Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fabryka słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fabryka słów. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 marca 2023

„Pan Lodowego Ogrodu” Jarosław Grzędowicz – połączenie science fiction z high fantasy

Pan Lodowego Ogrodu
Jarosław Grzędowicz

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2005, 2007, 2009, 2012
Liczba stron: 450, 512, 400, 384 (tom 4, cz. 1), 336 (tom 4, cz. 2)
Wydawnictwo: Fabryka słów

W naszym świecie trudno znaleźć pustkowie, w którym nie będzie niczego oprócz przyrody, nieba nad głową i człowieka siedzącego na kamieniu. Człowieka, którego obowiązuje jedynie to prawo, jakie ma w sercu. Przez całe moje życie, gdziekolwiek bym się ruszył i cokolwiek bym robił, kontrolowały mnie miliony przepisów. Tysiące urzędników normalizowało każdą moją myśl i każdy postępek. Na wszystko mieli procedury. Przez cały czas usiłowali się mną opiekować i uchronić przed jakimkolwiek ryzykiem. Przez całe życie czułem się, jakbym miał dwanaście lat. I miliony rodziców. 
 
Tu nikt się mną nie opiekuje. Mogę się upić, skręcić nogę, wylecieć w powietrze dzięki własnemu ładunkowi termicznemu albo wpaść do jakiejś studni. Wszystko na własne ryzyko. 
  
Boże, co za ulga..

Opis wydawcy

Vuko Drakkainen samotnie rusza na ratunek ekspedycji naukowej badającej człekopodobną cywilizację planety Midgaard. Pod żadnym pozorem nie może ingerować w rozwój nieznanej kultury. Trafia na zły czas. Planeta powitała go mgłą i śmiercią. Dalej jest tylko gorzej. Trwa wojna bogów. Giną śmiertelnicy. Odwieczne reguły zostały złamane.


Moja recenzja

O serii Pan Lodowego Ogrodu słyszałam od wielu osób na przestrzeni kilkunastu lat. Kiedy podczas rozmów wspominałam, że jestem fanką Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego, to w odpowiedzi polecano mi cykl Grzędowicza. Nareszcie udało się odbyć czytelniczą przygodę z Vuko i muszę potwierdzić  jej klimat przypomina ten znany z opowieści o Geralcie z Rivii.

Pan Lodowego Ogrodu składa się z czterech tomów. Pierwsza część miała premierę w 2005, a ostatnia w 2012 roku. W przypadku wielotomowych serii nie mam najlepszych statystyk. Wielu z nich nie udało mi się skończyć, bo zanim wydano kolejne tomy, zdążyłam już o nich zapomnieć. Czytanie cyklu, który jest już skończoną całością, było zatem bardzo satysfakcjonujące.

Seria ma bardzo mocny początek. Pomysł połączenia science-fiction z klasycznym high fantasy okazał się strzałem w dziesiątkę. Nasz główny bohater, Ziemianin z przyszłości, ma do wykonania misję: odnaleźć czterech zaginionych członków ekspedycji naukowej. W tym celu przylatuje na planetę, której świat przedstawiony przypomina nasze czasy średniowiecza z dodatkiem magii. Dla Vuko również jest to nowy świat, dzięki czemu staje się dla czytelnika idealnym przewodnikiem. Wielokrotnie nawiązuje do życia na Ziemi, wspomina o swoich skandynawsko-polskich korzeniach, co pozwala nam się z nim utożsamić, a później kibicować w powodzeniu akcji. Vuko wyposażony jest w Cyfral, czyli technologię w postaci wszczepionego mu grzyba. Dzięki niej staje się superczłowiekiem  Cyfral pomaga kontrolować emocje, przyspiesza czas reakcji, ulepsza zdolność walki. Z czasem staje się również kolejnym ważnym bohaterem opowieści.

źródło

Spodziewałam się typowej fantastycznej powieści drogi, w której towarzyszymy Vuko w misji. Pomysł na wprowadzenie do tej historii kolejnego narratora wziął mnie zatem z zaskoczenia. Okazał się kluczowy w przekazaniu istotnych informacji o świecie przedstawionym. Oprócz Vuko opowieść snuje również Filar, syn cesarza. Dzięki niemu dowiemy się o nacjach zamieszkujących planetę Midgaard, poznamy kult Podziemnej Matki, nauczymy się trochę o faunie tego świata. Otrzymujemy wgląd w lekcje pobierane przez chłopaka, które mają na celu przygotowanie go do roli władcy. Rozdziały o rządzeniu bystretkami (zwierzaki przypominające mangusty) czy rozwijaniu jego relacji z Aliną okazały się miłym oderwaniem od przygód wycofanego, sarkastycznego Vuko. W pierwszym tomie ten podział pięknie zadziałał. Niestety w kolejnych miewałam momenty, w których jedna z narracji okazywała się nużąca i chciałam wrócić do tej drugiej. Również oczekiwanie na spotkanie głównej dwójki trwa dość długo. Chociaż niezaprzeczalnym plusem jest to, że rozdzielenie historii pozwoliło na szersze spojrzenie w wykreowany świat, to balans między ich przygodami czasami był zachwiany.

Jarosław Grzędowicz świetnie radzi sobie z kreowaniem swoich głównych postaci. Vuko ma cięty humor, to sprytny i uzdolniony człowiek, który skoczyłby za swoimi przyjaciółmi w ogień. Filar natomiast szybko dostaje nauczkę od życia, napędzany jest wizją utrzymania rodu, nie poddaje się, chociaż musi pokonać na swojej drodze sporo przeszkód. Jest również kilku interesujących bohaterów drugoplanowych, jak Aaken i Podziemna Matka. Niestety, nie udało mi się prawdziwie sympatyzować z żadną z pobocznych postaci. Może była to kwestia słuchania Pana Lodowego Ogrodu w audiobooku, ale traktowałam to raczej jako zwykłą historię. Kciuki trzymałam za dwójkę głównych bohaterów, ale cała reszta mogła zniknąć i specjalnie bym się tym nie przejęła. Szczególnie brakowało mi rozwinięcia postaci kobiecych. Widać, że autor starał się skupić na męskim punkcie widzenia, pozostawiając u mnie pewien niedosyt. Momentami zbaczał z głównej historii, przykładowo opisując wątek Aliny, ale później szybko wracał na poprzednie tory.

Pan Lodowego Ogrodu to na pewno seria, której fani fantastyki powinni dać szansę. Plastyczne opisy w wykonaniu Grzędowicza przeniosą nas na tajemniczą planetę, a Vuko to ziemski wysłannik, z którym chętnie sympatyzujemy. Nie jest to może cykl, który wyrwał mnie z butów, ale początkowy pomysł na pewno robi wrażenie. Największy problem mam z nierównym tempem akcji i brakiem rozwinięcia drugoplanowych bohaterów. Mimo wszystko, warto było poznać historię Vuko. Polecam, szczególnie w wykonaniu Jacka Rozenka w audiobooku.

sobota, 19 listopada 2016

Najskuteczniejszy egzorcysta to pijany egzorcysta - „Kroniki Jakuba Wędrowycza” Andrzej Pilipiuk

Jako że zabiegana byłam niesłychanie wrzucam chaotyczny post napisany jeszcze we wrześniu. Ale w przyszłym tygodniu nareszcie ubywa mi obowiązków i wracam z pełną parą !

*Kroniki Jakuba Wędrowycza*
Andrzej Pilipiuk

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* zbiór opowiadań/nowel
*Cykl:* część #1
*Rok pierwszego wydania:* 2001
*Liczba stron:* 296
*Wydawnictwo:* fabryka słów


- Zrobili Cię proboszczem w Dębince Dworskiej?
- Tak.
- Co przeskrobałeś?
- Egzorcyzmowałem punków w Jarocinie.(...)

*Krótko o fabule:*
Jakub Wędrowycz ma ponad osiemdziesiątkę na karku, mocną głowę do picia alkoholu i jest najlepszym egzorcystą jakiego kiedykolwiek spotkaliście. Jego przygody poznacie w tym zbiorze opowiadań.

*Moja ocena:*
Lubię polską fantastykę. Szczególnie, że im więcej jej czytam tym bardziej wyczuwam pewne pierwiastki wspólne wśród naszych, rodzimych autorów. Jeszcze wielu popularnych twórców przede mną (jak Grzędowicz czy Piekara), ale powoli staram się uzupełniać swoje braki. Tym razem wybór padł na Pilipiuka, którego znałam tylko ze zbioru opowiadań Aparatus.
Andrzej Pilipiuk przyszedł na świat w 1974 roku w Warszawie, z wykształcenia jest archeologiem. Do dnia dzisiejszego był dziewięciokrotnie nominowany do nagrody imienia Janusza A. Zajdla. W Polsce znany przede wszystkim dzięki postaci Jakuba Wędrowycza, któremu poświęcił osiem tomów opowiadań (najnowszy powinien ukazać się jeszcze w tym roku nakładem wydawnictwa fabryka słów). 
Kroniki Jakuba Wędrowycza jest pierwszą książką z przygodami starego bimbrownika. Składa się z dwunastu historii z życia głównego bohatera. I jak niemal zawsze w takich przypadkach zdarzają się opowiadania bardzo dobre i opowiadania miałkie. Na szczęście, gdybym miała przechylać się w konkretną stronę to oceniłabym, że tych pierwszych jest więcej.
Trzeba przyznać, że autor stworzył postać i otoczkę całej historii w sposób bardzo oryginalny. Myśląc w kategoriach fantastyki i głównych bohaterów chyba nigdy nie spotkałam się z kimś takim jak Jakub. To nie jest przystojny, zdolny, pełen empatii mężczyzna, a stary egzorcysta, który w wolnych chwilach przesiaduje w barze popijając piwo Perła albo pędzi bimber w piwnicy.
Do tego świat przedstawiony idealnie komponuje się z tą postacią. Pilipiuk, nazywając siebie „największym piewcą polskiej wsi od czasów Reymonta” łączy folklor z fantastycznymi wydarzeniami, które rozgrywają się w zapadłej wsi, Wojsławicach.
źródło
Podczas czytania wiele razy wybuchałam głośnym śmiechem. Jak najbardziej rozumiem, że to nie jest humor, który trafi do każdego - chwilami prostacki, obleśny i brutalny, ale zarazem tak bardzo pasujący do klimatu książki. Do mnie akurat trafił, ale to jest naprawdę charakterystyczny humor, który można lubić albo nienawidzić. Tak jak komiczne sytuacje wpłynęły na plus historii, tak te bardziej brutalne jednak mnie zniesmaczyły, co ciężko osiągnąć. Chodzi mi tutaj o zjadanie psów, które mnie osobiście odrzuciło, chociaż rozumiem, że pasuje to do całego obrazka Wędrowycza.
Jakub koniec końców pozostał postacią przyjemną, która nie podbija serc, ale z którą miło spędza się czas. Mimo swojego upodobania do alkoholu jest skuteczny w wykonywaniu swojej pracy. Naprawdę, na niego nie ma mocnych - jeżeli macie problem z duchem, zjawą, demonem zgłoście się do Wędrowycza. Jak sobie sam nie poradzi to może liczyć na pomoc swojego pupila - Ciapusia. I niech Was imię nie zmyli, bo Ciapuś to pyton mieszkający pod jego łóżkiem. 
Co do poszczególnych opowiadań, niektóre to perełki wybijające się na tle innych. Pierwszym tytułem, który chciałabym wyróżnić jest historia Na rybki, w której to Jakub złowił złotą rybkę. Nie bójcie się jednak, bo to nie będzie prowadziło do typowego rozwiązania, a do finału, który sprawi, że parskniemy śmiechem. To chyba mój ulubiony tekst z całej antologii. Kolejnym będzie Głowica, w której to Wędrowycz znajduje pozostawioną przez mafię bombę, ale nie znając jej przeznaczenia postanawia stopić ją i sprzedać na części. Bawią również: Implant, czyli historia o tym jak kosmici starali się wzbudzić w bohaterze wstręt do alkoholu (powodzenia!) i Bajeczka dla wnuczka, gdzie poznamy prawdziwą historię Czerwonego Kapturka. Większość historii jest naprawdę krótkich, mają po dziesięć/dwadzieścia stron. Pojawiają się też trzy dłuższe opowiadania, z których najbardziej spodobały mi się Hochsztapler i Przeciw pierwszemu przykazaniu. Słabiej wypada Hotel pod Łupieżcą, które jednak trochę mnie znudziło.
Lektura Kronik Jakuba Wędrowycza to przede wszystkim kupa dobrej zabawy z oryginalnym bohaterem i bardzo polskim światem małej wsi. Na pewno nie jest to książka, którą poleciłabym każdemu, ze względu na dość specyficzny humor. Jednak jeżeli już trafi na kogoś, kto taki lubi to będzie się śmiał w głos.


Moja ocena: 7/10


Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html







piątek, 24 czerwca 2016

Rock'n'roll w polskiej fantastyce, czyli 'Dreszcz' Jakub Ćwiek

Pora na kolejną recenzję książki Jakuba Ćwieka! Mam w planach być kiedyś na bieżąco z jego nowościami, trzymajcie kciuki, żeby się udało.
*Dreszcz*
Jakub Ćwiek

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #1
*Rok pierwszego wydania:* 2013
*Liczba stron:* 285
*Wydawnictwo:* fabryka słów

" - Co mi się stało? - zapytał.
- Wersja dugo czy krótko?
- Krótka.
- Pieron cie ciulnoł. "
*Krótko o fabule:*
Ryszard Zwierzchowski to podstarzały rockandrollowiec. W głowie mu tylko pykanie na gitarze, popijanie browarków i rozkoszowanie się życiem. Pewnego dnia dostaje mu się... piorunem. I to zmienia wszystko, bo od tej pory Rychu ma dziwne moce. Pytanie, co z nimi zrobi?

*Moja ocena:*
Zawsze powtarzam, że Ćwieka uwielbiam. Dlatego czasem się wstydzę, bo nie przeczytałam wszystkich jego książek. Wciąż przede mną Ciemność płonie i nowe Grimm City! W międzyczasie postanowiłam w końcu sięgnąć po zalegającego wiele lat na półce Dreszcza. A co dostałam?
Ćwieka z p... przytupem! Książki, które czytałam wcześniej mogłabym polecić wszystkim, bo uważałam je za kupę frajdy z świetnymi bohaterami. Co do Dreszcza to uważam, że jednak młodzież mogłaby się trochę zgorszyć. Nie mam tu na myśli wulgaryzmów, które są raczej powszechne we wszystkich książkach Ćwieka. Oprócz nich można tutaj znaleźć alkohol, krew, rasizm, obrażanie religii czy polityki. Jeżeli ktoś po tym opisie odpuszcza, to rozumiem. Ja jednak wciąż dałam się porwać Ćwiekowi. 
Już tak mam z tym autorem, że po prostu dobrze spędzam z jego twórczością czas. Często zadziwiam się jak on potrafi budować zdania, które są czasem tak złośliwe czy nawet obraźliwe, a zarazem tak inteligentnie wprowadzone.
Podobał mi się pomysł zaprezentowania polskich superbohaterów i złoczyńców. Szczególnie, że autor zrobił to bardzo realistycznie i nie bawił się w jakieś patosy i wzdychanie. Mamy podstarzałego Rycha, który do baranków i obrońców ludzkości raczej nigdy nie należał. I nagle dostaje moce, z których sam pewnie nie wiedziałby jak skorzystać. Dlatego wprowadzono postać Benjamina, jego majordomusa. Widać tutaj wzorowanie się na znanych nam historiach o superbohaterach i różnych komiksach (których niestety nie znam, chociaż mam w planach kiedyś się za nie zabrać!).
źródło
 Co do bohaterów to najbliżej poznajemy Rycha, który jest jaki jest, ale i tak go polubimy. Chociaż przychodzi to ciężej niż obdarzenie sympatią takiego Lokiego czy Kędziora, to wciąż jest typ bohatera, których Ćwiek lubi kreować. Do tego jest Alojz, kumpel głównej postaci. Muszę przyznać, że znowu podobał mi się realizm przy wprowadzeniu tego górnika. Trudno też nie wspomnieć tutaj o śląskich wtrąceniach, które czasami nastręczyły mi problemu ze zrozumieniem, ale nigdy takiego z którego zaraz bym nie wyszła. Ogólnie brawo za wprowadzenie gwary w taki sposób, że czytelnik czyta to z ich typowym zaciąganiem, a jednocześnie wie o co chodzi! Najbardziej płasko wypadł Benjamin, trzeci najważniejszy bohater historii. Wydaje mi się jednak, że jego przeszłość może będzie przedstawiona w kolejnej części? Na pewno chciałabym wiedzieć więcej.
Problem z książką mam taki, że spodziewałam się jeszcze więcej. Dlatego, że Kłamcę uważam za cudeńko, Chłopców uwielbiam i myślałam, że Dreszcza też pokocham. A spędziłam z nim miło czas i nic poza tym. Na dodatek uważam, że całość była trochę nierówna. Jeden poważny, prowadzący rozdział i kilka krótkich epizodów to trochę mało. Nie załamuję się jednak, bo druga część czeka na półce i może ona podniesie moje wrażenia na temat tego dziwnego superbohatera. 

Moja ocena: 6/10

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html


Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka