wydarzenia poboczne również nabierają rozpędu, a autor poświęca czas na oddanie detali każdej sceny. Także zamiast się męczyć, zostawiłam tę lekturę na jakiś czas i dopiero gdy ochota na czytanie powróciła, to zrobiłam do niej drugie podejście. I wtedy zażarło.

Próżno doszukiwać się w Złym głównego bohatera. Gdyby jednak trzeba było wybrać tego jednego, który gra tutaj pierwsze skrzypce, to w moich oczach byłaby nim Warszawa. Miasto, które w każdym kolejnym rozdziale poznajemy trochę bliżej  czy to warszawskich fryzjerów, czy warszawskie targi, czy warszawskie tramwaje  to właśnie charakterystyka miasta nadaje książce odpowiednią atmosferę, a przeniesienie się w przeszłość stolicy sprawia sporo radości, nawet osobom, które topografię Warszawy znają słabo, tak jak ja. Tyrmand potrafi czarować słowem, toteż szybko w tę peerelowską wersję świata wnikamy, widzimy sporo podobieństw i różnic w scenach życia codziennego, porównując je ze współczesnymi obserwacjami, ale przede wszystkim chłoniemy kolejne opisy z czystą przyjemnością.

źródło

Podobno sam zalążek pomysłu na tytułową postać, czyli Złego, który rozprawia się z warszawskimi chuliganami, wpadł do głowy Tyrmandowi podczas jazdy pociągiem, kiedy to podsłuchał rozmowę o człowieku, który karze rabusiów w jednym z polskich miast. Początkowo autor planował stworzyć na podstawie tego pomysłu komiks, szybko jednak zmienił zdanie. Całe szczęście, bo siła i największy atut Złego tkwi właśnie w szczegółowych opisach, tworzeniu odpowiedniej atmosfery i oddawaniu sprawiedliwości ówczesnej Warszawie  mieście w trakcie odbudowy, którego obraz śledzimy świeżo po wojnie, kiedy po jego wcześniejszej chwale architektonicznej zostało tylko wspomnienie.

Zły to taka polska postać-legenda, bohater przypominający zagranicznego Zorro albo nawet współczesnych superbohaterów z uniwersum Marvela czy DC. Tajemniczy człowiek o jasnych oczach, pojawiający się znikąd i przynoszący sprawiedliwość, którego kolejne przygody poznamy przede wszystkim na podstawie opowiadania naocznych świadków. W Złym nie będziemy śledzić poczynań tytułowej postaci, jej historia będzie odkrywana fragmentarycznie, aż do samego finału. Zamiast obserwowania codziennych poczynań bohatera, poznamy go z perspektywy innych postaci, posłuchamy co o nim ma do powiedzenia komendant milicji, dziennikarz warszawskiej gazety czy lekarz przyjmujący na pogotowiu pobitych przez Złego zbójów. Zdecydowanie bliższy wgląd otrzymamy do życia codziennego ekipy warszawskich złoczyńców, gdzie będzie nam dane obserwować ich spotkania, pertraktacje i plany wzbogacenia. Zabieg to ciekawy i zapewne na tamte czasy mocno oryginalny  pisanie książki o tytułowym dobrym bohaterze, ale poświęcenie czasu na przedstawienie perspektywy jego niegodziwych przeciwników zdecydowanie się opłaciło. Znajdzie się w powieści także miejsce dla reklamowanego w opisie romansu, jednak nie musimy oczekiwać romantycznych uniesień, bo ta historia miłosna to przede wszystkim porządnie rozpisany wątek, w którym nakreślone zostanie kilka ciekawych charakterów.

Powieść Zły, która zaraz po wydaniu krytykowana była jako idealny przykład grafomaństwa, przetrwała próbę czasu, a nawet zyskała nowej jakości lata po wydaniu. Oprócz wspomnianej już wcześniej wycieczki do stolicy przeszłości, czeka nas także powrót do słownictwa, które trochę już ucieka, do obserwowania przykładów spędzania wolnego czasu sprzed pół wieku, do zatłoczonych kawiarni, w których toczy się życie towarzyskie. Wszystko to pięknie napisane, opisy, które działają na wyobraźnię, a dialogi między postaciami naturalne i ponadczasowe. Nie każdy potrafi napisać tak intrygującą scenę na kilkanaście stron, w której dwoje osób po prostu rozmawia, a Tyrmand poradził sobie z tym zadaniem pierwszorzędnie. Chyba pozostaje powtórzyć za rzeszą fanów autora, że Zły jest tak naprawdę bardzo dobry i każdemu taką wycieczkę do Warszawy przeszłości serdecznie polecam.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MG.

niedziela, 15 listopada 2020

„Opowieści: Białe noce, Cudza żona, Sen wujaszka, Krokodyl” Fiodor Dostojewski - jesienna dawka klasyki

*Opowieści: Białe noce, Cudza żona, Sen wujaszka, Krokodyl*
Fiodor Dostojewski

*Język oryginalny:* rosyjski
*Gatunek:* literatura piękna
*Forma:* zbiór opowiadań
*Liczba stron:* 280
*Wydawnictwo:* MG

 Nowy sen – nowe szczęście! Nowa dawka subtelnej, rozkosznej trucizny!
*Krótko o fabule:*
Fiodor Dostojewski – mistrz zaglądania do duszy – w czterech nowelach, które prezentujemy Państwu w tym tomie opowiada cztery cudownie różne historie. 
- opis wydawcy


*Moja ocena:*

Co roku kiedy na zewnątrz robi się chłodniej, dni stają się krótsze, a liście nabierają złotych kolorów to nachodzi mnie ochota na literaturę klasyczną. Szczęśliwym trafem wydawnictwo MG niedawno wydało zbiór opowiadań autorstwa Fiodora Dostojewskiego, więc nie dość, że wpadła mi w ręce klasyka literatury to na dodatek rosyjska. Lepszego kompana w jesiennej melancholii chyba znaleźć nie można. 

Tym razem nie jest to pełnowymiarowa powieść, a cztery krótsze teksty. Do tej pory nie miałam do czynienia z formą opowiadania w wykonaniu Dostojewskiego, tym bardziej byłam ciekawa jak w niej wypadnie. Oczywiście, nie ma co dyskutować - autor był geniuszem i czytanie jego prozy to bardzo satysfakcjonujące doznanie. 

W Białych nocach, opowiadaniu otwierającym całość poznajemy mężczyznę-samotnika, marzyciela, który wieczorami włóczy się ulicami Sankt Petersburga. Akcja całej historii trwa cztery noce. Pierwszej mężczyzna spotyka zapłakaną kobietę, dla której przełamuje swoją nieśmiałość i rozpoczyna rozmowę. Szybko się okazuje, że to jego bratnia dusza, samotna dziewczyna w wielkim mieście, nieszczęśliwie zakochana. Spędzają sporo czasu na rozmowie, a nasz główny bohater szybko traci dla niej głowę. To opowieść o nadziei na spotkanie ukochanej, o rozczarowaniach, które sprowadza nam życie, o tym że czasami warto zrobić pierwszy krok. Czytało się je wspaniale.

Kolejnym tytułem jest Cudza żona. W tym przypadku mamy do czynienia z zazdrosnym mężem i jego perypetiami, kiedy próbuje nakryć swoją (chociaż jak sam utrzymuje - „cudzą”) żonę na zdradzie. Ta krótka historia okazała się bardzo lekka i przechylała się w stronę tragikomedii. Temat faktycznie jest dość poważny, bo zazdrość w związku potrafi mocno namieszać, ale to uczucie popycha bohatera do ekstremalnych wyczynów, łącznie z wparowaniem do czyjegoś mieszkania, a później ukrywaniem się pod łóżkiem. Ten moment najmocniej zapadł mi w pamięci, a całość - przyjemna do przeczytania, jednak nie zostaje z czytelnikiem na dłużej.

Sen wujaszka to najdłuższe opowiadanie w zbiorze i moim zdaniem najlepsze. Co prawda, Białe noce także bardzo przypadły mi do gustu (ach, ten klimat nocnego Petersburga ma w sobie jakiś czar), ale Sen wujaszka najmocniej mnie zaintrygował. Chyba to świadczy o tym, że jednak preferuję dłuższe formy w wykonaniu Dostojewskiego. Tutaj mamy więcej szczegółów, bohaterowie dostają historie z przeszłości, które powoli odkrywane potrafią rzucić nowe światło na wydarzenia. A głównym wyjściem do akcji jest przyjazd bogatego księcia, tytułowego wujaszka, do domu Marii Aleksandrowny, która posiada pannę na wydaniu (właściwie nazywaną już w otoczeniu starą panną). Zaczyna się gra, zimna kalkulacja jak tutaj staremu księciu zareklamować swoją córkę, zachęcić go do zaręczyn. Majątek księcia jest pokaźny, a główna bohaterka ma plan. Oczywiście szybko okazuje się, że jedna wpadka potrafi zrujnować wszystkie założenia, a miłości nie da się narzucić, szczególnie komuś kto już raz kochał.

Tytułem zamykającym całość jest Krokodyl, mocno abstrakcyjne opowiadanie o mężczyźnie zjedzonym przez krokodyla. Człowiek nie zostaje przez gada strawiony, a zaczyna egzystować w jego wnętrzu, stając się lokalną sensacją. Mężczyzna w nowym położeniu czuje się dobrze i nie zamierza go opuszczać. Na zewnątrz zostawia przyjaciela, który prowadzi narrację opowiadania i żonę, szybko przenoszącą uczucia na odwiedzających ją towarzyszy. Historia krótka, zabawna i warta poznania.

Niektórzy mówią o Fiodorze Dostojewskim, że to on „odkrył podświadomość”, ponieważ tak umiejętnie potrafił pokazywać meandry ludzkiej psychiki. W tych czterech opowiadaniach zawartych jest wiele opisów ludzkich namiętności, z miłością na czele, ujętych z różnej perspektywy. Czasem człowieka niszczy zazdrość, czasem chęć sławy, czasem myśl o zysku - to wszystko w tych krótkich historiach znajdziemy. Napisane tak, że jesienne przesiadywanie pod kocem, kiedy na zewnątrz panują egipskie ciemności stanie się pełniejszym doświadczeniem.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

sobota, 17 października 2020

„Niebezpieczne związki” Pierre Choderlos de Laclos - bezlitosna zabawa uczuciami

„Niebezpieczne związki”
Pierre Choderlos de Laclos

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1782
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: MG

Co za pewność siebie u tego człowieka, który ośmiela się zasypiać spokojnie, gdy obrażona przezeń kobieta nie zemściła się jeszcze.

Krótko o fabule:
Czy miłość może zabić? U źródeł intrygi leży urażona ambicja pięknej markizy de Merteuil. Aby zemścić się na mężczyźnie, który przedłożył nad jej wdzięki świeżość i niewinność wychowanego w klasztorze dziewczęcia, namawia dawnego kochanka, wicehrabiego de Valmont, aby uwiódł Cecylię de Volanges – właśnie ową cnotliwą i naiwną pannę. Pragnie, aby młody małżonek znalazł w swoim łożu zamiast zawstydzonej dziewicy wyrafinowaną kochankę. Valmont początkowo odmawia, gdyż nudzi go perspektywa łatwej zdobyczy, zwłaszcza że zafascynowany jest niedostępną pięknością – prezydentową de Tourvel. W przeciwieństwie do markizy, która jedynie udaje cnotliwą i pobożną damę, pani de Tourvel rzeczywiście zasługuje na swoją znakomitą reputację; dlatego też cyniczny Valmont traktuje ten podbój jako wielkie wyzwanie. Markiza musi więc działać innymi sposobami: jako przyjaciółka matki Cecylii często widuje młodą dziewczynę. Stopniowo zdobywa zaufanie dziewczyny, staje się powiernicą i doradczynią. Widząc odwzajemnione zainteresowanie młodej panny kawalerem Danceny, podsyca je i steruje wydarzeniami, by wzniecić ogień uczucia Cecylii…
- opis wydawcy 


Moja ocena:

Rok 1782, Francja. Laclos wydaje Niebezpieczne związki i od razu wybucha skandal, ludzie oburzają się tę przepełnioną miłosnymi igraszkami deprawującą treść, a sama powieść zostaje zakazana - we Francji nie można było jej czytać od 1815 aż do 1875 roku. Tyle kontrowersji wokół książki sprawia, że tym bardziej wszyscy są nią zainteresowani, także staje się prawdziwym bestsellerem i wkrada się do grona klasyków literatury. 

Ja popełniłam jeden podstawowy błąd: przed sięgnięciem po powieść obejrzałam film z 1988 roku w reżyserii Stephena Frears. Swoją drogą bardzo dobry film ze świetnymi popisami aktorskimi Glenn Close i Johna Malkovicha w rolach głównych. W pewnym stopniu odebrałam sobie radość z poznawania tej historii i zagłębiania się w zawiłe intrygi oraz obrzydliwe knowania zepsutych bogaczy. Bez znajomości treści byłabym zapewne mocniej zaintrygowana, ale na szczęście sama lektura kryła o wiele więcej wrażeń. Także i tak trudno było się od czytania oderwać. 

Niebezpieczne związki napisane są w formie ponad stu listów. Korespondencja dotyczy przede wszystkim dwójki słynnych i cenionych arystokratów: markizy de Merteuil i wicehrabiego Valmonta. Ich listów jest chyba najwięcej i są one najdłuższe - zajmują się w nich przede wszystkim detalicznym planowaniem uwiedzenia konkretnych bohaterów, ale będą nam również opowiadać historie z ich otoczenia, poznamy dzięki nim sporo plotek. Autorów listów będzie jednak więcej, każdy z ważnych bohaterów będzie prowadził swój wątek - Cecylia pisuje do swojej przyjaciółki z klasztoru, pani de Tourvel do zaufanej bliskiej osoby - ten zabieg pozwolił na ciągłe zmiany punktu widzenia (szczególnie przydatne w momentach, kiedy różne osoby opisują to samo wydarzenie), a dodatkowo, sprawia że powieść staje się wielowarstwowa. Będziemy mogli zobaczyć rozterki kobiet, które zostają wplątane w intrygę, obserwować jak powoli zaczynają coraz głębiej wpadać w sieć rozstawioną przez wicehrabiego i markizę.

źródło

Zainteresowanie tą powieścią epistolarną wydaje się niegasnące, kolejne pokolenia czytelników zagłębiają się w arystokratyczny świat Francji XVIII wieku i zdają się znajdować tam coś dla siebie. Autor zasłużył sobie na tę uwagę, ponieważ jego postaci są przemyślane, mają mocne podstawy psychologiczne, ich charaktery są żywe i wzbudzają emocje. Valmont i de Merteuil to postacie napędzane znudzeniem, szukają sobie rozrywki mieszając w życiu innych, cieszy ich psucie kolejnych osób, szerzenie deprawacji, sami znajdują uciechę w zmienianiu partnerów łóżkowych i w wielu podbojach seksualnych. Główni bohaterowie, którzy są tak naprawdę czarnymi charakterami historii tym bardziej zaciekawiają czytelnika. 

Książka ta pozostaje również zapisem minionej epoki. Wydana na krótko przed rewolucją pokazuje jak wyglądało życie ówczesnej arystokracji zamkniętej w pałacach, z nudów oddającej się gorszącym czynom. Pozwalają sobie na nie, dopóki nikt o nich nie wie. To społeczeństwo szuka sensacji w życiu innych, uwielbia plotki i pragnie poniżyć znajomych, a najlepiej doprowadzić do skandalu. Samemu w tym wszystkim pozostać bez skazy w opinii publicznej. W tym społeczeństwie nie ma miejsca dla szczerości, prawdy, jeżeli ktoś ma zasady moralne zostaje od razu okrzyknięty na salonach „świętoszką” i niemal wykluczony z towarzystwa. 

Niebezpieczne związki mimo swoich lat wciąż zachęcają uniwersalnymi tematami, znajdziemy wśród nich m. in. zemstę, zazdrość, pożądanie i miłość. Z ekscytacją ogląda się jak skrupulatnie utkana intryga ulega rozpadowi kiedy ludzie nie chcą dokonywać kroków, które zostały im wybrane przez innych bohaterów. Okazuje się, że nie da się przewidzieć ludzkiego zachowania, ludzkich uczuć, a miłość traktowana jako zabawa towarzyska z komedii przeradza się w tragedię głównych intrygantów. 

I na koniec dodam tylko, że tłumaczenie Tadeusza Boya-Żeleńskiego to perełka.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

poniedziałek, 16 marca 2020

„Dobre żony” Louisa May Alcott - trudy i znoje życia dorosłego

*Dobre żony*
Louisa May Alcott

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Good Wives
*Gatunek:* społeczna/obyczajowa
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1869
*Liczba stron:* 445
*Wydawnictwo:* MG 

Mężczyźnie rzadko się to zdarza, bo jeżeli kobieta podaje radę, pan świata dopiero wówczas ją przyjmuje, gdy wmówi w siebie, że właśnie zamierzał to samo uczynić.
*Krótko o fabule:*
Upłynęło kilka lat i dziewczęta powoli wkraczają w inny świat, dorośleją, zmieniają się, przeżywają smutki i rozczarowania, nawet tragedie, ale jednocześnie życie nie skąpi im także radosnych i szczęśliwych chwil. Cztery siostry - cztery różne drogi życiowe.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Tym razem zacznę od trochę innej strony niż zwykle. Otóż, warto pozachwycać się krótko nad nowymi wydaniami książek Alcott, które będą ozdobą każdej biblioteczki. Jako że klasyczna historia sióstr March, mająca początek w Małych kobietkach, należy do kanonu powieści dziecięcych/młodzieżowych to warto mieć ją na swojej półce. Szczególnie w tym wydaniu: twarda oprawa, obicie materiałem, proste, ale przepiękne rysunki w środku. Po prostu wspaniała robota wydawnicza, człowiek wręcz nie może się napatrzyć.

Oczekiwałam z niecierpliwością kiedy uda mi się zasiąść do lektury drugiej części Małych kobietek. Pierwszy tom to niejako wprowadzenie, przedstawienie postaci w ich młodzieńczych latach, ale czytelnik szybko odczuwa, że ostatni rozdział powieści jest zawieszony w powietrzu - wiemy, że to dopiero początek ich poważnych przygód.

Tak się złożyło, że między lekturą pierwszego i drugiego tomu udało mi się obejrzeć ekranizację Małych kobietek w reżyserii Grety Gerwig. Film obejmuje wydarzenia z dwóch części, więc siłą rzeczy zaspoilerował mi sporo historii opisanych przez Alcott. Nie odebrał mi za to przyjemności z czytania. Przez to, że ekranizacja tak bardzo mi się spodobała jeszcze milej było mi wrócić do znanych bohaterów. Tym razem miałam przed oczami aktorów z filmu, ale dodawało to tylko więcej życia i energii każdej z postaci. Także wiadomo, że lepiej najpierw przeczytać książkę, a później zobaczyć film, jednak jeżeli jesteście po seansie to możecie spokojnie sięgnąć po oryginał, żeby poznać szerszy obraz i liczne historie, na które nie znalazło się miejsce w ekranizacji.

źródło
Dobre żony to powieść mniej cukierkowa niż pierwsza część przygód sióstr March. Całe szczęście, bo przyznaję, że drugiej takiej dawki słodyczy mogłabym nie przetrawić. Wraz z mijającym okresem dzieciństwa panny March doświadczają trudów związanych z dorosłym życiem, a całość jawi się w o wiele ciemniejszych barwach. To wciąż nie jest dramatyczna powieść, ale zawiera w sobie kilka wydarzeń tragicznych, wystawia naszych bohaterów na próbę charakteru i siły woli. To, co mnie najbardziej kupiło to nieoczywiste wybory niektórych postaci. Czytelnik zdecydowanie miał w głowie pewien schemat, według którego mogła się potoczyć historia dziewcząt, a szczególnie niekonwencjonalnej Jo. Alcott jednak idzie tutaj pod prąd i nie daje nam typowych rozwiązań. Przyznaję, że to, na które się finalnie zdecydowała nie do końca mnie przekonuje - wierzę jednak, że wydawcy w tamtych czasach naciskali na zakończenia w tym rodzaju. Bardzo dobrze komentuje to Gerwig w najnowszej ekranizacji, oddając słuszność słowu napisanemu, ale dopowiadając historię ówczesnych pisarzy literatury młodzieżowej, skierowanej przede wszystkim do młodych panien.

Rzadko z taką sytuacją się spotykam, ale muszę przyznać, że w przypadku Małych kobietek to druga część wypada ciekawiej. Chociaż najlepiej byłoby potraktować tę historię jako całość, bo pierwszy tom faktycznie tylko lekko wprowadza nas w świat postaci, a dopiero drugi pozwala poznać ich charaktery. To z lektury Dobrych żon będziemy mogli wyciągnąć wnioski na przyszłość, nauczyć się czegoś na podstawie historii bohaterek. To tutaj znajdziemy podsumowanie bez zbędnego moralizatorstwa (szczególnie ze strony matki dziewcząt). Patrząc na życie poszczególnych postaci zaobserwujemy, że każdemu czasami zdarzy się zły dzień, w którym strzeli gafę w towarzystwie i trzeba się z tym pogodzić; że warto postępować zgodnie ze sobą i swoim sumieniem, a nie tak, żeby zadowolić wszystkich wokół; że każdy ma szansę popracować nad swoimi wadami i wyjść na prostą; że po prostu dobrze jest cieszyć się z małych chwil w życiu. Najważniejsze jednak, że po każdej, nawet najgorszej dla nas burzy, wyjdzie w końcu słońce - czasami trzeba na nie po prostu dłużej poczekać. Bywają momenty kiedy taka lektura z prostym, pozytywnym przekazem jest najlepszym czytelniczym wyborem.

środa, 17 kwietnia 2019

Nic nie trwa wiecznie - „Wspaniałość Ambersonów” Booth Tarkington



*Wspaniałość Ambersonów*
Newton Booth Tarkington

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Magnificent Ambersons
*Gatunek:* literatura piękna / obyczajowa
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1918
*Liczba stron:* 320
*Wydawnictwo:* MG
- Stare czasy? - Morgan zaśmiał się wesoło od drzwi. - Wcale nie! Nie ma starych czasów. Kiedy czasy mijają, nie są stare, ale martwe! Nie ma żadnych innych czasów, tylko nowe!
*Krótko o fabule:*
Ambersonowie to najznakomitsza rodzina w mieście. Mieszkają w wielkim domu, wydają fantastyczne przyjęcia, wbrew upływającemu czasowi przeciwstawiają się wszelkim zmianom. Isabel, dziedziczka fortuny, wychodzi za mąż za człowieka całym życiem oddanego jedynie interesom. Wynagradza jej to syn, George, którego kobieta uwielbia ponad wszystko.   
Po wielu latach w mieście zjawia się jej przyjaciel z młodości, teraz biznesmen inwestujący w automobile; towarzyszy mu dorosła córka, Lucy.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Ponownie dzięki wydawnictwu MG możemy sięgnąć po niedostępną wcześniej klasykę. Tym razem to powieść Bootha Tarkingtona, Wspaniałość Ambersonów. Książka w 1919 roku zdobyła nagrodę Pulitzera w kategorii fikcja (jako druga książka w historii), a w 1942 roku została zekranizowana przez legendarnego Orsona Wellesa. Jest to druga część trylogii The Growth, ale nie przejmujcie się, nie są one powiązane fabularnie, a nawet akcja pierwszej części umiejscowiona jest w czasach późniejszych niż we Wspaniałości Ambersonów. Toteż znajomość poprzedniczki nie jest nam wcale potrzebna do poznania historii z drugiej części.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam tytuł książki to mgliście przypomniałam sobie, że już go gdzieś słyszałam. Szybko okazało się, że to za sprawą głośnej ekranizacji, którą bardzo chcę obejrzeć, a nie dlatego, że to żelazna, amerykańska klasyka. Wielu z Was słyszało wcześniej o Tarkingtonie? Bo ja wcale. Trochę to dziwne, bo należy on do słynnej trójki pisarzy, którzy za swoją twórczość otrzymali więcej niż jedną nagrodę Pulitzera. Podobno teraz coraz mniej się o nim pamięta, chociaż w latach 1910/1920 był uważany za jednego z najlepszych autorów amerykańskich.

Wspaniałość Ambersonów z pozoru wydaje się zwykłą historyczną obyczajówką, ot, historia pewnej zamożnej rodziny na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Jakimś sposobem jednak Tarkington pchnął w nią tyle czaru, że zostaje z czytelnikiem na dłużej. Patrząc na nią z perspektywy czasu trudno nie docenić historycznej wartości, jaką ze sobą niesie. Autor opisuje perypetie Ambersonów od środka, dzieląc się z nami emocjami bohaterów, ale nie szczędzi czytelnikowi ogólnej perspektywy, widoku na zmiany społeczne, gospodarcze i technologiczne. Wszystko w bardzo lekkiej formie, w towarzystwie charyzmatycznych bohaterów.

plakat słynnej ekranizacji, źródło
Rzewnie się człowiekowi robi kiedy przygląda się czasom, które minęły. Ogromna willa Ambersonów, z mnóstwem pokojów, służbą, stajniami i łąkami powoli zostaje zjadana przez rewolucję przemysłową, a zielone miasteczko przeradza się w szare, zadymione miasto. My, czytelnicy, znając kolej rzeczy i wiedząc w którą stronę zmierza fabuła, wciąż z niegasnącym zainteresowaniem przyglądamy się reakcjom bohaterów na te zmiany. Przyglądamy się tej walce światopoglądów - rozpieszczony panicz George, który nie potrafi sobie wmówić, że przyjdzie czas kiedy automobile zastąpią wozy zaprzęgnięte w konie kontra Eugene, który nie może się tej przełomowej chwili doczekać.

Autor pokusił się o dość odważne posunięcie - stworzył głównego bohatera, którego trudno polubić. George jest rozpuszczony, arogancki, dumny i wyniosły. Kiedy zaczynamy szukać w nim dobrych cech i już, już, coś zaczynamy dostrzegać to za chwilę postępuje w sposób, który znowu musimy skrytykować. To postać, która popełnia całą masę świadomych błędów, które wynikają z jego potwornego charakteru. Co zatem się dzieje między pierwszą a ostatnią stroną, że po zamknięciu jednak temu George'owi współczujemy i życzymy mu jak najlepiej? O tym musicie się przekonać sami.

Fabuła książki jest dość nieskomplikowana, a jednocześnie sporo tam pojawia się wątków, które na tyle się przeplatają, że co jakiś czas inny z nich wydaje się być wątkiem głównym. Mamy na pewno temat zamożnej rodziny, która trzyma w ryzach całe miasto, takiej dynastii, która miała ogromny wpływ na budowanie społeczności. Świetnie poprowadzony, dający wgląd na zmiany w postaci konkretnej rodziny, której lata świetności zaczynają przemijać. Poznamy też historię romantyczną, w której to naszego krnąbrnego George'a oczarowuje rezolutna Lucy. Przyjrzymy się perypetiom rodzinnym, więzom między rodzeństwem, między matką a synem (przy których łatwo o wzruszenie). Znajdzie się także miejsce na rozwijanie fabryki automobili i licznych przejażdżek tymi pojazdami. I pojawi się również wątek miłosny z przeszłości. Także sporo tutaj treści, przy której trudno się nudzić. Jeżeli mogłabym się czegoś przyczepić to może środek jest troszeczkę słabszy i mniej angażujący, ale wydaje mi się, że to dlatego, że początek i koniec są aż tak dobre.

Wspaniałość Ambersonów to klasyka, którą bardzo łatwo da się polubić. Ma wartką akcję, rozłożoną na dość niewielu stronach, ciekawych, różnorodnych bohaterów, zmiany społeczno-gospodarcze w tle i kilka zaskakujących punktów zwrotnych w historii. Przede wszystkim jednak pokazuje nam, że dobra materialne są kruche i dają pozorny obraz szczęścia, a więzy rodzinne, które traktujemy jako pewnik w swoim życiu są zbyt często niedoceniane. Ponadto na przykładzie bohaterów zobaczymy, że człowiek ma prawo błądzić, ale my powinniśmy dać mu później szansę na odkupienie. Bo każdy na takową zasługuje.


Moja ocena: 8+/10




Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka