poniedziałek, 13 lipca 2026

Mistrzowie snucia opowieści — „Stolik dla dwojga” Amor Towles i „Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesław Myśliwski

 

Stolik dla dwojga
Amor Towles

Gatunek: literatura piękna, opowiadania
Rok pierwszego wydania: 2025
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Znak Literanova

Jedyny plus starzenia się jest taki, że kurczą się apetyty. Po sześćdziesiątym piątym roku życia chce się mniej podróżować, mniej jeść, mniej posiadać. Na tym etapie trudno sobie wyobrazić lepsze zakończenie dnia niż klika łyków leciwej szkockiej, parę stron starej powieści i duże, wygodne łóżko bez bodźców rozpraszających.
 

Opis wydawcy

Znudzony fałszerz, zuchwały koneser sztuki, kobieta próbująca odkryć sekret ojczyma i Evelyn, ukochana bohaterka „Dobrego wychowania”, która powraca, by dokończyć swoją historię. Co się stanie, gdy jedno z nich nie wysiądzie z pociągu, czyjś lot do domu zostanie odwołany, a ktoś inny otrzyma propozycję nie do odrzucenia? 

Jakie będą konsekwencje podjętych pochopnie, błahych decyzji? 


Moja recenzja

Amor Towles swoim zbiorem opowiadań po raz kolejny udowadnia, że jest autorem, na którego zawsze można liczyć. Wszystko zaczęło się od mojego zachwytu nad Dżentelmenem w Moskwie i od tamtej pory sięgam po każdą jego nową książkę z niemal pełnym zaufaniem. Co ciekawe, tym razem to mój mąż pierwszy zabrał się za lekturę Stolika dla dwojga. Jego żywe reakcje podczas czytania sprawiły, że nie potrafiłam już dłużej czekać.

Po lekturze zbiorów opowiadań zwykle dochodzę do tego samego wniosku: jedne historie zachwycają bardziej, inne mniej. U Towlesa było inaczej. Autor postawił sobie zresztą wyjątkowo trudne zadanie, bo otworzył książkę prawdziwą perełką. „Kolejka” – opowiadanie o Puszkinie, którego największym życiowym talentem okazuje się stanie w kolejkach – to historia pięknie absurdalna, pełna subtelnego humoru, a jednocześnie zdolna poruszyć do głębi. Narracyjna pętla, w której bohater trafia do kolejki z innego kraju, okazała się pomysłem znakomitym. Po tak mocnym początku można było spodziewać się spadku formy. Nic bardziej mylnego. Każde kolejne opowiadanie dawało mi równie wiele czytelniczej satysfakcji.

Siła Towlesa tkwi w kilku elementach. Przede wszystkim w stylu – przez jego prozę po prostu się płynie. Punkty wyjścia wydają się niepozorne, ale sposób, w jaki autor rozwija je w pełnokrwiste historie, budzi szczery podziw. To tak, jakby najpierw dostrzegł jedną krótką scenę – choćby tę, w której starszy mężczyzna ukradkiem nagrywa fragment koncertu – a następnie wokół niej zbudował pełen emocji świat. To właśnie to opowiadanie zostawiło mnie zresztą kompletnie zapłakaną. U Towlesa uderza również niezwykła czułość wobec bohaterów. Doskonale rozumie ich motywacje i marzenia, dzięki czemu tworzy postaci z krwi i kości. 

Obok pięciu krótszych form znajdziemy tu także minipowieść zajmującą niemal połowę tomu. Jej bohaterką jest Eve, znana z Dobrego wychowania. Ja tę powieść czytałam, mój mąż już nie, a mimo to zgodnie uznaliśmy, że wcześniejsza znajomość tej historii nie jest konieczna, by w pełni cieszyć się lekturą. Z ogromną przyjemnością obserwowałam, jak Towles rozgaszcza się w świecie dawnego Hollywood. A gdy do tej scenerii dołożył jeszcze atmosferę kina noir, powstała znakomita, pełna elegancji opowieść kryminalna.

W swoim zbiorze Towles rozstawia dla czytelnika stolik i zaprasza, by na chwilę przy nim usiąść. Serwuje kolejne literackie dania, a każde okazuje się dopracowane i satysfakcjonujące na swój własny sposób. I uwierzcie mi – to jedna z tych kolacji, których nie ma się ochoty kończyć.


Traktat o łuskaniu fasoli
Wiesław Myśliwski

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2006
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Znak

Ile niewypowiedzianych słów przepadło na zawsze. A może ważniejsze były od tych wszystkich wypowiedzianych.
 

Opis wydawcy

Narrator w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza dokonuje bilansu całego życia. W jakim stopniu sam wpłynął na swój los, a jak bardzo ukształtowały go traumatyczne doznania z dzieciństwa i zakręty polskiej historii.


Moja recenzja

Moje pierwsze spotkanie z twórczością niedawno zmarłego Wiesława Myśliwskiego. O jego pisarstwie słyszałam od lat same zachwyty, a Traktat o łuskaniu fasoli cierpliwie czekał na półce na swoją kolej.

Myśliwski miał niezwykły dar operowania słowem – taki, który potrafi oczarować czytelnika już od pierwszych stron. Prostym językiem zamyka doświadczenia codzienności, opowiada o ludzkich losach i bolączkach społeczeństwa naznaczonego historią. Punktem wyjścia jest spotkanie dwóch osób, choć tylko jedna z nich naprawdę zabiera głos. Do narratora przychodzi gość z prośbą o łuskaną fasolę. Fasola wprawdzie jest, ale najpierw trzeba ją wyłuskać, więc gość zostaje zaproszony do wspólnej pracy. To właśnie podczas tej z pozoru zwyczajnej czynności narrator rozpoczyna swój monolog, snując opowieść o własnym życiu.

Trzeba przyznać autorowi, że z niezwykłą swobodą prowadzi czytelnika przez meandry tej historii. Narrator nieustannie przeskakuje między wydarzeniami, a opowieść daleka jest od linearności. Paradoksalnie to właśnie ta fragmentaryczność sprawia, że trudno się od niej oderwać. Jako czytelnicy chcemy wypełnić wszystkie luki, odnaleźć zależności i samodzielnie ułożyć tę mozaikę we spójną całość.

Proza Myśliwskiego nie ma tu słabych punktów. Opowieść o wojnie jest przejmująca, wątek podróży z Siostrą – niezwykle intrygujący, zwłaszcza że pokazuje partyzantkę z nowej dla mnie perspektywy. Równie ciekawie wypadają powojenne lata, nauka zawodu elektryka i późniejsza praca, a historia nauki gry na saksofonie nie przestaje zaskakiwać. Nawet refleksje o współczesności, o ludziach przyjeżdżających do domków letniskowych, stają się pretekstem do błyskotliwych obserwacji na temat kondycji społeczeństwa.

Traktat o łuskaniu fasoli mógłby łatwo popaść w banał. Tymczasem język Myśliwskiego sprawia, że staje się opowieścią piękną i ponadczasową. O tym, co nieodwracalnie minęło. O spotkaniu dwojga nieznajomych przy prostej, codziennej czynności, która otwiera przestrzeń do opowiedzenia całego życia. Takie chwile powoli odchodzą w niepamięć, ale ta powieść przypomina, że kiedyś były czymś zupełnie naturalnym.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka