Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal nowe horyzonty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal nowe horyzonty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 sierpnia 2025

Nowe Horyzonty 2025 – podsumowanie

W tym roku Nowe Horyzonty obchodziły 25-lecie, a w programie znalazło się wyjątkowo dużo ciekawych propozycji. Postanowiłam zrezygnować z głośnych filmów, które zapewne trafią do kin (takich jak To był zwykły przypadek czy Tajny agent). Teraz trochę tego żałuję – bo jednak oglądanie takich filmów na festiwalu to zupełnie inne doświadczenie.

Z obejrzanych przeze mnie tytułów udało mi się wyłonić pięciu faworytów. Zaczynajmy!

Poeta

W mojej ścisłej trójce najlepszych znalazł się film Poeta – niepozorna, kolumbijska produkcja o mężczyźnie, który w młodości wydał obiecujący tomik poezji. Od tamtej pory, w wolnych chwilach użala się nad sobą, próbuje odzyskać źle zainwestowane pieniądze i topi smutki w alkoholu. Nowa praca nauczyciela staje się dla niego szansą na poznanie utalentowanej uczennicy, której postanawia pomóc w rozwoju artystycznym. 

Dzięki montażowi i zdjęciom film często bywa zabawny, choć fabularnie nie jest komedią. Sytuacje, w których znajduje się bohater są trochę abstrakcyjne, ale nie są przesadzone – wszystko logicznie się spina. Reżyser zachowuje czułość wobec postaci, dzięki czemu relacje między nimi są autentyczne i angażujące. Nieważne czy opowiada akurat o ojcu i córce, poecie i uczennicy, czy kolegom po fachu – to zawsze jest szczere. Gdy dochodzimy do kulminacyjnych momentów wystarczy jedno wymowne spojrzenie między bohaterami, żeby wywołać w nas wzruszenie. Mocno polecam, mam nadzieję, że pojawi się u nas kinach!

Poezja

Kolejny zachwyt to Poezja z retrospektywy Lee Chang-donga. Historia starszej kobiety wychowującej wnuka, dorabiającej jako opiekunka osoby po udarze. Pewnego dnia zapisuje się na kurs poezji i próbuje napisać swój pierwszy wiersz. Temat twórczy przeplata się z wątkiem tajemniczego samobójstwa dziewczyny z klasy jej wnuka.

Płakałam już po trzydziestej minucie i łzy towarzyszyły mi przez resztę seansu. Duża w tym zasługa głównej aktorki — ciepłej, pełnej klasy kobiety, która szuka piękna w życiu, nawet gdy codzienność bywa brutalna. W zderzeniu z okrutną rzeczywistością jej postać zdaje się jeszcze bardziej krucha i niewinna. Reżyser pokazuje ją jako osobę wrażliwą, ale też sprawczą, co nadaje finałowi wyjątkowej mocy. Obejrzałam tylko dwa filmy z retrospektywy Lee Chang-donga, ale zaskakujące jest to, jak różne tematy porusza reżyser i jak zręcznie prowadzi swoje historie. 

Zbliżenie

To film, o którym przed seansem wiedziałam tylko tyle, że ma świetne oceny. Zaczyna się od sceny, w której dziennikarz trafia na miejsce nietypowej zbrodni. Ktoś podawał się za słynnego reżysera i oszukiwał ludzi. Potem dowiadujemy się, że wydarzenia są prawdziwe, a na ekranie występują ich autentyczni uczestnicy, odtwarzając sceny z przeszłości. Zatem osoby zaangażowane zgodziły się dograć sceny, które doprowadziły do konfliktu. 

Reżyser otrzymał pozwolenie na nagrywanie procesu oskarżonego, co pozwoliło połączyć dokument z fabułą w unikalny sposób. Zaskakuje fakt, że wszystkie osoby biorące udział w procesie zgodziły się na wzięcie udziału w filmie. To pokazuje, jaką magię wyzwala kino, jaką siłę ma sztuka. Pięknie wybrzmiewa też marzenie o byciu przez chwilę kimś innym, kimś, kogo ludzie podziwiają. Bardzo szczere kino.

Left-handed girl

Słodko-gorzka opowieść rozgrywająca się na tętniącym życiem tajwańskim targu. W scenariuszu maczał palce Sean Baker, co czuć w ogromnych pokładach empatii do bohaterów żyjących na marginesie społeczeństwa. Film potrafi rozczulić, ale też wciąga w dynamiczne, barwne środowisko. Pod koniec zahacza o telenowelowe tony, jednak rozmyte zdjęcia i zgrabny montaż sprawiają, że to rozwinięcie historii nie przeszkadza. Młoda aktorka przeurocza. 

Niewygodna prawda

Tak jak bohaterka Left-handed girl to pełna uroku dziewczynka, tak główna postać z Niewygodnej prawdy jest na zupełnie drugim biegunie. Kobieta ma dwa stany: na skraju wybuchu gniewu albo w jego trakcie. Marianne Jean-Baptiste daje popis aktorstwa, nadając tej postaci głębi i wielowymiarowości. Film jest kameralny, z teatralnym klimatem, oparty na relacjach między kilkoma bohaterami. Nie wszystko zostaje wyjaśnione, ale oglądanie starć aktorskich to czysta przyjemność.

I jeszcze kilka perełek

Świetny był dramat Płomienie Lee Chang-donga – opowieść o różnicach klasowych, która z czasem przeradza się w wciągający kryminał. Zdjęcia w tym filmie to mistrzostwo świata, zabawa światłem działa cuda. Ciekawy jest też zdobywca Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale, Błękitny szlak. To dystopia o siedemdziesięcioletniej kobiecie walczącej o wolność w świecie, w którym prawo nakazuje jej życie w kolonii dla seniorów. Owoce opuncji początkowo zapowiadały romans w indyjskiej scenerii, ale zaskoczyły mnie pięknym, czułym obrazem tradycji żałobnych i queerową wrażliwością. Niesamowite, że w kraju żyjącym Bollywood powstał tak realistyczny, czuły film. Był też nowy film Sang-soo Honga – twórcy totalnego, który sam reżyseruje, pisze, montuje i kręci. Zew natury opowiada historię pierwszego spotkania chłopaka z rodzicami dziewczyny. Oglądanie tego wydarzenia jest równocześnie pięknie niezręczne, ale też fascynujące. Na koniec Wróbel w kominie – esencja „nowohoryzontowego” kina. Napięcie, poczucie, że „zaraz coś się wydarzy”, a gdy już wybucha, dostajemy surrealistyczne sceny, techno i wolność interpretacji. Od teraz zawsze będę sprawdzać czy kot nie utknął w pralce.

Kolejny raz Nowe Horyzonty okazały się strzałem w dziesiątkę. Warto śledzić premiery tych filmów w kinach i szukać starszych tytułów na VOD (Mam też nadzieję, że retrospektywa Lee Chang-donga trafi jeszcze do internetu, żebym mogła nadrobić resztę jego dzieł.)


środa, 16 lipca 2025

Co obejrzeć na festiwalu Nowe Horyzonty 2025 — edycja online

Już jutro rusza festiwal BNP Paribas Nowe Horyzonty!

W tym roku festiwal świętuje swoje 25. urodziny — i być może właśnie dlatego program aż pęka w szwach od ciekawych tytułów. Musiałam sporo wyciąć ze swojej początkowej listy filmów do obejrzenia. Liczę, że wiele z tych odrzuconych uda mi się zobaczyć w kinie w najbliższym czasie. Wiadomo jednak — co na festiwalu, to na festiwalu. To nie będzie to samo doświadczenie.

Na moje plany stacjonarne składają się m.in.: RomeriaLeft-Handed GirlKontinental '25, Zmartwychwstanie, Paw zwyczajny. Postanowiłam odpuścić i poczekać na polskie premiery kilku kuszących tytułów: To był zwykły przypadekSirât i Chronologia wody

Ale filmy stacjonarne to nie wszystko, co oferuje festiwal. Dzięki opcji online możecie dołączyć do tego święta kina z dowolnego miejsca w Polsce. Program jest w tym roku naprawdę bogaty, więc zrobiłam krótką (no dobrze, może nie aż tak krótką…) przebieżkę po tytułach, które najbardziej przykuwają moją uwagę.

Ja na razie kupiłam karnet na pięć filmów i… będzie trudno wybrać tak niewiele! Już sama retrospektywa koreańskiego reżysera Lee Chang-donga wypełniłaby prawie cały karnet. Nadal nie wybrałam najlepszego kandydata, bo:
Płomienie (Burning) ma Stevena Yeuna,
Poezja zdobyła Złotą Palmę za scenariusz,
Oaza jest wśród ulubionych filmów Seana Bakera,
- a Miętowy cukierek polecany jest jako „jeśli masz obejrzeć jeden film reżysera — wybierz ten!”.

A to dopiero początek! Idąc dalej tropem poleceń z internetu, mamy nowy film Radu Jude — Osiem pocztówek z Utopii, głośny klasyk Babylon, Jak zostałam perliczką — gwiazda z Cannes, którą ominęłam w sezonie, Zbliżenie — mój pewniak online, który muszę nadrobić!

Nie zapominajmy o filmach, które przywędrowały z innych festiwali. Na mojej liście znalazł się film Owoce opuncji, który zdobył Wielką Nagrodę Jury na Sundance. Z Berlinale mamy aż trzy gwiazdy: Wiadomość (ze Srebrnym Niedźwiedziem), Łabędzi śpiew Fiodora Ozerowa (Nagroda Specjalna czytelników Tagesspiegel) i Diabeł pali (a wypalone zapałki odkłada do pudełka) — zwycięzca sekcji Perspectives.

Im dłużej człowiek przegląda program, tym więcej chce zobaczyć! Po przesłuchaniu odcinka podcastu o festiwalu dorzuciłam do swojej listy Super Happy Forever i YunanYunan znalazł się też na liście polecanych filmów Marcina Pieńkowskiego, obok tytułu Goodbye, Dragon Inn. Nie zapominajmy też o krótkometrażówkach — te również można nadrobić w edycji online!

Jeżeli jednak potrzebujecie filmów sprawdzonych to znajdzie się piątka, którą już widziałam i mogę polecić do obejrzenia. Są to: Bulion i inne namiętności, Kneecap, Perfect Days, Jutro będzie nasze i Wrócicie do siebie.

Kto też się szykuje na festiwal? Co macie na swojej liście?



niedziela, 11 sierpnia 2024

Podsumowanie festiwalu Nowe Horyzonty 2024

Wrocławski festiwal Nowe Horyzonty jest z roku na rok coraz bardziej oblegany. Już po dwóch minutach od otwarcia sprzedaży biletów, nie było miejsc na niektóre seanse. Organizatorzy festiwalu robią wszystko, żeby zachęcić widzów i ściągają do repertuaru wiele świetnie zapowiadających się tytułów. W zeszłym roku byłam w kinie na około piętnastu filmach, w tym na ponad dwudziestu. Do tego dochodzi edycja online, na której wpadają dodatkowe seanse. Opiszę krótko moje ulubione filmy festiwalu  wypatrujcie ich w kinach!


Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata

Radu Jude to nazwisko, które ekscytuje widownię festiwalu. Ja poznałam jego twórczość niedawno, przy okazji filmu Niefortunny numerek lub szalone porno. Bardzo mi się spodobał, mimo oglądania go na małym ekranie laptopa. Przy okazji Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata dziękowałam sobie, że wybrałam się na ten seans w trakcie festiwalu Nowe Horyzonty. Widownia stała się na chwilę jednością, wszyscy przenieśli się do samochodu głównej bohaterki i śledzili jej podróż ulicami Bukaresztu. Radu Jude prezentuje nam kino niemal dokumentalne. To dzień z życia młodej kobiety, która pracuje po 16 godzin dziennie, zbierając materiały do filmów na zlecenie dużej korporacji. Jej jedyną rozrywką jest nagrywanie wulgarnych tik toków o otaczającym świecie. Trudno we współczesnym kinie szukać tyle brutalnej prawdy, co u Jude. Chociaż opowiada o Rumunii, to równie dobrze akcję można przenieść do Polski. Reżyser rozlicza się z podziałem na bogatych i biednych, rysuje ciekawy obraz współczesnego feminizmu, pokazuje zakłamanie mediów, wyzysk pracowników. Wszystko to przedstawione z humorem, w sposób nieoczywisty i czasami wymagający. Zdecydowanie najlepszy seans festiwalu.

A Different Man

Temat wyglądu zewnętrznego kilkukrotnie się pojawił podczas tegorocznych Horyzontów. Chociaż w tej kwestii więcej szumu zrobiła szalona Substancja, mnie bardziej zaintrygował A Different Man. Sebastian Stan gra Edwarda, aktora ze zdeformowaną twarzą. Pewnego dnia po sąsiedzku wprowadza się kobieta, która pisze scenariusz do sztuki teatralnej. Oboje zaczynają spędzać ze sobą sporo czasu. W międzyczasie Edwardowi trafia się okazja nie do odrzucenia, w postaci eksperymentalnej kuracji. 

Największą siłą filmu jest to, że nie kroczy wytartą ścieżką, bo reżyser ciągle nas zaskakuje. Sebastian Stan daje popis aktorstwa, którego po nim się nie spodziewałam. Ukryty za charakteryzacją tworzy bohatera kompletnego, nawet kiedy film przechyla się w stronę absurdu, idealnie radzi sobie z utrzymaniem postaci. Towarzysząca mu Renate Reinsve jest cudownie odpychającą, narcystyczną bohaterką i świetnie się w tej roli odnalazła. Pierwszy plan uzupełnia Adam Pearson, którego postać emanuje pozytywną energią. Patrząc jak wszystko mu się udaje, nie dziwi to, że Edward pogrąża się w mroku. A Different Man pokazuje, że zmiana zewnętrzna nie pomoże, jeżeli w środku czujemy, że jesteśmy pokrzywdzeni i odrzuceni przez społeczeństwo. Część filmu, której miejsce akcji ma za kulisami sztuki teatralnej, zdecydowanie pomogła w tym, żeby A Different Man znalazł się wśród moich ulubieńców.


Emilia Perez

Film, na który czekałam odkąd usłyszałam pochwały z tegorocznego Cannes. Właściwie wystarczyła mi informacja, że to dość niekonwencjonalny musical. Polecam iść na niego bez czytania opisu fabuły. Uczucie zaskoczenia historią podczas oglądania jest jego największą siłą.

Emilia Perez jest musicalem bardzo oryginalnym, który wręcz wykorzystuje to, co się zazwyczaj temu gatunkowi zarzuca. To prztyczek w nos dla wszystkich, którzy nie rozumieją dlaczego bohaterowie nagle zaczynają śpiewać. W filmie Audiarda nawet poważna rozmowa z lekarzem przekształca się w piosenkę.

Emilia Perez to gangsterskie kino akcji, ale w wersji kobiecej. Nie dziwi zatem, że nagroda w Cannes dla najlepszej aktorki powędrowała do czterech aktorek z tego musicalu. Na to wyróżnienie zapracowały przede wszystkim Zoe Saldana i Karla Sofia Gascon, które tworzą ekscytujący duet. Moim zdaniem na tym samym poziomie nie jest Selena Gomez (chyba po prostu jej postać wypada sztucznie) i Adriana Paz (ta rola była mocno drugoplanowa).

Trzeba też pamiętać, że to gratka przede wszystkim dla fanów musicali. Na Waszym miejscu obniżyłabym trochę oczekiwania i nastawiła się na coś świeżego w tym gatunku. Ja aktualnie czekam aż pojawi się soundtrack, bo w Emilii Perez jest kilka świetnych utworów.


Crossing

Crossing to opowieść o emerytowanej gruzińskiej nauczycielce, która wyrusza na poszukiwanie siostrzenicy, transkobiety Tekli. Zabiera się z nią młody chłopak, który marzy o wyrwaniu się do dużego miasta. Ta dwójka zawiera umowę. On pomoże jej w poszukiwaniach, służąc językiem angielskim. Ona opłaci mu podróż do Turcji.

Reżyser z czułością podchodzi do tematu  pokazuje, że możemy żałować swoich decyzji, przy których tak bardzo lubimy się upierać. Poszukiwanie krewnej staje się świetnym celem dla podręcznikowego kina drogi. Dwójka różnych bohaterów, którzy są skazani na swoje towarzystwo to utarty schemat, ale w rękach Akina wypada bardzo realistycznie. Ich relacja to siła napędowa filmu, powoli poznajemy ich lęki i nadzieje, widzimy czego żałują i do czego dążą. W pewnym momencie pojawia się w filmie równoległa narracja, pokazująca życie osób trans w Turcji. Ta wypada równie interesująco, znowu dzięki świetnie zbudowanej głównej postaci.

Crossing to bardzo czułe, prawdziwe, poruszające kino drogi. Dostarczy wzruszenia, a jednocześnie będzie trzymać w napięciu. Z jakim skutkiem zakończy się to poszukiwanie  musicie dowiedzieć się sami.


Królowe dram

Chciałabym ustalić jedną rzecz  Królowe dram to nie jest film dla każdego. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to film dla garstki osób. Jednak ta garstka będzie zachwycona.

To na maksa kampowe kino. Reżysera, Alexisa Langlois, można określić Johnem Watersem pokolenia milenialsów.  Królowe dram to historia zwyciężczyni programu telewizyjnego, przyjmijmy, że odpowiednika Idola. Mia szybko staje się gwiazdą popu, a jej piosenki, sposób ubierania, nawet konkretne wydarzenia przypominają inną znaną piosenkarkę  Britney Spears. Historie dwóch gwiazd popu jednak się różnią. Zamiast Timberlake'a, jest Billie, liderka punkowego zespołu, w której zakochuje się Mia.

Cieszy oglądanie kina tak autorskiego z dużą ilością absurdu i zabawą schematami. Reżyser celowo wybiera bardzo intensywne podejście do tematu. Masa brokatu, różowych kolorów, słodkiego szczebiotania. Wszystko jest w filmie przesadzone. Pozostaje kwestia tego, czy się to kupi czy nie. Jeśli nie, to można nie wytrwać do końca seansu. Jednak w moim przypadku była to czysta frajda z oglądania. Piosenki po seansie nie chciały wyjsć z głowy, a jedną z nich nucę do dzisiaj. 


Klasyki

Na festiwalu zawsze można złapać świetne seanse klasyki kina. W tym roku szczególnie przypadł mi do gustu Playtime Tatiego. Trafił w mój humor i zachwycił pomysłowością, bo to film bez fabuły, pokazujący dzień z życia miasta. Miłość po południu udowodniła, ze Rohmer potrafił tworzyć powolne kino, oparte na dialogu, którego ciągle chce się więcej. To był świetny obserwator relacji damsko-męskich. Obejrzałam też jeden film z retrospektywy Ôshima, czyli Śmierć przez powieszenie. Ten seans przypominał oglądanie teatru absurdu, już sam punkt wyjścia jest niespodziewany  mężczyzna skazany na powieszenie przeżywa. Z retrospektywy Tannera obejrzałam Jonasz skończy 25 lat w 2000 roku i to był strzał w dziesiątkę. Świetnie sportretowane życie kilkorga bohaterów, którzy dążą do ideałów, porzucają ślepe podążanie za społeczeństwem. Z klasyków wpadła jeszcze Cheerleaderka  czysta przyjemność z oglądania!

Filmowe nowości

Zaskoczeniem okazały się Koty z Gokogu. Wspaniały dokument, w którym reżyser umiejętnie sportretował życie kotów w małej świątyni. Przy okazji przyglądał się mieszkańcom, nie oceniając, po prostu oddając im głos. Podobał mi się również The Outrun o problemie alkoholowym młodej kobiety. Saoirse Ronan dała popis aktorstwa, ten portret bohaterki z jej problemami i próbą walki wypadł wiarygodnie. Jest w tym filmie trochę dłużyzn i może ta narracja z offu zaczyna przeszkadzać, ale uważam, że to był bardzo dobry seans. Nowy film w Sang-soo Honga, Potrzeba podróży, to zabawne, zaskakujące kino. Świetna Huppert w roli trochę odklejonej, ale bardzo intrygującej „nauczycielki” francuskiego. Moje ulubione ciasto to film ciepły, rozczulający serducho, ale ma okrutną końcówkę, która rozwala na kawałeczki ten piękny obraz. Wrócicie do siebie to ciekawa wariacja na temat komedii romantycznej, w której bohaterowie postanawiają świętować to, że się rozstają. Armand to przede wszystkim pokaz umiejętności aktorskich Renate Reinsve. Na koniec chyba najgłośniejszy film festiwalu, Substancja. Podobała mi się, chociaż ja horrory staram się omijać. Świetna, odważna kolorystyka, bardzo popowy klimat. Scenariusz też popisowy, w odważny sposób pokazuje pogoń za młodością, jak również ciężkie przeżycie przy pogodzeniu się z utratą sławy. Dość często zamykałam oczy, jak na body horror przystało, ma ten film sporo obrzydliwych scen. Jednak bawiłam się nad wyraz dobrze.

Rozczarowały mnie: Minghun (pomysł na fabułę ciekawy, ale scenariusz nie daje rady) i I saw the TV glow (momentami piękne zdjęcia, fajny klimat nostalgii, ale zbyt wydumane te dialogi, jakoś mnie znudził). Natomiast żałuję, że nie zdecydowałam się na Kneecap, ale będę polować w kinie. 

Pozostaje czekanie na przyszłoroczną edycję!


wtorek, 15 sierpnia 2023

Najlepsze filmy z festiwalu Nowe Horyzonty 2023

W porównaniu do osób, które co roku biorą udział w festiwalu Nowe Horyzonty, jestem raczej początkującą fanką kina niezależnego. Gdy ogłoszony został repertuar tegorocznej edycji, miałam sporo tytułów do wyszukania w sieci. Z roku na rok idzie mi coraz lepiej  przykładowo, wiedziałam, że muszę się wybrać na nowy film Koreedy. Jednak jest jeszcze wielu twórców, których nie kojarzę z nazwiska. Przeszukiwałam więc internet, żeby dowiedzieć się, które filmy warto zobaczyć. Zdecydowałam się na te, które zostały docenione na innych festiwalach filmowych, jak Berlinale czy ten w Cannes. Nie wiem czy w tym roku miałam szczęście, czy może poziom był aż tak dobry, ale niemal wszystkie filmy okazały się strzałem w dziesiątkę. Na potrzeby tej notki wrzucę Wam moje top trzy, ale naprawdę trudno było wybrać te najukochańsze.


Monster, reż. Hirokazu Koreeda

Koreeda to reżyser, którego poznałam przy okazji seansu Złodziejaszków. Później były: Moja młodsza siostra (kocham!) i Baby broker. W każdym z tych tytułów reżyser przygląda się sytuacji dzieci, które czują się odrzucone. Monster przez długi czas wydawał się zrywać z tym schematem, opowiadać o czymś zupełnie innym. Koreeda skupił się na trudności w wychowaniu dziecka przez samotną matkę, na problemach związanych ze szkołą, znęcaniu się nauczycieli nad uczniami, a także prześladowaniu wśród dzieci. Pierwszy akt należy do samotnej matki i jej walki ze szkolnymi protokołami. W nim poznajemy ramy opowieści. Już w kolejnej części przedstawione wcześniej wydarzenia zostaną zupełnie odwrócone, bo oglądamy je z innego punktu widzenia. W drugim akcie poczułam, że wiem już jak to się dalej potoczy. Fabuła przyjęła jednak zaskakujący obrót wydarzeń i reżyser po raz kolejny mnie oczarował. 

Koreeda z ogromną czułością opowiada o swoich bohaterach. Nakierowuje nas, żebyśmy odczuwali niepokój związany z postaciami i pozwala wczuć się w ich sytuację. To mistrz w wywoływaniu empatii. To, jak grają u niego dzieci jest niesamowite. Trzeci akt, który należy do najmłodszych bohaterów rozdziera najmocniej, a przy scenie w łazience pęka serce. Spora tutaj zasługa scenariusza, który napisał Yûji Sakamoto. Historia pełna jest zwrotów akcji, które może nie są widowiskowe, ale pozwalają na zmianę uczuć u widza. Wspaniale zazębiają się te trzy spojrzenia na tę samą opowieść. W każdej części dostajemy tropy, fragmenty puzzli, które w dość zaskakujący sposób wskakują na swoje miejsce. 

Monster jest filmem, który bez wątpliwości zajmuje miejsce wśród festiwalowych ulubieńców. To jedna z najlepszych historii o dojrzewaniu, odkrywaniu siebie. Momentami rozdzierający, ale nigdy przesadnie pompatyczny. O potrzebie spojrzenia oczami innych osób, żeby być w stanie ocenić sytuację.

Warto wspomnieć o pięknych zdjęciach (ujęcie rąk rozmazujących błoto na długo zostanie w pamięci). I o idealnie wyważonym zakończeniu. Oglądajcie koniecznie!

La Chimera, reż. Alice Rohrwacher

To pierwszy film tej reżyserki, który udało mi się zobaczyć. Słyszałam wcześniej o Szczęśliwym Lazarro i jeżeli coś miało mnie przekonać do seansu, to właśnie La Chimera. Najnowszy film Alice Rohrwacher to zdecydowanie tytuł wybijający się wśród całej reszty festiwalowych propozycji. La Chimera to historia grupy przyjaciół, którzy zajmują się odszukiwaniem grobowców i sprzedawaniem znalezionych tam antycznych przedmiotów. Współcześnie trudno o takie magiczne kino, które eksploruje tematykę cienkiej granicy między życiem a śmiercią. Reżyserka z powodzeniem wprowadza oniryczny klimat do włoskiego miasteczka. Baśniowość miesza z rzeczywistością. 

Ciekawym wątkiem w filmie jest podejście do sztuki. Jedni widzą w niej tylko możliwość wzbogacenia, inni zachwycają się nad rzemiosłem ludzi, którzy stąpali po tej ziemi setki lat temu. Sceny wchodzenia do grobowców napawają strachem, ale zarazem fascynują, to niczym zejście do Hadesu. Zbliżenie się do przebywania z umarłymi. 

Josh O'Connor poradził sobie z główną rolą śpiewająco. Snuje się po miasteczku, umorusany ziemią, przyciągający uwagę wszystkich. Jest oczkiem w głowie byłej gwiazdy muzyki, zadurza się w nim adeptka sztuki/sprzątaczka, a łupieżcy grobów wykorzystują jego magiczne zdolności. To bohater, który przy pomocy patyka potrafi zlokalizować miejsce pochówku Etrusków. Jest w jego grze coś fascynującego, co idealnie pasuje do oderwanego od rzeczywistości bohatera filmu. Partnerująca mu Carol Duarte, grająca Italię, ma w swojej osobie cały potrzebny czar do wytworzenia się między nimi ekranowej chemii. 

Jeżeli brakuje Wam filmów włoskich klasyków, La Chimera tę tęsknotę z powodzeniem zapełni.

Opadające liście, reż. Aki Kaurismäki

W najlepszej trójce postanowiłam umieścić też Opadające liście, bo to zupełnie inny biegun kinematografii. Był japoński realizm, była włoska magia, za to w Opadających liściach znajdziemy skandynawski humor. Humor sarkastyczny, podawany z pełną powagą przez aktorów, przez co sprawiający czystą frajdę przez półtorej godziny seansu.

Opadające liście to dość eklektyczny film. To, co mówią aktorzy i w jaki sposób mówią, wywołuje salwy śmiechu. Jednak sama historia jest bardzo gorzka. Główni bohaterowie nie potrafią utrzymać pracy, przez co nie stać ich na podstawowe potrzeby. Kobieta bombardowana jest wiadomościami o wojnie w Ukrainie, mężczyzna spędza wolny czas na zalewaniu się w trupa. Bije od nich samotność  nie mają romantycznych partnerów, ale też nie potrafią odnaleźć się w społeczeństwie, znaleźć stabilizacji. Kiedy więc na siebie trafiają, jakaś magnetyczna siła przyciąga ich do siebie. Widz natomiast, znając ich codzienność i widząc ich podobieństwa, kibicuje im od pierwszego spotkania. Czujemy, że tylko miłość może poprawić ich stan, pozwolić im zapomnieć o otaczającym świecie pełnym strachu o jutro. Alma Pöysti i Jussi Vatanen wspaniale poradzili sobie z odegraniem głównych, apatycznych ról. Są konsekwentni i deklamują swoje kwestie z pełną powagą, dzięki czemu ten abstrakcyjny humor ma szansę wybrzmieć.

Film znalazł się w mojej topce, bo zapewne długo go nie zapomnę. To oryginalne połączenie dramatu z romansem i komedią. Podobno reżyser, Aki Kaurismaki, kręci wciąż podobne filmy, ale to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Krążą nawet opinie, że Opadające liście mogłyby z powodzeniem dołączyć do jego filmów z tzw. Trylogii Proletariackiej (Cienie w raju, Ariel i Dziewczyna z fabryki zapałek) Na pewno chętnie sięgnę po inne jego tytuły i może wtedy okaże się, że Opadające liście wcale takie oryginalne nie są. Na pewno jest to najbardziej skromny film w mojej topce, bo to niecałe półtorej godziny seansu. Tym bardziej zachęcam, żeby dać mu szansę.

Tak jak wspomniałam na początku wpisu, filmów wartych polecenia było na festiwalu dużo więcej. O włos od znalezienia się w topce były: najnowszy film Wima Wendersa, Perfect Days, o pięknie dnia codziennego; cudownie nakręcony, ciepły film Bulion i inne namiętności o miłości do jedzenia; bardzo dobry romans Poprzednie życie; wnikliwe studium charakteru w Wśród wyschniętych traw. Każdy z tych tytułów wart jest obejrzenia.

Po festiwalu stacjonarnym wykupiłam jeszcze dostęp do pięciu filmów online i znowu wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Szczególnie dwa filmy mnie zachwyciły. Pierwszy to Pięć diabłów, który miał premierę kinową jakiś czas temu i można go złapać na VOD Nowych Horyzontów i na Canal+. To francuski dramat, w którym dziewczynka o imieniu Vicky, używając swojego nadzwyczajnego daru węchu podróżuje w przeszłość i odkrywa losy swoich rodziców sprzed lat. Brzmi jak pokręcony pomysł? Taki jest, ale wykonanie sprawia, że nie da się oderwać wzroku od ekranu. Momentami atmosfera się zagęszcza niczym w najlepszym horrorze, a później dostajemy scenę jak z komedii romantycznej. To połączenie różnych gatunków sprawdza się idealnie.

Drugim filmem, który zrobił na mnie wrażenie w wersji online był Blue Jean. Zupełne zaskoczenie, bo nie był to tytuł tak polecany, jak reszta filmów z tego wpisu. Akcja ma miejsce w Anglii w roku 1988. Główna bohaterka jest nauczycielką wychowania fizycznego w szkole dla dziewcząt. Wieczory spędza ze swoją dziewczyną i przyjaciółmi w klubach LGBT. Ukrywa tę część swojego życia, obawiając się straty pracy i oceny ze strony współpracowników. W tle ciągle słyszymy głos Margaret Thatcher, dotyczący jej planów wprowadzenia ustawy stygmatyzującej geje i lesbijki. Główna bohaterka próbuje się w tym świecie odnaleźć, chowając fragmenty siebie przez część życia. To bardzo empatyczny seans, łatwo poczuć strach i zagubienie tej postaci. Zdecydowanie polecam.


Festiwal Nowe Horyzonty po raz kolejny udowadnia, że kino niezależne ma moc. Już nie mogę doczekać się przyszłorocznej edycji!

czwartek, 11 sierpnia 2022

Nowe Horyzonty 2022 – na które filmy warto polować w kinach + mini ranking

Narzekam od pół roku, że zbyt rzadko chodzę do kina. Był taki okres, w którym wpadałam na nowy film średnio raz w tygodniu. Niestety, ostatnio jakoś mi nie po drodze i ciężej się zebrać na taką wycieczkę. Na pomoc przyszedł festiwal filmowy Nowe Horyzonty, który swoim repertuarem przekonał mnie do kilkukrotnego odwiedzenia kina. Ten festiwal to przede wszystkim tytuły niezależne, takie, które zostały docenione na europejskich przeglądach, rozdaniach nagród, a nareszcie – takie, które trudno dorwać w multipleksach. Podczas wyboru repertuaru kierowałam się nagrodami  głównie dzieła nagłośnione w Cannes i Berlinale. Dorzuciłam do tego pakiet pięciu tytułów online. 

Oglądanie filmów na Nowych Horyzontach sprawiło mi ogromną przyjemność i wywołało cały wachlarz emocji. Przypomniałam sobie, że nie potrzeba wartkiej akcji czy słynnych nazwisk w obsadzie, żeby cieszyć się dobrym kinem. Kończę festiwal bardzo zadowolona z towarzyszących mi doznań i zapraszam na krótkie opinie o obejrzanych tytułach.


11. IO (2022), reż. Jerzy Skolimowski

Jerzy Skolimowski za swój najnowszy film został uhonorowany w Cannes nagrodą Jury. Ja jednak przygodami osiołka nie byłam szczególnie zaintrygowana. IO jest filmem stylizowanym na mroczną baśń, a fabuła kręci się wokół tego, że ludzie są źli albo jeszcze gorsi. Poziom melancholii jest tutaj naprawdę wysoki. Doceniam jednak zdjęcia i budowanie klimatu, wizualnie to naprawdę film wart zobaczenia. Ciekawy jest również zabieg nakręcenia całości z perspektywy osła. Niestety, sama historia mnie nie poruszyła. Film złożony jest z kilku krótkich form, wraz z wędrówką osła, przenosimy się w coraz to nowe miejsca, poznajemy nowych bohaterów i krótki urywek ich życia. Czasami jest brutalnie, więc tych, którzy są szczególnie wrażliwi na przemoc wobec zwierząt, ostrzegam. Chyba mogę powiedzieć, że to był po prostu dziwny film. A jak to z dziwnymi bywa – jednym podejdzie, a innym nie. Ja należę do drugiej grupy.

10. Niewidomy człowiek, który nie chce obejrzeć „Titanica” (2021), reż. Teemu Nikki

Na facebookowej grupie festiwalu widziałam sporo poleceń, żeby ten film nadrobić w ramach edycji online. Jaakko, tytułowy bohater, choruje na stwardnienie rozsiane, porusza się na wózku i stracił wzrok. Na duchu podtrzymują go codzienne rozmowy z poznaną w sieci Sirpą. Pewnego dnia postanawia, że powinni się spotkać. Kamera od pierwszych minut przyklejona jest do twarzy bohatera i Jaakko nie opuszcza kadru ani na moment. Świetny jest początek tego filmu, w którym poznajemy bolesną rzeczywistość bohatera, co jakiś czas rozświetlaną iskierką radości wywołaną rozmowami telefonicznymi z przyjaciółką. Jak na film, w którym sporo czasu ekranowego poświęcono wymianie zdań między dwójką osób jest angażujący. Dyskusje bohaterów są ekscytujące, często zabawne, a sam Jaakko to duży fan kina, więc tematy rozmów to dodatkowy plus dla kinomaniaków. Fabuła w pewnym momencie zaczyna przypominać bardziej film sensacyjny (nie będę zdradzać dlaczego). Ale ta bardziej „dynamiczna” część podobała mi się nieco mniej. Docenić za to trzeba głównego bohatera, na którego barkach spoczywał cały ciężar filmu, a niepełnosprawny aktor, Petri Poikolainen, poradził sobie z tą rolą bardzo dobrze.

9. Plac zabaw (2021), reż. Laura Wandel

W Placu zabaw przedstawiony został temat przemocy w szkole i jest to naprawdę przerażający obraz. Tytułowy plac, na którym bawią się dzieci podczas przerw w szkole, przypomina bardziej obóz przetrwania, gdzie najsilniejsi zostają predatorami, a Ci słabsi ofiarami. Jeżeli nie chcesz zatem dostawać cięgów od znajomych, sam musisz dręczyć innych. Brzmi to bardzo ponuro i cóż, taki jest klimat filmu. Najlepszym pomysłem było pokazanie całości z perspektywy małej Nory (zagranej przez Mayę Vanderbeque), która dopiero zaczyna naukę w szkole, do której chodzi już jej brat. Kamera jest niemal przyklejona do jej twarzy i to jej oczami obserwujemy całą historię. Jeżeli pojawiają się jacyś dorośli, to majaczą gdzieś na horyzoncie albo słyszymy tylko ich głosy. Młoda aktorka radzi sobie na ekranie genialnie. Seans mija błyskawicznie, wzruszenie w pakiecie, więc warto zobaczyć.

8. Niezwiązani (2007), reż. Joanna Hogg

Jeżeli jesteście fanami filmu Tamte dni, tamte noce to Uwiązani powinni Wam się spodobać. Niemal od początku czuć podobną atmosferę, co w filmie Luci Guadagnino. Główną bohaterką jest Anna  40letnia kobieta, która ma problemy związkowe i przyjeżdża w pojedynkę do Toskanii, gdzie zaprzyjaźnione z nią pary spędzają wakacje z dorosłymi dziećmi. Grupa dzieli się na osoby "starsze", które wieczorami spędzają czas na piciu wykwitnych trunków, po czym kładą się grzecznie spać i ich dzieci, które balangują do rana. Anna dość naturalnie zaczyna spędzać czas z młodą grupą, szczególnie na rozmowach z Oakley'em (cudowny Tom Hiddleston!). Budowanie seksualnego napięcia między nimi, w otoczeniu przepięknych krajobrazów Toskanii to już materiał na przepiękny film. Uwiązani należą jednak do grona obrazów niezależnych, więc po wstępie, który mógłby uchodzić nawet za komedię romantyczną, skręca w dramatyczne rejony, poruszając problemy związane z zakładaniem rodziny. Niestety, ten ostatni akt trochę mnie rozczarował, biorąc pod uwagę wszystko, co zobaczyliśmy wcześniej był gorzej rozpisany i zagrany.

7. Baby broker (2022), reż. Hirokazu Koreeda

Zlodziejaszki i Moja młodsza siostra to były prawdziwe petardy, więc na nowy film Koreedy bilety kupiłam pełna nadziei na coś rewelacyjnego. Po tych trzech seansach łatwo wskazać jaki jest temat, którym interesuje się reżyser. Ponownie eksploruje temat pojęcia rodziny, zadaje pytania o to czy więzy krwi są ważne, czy rodzinę może stworzyć jakakolwiek grupa ludzi. W Baby broker trzech dorosłych i jeden chłopczyk szukają rodziny dla noworodka, a tym celu przemierzają kraj zdezelowanym vanem. Mamy do czynienia z familijnym kinem drogi, w którym obserwujemy budujące się relacje. Bywa słodko, zabawnie, ale i przejmująco. Nie jest to jednak poziom poprzednich filmów, rozminęłam z niektórymi wątkami i czuję, że był lekko przeciągnięty. Wciąż, jest to miły seans.

6. Mała mama (2021), reż. Céline Sciamma

Poprzedni film Sciammy, Portret kobiety w ogniu, to prawdziwy majstersztyk i jeden z najlepszych romansów w historii kina. Dlatego oczekiwania co do jej najnowszego tytułu miałam dość wysokie. Tym razem klimat jest zupełnie inny. Historia opowiedziana została z perspektywy dziewczynki, której właśnie umarła babcia. Niestety, podczas poprzedniej wizyty w domu starości nie udało im się odpowiednio pożegnać. Kiedy wraz z rodzicami przyjeżdża do domu babci, podczas zabawy w lesie poznaje rówieśniczkę, Marion. Nie chcę zdradzać zbyt wiele fabuły, bo zaskoczenie, które przygotowała nam Sciamma jest podstawą docenienia tego filmu. To idealny przykład slow cinema, w klimacie realizmu magicznego, a w centrum zainteresowania reżyserka stawia relację córki z matką. Bardzo dobrze sprawdza się pokazanie kręgu życia, prób zrozumienia drugiego człowieka, zobaczenia, że on kiedyś był w tym miejscu co my. To piękny, terapeutyczny wręcz obraz, w którym dwie dziewczynki rozmową podnoszą się na duchu i utwierdzają w przekonaniu, że nie są pozostawione sam na sam ze swoim smutkiem. Dodatkowo, cudowna jest tutaj chemia między młodymi aktorkami, które w rzeczywistości są bliźniaczkami. Polecam serdecznie.

5. Podejrzana (2022), reż. Chan-wook Park

Lubię myśleć, że trochę się znam na kinie, ale co jakiś czas przypominam sobie o filmie albo twórcy, którego wciąż nie miałam okazji nadrobić. Do takich osób zalicza się Chan-wook Park, którego twórczości nie znam wcale, chociaż wielokrotnie mi ją już polecano. Dlatego bardzo się ucieszyłam, że jego najnowszy film trafił do repertuaru festiwalu. Podejrzana to kryminał, w którym policjant próbuje rozwiązać sprawę tajemniczej śmierci, na pierwszy rzut oka wyglądającej na samobójstwo. Żona zmarłego zachowuje się jednak na tyle dziwnie, że śledczy postanawia bliżej się tej sprawie przyjrzeć. Poznawaniu historii towarzyszy powolne tempo i budowanie klimatu tajemniczości. Ujęcia są zbudowane iście misternie, a scenografia idealnie współgra z akcją. Zagadka, która napędza fabułę, tak naprawdę nie jest najważniejsza. Na pierwszym planie mamy subtelnie zarysowany obraz budowania relacji, dwójkę dusz, które wydają się być stworzone dla siebie, ale świat nie pozwala im być razem. Początek cudowny, zachwyca oryginalny montaż, zgrabny scenariusz z zabawnymi sytuacjami przeplatanymi kryminalnym wątkiem. Niestety, wraz z biegiem akcji trochę się rozciąga i zaczyna kręcić się w kółko. Ale i tak było warto.

4. W trójkącie (2022), reż. Ruben Östlund

Poprzedni film reżysera, The Square, zostawił po sobie świetne wrażenia. Przekonaliśmy się, że Ostlund potrafi nakręcić satyrę, jest wnikliwy, odważny, a jego wizja sztuki współczesnej na długo zostanie w mojej pamięci. Tym razem na warsztat wziął problem kapitalizmu, pracy influencerów, zachłyśnięcia się sławą, pięknem i pieniędzmi, a jednocześnie został przy gatunku satyry. Za W trójkącie odebrał Złotą Palmę w Cannes. Film podzielony jest na trzy części, a głowami bohaterami są model Carl i jego dziewczyna, influencenka Yaya. W pierwszym akcie jesteśmy świadkami genialnej sceny kłótni między kochankami, która zaczyna się od sprzeczki o rachunek w restauracji. Reżyser przemyca w niej trochę rozważań o męskości, feminizmie i ludzkiej chytrości. Wszystko zgrabnie napisane, nie nuży ani na chwilę, może dzięki ciągłym zmianom otoczenia (kłótnia zaczyna się w restauracji, przechodzi przez taksówkę, windę i kończy się w pokoju hotelowym). Druga część filmu ma miejsce na luksusowym jachcie i znowu jest to scenopisarski popis, przypominający klimatem Anioła zagłady Bunuela. Jest tutaj długa sekcja, która niejednego widza może obrzydzić. I niestety, ostatnia część już do mnie nie trafiła. Na koniec jakoś za bardzo łopatologicznie i finalnie The Square w moim odczuciu lepszy. Ale warto obejrzeć w kinie i zdrowo się pośmiać.

3. Boylesque (2022), reż. Bogna Kowalczyk


To był pierwszy film jaki obejrzałam w ramach festiwalu. Dokument o najstarszej polskiej drag queen, królowej Lulla la Polaca (rocznik 1938!). Konkretnie  o tym jak Lulla próbuje znaleźć dla siebie urnę w kształcie dużego buta na szpilce. Rzadko oglądam filmy dokumentalne, ale ten poruszył mnie do głębi. Podczas seansu wzruszałam się kilkakrotnie, a chwilę potem uśmiechałam do ekranu. Lulla pokazuje jak czerpać radość z życia, mimo swojego wieku uczęszcza na parady równości i występy dragowe w pełnym makijażu, perukach i doklejonych rzęsach. Wspaniale było oglądać jak ciepłą osobą jest główny bohater. Można było poczuć jego miłość do świata i do ludzi. Boylesque to prawdziwie czuły obraz, w którym reżyserka wrażliwym okiem patrzy na swojego bohatera, a nam trudno się w tym świecie nie zatopić razem z nim.

2. Blisko (2022), reż. Lukas Dhont

Kolejny film z dziećmi w rolach głównych. Lukas Dhont przedstawia nam historię pewnej przyjaźni. Leo i Remi to bratnie dusze, wszystko robią razem, od porannej zabawy w rycerzy, po zasypianie w jednym łóżku. Pierwsza część historii, w której mamy do czynienia z ekspozycją znajomości jest rewelacyjna, po prostu rozgrzewa serducho. Punkt zwrotny następuje w momencie, w którym chłopcy usłyszeli w szkole pytanie, czy są parą. Od tej pory bardzo ciekawie poprowadzone są ich zachowania, atmosfera gęstnieje, z ciepłych kolorków zdjęć następuje przejście w mroczne barwy, a zbieranie kwiatów nie wygląda już jak idylla, a raczej jak grzebanie w błocie. Świetny zabieg, ogląda się z niegasnącym zainteresowaniem. Później  jest tylko bardziej dramatycznie. Ja, a ze mną chyba cała sala na Horyzontach, łkałam głośno bitą godzinę. Jest to emocjonalnie wyczerpujący seans, ale wart poznania. Jedyne co, to po wszystkim czułam się trochę przebodźcowana, tak jakby reżyser zastosował szataż emocjonalny, rzucając największe bomby fabularne, żeby poruszyć widza. Ja to łyknęłam, ale może niektórym przeszkadzać.

1. Alcarràs (2022), reż. Carla Simón

Mój absolutny faworyt festiwalu, najbliższy sercu Alcarràs. Opowieść o rodzinie rolników, która w małej miejscowości w Katalonii, uprawia brzoskwinie. Okazuje się, że pole, na którym od pokoleń urzędują, prawnie nie należy do nich i ten wątek jest silnikiem napędowym dla akcji. Od razu muszę się przyznać, że film trafił po prostu w moje czułe miejsca, jako że sama pochodzę z małej wioski, a moja rodzina to w większości rolnicy. Czułam się trochę jak podczas podróży w czasie. Znowu mój dziadek przechodził się po polu, a wokół niego biegały nieokiełznane wnuki. Poza personalnymi odczuciami, trudno nie docenić w Alcarràs sprawnie poprowadzonego dramatu rodzinnego. Poruszane tematy  rywalizacja między rodzeństwem, syn, który czuje, że nigdy nie będzie wystarczająco dobry w oczach ojca, dziadek próbujący naprawić wyrządzone przez nieuwagę szkody  były poprowadzone z czułością, a reżyserka to prawdziwa mistrzyni obserwacji. Z jednej strony pokazuje skąpane w słońcu owocowe drzewa, rysując beztroski krajobraz, a z drugiej brud związany ze zniszczonymi marzeniami. Tempo filmu jest bardzo wolne, można mieć wręcz skojarzenia z kinem dokumentalnym, tak dobrze reżyserka zarysowuje tło historii. Dodatkowo, wszyscy zatrudnieni aktorzy zostali wyłonieni z castingu w pobliskich wioskach, przez co mają w sobie całe pokłady naturalności. Są też tutaj poruszane „duże sprawy” jak rozwój technologiczny niszczący małe gospodarstwa czy odwieczny spór świeżego podejścia z tradycyjnym. Dla mnie będzie to jednak przede wszystkim film rodzinny. Jeden z najlepszych.

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka