Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre miejsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre miejsce. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 września 2022

Seriale komediowe na poprawę humoru [Netflix, HBO Max, Amazon Prime, Apple TV, Disney+]

Nadszedł dla mnie czas długo wyczekiwanego urlopu. Towarzyszy mi nadzwyczajnie pozytywny nastrój, którym postanowiłam się w jakiś sposób podzielić. Wybór padł na zrobienie krótkiej listy seriali podnoszących na duchu, które luźno pogrupowałam w poniższe kategorie. 

Ogólnie: co oglądać i gdzie oglądać, żeby poprawić sobie humor.


1) O przyjaźni


  • Jess i chłopaki [Disney Plus]
  • Przyjaciele [HBO Max]
  • Grace i Frankie [Netflix]

Pierwsza grupa, to tytuły, do których można wracać w nieskończoność – wystarczy wybrać jakikolwiek odcinek i cieszyć się ponownym spotkaniem z bohaterami. To historie, w których sercu znajduje się opowieść o relacjach przyjaciół. Może to być większa grupka, jak w Przyjaciołach czy w Jess i chłopaki, a może być dwójka bohaterek, jak w przypadku Grace i Frankie. W serialach tych humorystyczne sytuacje oparte są często na zderzeniu postaci z mocno różniącymi się charakterami. Odnosi się to do wszystkich wymienionych tytułów, ale dla przykładu: w Jess i chłopaki Schmidt to pewny siebie, ambitny facet z bezwstydnym poczuciem humoru, a jego najlepszym przyjacielem jest leniwy, sarkastyczny, a do tego supermiły Nick. Ich współlokatorką w pierwszym odcinku zostaje ekscentryczna, słodka, pozytywnie nastawiona do życia Jess. Jesteśmy świadkami rozwoju ich przyjaźni, a w tle jest całe mnóstwo zabawnych sytuacji. Zarazem rozgrywają się wydarzenia, które testują relacje między bohaterami, utwierdzając ich w przekonaniu, że na prawdziwych przyjaciół zawsze można liczyć. 

2) O rodzinie


  • One day at a time [Netflix]
  • Współczesna rodzina [Disney Plus]

Kiedy zatęsknimy za domem rodzinnym to warto sięgnąć po seriale, w których śledzimy historię członków jednej familii. Mam wrażenie, że jak byłam nastolatką, to pełno było takich seriali w ramówce: nie tylko zagraniczne, jak Różowe lata 70, ale też rodzime, chociażby Rodzina zastępcza. Przeglądając listę tytułów, które niedawno oglądałam, znalazłam dwa tego typu seriale. Pierwszy to One Day at a Time, o którym niewiele się niestety słyszało w mediach, aż w końcu został anulowany. Ogromna szkoda, bo to jedna z tych ciepłych, rozgrzewających serducho opowieści, a szczególna w tym zasługa sprawnie nakreślonych relacji między członkami rodziny. Oglądanie poczynań samotnej matki, która wychowuje dwójkę nastoletnich dzieci, mając na głowie ich ekscentryczną babcię (cudowna Rita Moreno) to czysta przyjemność. Pustkę po tym serialu zapełniła mi na dłuższy czas Współczesna rodzina, bo to aż jedenaście sezonów do nadrobienia. Oryginalna rodzinka, która rozrasta się wraz z kolejnymi sezonami to źródło niekończących się żartów. Natomiast Phil Dunphy to jedna z najlepszych komediowych postaci w historii, a powracające co sezon odcinki walentynkowe zawsze potrafiły dostarczyć niezapomnianych wrażeń.

3) Abstrakcyjne


  • Co robimy w ukryciu [HBO Max]
  • Dobre miejsce [Netflix]

W przypadku takich seriali można powiedzieć, że są dwie szkoły – albo twórcom się uda albo poniosą sromotną klęskę. Zdecydowanie się na dziwaczny pomysł wyjściowy to już odważny krok, dlatego trzeba dopilnować, żeby kwestie scenariusza, obsady i technicznego wykonania były na odpowiednim poziomie. W przypadku dwóch zaproponowanych przeze mnie tytułów, twórcom się udało. Co robimy w ukryciu powtórzył sukces filmu o tym samym tytule, rozwija pomysł mockumentu, w którym śledzimy poczynania wampirów mieszkających na Staten Island w Nowym Jorku. Trójka krwiopijców, jeden sługa i jeden wampir energetyczny to grupa, która nie zawodzi i od czterech sezonów dostarcza frajdy, a twórcy nie boją się decydować na odważne kroki fabularne (uśmiercenie bohatera, który wraca jako błyskawicznie rosnące dziecko – nie ma problemu!). Innym przykładem jest Dobre miejsce, o którym dłużej pisałam już kiedyś, ale niezmiennie polecam. Rozwinięcie pomysłu życia pośmiertnego w idyllicznym miejscu dostarcza (oprócz przyjemności z oglądania) kilka przykładów ciekawych rozważań na tematy społeczne. Warto obejrzeć!

4) W miejscu pracy


  • Ted Lasso [Apple TV]
  • Biuro [HBO Max/Amazon Prime/ Netflix]
  • Parks and recreation [HBO Max]
  • Brooklyn 9-9 [Netflix]

Któż by się spodziewał, że miejsce pracy może być tak dobrym materiałem do komedii. W tej grupie znajdują się seriale, które najbardziej potrafią mnie rozśmieszyć. Na czele z królem sitcomów, czyli Biurem. Pisałam o nim więcej tutaj, mogę tylko potwierdzić, że to najlepszy serial komediowy, jaki oglądałam. Brooklyn 9-9, którego akcja ma miejsce na posterunku policji potrzebuje trochę czasu na rozkręcenie, ale po obejrzeniu jednego sezonu człowiek zaczyna przepadać za tymi bohaterami. Szczególnie, że znowu starcie różnych charakterów postaci pozwala na masę zabawnych sytuacji. I te cold openingi są strzałem w dziesiątkę. Ted Lasso nadrobiłam dość niedawno, ze względu na ilość otrzymanych przez niego nagród, a także poleceń ze strony znajomych. Dużo żartów opiera się na pomyśle zatrudnienia amerykańskiego trenera futbolu jako trenera drużyny piłkarskiej w Anglii. Tutaj jest może mniej przaśnych żartów, to bardziej ciepły kawał telewizyjnego tasiemca. Drugi sezon trochę słabszy, ale przyjemność z oglądania gwarantowana. Na koniec, Parks and recreation, który chciałam zostawić po kilku odcinkach, ale się przemogłam. W tym przypadku im dalej, tym lepiej, nie da się nie pokochać niektórych bohaterów (Ron!), a całość pokazuje, że miejsce pracy może być źródłem znalezienia przyjaciół na całe życie.

5) W połączeniu z kryminałem


  • Zbrodnie po sąsiedzku [Disney Plus]
  • Gotowe na wszystko [Disney Plus]

Jeżeli jesteście fanami kryminałów to też dla Was znajdzie się coś lekkiego i zabawnego. Między innymi Zbrodnie po sąsiedzku, w którym trójka bohaterów próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa popełnionego w ich budynku. Postanawiają założyć na ten temat podcast, a w każdym odcinku przybliżają się do rozwiązania. To stylowy serial, w którym czas spędzamy w otoczeniu śmietanki Nowego Jorku (nie ma co oszukiwać – nie każdego stać na apartament w takim budynku). Szczególnie polecam fanom gatunku true crime. Sama do nich nie należę, ale ogląda się przyjemnie, chociaż przede mną wciąż połowa drugiego sezonu. Ze staroci warto przywołać tutaj Gotowe na wszystko, jeden z tytułów, od którego miłość do seriali dla wielu starszych widzów się zaczęła. Będąc w liceum oglądałam z wypiekami na twarzy. Cudowna czwórka w rolach głównych, morderstwa na przedmieściach, romanse, problemy rodzinne, całe mnóstwo zagadek. Jedyny problem, to że nie wiem jak się zestarzał, bo sama oglądałam dziesięć lat temu, zatem lekko przestrzegam. 

6) Młodzieżowe


  • Sex Education [Netflix]
  • Derry Girls [Netflix]
  • Jeszcze nigdy... [Netflix]
  • Glee [Disney Plus]

W dziale seriali młodzieżowych jest kilka komediowych perełek. Jeszcze nigdy..., którego trzeci sezon udowadnia, że twórcy nadal potrafią sklecić intrygującą historię. Chociaż sam wątek młodzieżowych rozterek Devi, gdzie problem polega na tym, którego chłopaka wybrać, mniej mnie interesuje, to trudno oderwać się od oglądania. Przede wszystkim ze względu na jej relację z matką i wzmianki o zmarłym ojcu, które za każdym razem wzruszają. Trochę się przy nim człowiek popłacze, ale całość nadal jest bardziej komediowa. Inny tytuł wart uwagi to Derry Girls o grupce dziewczyn z Irlandii lat 90tych. Chyba najbardziej śmieszny ze wszystkich wymienionych, czekam na kolejny sezon i pewnie wciągnę przy jednym posiedzeniu. Oprócz tego warto wspomnieć Sex Education, który nie dość, że zabawny i lekki, to jeszcze może choć trochę wypełnić lukę w naszym programie szkolnej edukacji seksualnej. I jeden ze staroci, czyli Glee, który lata temu był moim ulubieńcem, oglądałam te same odcinki po kilka razy. Niestety, z czasem poziom spadł i ostatniego sezonu nie skończyłam oglądać. Za to początkowe są cudowne, obsada świetnie dobrana, a znane utwory w wykonaniu chóru nie mogły mi się znudzić (szczególnie ich mashupy!).

7) Z mocnym charakterem w roli głównej

  • Fleabag [Amazon Prime]
  • Wspaniała pani Maisel [Amazon Prime]
  • Barry [HBO Max]

Wiele z wymienionych wyżej seriali jest tak świetnych ze względu na zderzenie różnych bohaterów. Czasami jednak wystarczy jedna postać, która potrafi całość wynieść na wyższy poziom. Zaczynając od Fleabag, do którego miałam dwa podejścia, bo za pierwszym jakoś nie załapałam klimatu. Za drugim się zachwyciłam. Phoebe Waller-Bridge gra tutaj główną rolę, napisała scenariusz i w ogóle stworzyła serial zupełnie inny niż wszystkie. Jest to obraz raczej słodko-gorzki, czarna komedia. To przykład jak z wyczuciem korzystać z efektu burzenia czwartej ściany, wychodzi to naprawdę genialnie. Barry, którego powstały już trzy sezony, nadal nie zawodzi. Z jednej strony jest to komedia, ale traktuje o byłym żołnierzu, który walczy z demonami przeszłości. Próbuje szukać ukojenia w teatrze, ale ciemna strona go wabi, więc szybko ląduje w środku potyczek między Czeczenami i Boliwijczykami. Pięknie się ten serial rozwija, jest zabawnie, ale też mrocznie, a twórcy dobrze między tymi dwoma stronami balansują. Ostatni tytuł na liście to Wspaniała pani Maisel, który tak dobrze się ogląda właśnie ze względu na tytułową bohaterkę, której standupowe występy nie chcą się znudzić. To najbardziej lekki z wymienionych w tej kategorii, ma też rozwinięty wątek rodziny bohaterki, ale to jednak ona jest tutaj główną gwiazdą. Na leniwy wieczór jest to wybór idealny.


Zostaje mi wciąż cała masa komediowych seriali do nadrobienia. Ciągle chcę zobaczyć BoJack Horsman, Dziewczyny, Teorię wielkiego podrywu czy Jak poznałem Waszą matkę. To dobrze, że wciąż zostały mi tytuły, które mogą poznać. Z drugiej strony, w razie napadu gorszego humoru zawsze mogę wrócić do któregoś z seriali opisanych wyżej.

Jakie są Wasze typy komediowych seriali?

niedziela, 29 lipca 2018

„The Good Place”, czyli najlepsze miejsce na serialowej mapie rozrywki


źródło
Temat zaświatów, życia po życiu wciąż nie przestaje fascynować twórców. Niektórzy pokładają wiarę w chrześcijańskie niebo, inni ufają, że ulegną reinkarnacji, odradzając się na Ziemi. W przypadku The Good Place każdej z religii przyznaje się około 5% racji, ale już w pierwszym odcinku dowiemy się, że żył ktoś kto niemal odkrył całą prawdę o zaświatach. Tą osobą był Doug Forcett, nieletni narkoman, który pod wpływem grzybów halucynogennych odgadł prawdę aż w 92 procentach! Jak ona wygląda? Otóż, za życia każdy nasz uczynek zostaje obarczony punktami, od sporych wyczynów jak zakończenie rzezi niewinnych (aż +814292.09 punktów!) po śpiewanie dziecku (+0.69). Suma tych punktów decyduje o tym czy trafimy do Dobrego Miejsca czy do Złego Miejsca. Zastanówcie się więc następnym razem kiedy będziecie namawiać smutną koleżankę, żeby założyła na twarz sztuczny uśmiech (aż -53.83 punktów według twórców serialu).
źródło
Na początku śledzimy wątek Eleanor Shellstrop (Kristen Bell), która budzi się w Dobrym Miejscu, gdzie architekt - Michael (Ted Danson) wprowadza ją w system punktowania i gratuluje wielu imponujących uczynków na Ziemi. Później przedstawia ją jej Bratniej Duszy (oczywiście, że w Dobrym Miejscu każdy taką osobę dostaje przydzieloną) i zachęca do zasłużonego odpoczynku. Problem jest jeden - zaszła pomyłka i wszystkie te dobre uczynki należały do innej osoby, a Eleanor Shellstrop delikatnie mówiąc, dobroci za życia czyniła niewiele. Na szczęście jej Bratnia Dusza, Chidi (William Jackson Harper), to profesor filozofii, specjalizujący się w zagadnieniu etyki i za namową dziewczyny postanawia nauczyć ją, jak zasługiwać na przebywanie w Dobrym Miejscu.

źródło
Za to właśnie kocham Netflixa - włączyłam pierwszy odcinek na próbę, bo to tylko dwadzieścia minut, a szukałam czegoś lekkiego, co zapełni dosłownie chwilkę czasu. Włączyłam i przepadłam. The Good Place przerósł wszystkie moje oczekiwania i oficjalnie wskoczył na miejsce najlepszego serialu, jaki widziałam od dłuższego czasu. Argumentów za tym stwierdzeniem jest sporo, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że ich liczba rosła wraz z każdym kolejnym odcinkiem, a serial zamiast utrzymywać poziom bądź lekko z niego spadać (co zazwyczaj się obserwuje po świetnym początku), zaczął ten poziom podnosić.
Przede wszystkim - humor. Twórca, Michael Shur, wcześniej pracował nad takimi tytułami jak The Office czy Parks and Recreation, więc doświadczenia w komedii ma sporo. I to naprawdę widać. Sytuacji zabawnych jest mnóstwo, scenarzyści pilnują, żeby nawet w bardziej dramatyczne czy pełne napięcia sceny dorzucić szczyptę humoru. Nie wyczuwa się jednak, żeby był jakoś wymuszony czy wciśnięty wszędzie na siłę - on po prostu jest idealnie wpasowany. Duża w tym zasługa świetnie dobranej obsady i kilku postaci, które w każdej sytuacji mogą dorzucić żart, pasujący do ich charakteru. Najbardziej bezpośrednim źródłem zabawy jest tutaj Jason, czyli bohater, który ma dość dziecinne spojrzenie na świat i Janet, istota nadprzyrodzona, stworzona żeby pomagać mieszkańcom Dobrego Miejsca. Dlatego należą się szczere gratulacje, bo każdy gag wydaje się świetnie przemyślany i idealnie pasuje do świata przedstawionego.

źródło
Na początku serial traktowałam jako typowy rozrywkowy umilacz, ale z czasem zauważyłam, że niemal ciągle dowiaduję się czegoś nowego na temat filozofii. Szok - temat który nigdy mnie nie interesował, a już na pewno wydaje się nieodpowiedni jako motyw w sitcomie, okazał się strzałem w dziesiątkę. Z odcinka na odcinek będziemy poznawać kolejne moralne dylematy i dowiemy się co nieco na temat przemyśleń Kanta czy w ogóle o deontologii. Wszystko podane w sposób bardzo dobrze przyswajalny - w końcu profesor etyki uczy przeciętną osobę, która wcześniej nie miała z filozofią nic wspólnego.
Najlepsze co mogło serial spotkać to pomysł na plot twist. Ted Danson, aktor grający Michaela, opowiadał w jednym z wywiadów, że po przedstawieniu zarysu fabularnego przyjaciołom, żaden nie był szczególnie zainteresowany jego nową pracą. Wyjawił im więc niespodziankę, którą szykowali twórcy i wtedy każdy nie mógł się doczekać premiery serialu. Oczywiście, później musiał dzwonić do nich i prosić o dyskrecję, bo o plot twiście wiedział tylko on i Kristen Bell, a reszta obsady poznała pomysł twórców dopiero podczas kręcenia tego zaskakującego odcinka. Ja też będę trzymać język za zębami - proponuję Wam jednak nie zaglądać za bardzo w odmęty Internetu i wstrzymać się od czytania za dużo opinii, bo spoiler jest duży i sprawia mnóstwo frajdy, kiedy faktycznie Was zaskoczy. Lepiej więc od razu włączajcie pierwszy odcinek, dając sobie możliwość przeżycia tego na własnej skórze.
źródło
Wydaje mi się, że sporo już argumentów przedstawiłam, jednak jeżeli jeszcze się wahacie do dorzucam genialną obsadę. Wszyscy poboczni aktorzy dobrani są wręcz idealnie. Przez długi czas nie mogłam wyjść z podziwu jak bardzo ktoś pasuje do danej roli. Przykładowo D'Arcy Carden, której przypadła rola Janet, nadprzyrodzonej istoty, niepokazującej uczuć. Uproszczeniem będzie powiedzieć, że przypomina robota (chociaż sama często wtrąca, że robotem absolutnie nie jest), ale jej postać staje się tak prawdziwa i bliska dzięki charyzmie aktorki. Jednak największym plusem obsadowym jest para Kristen Bell i Ted Danson. Szybko się okazuje, że to właśnie oni są w centrum serialu i to wspaniała decyzja. Mają między sobą tyle chemii! Nie mówię tutaj o jakichkolwiek romansach, a prostej relacji, przechodzącej przez bardzo różne stany, ale wciąż powracającej do przyjaźni.
Cóż mogę Wam dodać. The Good Place to serial, który po prostu z pełną radością połknęłam. Akcja pędzi błyskawicznie, a poziom rośnie z odcinka na odcinek. Bawi, zaskakuje, trochę uczy, a przede wszystkim angażuje nas w życie bohaterów. Świetnie napisany, zagrany, żarty są przemyślane, a świat przedstawiony fascynujący. To najlepsze co mnie spotkało na serialowej mapie rozrywki od dłuższego czasu. Polecam!

źródło


I niech ktoś mi da już trzeci sezon, bo muszę wiedzieć co będzie daleeeej!

Moja ocena: 9/10



Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka