niedziela, 22 marca 2026

Krótko o cierpieniu — „Zielone sari” Amanda Devi i „Wściekły pies” Wojciech Tochman

 

Zielone sari
Amanda Devi

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2009
Liczba stron: 240
Wydawnictwo: Wydawnictwo w Podwórku

Strach ogłupia tak bardzo, że nie liczy się nic innego, ani pragnienia, ani nadzieje, ani możliwość buntu. Strach jest ostateczną niewolą, z której wychodzi się tylko przez śmierć. 
 

Opis wydawcy

Na treść powieści składa się monolog umierającego starego lekarza, którym opiekują się 64-letnia córka i 40-letnia wnuczka. Stary Doktor przez całe życie był tyranem i manipulatorem. W dialogach z żoną, córką i wnuczką (rzeczywistych, a może wyimaginowanych?),ściera się z nimi, skłóca je między sobą, starając się odtworzyć i utrzymać dawną uprzywilejowaną pozycję domowego despoty. Powoli, ale nie do końca, rozwija się tu wątek rodzinnej przemocy, w którym dopatrzeć się można również symbolicznego przedstawienia stosunków panujących w konserwatywnym, patriarchalnym społeczeństwie.


Moja recenzja

Książka Amandy Devi była wielokrotnie polecana na polskim bookstagramie, dlatego trafiła na moją listę do przeczytania. Już od pierwszych stron czujemy, że nie będzie to łatwa lektura – raczej powolne zanurzanie się w odmętach mroku. Wszystko za sprawą narratora – mizoginistycznego, zapatrzonego w siebie starca leżącego na łożu śmierci. To z jego perspektywy poznajemy całą historię, uwięzieni w jego głowie, bez możliwości ucieczki. 

Podczas lektury nie próbujemy nawet tłumaczyć sobie jego okrutnych zachowań, bo wiemy, że on po prostu tak myśli – i właśnie ta świadomość jest najbardziej niepokojąca. Według narratora to jemu należą się oklaski, a on sam jest gatunkiem wyższym od swojej żony, córki i wnuczki. Całe szczęście książka jest krótka, bo nie wiem, jak długo byłabym w stanie wytrzymać w głowie tego despoty – głowie pełnej pogardy i przemocy ukrytej pod pozorami wielkości. 

Amanda Devi to autorka tworząca w języku francuskim, która przez jakiś czas mieszkała na Mauritiusie — i właśnie tam rozgrywa się akcja Zielonego sari. Poznajemy fragmenty dotyczące sytuacji na wyspie z młodości narratora, jednak większość wydarzeń zamyka się w czterech ścianach, w przestrzeni klaustrofobicznej, dusznej i naznaczonej strachem. Autorka ma niezwykłą umiejętność opisywania scen, które na długo zapadają w pamięć. Nie wiem, czy ktoś mógł pozostać obojętny wobec obrazu ryżu wysypanego na zielone sari — symbolu ostatecznego upokorzenia. Ja na pewno nie potrafię się go pozbyć z myśli. Okrutne wydarzenia zostają tu opisane poetyckim, niezwykle obrazowym językiem — pięknym w formie, a przez to jeszcze bardziej okrutnym w wydźwięku. 

Zielone sari to opowieść o ogromnym cierpieniu i o osobie, która zadaje je z zimną kalkulacją. To także historia utknięcia w miejscu, z którego nie da się uciec — ani fizycznie, ani mentalnie. Na szczęście pojawia się tu również promyk nadziei: że być może nadejdzie moment, w którym będzie można zostawić okrutną przeszłość za sobą i zrobić ten jeden, ważny krok do przodu — nawet jeśli miałby być bolesny i niepewny.


Wściekły pies
Wojciech Tochman

Gatunek: zbiór reportaży
Rok pierwszego wydania: 2007
Liczba stron: 180
Wydawnictwo: Znak

Często śni mi się pies, jest agresywny, pianę toczy z pyska, warczy. Ale mnie nie gryzie. Rzuci się na mnie, kiedy zrobię krok. Więc stoję bez ruchu, bez oddechu. Udaję, że mnie nie ma, że nie istnieję. Nie przełykam śliny. A pies patrzy na mnie. I czeka.
 

Opis wydawcy

Wojciech Tochman, jeden z najlepszych polskich reporterów, zwięzłym i precyzyjnym językiem opisuje ludzkie dramaty, ludzką samotność, ale i podłość, obłudę, nienawiść. Opowieść o katastrofie autobusu maturzystów pielgrzymujących do Częstochowy, historia człowieka, który powstał z torów i nie pamięta, kim jest, oraz zapis walki samotnej kobiety z księdzem molestującym dzieci, przywołują najbardziej uniwersalne pytania: o przyczyny zła, sens cierpienia i milczenie Boga.


Moja recenzja

Nie sięgam często po reportaże, a ten trafił na moją półkę przypadkiem, zupełnie bez planu. Przeglądając ofertę antykwariatu online, przykuł moją uwagę, a po szybkim przejrzeniu opinii postanowiłam go kupić. Wojciech Tochman to nazwisko dobrze znane w świecie reportażu — autor kojarzony z trudnymi, często przygnębiającymi tematami. We Wściekłym psie jego reputacja zostaje potwierdzona: to książka o ludzkim cierpieniu w jego najczystszej, najbardziej dotkliwej formie. 

Reportaże są krótkie, wcześniej publikowane na łamach czasopism. Każdy z nich uderza w czytelnika inaczej, ale trudno pozostać obojętnym wobec opisywanych dramatów. Pierwsza historia przedstawia wypadek autobusowy, w którym zginęli maturzyści wracający z pielgrzymki. To porażający obraz, który nie pozwala oderwać myśli od pytania: jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji? 

Siła tych tekstów tkwi w konfrontacji zwykłych ludzi z cierpieniem przekraczającym ich siły. Jak żyć dalej po stracie dziecka? Jak patrzeć, gdy syn mówi wszystkim, że popełni samobójstwo? Jak mierzyć się z chorobą, która pozostanie z nami aż do końca życia? Jak pogodzić się z tajemniczym zniknięciem dziecka wracającego ze szkolnej dyskoteki? W tych reportażach trudno oceniać opowiedziane historie — napisało je samo życie. Warto natomiast docenić wrażliwość autora, który te historie odnalazł i odważył się je nam przekazać. Ta samotność człowieka mierzącego się z tragedią wzbudza współczucie i pragnienie zrozumienia

Wiele z tekstów podkreśla także rolę Boga w opowiadanych historiach. Maturzyści jechali przecież na pielgrzymkę, a pytanie „Gdzie wtedy był Bóg?” nasuwa się niemal automatycznie. Poruszający jest również reportaż o księdzu, który wciąż umyka sprawiedliwości. Powracająca tematyka religijna może niektórym przeszkadzać, dla mnie stanowiła spoiwo łączące poszczególne teksty w jedną, przemyślaną całość. 

We Wściekłym psie Tochman pokazuje, że reportaż to nie tylko opowieść o wydarzeniach, lecz przede wszystkim o człowieku — o jego bólu, wyborach i samotności. To niełatwa lektura, którą czyta się z gulą w gardle.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka