czwartek, 17 września 2026

Historia Henryka VIII jako koncert girls bandu – „SIX” Teatr Dialogu we Wrocławiu

Musical SIX powstał jako projekt studencki w Cambridge, przygotowany z myślą o festiwalu Edinburgh Fringe, na który trafił w 2017 roku. Inspiracją do napisania go były m.in. koncerty Beyoncé – stąd pomysł, żeby każda z bohaterek była stylizowana na inną współczesną gwiazdę muzyki popularnej. Ja oglądałam ten musical po raz pierwszy i cieszy mnie, że udało się go zrealizować we Wrocławiu. Teatr Dialogu to zresztą pierwszy na świecie offowy teatr, który otrzymał licencję na wystawienie SIX. 

źródło

Z perspektywy samej konwencji trudno jednak nazwać ten tytuł typowym spektaklem muzycznym. To raczej koncert, w którym każda z bohaterek po kolei prezentuje swoją historię w formie piosenki. Rywalizują o tytuł tej, którą król Henryk VIII potraktował najgorzej. Pomiędzy utworami pojawia się kilka scenek pełnych droczenia się, uszczypliwości i docinków. Nie należy jednak oczekiwać wielkich fabularnych zaskoczeń – dokładnie wiemy, że po jednej żonie na środek wyjdzie kolejna ze swoją piosenką. To jednak zarzut do oryginału, a nie do wrocławskiej inscenizacji.   

Nie dziwi mnie popularność tego przedstawienia, bo pomysł przełożenia jednego z najbardziej znanych wątków brytyjskiej historii na formę koncertu girls bandu okazał się strzałem w dziesiątkę. Każda z żon Henryka VIII różni się od pozostałych, co doskonale wpisuje się w kulturę tworzenia popowych zespołów. Dobrze działa również zróżnicowanie w warstwie gatunkowej – znajdzie się miejsce dla ballady, ale i dla absurdalnej, tanecznej piosenki „Haus of Holbein”. We wrocławskiej inscenizacji to zróżnicowanie między bohaterkami zostało dobrze podkreślone.   

Scena Teatru Dialogu jest niewielka, a z tyłu, za aktorkami, znajduje się jeszcze zespół muzyczny, również złożony wyłącznie z kobiet. Nie ma więc zbyt wiele miejsca na taneczne popisy, ale aktorki świetnie sobie radzą w tej ciasnej przestrzeni. Choreografia dobrze dopełnia utwory, jest dynamiczna i starannie wykonana. Kilka piosenek zostało zaśpiewanych naprawdę znakomicie. Na pochwałę zasługują także nagłośnienie i dykcja występujących – wszystko było w pełni zrozumiałe.  

źródło

Pewien problem miałam natomiast z kostiumami. Nie do końca rozumiem ich koncepcję, bo wydały mi się wyraźnie futurystyczne. W moim odczuciu były nieco przekombinowane i zamiast podkreślać osobowości bohaterek, momentami odwracały od nich uwagę. Możliwe, że to jednak kwestia osobistych preferencji.  

Największą siłą wrocławskiego SIX pozostaje natomiast energia wykonawczyń. Widać ich zaangażowanie i autentyczną przyjemność z występu, co szybko udziela się publiczności. Bardzo dobrze sprawdza się również próba przełamania granicy między sceną a widownią. Aktorki zachęcają publiczność do reakcji i nie rezygnują z tego nawet wtedy, gdy początkowo spotykają się z dość zachowawczym odbiorem. Dzięki temu koncertowa natura spektaklu staje się jeszcze bardziej wyrazista.   

Słabiej wypadają natomiast dialogi i krótkie scenki pomiędzy piosenkami. Ich funkcją jest przede wszystkim budowanie relacji między bohaterkami, ale nie otrzymują one wystarczająco dużo materiału, by rozwinąć je aktorsko. Część tych fragmentów sprawia wrażenie wymuszonych, szczególnie w zestawieniu z bardzo mocną warstwą muzyczną. To właśnie w piosenkach bohaterki mają najwięcej przestrzeni do wyrażenia swoich charakterów, podczas gdy scenki pomiędzy nimi nie dorównują im poziomem.  

Finalnie SIX próbuje opowiadać o sile kobiet i o tym, że razem możemy wszystko. Moim zdaniem nie do końca to wychodzi, bo przeskok z ciągłych docinek do końcowego pojednania był zbyt nagły. Zatem SIX nie jest spektaklem, o którego przesłaniu długo myślałam po wyjściu z teatru. Sprawdza się jednak jako przyjemna, energetyczna rozrywka.   

Jednocześnie trudno nie docenić tego, że sama realizacja SIX jest przykładem bardzo konkretnej kobiecej współpracy. Na scenie występują wyłącznie aktorki, a muzykę wykonuje kobiecy zespół. W spektaklu angażującym tak liczną grupę kobiet idea girl power znajduje więc swoje przekonujące zastosowanie niekoniecznie w fabule, ale w samej strukturze przedstawienia.  

Jeśli więc odpowiednio nastawimy swoje oczekiwania i potraktujemy wizytę w teatrze bardziej jak wyjście na koncert niż na klasyczny musical, jest duża szansa, że wyjdziemy zadowoleni. Ja bawiłam się naprawdę dobrze i Wam też tego życzę!  


Twórcy:
Scenariusz: Toby Marlow, Lucy Moss
Reżyseria: Michał Jagodziński
Tłumaczenie: Jacek Mikołajczyk
Kierownictwo muzyczne: Agata Zemla
Choreografia: Paulina Narożnik
Scenografia i kostiumy: Dżesika Zemsta
Reżyseria świateł: Robert Skolmowski

Obsada:

*zaznaczam tę, którą widziałam*
Magdalena Gałązka
/ Magdalena Kowalska – Katarzyna Aragońska
Michalina Przybyłowska / Alina Chybalska – Anna Boleyn
Marta Kosiorek / Nikola Kopczyk – Jane Seymour
Adrianna Kwiatkowska / Marta Schmidt – Anna von Cleve
Paulina Jeżewska / Anna Śmiałek – Katarzyna Howard
Wiktoria Zaleska / Maria Majewska – Katarzyna Parr

Zespół muzyczny:
Magda Milewska – piano
Zuzanna Rynio – perkusja
Julia Daniluk – gitara
Julia Trela – bas

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka