Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2026

Krótko o cierpieniu — „Zielone sari” Amanda Devi i „Wściekły pies” Wojciech Tochman

 

Zielone sari
Amanda Devi

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2009
Liczba stron: 240
Wydawnictwo: Wydawnictwo w Podwórku

Strach ogłupia tak bardzo, że nie liczy się nic innego, ani pragnienia, ani nadzieje, ani możliwość buntu. Strach jest ostateczną niewolą, z której wychodzi się tylko przez śmierć. 
 

Opis wydawcy

Na treść powieści składa się monolog umierającego starego lekarza, którym opiekują się 64-letnia córka i 40-letnia wnuczka. Stary Doktor przez całe życie był tyranem i manipulatorem. W dialogach z żoną, córką i wnuczką (rzeczywistych, a może wyimaginowanych?),ściera się z nimi, skłóca je między sobą, starając się odtworzyć i utrzymać dawną uprzywilejowaną pozycję domowego despoty. Powoli, ale nie do końca, rozwija się tu wątek rodzinnej przemocy, w którym dopatrzeć się można również symbolicznego przedstawienia stosunków panujących w konserwatywnym, patriarchalnym społeczeństwie.


Moja recenzja

Książka Amandy Devi była wielokrotnie polecana na polskim bookstagramie, dlatego trafiła na moją listę do przeczytania. Już od pierwszych stron czujemy, że nie będzie to łatwa lektura – raczej powolne zanurzanie się w odmętach mroku. Wszystko za sprawą narratora – mizoginistycznego, zapatrzonego w siebie starca leżącego na łożu śmierci. To z jego perspektywy poznajemy całą historię, uwięzieni w jego głowie, bez możliwości ucieczki. 

Podczas lektury nie próbujemy nawet tłumaczyć sobie jego okrutnych zachowań, bo wiemy, że on po prostu tak myśli – i właśnie ta świadomość jest najbardziej niepokojąca. Według narratora to jemu należą się oklaski, a on sam jest gatunkiem wyższym od swojej żony, córki i wnuczki. Całe szczęście książka jest krótka, bo nie wiem, jak długo byłabym w stanie wytrzymać w głowie tego despoty – głowie pełnej pogardy i przemocy ukrytej pod pozorami wielkości. 

Amanda Devi to autorka tworząca w języku francuskim, która przez jakiś czas mieszkała na Mauritiusie — i właśnie tam rozgrywa się akcja Zielonego sari. Poznajemy fragmenty dotyczące sytuacji na wyspie z młodości narratora, jednak większość wydarzeń zamyka się w czterech ścianach, w przestrzeni klaustrofobicznej, dusznej i naznaczonej strachem. Autorka ma niezwykłą umiejętność opisywania scen, które na długo zapadają w pamięć. Nie wiem, czy ktoś mógł pozostać obojętny wobec obrazu ryżu wysypanego na zielone sari — symbolu ostatecznego upokorzenia. Ja na pewno nie potrafię się go pozbyć z myśli. Okrutne wydarzenia zostają tu opisane poetyckim, niezwykle obrazowym językiem — pięknym w formie, a przez to jeszcze bardziej okrutnym w wydźwięku. 

Zielone sari to opowieść o ogromnym cierpieniu i o osobie, która zadaje je z zimną kalkulacją. To także historia utknięcia w miejscu, z którego nie da się uciec — ani fizycznie, ani mentalnie. Na szczęście pojawia się tu również promyk nadziei: że być może nadejdzie moment, w którym będzie można zostawić okrutną przeszłość za sobą i zrobić ten jeden, ważny krok do przodu — nawet jeśli miałby być bolesny i niepewny.


Wściekły pies
Wojciech Tochman

Gatunek: zbiór reportaży
Rok pierwszego wydania: 2007
Liczba stron: 180
Wydawnictwo: Znak

Często śni mi się pies, jest agresywny, pianę toczy z pyska, warczy. Ale mnie nie gryzie. Rzuci się na mnie, kiedy zrobię krok. Więc stoję bez ruchu, bez oddechu. Udaję, że mnie nie ma, że nie istnieję. Nie przełykam śliny. A pies patrzy na mnie. I czeka.
 

Opis wydawcy

Wojciech Tochman, jeden z najlepszych polskich reporterów, zwięzłym i precyzyjnym językiem opisuje ludzkie dramaty, ludzką samotność, ale i podłość, obłudę, nienawiść. Opowieść o katastrofie autobusu maturzystów pielgrzymujących do Częstochowy, historia człowieka, który powstał z torów i nie pamięta, kim jest, oraz zapis walki samotnej kobiety z księdzem molestującym dzieci, przywołują najbardziej uniwersalne pytania: o przyczyny zła, sens cierpienia i milczenie Boga.


Moja recenzja

Nie sięgam często po reportaże, a ten trafił na moją półkę przypadkiem, zupełnie bez planu. Przeglądając ofertę antykwariatu online, przykuł moją uwagę, a po szybkim przejrzeniu opinii postanowiłam go kupić. Wojciech Tochman to nazwisko dobrze znane w świecie reportażu — autor kojarzony z trudnymi, często przygnębiającymi tematami. We Wściekłym psie jego reputacja zostaje potwierdzona: to książka o ludzkim cierpieniu w jego najczystszej, najbardziej dotkliwej formie. 

Reportaże są krótkie, wcześniej publikowane na łamach czasopism. Każdy z nich uderza w czytelnika inaczej, ale trudno pozostać obojętnym wobec opisywanych dramatów. Pierwsza historia przedstawia wypadek autobusowy, w którym zginęli maturzyści wracający z pielgrzymki. To porażający obraz, który nie pozwala oderwać myśli od pytania: jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji? 

Siła tych tekstów tkwi w konfrontacji zwykłych ludzi z cierpieniem przekraczającym ich siły. Jak żyć dalej po stracie dziecka? Jak patrzeć, gdy syn mówi wszystkim, że popełni samobójstwo? Jak mierzyć się z chorobą, która pozostanie z nami aż do końca życia? Jak pogodzić się z tajemniczym zniknięciem dziecka wracającego ze szkolnej dyskoteki? W tych reportażach trudno oceniać opowiedziane historie — napisało je samo życie. Warto natomiast docenić wrażliwość autora, który te historie odnalazł i odważył się je nam przekazać. Ta samotność człowieka mierzącego się z tragedią wzbudza współczucie i pragnienie zrozumienia

Wiele z tekstów podkreśla także rolę Boga w opowiadanych historiach. Maturzyści jechali przecież na pielgrzymkę, a pytanie „Gdzie wtedy był Bóg?” nasuwa się niemal automatycznie. Poruszający jest również reportaż o księdzu, który wciąż umyka sprawiedliwości. Powracająca tematyka religijna może niektórym przeszkadzać, dla mnie stanowiła spoiwo łączące poszczególne teksty w jedną, przemyślaną całość. 

We Wściekłym psie Tochman pokazuje, że reportaż to nie tylko opowieść o wydarzeniach, lecz przede wszystkim o człowieku — o jego bólu, wyborach i samotności. To niełatwa lektura, którą czyta się z gulą w gardle.



niedziela, 1 lutego 2026

Lektury końca 2025 roku – „Narodziny bohatera” Jin Yong, „Czarodziejska góra” Thomas Mann i „Empuzjon” Olga Tokarczuk

Krótkie podsumowanie trzech książek, które czytałam jeszcze w grudniu 2025 roku.

 

Narodziny bohatera
Jin Yong

Gatunek: fantastyka
Rok polskiego wydania: 1959
Liczba stron: 540
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Kłamstwo ma krótkie nogi, nawet jeśli to nogi arystokraty.
 

Opis wydawcy

Po tym, jak jego ojciec – wierny dynastii Song patriota – zostaje zamordowany przez wysłanników cesarstwa Jin, Guo Jing wraz z matką uciekają na równiny, gdzie rządzi założyciel imperium mongolskiego Czyngis-chan, by u niego i jego ludu szukać schronienia. Pewnego dnia Guo Jing będzie musiał stawić czoło swojemu śmiertelnemu wrogowi podczas walki w Gospodzie Pijanego Nieśmiertelnego, ale zanim się to stanie pod opieką Czyngis-chana i Siedmiorga Bohaterów z Południa doskonali swoje umiejętności w sztukach walki. 


Moja recenzja

Narodziny bohatera to powieść, która znalazła się na liście stu najlepszych książek fantasy i uchodzi za klasykę chińskiej literatury fantastycznej. Autor publikował ją pierwotnie w formie odcinkowej na przestrzeni dwóch lat, co wyraźnie wpływa na konstrukcję fabuły i tempo narracji. 

Dla czytelnika przyzwyczajonego do klasycznego fantasy wejście w ten świat może okazać się trudne. To historia opowiedziana w zupełnie inny sposób — logika ciągu wydarzeń schodzi tu na dalszy plan, ustępując miejsca nieustannej akcji. Podobnie jak w filmach kung-fu, największy nacisk położony jest na sceny walki. Bohaterowie dysponują rozmaitymi umiejętnościami: jeden potrafi ukraść portfel, zanim zauważymy jego obecność, inny bez trudu poskromi najbardziej narowistego konia. Czytelnik zostaje wręcz zalany nazwami kolejnych „kroków” w tym tanecznym pojedynku wojowników. Postacie posługują się technikami o efektownych nazwach, takimi jak „sekretne ostrze pięciu palców” czy ruch „przeszukaj ocean, zetknij smoka”. Choć terminy te niewiele mówią same w sobie, skutecznie budują koloryt i atmosferę świata przedstawionego. 

Ciekawym zabiegiem jest również mieszanie faktów z fikcją. Akcja powieści rozgrywa się w XIII-wiecznych Chinach, a niektórzy bohaterowie mają swoje historyczne pierwowzory. Na uznanie zasługują przypisy, które pomagają zorientować się, które elementy narracji rzeczywiście czerpią z historii Chin. 

Nie ma co jednak ukrywać — początek lektury był dla mnie wymagający. Styl narracji momentami odrzucał, a uproszczone rozwiązania fabularne wywoływały raczej rozbawienie niż zaangażowanie. Z czasem jednak pozwoliłam sobie na zmianę nastawienia i zaakceptowałam fakt, że śmiech jest naturalną reakcją na tę historię. Gdy przestawiłam się na odbiór Narodzin bohatera jako rozrywki, książka zaczęła spełniać swoje zadanie. Sceny akcji są dynamiczne, naładowane wydarzeniami i skutecznie budują napięcie. 

Warto jednak przymknąć oko na liczne luki w prowadzeniu fabuły, która funkcjonuje według innych zasad niż te znane z zachodniego fantasy. Przykładowo, zdarza się, że dopiero w momencie śmierci bohatera dowiadujemy się o jego uczuciach wobec innej postaci. Brakuje wcześniejszych sygnałów, które naturalnie przygotowałyby czytelnika na takie wyznanie, przez co sprawia to wrażenie dopowiadania faktów post factum — jakby autor chciał w ostatniej chwili wzmocnić emocjonalny wydźwięk sceny. Podobnych fabularnych „fikołków” jest w powieści wiele. Dlatego, jeśli ktoś chce sięgnąć po tę klasykę, najlepiej zapomnieć o rygorystycznej logice i pozwolić sobie na swobodną, nieskrępowaną zabawę — tylko wtedy ta lektura naprawdę się sprawdza. 

Największym mankamentem pozostaje fakt, że jest to dopiero pierwszy tom dwunastoczęściowej serii, a akcja urywa się nagle, bez domknięcia kluczowych wątków. Zamiast konkluzji pojawiają się nowe, zaskakujące informacje, które mają zostać rozwinięte w kolejnych częściach. Na ten moment brak kontynuacji w polskim wydaniu, co sprawia, że dalsze losy bohaterów pozostają niewiadomą. Pozostaje więc poczucie dobrej, choć niedokończonej zabawy.


Czarodziejska góra
Thomas Mann

Gatunek: literatura piękna
Rok polskiego wydania: 1924
Liczba stron: 800
Wydawnictwo: Muza

Czasu w ogóle nie ma „właściwie”. Jeżeli komuś się dłuży, płynie wtedy powoli, jeżeli przeciwnie, to upływa prędko, ale przecież nikt nie wie, z jaką szybkością biegnie w rzeczywistości.
 

Opis wydawcy

Dwudziestotrzyletni Hans Castorp jedzie do Szwajcarii, by odwiedzić kuzyna, który przebywa na leczeniu w sanatorium "Berghof", położonym wysoko w górach. Pobyt zaplanowany na trzy tygodnie w rezultacie trwał siedem lat (siódemka miała dla Thomasa Manna znaczenie magiczne!). Przerwał go dopiero wybuch pierwszej wojny światowej. Świat zastany przez Castorpa "na górze", tak odległy od normalności i różny od tego na "nizinie", to po mistrzowsku sportretowane panopticum napotkanych tam ludzi, dla których czas - konstytutywny czynnik powieści! - upływa bez celu i bez refleksji. 


Moja recenzja

Czarodziejska góra Thomasa Manna to klasyka literatury, która przez kilka lat czekała na swoją kolej na mojej półce. Gdyby nie fakt, że wylosowałam ten tytuł do przeczytania, trudno powiedzieć, kiedy zdecydowałabym się sięgnąć po tę imponującą objętościowo powieść.

Początek historii jest wyjątkowo wciągający. Hans Castorp przybywa do sanatorium w górach, aby odwiedzić kuzyna, jednak po wstępnych badaniach decyduje się zostać tam na dłużej. Z dnia na dzień poznajemy mieszkańców sanatorium oraz panującą w nim rutynę: spacery, badania, wspólne posiłki, wykłady doktora, a także słynne „werandowanie”, gdzie kluczową umiejętnością okazuje się odpowiednie okrycie się kocem. Ten powtarzalny rytm buduje sugestywny obraz społeczności funkcjonującej w oderwaniu od świata „na dole”, jakby poza realnym czasem i prawdziwym życiem. Bohaterowie sprawiają wrażenie zgnuśniałych, pozbawionych woli działania i energii życiowej, a choroba staje się jakby wytłumaczeniem ich bierności.

Interesująco zarysowana jest relacja Hansa z Settembrinim. Choć Włoch stara się intelektualnie stymulować młodego Castorpa, ten podąża za nim raczej bezrefleksyjnie. Jednocześnie, gdy tylko nadarza się okazja, krytykuje Settembriniego za plecami i unika bezpośredniej konfrontacji. Ten marazm oraz brak zdecydowanych działań ze strony postaci tworzą intrygujące, gęste tło powieści. 

Czarodziejska góra obfituje w liczne wątki i daje się interpretować na wiele sposobów. Jednym z kluczowych tematów jest upływ czasu oraz jego subiektywne doświadczanie. Pojawiają się rozważania dotyczące sakralizacji choroby i śmierci, ale nie brakuje też lżejszych fragmentów — jak choćby tych poświęconych muzycznym fascynacjom bohatera przy okazji korzystania z nowego gramofonu. Szczególnie zapadł mi w pamięć znakomity rozdział poświęcony spirytyzmowi. 

Muszę jednak przyznać, że filozoficzne dyskusje prowadzone między Settembrinim a Naphtą bywały dla mnie wyczerpujące. Wracałam do ich dialogów kilkukrotnie, próbując utrzymać skupienie i w pełni uchwycić sens wymiany myśli. Ostatecznie doceniam tę lekturę, choć nie wszystkie jej znaczenia okazały się dla mnie w pełni czytelne — wiele z nich pozostaje ukrytych pod warstwą symboliki. 

Uważam jednak, że Czarodziejska góra to książka, po którą warto sięgnąć — nawet jeśli nie wszystko od razu stanie się jasne. To powieść, która zachęca do samodzielnych poszukiwań i własnych interpretacji.


Empuzjon
Olga Tokarczuk

Gatunek: literatura piękna
Rok polskiego wydania: 2022
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Literackie

Każdy z nas jest potencjalnym wariatem, młodzieńcze. Norma to jest mrzonka. Każdy z nas siedzi okrakiem na granicy między własnym światem wewnętrznym a światem zewnętrznym i niebezpiecznie balansuje. To bardzo niewygodna pozycja i niewielu udaje się utrzymać równowagę.
 

Opis wydawcy

Wrzesień 1913 roku, uzdrowisko Görbersdorf (dzisiejsze Sokołowsko na Dolnym Śląsku). Właśnie tutaj, u podnóża gór, od przeszło pół wieku działa jedno z pierwszych na świecie i słynne w całej Europie specjalistyczne sanatorium leczące choroby „piersiowe i gardlane”. Mieczysław Wojnicz, student ze Lwowa, przyjeżdża do  uzdrowiska z nadzieją, że nowatorskie metody i krystalicznie czyste powietrze powstrzymają rozwój jego choroby, a może nawet całkowicie go uleczą. Diagnoza nie pozostawia jednak złudzeń – tuberculosis. Gruźlica. 


Moja recenzja

Po tę książkę sięgnęłam tuż przed końcem roku. Prozę Olgi Tokarczuk znałam dotąd jedynie z jednego tytułu – Dom dzienny, dom nocny – i nie miałam jeszcze wyrobionego zdania o jej literaturze. Empuzjon jest jej najnowszą powieścią, wydaną już po otrzymaniu Nagrody Nobla; kolejna książka ma ukazać się dopiero w tym roku. 

Co ciekawe, wybrałam Empuzjon wyłącznie ze względu na autorkę, nie znając opisu fabuły ani żadnych szczegółów dotyczących treści. Jakie było więc moje zdziwienie, gdy okazało się, że dostałam niejako powtórkę z Czarodziejskiej góry. Oto historia Mieczysława, który przyjeżdża ze Lwowa do uzdrowiska, by leczyć płuca. Znowu mamy grupę kuracjuszy, znowu ich rozmowy i dyskusje o stanie współczesnego świata. U Tokarczuk jednak wszystko jest bardziej tajemnicze, momentami wręcz mistyczne. Już sam opis na okładce zapowiada horror. Zagadkowe śmierci, które co roku mają miejsce w Sokołowsku, wiszą nad bohaterami niczym cień. Szybko okazuje się jednak, że prawdziwym horrorem mogą być nie tyle nadnaturalne potwory, ile sposób, w jaki ludzie traktują innych, gdy ich ego rozrasta się zbyt mocno

Muszę przyznać, że między Czarodziejską górą a Empuzjonem zdecydowanie bliższa jest mi książka Tokarczuk. To, że autorka – wychodząc od podobnych założeń co Mann – stworzyła dzieło zupełnie inne w wydźwięku mocno mnie zaintrygowało. Przede wszystkim jest to powieść wyraźnie feministyczna. Początkowo sądziłam, że będzie to jeden z moich zarzutów wobec książki: męscy bohaterowie wypowiadają się bowiem niemal wyłącznie w sposób pejoratywny i lekceważący o kobietach. Jednak w nocie od autorki Tokarczuk wymienia nazwiska myślicieli i pisarzy, których wypowiedzi o kobietach parafrazowała – wśród nich Darwina, Kerouaca czy Sartre’a. W ten sposób autorka komentuje kulturę, w której mizoginia była wpisana w jej podstawy.

Kobiety w powieści Tokarczuk pojawiają się na scenie sporadycznie; to mężczyźni są głównymi bohaterami. A jednak wszystko kręci się wokół płci pięknej. Są one obecne niczym oczy patrzące z mroku obrazu, który widzi Mieczysław – niepokojące, czujne, niemożliwe do zignorowania. Powraca tu również motyw kobiet jako czarownic: istot budzących lęk, niezrozumiałych, wymykających się męskiej potrzebie kontroli. 

Empuzjon to powieść, która nawiązuje do klasyki, ale nie pozostaje w jej cieniu. Horror w wykonaniu Tokarczuk okazuje się narzędziem do obnażenia lęków, uprzedzeń i mechanizmów władzy, a feministyczna perspektywa totalnie się tutaj sprawdza. 


wtorek, 25 października 2022

„To przez ten wiatr” Jakub Nowak – alternatywna historia romansu Modrzejewskiej z Sienkiewiczem na Dzikim Zachodzie

To przez ten wiatr
Jakub Nowak

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 409
Wydawnictwo: Powergraph

Karol rozmyślał o sile, której dodawała miłość. I o tym, ile ta miłość zarazem wymaga odwagi.
 

Opis wydawcy

Kalifornia, rok 1876. Helena Modrzejewska i Henryk Sienkiewicz wynajmują z przyjaciółmi rancho, aby uprawiać winorośl. Polacy, do pobliskiego Anaheim, założonego przez imigrantów z Niemiec, jeżdżą po sprawunki, do golibrody, po whiskey, bójki i inne saloonowe atrakcje. W kalifornijskim upale, w dusznych, gorących podmuchach wiatru Santa Ana, pod okiem Karola Chłapowskiego, męża Modrzejewskiej, rośnie miłosne napięcie między genialną aktorką a warszawskim dziennikarzem, którym jest wtedy Sienkiewicz. Niezwykła kobieta, przywykła do świata leżącego u jej stóp, i bezczelny trzydziestolatek, który sięgnie po nieosiągalne.


Moja recenzja

Debiut Jakuba Nowaka przyciągnął moją uwagę od razu po przeczytaniu opisu. Książka reklamowana jest jako fabularyzowana historia miłosna Heleny Modrzejewskiej i Henryka Sienkiewicza, której akcja rozgrywa się w gorącej Kalifornii. Brzmi to bardzo oryginalnie i odważnie. Czy ten eksperyment literacki się udał? Od razu mogę powiedzieć, że owszem, nawet bardzo dobrze. To również dlatego miałam problem z napisaniem czegokolwiek na temat tej książki  całość tak bardzo mi się spodobała, że jedyne co powinnam przekazać to: przekonajcie się o jej wspaniałości na własnej skórze!

Jestem szczerze zaskoczona, że od tej lektury otrzymałam taką ilość dobrej zabawy. Może nie gustuję w westernach (ani tych książkowych, ani filmowych), ale książka To przez ten wiatr pokazała za co można ten gatunek pokochać. Postaci są wyraziste, pełne zapału, historia przepełniona akcją, czuć w niej klimat Dzikiego Zachodu z kowbojami, rewolwerowcami, saloonami i licznymi krwawymi jatkami. Całość oparta jest bardzo luźno na faktach. Faktem jest, że grupa Polaków: Sienkiewicz, Modrzejewska, jej mąż, czyli Karol Chłapowski, jej syn, towarzysze Sypniewscy, służąca Anusia wylądowali na farmie w Kalifornii z zamiarem hodowania winorośli. Jakub Nowak postanowił opowiedzieć nam swoją wersję wydarzeń, które mogły mieć tam miejsce.

źródło

Chociaż To przez ten wiatr reklamowany jest jako romans, to czytelnicy znajdą tutaj o wiele więcej niż płomienne uczucie między dwójką artystów. Przede wszystkim autor świetnie poradził sobie z obdarciem słynnych postaci z wyobrażeń o ich wielkości. Od początku rysuje bohaterów z krwi i kości, dzięki czemu stają się czytelnikowi tak bliscy. Sienkiewicz to młody dziennikarz, który marzy o napisaniu powieści, ale jest wciąż raczkujący w tym temacie. Wplatanie w historię pewnych faktów z późniejszej twórczości tego autora wyszła Jakubowi Nowakowi bardzo zgrabnie – dostajemy przykładowo krótką opowieść, która łudząco przypomina historię Juranda ze Spychowa.

Trudno nie docenić tego debiutu. Nie dość, że autor wybrał odważne przedsięwzięcie, to bardzo dobrze się do niego przygotował. Musiał wykonać sporo pracy badawczej przed przystąpieniem do pisania. Brawurowo radzi sobie z oszukiwaniem czytelnika, szczególnie takiego niespecjalnie zapoznanego z tematem (jak ja). O tej eskapadzie, o uczuciu Sienkiewicza do Modrzejewskiej nie wiedziałam nic, zatem wielokrotnie się zastanawiałam na ile autor próbuje odtworzyć wydarzenia, a na ile posługuje się wyobraźnią. Sporo rozwiązań fabularnych pokrywa się z faktami, ale możecie być spokojni – jeżeli zastanawiacie się na ile autor podkoloryzował tę historię to czeka Was zakończenie, które rozwiewa wszelkie wątpliwości. 

Jeżeli mogę coś jeszcze pochwalić, to muszę wspomnieć o postaciach kobiet. Są silne, mają wyraźne motywacje, żadna nie jest tutaj tłem dla męskich potyczek. Przy gatunku westernu można się było czegoś takiego obawiać, ale w Przez ten wiatr ich wątki są równie ważne co te męskie. Przede wszystkim postać Heleny Modrzejewskiej, którą poznajemy wnikliwie, z wejrzeniem we wszystkie jątrzące ją traumy przeszłości, ale też z siłą do ciągłego parcia naprzód. Ciekawa jest również historia Anusi, której przeszłość poznajemy w jednym z rozdziałów. Dzięki jej perypetiom możemy zaobserwować, w jakiej sytuacji były stawiane kobiety w tamtych czasach, szczególnie te niższego stanu.

Przez ten wiatr to debiut-petarda! Alternatywna historia w wykonaniu Jakuba Nowaka jest angażująca, naturalistyczna, odważna, a w tym wszystkim lekka w odbiorze (w czym duża zasługa stylu autora). Po takiej powieści na pewno będę wyczekiwać kolejnych tekstów Jakuba Nowaka.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Powergraph

niedziela, 18 września 2022

„Lincoln Highway” Amor Towles – niedokończone porachunki, spłata długów i pytania o moralność

Lincoln Highway
Amor Towles

Gatunek: literatura współczesna
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Znak Literanova

Mówią, że Bóg odpowiada na wszystkie modlitwy - po prostu czasem odpowiedź brzmi "nie".
 

Opis wydawcy

Emmett Watson właśnie wyszedł z poprawczaka. Wraca na rodzinną farmę w Nebrasce, gdzie czeka na niego młodszy brat, długi po ojcu i błękitny studebaker – jego jedyny majątek. Emmett ledwo skończył 18 lat, a już może liczyć tylko na siebie. 

Chce zabrać brata do słonecznej Kalifornii, gdzie zaczną wszystko od nowa. Może nawet uda im się odnaleźć matkę, która lata temu bez słowa wyjechała do San Francisco? Ale przewrotny los sprawia, że Emmett i Billy muszą wyruszyć w przeciwnym kierunku. Do Nowego Jorku – miasta, gdzie początek bierze legendarna autostrada Lincolna, pierwsza droga łącząca ze sobą dwa krańce Ameryki.


Moja recenzja

Amor Towles to autor, który nie przestaje mnie zadziwiać. Po udanym debiutanckim Dobrym wychowaniu [moje wrażenia] i genialnym Dżentelmenie w Moskwie [moje wrażenia] w swojej najnowszej powieści stawia na zupełnie inną historię. W jego poprzednich książkach w centrum wydarzeń były osoby ze śmietanki towarzyskiej, otoczeni postaciami z wyższych sfer, mieszkającymi w rezydencjach Nowego Jorku lat 30. czy w szykownym hotelu Metropol. Natomiast w Lincoln Highway głównymi bohaterami są ubodzy bracia z małej farmy w Nebrasce.

Autor proponuje nam dobrze znany trop w literaturze, czyli powieść drogi. Główny bohater, Emmett, zostaje zwolniony przedwcześnie z zakładu poprawczego, ze względu na śmierć swojego ojca. Postanawia sprzedać farmę i wraz z bratem przenieść się do Kalifornii. Autor od pierwszych rozdziałów kieruje czytelnika na to, czego może się po lekturze spodziewać, jednak nic w tej podróży nie będzie takie, jakie się wydaje. Komplikacje zaczynają się już na starcie, kiedy Emmett spotyka swoich dwóch przyjaciół, Duchessa i Woolly'ego, którzy zdołali uciec z poprawczaka, ukrywając się w bagażniku. 

Towles zwodzi czytelnika, zapowiada pewne wydarzenia, żeby chwilę później popchnąć fabułę w zupełnie innym kierunku. Oczekiwanie na powrót na początkową ścieżkę przypomina czekanie na powrót Odysa do domu  już kiedy wydaje się, że kurs został ponownie ustawiony coś staje na przeszkodzie dalszej podróży. Tytułowa autostrada zaczyna się jawić jako nieosiągalny cel, a nie źródło tej wycieczki. Bo finalnie, nie o fizyczną drogę będzie chodzić, a raczej o wewnętrzne przeżycia bohaterów.

Autostrada Lincolna, źródło


Powieść Lincoln Highway podzielona jest na dziesięć części, z czego każda odpowiada kolejnemu dniu podróży. Narrator jest wieloosobowy, a w momencie, kiedy stwierdzamy, że wszystkich narratorów już poznaliśmy, pojawia się ktoś nowy. Towles nie boi się także powtarzać opisu tych samych wydarzeń, używając innej perspektywy. Dzięki temu możemy obserwować nie jedną podróż, ale kilka, bo każdy bohater poprowadzi nas swoją ścieżką. Ich motywacje są różne, ale wszyscy podejmują akcje, żeby zbliżyć się do swoich celów. Emmett rusza w drogę, żeby zostawić bolesną przeszłość za sobą i zbudować przyszłość ze swoim bratem, Duchess poszukuje wyrównania rachunków (nie tylko zbiera długi, ale też oddaje te zaciągnięte przez siebie), Sally pragnie wyrwać się z dotychczasowego życia, które poświęca innym i skupić się na swoich potrzebach. Każdy z bohaterów jest barwny, a ich interakcje napędzają akcję. Kiedy zaczynają zbaczać z obranego kursu, reagują na to w różny sposób, w zależności od tego, co jest ich kołem napędowym. Dla Emmetta, napędzanego amerykańskim snem i planem dorobienia się majątku, każda stracona chwila jest na wagę złota. Dla Woolly'ego, wrażliwego dzieciaka pochodzącego z bogatej rodziny, najważniejsze są momenty spędzone w gronie przyjaciół.

Dawno nie czytałam o tak sympatycznej postaci, jaką jest brat Emmetta, ośmioletni Billy. To fan literatury, a szczególnie jednej książki, w której opisane zostały przygody znanych bohaterów od Achillesa po Zorro. Billy pragnie odnaleźć matkę, ale jednocześnie ma nadzieję przeżyć przygodę swojego życia. To świetny obserwator, a równocześnie naiwny chłopak, patrzący na wszystkich wokół z ufnością i sporą dozą sympatii. Dzięki jego wątkowi nawiązania do literatury są jeszcze milej widziane – wspomnieć wystarczy o chłopcach jako muszkieterach lub wspaniałym połączeniu historii Ulissesa z opowieścią o słynnym herosie.

Tematem przewodnim w powieści są rozważania o moralności popełnionych czynów. Jeżeli nie mamy złych intencji, ale nasze akcje przynoszą czyjąś tragedię, to czy zasługujemy na karę? Jeżeli tak, to jak wysoka powinna być? Postaci prezentują różne kodeksy honorowe, na czele z Duchessem i jego podejściem „oko za oko, ząb za ząb”. Po lekturze wciąż zostajemy z pytaniami bez odpowiedzi. W głowie nadal krąży myśl czy nieświadomość wyrządzonej krzywdy bądź nieumyślna akcja, mająca tragiczne konsekwencje usprawiedliwia nasze czyny.

Lincoln Highway jest lekturą pełną energii, przygody bohaterów są angażujące, a akcja nie chce się znudzić, nawet jeżeli jest powtarzana oczami innej postaci. Dzięki wielości narratorów możemy bliżej poznać ich motywacje, przez co trudno jednoznacznie potępiać któregokolwiek zachowanie. Powieść drogi Towlesa ponownie przynosi przyjemność z czytania, a postać Billy'ego to idealny przykład sympatycznego bohatera w literaturze. Niesamowite jest to, że Towles za każdym razem spełnia oczekiwania czytelnika, mimo że poprzeczka wciąż rośnie. Ten człowiek jest po prostu urodzonym gawędziarzem. Szkoda tylko, że na kolejną powieść znowu będziemy musieli poczekać.

wtorek, 2 sierpnia 2022

„Szczelinami” i „Zagroda zębów” Wit Szostak – eksperymentowanie formą

Szczelinami / Zagroda zębów
Wit Szostak

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2022 / 2016
Liczba stron: 360 / 104
Wydawnictwo: Powergraph

Wszędzie szukał domu i wszędzie go gubił.
 

Opis wydawcy

[Szczelinami]

Założenie jest czysto powieściowe: spisać życie – autoportret poetki lecz zrobić to z założenia za pomocą form niepowieściowych krótkich i pełnych przemilczeń, a potem czytelnika zaprosić do niezwykłej gry w sklejanie życia narratorki z okruchów jej najintymniejszych doświadczeń: dojrzewania, miłości i rozstań rozczarowań i macierzyństwa, trudnych relacji rodzinnych długiego cienia przeszłości losu kobiety w świecie rządzonym przez mężczyzn. Zmysłowa i cielesna, niedopowiedziana i bezkompromisowa, nieoczywista i prawdziwa. Ta książka jest jak kobieta.

[Zagroda zębów]

"Zagroda zębów" Wita Szostaka to zbiór miniatur literackich, będących apokryficznymi wersjami mitu Odysa. Autor próbuje w nich prześledzić alternatywne, nieistniejące wersje mitu: Odys nie wraca na Itakę, gdyż zakłada dom gdzie indziej; Odys nie wraca, gdyż pomaga odbudować Troję; Odys wraca, lecz zostaje zabity przez Penelopę; Odys wraca, lecz nikt nie rozpoznaje w nim wielkiego bohatera i umiera w samotności.


Moja recenzja

Z twórczością Wita Szostaka pierwszy raz spotkałam się pod koniec 2020 roku za sprawą powieści Cudze słowa.  Do tej pory pamiętam, że wrażenie zrobiła na mnie zaproponowana przez autora forma. Szostak podzielił fabułę na części, a w każdej z nich narrator opowiadał swoją wersję historii o głównym bohaterze. Lektura zostawiła po sobie dobre wrażenie, a więcej o niej możecie poczytać tutaj. Niedawno premierę miała najnowsza książka autora pod tytułem Szczelinami. Kiedy rozpakowałam paczkę z przesyłką, zamarłam z wrażenia. Trzeba przyznać, że okładka i wyklejka są przepiękne, a wszystko za sprawą talentu ilustratorki, Patrycji Podkościelny. Po zachwytach nad grafiką szybko nastąpiło zaskoczenie wnętrzem, bo wcześniej nic o książce nie słyszałam. Przewróciłam szybko kilka stron, a w środku znalazłam... wiersze!

Na początku muszę się przyznać, że poezji raczej nie czytam. Dlatego wypowiadam się od strony zupełnego laika – nie znam się, mam problemy ze zrozumieniem wielu wierszy i po prostu wolę prozę. Mam jakieś tomiki poezji w domu, ale zazwyczaj sięgam po któryś „z doskoku”, losując stronę na chybił trafił. W przypadku Szczelinami jest to niemożliwe, bo Wit Szostak używając wierszy napisał powieść. Usiadłam zatem do lektury pełna obaw, że nie przyswoję treści historii. Czekało mnie jednak pozytywne zaskoczenie! Może nie wyłapałam wszystkiego, przez niektóre fragmenty trudniej mi się brnęło, ale miejscami mnie ta książka emocjonalnie rozwaliła. Podczas czytania rozdziałów z wierszami dotyczącymi dziadków bohaterki nie mogłam powstrzymać łez, a przy lekturze bardzo rzadko mi się to zdarza (inaczej niż przy filmach, tam płaczę bez przerwy!). Zupełnie mnie zaskoczyło, że treść wierszy tak łatwo rezonowała z moimi uczuciami. Zapewne pomagał fakt, że całość napisana jest z perspektywy kobiety, w pierwszej osobie. I to prowadzenie narracji wyszło Szostakowi bardzo zgrabnie. Wrażliwie, wnikliwie, sensualnie. Poezja w wykonaniu autora jest bardzo różna – niektóre rozdziały zawierają długie, szczegółowe wiersze, inne są bardzo oszczędne, sprowadzone do kilku zdań. To jest chyba ten typ książki, do której chętnie w przyszłości powrócę.

Kiedy skończyłam Szczelinami przypomniałam sobie, że na półce mam jeszcze jedną, skromnie wyglądającą powieść autora pod tytułem Zagroda zębów. I ponownie – Szostak mnie zaskoczył. Tym razem postanowił w krótkich formach przedstawić alternatywną wersję podróży Odysa, poszukującego drogi do domu. Jest to temat, który pasuje mi na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, zawsze bardzo lubiłam czytać mity, słuchać opowieści o starożytności, greckich bogach, niepokonanych herosach i ich błyskotliwych pomysłach. Z perspektywy czasu, myślę że trochę od tej sympatii wzięła się moja fascynacja fantastyką. Zatem sam temat Zagrody zębów sprawił, że byłam zaintrygowana. Dodatkowo, autor zdecydował się na zabawę w „co by było gdyby”, a ja ten temat w sztuce bardzo lubię. To, w jaki sposób przypadek albo jedna decyzja zmieniają całe nasze życie. I pytania: czy gdybyśmy podążyli inną ścieżką to wylądowalibyśmy w podobnym miejscu? A może kompletnie gdzieś indziej?

Szostak znowu bawi się tekstem, wybiera wątki różnych postaci i z nimi eksperymentuje. To nie tylko opowiadania o Odysie, ale też o Telemachu i Penelopie. Wędrówka jawi się jako źródło poszukiwań  bohaterowie szukają odpowiedzi na pytania kim jesteśmy, kim jest heros/bohater, ile uda nam się przeszkód pokonać w drodze i czy na końcu okaże się, że było warto. Ciekawym wątkiem jest ten dotyczący samej sztuki opowiadania. Fragmenty, w których bajarze koloryzują opowieści, żeby osiągnąć lepszy efekt i zainteresowanie słuchaczy. Czuć również w tych opowiadaniach melancholię, a jednocześnie pewne napięcie. Bohaterowie są zagubieni, szukają drogi wyjścia, ale przede wszystkim błądzą. Autor podkreśla to, co starożytni bajarze trzymali za zagrodą zębów – fakt, że herosi też mogli czuć zwątpienie i przygnębienie. Wszystko to w bardzo krótkiej formie, z ciekawą klamrą do współczesnych tułających się Odyseuszy. Pozostaje pytanie: czy dane im będzie znaleźć drogę do domu?


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Powergraph

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka