Republika smoka & Płonący bóg
Rebecca F. Kuang
Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2019 & 2020
Liczba stron: 789 & 813
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rewolucja to rewelacyjny pomysł, ale tylko w teorii. W praktyce nikt nie chce ginąć.
Gniew. Gniew zmieniający duszę w rozszalały ogień, którego nigdy nie da się ugasić. Oto cały świat Rin. Chwyciła los za gardło i wyrwała mu z trzewi swoją przyszłość - dostała się do Akademii Sinegardzkiej a potem dalej, dzień po dniu, walczyła, by ją skończyć. Tylko po to, by patrzeć, jak jeden po drugim umierają jej przyjaciele. By oglądać góry usypane z trupów swoich rodaków.
Jak dobrze jest przeczytać całą trylogię za jednym zamachem! Nie trzeba czekać latami na kontynuację ani przypominać sobie, co, kto i dlaczego. Od razu po zamknięciu pierwszego tomu, Wojny makowej, sięgnęłam po Republikę Smoka, a zaraz po niej po Płonącego Boga. Dzięki temu nie musiałam na nowo wchodzić w świat przedstawiony, a po prostu mogłam w nim pozostać aż do samego końca.
Świat przedstawiony to wciąż mocna strona tej trylogii. Azjatycki klimat ma swój urok i pozwala na głębsze zanurzenie się w lekturze. Odkrywanie kolejnych nawiązań do kultury i historii Chin, jak choćby prowincji nazwanych zgodnie z chińskim zodiakiem, sprawia, że ten świat nabiera pełniejszego kształtu. W drugim i trzecim tomie autorka odchodzi od skali mikro, którą poznaliśmy w pierwszej części, skupionej w dużej mierze na Akademii. Tym razem mamy do czynienia z konfliktem na znacznie większą skalę. Wojna trwa w najlepsze, bitwa goni bitwę, a bohaterowie przemierzają kolejne zakątki krainy, szukając sojuszników i mierząc się z przeciwnikami.
Najmocniejszą stroną całej trylogii jest dla mnie mitologia związana z bóstwami, a co za tym idzie – również system magiczny. Panteon złożony z 64 bóstw to niezwykle bogate źródło mocy i ciekawych pomysłów. Aż żałuję, że nie poznaliśmy większej liczby jego mieszkańców. Tym bardziej ucieszył mnie wątek rozwoju szamanów w trzecim tomie, dzięki któremu mogliśmy dowiedzieć się nieco więcej o magicznej stronie tego świata. Wątek trójki starszych szamanów był dla mnie najbardziej intrygującym elementem trzeciego tomu. Szkoda jedynie, że zakończenie jego jest dość nagłe – wolałabym, żeby było tych postaci dużo więcej. Interesujący okazał się również wątek badaczy z innego kraju, zaintrygowanych umiejętnościami Rin. Szczególnie ciekawie wypada on w zestawieniu z rozważaniami na temat religii. Hesperianie pozostają wierni swojemu bogu, nawet gdy na własne oczy widzą, jaką mocą dysponują bóstwa z panteonu i jak wiele mogą zaoferować swoim wyznawcom. Ten kontrast między wiarą a namacalnymi dowodami działania magii to jeden z ciekawszych pomysłów Kuang.
Jeśli chodzi o bohaterów, do samego końca główne skrzypce gra Rin. Wiem, że jej postać budzi sporo kontrowersji wśród czytelników i sama mam wobec niej mieszane uczucia. Pomysł, by główna bohaterka stopniowo przesuwała się w stronę antagonisty, uważam za świetny. Gorzej z jego realizacją. Brakuje mi w Rin większej skłonności do refleksji nad własnymi decyzjami. Często działa pod wpływem impulsu, ale rzadko mamy okazję zajrzeć głębiej w jej myśli i zobaczyć, jak mierzy się z konsekwencjami swoich wyborów. Szczególnie brakuje mi rozważań dotyczących sumienia i moralnej odpowiedzialności. Oczywiście jej porywczość można tłumaczyć młodym wiekiem i trudnymi doświadczeniami, ale w pewnym momencie zaczęłam odczuwać znużenie jej powtarzającymi się reakcjami.
Podobne wątpliwości miałam w kontekście trzeciego tomu, w którym o losach całego państwa decyduje właściwie trójka dwudziestolatków. Rozumiem, że to historia skupiona na młodym pokoleniu, ale zabrakło mi nieco szerszej perspektywy i obecności starszych, bardziej doświadczonych doradców. Przez to niektóre decyzje i pozycja bohaterów wydawały mi się mało przekonujące.
Jednocześnie doceniam, że Rin nie jest kolejną delikatną heroiną, a silną, niejednoznaczną bohaterką, która nie zawsze podejmuje właściwe decyzje i niekoniecznie wzbudza sympatię. Sam pomysł na taką postać bardzo mi się podobał. Niestety, mimo interesującego kierunku jej przemiany, autorka nie do końca przekonała mnie, że Rin jest postacią z krwi i kości.
Na drugim planie mamy Kitaja, który, moim zdaniem, nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Z czasem staje się niemal niezawodnym geniuszem, zawsze znajdującym rozwiązanie i wyciągającym Rin z kolejnych opresji. Zdecydowanie ciekawszy jest dla mnie Nezha. Dodatkowy rozdział z jego perspektywy w Płonącym Bogu tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że chciałabym poznać więcej jego historii. W porównaniu z pierwszym tomem bohaterowie drugoplanowi dostają tu nieco więcej przestrzeni, ale mimo to miałam poczucie, że autorka nie zawsze potrafi nadać im odpowiednią głębię. Szkoda, bo potencjału na bardziej złożone i interesujące postacie zdecydowanie nie brakowało.
Nie mogę natomiast narzekać na tempo samej lektury. Książki pochłonęłam w dość szybkim tempie, a styl Kuang sprawia, że przez historię płynie się naturalnie i bez większego wysiłku. Akcji jest naprawdę sporo, co dodatkowo zachęca do przewracania kolejnych stron. Mam jednak wrażenie, że w pewnym momencie ta dynamika zaczyna działać na niekorzyść samej opowieści.
Patrząc na drugi i trzeci tom z perspektywy całej trylogii, zabrakło mi przede wszystkim wyraźniejszego celu, który spinałby historię od początku do końca. W pierwszej części obserwujemy Rin podczas nauki, a następnie jej wejście w brutalny świat wojny i odkrywanie własnych mocy. W Republice Smoka bohaterka ma już konkretny cel – zemstę. Żałuję jednak, że ta część nie poszła w nieco innym kierunku. Chętnie zobaczyłabym więcej spokojniejszych momentów, w których moglibyśmy lepiej poznać bohaterów i ich relacje, zamiast niemal nieustannie podążać za kolejnymi wydarzeniami militarnymi. Ostatecznie Rin ponownie trafia w sam środek wojny, a w trzecim tomie staje już na czele własnego wojska i znów musi opowiedzieć się po jednej ze stron konfliktu.
Nie chodzi o to, że sama wojna czy kolejne zmiany sojuszy są złym pomysłem. Wręcz przeciwnie, takie zwroty akcji potrafią skutecznie podkręcić napięcie. Problem pojawia się wtedy, gdy podobne mechanizmy zaczynają się powtarzać. Zdrady, zmiany frontu i kolejne konflikty, które początkowo potrafią zaskoczyć, z czasem stają się coraz bardziej przewidywalne. W efekcie zamiast rosnącego napięcia pojawia się pewne poczucie kręcenia się w kółko. I chyba właśnie tego najbardziej brakowało mi w dwóch ostatnich tomach – wrażenia, że historia konsekwentnie zmierza w nowym, nieoczywistym kierunku.
Całą trylogię Wojny makowej warto poznać przede wszystkim ze względu na klimat, mitologię i interesujący system magiczny. Kuang całkiem zgrabnie wykorzystuje również inspiracje prawdziwymi wydarzeniami historycznymi, przenosząc je na grunt fantastycznej opowieści. Co ważne, historia ta sprawdza się także jako przestroga przed wojną – pokazuje nie tylko jej brutalność, ale również długofalowe konsekwencje konfliktu i problemy, z którymi trzeba się mierzyć, gdy walki dobiegają końca.
W kwestii konstrukcji fabuły i rozwoju postaci nie wszystko zagrało jednak tak, jak bym sobie tego życzyła. Mimo że lektura dostarczyła mi rozrywki, nie sądzę, bym wracała do niej z większym sentymentem. Z drugiej strony trudno nie spojrzeć na tę trylogię z pewną wyrozumiałością, gdy weźmie się pod uwagę, że Kuang miała zaledwie 19 lat, kiedy pisała pierwszy tom. To naprawdę ambitny debiut, a stworzenie tak rozbudowanego świata i historii o takiej skali samo w sobie robi wrażenie. Może więc zamiast skupiać się wyłącznie na tym, czego zabrakło, warto docenić, ile udało się autorce osiągnąć już na początku jej pisarskiej drogi. Jako fanka fantastyki uważam, że to opowieść, którą warto znać.