Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mg. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 kwietnia 2021

„Zły” Leopold Tyrmand – tropem chuliganów w Warszawie z połowy XX wieku

„Zły
Leopold Tyrmand

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1955
Liczba stron: 774
Wydawnictwo: MG

Ludzie czekający w życiu na coś dzielą się na dwie kategorie: na tych, którzy wiedzą, na co czekają, i na tych, którzy tego nie wiedzą, a tylko czekają.


Opis wydawcy
Zaczyna się od tajemniczych napadów. Z tym, że wszyscy atakowani – to bandziory. Ludowa milicja staje na głowie, by dostać jedynego sprawiedliwego, szeryfa bez twarzy, który sprawia, że ludzie zaczynają się czuć bezpieczni. Podziemny światek Warszawy rusza na wojnę. Bohater ma tylko jeden znak rozpoznawczy, niezwykłe, świetliste spojrzenie. A dodatkowo w tle historia miłosna, której osią jest Marta Majewska, niechcący wciągnięta w przestępcze życie Warszawy.

Moja recenzja

Najgłośniejszy polski kryminał, napisany w czasach PRL-u, bestseller, który po premierze rozchodził się jak świeże bułeczki, powieść, którą każdy obywatel naszego kraju powinien przeczytać  z tego typu hasłami spotykałam już od jakiegoś czasu, zanim chociażby zerknęłam na grzbiet książki Leopolda Tyrmanda. Trzeba przyznać, że wbrew temu, co sugeruje tytuł, o Złym można przeczytać sporo dobrych opiniiWznowienie powieści przez wydawnictwo MG nakłoniło mnie, żeby w końcu przekonać się na własnej skórze czy podzielę te zachwyty i zrozumiem fenomen klasyki polskiego kryminału.

Początek do łatwych nie należał. Pisząc „początek” mam na myśli pierwsze sto stron. W tym przypadku rozchodzi się o to, że książka jest bardzo rozbudowana fabularnie, ma spore grono bohaterów, historia toczy się wielowątkowo, a kiedy myślimy, że już chyba wystarczy, że więcej postaci i tak już nie uda nam się zapamiętać, to przedstawiany jest nam kolejny jegomość. Wydarzenia poboczne również nabierają rozpędu, a autor poświęca czas na oddanie detali każdej sceny. Także zamiast się męczyć, zostawiłam tę lekturę na jakiś czas i dopiero gdy ochota na czytanie powróciła, to zrobiłam do niej drugie podejście. I wtedy zażarło.

Próżno doszukiwać się w Złym głównego bohatera. Gdyby jednak trzeba było wybrać tego jednego, który gra tutaj pierwsze skrzypce, to w moich oczach byłaby nim Warszawa. Miasto, które w każdym kolejnym rozdziale poznajemy trochę bliżej  czy to warszawskich fryzjerów, czy warszawskie targi, czy warszawskie tramwaje  to właśnie charakterystyka miasta nadaje książce odpowiednią atmosferę, a przeniesienie się w przeszłość stolicy sprawia sporo radości, nawet osobom, które topografię Warszawy znają słabo, tak jak ja. Tyrmand potrafi czarować słowem, toteż szybko w tę peerelowską wersję świata wnikamy, widzimy sporo podobieństw i różnic w scenach życia codziennego, porównując je ze współczesnymi obserwacjami, ale przede wszystkim chłoniemy kolejne opisy z czystą przyjemnością.

źródło

Podobno sam zalążek pomysłu na tytułową postać, czyli Złego, który rozprawia się z warszawskimi chuliganami, wpadł do głowy Tyrmandowi podczas jazdy pociągiem, kiedy to podsłuchał rozmowę o człowieku, który karze rabusiów w jednym z polskich miast. Początkowo autor planował stworzyć na podstawie tego pomysłu komiks, szybko jednak zmienił zdanie. Całe szczęście, bo siła i największy atut Złego tkwi właśnie w szczegółowych opisach, tworzeniu odpowiedniej atmosfery i oddawaniu sprawiedliwości ówczesnej Warszawie  mieście w trakcie odbudowy, którego obraz śledzimy świeżo po wojnie, kiedy po jego wcześniejszej chwale architektonicznej zostało tylko wspomnienie.

Zły to taka polska postać-legenda, bohater przypominający zagranicznego Zorro albo nawet współczesnych superbohaterów z uniwersum Marvela czy DC. Tajemniczy człowiek o jasnych oczach, pojawiający się znikąd i przynoszący sprawiedliwość, którego kolejne przygody poznamy przede wszystkim na podstawie opowiadania naocznych świadków. W Złym nie będziemy śledzić poczynań tytułowej postaci, jej historia będzie odkrywana fragmentarycznie, aż do samego finału. Zamiast obserwowania codziennych poczynań bohatera, poznamy go z perspektywy innych postaci, posłuchamy co o nim ma do powiedzenia komendant milicji, dziennikarz warszawskiej gazety czy lekarz przyjmujący na pogotowiu pobitych przez Złego zbójów. Zdecydowanie bliższy wgląd otrzymamy do życia codziennego ekipy warszawskich złoczyńców, gdzie będzie nam dane obserwować ich spotkania, pertraktacje i plany wzbogacenia. Zabieg to ciekawy i zapewne na tamte czasy mocno oryginalny  pisanie książki o tytułowym dobrym bohaterze, ale poświęcenie czasu na przedstawienie perspektywy jego niegodziwych przeciwników zdecydowanie się opłaciło. Znajdzie się w powieści także miejsce dla reklamowanego w opisie romansu, jednak nie musimy oczekiwać romantycznych uniesień, bo ta historia miłosna to przede wszystkim porządnie rozpisany wątek, w którym nakreślone zostanie kilka ciekawych charakterów.

Powieść Zły, która zaraz po wydaniu krytykowana była jako idealny przykład grafomaństwa, przetrwała próbę czasu, a nawet zyskała nowej jakości lata po wydaniu. Oprócz wspomnianej już wcześniej wycieczki do stolicy przeszłości, czeka nas także powrót do słownictwa, które trochę już ucieka, do obserwowania przykładów spędzania wolnego czasu sprzed pół wieku, do zatłoczonych kawiarni, w których toczy się życie towarzyskie. Wszystko to pięknie napisane, opisy, które działają na wyobraźnię, a dialogi między postaciami naturalne i ponadczasowe. Nie każdy potrafi napisać tak intrygującą scenę na kilkanaście stron, w której dwoje osób po prostu rozmawia, a Tyrmand poradził sobie z tym zadaniem pierwszorzędnie. Chyba pozostaje powtórzyć za rzeszą fanów autora, że Zły jest tak naprawdę bardzo dobry i każdemu taką wycieczkę do Warszawy przeszłości serdecznie polecam.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MG.

sobota, 1 września 2018

Polskie legendy w magicznej odsłonie - „Stara baśń” Józef Ignacy Kraszewski



*Stara baśń*
Józef Ignacy Kraszewski

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* literatura polska
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1876
*Liczba stron:* 395
*Wydawnictwo:* MG
Każdy żyje, jako woli, a do kupy się zebrać i w kupie zespolić - najtrudniejsza rzecz.  

*Krótko o fabule:*
Władzę sprawuje okrutny kneź, Chwostek, oraz jego żona – Niemka Brunhilda. Oboje marzą o wprowadzeniu władzy absolutnej, podobnej do tej, jaką mają władcy w Niemczech. Nie odpowiada to miejscowym kmieciom nawykłym do poszanowania swobód przez rządzących. Kneź pewny swojej siły działa coraz bezwzględniej. Kiedy wybucha bunt, wzywa na pomoc niemieckich popleczników.
- opis wydawcy 
*Moja ocena:*
Każdy z nas zna legendę o Wandzie, co nie chciała Niemca albo o Popielu zjedzonym przez myszy. Te historie z minionych czasów niezmiennie fascynują młodych ludzi, którzy poznają je jako początki powstawania państwa polskiego. Mnie akurat bardzo wciągały i zawsze z przyjemnością chłonęłam wszystko co dotyczyło tak zamierzchłych czasów. Stara baśń nie była moją lekturą szkolną, więc sięgnęłam po nią po raz pierwszy dopiero teraz.

Józef Ignacy Kraszewski kojarzył mi się najbardziej jako autor znanego wiersza - Dziad i baba. Przeżyłam spore zaskoczenie kiedy dowiedziałam się jak bardzo płodny to był pisarz. Ponad 220 powieści, 150 opowiadań, nowel, do tego utwory dramatyczne, zbiory wierszy i wiele innych. Trafił nawet na listę rekordów Guinnessa jako autor największej liczby powieści. Podobno trzymał bardzo mocną dyscyplinę - wstawał codziennie o 8 rano, do wieczora spędzał czas na czytaniu, grze na fortepianie, a o 19 siadał do biurka i pisał do 2 w nocy.

Początek Starej baśni jest dość ciężki, nie ma co się oszukiwać. Rozumiem, że wiele osób może odstraszyć na dobre od czytania lektur. Staropolski język, sporo opisów, niezrozumiałych zwrotów - wszystko to nie sprzyja miłemu rozpoczęciu przygody. Na szczęście ja sięgnęłam po książkę dobrowolnie i postanowiłam trwać przy postanowieniu dotarcia do jej końca. Wyszło na dobre, bo po kilkudziesięciu stronach czytelnik do języka się przyzwyczaja, a akcja zdecydowanie nabiera rozpędu. Dlatego na pewno nie warto się zrażać na początku, uwierzcie mi na słowo - im dalej, tym lepiej!

zdjęcie z ekranizacji, źródło
Przede wszystkim Kraszewski wspaniale oddał klimat tamtych czasów, przekazał jak wyglądało codzienne życie Polan, jakie wykonywali prace, jak wyglądały ich wierzenia. Postaci słowiańskich bogów często się tutaj przewijają, duchowość jest bardzo ważnym aspektem - wierzy się we wróżby i obawia kobiet, uważanych za czarownice. Podobało mi się, że mogliśmy zaznajomić się z tradycją związaną z odbywaniem wesela, a także pogrzebu (w tamtych czasach zmarłych palono, a kobiety często wchodziły na stos za swoimi mężami - przerażające). Te fragmenty były niezwykle interesujące. Dla równowagi, pojawiały się momenty, które trochę mniej mnie frapowały. W ogóle wydaje mi się, że powieść jest trochę nierówna - chwilami łapie za gardło i mocno trzyma, innym razem trochę przynudza albo skupia się na mniej interesujących watkach.

Podobał mi się pomysł na przeplatanie dwóch głównych osi fabularnych - walki kmieci z Chwostkiem i wątek romantyczny Domana z Dziwą. Przyznam, że oba były naprawdę wciągające i angażujące. Kraszewskiemu zdarzało się dość często zbaczać z drogi i opisywać sporo wątków pobocznych, co wychodziło różnie. Muszę jednak zaznaczyć, że bardzo podobały mi się niektóre poboczne postaci, jak Znosek czy wiedźma Jarucha. Byli to bohaterowie, których zawsze witałam z rosnącym zainteresowaniem.

Ogólnie po przeczytaniu tej książki nasuwa mi się porównanie do współczesnej fantastyki. Mamy na pierwszym planie walkę z tyranem, którego wspiera żona, pochodząca z innego kraju. Mamy bunt w państwie, ludzi spotykających się na wiecach i zdecydowanych iść na wojnę ze swoim władcą. Mamy też wątek miłosny, gdzie mężczyzna - odważny wojownik zakochuje się w pięknej kobiecie, która przysięgła życie służbie bogom. I chyba właśnie dlatego ta książka sprawiła mi po prostu masę zabawy podczas czytania. Na dodatek fakt, że opiera się jednak na naszej historii dodaje do tego kolejną szczyptę ekscytacji.

Stara baśń to książka, którą każdy Polak powinien przeczytać, ale niekoniecznie pod przymusem. Po prostu warto ją poznać, zaznajomić się z naszą historią, poprzebywać w towarzystwie przodków, dowiedzieć się o ówczesnych obyczajach. Może nie jest to arcydzieło, kilka spraw tutaj kuleje (np. postaci są w większości jednowymiarowe), ale moim zdaniem to wciąż bardzo dobra zabawa. Już nie wspominając o tym, ile dzisiejszych cech naszego krajana można zobaczyć w zachowaniu bohaterów Starej baśni.

Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.


sobota, 16 czerwca 2018

O ludzkich charakterach lekko, ale wnikliwie - „Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania” Antoni Czechow


*Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania*
Antoni Czechow

*Język oryginalny:* rosyjski
*Gatunek:* klasyka
*Forma:* zbiór opowiadań
*Rok pierwszego wydania:* 2018
*Liczba stron:* 172
*Wydawnictwo:* MG
 Rozpowszechniałem po mieście brzydką pogłoskę. Panowie znają doskonale tę pogłoskę. Mówiłem wszystkim: żona moja Alena żyje z policmajstrem Zalichwackim. Tych słów było dość! Nikt w świecie nie śmiał uwijać się koło żony z obawy przed policmajstem. Gdy ją kto zobaczył z daleka, uciekał, co sił, żeby Zalichwacki czego nie pomyślał.
*Krótko o fabule:*
W niniejszym zbiorze: Żarcik oraz inne (bardzo różne) opowiadania przedstawiamy 28 miniatur, w tym uznawane za najsłynniejsze: Śmierć urzędnika i Kameleon.
- opis wydawcy


*Moja ocena:*
Miałam ostatnio ochotę na klasykę w lekkim, nieobszernym wydaniu. Przeglądałam propozycje księgarni internetowych w poszukiwaniu tego wymarzonego zbioru opowiadań. W koszyku wylądował już Mrożek, Iwaszkiewicz i zostało miejsce na moją ulubioną, rosyjską klasykę. Wtem w oczy wpadła mi zapowiedź tego zbioru tekstów, autorstwa Antoniego Czechowa. Wiedziałam, że to nie przypadek i chciałam jak najprędzej zaznajomić się z tymi literackimi miniaturami.

 Antoni Czechow z wykształcenia był lekarzem, ale zamiłowanie do pisania okazało się większe niż prestiż związany z jego dotychczasowym zawodem. Podczas praktyki lekarskiej, jeszcze zanim zdobył sławę, powstała większa część jego utworów. Dzisiaj jego nazwisko najbardziej kojarzone jest z teatrem, a tytuły takie jak Mewa, Wiśniowy sad czy Trzy siostry nadal grane są na deskach wielu słynnych scen. Stanisławski zachwycił się jego twórczością i ich nazwiska razem są wymieniane jako prekursorów teatru realistycznego.

Do tej pory znałam Czechowa właśnie z dramatów. Czytałam Trzy siostry i Wujaszka Wanię, w teatrze byłam na Mewie. Zagłębiając się w jego kolejne teksty czuć tę niesłychaną ponadczasowość, dzięki której wciąż o Czechowie rozmawiamy. Autor postawił sobie za cel nie szukać daleko, opisywać bardzo bliskie, proste historie, ale okraszać je odpowiednią dawką realizmu i świetnie nakreślonymi charakterami. Tym bardziej chciałam zapoznać się również z jego krótkimi formami, a w książce Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania znajdziemy ich aż 28!

źródło
Pierwszym zaskoczeniem była dla mnie długość poszczególnych historii. Są one naprawdę miniaturowe, zajmują raptem kilka stron. Dzięki temu książka od razu staje się świetnym egzemplarzem do przeplatania sobie kolejnych umieszczonych w niej opowiadań z innymi lekturami. Kolejną niespodzianką była ilość humoru, która przewija się na kartach tej książki. Okazuje się, że wszystkie te opowiadania miały wydźwięk satyryczny, częstokroć obijające się wręcz o abstrakcję i ironizujące przedstawione sytuacje. Przede wszystkim Czechow ponownie pokazał się jako znawca ludzkich charakterów, bo wiele zachowań bohaterów kojarzyło się ze znanymi nam przykładami z codziennego życia (żeby wspomnieć chociażby opowiadanie Order). Przepięknie pokazał ludzkie przywary, które okazały się bardzo bliskie i zrozumiałe dla czytelnika, mimo upływu tylu lat od napisania tych krótkich form.

Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania to zdecydowanie zbiór, który warto mieć w swojej biblioteczce. To klasyka, którą pochłania się błyskawicznie i bardzo przyjemnie. Oczywiście znajdą się też teksty, które nie porwą nas i zaraz po przeczytaniu wylecą z głowy, ale dla równowagi było kilka, które zdecydowanie zapadają w pamięć. Do moich ulubieńców zaliczę na pewno tytułowy Żarcik, Kameleon, Śmierć urzędnika, Dzieło sztuki, Dramat, Podrzutek, Order. Wam polecam zapoznać się z tym zbiorem!

Moja ocena: 7/10




Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

sobota, 23 grudnia 2017

Zderzenie oczekiwań z rzeczywistością - „Młokos” Fiodor Dostojewski

Zapewne zauważyliście, że trochę mnie tutaj nie było. Okazało się, że poziom nagromadzonych spraw przedświątecznych po prostu mnie przytłoczył. Na szczęście wylądowałam już w rodzinnym domu i mam nadzieję znaleźć więcej czasu na stronę.
A Wam życzę wesołych świąt! Spędźcie je z bliskimi, spróbujcie zachować spokój, ale nie zachowujcie umiaru w jedzeniu. W końcu wszyscy wiemy, że to na Boże Narodzenie mamy przygotowują najpyszniejsze potrawy ;)

*Młokos*
Fiodor Dostojewski

*Język oryginalny:* rosyjski
*Tytuł oryginału:* Podrostok
*Gatunek:* klasyka
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1875
*Liczba stron:* 624
*Wydawnictwo:* MG

A więc i ty czasami cierpisz nad tym, że myśl nie da się wytłumaczyć słowami! To jest szlachetne cierpienie i dane jest tylko wybranym; głupiec zawsze jest zadowolony z tego, co powiedział, a przy tym zawsze powie więcej, niż trzeba; oni tak lubią na zapas.  

*Krótko o fabule:*
Dziewiętnastoletni Arkadiusz Wiersiłow znajduje się w okolicznościach, które czynią problem wyboru możliwym i nieuniknionym. Możliwość zawiera się w jego młodości, nieukończeniu procesu kształtowania osobowości. Nieuniknioność zawiera się w stanie już zaczętego rozpadu jego osobowości, moralnego i psychicznego. Pisarz pokazuje, jak formuje się ona przez chciwość, żądzę zysku i rozpustę. W dodatku młokos to młody chłopak, który kocha swego ojca, ale do końca nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy jest on bohaterem, czy łajdakiem.  

- opis wydawcy 


*Moja ocena:*
Jesień to moja ulubiona pora na czytanie klasyki, a szczególnie tej rosyjskiej. Nic nie zastąpi wymagającej lektury, gdy na zewnątrz siąpi deszcz i wszędzie panują ciemności. To wtedy potrafię dać się ponieść autorowi i poczuć wszystkie pisane przez niego słowa. Dostojewski pasuje do tego okresu wręcz idealnie, bo mnie klimat jego książek zawsze będzie się kojarzył z ponurym dniem i słońcem schowanym za chmurami. 

Młokos był przedostatnią powieścią Dostojewskiego, po nim napisał jeszcze moich ulubionych Braci Karamazow. Po przeczytaniu kilku jego książek można zauważyć czym się interesował jako autor. Jego bohaterowie za każdym razem są dogłębnie przeanalizowani psychologicznie. To osoby często porywcze, działające pod wpływem chwili i popełniające mnóstwo błędnych decyzji. Jego powieściom zawsze towarzyszy taki ciemny, mroczny klimat, a czytelnik ma przeświadczenie, że bohaterów czeka wiele bólu i cierpienia. Postacie zazwyczaj są targane emocjami, a przy tym popadają w skrajności, przykładowo jeżeli kogoś kochają - to na zabój. Dodatkowo, Fiodor Dostojewski zazwyczaj wybiera swoich bohaterów z takiej „średniej” grupy społecznej, a w trakcie fabuły wprowadza również świat arystokratów i pokazuje zderzenie postaci, pochodzących z różnych stanów.

Wróćmy jednak do samego Młokosa. Tym razem w centrum powieści znajduje się ciekawy konflikt rodzinny, pomiędzy ojcem i synem. Tytułowy młodzik, Arkadiusz, przyjeżdża do miasta z pewnym wyobrażeniem na temat swojego rodziciela, trzeba przyznać, że nienajlepszym. Chłopak jest również naszym narratorem, więc bądźcie pewni, że poznamy jego dogłębne przemyślenia na ten i wiele innych tematów. Przede wszystkim przekaże nam swoją ideę, którą zamierzał kierować się w życiu. Jak to jednak bywa z młodym, temperamentnym chłopakiem - wiele z jego planów zostanie zniszczonych przez niespodziewane wypadki. Często będzie również zmieniał zdanie co do poznanych osób, a konflikty będą eskalować i zmieniać swoich bohaterów. Czyli jak to u Dostojewskiego bywa - dramat będzie gonił dramat.

źródło

Fabuła w Młokosie rozrasta się ze strony na stronę, a tym samym ilość wątków może przytłoczyć. Autor nie zamierza się hamować i stawiając Arkadiusza w centrum wydarzeń, pozwala sobie jednak na tworzenie sporych rozgałęzień fabularnych. Kiedy Makary Iwanowicz zaczyna rozmawiać z młodzikiem, wtrącony zostaje cały rozdział, w którym opowie historię ze swojej przeszłości. Oczywiście, w każdym takim wtrąceniu znajdziemy pewien morał - raz pokazanie, że karma wraca, a w innej (krótkiej historii o nieszczęśliwej dziewczynie z sąsiedztwa) jak nieporozumienie potrafi doprowadzić do tragedii. Dlatego trzeba pamiętać, że Dostojewski nie jest lekki i przyjemny do przyswojenia. Ja nie potrafię go czytać w komunikacji miejskiej bądź kiedy toczą się wokół mnie głośne rozmowy. Potrzebuję ciszy i spokoju, wtedy chłonę prozę autora jak spragniona dobrej literatury gąbka.

Największym plusem tej powieści (jak i każdej Dostojewskiego) są bohaterowie. Na początku zostają czytelnikowi przedstawieni w określonym świetle, tak żeby można się połapać kto jest kim i dlaczego. Jednak te pierwsze wrażenie często okazuje się złudne. Postacie, które wydawały się negatywne nabiorą lepszego wrażenia i odwrotnie. Dostojewski stawia przed swoimi bohaterami wyzwania, które zmuszają ich do dokonywania trudnych wyborów, często mających na celu pogrążenie kogoś innego. Pokazuje nam, jak rozpusta i chciwość potrafią doprowadzić do zgorszenia moralnego. Trochę żałuję, że postacie kobiece (po raz kolejny) zostały przedstawione trochę mniej interesująco. Może to się wiąże z czasami, w których żyły, ale brakowało mi tam więcej ikry. Ciekawy jest za to wątek Wiersiłowa, który niejako ma w sobie dwie osobowości i dowiemy się, że nosi ze sobą jakby złego brata bliźniaka. To wręcz szaleństwo ukryte gdzieś głęboko we wnętrzu człowieka.

Młokos jest lekturą przepełnioną przemyśleniami. Podejrzewam, że każde kolejne podejście do czytania sprawi, że odkryjemy następne prawdy, którymi raczył nas Fiodor Dostojewski. Pod pozorem prostej historii o dość skomplikowanej rodzinie, mogliśmy dowiedzieć się wiele o czasach, w których żył autor, ale także o samej naturze człowieka. Dostojewski zawsze miał pewną łatwość w niszczeniu oczekiwań czytelnika co do dalszych losów bohaterów, dlatego przygotujcie się, że również tutaj zostaniecie zaskoczeni podczas lektury. Polecam!

Moja ocena: 8/10



  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

niedziela, 26 listopada 2017

Poczuć magię świąt - „Dziadek do orzechów” E. T. A. Hoffman


*Dziadek do orzechów*
E. T. A. Hoffman

*Język oryginalny:* niemiecki
*Tytuł oryginału:* Nußknacker und Mausekönig  
*Gatunek:* dziecięca/młodzieżowa
*Forma:* bajki
*Rok pierwszego wydania:* 1816
*Liczba stron:* 188
*Wydawnictwo:* MG
Wielka choinka na środku pokoju obwieszona była mnóstwem złotych i srebrnych jabłek, ze wszystkich gałązek jak pączki i kwiaty wyrastały kandyzowane migdały i kolorowe cukierki, i wszelakie słodkości, jakie tylko można sobie wyobrazić. Jednak za najpiękniejszą rzecz w tym cudownym drzewku uznać należy, że na jego ciemnych gałązkach jak gwiazdki jaśniały setki małych świeczek i że samo drzewko rozbłyskując i migocząc, uprzejmie zapraszało dzieci, by zrywały z niego kwiaty i owoce. 
*Krótko o fabule:*
Jest Wigilia. Siedmioletnia Klara i jej braciszek Fred czekają na świąteczne prezenty. Jak zawsze najwspanialszy dostaną od sędziego Droselmajera, zegarmistrza i wynalazcy, ich chrzestnego ojca; w tym roku jest to wspaniały zamek z poruszającymi się figurkami. Jednak dzieci wolą inne zabawki od mechanicznych cudów skonstruowanych przez sędziego, którymi nie można się tak po prostu bawić: Klara dostaje nowe lalki i śliczną sukienkę, Fred pułk ołowianych huzarów oraz konia na biegunach. Pod choinką jest jeszcze jeden prezent – dziadek do orzechów, w postaci małego człowieczka o dużej głowie i cienkich, krótkich nóżkach; włożenie do jego ust orzecha i pociągnięcie za drewniany płaszczyk powoduje rozłupanie skorupki. Figurka, mimo że brzydka, bardzo przypada do serca Klarze, jej więc zostaje oddana pod opiekę… 
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Zazwyczaj przed świętami następuje wysyp klimatycznych książek, z akcją umieszczoną w okresie Bożego Narodzenia. Zauważyłam, że w większości są one z gatunku obyczajówek/romansów, które to raczej mnie nie interesują. Przez kilka lat żałowałam, że nie ma jakiejś lektury, która mogłaby wprowadzić mnie w klimat świąt. W tym roku znalazłam idealny tytuł. 

E. T. A. Hoffman to niemiecki poeta, tworzący w epoce romantyzmu. Z wykształcenia prawnik, a oprócz pisania zajmował się również rysowaniem karykatur i komponowaniem muzyki. Dzisiaj uważany za prekursora fantastyki grozy, jego twórczość inspirowała m.in. Edgara Allana Poe. 

Napisanie opinii o takiej bajce to trudny orzech do zgryzienia. Wydaje mi się, że w tym przypadku najbardziej liczą się towarzyszące nam uczucia podczas lektury. A te w przypadku Dziadka do orzechów są bardzo pozytywne. Szczególnie, że wznowione wydanie książki robi spore wrażenie i pozwala jeszcze bardziej poczuć klimat nadchodzących świąt. Oprócz cudownej okładki, w środku znajdziemy mnóstwo rysunków autorstwa Bertalla. I możemy je podziwiać niemal na każdej stronie!


Główną bohaterką książki jest Klara, siedmioletnia dziewczynka, która dostaje w prezencie drewnianego dziadka do orzechów. Ten jest trochę nieforemny, głowę ma o wiele większą od tułowia i może nie umywa się do pięknych lalek, które posiada dziewczynka, ale w jakiś sposób ją fascynuje. Akcja zaczyna nabierać rozpędu, kiedy świątecznego wieczoru zabawki dzieci ożywają i dochodzi do bitwy między Dziadkiem do orzechów a Królem Myszy.

Znajdziemy tutaj ciekawie przeprowadzoną narrację, wydaje się, że to wręcz kilka części, składających się w całość. Po wspomnianej wcześniej bitwie, poznajemy przeszłość Króla Myszy, który szuka swojej zemsty, żeby później znowu wrócić do teraźniejszości i powojennych perypetii Dziadka do orzechów. Wydaje mi się, że to bardzo dobry pomysł na utrzymanie czytelnika w ciągłym zainteresowaniu (szczególnie, że ten czytelnik może mieć kilka lat).


Niesamowite jest to, że książka napisana na początku XIX wieku wciąż robi wrażenie na starszych i młodszych czytelnikach. To przepełniona akcją historia o akceptacji, dostrzeganiu wnętrza człowieka, umiejętności spoglądania głębiej, poza cielesną powierzchowność. Na dodatek pokazuje ogrom niepohamowanej dziecięcej wyobraźni. Można też poczuć elementy trochę mrocznego klimatu, mimo otaczającej nas zewsząd słodyczy i lukru. Nie zapominajmy również, że na podstawie tej historii powstał jeden z najbardziej znanych baletów, z muzyką skomponowaną przez Piotra Czajkowskiego. Dziadek do orzechów to klasyka, którą powinno się znać, a okres przedświąteczny nadaje się idealnie do nadrobienia tego tytułu.

Ja zamierzam książkę podarować chrześnicy i liczę, że będziemy razem się dobrze bawić przy jej ponownej lekturze.

Moja ocena: 7/10


  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

środa, 28 czerwca 2017

Przerażające trzęsawiska i psia legenda - „Pies Baskerville'ów” Arthur Conan Doyle



*Pies Baskervillów*
Arthur Conan Doyle

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Hound of the Baskerville  
*Gatunek:* thriller/sensacja/kryminał
*Forma:* opowiadanie
*Rok pierwszego wydania:* 1902
*Liczba stron:* 180
*Wydawnictwo:* MG

Nie ma tak złego mężczyzny, po którym by nie płakała kobieta...
*Krótko o fabule:* 
Genialny detektyw Sherlock Holmes, wraz ze swym asystentem, nieco ociężałym doktorem Watsonem, muszą tym razem zmierzyć się z tajemniczym potworem, przypominającym ogromnego psa, który grasuje na angielskiej prowincji zabijając samotnych wędrowców.
Czy detektywi rzeczywiście stają tym razem wobec paranormalnego zjawiska? Czy ofiary potwora coś łączy?
- opis wydawcy
*Moja ocena:*
Każdy z nas ma chyba taką listę wstydu, na której znajdują się książki, które musimy przeczytać, ale wciąż brakuje na nie czasu. Na mojej można znaleźć całą masę klasyki, którą z mozołem nadrabiam. Najgorsze jest jednak to, że zaczynam to traktować jako takie swoiste zadanie - cel, do którego dążę. Później się okazuje, że klasyka sprawia mi nawet więcej czystej radości i dostarcza rozrywki niż współczesna literatura. Tak było niedawno z Hrabią Monte Christo, tak jest też teraz z Psem Baskervillów.
Nazwisko autora chyba wszyscy znają - Sir Arthur Ignatius Conan Doyle. Z wykształcenia lekarz, z pasją poświęcił się jednak pisaniu powieści. Najbardziej znaną postacią przez niego wykreowaną jest oczywiście Sherlock Holmes. Pierwowzorem tego bohatera był nauczyciel Doyle'a, lekarz królewski Joseph Bell.
Pamiętam, że w mojej rodzinnej biblioteczce był egzemplarz Przygód Sherlocka Holmesa. Ja jednak nigdy nie byłam fanką kryminałów, więc nie ciągnęło mnie do tej lektury, szczególnie że zawsze było coś lepszego do czytania (a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało). Jako że proza pana Doyle'a uznawana jest za klasykę podejrzewałam, że to lektura z rodzaju tych ciężkich, przy których trzeba się skupić i skoncentrować, a takich książek to miałam dość w szkole. Dlatego odkładałam te opowiadania w czasie, aż do teraz. I mam ochotę pogadać sobie z młodszą wersją mnie i wyperswadować jej z głowy te głupoty. Bo okazało się, że Psa Baskervillów czyta się po prostu cudownie.
Styl autora jest niesamowicie lekki, szczególnie biorąc pod uwagę lata, w których przygody Sherlocka opisywał. Nie będziemy odczuwać znużenia czy przeciągniętych na siłę wydarzeń. Całość jest przepełniona wartką akcją, a właśnie dzięki temu czytelnik bardziej doceni wszelkie opisy, które pojawiają się w treści. Moim zdaniem pan Doyle idealnie przedstawił tajemnicze trzęsawiska, które zamieszkuje przerażający pies. W zwięzły sposób wprowadził nas w klimat tego miejsca.
źródło
Wszyscy doskonale wiemy, że od dobrych kilku lat panuje moda na postać Sherlocka Holmesa. Powstały filmy ze znanym aktorem - Robertem Downey Jr., a przede wszystkim rekordy popularności wciąż bije brytyjski serial, w którym rolę detektywa odgrywa Benedict Cumberbatch. Dlatego sama postać Holmesa wydaje nam się bliska i czytając te przygody czujemy się trochę jakbyśmy wrócili do historii naszego dobrego znajomego. Bardzo ciekawie jest poznać ten pierwowzór, który nie różni się zbytnio od tego, którego wyobrażałam sobie na podstawie różnych adaptacji. To nadal król dedukcji, który potrafi wiele zaryzykować tylko po to, żeby znaleźć rozwiązanie danej zagadki. Chociaż tak naprawdę w przypadku Psa Baskervillów bliżej możemy poznać Watsona, który jest tutaj narratorem. To dzięki jego opowiadaniu i listom, które pisze dowiadujemy się wszystkiego na temat bieżących wydarzeń. Podobał mi się ten pomysł, ponieważ mieliśmy szansę na równi z nim analizować otrzymane wskazówki, a jednocześnie byliśmy niejako poza całym planem, który wymyślił sam Sherlock - dzięki temu daliśmy się zaskoczyć tak samo jak Watson.
Na tak niewielkiej ilości stron udało się autorowi wykreować kilka pełnokrwistych, barwnych postaci. Oprócz Henryka Baskerville'a, wokół którego toczy się cała intryga poznamy też wieloletnich służących jego rodu (którzy ukrywają kilka sekretów), ekscentrycznych sąsiadów (on - z zamiłowania botanik, ona - tajemnicza piękność), lekarza rodziny (który pragnie rozwikłać zagadkę klątwy rodu). Mimo że każdej z tych postaci poświęcono dość niewiele miejsca w książce, to mamy wrażenie jakbyśmy wiedzieli o nich naprawdę sporo. 
Sama zagadka też jest bardzo ciekawa. Przede wszystkim intryga jest zgrabnie poprowadzona - dostajemy masę klocków, które w miarę czytania zaczynają wskakiwać na odpowiednie miejsca i tworzyć całość. Może nie doświadczymy tutaj efektu: wow, za nic w świecie się nie spodziewałam!, ale i tak kilka zaskoczeń powinno się pojawić. 
Wydaje mi się, że każdy powinien przynajmniej dać szansę książkom o Sherlocku Holmesie. Podejrzewam, że wciągną Was tak jak mnie, i nawet się nie obejrzycie kiedy przewrócicie ostatnią stronę. To klasyk, który mimo upływu lat wciąż zapewnia mnóstwo rozrywki: postacie są barwne, opisy wprowadzają czytelnika w mroczny klimat, a zagadka zaskarbia uwagę od pierwszych stron. Polecam!

Moja ocena: 8/10

  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Dysputy o życiu z Kostuchą? - „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć” Tomasz Kowalski

Książkę możecie wygrać w konkursie na mojej stronie, dokładny link TUTAJ. Zachęcam do wzięcia udziału :)

*Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć*
Tomasz Kowalski

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* literatura polska
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2013
*Liczba stron:* 302
*Wydawnictwo:* MG
Litość dowartościowuje - ciągnął dalej Tomasz. - Naprawdę. Stawia nas po stronie zwycięzców, a to już jest coś. Pozwala się chełpić swoim szczęściem, bez narażania się na krytykę i posądzanie o bufonadę i nadęcie. Mało tego, gdy litujemy się nad innymi, wszyscy chwalą nas za dobre serce i szlachetną postawę. 

*Krótko o fabule:*
Czy można w sposób zabawny mówić o śmierci, religii, sztuce i patriotyzmie? A o samobójstwie, alkoholizmie, literaturze i wampiryzmie? Otóż można. Wystarczy zajrzeć do trzech grabarzy z cmentarza w Ponurej. Tam przy papierosie i wódce Tomasz, Rysiek i Młody bez litości karcą świat pozorów, tandetnego blichtru, ludzkiej głupoty i hipokryzji. Świat, który niczym hordy dzikich barbarzyńców odzianych w szare garnitury próbuje wedrzeć się na teren cmentarza – tego ostatniego bastionu wolnej myśli, niczym nieskrępowanej refleksji, zapominanego już prawa do nieprzejmowania się prędkością, z jaką kręci się nasza zadyszana Ziemia.
- opis wydawcy
*Moja ocena:*
Kiedy przeczytałam opis książki na stronie wydawnictwa od razu stwierdziłam, że chcę sięgnąć po tę pozycję. Przede wszystkim zachęciła mnie obecność samej Śmierci wśród bohaterów. Dodatkowo wydawało mi się, że całość akcji będzie miała miejsce w jednym miejscu - na cmentarzu w Ponurej, co mogło zaowocować dobrym materiałem na adaptację teatralną. Sięgnęłam więc po powieść bezzwłocznie.
Tomasz Kowalski urodził się w 1970 roku w Katowicach, z wykształcenia jest prawnikiem. Nakładem wydawnictwa MG ukazała się również jego druga książka Mędrzec kaźni.
Pierwsze rozdziały wprowadzają klimat grozy, ale podszytej czarnym humorem. Bo wyobraźcie sobie kaplicę, gdzieś na cmentarzu w małej mieścinie, Ponurej, gdzie drzwi się uchylają i do środka wkracza Śmierć. Tak, taka nasza, znana z literatury Kostucha, co to nawet kosę w łapie trzyma! Ale już po kilku stronach wiemy, że nie musimy się jej obawiać, bo z naszymi bohaterami to akurat trzyma sztamę i traktuje ich raczej jako kompanów do rozmowy przy papierosie aniżeli kolejnych klientów. Tak zaczyna się toczyć dyskusja, której prowodyrami i uczestnikami jest trójka grabarzy, pracujących na cmentarzu w Ponurej. Autor postanowił jednak złamać wszelkie stereotypy dotyczące tego zawodu - Tomasz, Rysiek i Młody wykazują się sporą inteligencją i przede wszystkim zainteresowaniem różnymi aspektami życia. Żaden temat do rozmowy nie jest im obcy i chociaż czasami nie do końca się zgadzają (w końcu takiego Młodego i Tomasza dzieli pokolenie), to zawsze dojdą do jakichś wniosków. Czyli dowiemy się na przykład co sądzą o samobójstwie artystów niespełnionych, a i Śmierć nie będzie cicho siedzieć w kącie, tylko swoje pięć groszy wciśnie.
źródło
Ogromnym plusem książki Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć jest jej lekkość w odbiorze, co zawdzięczamy zastosowaniu przez autora czarnego humoru. Dzięki temu tematy, które mogłyby nas przygnębić czy przestraszyć, tak naprawdę bawią. Śmierć sama żartuje z uczestników, że i tak po nich przyjdzie, bo to jedno spotkanie jest nieuniknione. Traktowane jest to jako coś naturalnego, po prostu kolej rzeczy. Sporą dawkę humoru wprowadzają też inni bohaterowie, którzy są ciekawym przekrojem społeczeństwa. Poznamy przykładowo Madame Helikopter, kobietę lekkich obyczajów, potentata zniczowego, pana Ćwięczka czy starą dewotkę Walazkową. Każdy z nich przynosi ze sobą nowe to historie, nad którymi nasi grabarze będą mogli podyskutować.
Moim ulubionym fragmentem zostanie poznanie wampira, czyli pana Murnałowskiego, który od trzystu lat jest mieszkańcem cmentarza, swój czas spędza na spożywaniu sporych ilości alkoholu i marzy jedynie o wyzionięciu ducha, ale takim prawdziwym, coby odejść z naszego, ziemskiego podoła raz, a porządnie! Z jego historią wiąże się też kilka ciekawych wątków, jak chociażby poczucie moralności ludzkiej w obliczu decydowaniu o życiu innych.
W książce spotkamy też inne postacie, nazwijmy je nadnaturalnymi. Wspomnę tylko szybko, że bardzo ciekawym zabiegiem było wprowadzenie pewnej osoby podczas ostatniego rozdziału - powstała ładna klamerka, a autor pokazał, że ma odwagę. No i skoro już zabawy konwencją to na sto procent albo wcale! Na kartach poznamy również tzw. oblivokry, czyli kreatury, które dla zabawy będą wodzić ludzi na pokuszenie i zakładać się o ich dusze! Strzeżcie się więc, bo nie wiadomo kogo możecie spotkać w zadymionym barze.
Autor trochę też nas, jako naród, powyśmiewa. Wytknie płytką wiarę, podywaguje nad naszym patriotyzmem, jak również (temat bardzo na czasie) skomentuje poziom czytelnictwa w Polsce. Za każdym razem zrobi to lekko i z przymrużeniem oka.
Jestem bardzo zadowolona, że sięgnęłam po pozycję Tomasza Kowalskiego. Spędziłam z nią kilka miłych dni, czytanie szło mi lekko, ale nie pozbawione było grama refleksji. Jedyne, nad czym ubolewałam, to że to bardziej zbiór opowiadań, powiązanych dzięki trzem głównym bohaterom i miejscu akcji. Nie ma więc głównego celu, do którego dąży akcja, a raczej każda scena ma taki mały punkt kulminacyjny, nadaje się więc bardziej na zbiór etiud, aniżeli pełnometrażowy spektakl. Jest to jednak szkopuł bardziej osobisty - patrząc na książkę jako autorka strony mogę powiedzieć, że nie zmarnowałam czasu na jej czytanie. I polecam Wam również się z nią zapoznać!

Moja ocena: 7/10



  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Rozwiązanie konkursu [„Ostatnia więź”] i kolejny konkurs [„Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć”], a co!

Cześć i czołem :)
Rozpocznę może od kolejnego konkursu, w którym do wygrania egzemplarz „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć” Tomasza Kowalskiego. Ja już lekturę mam za sobą i uważam, że to książka warta poznania, o czym dokładniej opowiem w recenzji, która ukaże się tutaj na dniach ;)

Co trzeba zrobić, aby wygrać egzemplarz książki „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć"? :
1) Zgłosić chęć udziału w konkursie
2) Podać swój adres e-mail
*3) Udostępnić baner konkursowy albo informację o konkursie na swoim Facebooku lub blogu (nieobowiązkowe ale daje + 1 dodatkowy los)
*4) Być publicznym obserwatorem mojego bloga (nieobowiązkowe ale daje + 1 dodatkowy los)

Przykładowe zgłoszenie może wyglądać tak:
Zgłaszam się!
Adres e-mail:
*Baner: 
*Obserwuję bloga jako:
Zgłoszenia od 18.04.17 r. do 09.05.17 r.
Regulamin:
1. Organizatorem konkursu oraz fundatorem nagrody jest Wydawnictwo MG
2. Nagrodą w konkursie jest egzemplarz książki "Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć" Tomasza Kowalskiego.
3. Aby losowanie się odbyło musi się zgłosić min. 8 osób.
4. Konkurs trwa od 18.04.2017 r. do 09.05.2017 r. do godziny 23:59. Zgłoszenia po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
5. Aby wziąć udział w konkursie należy: podać adres e-mail. Dodatkowe 2 losy są przyznawane za udostępnienie informacji o konkursie oraz bycie publicznym obserwatorem bloga.
6. Uczestnikiem może być każdy, kto posiada adres korespondencyjny na terenie Polski.
7. Wyniki zostaną ogłoszone do 5 dni od daty zakończenia konkursu
8. Zwycięzca zostanie wyłoniony poprzez losowanie.
9. O wygranej poinformuję  zwycięzce drogą mailową. Na przesłanie zwrotnego e-maila z adresem zwycięzca ma 5 dni, w innym przypadku odbędzie się powtórne losowanie.
10. Koszty wysyłki pokrywa organizator.

Szybciutko przedstawiam jeszcze zwycięzcę poprzedniego konkursu.

W konkursie do wygrania była „Ostatnia więź” Briana Staveley. Losowania dokonałam za pomocą strony internetowej LOSOWE.
Wyniki:

Czyli książka wędruje do Judyty Z :) Gratuluję, a maila z informacją już wysyłam!

Trzymajcie się ciepło!

środa, 8 marca 2017

Czy mamy prawo do wymierzania sprawiedliwości? - „Hrabia Monte Christo. Część 2” Aleksander Dumas

Kobietom w dzisiejszym dniu życzę mnóstwo siły i uporu :)
No, dobra. Słodyczy też. Dużo.
*Hrabia Monte Christo. Część 2*
Aleksander Dumas

*Język oryginalny:* francuski
*Tytuł oryginału:* Le comte de Monte-Cristo
*Gatunek:* przygodowa
*Forma:* powieść
*Cykl:* tom 2
*Rok pierwszego wydania:* 1844
*Liczba stron:* 622
*Wydawnictwo:* MG
(...) na tym świecie nie istnieje ani szczęście, ani nieszczęście- porównujemy tylko stan obecny z tym, w jakim byliśmy. Tylko ten, kto doznał najokropniejszych niepowodzeń, zdoła odczuć najwyższe szczęście. Kto chciał umrzeć, Maksymilianie, wie, jakim skarbem jest życie.
*Krótko o fabule:*
Dopiero treść drugiej części Hrabiego Monte Christo przynosi właściwą opowieść o czynach tytułowego bohatera najsłynniejszej opowieści Aleksandra Dumasa. Metamorfoza, jaką w tomie pierwszym przechodzi Edmund Dantès – młody i ubogi marynarz, odznaczający się zarówno szlachetnością, jak i naiwnością – sprawia, że w drugiej części powieści staje się on zupełnie innym typem bohatera. Dopiero tutaj poznajemy prawdziwe oblicze hrabiego Monte Christo – wyrachowanego, inteligentnego i ekscentrycznego arystokraty, ogarniętego żądzą okrutnej zemsty za niesprawiedliwe wieloletnie uwięzienie i pokrzyżowanie planów życiowych.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Ten miesiąc oczekiwania na drugi tom Hrabiego Monte Christo minął mi na niecierpliwym przebieraniu nóżkami. No bo jak po genialnej pierwszej części zmusić się do przeczekania, w celu poznania dalszych losów bohaterów? Na szczęście książka szybko wylądowała w moich rękach, i cóż więcej mogę powiedzieć - to nie ja pochłonęłam ją, tylko ona mnie!
To, co sprawia, że lektura jest jeszcze lepsza niż część pierwsza to fakt, że od pierwszych stron wpadamy w wir wydarzeń, niejako w ramach konsekwencji poczynań bohaterów z poprzedniego tomu. Znamy całe tło historyczne, wiemy już jaki jest cel głównego bohatera i kogo znowu spotkamy na kartach powieści. Nie spodziewajcie się jednak, że będzie przewidywalnie i zachowawczo. Oczywiście Dumas nie godzi się na półśrodki i pozwala fabule rozrosnąć się, dzięki wspaniałym wątkom pobocznym. Mam tutaj na myśli przede wszystkim emocjonującą relację między Maksymilianem a Valentine. Przepiękny związek, który musi przebyć mnóstwo piętrzących się przeszkód na drodze do szczęścia, a ich aniołem stróżem zostaje właśnie hrabia Monte Christo. 
W poprzednim tomie dostaliśmy przedsmak, taką zapowiedź tego, czego możemy się spodziewać. Jednak to dopiero tutaj możemy się rozkoszować porządną ucztą. Świetną przygodą było przeżywanie kolejnych wydarzeń wraz z bohaterami Dumasa. Szczególnie dlatego, że hrabia okazał się piekielnie inteligentny - tutaj nie wchodzą w grę proste zagrania, w celu doprowadzenia do zemsty. Nie, Dantes podszedł do całej akcji z chłodną głową, po wielu latach przygotowań. To pewnie dlatego coraz to nowe pomysły potrafią nas zaskoczyć i sprawić, że zachwycimy się nad intrygami bohatera. Przyznam, że już początkowy motyw z telegrafem rozwalił mnie na łopatki!

źródło
Aleksander Dumas przede wszystkim bardzo dobrze pokazuje jak łatwo rozpracować człowieka. Jeżeli poznamy jego wady i zalety, zbliżymy się do grona jego przyjaciół, zjemy obiad z rodziną, porozmawiamy o interesach, to możemy mieć go w garści. Wystarczy tylko skorzystać ze znanych nam faktów i chwilę pogłówkować, żeby pchnąć delikwenta na minę. A najlepsze w tym wszystkim będzie to, że wystarczy niewielkie szturchnięcie, uruchomienie machiny, a pogrążenie danej osoby przyjdzie samo. Po wszystkim natomiast nikt nie będzie nawet myślał o tym, żeby wskazać na nas palcem i obarczyć winą za czyjąś porażkę.
Jeżeli jednak myślicie, że Dumas zostawi nas z poczuciem, że możemy teraz ruszać w pogoń za najgorszym wrogiem i wymierzać mu sprawiedliwość według własnego uznania, to jesteście w głębokim błędzie. I to właśnie ten fakt uważam za najmocniejszy element całej powieści - autor nie określi naszego Edmunda superbohaterem i nie poklepie go z uznaniem po pleckach. Po całej tej przygodowej karuzeli zmusi czytelnika do zadania sobie pytania: kim jest człowiek, żeby mógł bawić się w Opatrzność? Czy mamy prawo do wymierzania sprawiedliwości na własną rękę? A jeżeli to zrobimy to czy nie staniemy się przez to podobni naszym wrogom, tym którym chcieliśmy odpłacić pięknym za nadobne? 
Na temat powieści Hrabia Monte Christo mogę jeszcze dodać, że najnormalniej w świecie się w niej zakochałam. Pomimo wartości historycznych czy moralnych to również cudowna rozrywka i przygoda, którą przeżywamy w jakże barwnym gronie. Zdecydowanie to klasyka po którą warto sięgnąć i którą każdy powinien mieć na półce. Mnie pozostaje teraz polować na inne książki Dumasa!

Link do opinii o pierwszym tomie TUTAJ.

Moja ocena: 10/10

  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

poniedziałek, 26 września 2016

Jak to wszystko się zaczęło - „Jego ekscelencja na herbatce z Göringiem” Piotr Kitrasiewicz

Dziś kolejna recenzja, a jutro pojawi się notka konkursowa z cudowną książką! Zapraszam ;)

*Jego ekscelencja na herbatce z Göringiem*
Piotr Kitrasiewicz

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* historyczna
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 351
*Wydawnictwo:* MG
Wydało mi się, że mówi z sensem, a nawet, iż dzieli się ze mną wielką, genialną wizją. To był chyba szczyt mojego zaczadzenia jego ideologią i planami, a także osobowością.
*Krótko o fabule:*
1940 roku w polskiej Szkole Podchorążych Camp de Coëtquidan we Francji, obozie szkoleniowym dla wojsk RP walczących u boku francuskiego sojusznika. Zdziwieni ochotnicy dowiadują się, że wśród nich jest dyplomata o którym pisano w gazetach, jeden z najbliższych współpracowników ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Pewnej niedzieli nawiązują z nim rozmowę. Lipski opowiada im o swoim życiu na placówce berlińskiej, kontaktach z Niemcami, odprężeniu w stosunkach między Rzeczpospolitą a Trzecią Rzeszą, a następnie nieoczekiwanym zwrocie politycznym, który w rezultacie doprowadził do wojny. 
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Obiecałam sobie, że w tym roku przeczytam książkę historyczną. Początkowo zamierzałam zamówić Królów Przeklętych albo chociażby powieść osadzoną w bardziej odległych czasach. Kiedy zobaczyłam Jego ekscelencję na herbatce z Göringiem w zapowiedziach, pomyślałam, że to tej książce dam szansę. 
Ostatnią lekcję historii mam już dawno za sobą, bo minęło od niej jakieś pięć lat. Nie mam pojęcia czy nic się nie zmieniło, ale za moich czasów duży nacisk w edukacji kładziono na okres II Wojny Światowej. Nawet jeżeli nie były to zazwyczaj przyjemne zajęcia, przepełnione okropnymi zdarzeniami z nie tak odległej historii, to zdecydowanie były intrygujące.
Piotr Kitrasiewicz jest dziennikarzem, poetą, autorem słuchowisk radiowych, studiował filologię oraz kulturoznawstwo. Na swoim koncie ma tomiki poezji, dramaty, jak również recenzje teatralne.
Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl po przeczytaniu Jego ekscelencji na herbatce z Göringiem to: rzetelna. To na pewno była bardzo rzetelnie wykonana praca przez autora. W książce poznamy tło wydarzeń, które miały miejsce przed wybuchem II Wojny Światowej. Trochę obawiałam się, że bez dobrej znajomości historii będę mogła się pogubić wśród zbyt wielu faktów. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, autor przedstawia każde wydarzenie z precyzją, nie zostawia nam wiele w sferze domysłów. Dla mnie było to jak najbardziej na plus, chociaż podejrzewam, że osoby dobrze zaznajomione z historią mogą odczuwać znużenie czytaniem o znanych im faktach. 
Autor wprowadza nas w fabułę od sceny z 1940 roku, kiedy to dwójka uczniów polskiej Szkoły Podchorążych spotyka Józefa Lipskiego, byłego ambasadora Rzeczpospolitej w Berlinie. Podobał mi się ten zabieg otwierający całość - Lipski za sprawą prośby dwóch mężczyzn postanawia opowiedzieć swoją historię. I to nie jest byle jaka historia, ponieważ ambasador osobiście poznał i wielokrotnie rozmawiał z Göringiem, Goebbelsem, Ribbentropem, a nawet z samym Hitlerem.
źródło, Józef Lipski wita Adolfa Hitlera
Przyznam, że to było bardzo ciekawe czytać o postaciach, które znamy jako jedne z najbardziej negatywnych charakterów naszej historii, w sposób tak ludzki. Myśląc o nazwiskach takich jak Hitler czy Ribbentrop nie potrafiłabym sobie wyobrazić jak siedzą przy stole i piją herbatkę. W książce zobaczymy ich z tej strony, ale równocześnie będziemy świadkami gry jaką prowadzili z polskim ambasadorem. Za zasłoną uśmiechów, rozmów i zaproszeń na herbatkę kryje się smutny plan. Najgorsze jest to, że czytelnik wie do czego to wszystko prowadzi, ale zarazem rozumie Józefa Lipskiego, który wierzy w poprawę stosunków niemiecko-polskich.
Mnie, jako osobie interesującej się kulturą, najbardziej przypadły do gustu fragmenty, w których mowa była o kinematografii i jej ówczesnych gwiazdach. Bardzo podobał mi się wątek Poli Negri, która po pojawieniu się kina dźwiękowego nie mogła znaleźć pracy w Hollywood. Ciekawie również przedstawiono kręcenie propagandowych filmów, gdzie specjalnie Hitlera nagrywano od dołu, żeby wydał się wyższy, a publiczność pokazywano gdzieś w dole, przedstawiając tym samym potęgę kanclerza.
Całość fabuły straciła na rozpędzie gdzieś pod koniec historii. Cały czas wydawało mi się, że autor nakręca machinę, która prowadzi do tragicznego zakończenia, ale przed punktem kulminacyjnym emocje nagle opadły. Rozmowy prowadzone z Ribbentropem brzmiały wciąż tak samo i wydawało mi się, że kolejne pertraktacje nie wprowadzały niczego nowego. Rozumiem, że chodziło o zgodność z historią, ale czasami można było wspomnieć o czym dyskutowano zamiast przytaczać argumenty obu stron, które wciąż były takie same. Oprócz tego brakowało mi konsekwencji w wyborze prowadzenia narracji. Po prologu spodziewałam się bardziej personalnej historii Lipskiego, jednak podczas opowiadania pozostawał on dość neutralny i tylko czasami zdarzało się, że przytoczył swoje odczucia dotyczące jakiegoś wydarzenia.
Podsumowując, jestem bardzo zadowolona, że udało mi się przeczytać tę książkę. W ciekawy sposób uzupełniła moją wiedzę z okresu międzywojennego i przypomniała wiele faktów, które zatarły się w mojej pamięci. Uważam, że sięgnąć po nią mogą osoby świadome, że to jednak literatura historyczna, w której nie warto szukać błyskawicznej akcji i barwnych postaci. One tam są, ale musimy wiedzieć jak ich szukać. Jeżeli interesuje Was jakie wydarzenia były bezpośrednim powodem rozpętania II Wojny Światowej, to sięgnijcie po tę książkę.

Moja ocena: 7/10
  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG.

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html









Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka