Stolik dla dwojga
Amor Towles
Gatunek: literatura piękna, opowiadania
Rok pierwszego wydania: 2025
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Znak Literanova
Jedyny plus starzenia się jest taki, że kurczą się apetyty. Po sześćdziesiątym piątym roku życia chce się mniej podróżować, mniej jeść, mniej posiadać. Na tym etapie trudno sobie wyobrazić lepsze zakończenie dnia niż klika łyków leciwej szkockiej, parę stron starej powieści i duże, wygodne łóżko bez bodźców rozpraszających.
Znudzony fałszerz, zuchwały koneser sztuki, kobieta próbująca odkryć sekret ojczyma i Evelyn, ukochana bohaterka „Dobrego wychowania”, która powraca, by dokończyć swoją historię. Co się stanie, gdy jedno z nich nie wysiądzie z pociągu, czyjś lot do domu zostanie odwołany, a ktoś inny otrzyma propozycję nie do odrzucenia?
Jakie będą konsekwencje podjętych pochopnie, błahych decyzji?
Amor Towles swoim zbiorem opowiadań po raz kolejny udowadnia, że jest autorem, na którego zawsze można liczyć. Wszystko zaczęło się od mojego zachwytu nad Dżentelmenem w Moskwie i od tamtej pory sięgam po każdą jego nową książkę z niemal pełnym zaufaniem. Co ciekawe, tym razem to mój mąż pierwszy zabrał się za lekturę Stolika dla dwojga. Jego żywe reakcje podczas czytania sprawiły, że nie potrafiłam już dłużej czekać.
Po lekturze zbiorów opowiadań zwykle dochodzę do tego samego wniosku: jedne historie zachwycają bardziej, inne mniej. U Towlesa było inaczej. Autor postawił sobie zresztą wyjątkowo trudne zadanie, bo otworzył książkę prawdziwą perełką. „Kolejka” – opowiadanie o Puszkinie, którego największym życiowym talentem okazuje się stanie w kolejkach – to historia pięknie absurdalna, pełna subtelnego humoru, a jednocześnie zdolna poruszyć do głębi. Narracyjna pętla, w której bohater trafia do kolejki z innego kraju, okazała się pomysłem znakomitym. Po tak mocnym początku można było spodziewać się spadku formy. Nic bardziej mylnego. Każde kolejne opowiadanie dawało mi równie wiele czytelniczej satysfakcji.
Siła Towlesa tkwi w kilku elementach. Przede wszystkim w stylu – przez jego prozę po prostu się płynie. Punkty wyjścia wydają się niepozorne, ale sposób, w jaki autor rozwija je w pełnokrwiste historie, budzi szczery podziw. To tak, jakby najpierw dostrzegł jedną krótką scenę – choćby tę, w której starszy mężczyzna ukradkiem nagrywa fragment koncertu – a następnie wokół niej zbudował pełen emocji świat. To właśnie to opowiadanie zostawiło mnie zresztą kompletnie zapłakaną. U Towlesa uderza również niezwykła czułość wobec bohaterów. Doskonale rozumie ich motywacje i marzenia, dzięki czemu tworzy postaci z krwi i kości.
Obok pięciu krótszych form znajdziemy tu także minipowieść zajmującą niemal połowę tomu. Jej bohaterką jest Eve, znana z Dobrego wychowania. Ja tę powieść czytałam, mój mąż już nie, a mimo to zgodnie uznaliśmy, że wcześniejsza znajomość tej historii nie jest konieczna, by w pełni cieszyć się lekturą. Z ogromną przyjemnością obserwowałam, jak Towles rozgaszcza się w świecie dawnego Hollywood. A gdy do tej scenerii dołożył jeszcze atmosferę kina noir, powstała znakomita, pełna elegancji opowieść kryminalna.
W swoim zbiorze Towles rozstawia dla czytelnika stolik i zaprasza, by na chwilę przy nim usiąść. Serwuje kolejne literackie dania, a każde okazuje się dopracowane i satysfakcjonujące na swój własny sposób. I uwierzcie mi – to jedna z tych kolacji, których nie ma się ochoty kończyć.
Traktat o łuskaniu fasoli
Wiesław Myśliwski
Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2006
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Znak
Ile niewypowiedzianych słów przepadło na zawsze. A może ważniejsze były od tych wszystkich wypowiedzianych.
Narrator w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza dokonuje bilansu całego życia. W jakim stopniu sam wpłynął na swój los, a jak bardzo ukształtowały go traumatyczne doznania z dzieciństwa i zakręty polskiej historii.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz