Pokazywanie postów oznaczonych etykietą movie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą movie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2024

Komu dałabym Oscara? (edycja 2024)

 

Najlepszy film

Patrząc na moje oceny filmów nominowanych do Oscara można wywnioskować, że był to dobry rok. Chociaż może to ja jestem zbyt łaskawa w kwestii oceniania. Większość z nominowanych filmów bardzo mi się podobała. Zasłonę milczenia spuszczę tylko na Maestro, którego miejsce wśród nominowanych jest nieporozumieniem. Reszta filmów warta obejrzenia. Biedne istoty to festiwal dziwności w pięknym wydaniu. Lanthimos to mistrz serwowania widzom kina odrealnionego, o którym można później długo rozmawiać. Chociażby o narzucaniu społecznych zasad, przez które czujemy się jak w więzieniu. Do tego przepiękna scenografia, kostiumy i zapadające w pamięć aktorstwo. Zupełnie inny klimat, ale równie duże wrażenie pozostawia po sobie Strefa interesów. Film, który zbudowany jest na podstawie kontrastu: dom pełen dzieci, otoczony ogrodem, a zaraz za płotem mur obozu koncentracyjnego. Rodzina ślepa na cierpienie, które dzieje się zaraz za ich drzwiami. Nieczułość, która niestety jest powszechna po dziś dzień. O tym, jak ludzie żerują na innych opowiada też Scorsese w Czasie krwawego księżyca. Słyszałam, że w kinie trudno było wysiedzieć podczas ponad trzygodzinnego seansu. Oglądając w domu, byłam oczarowana. Reżyser udowadnia, że kocha kino, wierzę, że nie chciałby usunąć ani jednego kadru. Wciągająca historia, wspaniale podkreślająca napięcie muzyka i objawienie w postaci Lily Gladstone. Innym objawieniem jest też Anatomia upadku, czyli dramat sądowy, który utrzymuje widza w ciągłym napięciu. (Francuzi nie wytypowali tego filmu jako swojego kandydata do Oscara, dlatego nie znalazł się w kategorii międzynarodowej.) To świetnie wyreżyserowane kino, wywołuje emocje i pozostawia pytania bez odpowiedzi. Moim tegorocznym faworytem jest Przesilenie zimowe. W czasie kiedy filmowcy prześcigają się w dziwnych pomysłach, Payne postanowił nakręcić typowy film z lat siedemdziesiątych and I think it's beautiful. Ten seans wywołał tyle ciepła! Mam ochotę na kolejne święta Bożego Narodzenia odpalić go zamiast Kevina. Prosta historia o trójce osób, które nieświadomie sobie pomagają. Świetny scenariusz, naturalne aktorstwo i porządne rzemiosło filmowe. Dobrze sprawdził się American Fiction jako krytyka światka wydawniczego w Ameryce. Sporo zabawy przyniósł Barbie, ze swoim kolorowym światem lalek, przez który Gerwig próbuje edukować młode dziewczyny. Miłą odmianą dla klasycznej komedii romantycznej był film Poprzednie życie. Statuetka powędruje jednak do Oppenheimera. Uważam, że Nolan zrobił naprawdę dobry film i cieszę się, że w końcu zostanie nagrodzony. Ja się emocjonalnie z tym filmem nie zżyłam i przeszkadzał mi sposób opowiadania, z ciągłymi przeskokami między scenami. Nie można mu jednak zarzucić nudy, przez cały seans śledzi się losy bohaterów z zainteresowaniem. 

Oscar dla najlepszego filmu: Oppenheimer
Mój wybór: Przesilenie zimowe

kręcenie wybuchu bomby, źródło

Najlepsza aktorka

Na pewno był to dobry rok dla Sandry Hüller. Zagrała w dwóch nominowanych filmach, co jest sporym osiągnięciem. Szczególnie jak na aktorkę, która na co dzień nie rezyduje w Hollywood. Sandra ma swoich przeciwników, ale ja ją kupuję. W roli matki oskarżonej o morderstwo jest wspaniała  ma kilka złotych momentów, jak początkowy wywiad czy małżeńska kłótnia. O statuetkę ostateczną walkę stoczą jednak Lily Gladstone i Emma Stone. Lily moim zdaniem wniosła do Czasu krwawego księżyca ten element, który podniósł poziom całości. Ja zastanowiłabym się, czy nie umieścić jej w kategorii drugoplanowej, wtedy miałaby zwycięstwo murowane. Dla mnie najlepsza w tym roku była Emma Stone. Kompletnie szalona i odklejona od rzeczywistości rola, ale zagrana z takim czarem, że trudno jej nie kibicować. Na pewno najlepsza rola w dorobku aktorki. Czego nie można powiedzieć o Annette Bening, która w Nyad wkłada w rolę mnóstwo energii, ale dla mnie to Jodie Foster skradła w filmie więcej uwagi. Carey Mulligan to światełko w tunelu filmu Maestro. Dla niej warto go zobaczyć. I chociaż zagrała świetnie, to słaby scenariusz przeszkadza w umieszczeniu jej na szczycie listy. 

Oscar dla najlepszej aktorki: Lily Gladstone (Czas krwawego księżyca) / Emma Stone (Biedne istoty)
Mój wybór: Emma Stone (Biedne istoty)

Najlepszy aktor

Mam swojego faworyta w postaci Paula Giamattiego. Uważam, że to w większości jego zasługa, że Przesilenie zimowe wywołało u mnie tyle emocji. Ekscentryczność połączona z empatią, no i mamy bohatera, którego przemianę chce się śledzić. Statuetka powędruje zapewne do Cilliana Murphy'ego. Nie będzie to dla mnie zawodem, bo uważam, że to był idealny casting. Murphy ma w sobie coś przyciągającego uwagę. Sukces filmu w sporej części zależał od tego, jaki będzie Oppenheimer. Jeffrey Wright w American Fiction umiejętnie łączy dramatyczne granie z komediowym wydźwiękiem niektórych scen. Złapał dobry balans, na pewno jest to warta docenienia rola. Cooper to nieporozumienie. Moim zdaniem bardziej chciał wykreować postać niż ją po prostu zagrać. Uwierało mnie to przez cały film. Filmu Rustin nie oglądałam.

Oscar dla najlepszego aktora: Cillian Murphy (Oppenheimer)
Mój wybór: Paul Giamatti (Przesilenie zimowe)


Yorgos Lanhimos i Emma Stone za kulisami „Biednych istot”, źródło

Najlepszy reżyser

W końcu nadszedł czas Nolana. Wszystkie znaki wskazują, że to właśnie on zgarnie statuetkę za Oppenheimera. Wydaje mi się, że słusznie. Zrobił coś mocno autorskiego, wybrał oryginalny sposób kierowania tą historią i się tego trzymał. Jego podejście do kręcenia scen wybuchu jest godne pochwały. Zebrał świetny zespół aktorski i stworzył opowieść, którą chce się śledzić. Czy wzbudza ona u mnie emocje? Raczej nie. Nie mogę jednak zaprzeczyć filmowemu rzemiosłu. Ja doceniłabym w tej kategorii Justine Triet. Sukces Anatomii upadku to zasługa wielu dobrych decyzji reżyserki. Chociażby świetne zagranie z przeskokami między rozprawą a wspomnieniami. Lanthimos to kolejny reżyser, który trzyma się swojej wizji. Mam wrażenie, że była to idealna osoba do przeniesienia Biednych istot na ekrany kin. Scorsese zrobił bardzo dobry film, ale nie swój najlepszy. Glazer Strefą interesów przekonał mnie do zapoznania się z jego filmografią! Byłby moim drugim wyborem w tej kategorii.

Oscar dla najlepszego reżysera: Christopher Nolan (Oppenheimer)
Mój wybór: Justine Triet (Anatomia upadku)


zza kulis „Anatomii upadku”, źródło

Najlepszy aktor drugoplanowy

Mam wrażenie, że to już nie jest pierwszy raz, kiedy w kategoriach drugoplanowych mamy taki ciekawy wybór. Ryan Gosling zabłyszczał swoją rolą w Barbie. Wydobył na światło dzienne wszystkie pokłady swojej komediowej strony, tańczył, śpiewał, bawił się świetnie, a przy tym bawił i widzów. Robert Downey Jr., do którego zapewne statuetka powędruje, pokazał w Oppenheimerze na co go stać. Nie ma tam zbędnych fajerwerków, Downey nie szarżuje, ale dostarcza odpowiedniej dawki emocji. Mam wrażenie, że u Scorsese role De Niro zawsze są dobre. I znowu zalatuje mafiozem, ale robi to perfekcyjnie. Sterling w tym notowaniu chyba najsłabszy, ale dobrze partneruje Wrightowi. Nie zapada jednak w pamięci. Moim faworytem zdecydowanie jest Mark Ruffalo. Uwielbiam go za każde przegięcie w Biednych istotach, a było ich sporo. Czuć było, że się bawi tą rolą i chwała reżyserowi, że mu na to pozwolił.

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego: Robert Downey Jr. (Oppenheimer)
Mój wybór: Mark Ruffalo (Biedne istoty)

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Z tej kategorii niektórych nominowanych bym się pozbyła. America Ferrera w Barbie ma jeden zapadający w pamięć moment, ten słynny monolog. Poza tym jej rola jest raczej nijaka i moim zdaniem nie zasługiwała na nominację. Z bólem serca, Emily Blunt nie pokazała nic poruszającego w Oppenheimerze. Jest to świetna aktorka, ale wydaje mi się, że scenariusz nie pozwolił jej na zabłyśnięcie. Ma tam sporo scen, w których się wścieka, ale przez to, że jest to tak pocięte, nie robi na mnie wrażenia. Najlepsza jest na pewno Da'Vine Joy Randolph w Przesileniu zimowym. Spędzamy z nią dużo czasu i współodczuwamy jej ból. To piękny występ. Jodie Foster jest najjaśniejszym punktem filmu Nyad i to dla niej w ogóle warto go obejrzeć. Jednak do tegorocznej roli Randloph nie doskoczyła. Koloru purpury nie oglądałam, chociaż bardzo bym chciała, bo to musical!

Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej: Da'Vine Joy Randolph (Przesilenie zimowe)
Mój wybór: Da'Vine Joy Randolph (Przesilenie zimowe)

Greta Gerwig i Ryan Gosling za kulisami Barbie, źródło

Najlepszy długometrażowy film animowany

To jest chyba moja ulubiona kategoria, a w tym roku udało mi się obejrzeć wszystkich nominowanych. Bawiłam się przy nich świetnie. Faworytem pozostaje Spider-Man: Poprzez uniwersum. Nadal pamietam te emocje po wyjściu z kina. Mimo że seans opuściłam niemal z oczopląsem, to miałam ochotę na więcej. Zgadza się w nim historia, podejście do kina superbohaterskiego, wspaniała muzyka, a przede wszystkim oryginalna animacja. Gdyby nie ten film, to serducho skradł mi Pies i robot. Animacja, w której nie pada ani jedno słowo, a mówi tak wiele. Przede wszystkim o bólu samotności i potrzebie posiadania kogoś bliskiego. O innym rodzaju bólu opowiada Miyazaki w Chłopcu i czapli. Tym razem to ból straty, żal, z którym młody bohater nie potrafi sobie poradzić. Jak to u Miyazakiego bywa, sporo w filmie symboli, ale sama historia jest barwna i kompletnie czarująca. Przyjemnymi historiami są też Nimona i Między nami żywiołami, ale mają w tym roku taką konkurencję, że wypadają tylko dobrze.

Oscar dla najlepszego długometrażowego filmu animowanego: Chłopiec i czapla
Mój wybór: Spider-Man: Poprzez uniwersum

Lily Gladstone i Martin Scorsese, źródło

Szybka przebieżka przez niektóre z kategorii. Z filmów międzynarodowych, polecam zobaczyć Perfect days. Maksymalnie powolne kino, które albo Was zachwyci albo zanudzi. Warto dać jednak szansę się oczarować. Strefa interesów w tej kategorii zasłużenie zgarnie Oscara. Scenariusz oryginalny podarowałabym Anatomii upadku, a adaptowany wolałabym widzieć chyba u Biednych istot. Muzyki z nominowanych filmów słuchałam ostatnio i najbardziej podoba mi się ta stworzona przez Robbiego Robertsona dla Czasu krwawego księżyca. Kompozytor zmarł w sierpniu zeszłego roku, ale zostawił po sobie wspaniałą ścieżkę dźwiękową. Statuetka pewnie powędruje do Oppenheimera, za co się nie będę obrażać, bo to również bardzo dobry soundtrack. Chciałabym pochwalić też muzykę dla Biednych istot, bo idealnie rezonuje z filmem. Co do piosenki, to Barbie powinna mieć nagrodę w kieszeni. Chociaż ja zamiast What was I made for, którą naprawdę bardzo lubię, wybrałabym I'm Just Ken. To będzie kultowa piosenka. Charakteryzację i fryzury przewiduję dla Maestro, chociaż po cichu liczę, że to jednak będą Biedne istoty. Techniczne nagrody powędrują raczej do Oppenheimera, chociaż w dźwięku moim faworytem jest Strefa interesów, a w zdjęciach Biedne istoty

Predykcje:

Najlepszy film międzynarodowy: Strefa interesów
Najlepszy scenariusz adaptowany: American Fiction
Najlepszy scenariusz oryginalny: Anatomia upadku
Najlepsza muzyka oryginalna: Oppenheimer
Najlepsza piosenka: What was I made for z Barbie
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Maestro / Biedne istoty
Najlepsza scenografia: Biedne istoty / Barbie
Najlepsze kostiumy: Biedne istoty
Najlepsze zdjęcia: Oppenheimer
Najlepszy dźwięk: Oppenheimer
Najlepszy montaż: Oppenheimer
Najlepsze efekty specjalne: Twórca


sobota, 11 marca 2023

Komu dałabym Oscara? (edycja 2023)

Tegoroczne filmy oscarowe to w większości paczka rozrywkowych tytułów. Biograficzna historia o Elvisie, przedstawiona z rozmachem i masą brokatu przez Baza Luhrmanna, szalone Wszystko, wszędzie naraz z ekscytującymi scenami walk, naładowany akcją Top Gun: Maverick. Z jednej strony  dobrze było się zrelaksować w kinie i obejrzeć po prostu poprawnie przedstawioną historię. Z drugiej, trochę zabrakło czegoś, co prawdziwie by widzem wstrząsnęło.

Dziwi mnie zupełny brak nominacji dla Nie! Jordana Peela. Po wyjściu z kina miałam wrażenie, że nominację za dźwięk i aktorkę drugoplanową będzie miał w kieszeni. Brak nominacji dla filmu skrojonego pod Oscary, She said, również mnie zaskoczyło. Nie uważam, że był to bardzo dobry film, ale spełniał kryteria, które zazwyczaj pozwalały dostać się do grona nominowanych. Nie ma też nowych filmów reżyserów, którzy w przeszłości udowodnili, że są warci śledzenia. Mam na myśli tytuły: Do ostatniej kości Luci Guadagnino, Biały szum w reżyserii Noah Baumbacha, Armagedon Jamesa Grey'a.

Najlepszy film

Jeżeli miałabym wybrać swojego ulubieńca wśród nominowanych do najlepszego filmu to postawiłabym na Wszystko, wszędzie naraz. To oryginalny obraz relacji matki z córką, a zaproponowana forma jest nowatorska, szalona i kompletnie wciągająca. Cała obsada świetnie sobie partneruje, a ich zaangażowanie w dość osobliwe do zagrania sceny robi wrażenie. Aktorzy błyszczą również w Duchach Inisherin, co potwierdza ilość aktorskich nominacji. To mój drugi ulubieniec w tym gronie. Angażująca historia, która potrafi rozbawić i wzruszyć jednocześnie. Zdecydowanie, jeden z tytułów, które sprawiły mi najwięcej frajdy. Rozrywkę przynoszą również Fabelmanowie. Ta opowieść o miłości do kina w wykonaniu Spielberga jest urocza. Reżyser jak mało kto potrafi pokazać czym może być praca wykonywana z pasją. Rękę reżyserską można bez trudu zobaczyć w Elvisie. Baz Luhrmann nie oszczędza na brokacie i cekinach, tworząc elektryzującą historię o królu rock and rolla. Szkoda tylko, że wątek jego managera kuleje. W nowym Top Gunie trudno się do czegoś przyczepić. Scenariusz jest ciekawy, bohaterowie barwni, a akcja ma idealne tempo. To nie jest moje kino, bo za dużo tam hollywoodzkiego patosu, ale i tak ogląda się z przyjemnością. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o Avatarze. Od strony technicznej to majstersztyk, Cameron potrafi przenieść nas do podwodnego świata i zachwycić jego wyglądem. Za to fabuła zeszła na dalszy plan, a bohaterowie okazali się zupełnie nieciekawi. Cieszy mnie pojawienie się w zestawieniu filmu nieanglojęzycznego. Na zachodzie bez zmian to mocne kino, które pokazuje bezsens wojny i potrafi wstrząsnąć widzem. W trójkącie jest genialny przez dwie części, ale niestety trzecia lekko obniżyła moją ocenę. Wolę jednak wcześniejszy film reżysera, The SquareTár pozwala zabłyszczeć Cate. Niesamowita rola, która sprawia, że ogląda się to tak dobrze, nawet kiedy bohaterowie rozmawiają o muzycznych zagadnieniach, które są tajemnicze dla widza.

Oscar dla najlepszego filmu: Wszystko, wszędzie naraz
Mój wybór: Wszystko, wszędzie naraz

zdjęcie zza kulis Wszystko, wszędzie naraz


Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Bardzo mocna kategoria w tym roku. Przede wszystkim  powrót Brandona Frasera. Powrót w wielkim stylu. Rola chorobliwie otyłego Charliego, który ma w sobie naiwność dziecka i patrzy na wszystkich z pozytywnym nastawieniem była dużym wyzwaniem. W innych rękach mogłoby wyjść sztucznie, ale Fraser potrafi nas przekonać, że Charlie wierzy w to, co mówi. Jego wzrok jest pełen ciepła i nadziei. Z drugiej strony, Austin Butler zaskoczył mnie swoją interpretacją roli Elvisa. W jakiś magiczny sposób udało się przekazać fenomen króla, bez zbędnego naśladowania (czego najbardziej nie lubię w biopicach, wystarczy spojrzeć na Bohemian Rhapsody). Naprawdę miałam ochotę piszczeć z fankami podczas oglądania jego ruchów scenicznych. Jest jeszcze Colin Farell, który prezentuje swoje umiejętności komediowe i wychodzi mu to świetnie. Ostatni nominowany aktor, którego udało mi się zobaczyć na ekranie to Paul Mescal w Aftersun. Ogromnie się cieszę, że znalazł się w tym gronie. Jego rola w debiucie Wells to petarda emocji, skrytych pod powierzchnią. Jak nikt inny potrafi zagrać wrażliwca.

Oscar dla najlepszego aktora: Brandon Fraser (Wieloryb) / Austin Butler (Elvis)
Mój wybór: rozum podpowiada Brandona Frasera za Wieloryba, chociaż serce bije mocniej dla Mescala


Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

W tej kategorii bój stoczy się pomiędzy dwoma nazwiskami  Cate Blanchett za Tár i Michelle Yeoh za Wszystko, wszędzie naraz. Nie ma co oszukiwać, Cate Blanchett dostarczyła jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) rolę swojego życia. Jej postać w Tár jest zimna, wyrachowana, ale zarazem pełna pasji i chęci korzystania z życia. Jednak jakimś magicznym sposobem ja kibicuję Michelle Yeoh. Może dlatego, że jej rola, a właściwie role, były tak nieoczywiste. Miała do zagrania wiele postaci i wszystkie udźwignęła z wdziękiem. Z tyłu głowy słyszę też głos, który mówi  Cate ma już Oscara, więc niech to będzie Yeoh. Co do reszty nominowanych: Ana de Armas i jej interpretacja Monroe to jeden z mocniejszych elementów słabego filmu. Michelle Williams miała w swojej karierze lepsze role niż ta w Fabelmanach. Moim zdaniem to za Manchester by the sea powinna zgarnąć statuetkę. Filmu To Leslie nie widziałam. 

Oscar dla najlepszej aktorki: Cate Blanchett (Tár) / Michelle Yeoh (Wszystko wszędzie naraz)
Mój wybór: Michelle Yeoh za Wszystko wszędzie naraz

zdjęcie zza kulis, Fabelmanowie

Najlepszy reżyser

Kolejna mocna kategoria. Patrząc na filmy nominowanych reżyserów, można powiedzieć, że każdy bardzo wyraźnie przekazuje swoją estetykę. Spielberg postanawia opowiedzieć historię opartą na swoim życiu, tworząc obraz o zamiłowaniu do świata kina, które przekuwa się w wymarzoną pracę. Robi to w tak umiejętny sposób, że tylko utwierdza nas w przekonaniu, że jest wyśmienitym reżyserem. Martin McDonagh balansuje na styku komedii i dramatu, pozwalając widzom się pośmiać, ale również wzruszyć. Ma wyczucie, wie jak poprowadzić komediowe wątki, ale też nie boi się posunąć do pewnego ekstremum. Todd Field trzyma się swojego założenia, jego film jest chłodny, pełen tajemniczości i niedopowiedzeń. Ruben Östlund udowadnia, że potrafi jak nikt inny wyśmiać współczesny świat i chociaż The Square podobał mi się bardziej, to W trójkącie zdecydowanie jest dobrym filmem. I na koniec para wariatów, Dan Kwan i Daniel Scheinert. Ich wspólna praca nad Wszystko, wszędzie naraz pokazuje, że brakowało nam ostatnio odrobiny szaleństwa w kinie. Na szczęście nam go dostarczyli.

Oscar dla najlepszego reżysera: Dan Kwan i Daniel Scheinert (Wszystko wszędzie naraz)
Mój wybór: Dan Kwan i Daniel Scheinert za Wszystko wszędzie naraz


Najlepsza aktorka drugoplanowa / Najlepszy aktor drugoplanowy

Nominacje w tych kategoriach pokazują, które filmy mogą się pochwalić świetną obsadą. Rządzą Wszystko, wszędzie naraz i Duchy Inisherin. I z tymi nominacjami się w stu procentach zgadzam. Wybór jednej osoby jest naprawdę trudny. Wśród aktorów zakochałam się w Barry'm Keoghanie. Jest jedna scena w Duchach Inisherin, gdzie jego marzenie lega w gruzach  prawdziwy wyciskacz łez. Jednak tutaj nagroda najpewniej powędruje do Ke Huy Quana i z tym wyborem się zgadzam. Scena rozmowy z Michelle Yeoh nawiązująca do filmu Spragnieni miłości wywołuje ciarki. Wśród aktorek moje serce skłania się do Kerry Condon, która w Duchach Inisherin mnie oczarowała. Jednak nie będę kręcić nosem na Jamie Lee Curtis czy Angelę Basset. 

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowegoKe Huy Quan za Wszystko, wszędzie naraz
Mój wybór: Barry Keoghan za Duchy Inisherin 
Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowejAngela Basset za Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu
Mój wybór: Kerry Condon za Duchy Inisherin


zdjęcie zza kulis filmu Babilon

Najlepszy długometrażowy film animowany

Nie udało mi się dotrzeć do kina na nowego Kota w butach, chociaż słyszałam, że warto. Resztę nominowanych udało mi się obejrzeć. Moje serce należy oczywiście do Marcela, o którym więcej pisałam po American Film Festiwal. Ma jednak mocną konkurencję. To nie wypanda jest opowieścią o akceptowaniu siebie i zmian zachodzących w naszym życiu. Najsilniejszym tytułem jest jednak Pinokio od Guillermo del Toro. Nigdy nie przepadałam za opowieścią o drewnianym chłopcu, ale del Toro sprawił, że zakochałam się w tej historii. Animacja poklatkowa jest przepiękna, dubbing genialny (oglądałam w oryginalnej wersji). Twist w postaci przeniesienia wydarzeń do faszystowskich Włoch również się sprawdza. Bardzo mnie ucieszy statuetka dla Pinokia, nawet jeśli sercem jestem z Marcelem. Oglądałam też Morską bestię, ale to raczej taka przyjemna przygodówka.

Oscar dla najlepszego długometrażowego filmu animowanego: Guillermo del Toro: Pinokio
Mój wybór: Marcel muszelka w różowych bucikach


Najlepszy film nieanglojęzyczny

Kategoria z której wszyscy są dumni, bo ponownie wśród nominowanych znalazł się polski tytuł. Poprzedni nominowany film, w reżyserii Pawlikowskiego do mnie trafił i mogłam mu z czystym sercem kibicować. Do chwalenia IO jednak mi daleko. Pisałam o nim po Nowych Horyzontach  dla mnie jest na siłę artystyczny. I jeżeli ktoś doszukał się tam znaczenia, to dobrze, ale nie zmieni to mojego wspomnienia męczącego seansu. Przy Blisko wylałam morze łez i uważam, że to świetny film. Szczególnie w obrębie zarysowania relacji między nastoletnimi chłopcami. Z perspektywy czasu ciągle się zastanawiam czy nie ma tam trochę szantażu emocjonalnego. Ale nawet jeżeli jest, to się dałam na niego złapać. Brakuje wśród nominowanych Podejrzanej, ciekawego połączenia historii miłosnej z śledztwem kryminalnym. Są też głosy, że powinien się tutaj znaleźć RRR, czyli hit Bollywood. Przyznaję, że po przesłuchaniu nominowanej piosenki z tego filmu mam ochotę go obejrzeć.

Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego: Na zachodzie bez zmian
Mój wybór: Blisko

zdjęcie zza kulis filmu Marcel muszelka w różowych bucikach


Szybka przebieżka przez resztę kategorii:

Najlepszy scenariusz adaptowany: Na zachodzie bez zmian
Najlepszy scenariusz oryginalny: Duchy Inisherin
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Wieloryb
Najlepsza muzyka oryginalna: Babilon
Najlepsza piosenka: Naatu Naatu z RRR
Najlepsza scenografia: Babilon
Najlepsze kostiumy: Elvis / Czarna Pantera
Najlepsze zdjęcia: Tár
Najlepszy dźwięk: Top Gun
Najlepszy montaż: Wszystko, wszędzie naraz
Najlepsze efekty specjalne: Avatar: Istota wody


niedziela, 27 marca 2022

Komu dałabym Oscara? (edycja 2022)

Podczas tegorocznego sezonu nagród dobrze mi szło oglądanie filmów, które zostały nominowane. Aż w końcu przestało. Miałam kilkutygodniowy detoks od kina, przez co ominęły mnie niektóre premiery, jak Spencer czy Matki równoległe. Na Drive my car próbuję dotrzeć od tygodnia i finalnie poniosłam klęskę, nad czym ubolewam. To jedyny film nominowany w głównej kategorii, którego nie udało mi się obejrzeć. Natomiast wiele seansów zostało uratowanych za sprawą serwisów streamingowych. 

Przed rozdaniem nie czuję większych emocji  było kilka naprawdę dobrych filmów, ale nie rozumiem obecności niektórych tytułów wśród nominowanych. Innymi słowy, minęły się po prostu z moim gustem kinowym.


Najlepszy film

Filmów w tym roku nominowanych jest aż dziesięć, więc fakt, że udało mi się obejrzeć dziewięć z nich uznaję za sukces. Jest wśród nich kilka, które naprawdę mnie przekonały, na czele z Licorice Pizza. Fanką twórczości Paula Thomasa Andersona jestem nie od dzisiaj. Z każdym kolejnym filmem tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. To prawdziwa umiejętność, żeby tworzyć tak różne filmy, które za każdym razem trafiają w sedno. Nie inaczej jest z Licorice Pizza, który rozczula, sentymentalnie wspomina minione lata i snuje ciekawą opowieść o dwójce młodych ludzi. Z rozrzewnieniem patrzy w przeszłość również Kenneth Branagh w filmie Belfast. Reżyser sam wyemigrował z Irlandii, a widzom przedstawia ówczesne realia z perspektywy jednej rodziny. I tutaj właśnie tkwi cały urok filmu  trudno tej rodziny nie polubić. Najmocniej zapadł mi w pamięć młody Jude Hill, który jest iskierką radości. Takich naturszczyków ze świecą szukać. Jednak wiele tutaj jest małych-wielkich ról, cudowna jest Caitriona Balfe grająca matkę, niesamowici są Judy Dench i Ciaran Hinds jako dziadkowie (oboje nominowani w kategorii aktorów drugoplanowych). Mocnym kandydatem w zestawieniu jest zdecydowanie film Psie pazury w reżyserii Jane Campion. Trochę już o nim na blogu pisałam i to jest tytuł, którego zwycięstwo by mnie ucieszyło. Świetnie porusza temat toksycznej męskości, postacie są żywe i zagrane bezbłędnie, a ten powolny klimat idealnie pasuje do wykreowanego antywesternowego świata. Wiele nagród w sezonie otrzymał film CODA, w którym śledzimy wokalne przygody dziewczyny pochodzącej z rodziny głuchych. Zdecydowanie najbardziej przyjemny film w zestawieniu, idealny na niedzielne popołudnie spędzone w gronie rodziny przed telewizorem. Dla mnie jednak brakuje mu trochę do tytułu najlepszego filmu roku. W zestawieniu jest jeszcze Diuna, która okazała się świetną ekranizacją powieści Herberta i na pewno wielu z widzów będzie z niecierpliwością czekało na kontynuację. Reszta filmów dla mnie trochę odstaje. Z Nie patrz w górę miałam kilka problemów i chociaż uważam, że koncept był dobry, to wykonanie już mnie nie przekonało. West Side Story to nie był i nadal nie jest „mój” typ musicalu, ale trzeba przyznać, że Spielberg stworzył dzieło przemyślane i kompletne (dla mnie ta historia miłosna jest zbyt nierzeczywista). Zaułek koszmarów to taki film, o którym szybko zapomniałam, a po del Toro spodziewałam się więcej. King Richard zupełnie się ze mną minął.


Oscar dla najlepszego filmu: Psie pazury / CODA
Mój wybór: Najgorszy człowiek na świecie! Ale jako że nie został nominowany to mi najmocniej podobał się Licorice Pizza

zdjęcie zza kulis Psich pazurów

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Ta kategoria w tym roku budzi we mnie lekką konsternację. Patrząc na przyznane w tym sezonie nagrody, Oscar powędruje zapewne do Willa Smitha za tytułową rolę w King Richard. I naprawdę zachwytów nie rozumiem. Może poza tym, że faktycznie gra postać biograficzną, co zawsze przy rozdaniach zostaje mocniej doceniane. Jednak moim zdaniem nie doskakuje do pięt Benedictowi Cumberbatchowi, który w Psich pazurach robi niesamowite wrażenie. Ta postać jest tak dopracowana, gra niuansami, przechodzi zmiany, pokazuje mocniejszą i wrażliwszą stronę. Po prostu  czapki z głów. Co do reszty: Javier Bardem jest cudowny, ale niczym szczególnym się nie odznaczył, a sam film Being the Ricardos wyleciał mi z głowy chwilę po seansie. Denzel Washington w Tragedii Makbeta robi bardzo dobrą, solidną robotę. Natomiast Andrew Garfield w Tick, Tick... Boom! cudownie oddaje hołd Larsonowi, jest w tym swobodny i z lekkością prowadzi widza przez wycinek życia Jonathana.


Oscar dla najlepszego aktora dostanie Will Smith za rolę w filmie King Richard
Mój wybór: Benedict Cumberbatch za Psie pazury


Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Tutaj dwa filmy, które mi umknęły  Spencer z Kirsten Stewart i Matki równolegle z Penelope Cruz. Cruz u Almodovara zawsze błyszczała, więc spodziewam się, że tutaj nie było inaczej. Jednak to rola Stewart jako księżnej Diany mocno mnie intryguje. Mam nadzieję, że za niedługo uda się obejrzeć na którymś z serwisów streamingowaych. Z Nicole Kidman mam trochę jak z Bardemem  było to dobre, ale sam film na tyle średni, że niewiele z niego mi w pamięci zostało. Dodatkowo, to rola biograficzna, a ja Lucy nie znam, nie oglądałam kultowego sitcomu, kojarzę tylko z referencji w kulturze. Jessica Chastain w Oczach Tammy Faye faktycznie jest najmocniejszym punktem filmu i niesie jego ciężar na swoich barkach. Robi to z rozmachem i brawurą. Dodatkowo zupełnie zmienia swoją fizjonomię pod masą makijażu. Wiemy, że takie tricki często działają na Akademię, szczególnie w przypadku ról w filmach biograficznych. Moim zdaniem z trójki aktorek, które udało mi się zobaczyć najlepsza jest Olivia Colman w Córce. Podobnie do sytuacji z Cumberbatchem  tworzy postać kompletną, wielopoziomową i jest tak piekielnie naturalna, że nie można wzroku oderwać.


Oscar dla najlepszej aktorki może powędruje do Jessici Chastain za Oczy Tammy Faye? 
Mój wybór: Renate Reinsve za Najgorszego człowieka na świecie! Nie otrzymała jednak nominacji (skandal!), więc wybrałabym Olivię Colman za Córkę

zdjęcie zza kulis Córki

Najlepszy reżyser

W tym roku to naprawdę mocna kategoria. Na tyle, że jestem zaskoczona, że nie znalazło się tutaj jeszcze jedno nazwisko  Denis Villeneuve. Jego Diuna jest tak dobra w dużej mierze dzięki umiejętnej reżyserii, dlatego aż szkoda, że wśród tak wielu nominacji dla ekranizacji powieści Herberta, nie udało się wcisnąć tak znaczącej. Powtarzam jednak, że w tym roku konkurencja była duża. Steven Spielberg udowadnia, że jest sprawnym rzemieślnikiem w świecie kina, biorąc na warsztat klasyczny musical. Fani oryginału musieli drżeć z niepewności, ale myśle, że po seansie odetchnęli z ulgą. Reżyser wprowadził do filmu powiew świeżości, jednocześnie trzymając się ram oryginalnej historii. I mnie właściwie to nie pasowało, bo mam problem właśnie z pierwowzorem. Ale trzeba przyznać, że od strony reżyserii w West Side Story wszystko się zgadza. Branagh uchylił przed nami drzwi do swojego dzieciństwa i zrobił to z taką czułością, że trudno Belfastu nie polubić. Wszelkie zarzuty w temacie zbytniego sentymentalizmu słyszę, ale się nie do końca zgadzam. To, że na ten czas w życiu patrzymy z nutką rozrzewnienia jest zrozumiałe, a to w końcu historia opowiadana przede wszystkim z perspektywy młodego chłopaka. O Andersonie już trochę pisałam, ale powtórzę, że umiejętności nie można mu odmówić i to dzięki nim tworzy filmy różne, ale za każdym razem angażujące. Tegoroczną faworytką jest Jane Campion i nikogo to nie powinno dziwić. Sposób w jaki rekonstruuje gatunek westernu, rozkłada w filmie akcenty, prowadzi aktorów i buduje klimat sprawia, że Psie pazury tak mocno uderzają widza.

Oscar dla najlepszego reżysera odbierze zapewne Jane Campion za Psie pazury
Mój wybórJane Campion za Psie pazury

zdjęcie zza kulis West Side Story

Najlepszy aktor drugoplanowy / Najlepsza aktorka drugoplanowa

Z całą sympatią jaką darzę J. K. Simmonsa  nie rozumiem trochę jego nominacji. Oglądając Being the Ricardos starałam się specjalnie zwracać uwagę na jego rolę i naprawdę nie wiem czym się wyróżnił. Hinds w Belfaście zagrał cudownie, bez zbędnego wysiłku tworzy wokół atmosferę ciepła i miłości. Dwójka aktorów z Psich pazurów pojawiła się w nominowanych nie bez przyczyny. Dają świetne występy, z czego w głowie dłużej zostaje Kodi Smit-McPhee. Chyba ze względu na postać, którą gra, bo ma tam więcej możliwości do zabłyśnięcia i te możliwości z lekkością wykorzystuje. Jest to zdecydowanie bohater, który zapada w pamięć. Jednak, nagrodę może mu sprzed nosa sprzątnąć Troy Kotsur, który w filmie CODA jest cudowny. Aktor kreuje rozczulającą postać głuchego ojca, który pragnie szczęścia swojej rodziny.

W gronie aktorek raczej nie powinno być zaskoczeń i statuetkę zgarnie zapewne Ariana DeBose. Jej Anita w West Side Story to energetyczna kobieta, która pokazuje widzowi pazur, a równocześnie pełna jest wrażliwości. Aktorka przy tym pięknie śpiewa i tańczy. Dla mnie jednak bank rozbiła Jessie Buckley w Córce. Już w Może pora z tym skończyć ta aktorka mnie zahipnotyzowała, a w debiucie Gyllenhaal udowadnia, że jej wachlarz umiejętności jest szeroki. Świetna jest także Kirsten Dunst w Psich pazurach, Judi Dench po raz kolejny daje popis aktorski w Belfaście, a Ellis jest bardzo dobra jako partnerka Smitha w King Richard


Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowegoTroy Kotsur za CODA
Mój wybór: Troy Kotsur za CODA 
Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowejAriana DeBose za West Side Story
Mój wybór: Jessie Buckley za Córkę

zdjęcie zza kulis Diuny

Szybka przebieżka przez resztę kategorii:

Najlepszy scenariusz adaptowany: strzelałabym, że wygrają Psie pazury, ale może to być też CODA
Najlepszy scenariusz oryginalny: ja to bym wszystko co mogę wręczyła Najgorszemu człowiekowi na świecie, ale wygrana Licorice Pizza czy Belfastu też by mnie zadowoliła
Najlepszy długometrażowy film animowany: Encanto
Najlepszy film nieanglojęzyczny: tutaj raczej pewne, że nagrodę otrzyma Drive my car, nominowany też w głównej kategorii. Mój typ to: Najgorszy człowiek na świecie.
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Oczy Tammy Faye
Najlepsza muzyka oryginalna: Diuna
Najlepsza piosenka: „No time to die” z Bonda
Najlepsza scenografia: Diuna
Najlepsze kostiumy: Cruella
Najlepsze zdjęcia: trzymam kciuki za Diunę, chociaż mocna konkurencja
Najlepszy dźwięk/Najlepszy montaż dźwięku: Diuna
Najlepszy montaż: Montaż błyszczy w Tick, Tick... Boom! zatem trzymam za niego kciuki!

A Wy, komu wręczylibyście statuetki?

niedziela, 25 kwietnia 2021

Komu dałabym Oscara? (edycja 2021)

Tradycyjnie ta notka pojawiała się w okolicy lutego, wszyscy jednak wiemy, że ten rok jest szczególny. Data gali oscarowej została przełożona na 25 kwietnia, a odbywać się będzie nie tylko w słynnym Dolby Theatre  część uroczystości przeniesiona zostanie na dworzec Union Station w Los Angeles, a gwiazdy będą łączyć się satelitarne z Paryża i Londynu. W związku z tym, zabraknie powtórki z corocznych tłumów na czerwonym dywanie oraz hucznych występów na dużej scenie. Przede wszystkim, ze względu na pandemię ucierpiała ilość filmów, które miały premierę w zeszłym roku. Przesunięto sporo projektów, nie doczekaliśmy się nowej odsłony Diuny w reżyserii Denisa Villeneuve’a, najnowszy tytuł Wesa Andersona, The French Dispatch, z imponującą obsadą ma pojawić się dopiero w okolicach tegorocznych wakacji, a film o kolejnych przygodach Bonda już niejednokrotnie zmieniał datę premiery. To przesunięcie gali na kwieceń było całkiem dobrym pomysłem, ponieważ dzięki temu zebrano większą ilość produkcji do ograniczonej już puli. 

Żałuję, że nie udało mi się nadrobić wielu filmów nominowanych, ponieważ kina w Polsce otwarte były tylko na krótką chwilę, a nie wszystko udało się legalnie obejrzeć w Internecie. Na szczęście okres, w którym można było odwiedzać kina wykorzystałam w stu procentach i obejrzałam tyle, ile mogłam tytułów nominowanych, za co należą się podziękowania repertuarowi wrocławskich Nowych Horyzontów.


Najlepszy film

W tym roku mamy zatem tylko osiem filmów nominowanych w głównej kategorii, z czego udało mi się obejrzeć sześć. Seanse Judas and the Black Messiah oraz Ojciec poczekają zapewne na kolejne otwarcie kin, z czego ten drugi tytuł zapowiada się naprawdę ciekawie. Mam takie ciche podejrzenie, że mógłby być nawet moim faworytem w tej kategorii, bo i tematyka, i obsada, i sama historia z zapowiedzi wygląda na coś w moim typie. Nie ma co się jednak rozwodzić nad tymi tytułami, przejdźmy do tych obejrzanych. Na pierwszy ogień  Proces siódemki z Chicago, bardzo dobrze napisany, mocno rezonujący z wydarzeniami, które miały miejsce niedawno w Polsce. Dla mnie było w nim za dużo emanowania patosem i schematycznych amerykańskich chwytów, brakowało czegokolwiek odkrywczego. Ciekawym pretendentem do statuetki za najlepszy film jest za to Minari, film o koreańskiej rodzinie, która przeprowadza się na pustkowie, w poszukiwaniu spełnienia słynnego „amerykańskiego snu”. Przez większość czasu trwania jest to seans lekki i po prostu rozczulający. Postać syna kradnie uwagę, a szczególnie w pamięci zapadają jego sceny z babcią, które potrafią widza rozbawić. Miło zobaczyć coś tak innego w głównej kategorii, jednak dla mnie to po prostu dobry film, który nie zachwycił szczególnie mocno, chociażby jak zeszłoroczne Parasite. Zresztą, to dwa różne bieguny filmowe, Minari to raczej kino familijne, gdzie ważne są relacje i dążenie do realizacji marzeń, zdjęcia utrzymane są w przyjemnych barwach, a całość okraszona jest piękną muzyką. Kolejny nominowany film, Sound of metal, wart jest uwagi przede wszystkim ze względu na Riza Ahmeda w roli głównej. To przykład całkiem dobrze napisanego filmu, który główny aktor wynosi na wyższy poziom. Początek jest naprawdę mocny, montaż dźwięku robi wrażenie, szczególnie można to odczuć, kiedy siedzi się na sali kinowej (nie jestem pewna, czy w zaciszu domowym osiągnąłby taki efekt). Oglądamy zmagania głównego bohatera z nowym światem  ludzi głuchych, w którym się znalazł. Sound of metal to takie porządnie skrojone kino, ale znajdzie się tam też kilka mankamentów, dla przykładu: poprowadzenie wątku dziewczyny głównego bohatera. Najwięcej zarzutów pojawiło się chyba w tym roku wobec filmu Mank, czyli nowej produkcji słynnego reżysera, Davida Finchera, do którego scenariusz napisał jego ojciec, Jack Fincher. To historia powstawania scenariusza do Obywatela Kane'a, a sam film nakręcony został raczej dla zagorzałych kinomanów, dla których powrót do klimatu dawnego kina Hollywood będzie wiązał się z podejściem sentymentalnym. Ja zawsze te stare filmy lubiłam, Obywatela Kane'a obejrzałam dość niedawno, więc świetnie się bawiłam wyłapując podobieństwa. Najbardziej zaskakujący w tym roku był chyba seans Obiecującej. Młodej. Kobiety, o którym to pisałam już wcześniej, więc powtarzać się nie będę. Krótko mówiąc, moim zdaniem to najważniejszy film roku i miło widzieć, że dobrze radzi sobie w sezonie nagród, zyskując sobie spore grono fanów. Ja na pewno do nich należę. Na koniec kilka słów o Nomadland, niepozornie zapowiadającym się filmie, który w tym roku podbił sporo serc. Mnie również ten seans porwał, w jego chłodnym klimacie było coś fascynującego, a Frances McDormand znowu zawładnęła ekranem z właściwą sobie charyzmą i to jej rola sprawiła, że Nomadland jest właśnie aż tak dobry. Sam fakt, że postaci, spotykane po drodze przez główną bohaterkę, są grane przez prawdziwych nomadów sprawia, że seans jest jeszcze bardziej imponujący. Nie jest to jednak film pozbawiony wad. Zdecydowanie uwierały złote myśli wygłaszane przez bohaterów  momentami trącały infantylnością, ale tym razem przymykam na to oko. 

Oscar dla najlepszego filmu: Nomadland
Mój wybór: Obiecująca. Młoda. Kobieta., ale jeśli wygra Nomadland to też się nie obrażę

zdjęcie zza kulis filmu Sound of metalźródło

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Kategorie aktorskie w tym roku są chyba najciekawszym elementem rozdania. Przede wszystkim dlatego, że nie ma jednego faworyta wyścigu, którym w zeszłym roku był akurat w tej kategorii Joaquin Phoenix. Jak już wspominałam przy powyższej kategorii, ja byłam pod ogromnym wrażeniem kreacji Riza Ahmeda w Sound of metal. Aktora, którego nazwiska wcześniej w ogóle nie kojarzyłam, a który cały film udźwignął na swoich barkach, portretując wrażliwego, kruchego człowieka, a jednocześnie pełnego pasji i determinacji. Nie miał łatwego zadania, a poradził sobie wspaniale. Tajemnicą jest dla mnie popis Hopkinsa w filmie Ojciec, ale znając tego aktora, możemy spodziewać się aktorstwa z najwyższej półki  ja przekonam się o tym dopiero po otwarciu kin. Gary Oldman w Manku radzi sobie bardzo dobrze, ale mam wrażenie, że on jest najrzadziej typowanym zwycięzcą. Podobnie sprawa ma się ze Stevenem Yeun, który świetnie odegrał postać marzyciela, ale jednak odstaje lekko od konkurencji. Także końcowy wyścig będzie rozgrywał się zapewne między Ahmedem, Hopkinsem i Bosemanem. Ten ostatni stworzył charakterną kreację w filmie Ma Rainey: Matka bluesa, postać Leevy'ego była pełna charyzmy, zarazem lekka i niosąca ciężki bagaż emocjonalny. Jest zatem prawdopodobne, że tegoroczny Oscar pośmiertnie otrzyma właśnie Chadwick Boseman.


Oscar dla najlepszego aktora dostanie Chadwick Boseman za rolę w filmie Ma Rainey: Matka bluesa
Mój wybór: Riz Ahmed za Sound of metal

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Tutaj kolejny ciekawy pojedynek, szczególnie, że tym razem widziałam każdą z nominowanych aktorek w akcji i faktycznie, każda świetnie poradziła sobie ze swoją rolą. Z tego zestawienia może najmniej przekonała mnie kreacja Violi Davis, ponieważ była raczej przeszarżowana, ale zdecydowanie zagrała matkę bluesa całą sobą i trudno o tej kreacji zapomnieć. Andra Day, która za występ w Billie Holliday już dostała Złotego Globa, to najmocniejszy punkt bardzo słabego filmu. Oglądanie jego już zawsze kojarzyć mi się będzie z czystą męką i ciężko docenić tak naprawdę kunszt aktorski. Mimo to, Day poradziła sobie z utrzymaniem pewnej ciągłości postaci, co przy tak dziurawym scenariuszu i słabym montażu robi wrażenie. Zdecydowanie jest to nazwisko, które warto będzie śledzić w przyszłości. Przyznaję, że w tej kategorii mam mocny problem z wytypowaniem mojej ulubionej roli, bo trzy kolejne są równie imponujące. Najpierw Vanessa Kirby, która w Cząstkach kobiety wznosi się na szczyty aktorstwa  ta początkowa, półgodzinna scena porodu mocno przypomina scenę żywcem wyciętą z teatru, bardzo niewiele cięć, cała uwaga na barkach aktorów. I to Kirby jest powodem, dla którego ten film warto obejrzeć. Następnie mamy Carey Mulligan, która świetnie radzi sobie z oryginalną konwencją filmu Obiecująca. Młoda. Kobieta. Nie ma tutaj typowego poprowadzenia rozwoju, przemiany bohaterki, to raczej gotujące się gdzieś wewnątrz emocje potrafią w tym przypadku oczarować. Kolejny raz  gdyby ktoś inny zagrał Cassie, mogłoby wyjść o wiele gorzej. Podobnie sprawa ma się z Nomadland, gdzie właściwie Frances McDormand ciągnie cały film, będąc tak piekielnie naturalną, że ma się wrażenie oglądania filmu dokumentalnego. Przykład tytułu, w którym to warunki aktora definiują finalny sukces. Powalające wykonanie.


Oscar dla najlepszej aktorki powędruje do Frances McDormand za Nomadland, a może do Carey Mulligan za Obiecującą. Młodą. Kobietę.
Mój wybór: Frances McDormand za Nomadland / Vanessa Kirby za Cząstki kobiety

zdjęcie zza kulis filmu Nomadlandźródło

Najlepszy reżyser

Kolejna kategoria, w której udało mi się zobaczyć wszystkich nominowanych i historyczna chwila wśród dotychczasowych nominacji do Oscarów  mamy dwie kobiety właśnie w reżyserskiej kategorii. Do tego są to dwa mocne nazwiska, z czego dla Emerald Fennell to debiut! Gratulacje się należą, szczególnie że jej film jest bardzo autorski, sama napisała scenariusz i wyreżyserowała Obiecującą. Młodą. Kobietę. i po prostu widać, że był to dla niej ważny temat, a do pracy podeszła z pełnym zaangażowaniem. Zaryzykowała i to jej się opłaciło. Na czele wyścigu wydaje się być jednak Chloé Zhao i to jej najmocniej kibicuję. Przed Nomadland nawet o niej nie słyszałam, ale w tym roku udowodniła, że mistrzowsko potrafi poprowadzić emocje widza, a człowiek długo się zastanawia czy to aktorzy tak dobrze grają nomadów, czy nomadzi tak naturalnie wypadają na ekranie, co daje to dokumentalne wrażenie. Także naprawdę trzymam za nią kciuki. David Fincher i Lee Isaac Chung wykonali rzetelną pracę i dobrze widzieć ich wśród nominowanych, jednak moim zdaniem żaden z nich nie wybija się ponad konkurencję. Co innego Thomas Vinterberg, który filmem Na rauszu udowadnia, że duńskie kino ma sporo do zaoferowania, a on umiejętność balansowania między lekkością i tragedią, podczas opowiadania o powszechnym problemie, w tym przypadku alkoholizmie.

Oscar dla najlepszego reżysera odbierze zapewne Chloé Zhao za Nomadland
Mój wybórChloé Zhao za Nomadland


Najlepszy aktor drugoplanowy / Najlepsza aktorka drugoplanowa

Szczerze powiem, że mało ekscytują mnie te dwie kategorie w tym roku. Wśród aktorów nie widziałam dwóch nominowanych, bo oboje występują w filmie Judas and the Black Messiah. Także Daniel Kaluuya, który typowany jest na zwycięzcę i zgarnął jednak najwięcej nagród na innych festiwalach, pozostaje dla mnie tajemnicą. Znając jego kreację w Uciekaj! możemy się spodziewać czegoś dobrego. Jeżeli miałabym wybierać z trójki nominowanych, których widziałam, czyli aktorów: Sacha Baron Cohen, Leslie Odom Jr. i Paul Raci to chyba zdecydowałbym się na tego ostatniego. Podejrzewam, że w tym przypadku ma znaczenie fakt, że Paul Raci sprawił, że jego postać była tak sympatyczna, a po wyjściu z kina długo pamięta się jego przyjemną aurę. Nie jest to jednak popis aktorstwa. Wśród kobiecych ról widziałam o jedną więcej, a jedyną, która mnie ominęła była kreacja Olivii Colman w filmie Ojciec, ale po tej aktorce można spodziewać się samych dobrych rzeczy, więc zapewne jest tutaj mocną konkurencją. Amanda Seyfried zaskoczyła chyba wszystkich swoją rolą w filmie Mank, to była naprawdę urocza postać i świetnie wypadała w swoich scenach z Gary'm Oldmanem. Glenn Close to najmocniejsza strona słabego filmu, Elegia dla bidoków, jej postać zapada w pamięć, a wszyscy wiemy, ze ta aktorka już długo czeka na Oscara. Jednak wychodzi na to, że jeszcze trochę poczeka. Po ostatnich rozdaniach wydaje się, że na prowadzenie wysunęła się Yuh-Jung Youn, która w Minari stworzyła postać kontrowersyjnej babci, która mówi to, co jej ślina na język przyniesie. Razem z młodym aktorem wytwarzają komediową, ale i pełną czułości magię na ekranie. Na koniec moje tegoroczne zaskoczenie, Maria Bakalova. Nie spodziewałam się, że zdecyduję się na oglądanie filmu Borat, a jednak okazało się, że pod grubą warstwą momentami obrzydliwego humoru kryje się mocne i aktualne przesłanie. Aktorka miała bardzo trudną rolę, w której sporo było improwizacji i reagowania na bodźce, także zasłużyła na miejsce wśród wyróżnionych. Chociaż ta filmowa estetyka chyba nigdy mnie do siebie nie przekona.

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego: Daniel Kaluuya za Judas and the Black Messiah
Mój wybór: Paul Raci za Sound of metal
Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej: Yuh-Jung Youn za Minari
Mój wybór: właściwie nikt mnie jakoś specjalnie nie przekonał, niech będzie Glenn Close, tylko dlatego, że zasłużyła w końcu na statuetkę

zdjęcie zza kulis filmu Obiecująca. Młoda. Kobieta., źródło

Szybka przebieżka przez resztę kategorii:
Najlepszy scenariusz adaptowany: wygra pewnie Nomadland i byłby to dobry wybór, chociaż z nominowanych nie widziałam filmu Ojciec, który też może być mocnym konkurentem
Najlepszy scenariusz oryginalny: zapewne Proces siódemki z Chicago, który scenariusz ma akurat bardzo dobry, ale kibicuję Obiecującej. Młodej. Kobiecie.
Najlepszy film nieanglojęzyczny: Na rauszu
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Ma Rainey: Matka bluesa
Najlepsza muzyka oryginalna: zasłużenie byłoby dla Co w duszy gra, ale Minari też ma przepiękną ścieżkę dźwiękową i tak idealnie uzupełnia film
Najlepsza piosenka: duże szanse ma Speak Now z Pewnej nocy w Miami, ale osobiście jestem za piosenką z Eurovision Song Contest ;)
Najlepsza scenografia: Mank
Najlepsze kostiumy: Ma Rainey: Matka bluesa
Najlepsze zdjęcia: Nomadland
Najlepszy dźwięk/Najlepszy montaż dźwięku: Sound of metal
Najlepszy montaż: Sound of metal

A Wy, komu wręczylibyście statuetki?

środa, 4 listopada 2020

Girl power! — filmy z silnymi bohaterkami w rolach głównych

 Cisza na mojej stronie i w mediach społecznościowych spowodowana była decyzją, jaka zapadła niedawno w Trybunale Konstytucyjnym. Jak wiele innych osób w Polsce nie dowierzałam, że to naprawdę miało miejsce w europejskim kraju, w XXI wieku. Następujące po tym dniu chwile, były przepełnione emocjonalną huśtawką, śledzeniem wydarzeń, protestami i ciągłym myśleniem o sprawie zaostrzenia prawa aborcyjnego oraz odbieraniu człowiekowi możliwości wyboru. Jeżeli możemy wyciągnąć jakieś pozytywne wnioski z ostatnich tygodni, to przede wszystkim takie, że kobiety to twarde bestie i potrafią walczyć o swoje. Dzisiaj post dla osób szukających silnych kobiet w kinie - kilka tytułów, które ujmują ten temat z różnych perspektyw.


Kobieta vs męskie zasady

Wśród przykładów kina, gdzie kobiety przeciwstawia się męskim zasadom, od razu przychodzi mi na myśl Mad Max: Fury Road (2015). Sądząc po tytule, można by się spodziewać, że to film akcji, którego głównym bohaterem jest mężczyzna, ale szybko okazuje się, że to nie na nim skupiamy swoją uwagę. Będziemy podążać fabularną ścieżką nieustraszonej Furiosy (w tej roli świetna Charlize Theron), która stara się uratować grupkę kobiet, uciekających przed przywódcą mrocznej Cytadeli. To przykład walki z systemem jednocześnie pokazujący kobiecą solidarność przeciwko bestialskiemu zniewoleniu przez mężczyzn. Podobnie jest w Mustangu (2015), o którym wspominałam już kiedyś na blogu, chociaż to zupełnie przeciwny biegun od postapokaliptycznego klimatu filmu George'a Millera. Tutaj jest bardziej realistycznie, bo akcja filmu ma miejsce w małej tureckiej miejscowości, w której piątka sióstr jest wychowywana przez babcię. Na co dzień spotykają się z przedmiotowym traktowaniem przez mężczyzn, a ich jedynym zadaniem jest dobrze wyjść za mąż. Młodzieńczy bunt, siostrzane wsparcie, sprzeciw wobec konserwatywnych zasad patriarchatu – wszystko połączone przepięknie poprowadzoną narracją i świetnymi rolami aktorskimi. Jako bonus w tej kategorii, dorzucam film Żebro Adama (1949), gdzie bohaterka grana przez Katherine Hepburn podejmuje się w sądzie obrony kobiety, która próbowała zastrzelić męża. To świetnie napisana i jeszcze lepiej zagrana komedia, która porusza temat emancypacji kobiet i ich walki o swoje prawa. Mocna Hepburn, na sali sądowej zdominowanej przez mężczyzn jest tym, czego potrzebujemy.



Kiedy codzienność zmusza do walki

Kobieca siła często tkwi nie w zrywach, buntach i heroicznych czynach, ale przejawia się w codziennych zmaganiach z życiem. W Romie (2018), kandydacie do Oscara za najlepszy film, Alfonso Cuaron stworzył melancholijną, intensywną w swojej przyziemności oraz niespieszną historię o kobietach. Z jednej strony Sofia, matka czwórki dzieci, a z drugiej pracująca u niej Cleo. Mężczyźni są tutaj bardziej tłem, tymi, którzy zawodzą, którzy porzucają kobiety i swoje dzieci. Natomiast kobiety trzymają się razem i wytwarzają więzi zbudowane na silnych podstawach: miłości, zaufaniu i akceptacji. Może to nie jest kino dla każdego, ale ja w tym czarno-białym świecie świetnie się odnalazłam, zapłakałam nad losem bohaterek i zachwyciłam się całością. Innym przykładem niech będzie tutaj także główna bohaterka Do szpiku kości (2010), grana przez wspaniale debiutującą Jennifer Lawrence. Przenosimy się z Meksyku do Stanów Zjednoczonych, a konkretnie na Wyżynę Ozark, na skraju Missouri i Arkansas. Młoda dziewczyna poszukuje zaginionego ojca, a przy okazji zajmuje się domem i rodzeństwem, czego nie jest w stanie zrobić jej matka. Mimo swojego wieku to bardzo zaradna i wytrzymała młoda kobieta, która w tym zimnym i bardzo zdemoralizowanym otoczeniu stara się przetrwać, prowadząc swoje śledztwo na przekór wszelkim przeciwnościom.

Surrealizm, podkreślający moc kobiety

Temat kobiecej siły nie zawsze musi być potraktowany na poważnie, czasami ubranie całości w lżejszą, bardziej surrealistyczną lub komediową formę pomaga w podkreśleniu mocy bohaterek. Można to zaobserwować m.in. w Faworycie (2018), gdzie dwie nieustępliwe kobiece postacie walczą o swoje miejsce na dworze, posługując się sprytem, intrygą i po trupach dążąc do celu. To bardzo charakterne damy, które same upominają się o swoje, niejako przejmując typowe role męskie (podobny zabieg jak w Zaginionej dziewczynie Finchera). Do tego obserwowanie popisów aktorskich trójki głównych bohaterek przyprawia o natychmiastowy zachwyt. Kolejny tytuł, jeszcze bardziej odjechany niż film Lanthimosa, to O dziewczynie, która wraca sama do domu (2014). To następny czarno-biały film na liście, ale to zupełny zbieg okoliczności. W przypadku irańskiego obrazu mamy do czynienia z kobietą wampirem, która wieczorami poluje na złych mężczyzn. Brzmi to trochę szmirowato, ale w tym przypadku opis fabuły może nas jednak zmylić, bo klimacik zdjęć, czarny humor i arthousowy styl pozwalają filmowi wyjść z tego obronną ręką. To bardzo oryginalna i mocno surrealistyczna wizja świata wampirów, w którym główna bohaterka w wielkiej pelerynie na ramionach, jeździ wieczorami na deskorolce po mrocznych uliczkach miasteczka, polując na mężczyzn. Świetny debiut reżyserski Any  Lily Amirpour.

W grupie siła

Zaprzyjaźnione grupy kobiet kojarzą mi się bardziej z serialami niż z filmem, nie znaczy to jednak, że brakuje nam kilku silnych reprezentantów dużego ekranu. Na pewno warto wspomnieć czwórkę dziewczyn ze Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów (2005), młodzieżowego filmu o utrzymywaniu przyjaźni na odległość, wypełniającego nas pewnością, że warto mieć kogoś, komu możemy się zwierzyć ze wszystkiego. Tej grupowej solidarności jest naprawdę dużo w kinie dla nastolatków, bo w młodości oglądałam ją w m.in. Bring it On (2000) czy Pitch Perfect (2012). Doskonały przykład takiego wzajemnego wsparcia znajdziemy też w Małych Kobietkach (2019), mam tutaj na myśli ekranizację Grety Gerwig, bo innych nie widziałam. To wspaniały przykład tego, że feminizm nie narzuca kobiecie porzucenia życia gospodyni domowej i znalezienia pracy (tak, jak nadal myśli część społeczeństwa), tylko że pozwala jej na dokonywanie własnych wyborów. Jedna z bohaterek – Jo rusza podbijać świat jako pisarka, ale druga – Meg zostaje w domu, żeby zająć się mężem i dziećmi, i to jest jak najbardziej w porządku. Siostry wspierają się wzajemnie i mimo sporych różnic w charakterach widać w ich relacji silną więź. Przyjaźń między kobietami jest również podkreślona w klasyku kina, czyli Thelmie i Louise (1991). Tytułowe bohaterki łączy naprawdę wyjątkowe uczucie, którego można im tylko pozazdrościć. Jestem też świeżo po seansie filmu Ślicznotki (2019), znowu zupełnie innym tematycznie, bo o pracownicach nocnego klubu, które postanawiają w nielegalny sposób zarobić na klientach. Szybko przekonujemy się, że wszystko idzie dobrze, póki dziewczyny trzymają się razem i pomagają sobie wzajemnie.

Superbohaterka w fantastyce

Od dłuższego czasu obserwujemy ciekawe zjawisko, że coraz więcej głównych bohaterek powieści i filmów fantasy, to kobiety. Kiedyś mieliśmy Wiedźmina, Conana i Hobbita, gdzie silne kobiety były raczej umieszczone gdzieś wśród postaci drugoplanowych. Ostatnio coraz więcej pojawia się ich na pierwszym planie. Doczekaliśmy się pierwszego filmu o superbohaterce z wytwórni Marvela – Captain Marvel (2019) i dostaliśmy świetnie obsadzoną nową Wonder Woman (2017). Jednak najwięcej wyrazistych postaci kobiecych pojawiło się w młodzieżowej fantastyce, z czego najbardziej znaną jest zdecydowanie Katniss Everdeen z Igrzysk Śmierci (2012). Zwykła dziewczyna, która znajduje w sobie siłę, żeby sprzeciwić się despotycznej władzy i wzniecić ogień rewolucji, która prowadzi do obalenia tyrana. Kiedy widzę teraz na mieście znaki obecnego protestu w postaci błyskawicy, od razu przypomina mi się symbol Kosogłosa, który malowali członkowie rebelii. Błędem byłoby także pominąć bohaterki ze świata Gwiezdnych wojen. Klasyka wymaga, żeby wspomnieć o księżniczce Lei, która wcale nie potrzebuje rycerza, a nawet sama może nim zostać. Nie boi się stawić czoła najgorszym złoczyńcom, a blasterem posługuje się z wyczuciem i pewnością. W nowej trylogii dostaliśmy nawet mocną babkę w centrum wydarzeń. Rey to postać, która zdecydowanie potrafi wzbudzić sympatię widza, w czym zapewne spora zasługa grającej ją Daisy Ridley. W każdym razie kobiety w fantastyce z dumą stawiają czoła przeciwnikom i przekonują do siebie grupy zwolenników.

Wyprzedzając swoje czasy

Niedawno obejrzałam na HBO tytuł Ich własna liga (1992) – film familijny, z rodzaju tych lekkich i przyjemnych. Przedstawia dobry przykład kobiecej solidarności, gdzie w centrum wydarzeń mamy grupkę dziewczyn, mimo że pojawia się w filmie taka gwiazda jak Tom Hanks, to mężczyźni grają tutaj drugie skrzypce. Najważniejsze są bohaterki, z których w czasie wojny sformowana zostaje liga  baseballu, żeby zapełnić lukę w tym sporcie, pozostawioną przez walczących na froncie mężczyzn. Szybko okazuje się, że ich rozgrywki budzą równie duże emocje jak baseball w wykonaniu panów. Finalnie okazuje się, że to historyczny moment, w którym coś w tym sporcie się zmienia, a kobieta może wybrać, czy chce kontynuować karierę, czy spełniać się jedynie jako matka i żona. Innym tytułem, który warto tutaj wspomnieć, jest film Ukryte działania (2016), w którym trójka pracujących dla NASA kobiet, angażuje się w projekt związany z wysłaniem w kosmos pierwszego Amerykanina. Lata 50. i 60. zeszłego wieku, kobiety porzucają narzucone im społecznie role, szukają spełnienia w dziedzinach, które je interesują. Może sam film nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, ale temat na pewno ważny, szczególnie że całość oparta została na prawdziwych wydarzeniach.

Jedna przeciwko wszystkim

Często bywa też tak, że kobieta sama musi powiedzieć dość i postawić na swoim. Najbardziej popularnym przykładem jest tutaj chyba film Erin Brokovich (2000), gdzie tytułowa bohaterka wypowiada wojnę dużemu koncernowi, który zanieczyszcza wodę w miasteczku. Ta postać o niewyparzonym języku stawia czynny opór, zbiera powoli sojuszników, ale dochodzi do celu przede wszystkim dzięki swojej nieustępliwości. Mocno zapadająca w pamięć jest też historia bohaterki Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri (2017), walczącej z szeryfem o sprawiedliwość dla swojej zamordowanej córki. Film dotyka tematu przemocy wobec kobiet, a główna postać, fenomenalnie grana przez Frances McDormand, to kobieta pełna bólu, a także ogromnej siły walki. Samotnie stawia czoło szeryfom i księżom, wdając się z nimi w słowne potyczki, i nigdy nie hamując się w wypowiedzeniu swojego zdania. Całkiem inną walkę, bo w celu pogodzenia się ze sobą przechodzi bohaterka Wild (2014). Postać, grana przez Reese Witherspoon, próbując poradzić sobie z przeszłością, postanawia pokonać trudny szlak Pacific Crest Trail. Nasze bohaterki spotykamy w różnych sytuacjach, ale postawione pod ścianą zawsze walczą jak lwice.


Zamiast podsumowania

Wspomnę jeszcze tylko krótko o propozycjach dla najmłodszych widzów, bo mocne postaci pojawiają się także w wielu animacjach. Pierwsze przychodzą mi na myśl: Mulan, Brave i Vaiana, każda warta obejrzenia (ja już do najmłodszych nie należę, a uwielbiam każdą z nich). Do tego warto jeszcze tutaj dorzucić tytuły ze studia Ghibli, gdzie znajdziemy sporo charakternych dziewcząt jak w Księżniczkce Monomoke czy Podniebnej poczcie Kiki.

W tym tekście nie brałam pod uwagę seriali, chociaż również uzbierałaby się spora grupa, w końcu podkreślenie siły kobiet mamy i w Orange is the new black, i w Derry girls, i w Big little lies, i w takiej animacji jak She-Ra, ale to już chyba temat na osobny wpis. Myślę, że jest jeszcze wiele tytułów, o których nie wspomniałam, ale liczę na to, że podzielicie się kolejnymi przykładami w komentarzach.


Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka