Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo WAB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo WAB. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 marca 2023

„Pianistka” Elfriede Jelinek – niepokojąca opowieść o władzy

Pianistka
Elfride Jelinek

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 1983
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: WAB

Każde dziecko instynktownie idzie tam, gdzie brud, jeśli się go w porę nie odciągnie.
 

Opis wydawcy

Erika, prawie czterdziestoletnia niespełniona artystka, mieszka z demoniczną matką, od której jest uzależniona psychicznie. Wychowana bez ojca i w izolacji od męskiego towarzystwa, kobieta nie radzi sobie z własną seksualnością. Czy młody mężczyzna, który pojawi się w życiu Eriki, przerwie destrukcyjny związek matki i córki?


Moja recenzja

Kilka lat temu obejrzałam film Pianistka w reżyserii Michaela Hanekego. Zrobił na mnie wtedy porażające wrażenie. Czytanie pierwowzoru okazało się ciekawym doświadczeniem  niektóre sceny przywołały wspomnienia obrazów z filmu, ale znalazłam w książce o wiele więcej esencji. Przede wszystkim dzięki prozie Jelinek otrzymujemy wnikliwe spojrzenie na psychologię bohaterów. Postać, grana w filmie przez Huppert, w porównaniu z oryginalną Eriką Kohut wypada nawet na wygładzoną wersję. Kto oglądał film pewnie się zastanawia jak to możliwe, ale uwierzcie mi  może być jeszcze brutalniej.

Styl Elfride Jelinek sprawia, że ta historia jest jeszcze bardziej odpychająca. Autorka odpowiednimi słowami potrafi podbić brutalnie realistyczny klimat, który momentami jest nie do zniesienia. Jednocześnie trudno się od tej fabuły oderwać, w pewien sposób hipnotyzuje nas ten chory świat, pełen złamanych ludzi. Jelinek jest w swojej prozie bezkompromisowa  jeżeli pisze o samookaleczeniu to opisuje je bardzo dokładnie i czytanie tych fragmentów niemal fizycznie bolało.

Tytułowa bohaterka, Erika Kohut, zatraca się w seksualności. To tam znajduje ujście swoich stresów i niepokojów. Kobieta nie miała lekko w życiu, jej ojciec wylądował w ośrodku, a matka traktuje ją bardziej jako życiową partnerkę niż córkę. Sporo w książce będzie mowy o przeszłości Kohut, jej dzieciństwie i presji nałożonej przez matkę. Dziewczyna wychowywała się pod kloszem, podążając za marzeniami rodzicielki. Matka chciała odnieść upragniony sukces poprzez kierowanie życiem swojej córki. Nie pozwalała jej na zabawy z innymi dziećmi, zabraniała kontaktu z chłopakami. Nakierowała ją na drogę prowadzącą do zostania uznaną pianistką. Niestety, Erice się to nie udaje, a po wielu latach nauki najlepsze na co ją stać to praca nauczycielki gry na pianinie.

Ta relacja matki z córką jest patologiczna, a Jelinek nie hamuje się przed pokazaniem całego spektrum tego związku. Nie możemy powiedzieć, że matka nie kocha swojej córki. Jest to jednak miłość chora  matka zatraca się w codzienności Eriki, traktuje ją jako bohaterkę opowieści, którą chce prowadzić niczym narrator. Nie może znieść innych osób, próbujących przedostać się do tego duetu. Nie powstrzymuje się przez zadawaniem bólu, również fizycznego. Córka natomiast nie pozostaje jej dłużna. W tym porażającym obrazie relacji próbujemy szukać usprawiedliwienia dla okrutnych czynów Eriki.

Jakby było mało dramatyzmu w życiu Kohut, pojawia się jeszcze młody student zapatrzony w nauczycielkę. Zaczyna wypływać wątek władzy i tego, co robi ona z człowiekiem. Wykorzystywanie innych, podporządkowywanie ich pod swoje potrzeby przechodzi z wątku matki i córki do związku Kohut z Klimmerem. Przypomniało mi to performance Abramovic, w którym pozwoliła ludziom robić z jej ciałem, na co mają ochotę. Ciekawie obserwuje się zjawisko, w którym ktoś dostaje władzę nad innymi i bardzo szybko potrafi się zatracić, przekroczyć granicę człowieczeństwa.

Pianistka określana jest mianem obscenicznej, wulgarnej i pornograficznej książki. Trudno się z tymi przymiotnikami nie zgodzić. Zatem jeżeli nie macie ochoty na brutalną i mroczną opowieść, to możecie sobie odpuścić. Jednak z mojej strony polecam dać jej szansę. To wręcz sadystyczne doświadczenie, którego długo nie zapomnę.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAB.

niedziela, 19 lutego 2023

„Uratuj kotka! Ostatnia książka o pisaniu, jaką przeczytasz” Blake Snyder – poradnik nie tylko dla scenopisarzy!

Uratuj kotka! Ostatnia książka o pisaniu, jaką przeczytasz
Blake Snyder

Gatunek: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2005
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: WAB

Czy to komedia, czy dramat, najważniejsze jest wyciśnięcie z widzów emocji. (...) Chodzimy do kina nie tylko po to, by uciec przed rzeczywistością i dowiedzieć się wreszcie czegoś o życiu, ale też po to, by doświadczyć bliskiego snu stanu, w którym życie i towarzyszące mu emocje można odtworzyć w bezpiecznych warunkach. 

Opis wydawcy

Blake Snyder napisał bestsellerową książkę, po którą od lat sięgają nie tylko scenarzyści z całego świata, ale również pisarze i storytellerzy. To zbiór uniwersalnych porad budowania historii, dzięki którym pisanie staje się łatwiejsze niż kiedykolwiek.

Moja recenzja

Po Uratuj kotka! sięgnęłam z pozycji osoby zainteresowanej światem kina. Zupełnie nie myślę o tym, że mogłabym w przyszłości napisać scenariusz filmowy. Jednak gdybym była zainteresowana taką ścieżką kariery to książka Snydera byłaby w mojej biblioteczce punktem obowiązkowym.

Uratuj kotka! napisana jest w zupełnie inny sposób niż można się spodziewać po poradniku dla pisarzy. Nie ma tutaj podręcznikowego języka. Czytelnik może się poczuć, jakby był na kawie z autorem, który dzieli się z nim sprawdzonymi radami. To masa ciekawych spostrzeżeń podana w niespotykany sposób. Autor wprowadza innowacyjne pomysły, ale również systematyzuje wiedzę o kreowaniu bohaterów i konfliktów w filmie. Z nowości – przedstawia swój podział gatunków filmowych. Zapomnijmy o komediach, dramatach czy horrorach. U Snydera posługujemy się takimi terminami jak: dżinn z lampy (Bruce Wszechmogący, Dzień świstaka), złote runo (Gwiezdne wojny, Czarnoksiężnik z krainy Oz) czy potwór w domu (Azyl, Fatalne zauroczenie). Wyjaśnienia tego nowego podziału naprawdę mają sens, a wskazywanie wspólnych elementów i wyszukiwanie tytułów pasujących do nowego gatunku sprawiają wiele frajdy.

źródło

Niektóre z rad autora wydają się dość surowe. Podział scenariusza na części, z których na konkretnej stronie powinniśmy się spodziewać danej akcji, wydaje się przesadzony. We współczesnym świecie kina na pewno znajdą się dobre scenariusze, które nie trzymają się tego podziału. Czytając jednak argumentację Snydera trudno się z nim nie zgodzić. To, że najpierw musimy poznać bohatera, główny konflikt filmu, później obserwować jego przemianę z nieodzownym krokiem „wszystko stracone”  to stałe elementy dobrego kina. 

Nie dziwi mnie fakt, że wielu powieściopisarzy korzysta z rad Snydera. W Uratuj kotka! znajdziemy kilka uniwersalnych rad, które można odnieść do różnych dziedzin sztuki. Bo nieważne czy piszemy scenariusz czy powieść, to zawsze istotnych będzie kilka podstawowych kwestii. Czy nasz bohater jest kimś z kim zechcemy spędzić czas, czy będziemy mu kibicować? Czy przechodzi zmianę podczas trwania akcji? Czy potrafimy w jednym zdaniu przekazać o czym jest dany tytuł? I czy to zdanie zachęci ludzi do wybrania się do kina/przeczytania książki?

Świetną robotę wykonało wydawnictwo przy realizacji polskiego wydania. Kocham tę okładkę, kocham kotki wyglądające na rogu każdej strony. Największe brawa za dołączenie wstępu w wykonaniu Michała Oleszczyka. To naprawdę kawał dobrze zrobionej pracy. I zdecydowanie można tę książkę polecić jako prezent dla kinomaniaków czy początkujących pisarzy.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAB.

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

Ludzie samotni – „W oddali” Hernan Diaz i „Gdzie jesteś, piękny świecie” Sally Rooney

W oddali
Hernan Diaz

Gatunek: literatura piękna zagraniczna
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: WAB

Oto prawdziwa religia: wiedzieć, że wszystkie żywe istoty łączy więź. Jeśli człowiek to zrozumie, nie ma czego opłakiwać, ponieważ choć niczego nie można zachować, niczego się nigdy nie traci.
 

Opis wydawcy

Młody szwedzki imigrant trafia do Kalifornii, samotnie i bez grosza. Chłopiec idzie piechotą na wschód w poszukiwaniu brata, pod prąd wielkiego strumienia emigrantów zdążających na zachód. Wykraczając poza ramy gatunkowe, Diaz proponuje wnikliwe spojrzenie na stereotypy zamieszkujące naszą przeszłość i kreśli portret radykalnej cudzoziemskości.


Moja recenzja

Kilka lat temu powieść W oddali znalazła się wśród tytułów nominowanych do Nagrody Pulitzera. Autor, Hernan Diaz, urodził się w Argentynie, ale młodzieńcze lata spędził w Szwecji, skąd później przeprowadził się do USA. Od razu nasuwa się porównanie z sytuacją wyjściową głównego bohatera książki, jak i eksplorowanym w niej tematem imigracji.

Już na samym początku przygód Håkana w nowym kraju historia obiera pesymistyczny ton, bo chłopiec zostaje rozdzielony od swojego starszego brata. Zupełnie sam na obcej ziemi, z pustymi rękami, nie zna nawet obowiązującego języka. Nie poddaje się jednak, a obiera konkretnie określony cel  odnaleźć brata. Zaczyna zatem wędrówkę przez ten ogromny kraj. Na każdym kroku czuć tutaj klimat westernu, ale jakby w krzywym zwierciadle, sprawnie przekształcony przez styl autora. Znajdziemy wiele znanych tropów – Håkan podczas wędrówki trafia do domu uciech w małym miasteczku, pomaga w wydobyciu surowców, a w sklepach wiszą jego podobizny z notatką, że jest człowiekiem ściganym. To też świat, w którym posiadanie konia jest na wagę złota. Jednak powieść bardziej przypomina anty-western, gdzie przemoc nie wiąże się z czynem bohaterskim, a raczej z największym błędem.

W oddali to powieść drogi, w której czeka nas sporo zwrotów akcji i zaskoczeń. Główna postać podczas wędrówki poznaje wielu bohaterów drugoplanowych, których autor zarysowuje raczej pobieżnie. Wydaje się to na tyle dobrym pomysłem, że zdajemy sobie sprawę kto tutaj gra pierwsze skrzypce. To historia Håkana jest najważniejsza, a inni bohaterowie tylko napędzają akcję. Dzięki temu mocniej będziemy odczuwać emocje chłopaka, a tych jest sporo i do wesołych nie należą. W oddali zarysowuje przede wszystkim obraz samotności, tak głębokiej, że na samą myśl człowiekowi chce się płakać. Młodzieniec, który nie zaznał w życiu miłości, błąkający się po obcym kraju, natykający się na wielu niegodziwych ludzi. Jego zderzenie z ludzką brutalnością i chciwością sprawia, że sam decyduje się na życie w odosobnieniu, bo to dla niego dużo lepszy wybór niż kolejna tragedia wynikająca ze zderzeniem z innym człowiekiem. Ogromnie smutna jest ta jego tułaczka, a w głowie od razu widzimy obraz imigrantów, którzy poszukują lepszego miejsca na świecie. Jednak nie zawsze mogą je odnaleźć. 

Debiut w wykonaniu Hernana Diaza to dobra porcja literatury, z jednej strony powieść surowa, realistyczna, a z drugiej przypominająca nieszczęśliwy sen. Pozostawia po sobie gorzki smak związany z ludzkim bestialstwem, które wydaje się niepojęte. Chociaż mając tyle świadectw na jego istnienie we współczesnym świecie, wciąż bardzo realne. 

Gdzie jesteś, piękny świecie
Sally Rooney

Gatunek: literatura piękna zagraniczna
Rok pierwszego wydania: 2021
Liczba stron: 367
Wydawnictwo: WAB

Więc oczywiście w kontekście tego wszystkiego, co się dzieje, gdy stan świata jest taki, jaki jest, a ludzkość stoi na skraju zagłady, oto ja piszę kolejnego mejla o seksie i przyjaźni. Czyż jest coś innego, dla czego warto żyć?
 

Opis wydawcy

Alice, pisarka, poznaje Felixa, pracownika magazynu wysyłkowego, i proponuje mu wspólną podróż do Rzymu. W Dublinie jej najlepsza przyjaciółka Eileen próbuje dojść do siebie po rozstaniu z partnerem i zaczyna flirtować z Simonem, mężczyzną, którego zna z dzieciństwa.


Moja recenzja

Sally Rooney to prawdziwa sensacja w literackim świecie. Trzydziestoletnia autorka ma na koncie trzy świetnie sprzedające się powieści. Poprzednia premiera, Normalni ludzie, została przeniesiona, i to z dużym sukcesem, na ekran w postaci serialu, który możecie obejrzeć na HBO. Ja jestem fanką tej ekranizacji, za to pierwowzoru nie czytałam. Natomiast mam za sobą jej debiut literacki, czyli Rozmowy z przyjaciółmi.

Styl Rooney utrzymuje poziom  przez Gdzie jesteś, piękny świecie po prostu się płynie. Czytelnik szybko przewraca kolejne strony, poznając młodych, zagubionych ludzi i ich przygody. Niektóre rozdziały są wycinkami z korespondencji mailowej przyjaciółek  Eileen i Alice. To w tych emaliach znajdziemy rozważania na tematy polityczne, społeczne czy związane z seksualnością. Jednak motorem napędowym akcji jest ponownie historia kilku związków. Autorka skupia się na intymności, relacjach międzyludzkich, zarówno tych romantycznych, jak i przyjacielskich. Przyznaję, że przyglądanie się poczynaniom bohaterów skłoniło mnie do kilku refleksji. Przede wszystkim pokazuje jak przez nieumiejętność komunikacji sami skazujemy się na samotność. Nawet otoczeni znajomymi twarzami nie potrafimy otworzyć się przed drugim człowiekiem, skazując się na użalanie nad sobą. Czujemy się opuszczeni, nieszczęśliwi, bo nie potrafimy znaleźć wspólnego języka z innymi. I wychodzą na jaw wszystkie nasze kompleksy. 

Rooney uważana jest za głos pokolenia, zdaje się dobrze rozumieć zagubienie młodych ludzi, zderzenie oczekiwań z brutalną rzeczywistością, ciekawie prezentuje konwersacje, które lubimy prowadzić. Istotne tematy nieustannie pojawiają się na językach bohaterów. Wiele z tych rozmów wydaje się jednak pustych, pozbawionych konsekwencji. Bohaterowie narzekają na to, jak wygląda świat wokół nich, ale nie podejmują żadnych akcji, żeby go poprawić.

Najlepiej w powieści wypada scena zderzenia całej czwórki bohaterów, kiedy to pracujący w fabryce Felix wygarnia gościom ich hipokryzję. Mam wrażenie, że te przyjaźnie, relacje zbudowane są na niepewnym gruncie, opatrzonym masą niedopowiedzeń, a nawet kłamstw. Nie jestem fanką tych przyjaźni i tego typu rozmów. Nie jestem również fanką związku Alice z Felixem, zupełnie nie rozumiem dlaczego i po co są razem. Mam wrażenie, że postać Felixa była wprowadzona po to, żeby przedstawić perspektywę danej klasy społecznej, to osoba, która miała za zadanie namieszać w relacjach pozostałej trójki. Jest niestety bohaterem, dla którego miałam niewiele sympatii. Biorę jednak pod uwagę to, że takie relacje, te wszystkie blokady związane z kompleksami istnieją we współczesnym świecie. Po prostu fanką Rooney raczej nie zostanę, ale jestem w stanie docenić pewne aspekty jej powieści. I jeżeli Gdzie jesteś, piękny świecie zostanie przeniesiona na ekran ma duże szanse poprawić w moich oczach ocenę tej historii. 


Za egzemplarze dziękuję wydawnictwu WAB.

wtorek, 22 marca 2022

„Mam nadzieję”, „Piranesi” oraz „Podłość” – książki przeczytane w lutym

Nie miałam zbyt wiele chęci na czytanie i pisanie o książkach, ale udało mi się w ostatnim czasie skończyć te trzy lektury. Powoli wracam zatem do działania i pisania. Topornie, ale do przodu. 

Mam nadzieję.


„Mam nadzieję”  w nadziei siła

Mam nadzieję
Katarzyna Czajka-Kominiarczuk

Gatunek: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: WAB

Warto też zadać sobie kluczowe pytanie, czy każdy ma obowiązek pragnąć więcej? Sukcesu? Osiągnięć? Często zachowujemy się tak, jakby proponowany przepis na dobre życie był jedynym obowiązującym.
 

Opis wydawcy

Dowcipny, mądry i prosty poradnik dla wszystkich tych, którzy starają się zachować zdrowie psychiczne w czasach, gdy świat zdaje się walić. Czy nasze życie ma deadline? Czy każdy musi być bogaty? Czy żyjemy w najgorszym kraju na świecie? Czy jeśli napijesz się z plastikowego kubeczka, to zaaresztuje cię ekologiczna policja?


Moja recenzja

Bardzo lubię czytać co, co pisze autorka bloga zwierz popkulturalny, Katarzyna Czajka-Kominiarczuk. Zaczęłam przygodę od śledzenia jej postów kulturalnych, ale szybko przerzuciłam się na obserwowanie wszystkiego, co dziewczyna robi w mediach społecznościowych. Świetnie się jej słucha i nawet, kiedy zdanie mam odmienne, to przeczytany post autorki pozwala mi nabrać szerszej perspektywy. Mimo że jej najnowsza książka nie jest związana z kulturą, postanowiłam dać jej szansę właśnie ze względu na sympatię do autorki. Za poradnikami raczej nie przepadam, chyba ze względu na to, że nie wierzę w jakieś uniwersalne rady, które będą odnosić się do wszystkich czytelników. Dodatkowo ten gatunek stawia autora na piedestale, przestawia jako takiego trenera umysłu. Jednak w książce Mam nadzieję nie znajdziemy typowych porad, a raczej wyjaśnienia i wskazówki, które mogą nam pomóc pewne rzeczy zrozumieć oraz spojrzeć na nie z innej perspektywy.

Mam nadzieję to książka, którą można polecić każdemu, bo jest jak ciepły koc w chłodniejszą noc  może nie zmieni diametralnie naszego życia, ale z nim będzie się jakoś przyjemniej iść do przodu. Było kilka rozdziałów, których konkluzja wydawała mi się bardzo oczywista, ale to upewnianie się również ma swój urok. Autorka przypomina, że życie nie kończy się na trzydziestce i nie ma z góry ustalonych terminów, w których musimy się zmieścić ze swoimi celami. Błędy to nie są zmarnowane okazje, a raczej momenty, dzięki którym nauczyliśmy się czegoś nowego, które doprowadziły nas do kolejnych szans. Przypadły mi do gustu rozdziały, które mówiły o tym, żeby spojrzeć na swoje życie jako wystarczające, bez pogoni za kolejnymi rzeczami, za kolejnymi awansami i dążeniu do „bogactwa”. Dodatkowo, rozdział o zmianie poglądów okazał mi się szczególnie bliski.

Warto mieć na swojej szafce nocnej tę książkę i podczytywać po trochę, żeby spokojniej spać. Może nie odkrywa Ameryki, ale autorka nie narzuca nam swojego toku myślenia, bardziej skłania do popatrzenia na pewne życiowe sytuacje z innej perspektywy. I mnie to pomaga.

 

„Piranesi”  w labiryncie wyobraźni

Piranesi
Susanna Clarke

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2020
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: MAG

Piękno Domu jest niezmierzone, a jego Dobroć bezgraniczna.
 

Opis wydawcy

Piranesi mieszka w Domu. Być może, mieszka w nim od zawsze. W swoich dziennikach dzień po dniu sumiennie opisuje jego cudowności: labirynt komnat, tysiące tysięcy posągów, przypływy morza przetaczające się z hukiem po schodach, chmury płynące w wolnej procesji przez górne sale. We wtorki i piątki Piranesi spotyka się ze swoim przyjacielem, Tym Drugim. Kiedy indziej składa Umarłym ofiary z jedzenia i lilii wodnych. Najczęściej jednak jest samotny.


Moja recenzja

Susanna Clarke jest dobrze znana fanom fantastyki za sprawą oryginalnej powieści Jonathan Strange i pan Norrell, w której snuła historię angielskich magów w początkach XIX wieku. To taka porządna cegła, w której fabuła długo się rozkręca i rozrasta się na opowieść o wielu bohaterach. Finalnie pozostawia wrażenie zachwytu. Więcej o niej pisałam tutaj.

Autorka napisała swoją najnowszą książkę Piranesi, będąc przykuta do łóżka ze względu na chorobę. Temat izolacji, osamotnienia mógł się okazać wiodącym ze względu właśnie na jej sytuację. Jednak premiera podczas pandemii, sprawiła, że Piranesi staje się jeszcze bardziej bliskie czytelnikowi. Powieść ta jest zgoła inna od historii angielskich magów i pod względem fabularnym lepiej niewiele o niej wiedzieć, żeby nie psuć sobie zabawy z czytania. Jest to naprawdę piękna przygoda, szczególnie, że styl autorki zachwyca. W ekspresowym tempie pozwala czytelnikowi przenieść się do tajemniczego, pełnego posągów Domu, wnętrza przywodzącego na myśl antyczne świątynie. Główny bohater jest człowiekiem empatycznym, świetnym obserwatorem otoczenia, a zarazem trochę naiwnym, który zaczyna błądzić i kwestionować wszystko, w co wierzył. Czytelnik natomiast nie ma pojęcia co tu jest prawdą, gdzie się bohaterowie znajdują ani kim tak naprawdę są. I to właśnie rozwikłanie tajemnicy będzie napędzało akcję, która może nie należy do wartkich, ale zdecydowanie do tych fascynujących. Szczególnie, że całość poznajemy z pierwszej ręki, czytając zapiski z dzienników, stworzonych przez główną postać.

Piranesi zyskał sobie wielu fanów wśród czytelników, a ja właśnie do nich dołączyłam. Siłą tej powieści jest fakt, że można odkrywać w lekturze inne rzeczy w zależności od tego, czego dany czytelnik szuka. Dlatego zdecydowanie jestem chętna do niej wrócić, żeby odnaleźć kolejne ukryte znaczenia. W głowie ciągle kołacze mi się fakt, że aktualnie marzę o takiej ucieczce do miejsca, w którym można się wyciszyć i uporządkować myśli. Takiej odskoczni od rzeczywistości, w której brak nienawistnych ludzi. Byle nie zostać tam za długo. Traktować jako fragment raju, a nie więzienie.

Ciekawostka: Giovanni Battista Piranesi to XVIII architekt, który zajmował się rysowaniem fantastycznej wersji więzień.


„Podłość”  zatopieni w fałszywych informacjach

Podłość
Olga Mildyn

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: WAB

W czyjejś opowieści każdy z nas jest zły.
 

Opis wydawcy

Na polskich drogach dziennie ginie średnio jedenaście osób. Ale kiedy czworo jedzie tym samym samochodem, jest szansa na zmartwychwstanie. Pośmiertnie staną się wydarzeniem, newsem, wylądują w gazetach i serwisach informacyjnych, a tam mogą zacząć żyć własnym życiem. Podobnie jak Andżelika, ostatnia z tej pięcioosobowej rodziny, zamordowana w swoim własnym łóżku.


Moja recenzja

Podłość to powieść, którą teoretycznie można wrzucić w worek historii kryminalnych, ale nie dziwię się, że wydawnictwo wcale jej w ten sposób nie reklamuje. Co prawda to właśnie zagadkowy wypadek i powiązane z nim morderstwo są motorem napędowym akcji, ale autorka nie chciała po prostu skupić się na napięciu związanym z poszukiwaniem odpowiedzi. Siłą Podłości są detaliczne opisy, wielowątkowość i odpowiednio zarysowane sylwetki bohaterów. Widać, że autorka jest świetnym obserwatorem codzienności, bo w swoich postaciach przemyciła sporo cech, które są nam dobrze znane.

Mildyn przedstawia obraz zepsucia naszego społeczeństwa, tego, w jaki sposób postępujemy dla własnego pożytku, wykorzystując okoliczności i napotkanych ludzi. Bardzo ciekawie wypada wątek fake newsów i manipulacji opinią publiczną. Zresztą najbardziej podobało mi się w jaki sposób my, jako czytelnicy zostaliśmy wciągnięci w intrygę. Jedyne czego żałuję, to że nie udało mi się wciągnąć i prawdziwie zaangażować w fabułę  wielość postaci sprawiła, że z żadnym tak naprawdę nie sympatyzowałam, a wydarzenia raczej powoli toczą się do przodu. Najważniejsze jest opisywanie otoczenia, a nie wartkość akcji. Mając to na uwadze mam wrażenie, że wiele osób będzie chciało śledzić dalszą karierę autorki. 


Za egzemplarze „Mam nadzieję” oraz „Podłość” dziękuję wydawnictwu WAB.

poniedziałek, 22 listopada 2021

„Książka o przyjaźni” Maciej Marcisz – ewolucja pewnej przyjaźni

Książka o przyjaźni
Maciej Marcisz

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2021
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: W.A.B.

- To przecież będzie pogrzeb przyjaźni – odpowiedziała i uśmiechnęła się jak jakieś zwariowane zwierzątko.
 

Opis wydawcy

Kasia, Michał i Dorota znają się od zawsze. Ich przyjaźń przetrwała kilkanaście lat, przeprowadzki do odległych miast, a nawet coraz bardziej rozjeżdżające się życiowe drogi. Gdy jednak skrzętnie skrywana tajemnica wycieka na grupowym czacie, los relacji zaczyna wisieć na włosku. Czy należy walczyć o marniejącą przyjaźń przez wzgląd na stare dobre czasy? A może pewnym rzeczom należy pozwolić umrzeć? Czy nasi rodzice mieli rację mówiąc, że w pewnym wieku prawdziwych przyjaciół policzymy na palcach jednej ręki?


Moja recenzja

Przyjaźń to temat, który często pojawia się w powieściach gdzieś na drugim planie, wydaje się, że w wielu przypadkach traktowany jest po macoszemu. Natomiast na co dzień to nieodłączny punkt naszego życia – czujemy potrzebę otaczania się ludźmi, którzy nas zrozumieją i na których możemy liczyć w trudnych chwilach. Maciej Marcisz postanowił swoją najnowszą powieść napisać właśnie na ten temat. Wielu czytelników czekało na tę książkę po przeczytaniu debiutu autora, czyli Taśm rodzinnych, które zebrały bardzo dobre opinie. Ja poprzedniego tytułu nie czytałam, więc Książka o przyjaźni jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Marcisza.

Początek książki przedstawia trójkę głównych bohaterów w dość trudnym momencie ich życia, co zwięźle sygnalizuje nam, jak będzie wyglądać przyszłość ich relacji. W kolejnym rozdziale cofamy się już w czasie i będziemy obserwować początki przyjaźni – Kasia, Michał i Dorota poznają się w liceum, a ich znajomość rodzi się niespodziewanie, szczególnie że na pierwszy rzut oka wydaje się, iż niewiele te postaci łączy. Ich więzi się rozwijają i utrwalają przez lata nauki w szkole średniej. Czytelnicy są świadkami ich rozmów o literaturze, urywania się ze szkoły, a także momentów, w których mogą na sobie wzajemnie polegać, mogą się podzielić przemyśleniami i bolączkami.

Pomysł na rozpoczęcie powieści od sytuacji konfliktowej dobrze się sprawdził  obserwujemy spięcie, a później wracamy do korzeni, momentu, w którym przyjaźń zaczęła się formować. Przez to, że znamy już punkt kulminacyjny to obserwowanie tej historii nabiera rumieńców i czytelnik trochę poszukuje różnic między bohaterami, potencjalnych punktów zapalnych. Same sylwetki bohaterów są bardzo dobrze nakreślone, Marcisz zdecydowanie ma pióro lekkie, a jego talent do obserwacji codzienności robi wrażenie. Potrafił sprawnie nakreślić tło dla każdego poznanego bohatera, co pomogło zrozumieć ich motywacje i cele.

Książka o przyjaźni przyniesie czytelnikowi uczucie nostalgii, pozwoli przypomnieć sobie czasy kiedy to zawiązywaliśmy pierwsze znajomości, próbując znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie. Pokaże nam także, że jako ludzie wciąż ewoluujemy i się uczymy czegoś więcej o sobie samym, o tym, czego w naszym życiu potrzeba, a co jest nam zbędne. Dlatego lista osób, którymi się otaczamy ulega zmianie na przestrzeni lat. Są jednak takie znajomości, które przetrwają próbę czasu. I chociaż wiele jest w tej powieści ciekawych obserwacji, dobrze oddany jest duch przeszłych czasów, to przyznaję, że mojego serca czytelniczego pan Marcisz nie podbił. Miałam wrażenie, że wydarzenia płyną trochę obok czytelnika, a z bohaterami nie potrafiłam złapać wspólnego rytmu. Po prostu gdzieś się emocjonalnie rozjechaliśmy. Nie zmienia to faktu, że chętnie sięgnę po poprzednią książkę autora.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu W.A.B.

piątek, 12 listopada 2021

„Obsesja piękna” Renee Engeln – książka, którą każda kobieta powinna przeczytać

Obsesja piękna
dr Renee Engeln

Gatunek: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2018
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: W.A.B.

Życie kobiet wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby wykorzystały energię i troskę, jakie poświęcają swemu wyglądowi, aby uczynić świat lepszym. 
 

Opis wydawcy

Obrazy szczupłych kobiet o doskonałej cerze i lśniących włosach towarzyszą nam od najmłodszych lat. Bywa, że nawet pięcioletnie dziewczynki świadomie kontrolują swoją wagę. Renee Engeln w swojej przełomowej książce „Obsesja piękna” wyjaśnia, jak ciągłe monitorowanie własnego wyglądu – tak powszechne w czasach Facebooka i Instagrama – negatywnie wpływa na życie kobiet i podkopuje ich zdrowie, dobre samopoczucie i finanse. Podprogowe nękanie doskonałym wizerunkiem powoduje u kobiet depresję, redukuje ich ambicje, obniża zdolności poznawcze, wywołuje lęk przed naturalnym procesem starzenia się, a także zaburzenia w odżywianiu. Walka z potęgą mediów jest z założenia nierówna. Nie jesteśmy jednak całkiem bezradni. Dzięki tej książce nauczymy się, jak porzucić krzywdzące schematy myślenia, zmienić sposób postrzegania swojego ciała, odwrócić się od lustra i zamiast się w nim przeglądać – zacząć działać.  


Moja recenzja

Zdarzyło Wam się rozważać czy warto wyjść na imprezę/spotkanie z przyjaciółmi, bo pojawił się nowy wyprysk na twarzy bądź fałdka na ciele, przez co czułyście się nieatrakcyjnie? Czy widząc zdjęcia w mediach społecznościowych bądź oglądając reklamy porównujecie się do widzianych postaci? Dużo czasu i pieniędzy poświęcacie na kwestie związane z wyglądem? Jeżeli na jakiekolwiek pytanie odpowiedź brzmi: tak, to nie jesteście same. Większość kobiet zostaje dotknięta obsesją piękna, nawet jeżeli nie jest tego świadoma, a poradnik doktor Engeln pokaże nam, że we współczesnych czasach to zjawisko nadal ma się świetnie.

Muszę przyznać, że sama wiele z opisanych w książce sytuacji znałam ze swojego życia, przykładowo to katowanie się zdjęciami innych, porównywanie się i wstyd przez to, że tak daleko się ma do ideału urody. W ostatnich latach staram się nad tym trochę pracować, zauważam, że wiele z moich czarnych myśli nie prowadzi do niczego dobrego, a po prostu mocno psuje mi samopoczucie. Zatem warto te siły spędzane na męczeniu się skierować w inne miejsce. Po przeczytaniu Obsesji piękna widzę jednak, że jeszcze długa droga przede mną, ale jedno jest pewne – czuję się zmotywowana, żeby z tymi przeklętymi głosami w głowie walczyć.

Doktor Renee Engeln w swoim poradniku spełni główne założenie gatunku, czyli przekaże czytelniczkom kilka rad jak w świecie ogarniętym obsesją piękna z tymi szkodliwymi przekonaniami walczyć. W treści książki zostaną przedstawione wyniki wielu przeprowadzonych badań, które pomogą nam otworzyć oczy na mechanizmy współczesnego świata. Na początku dowiemy się, że już wśród najmłodszych dziewczynek największą obelgą jest „jesteś gruba i brzydka”, tak jakby to od urody był uzależniony cel naszego życia. I w ten sposób, cały czas słuchając o tym czy jesteśmy wystarczająco szczupłe, czy mamy filigranowe noski, czy nieskazitelną cerę ta obsesja zaczyna wpływać na nasze życie.

Osobiście nigdy nie myślałam, że mam jakiś większy problem z myśleniem o swojej urodzie, ale podczas lektury mogłam sobie przypomnieć przynajmniej kilka sytuacji, gdzie wygląd determinował moje zachowanie bądź nastrój w danym momencie. Przede wszystkim byłam zaskoczona, że tyle czasu poświęcamy kwestiom wizerunkowym, zamiast skupiać się na ważniejszych sprawach. Oczywiście, to nie jest nasza wina, wszystko wokół mówi nam, że powinniśmy zawsze wyglądać dobrze, niezależnie od sytuacji  w bikini na plaży bądź na ważnej prezentacji w pracy. Ale uderza to porównanie o ile mniejszą wagę do wyglądu przykładają mężczyźni, a co za tym idzie  o ile więcej czasu mają na samorozwój.

Możecie zatem zauważyć, że książka Obsesja piękna to bardzo potrzebna lektura, która wielu osobom pomoże pewne rzeczy zauważyć, innym utrwalić i pokazać drogę w przyszłość. Oprócz wyników licznych badań w książce poznamy punkt widzenia różnych bohaterek, które zgłosiły się do wywiadu z Renee Engeln. Uważam, że to zestawienie statystyki z rzeczywistymi odczuciami współczesnych kobiet sprawdziło się bardzo dobrze. Jedyne, do czego można się przyczepić, to że niektóre rzeczy wydawały się dość oczywiste bądź powtarzalne. Biorąc jednak pod uwagę, że książka powinna być również skierowana do osób zupełnie nieświadomych problemu, można ten mankament wybaczyć. Mnie Obsesja piękna otworzyła oczy na wiele spraw i liczę na to, że dzięki radom Renee Engeln będę mogła umniejszyć znaczenia tej obsesji w swoim otoczeniu. Już wiem, że będzie to trudna przeprawa, ale będę walczyć.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu W.A.B.

wtorek, 20 kwietnia 2021

„Rozmowy z przyjaciółmi” Sally Rooney – zachęta do dyskusji o związkach i wierności

Rozmowy z przyjaciółmi
Sally Rooney

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: W.A.B.

Zakazane rzeczy zawsze pobudzają wyobraźnię.

Opis wydawcy

Mieszkająca w Dublinie Frances ma dwadzieścia jeden lat i chłodny umysł obserwatorki. Jest studentką i początkującą pisarką; ze swoją najlepszą przyjaciółką i byłą dziewczyną Bobbi występuje na slamach poetyckich. Przypadkowa znajomość z Melissą, popularną dziennikarką, której mąż Nick jest aktorem, otwiera im drzwi do świata pięknych domów, hałaśliwych przyjęć i wakacji w Bretanii. Gdy Frances i Nick niespodziewanie zbliżają się do siebie, błyskotliwa i stroniąca od uczuć Frances musi po raz pierwszy zmierzyć się ze swoimi słabościami.


Moja recenzja

W moim popkulturowym podsumowaniu zeszłego roku, a dokładnie w rankingu najlepszych seriali, znalazło się miejsce dla Normalnych ludzi – tytułu, który podbił wiele serialowych serc na świecie. W ramach szybkiego przypomnienia: przede wszystkim urzekała intymność i jednocześnie żarliwość przedstawionej historii miłosnej, a dodatkowo czarował chłodny klimat, podbijany przez piękne zdjęcia i klimatyczną ścieżkę dźwiękową. Jeszcze przed seansem dowiedziałam się, że to ekranizacja powieści autorstwa Sally Rooney o tym samym tytule, która to czytelników w Polsce mocno podzieliła na dwie grupy: zachwyconych oszczędnością i siłą przekazu oraz niezadowolonych z poprowadzenia fabuły tej historii. 

Na tyle mnie ta ekranizacja wypieściła emocjonalnie, że nie czułam potrzeby ponownego przechodzenia przez przedstawione wydarzenia w formie książkowej. Szczęśliwie się złożyło, że fenomen Normalnych ludzi zachęcił do wydania debiutu literackiego Sally Rooney, czyli książki Rozmowy z przyjaciółmi. Sięgnęłam zatem po nią, żeby przekonać się co proza autorki ma do zaoferowania. Dobrze się złożyło, ponieważ prawa do ekranizacji debiutanckiej powieści zostały już wykupione, więc tym razem najpierw poznałam pierwowzór, a później przekonam się jak poszło przenoszenie jego na ekran. Poprzeczka postawiona przez twórców Normalnych ludzi znajduje się dość wysoko.

Lekturę Rozmów z przyjaciółmi skończyłam dość rozdarta. Na początku warto zaznaczyć, że trudno mnie było od książki oderwać, tę historię wręcz się pochłania, wzbudza ciągłe zainteresowanie tym, jak potoczą się losy bohaterów. Styl autorki jest dość prosty i przejrzysty, ale zarazem jest w nim coś świeżego i absorbującego. Właśnie dzięki temu, jak książka jest napisana, z chęcią przechodzi się przez kolejne przygody bohaterów.

Gdyby zastanowić się nad jakimś motywem przewodnim tej historii to zapewne byłyby nim związki. Związki przyjacielskie, partnerskie, małżeńskie i te, które ciężko jednoznacznie określić. Na początku poznajemy naszą narratorkę, Frances i jej byłą dziewczynę, Bobbi, które w dublińskim barze prezentują swoją poezję. Młode kobiety wzbudzają zainteresowanie fotografki i reporterki, Melissy, i jej męża, aktora Nicka. To starsze od nich o dziesięć lat małżeństwo. Właśnie te cztery osoby będą trzonem fabuły – ich rozwijające się uczucia, tlące się jeszcze dawne emocje, liczne zmiany nastawienia, a także towarzyszące związkom żale, zmiany poziomu zaangażowania, początkowa ekstaza, napięcie seksualne i pojawiający się wstyd. Sporo tematów, ale tak jak tytuł podpowiada, rozmowy dotyczące związkowych spraw toczą się tutaj często. Oprócz nich poruszone zostaną w debatach problemy związane z kapitalizmem, patriarchatem czy sztuką. Autorce dość lekko przychodzi rozpisywanie tych dialogów, może dlatego, że sama debatami zajmowała się w przeszłości, i to z dużymi sukcesami. Te rozmowy są żywe, fascynujące i czyta się je z przyjemnością. 

Dla mnie siłą Rozmów z przyjaciółmi są takie zderzenia wyobrażeń z rzeczywistością. Frances widzi siebie jako osobę nieciekawą, zazdrości swojej przyjaciółce, która jest otwarta i dobrze czuje się, będąc w centrum zainteresowania. Nasza narratorka jest wrażliwa, zagubiona i niepewna siebie, a na zewnątrz deklaruje, że po prostu jest pozbawiona emocji, co służy tylko jako mur, za którym kryje się zbłąkana osoba. Rooney świetnie radzi sobie z nakreśleniem zdolnej, autodestrukcyjnej młodej kobiety. Podobnie sprawa się miała z postacią w Normalnych ludziach i wydaje mi się, że na podstawie tych dwóch historii można zobaczyć gdzie leżą zainteresowania autorki.

Co jednak z tym rozdarciem, o którym wspominałam? To, że bohaterowie Rozmów z przyjaciółmi postępują bardzo kontrowersyjnie i czasami czytelnikowi nie chce się wierzyć w takie zachowanie. Wydaje mi się, że to punkt do ciekawej dyskusji, zadanie pytania czy faktycznie człowiek mógłby żyć w poligamii, a dalej: czy dwie partnerki jednej osoby mogą utrzymywać kontakt i gdzie leży granica wierności. Dla mnie sposób w jaki postacie postępują jest zbyt nierealny. Jednocześnie wiem, że podobne zarzuty pojawiały się w kontekście bohaterów Normalnych ludzi, a w serialu aktorzy te zachowania wygrali bez fałszywej nuty. Dodatkowym zarzutem może być fakt, że to książka podobna do Normalnych ludzi, także niektóre elementy fabuły wydawały się wtórne. Przykładowo, ten wyjazd grupy ludzi do dużego domu za granicą na wspólne spędzanie czasu. 

Rozmowy z przyjaciółmi to oszczędna w środkach historia młodej kobiety, która popełnia błędy i podnosi się po porażkach. Książka, którą czyta się ekspresowo, podczas lektury potrafi wciągnąć w swój świat, ale po skończeniu nie zostaje zbyt długo z czytelnikiem. Jednak na pewno cieszy mnie fakt, że udało się z prozą Sally Rooney zapoznać, bo to bardzo młoda pisarka i na pewno jej dalszą karierę warto śledzić.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu W.A.B.

sobota, 15 lutego 2020

Skarbnica ciekawostek - „Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej” Katarzyna Czajka-Kominiarczuk


*Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej*
Katarzyna Czajka-Kominiarczuk

*Język oryginalny:* polski
*Rok pierwszego wydania:* 2019 (wydanie rozszerzone)
*Liczba stron:* 320
*Wydawnictwo:* W.A.B.

Jednak kiedy w 1937 roku Królewna Śnieżka weszła na ekrany kin, okazała się przebojem i   przełomem. Tak wielkim, że Walt Disney został zań nagrodzony specjalnym Oscarem (a dokładniej jednym dużym Oscarem specjalnym i siedmioma malutkimi).
*Krótko o książce:*
Autorka książki zrywa z tradycją opisywania Oscarów według poszczególnych kategorii. Proponuje podział na cztery bloki tematyczne: Nagroda (w którym opisuje m.in. mechanizmy przyznawania Oscarów, wpływ polityki na nagrodę), Ceremonia (kreacje, przemówienia, losy statuetek, wpadki), Kategorie nieoczywiste (jak ewoluowały niektóre kategorie; polski wkład w historię Oscarów) oraz Zwycięzcy (co Oscary oznaczały dla nagrodzonych filmów i aktorów; stosunek Akademii do mniejszości). Książkę uzupełnia zestawienie najciekawszych statystyk dotyczących nagrody.

- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Dla osób zainteresowanych popkulturą, a w szczególności jej filmową reprezentacją, nazwisko Katarzyny Czajki-Kominiarczuk powinno być znane. To autorka świetnego bloga zpopk, którego odwiedzam od lat. Jej recenzje są zawsze wnikliwe, a do pisania o filmach podchodzi z trochę innej strony, przez co jej teksty czyta się z czystą przyjemnością. Chociaż zdarza mi się nie do końca zgadzać z jej opiniami, to właśnie dzięki niej odkryłam wiele wspaniałych tytułów. Toteż, kiedy dowiedziałam się, że autorka wydaje książkę o nagrodach filmowych to wiedziałam, że chętnie po nią sięgnę.

Jeżeli o same Oscary chodzi to intensywniej interesuję się nimi dopiero od kilku lat. Wcześniej oglądałam pojedyncze nominowane tytuły, a teraz staram się nadrobić jak najwięcej przed rozdaniem nagród. Bawię się przednio w typowaniu wyborów Akademii, później zestawiając je ze swoimi typami. Często się one znacznie różnią, chociaż zdarza się, że lista wygranych mnie cieszy. Przykładowo w tym roku Parasite otrzymało Oscara za najlepszy film, czym zaskoczyło wielu widzów na całym świecie, w tym mnie, ale przyznaję, że Akademia zaplusowała sobie u mnie taką zmianą. Dlaczego do tego nawiązuję? A dlatego, że film Joon-ho Bonga to pierwszy nieanglojęzyczny film, który wygrał w głównej kategorii - i taka ciekawostka idealnie nadałaby się właśnie do książki Czajki-Kominiarczuk.
Rita Moreno po latach pojawiła się na Gali w sukience, którą miała na sobie kiedy odbierała Oscara za najlepszą rolę drugoplanową, źródło
Książka Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej to przede wszystkim skarbnica ciekawostek i anegdot dotyczących najważniejszych nagród w branży filmowej. W tym miejscu należy się zastanowić nad progiem wejścia - wydaje mi się, że to jest jednak książka dedykowana typowo dla fanów kina. Czajka-Kominiarczuk pisze o Fellinim, o Wajdzie, o Vivien Leigh, o Billym Wilderze, o walce tytułów Zakochany Szekspir i Szeregowiec Ryan, o Kathryn Bigelow i Jamesie Cameronie. Warto wiedzieć co nieco na ich temat, jakie historie stoją za tymi nazwiskami, bo wtedy lektura staje się o wiele przyjemniejsza. Gdybym nie miała podstawowego pojęcia o świecie kina to zapewne co chwilę musiałabym sprawdzać jakieś kolejne nazwisko w sieci. Dlatego wydaje mi się, że to pozycja dla tych, którzy jakąś wiedzę już zdobyli i chcą ją poszerzyć bądź dla tych, którzy nie wiedzą nic, ale są przygotowani na dopełnianie informacji przeszukiwaniem Internetu.

Mimo tego, że miałam dobry próg wejścia to i tak podczas jednego rozdziału większość czasu spędziłam wklepując coraz to nowe hasła w wyszukiwarkę. Mam tutaj na myśli część dotyczącą mody na czerwonym dywanie. Niektóre wystąpienia gwiazd były tak kultowe, że trudno byłoby o nich zapomnieć (jak Bjork w sukni-łabędziu), ale wiele strojów, o których autorka pisze musiałam jednak wyszukać. Bo wiecie: czytacie historię o tych Oscarach, na których Cher pojawiła się w szokującym i kontrowersyjnym ubraniu, ale bez zobaczenia go na własne oczy trudno się odnieść do tego o czym autorka pisze. Dlatego właśnie każdą taką niewiadomą wyszukiwałam w Internecie. Wydaje mi się, że tutaj zawinił wydawca - spokojnie można było dołożyć zdjęcia tych gwiazd, książka zyskałaby na wymiarze estetycznym, a czytelnik miałby wszystko podane jak na tacy.

Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej to przede wszystkim skarbnica anegdot i ciekawostek ze statuetką w roli głównej. Lekturę czyta się lekko i z niesłabnącą fascynacją, a to w sporej mierze zasługa przyjemnego stylu autorki. Początek przedstawi nam tło rozdania nagród, wyjaśni kto zasłużył sobie na miejsce w Akademii, jak wygląda sposób zgłaszania filmów, a także jak dużą rolę ogrywają kampanie marketingowe. W tym temacie byłam bardzo słabo rozeznana, więc chyba najmocniej przypadł mi do gustu. Reszta to świetne zestawienie wielu zabawnych anegdot, interesujących faktów, które po prostu każdy fan kina pozna z czystą przyjemnością. Na fali minionych Oscarów albo przed kolejnym rozdaniem sięgnijcie po tę lekturę, bo sprawdzi się jako świetny wybór dla każdego kinomana!

wtorek, 18 grudnia 2018

Przypadek rządzi ludzkim życiem - „Nieznośna lekkość bytu” Milan Kundera




*Nieznośna lekkość bytu*
Milan Kundera

*Język oryginalny:* czeski
*Tytuł oryginału:* Nesnesitelna lehkost byti
*Gatunek:* literatura współczesna, obyczajowa
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1984
*Liczba stron:* 384
*Wydawnictwo:* W.A.B
Życie ludzkie dzieje się tylko raz i dlatego nigdy nie będziemy mogli stwierdzić, która z naszych decyzji była słuszna, a która zła, ponieważ w danej sytuacji mogliśmy decydować tylko jeden raz. Nie dano nam żadnego drugiego, trzeciego, czwartego życia, abyśmy mogli porównać konsekwencje różnych decyzji.
*Krótko o fabule:*
Najbardziej znana powieść Kundery, której akcja w większej części rozgrywa się w Pradze i na czeskiej wsi w latach komunizmu, dłuższy czas niewydawana oficjalnie w Czechach ze względów cenzuralnych. Filozoficzna przypowieść, w której autor rozważa między innymi wpływ historii i polityki na los jednostki, stosunek człowieka do własnej cielesności, konflikt między potrzebą wolności i zakorzenienia.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Lekkość czytania tej lektury nie zdołała ukryć ciężaru jej przekazu. Ta książka to zdecydowanie skarbnica tematów do dyskusji, gdzie między wierszami wciśnięte są nieśmiertelne motywy, które od lat ciekawią twórców. Czy nasze życie to tylko splot przypadków, które doprowadziły nas do tego miejsca, w którym jesteśmy? Czy lepiej przejść przez życie lekko i bez zobowiązań czy poświęcić się i poszukać czegoś ciężkiego, co ma prawdziwą wartość? Czy kiedyś będziemy w stanie odpowiednio zinterpretować czyny naszego partnera, domyślimy się co się za nimi kryje? Kundera rzuca nam pełno takich dyskusyjnych kwestii i pozostawia je do przemyślenia.

Autor urodził się w Czechosłowacji, jego młodzieńcze lata przypadły na czas okupacji niemieckiej, a następnie przejęcia władzy przez komunistów. Często odnosił się do wydarzeń ze swojego kraju, w sposób satyryczny przedstawił komunistyczną Czechosłowację w powieści Żart, za co trafiła na czarną listę w kraju. Przez narastające problemy Kundera w 1975 roku wyemigrował do Francji, jak wielu czeskich twórców i tam napisał resztę swoich książek. Nieznośną lekkość bytu postanowiła przetłumaczyć Agnieszka Holland, która niegdyś była studentką Kundery.

Nie dziwię się, że rodzima reżyserka zainteresowała się przekładem książki. Pomijając fakt, że to inteligenta, błyskotliwa i bawiąca się z czytelnikiem pozycja, to tło historyczne jest bardzo bliskie nam, Polakom. Przejęcie władzy przez komunistów, a następnie ukierunkowanie życia mieszkańców przez polityków, chociażby poprzez kontrolowanie kultury to dla nas dość świeża i dobrze znana historia.

źródło
Nie będę Wam jednak opowiadać jak to zachwycałam się tłem historycznym. Moim zdaniem był to idealnie wyważony wątek, ważny dla powieści i autora, ale nie wchodzący z butami na pierwszy plan. Ja akurat zostałam pod najmocniejszym wrażeniem wszelkich tematów filozoficznych. Poczynając już od tytułowego -  lekkość a ciężkość. Tylko ciężkość ma znaczenie, ma jakąś wartość, egzystowanie lekkie jest przez Kunderę nacechowane negatywnie, nasuwa to już sam tytuł, gdzie lekkość bytu jest „nieznośna”. Następnie kwestia przypadku, który prowadzi nas przez życie. Patrząc wstecz możemy powiedzieć, że to, gdzie jesteśmy ukształtowała masa zbiegów okoliczności - spotkaliśmy nauczyciela, który popchnął nas w stronę naszej przyszłości, poznaliśmy w pubie swojego partnera, a poszliśmy tam, bo odwołali koncert na który mieliśmy bilety, itd. Można powiedzieć, że całe nasze życie to wypadkowa miliona przypadków.

Bardzo podobał mi się wątek związany z artykułem, w którym Tomasz opisywał, a właściwie porównywał, życie Edypa do współczesnych polityków. Wspominał o tym, że niewiedza o złym postępowaniu nie zwalnia człowieka z poczucia winy. Nie chodzi jednak od razu o to, żeby „wydłubać sobie oczy”, bo niechcący się kogoś skrzywdziło, ale o samo przyznanie się do błędu. W otoczeniu Tomasza jednak wszyscy woleli wskazywać dalej palcem - a bo ktoś zmusił, a bo nie powiedział wszystkiego, a bo nie wytłumaczył. Żaden jednak do winy się nie poczuwał.

Kiedy uświadomiłam sobie ile cytatów z Nieznośnej lekkości bytu krąży w sieci zaczęłam się zastanawiać nad zarzutami niektórych czytelników - że książka przeintelektualizowana i pełna banałów, wciskanych na siłę. Jednak po prostu się z tym stwierdzeniem nie zgadzam. Chyba dzięki temu, że podeszłam do lektury bez przygotowania, nie wiedząc o tym, że Kundera lubi filozofować i wciskać te liczne tematy do dyskusji w treść fabuły. Przez to czytanie przynosiło mi same zaskoczenia i każda kwestia wciągała, otwierając kolejne klapki w głowie. I nie mam nic przeciwko osobom, które Nieznośną lekkością bytu się rozczarowały. To tego rodzaju sztuka, która jeżeli trafi to prosto w serce (ach, Kundera byłby „dumny” z tego kiczu!).

Świetne są tutaj wątki dwóch par bohaterów, a wszystko dzięki temu, że ich perypetie poznajemy z punktu widzenia każdej z postaci. Dzięki temu możemy być świadkami jak nieumiejętnie starają się odczytywać znaki drugiej osoby, tłumacząc sobie jej zachowanie. W głowie utkwił mi też rozdział ze słowniczkiem pojęć, zwykłych słów, takich jak „cmentarz”, które były różnie pojmowane w zależności od autopsji opisującego. Widać było, jak bardzo nasze doświadczenia wpływają na postrzeganie rzeczywistości. Nie ma tutaj słowa krytyki, po prostu najwięcej chłoniemy w wieku młodzieńczym, kiedy poznajemy otaczający nas świat i staramy się do niego ustosunkować. Im dłużej chodzimy po Ziemi tym konkretniejsze mamy poglądy na wiele spraw.

Mam wrażenie, że mogłabym jeszcze wiele pisać - o kiczu, o zwierzętach, o miłości u Kundery. Ale wolę Wam powiedzieć, żebyście po prostu dali Nieznośnej lekkości bytu szansę. Może zaskoczy Was tak jak i mnie?

Moja ocena: 9/10

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka