Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieloryb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieloryb. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 marca 2023

Komu dałabym Oscara? (edycja 2023)

Tegoroczne filmy oscarowe to w większości paczka rozrywkowych tytułów. Biograficzna historia o Elvisie, przedstawiona z rozmachem i masą brokatu przez Baza Luhrmanna, szalone Wszystko, wszędzie naraz z ekscytującymi scenami walk, naładowany akcją Top Gun: Maverick. Z jednej strony  dobrze było się zrelaksować w kinie i obejrzeć po prostu poprawnie przedstawioną historię. Z drugiej, trochę zabrakło czegoś, co prawdziwie by widzem wstrząsnęło.

Dziwi mnie zupełny brak nominacji dla Nie! Jordana Peela. Po wyjściu z kina miałam wrażenie, że nominację za dźwięk i aktorkę drugoplanową będzie miał w kieszeni. Brak nominacji dla filmu skrojonego pod Oscary, She said, również mnie zaskoczyło. Nie uważam, że był to bardzo dobry film, ale spełniał kryteria, które zazwyczaj pozwalały dostać się do grona nominowanych. Nie ma też nowych filmów reżyserów, którzy w przeszłości udowodnili, że są warci śledzenia. Mam na myśli tytuły: Do ostatniej kości Luci Guadagnino, Biały szum w reżyserii Noah Baumbacha, Armagedon Jamesa Grey'a.

Najlepszy film

Jeżeli miałabym wybrać swojego ulubieńca wśród nominowanych do najlepszego filmu to postawiłabym na Wszystko, wszędzie naraz. To oryginalny obraz relacji matki z córką, a zaproponowana forma jest nowatorska, szalona i kompletnie wciągająca. Cała obsada świetnie sobie partneruje, a ich zaangażowanie w dość osobliwe do zagrania sceny robi wrażenie. Aktorzy błyszczą również w Duchach Inisherin, co potwierdza ilość aktorskich nominacji. To mój drugi ulubieniec w tym gronie. Angażująca historia, która potrafi rozbawić i wzruszyć jednocześnie. Zdecydowanie, jeden z tytułów, które sprawiły mi najwięcej frajdy. Rozrywkę przynoszą również Fabelmanowie. Ta opowieść o miłości do kina w wykonaniu Spielberga jest urocza. Reżyser jak mało kto potrafi pokazać czym może być praca wykonywana z pasją. Rękę reżyserską można bez trudu zobaczyć w Elvisie. Baz Luhrmann nie oszczędza na brokacie i cekinach, tworząc elektryzującą historię o królu rock and rolla. Szkoda tylko, że wątek jego managera kuleje. W nowym Top Gunie trudno się do czegoś przyczepić. Scenariusz jest ciekawy, bohaterowie barwni, a akcja ma idealne tempo. To nie jest moje kino, bo za dużo tam hollywoodzkiego patosu, ale i tak ogląda się z przyjemnością. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o Avatarze. Od strony technicznej to majstersztyk, Cameron potrafi przenieść nas do podwodnego świata i zachwycić jego wyglądem. Za to fabuła zeszła na dalszy plan, a bohaterowie okazali się zupełnie nieciekawi. Cieszy mnie pojawienie się w zestawieniu filmu nieanglojęzycznego. Na zachodzie bez zmian to mocne kino, które pokazuje bezsens wojny i potrafi wstrząsnąć widzem. W trójkącie jest genialny przez dwie części, ale niestety trzecia lekko obniżyła moją ocenę. Wolę jednak wcześniejszy film reżysera, The SquareTár pozwala zabłyszczeć Cate. Niesamowita rola, która sprawia, że ogląda się to tak dobrze, nawet kiedy bohaterowie rozmawiają o muzycznych zagadnieniach, które są tajemnicze dla widza.

Oscar dla najlepszego filmu: Wszystko, wszędzie naraz
Mój wybór: Wszystko, wszędzie naraz

zdjęcie zza kulis Wszystko, wszędzie naraz


Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Bardzo mocna kategoria w tym roku. Przede wszystkim  powrót Brandona Frasera. Powrót w wielkim stylu. Rola chorobliwie otyłego Charliego, który ma w sobie naiwność dziecka i patrzy na wszystkich z pozytywnym nastawieniem była dużym wyzwaniem. W innych rękach mogłoby wyjść sztucznie, ale Fraser potrafi nas przekonać, że Charlie wierzy w to, co mówi. Jego wzrok jest pełen ciepła i nadziei. Z drugiej strony, Austin Butler zaskoczył mnie swoją interpretacją roli Elvisa. W jakiś magiczny sposób udało się przekazać fenomen króla, bez zbędnego naśladowania (czego najbardziej nie lubię w biopicach, wystarczy spojrzeć na Bohemian Rhapsody). Naprawdę miałam ochotę piszczeć z fankami podczas oglądania jego ruchów scenicznych. Jest jeszcze Colin Farell, który prezentuje swoje umiejętności komediowe i wychodzi mu to świetnie. Ostatni nominowany aktor, którego udało mi się zobaczyć na ekranie to Paul Mescal w Aftersun. Ogromnie się cieszę, że znalazł się w tym gronie. Jego rola w debiucie Wells to petarda emocji, skrytych pod powierzchnią. Jak nikt inny potrafi zagrać wrażliwca.

Oscar dla najlepszego aktora: Brandon Fraser (Wieloryb) / Austin Butler (Elvis)
Mój wybór: rozum podpowiada Brandona Frasera za Wieloryba, chociaż serce bije mocniej dla Mescala


Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

W tej kategorii bój stoczy się pomiędzy dwoma nazwiskami  Cate Blanchett za Tár i Michelle Yeoh za Wszystko, wszędzie naraz. Nie ma co oszukiwać, Cate Blanchett dostarczyła jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) rolę swojego życia. Jej postać w Tár jest zimna, wyrachowana, ale zarazem pełna pasji i chęci korzystania z życia. Jednak jakimś magicznym sposobem ja kibicuję Michelle Yeoh. Może dlatego, że jej rola, a właściwie role, były tak nieoczywiste. Miała do zagrania wiele postaci i wszystkie udźwignęła z wdziękiem. Z tyłu głowy słyszę też głos, który mówi  Cate ma już Oscara, więc niech to będzie Yeoh. Co do reszty nominowanych: Ana de Armas i jej interpretacja Monroe to jeden z mocniejszych elementów słabego filmu. Michelle Williams miała w swojej karierze lepsze role niż ta w Fabelmanach. Moim zdaniem to za Manchester by the sea powinna zgarnąć statuetkę. Filmu To Leslie nie widziałam. 

Oscar dla najlepszej aktorki: Cate Blanchett (Tár) / Michelle Yeoh (Wszystko wszędzie naraz)
Mój wybór: Michelle Yeoh za Wszystko wszędzie naraz

zdjęcie zza kulis, Fabelmanowie

Najlepszy reżyser

Kolejna mocna kategoria. Patrząc na filmy nominowanych reżyserów, można powiedzieć, że każdy bardzo wyraźnie przekazuje swoją estetykę. Spielberg postanawia opowiedzieć historię opartą na swoim życiu, tworząc obraz o zamiłowaniu do świata kina, które przekuwa się w wymarzoną pracę. Robi to w tak umiejętny sposób, że tylko utwierdza nas w przekonaniu, że jest wyśmienitym reżyserem. Martin McDonagh balansuje na styku komedii i dramatu, pozwalając widzom się pośmiać, ale również wzruszyć. Ma wyczucie, wie jak poprowadzić komediowe wątki, ale też nie boi się posunąć do pewnego ekstremum. Todd Field trzyma się swojego założenia, jego film jest chłodny, pełen tajemniczości i niedopowiedzeń. Ruben Östlund udowadnia, że potrafi jak nikt inny wyśmiać współczesny świat i chociaż The Square podobał mi się bardziej, to W trójkącie zdecydowanie jest dobrym filmem. I na koniec para wariatów, Dan Kwan i Daniel Scheinert. Ich wspólna praca nad Wszystko, wszędzie naraz pokazuje, że brakowało nam ostatnio odrobiny szaleństwa w kinie. Na szczęście nam go dostarczyli.

Oscar dla najlepszego reżysera: Dan Kwan i Daniel Scheinert (Wszystko wszędzie naraz)
Mój wybór: Dan Kwan i Daniel Scheinert za Wszystko wszędzie naraz


Najlepsza aktorka drugoplanowa / Najlepszy aktor drugoplanowy

Nominacje w tych kategoriach pokazują, które filmy mogą się pochwalić świetną obsadą. Rządzą Wszystko, wszędzie naraz i Duchy Inisherin. I z tymi nominacjami się w stu procentach zgadzam. Wybór jednej osoby jest naprawdę trudny. Wśród aktorów zakochałam się w Barry'm Keoghanie. Jest jedna scena w Duchach Inisherin, gdzie jego marzenie lega w gruzach  prawdziwy wyciskacz łez. Jednak tutaj nagroda najpewniej powędruje do Ke Huy Quana i z tym wyborem się zgadzam. Scena rozmowy z Michelle Yeoh nawiązująca do filmu Spragnieni miłości wywołuje ciarki. Wśród aktorek moje serce skłania się do Kerry Condon, która w Duchach Inisherin mnie oczarowała. Jednak nie będę kręcić nosem na Jamie Lee Curtis czy Angelę Basset. 

Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowegoKe Huy Quan za Wszystko, wszędzie naraz
Mój wybór: Barry Keoghan za Duchy Inisherin 
Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowejAngela Basset za Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu
Mój wybór: Kerry Condon za Duchy Inisherin


zdjęcie zza kulis filmu Babilon

Najlepszy długometrażowy film animowany

Nie udało mi się dotrzeć do kina na nowego Kota w butach, chociaż słyszałam, że warto. Resztę nominowanych udało mi się obejrzeć. Moje serce należy oczywiście do Marcela, o którym więcej pisałam po American Film Festiwal. Ma jednak mocną konkurencję. To nie wypanda jest opowieścią o akceptowaniu siebie i zmian zachodzących w naszym życiu. Najsilniejszym tytułem jest jednak Pinokio od Guillermo del Toro. Nigdy nie przepadałam za opowieścią o drewnianym chłopcu, ale del Toro sprawił, że zakochałam się w tej historii. Animacja poklatkowa jest przepiękna, dubbing genialny (oglądałam w oryginalnej wersji). Twist w postaci przeniesienia wydarzeń do faszystowskich Włoch również się sprawdza. Bardzo mnie ucieszy statuetka dla Pinokia, nawet jeśli sercem jestem z Marcelem. Oglądałam też Morską bestię, ale to raczej taka przyjemna przygodówka.

Oscar dla najlepszego długometrażowego filmu animowanego: Guillermo del Toro: Pinokio
Mój wybór: Marcel muszelka w różowych bucikach


Najlepszy film nieanglojęzyczny

Kategoria z której wszyscy są dumni, bo ponownie wśród nominowanych znalazł się polski tytuł. Poprzedni nominowany film, w reżyserii Pawlikowskiego do mnie trafił i mogłam mu z czystym sercem kibicować. Do chwalenia IO jednak mi daleko. Pisałam o nim po Nowych Horyzontach  dla mnie jest na siłę artystyczny. I jeżeli ktoś doszukał się tam znaczenia, to dobrze, ale nie zmieni to mojego wspomnienia męczącego seansu. Przy Blisko wylałam morze łez i uważam, że to świetny film. Szczególnie w obrębie zarysowania relacji między nastoletnimi chłopcami. Z perspektywy czasu ciągle się zastanawiam czy nie ma tam trochę szantażu emocjonalnego. Ale nawet jeżeli jest, to się dałam na niego złapać. Brakuje wśród nominowanych Podejrzanej, ciekawego połączenia historii miłosnej z śledztwem kryminalnym. Są też głosy, że powinien się tutaj znaleźć RRR, czyli hit Bollywood. Przyznaję, że po przesłuchaniu nominowanej piosenki z tego filmu mam ochotę go obejrzeć.

Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego: Na zachodzie bez zmian
Mój wybór: Blisko

zdjęcie zza kulis filmu Marcel muszelka w różowych bucikach


Szybka przebieżka przez resztę kategorii:

Najlepszy scenariusz adaptowany: Na zachodzie bez zmian
Najlepszy scenariusz oryginalny: Duchy Inisherin
Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Wieloryb
Najlepsza muzyka oryginalna: Babilon
Najlepsza piosenka: Naatu Naatu z RRR
Najlepsza scenografia: Babilon
Najlepsze kostiumy: Elvis / Czarna Pantera
Najlepsze zdjęcia: Tár
Najlepszy dźwięk: Top Gun
Najlepszy montaż: Wszystko, wszędzie naraz
Najlepsze efekty specjalne: Avatar: Istota wody


środa, 23 listopada 2022

Podsumowanie American Film Festival 2022

Po tegorocznej edycji American Film Festival doszłam do wniosku, że muszę trochę inaczej dobierać repertuar. Zawsze rzucam się na filmy z sekcji Highlights, gdzie znajdują się głośne tytuły, które jeszcze nie dotarły do kin w Polsce. Spotkało mnie tam kilka rozczarowań, spowodowanych zbyt wysokimi oczekiwaniami. Chyba pora zacząć szukać tytułów poza tą najgłośniejszą sekcją. Zanim jednak pomysły na przyszły rok, krótko o filmach, które udało mi się na tej edycji obejrzeć.

Wieloryb (2022), reż. Darren Aronofsky

Wieloryb wzbudził spore zainteresowanie krytyków już podczas weneckiego festiwalu filmowego. Powracający do świata filmu Brendan Fraser po seansie został nagrodzony kilkuminutowymi owacjami od publiczności. I z tymi oklaskami się zgadzam, ale z samym filmem nie do końca było mi po drodze.

Cierpiący na poważną otyłość nauczyciel angielskiego próbuje odbudować więź ze swoją nastoletnią córką.*

Wieloryb był najbardziej wyczekiwanym przeze mnie seansem tegorocznego festiwalu. Pozytywnie nastrajały mnie głosy zza granicy wychwalające nowy film Aronofsky'ego, powrót Frasera i parterująca mu Sadie Sink, którą znamy z roli Max w serialu Stranger Things. Wieloryb w moich oczach jest filmem niezłym, ale daleko mi do ekstazy większości krytyków. Aronofsky podąża znanym z ostatnich jego tytułów tropem  ponownie cytuje ustępy z Biblii, wplata wątki religijne w środek tej opowieści o chorobliwie otyłym człowieku, który próbuje odbudować relację z porzuconą przed laty córką. Ta religijność ma twarz młodego misjonarza, który bierze sobie za cel nawrócenie Charliego. Wątek młodego chłopaka był najbardziej rozczarowujący, a scena z kłótnią, w której chłopak w końcu wybucha, emocjonalnie się ze mną rozjechała. Jest to spory problem, szczególnie, że scena była zaplanowana na coś, co powinno poruszyć widza. Najciekawszym wątkiem wydawała się więź Charliego z córką, szkoda tylko że dziewczyna gra przez cały czas nastoletni bunt, pozbawiając swoją postać wielowymiarowości. Fragment z końca filmu trochę ratuje tę relację, ale jest tego zbyt mało i zbyt późno.

Wieloryb jest tak dobrze odbierany, bo Brandon Fraser udźwignął rolę Charliego z niesamowitą gracją. Jego wzrok mówi wszystko, wierzymy w jego przesadną naiwność. Przedstawienie go jako świętego, który widzi w innych tylko dobro, kiedy wokół dzieje się tak wiele okropności, działa tylko dlatego, że Fraser włożył w to tyle serca. Sam film można obejrzeć, jest duże prawdopodobieństwo, że zachwycicie się jak niektórzy. Ja zostaję raczej obojętna, ale warto zobaczyć na dużym ekranie właśnie dla Frasera w tej roli.

Jednym głosem (2022), reż. Maria Schrader

Zastanawiałam się czy warto iść na ten film w ramach festiwalu, bo kinową premierę będzie miał jeszcze w listopadzie. W końcu wskoczył do koszyka. Przed seansem nie nastawiałam się na nic specjalnego, dzięki czemu bardzo miło się zaskoczyłam.

W 2017 r. światem wstrząsnęła informacja o wielkim skandalu w Hollywood. Reporterki New York Timesa, Megan Twohey i Jodi Kantor przedstawiły historię, która skruszyła milczenie wokół tematu molestowania seksualnego przez najpotężniejszego producenta Hollywood- Harveya Weinsteina. *

Wiele osób wymieniało tytuły filmów, do których Jednym głosem jest podobny. Wśród nich znajduje się zdobywca Oscara, traktujący o pedofilskim skandalu wśród księży, czyli Spotlight. Zgadzam się, że sama konstrukcja Jednym głosem przypomina ten tytuł. Maria Schrader, reżyserka znana z dostępnego na Nefliksie Unorthodox, przedstawia chronologicznie całą historię dziennikarskiego śledztwa w sprawie Weinsteina. Tę opowieść ogląda się z ciągłym skupieniem, zwroty akcji i zaskoczenia czekają na każdym kroku, sprawiając że całość jest niemal sensacyjna. To, że ta historia naprawdę się wydarzyła wzbudza obrzydzenie. Droga do napisania artykułu przedstawiona została jako żmudna i pełna przeszkód, bo jak to powtarzają bohaterowie: to nie była walka z jedną osobą, ale z całym systemem, który chronił oskarżonego.

Jednym głosem nie jest filmem wybitnym, nie przeciera nowych szlaków w kinematografii, ale jest na tyle rzetelny, że widz wychodzi z seansu uświadomiony w temacie. Świetnie ogląda się te silne kobiety na drodze do celu, a Carey Mulligan ponownie kradnie uwagę za każdym razem gdy pojawia się na ekranie. Razem z Zoe Kazan tworzą dynamiczny duet, któremu z przyjemnością się kibicuje.

Do ostatniej kości (2022), reż. Luca Guadagnino

Nowy film reżysera Tamtych dni, tamtych nocy musiał znaleźć się na mojej liście do obejrzenia. Oczywiście, byłam świadoma, że to horror o kanibalach, ale stwierdziłam, że to przeboleję i uczepię się słówka romans w sloganach reklamowych. Reżyser się jednak nie wstrzymywał.

Młoda kobieta uczy się jak przetrwać na marginesie społeczeństwa.*

Już pierwsze sceny filmu potwierdzają, że oznaczenie Do ostatniej kości mianem horroru ma oczywiste podstawy. Na początku będziemy świadkami epizodu z bardzo krwawą konsumpcją części ciała przez główną bohaterkę, a wraz z biegiem historii tych obrzydliwych scen pojawi się więcej. Trudno mi powiedzieć jak bardzo są odpychające, bo przez ich większość trzymałam oczy zamknięte. Chociaż nawet wtedy dźwięki mlaskania były wystarczająco odrażające. Zatem  tak, w filmie o kanibalach będzie sporo jedzenia ludzi. Mając to ustalone, sam film zrealizowany jest naprawdę dobrze  czujemy niepokój, jak na gatunek przystało, ale jednocześnie poznajemy świat oczami osób, które od dziecka skazane są na życie poza społeczeństwem, odrzutków, samotników. Moment, w którym spotykają osobę, z którą potrafią znaleźć wspólny język, która jest w podobnej sytuacji, zwyczajnie podnosi ich na duchu. Olśnienie myślą: „nie jestem sama” sprawia, że życie nabiera więcej kolorów. Wiedząc to wszystko, wciąż trudno byłoby mi ten film komuś polecić, bo dla mnie to było o wiele więcej niż mogłam znieść.

Dobra jest w filmie Taylor Russel w głównej roli, świetnie partnerują sobie z Chalametem, ale aktorsko najbardziej wymiata Rylance, którego postać przyprawia o gęsią skórkę za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie. Jeżeli chodzi o romans między dwójką młodych aktorów, to niektórzy są zachwyceni, dla mnie ich chemia była po prostu w porządku, obyło się bez motylków w brzuchu. Nigdy nie wrócę do tego filmu, to jest pewne. 

Aftersun (2022), reż. Charlotte Wells

Jeden z filmów, który znalazł się w sekcji Highlights, ale akurat niewiele o nim słyszałam. Kilka razy przewinął mi się w poleceniach na Instagramie, ale zapamiętałam z tych informacji tylko to, że gra tam Paul Mescal. To jednak wystarczyło, żebym wybrała się do kina.

Młody ojciec Calum i jego córka Sophie wyjeżdżają razem do tureckiego kurortu. Podczas wspólnych wakacji, które nagrywają na kasecie VHS, stają się sobie bliżsi, niż kiedykolwiek.*

W Aftersun przedstawiona została relacja z wakacji ojca i córki. Historia przeplatana jest nieprofesjonalnymi nagraniami, wykonanymi przez głównych bohaterów. Trzydziestoletni ojciec nie jest na co dzień obecny w życiu jedenastoletniej córki. Postanawia zabrać ją na niezapomniane wakacje do kurortu w Turcji. Spędzają czas przy basenie, grają w bilard, wybierają się nurkować, a wieczorami słuchają hotelowych występów animatorów. Całość toczy się w bardzo powolnym tempie, kamera momentami przykleja się do ojca, który ćwiczy tai-chi, głęboko oddychając, innym razem do córki, która wpatruje się w rodzica jak w obrazek. Widzowie natomiast przyglądają się tym niewinnym czynnościom, wiedząc że zbliża się coś nieuchronnego. Nie do końca wiemy, z której strony to uderzy, ale wiemy, że coś nas czeka.

Film Charlotte Wells zapewne podzieli widzów, na tych, którzy się wynudzą i na tych oczarowanych  ja należę do drugiej grupy. To obraz bezwarunkowej miłości, ale zarazem zagubienia i duszenia się w swoim życiu. Piękna relacja, genialnie zagrana przez Paula Mescala i Francescę Corio. Paul trochę powtarza rolę z Normalnych ludzi, wydobywając całe pokłady wrażliwości i delikatności. Francesca to prawdziwa bomba, dziewczynka z naturalnością podbija serca widzów. 

Armagedon (2022), reż. James Gray

Warto wykorzystać każdą okazję do obejrzenia Anthony'ego Hopkinsa na dużym ekranie. Tym razem gatunek coming of age, czyli ten, który bardzo w kinie sobie cenię. 

Historia o dorastaniu w Queens w latach 80.*

W obsadzie filmu Armagedon znajdziemy kilka ciekawych nazwisk, bo oprócz Hopkinsa w roli dziadka (cudownego jak zawsze), w roli ojca zobaczymy znajomą twarz Jeremy'ego Stronga, znanego z serialu Sukcesja, gdzie wciela się w rolę Kednalla Roya i Anne Hathaway w roli matki. Niestety, nawet ta mocna obsada nie pomogła mi w zainteresowaniu się fabułą. Reżyser próbuje poruszyć wiele ważnych kwestii, szczególnie o segregacji rasowej, traktowaniu inaczej ludzi z różnych warstw społecznych, ale mówi też o przemocy w rodzinie i niezrozumieniu nastolatków. Sposób, w jaki to robi zupełnie mnie nie porusza i Armagedon był filmem, który mnie zmęczył i przede wszystkim wynudził. Banks Repeta w głównej roli ma odpowiednią ilość charyzmy, jego twarz przyciąga wzrok, ale niestety, aktorstko czasami odstaje od reszty obsady. To taki film, o którym za chwilę zupełnie zapomnę.

Marcel Muszelka w różowych bucikach (2022), reż. Dean Fleischer-Camp

Rzadko zdarza mi się wybrać podczas festiwalu na animację. Coś w zapowiedziach historii Marcela sprawiło, że musiałam kupić bilet na ten seans.

Marcel, który jest małą muszlą, zostaje gwiazdą Internetu. Dzięki zdobytej sławie zaczyna rodzić się w nim nadzieja na odnalezienie rodziny.*

Ciemna sala kinowa, godzina 10:30, a ja cała zapłakana. Dzięki Marcel!

Kiedy zobaczyłam, że Marcel mieszka z babcią, bo został rozdzielony z rodziną, to już wiedziałam, że czeka mnie rzeka łez. Czasami mam wrażenie, że jak sobie to uświadomię, to będę mogła się przygotować i może trochę powstrzymać. W tym przypadku się nie udało. Marcela poznajemy dzięki dokumentowi, który tworzy mężczyzna, wynajmujący dom muszelek przez Airbnb. Ta forma mockumentu sprawdza się idealnie, Marcel jest otwartą muszelką i chętnie dzieli się swoimi wynalazkami, które pomagają mu w codziennym życiu. Jest pełen optymizmu, mimo że wielokrotnie dostał od życia w kość, jest czuły, opiekuje się swoją babcią, martwi o jej stan zdrowia. Jest ciekawy świata, zalewa pytaniami mężczyznę, który trzyma kamerę. Przez to, że dobrze go poznajemy, trzymamy kciuki za dalsze poszukiwania tego małego bohatera.

Marcel Muszelka w różowych bucikach to seans wzruszający, ale zarazem pełen ciepła i światła. O potrzebie życia w społeczeństwie, codziennych bolączkach i wierze, że zawsze można znaleźć wyjście z sytuacji. To film niekonwencjonalny, świetnie napisany, który widza rozbawi, ale też skłoni do refleksji. Chyba mój ulubiony film festiwalu.

McCabe i pani Miller (1971), reż. Robert Altman

Retrospektywa Roberta Altmana na festiwalu cieszyła się sporym zainteresowaniem, wiele osób było zachwyconych możliwością obejrzenia jego filmów na dużym ekranie. Ja znam jego twórczość ze świetnego Gosford Park i mocno pokręconego Trzy kobiety. Nie wiedziałam czego się spodziewać, więc postanowiłam wybrać sobie tylko jeden tytuł z repertuaru.

Zawodowy hazardzista i mająca głowę do interesów prostytutka otwierają dom publiczny. Interes szybko zaczyna prosperować, co nie podoba się lokalnej korporacji.*

Od razu po zakończeniu seansu zaczęłam żałować, że wybrałam tylko jeden film Altmana do nadrobienia. Co to była za przyjemność!

Pisałam o tym już niejednokrotnie, ale ja za westernami nie przepadam, za to coraz częściej z ciekawością zerkam na gatunek antywesternu. Altman prezentuje go od najlepszej strony. Jego Dziki Zachód jest chłodny, pełen dobrze zbudowanych postaci, fabuła jest wciągająca, a klimat gęściutki. I cieszy obecność tych kilku piosenek Leonarda Cohena, które pasowały tutaj idealnie.

Fabuła filmu na papierze nie brzmi interesująco, ale Altman sprawia, że chcemy to oglądać, chcemy wiedzieć jak potoczą się losy tytułowej dwójki. McCabe to mężczyzna, któremu udało się dobrze zainwestować pieniądze, nieustannie popija whiskey z surowym jajem i gra w pokera. Pani Miller nie daje sobie w kaszę dmuchać, prowadzi interes z zaciętością i dbałością o detale, marząc o wyrwaniu się ze swojej sytuacji. Sceny między tą dwójką są intensywne, trudno od nich oderwać wzrok. Nie potrafię wyjść z podziwu, że aż tak dobrze się na tym filmie bawiłam. Może ta ostatnia sekwencja była zbyt przeciągnięta, ale zrzucam to na karb roku produkcji  kiedyś takie sceny polowania budowały napięcie, teraz odczuwa się je jako trochę nużące. W każdym razie, Altman w tym wydaniu cudowny.

Jethica (2022), reż. Pete Ohm, Acidman (2022), reż. Alex Lehmann

W ramach edycji online postanowiłam wybrać tytuły z sekcji Spectrum. Na pierwszy ogień poszedł tegoroczny zwycięzca, czyli Acidman.

Film wyreżyserował Alex Lehmann. Jeden z jego poprzednich filmów, Blue Jay, który jest dostępny na Netfliksie, bardzo mi się spodobał. W Acidmanie przedstawiona została historia trudnej relacji między ojcem a córką. Mężczyzna jest nieco oderwany od rzeczywistości, uciekł od życia rodzinnego lata temu, urywając kontakt z bliskimi. Po żmudnych poszukiwaniach, córce udaje się go odnaleźć, mieszkającego na odludziu, gdzie oddaje się swojemu hobby, czyli próbom nawiązania kontaktu z istotami pozaziemskimi. Przepiękne są w tym filmie zdjęcia, które oddają klimat samotności tej dwójki, obawy przed życiem w społeczeństwie i podporządkowaniu się normom. Czasami ucieczka wydaje się jedynym wyjściem, ale przy wsparciu drugiej osoby może się okazać, że warto powalczyć o szczęście. Chemia między aktorami niesamowita, na słowa uznania zasługują oboje: Dianna Agron i Thomas Haden Church. Blue Jay podobał mi się ciut bardziej, ale i Acidman wart jest obejrzenia.

Drugim tytułem ze Spectrum, który obejrzałam był film Jethica. Akcja zaczyna się opowieścią Eleny o tym jak spotkała po latach Jessicę. Dziewczyna zwierzyła się z problemu ze stalkerem, który śledzi każdy jej krok. Postanowiła wprowadzić się do Eleny na jakiś czas. Są tutaj momenty, których nie powstydziłby się dobry thriller, jak scena w której widzimy zbliżającego się do okna mężczyznę, a po zasunięciu i odsłonięciu rolet nikogo na zewnątrz nie ma. Moje serce zaczęło bić ciutkę szybciej. To opowieść o potrzebie znalezienia kompana na całe życie i o bólach życia w samotności. Ma momenty, chociaż na długo w pamięci zapewne nie zostanie.

Bezkresne lato (1966), reż. Bruce Brown, Bonnie (2022), reż. Simon Wallon

Zazwyczaj omijam filmy dokumentalne na festiwalu, ale pomyślałam, że może warto w tym roku to zmienić. I był to bardzo dobry pomysł. Kiedy włączyłam Bezkresne lato nie spodziewałam się, że obejrzę najbardziej rozrywkowy film festiwalu. To opowieść o dwójce surferów z Kalifornii, którzy przemierzają świat w pogoni za latem, odnajdując nieodkryte jeszcze plaże z falami zdatnymi do uprawiania surfingu. Brzmi to dość prosto, ale sam dokument zyskuje na odbiorze przez formę, jaką reżyser zaproponował. Przez cały czas trwania słuchamy głosu narratora, który korzystając z humorystycznych tesktów opisuje poszczególne ujęcia. Dzięki temu, ogląda się to jak lekką komedię, z której aż bije ciepło. Bliżej zakończenia pomysł na tę formę zaczyna się wyczerpywać i lekko męczyć, ale i tak seans należy do przyjemnych.

Równie dobrze wspominam drugi dokument, czyli Bonnie. W dokumencie przedstawiona została sylwetka Bonnie Timmermann, słynnej reżyserki castingu (casting director). To ona odkryła takie gwiazdy jak Sean Penn, Jennifer Grey, Liam Neeson, Benico del Toro czy Steve Buscemi. W filmie Bonnie dzieli się swoimi doświadczeniami, opowiada o swoich wycieczkach do niszowych teatrów w poszukiwaniu talentów, opisuje jak wygląda standardowy casting, który przeprowadza z początkującymi aktorami. Te historie przeplatane są z archiwalnymi nagraniami z castingów, w których brały udział gwiazdy Hollywood. Możemy oglądać m.in. aktorów, którzy nie otrzymali angażu, chociaż poradzili sobie świetnie przed ekranem, jak Kate Winslet, czytająca do roli Lauren z Gorączki, którą otrzymała w końcu Natalie Portman. Ciekawy wgląd w to, jak trudną ścieżką kariery jest aktorstwo i jak ważny jest ten szósty zmysł i upartość, którą może pochwalić się Bonnie Timmermann.

American Shorts

Pierwszy raz na festiwalu postanowiłam również obejrzeć paczkę krótkometrażówek. Mogę szczerze polecić tę formę, w przeciągu godziny można zapoznać się z pięcioma bardzo różnymi filmami. Żaden nie ma okazji nas znudzić, bo trwają maksymalnie piętnaście minut. W tegorocznej paczce krótkometrażówek kilka się wyróżniało. Na pewno F^¢K '€M R!GHT B@¢K, z którego pochodzi zdjęcie. Okazał się dobrym filmem otwarcia. Raper Sammy piosenką potrafi rozświetlić każdy dzień. W jednym z tytułów pojawił się głos w sprawie dostępu do broni w Ameryce, w innym o zmianach klimatycznych, które zachodzą za naszym oknem, a my udajemy, że ich nie widzimy. W wersji online znalazła się również krótkometrażówka o kulisach powstania filmu Inaczej niż w raju i ten seans natychmiast pokochałam  nie dość, że historia debiutu Jarmuscha była ciekawa, to jeszcze forma animacji, którą zaproponowali twórcy była odkrywcza i idealnie pasowała do klimatu Inaczej niż w raju.


Do zobaczenia za rok, AFF!


* opisy filmów pochodzą z portalu filmweb

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka