Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jakub ćwiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jakub ćwiek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 października 2017

Zbiór opowiadań inspirowany wycieczką po Stanach Zjednoczonych - „Drobinki nieśmiertelności” Jakub Ćwiek



*Drobinki nieśmiertelności*
Jakub Ćwiek

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* literatura współczesna
*Forma:* zbiór opowiadań
*Rok pierwszego wydania:* 2017
*Liczba stron:* 312
*Wydawnictwo:* SQN
 Chodzi o to, że ja wierzę. Zarówno w Boga, jak i w Amerykę właśnie. Wierzę, że to kraj niebywałych możliwości, kraj szans i amerykańskiego snu. Ziemia obiecana? Być może, na pewno kiedyś do tego zmierzaliśmy, kiedyś byliśmy na szczycie. 
*Krótko o fabule:*
Co łączy Rocky’ego Balboę i pewnego starszego pana? Jaką historię kryją stare schody w Georgii? Komu nowoorleańscy muzycy naprawdę sprzedają duszę i jak zostać bogiem w Nowym Jorku? Drobinki nieśmiertelności to podparta licznymi przykładami odpowiedź na najczęściej zadawane pisarzom pytanie, czyli skąd czerpią pomysły. Tym razem źródłem inspiracji dla Jakuba Ćwieka były miejsca i zdarzenia związane z jego popkulturową podróżą przez Stany Zjednoczone.
- opis wydawcy


*Moja ocena:*
Jakub Ćwiek znany jest ze swojej fascynacji Stanami Zjednoczonymi. Upust swojej miłości dał w poprzedniej książce, w której opisał wielką przygodę, jaką przeżył z grupą swoich znajomych w podróży śladami popkultury w Ameryce. O książce pisałam już rok temu (link do recenzji). Przyznam, że podobał mi się ten oryginalny pamiętnik, nawet jeżeli wiele odniesień do popkultury było mi obcych. Tym razem Ćwiek napisał coś bliższego mojemu gustowi. Jest to zbiór opowiadań, dla których inspiracją były elementy tej podróży. 

Muszę powiedzieć, że autor ma prawdziwy talent do snucia opowieści. Można to wywnioskować już po przeczytaniu kilku jego książek bądź po prostu po spotkaniu, na którym można posłuchać go na żywo. To naprawdę człowiek, który ma gadane i potrafi z wielu sytuacji wyciągnąć to, co najlepsze, tworząc dzięki temu ciekawe anegdoty. Drobinki nieśmiertelności ten jego talent pokazują. Widać to szczególnie patrząc na konfrontację każdego opowiadania z inspiracją do niego. Te krótkie, zawierające się w kilku zdaniach wstawki, w których autor przedstawia myśl kryjącą się za fabułą sprawiają, że doceniamy jego łatwość w kreowaniu opowieści. Z jednego zdania bądź zapamiętanego widoku potrafił napisać pełnoprawne opowiadanie. To jest rzecz, którą zdecydowanie należy podziwiać i co wróży mu bardzo dobrą przyszłość w świecie literatury. 
źródło
Niestety, pomimo talentu autora, przeszkadza mi zamysł wyciskania historii z drobnych inspiracji, tworząc opowiadania, które nie są wysokich lotów. Nie zrozumcie mnie źle, to naprawdę dobra rozrywka, ale po prostu znam inne książki autora i uważam, że stać go na o wiele więcej. Porównując z innymi napisanymi przez niego lekturami, ta wypada dość średnio. Niemal jakby były to opowiadania, które napisał jako zadanie na lekcję polskiego. Widać, że ma talent do ich kreowania, ale dla mnie za mało kryło się tam prawdziwej głębi. Tak jakby autor chciał po prostu przelać na karty historie, które nagle mu wpadły do głowy, ale które nie zostały przez niego specjalnie przemyślane. Takie mam przynajmniej wrażenie. Po prostu mogłam mieć zbyt wygórowane oczekiwania, bo w końcu niektóre książki Ćwieka należą do moich ulubionych (kocham serię o Kłamcy!). 

Nie wyciągajcie pochopnych wniosków z poprzedniego akapitu, bo ogólnie jest nieźle. Moim zdaniem poniżej oczekiwań, które mogliśmy mieć na podstawie twórczości autora, ale wciąż dobrze. Ten zbiór opowiadań idealnie sprawdził się jako towarzysz moich podróży. Kiedy miałam tylko niedługą chwilę mogłam otworzyć książkę i przeczytać jeden z tekstów - większość jest naprawdę dość krótkich, a przeczytanie całej książki może zająć dosłownie kilka godzin. Wrażenie robi na pewno wydanie książki. Okładka przykuwa wzrok i moim zdaniem jest naprawdę świetna. Przed każdym z opowiadań znajdziemy też mapkę z zaznaczonym miejscem akcji i ilustracją, dotyczącą danego tekstu. Bardzo mi się ten zabieg podobał.

Co do treści, to jest różnie (chyba nikogo to nie dziwi, skoro mowa o zbiorze opowiadań). Oczywiście w zależności od tekstu albo prawdziwie się wciągałam albo czytałam, tak tylko, żeby skończyć. Podobało mi się opowiadanie Dusza to szkarłatna mgła, może ze względu na inną formę (napisane jako list), ale też dlatego, że niosło spory ładunek emocjonalny, dotyczyło borykania się z traumą wojenną. I przedstawione było w ciekawy sposób, bez zbędnego patosu. Dodatkowo wrażenie zrobiło Nie masz tu więcej przyjaciół, Eugene, szczególnie po przeczytaniu historycznej inspiracji (podczas powodzi po huraganie Katrina, ubogie dzielnice Nowego Orleanu zostały celowo zatopione, tylko żeby ratować tę turystyczną część). Trochę słabiej wspominam chociażby Świętego, który moim zdaniem sprawdziłby się lepiej jako dodatek do poprzedniej książki autora. To w ogóle mógłby być dobry pomysł, żeby połączyć Drobinki nieśmiertelności z Przez stany POPświadomości w jeden tom. Obie lektury świetnie się uzupełniają, a jako osobne książki czegoś im brakuje. 

Zbiór opowiadań Drobinki nieśmiertelności pokaże Wam talent i lekkość autora do tworzenia historii. Dla fanów Jakuba Ćwieka to pozycja obowiązkowa, bo można przekonać się jak radzi sobie z krótką formą w gatunku innym niż fantastyka. Nie należy jednak nastawiać się na arcydzieło, a raczej na przyjemną rozrywkę. Miłe dopełnienie jego poprzedniej książki.

Moja ocena: 6/10


  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN.



sobota, 26 listopada 2016

Dziennik z niezwykłej podróży - „Przez Stany POPświadomości” Jakub Ćwiek i inni

Ostatnimi czasy wszystko mi się wali. Szczytem okazał się zawirusowany laptop, który wymaga formatowania. Dobrze jednak mieć mężczyznę, który użyczy komputera w potrzebie! Dzięki niemu przed Wami recenzja nowości od wydawnictwa SQN.


*Przez Stany POPświadomości*
Jakub Ćwiek, Patryk Jurek, Radek Teklak, Bartosz Czartoryski, Agata Krajewska

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* publicystyka i eseje
*Forma:* dziennik z podróży
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 412
*Wydawnictwo:* SQN
Wszak gdyby nie ona, nie byłoby „Zmierzchu”. To Rice poprzesuwała akcenty i odebrała wampirom potworność. Stąd już krok do świecenia brokatem.
*Krótko o fabule:*
Wyrusz z nami w niezwykłą podróż…

Kuba Ćwiek wraz ze swoim tatą i grupą przyjaciół – między innymi dziennikarzem kulturalnym Bartkiem Czartoryskim, reżyserem Patrykiem Jurkiem, blogerem Radkiem Teklakiem i fotografką Agatą „kreską_” Krajewską – przejechał kamperem przez Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych.
Zainspirowani dokumentalnym serialem HBO Sonic Highways ruszyli za ocean, by szukać inspiracji i opowieści między innymi w niedostępnym dla fanów biurze Stephena Kinga, na bagnach Luizjany, gdzie powstawały seriale Detektyw i Czysta krew, w kultowym studiu filmowym Troma, na schodach Rocky’ego w Filadelfii czy w Senoi pod Atlantą, gdzie od kilku lat kręcony jest serial The Walking Dead.

- opis wydawcy


*Moja ocena:*
Książki Jakuba Ćwieka zajmują dość sporo miejsca w mojej domowej biblioteczce. Zaczęło się od cyklu o Kłamcy, później doszli Chłopcy, Dreszcz i Liżąc ostrze. Bardzo lubię jego lekkie, ironiczne pióro i poczucie humoru. Zawsze podejrzewałam, że to musi być świetny człowiek i że fajnie byłoby go poznać. I dzięki książce Przez Stany POPświadomości mogłam otrzymać tego namiastkę. 
Ćwiek zebrał ekipę i postanowił wybrać się w podróż marzeń, ganiając po Stanach Zjednoczonych za odniesieniami do popkultury. Książka napisana jest jako taki dziennik z podróży, rozpoczynającej się na długo przed faktycznym wyjazdem. Kuba opisuje proces jaki przeszedł wraz ze znajomymi, aby ta wycieczka doszła do skutku. Przedstawia też w jaki sposób dołączały do niego kolejne osoby, jakie pomysły wnosiły i co chciały zobaczyć. Od razu przychodzi do głowy pytanie co ja dodałabym do listy jeżeli miałabym okazję zwiedzić miejsce w Stanach, które znamy z popkultury. 
Wydaje mi się, że nastawianie się na książką podróżniczą byłoby w tym momencie błędem. To nie jest tego typu literatura, autorzy nie skupiają się na zabytkach, kulturze i mieszkańcach. Oni po prostu zapisują swoje wrażenia i pokazują, jak małe marzenia mogą się spełniać. Bo kto z nas nie chciałby wybrać się na piwo z Jackiem Ketchumem czy usiąść w fotelu, w którym na co dzień zasiada Stephen King? Tak, im się to udało!
Większość tekstu w książce zostało napisane przez Ćwieka, ale znalazło się też miejsce na kilka słów od Bartka Czartoryskiego i Radka Teklaka. Moim zdaniem bardzo urozmaiciło to zawartość tej pozycji. Dzięki Bartkowi dowiedziałam się kilku popkulturalnych ciekawostek i zapisałam sobie wiele tytułów filmów do obejrzenia. Natomiast Radek przedstawił mi bliżej mentalność mieszkańców Ameryki i podzielił się spostrzeżeniami nie tylko związanymi z filmami, książkami i muzyką. Przybliżył codzienne życie Amerykanów („ich kawa medium to pół litra”, „mięso jest tańsze od owoców i warzyw. (...) Plastikowy pojemniczek truskawek leci po pięć dolców. To piekło.”) i zachwalał ich otwartość (wystarczał kontakt wzrokowy, a przechodzień od razu go pozdrawiał).
zdjęcie pochodzi z Facebooka, źródło
Kiedy opisujesz przygody w ciekawych miejscach nie może obyć się bez fotograficznej relacji. Na szczęście w książce zajmuje ona dość sporą część. Zdjęcia wykonane zostały w większości przez kreskę_ i Patryka. I naprawdę robią wrażenie. Żałuję tylko, że zostały potraktowane jako osobna relacja z podróży, o wiele lepiej wyobrażałabym sobie przygody grupki od razu widząc miejsca ich pobytu. To właśnie na zdjęciach widać te emocje, które opisuje Jakub. Emocje wielokrotnie zamieniające dorosłych w radujące się dzieciaki. Tak, to na pewno jest pozytywnie pokręcona ekipa!
Trochę żałuję, że często nie wiedziałam o czym autor do mnie pisze. Niby siedzę w światku popkulturowym, ale wciąż mnóstwo pozycji przede mną. I tutaj kolejny plus tej książki - ona zachęca do nadrabiania filmów. A Kuba nie rozpływa się nad kinem artystycznym, festiwalowym. On poleca klasyki, które bawią i podobają się większości. Wśród nich takie filmy jak Rocky (którego muszę obejrzeć, bo niemal nic z fabuły nie pamiętam) czy Sprzedawcy (pamiętam, że rozbawił mnie do łez, ale to kolejna pozycja, którą oglądałam lata temu). 
Jeżeli miałabym się czepiać to powiedziałabym, że książka finalnie była za bardzo prywatna. Dlatego właśnie ostrzegam przed nastawianiem się na typową literaturę podróżniczą. Kuba prowadzi dziennik, w którym opisuje wiele wydarzeń, które nie musiały znaleźć się w książce. Mnie to nie przeszkadzało, bo bardzo chciałam bliżej poznać charakter autorów i członków wyjazdu, ale rozumiem, że niektórych może to znudzić. Tak w ramach ostrzeżenia. 
Wydaje mi się, że najlepiej podczas lektury będą bawić się osoby, które się popkultura interesują. Sama ożywiałam się kiedy autorzy wspominali o znanych mi pozycjach (m.in. serial Czysta krew!). Z drugiej strony osoby, które chciałyby rozpocząć przygodę ze światem popkultury otrzymają dzięki książce swoisty poradnik, z serii „co warto znać”
Także nie pozostaje Wam nic innego jak wybrać się w szaloną podróż przez Stany kamperem, załadowanym pozytywnymi ludźmi. Miłego wyjazdu!

Jeżeli to Was nie zainteresowało to rzućcie okiem na teaser:


  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN.

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html














czwartek, 15 września 2016

Chętnie zobaczyłabym to na ekranie (część pierwsza)

Kto z Was nie wyobraża sobie wydarzeń z książki w głowie, marząc że kiedyś można będzie je przewijać i oglądać w nieskończoność? Niestety, czasami mam wrażenie, że moje marzenia dotyczące ekranizacji nigdy się nie spełnią. Z tego względu podzielę się nimi przynajmniej z Wami! Dzisiaj przedstawię kilka książek, które chętnie zobaczyłabym w formie ekranizacji.

1. Kłamca Jakub Ćwiek
 Zaczynamy z przytupem od polskiej serii książkowej autorstwa Jakuba Ćwieka. Moim zdaniem książki o Lokim idealnie nadałyby się na serial telewizyjny, ponieważ mają wszystko czego taki tasiemiec potrzebuje. Bardzo charakterystycznych bohaterów, na czele z długowłosym bogiem kłamstw, który przez cały czas żuje swój nieodłączny atrybut - wykałaczkę, a w ręce ściska pluszaka. Oprócz niego spotykamy też zgraję buńczucznych, powoli zapominanych bogów i kilku aniołów. Na dodatek Jakub Ćwiek postarał się o masę ciekawych przygód, których doświadczają postaci - z łatwością znajdzie się epizod świąteczny z gościnnym występem samego świętego Mikołaja.
W ogóle nie rozumiem dlaczego polscy twórcy nie biorą częściej na warsztat naszej rodzimej literatury, której naprawdę nie możemy się wstydzić. Szczególnie, że nasze seriale w większości są o tym samym i wieje od nich nudą na kilometry (oczywiście, nie chciałabym generalizować, bo taki Bez tajemnic to akurat bardzo dobry serial).

2. Euforia Lily King
Kojarzycie te wszystkie filmy, w których kobieta wyjeżdża w nieznane, gdzie poznaje tajemnicze plemiona, z którymi spędza jakiś czas? To Euforia mogłaby się okazać jeszcze lepszym materiałem, ponieważ tą kobietą byłoby odzwierciedlenie żyjącej w XX wieku antropolog - Margaret Mead. To już brzmi jak film, który mógłby być pretendentem do Oscara. Jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani to dodajmy, że akcja dzieje się w Nowej Gwinei, porusza problemy kolonizacyjne, ale zarazem rozlicza ze zwykłego człowieczeństwa. I nie zapominajmy, że w tym parnym klimacie rozgrywa się także wątek nieco poboczny, ale istotny, czyli trójkąt miłosny pomiędzy panią antropolog, jej mężem i dość tajemniczym mężczyzną. Na szczęście książka Lily King została bestsellerem New York Times, więc jest szansa, że taki film faktycznie dojdzie do skutku. Ja trzymam kciuki.

3. Wybrana Naomi Novik
 No dobra, sama trochę popsioczyłam na tę książkę w recenzji, chociaż wciąż uważam, że była warta przeczytania. Dlaczego więc znalazła się w tym notowaniu? A bo moim zdaniem idealnie nadaje się na animację! Według mnie, to co przeszkadzało mi w książce, czyli nieprzekonywujący bohaterowie, mogliby sprawdzić się jako narysowane postaci. Wydaje mi się, że tacy wymalowani przez zdolnych ludzi Agnieszka i Smok zyskaliby więcej wdzięku i łatwiej byłoby obdarzyć ich sympatią. I wyobraźcie sobie animację, a najlepiej anime, w których bohaterowie zaczynają rzucać zaklęcia, z tymi rozrastającymi się kwiatami! Albo w ogóle podróż do magicznego antagonisty, czyli Boru, skrywającego mnóstwo niebezpieczeństw oraz przerażających stworów! To mogłoby wyglądać naprawdę cudownie.

4. Saga księżycowa, Marissa Meyer
 Tutaj typowo wychodzi mój fangirling, musicie mi, starej, wybaczyć. Ostatnio panuje duży boom na ekranizowanie fantastycznych powieści młodzieżowych. Niektóre okazują się sukcesem (jak Igrzyska śmierci), inne niewypałem (jak seria o Percym Jacksonie). Wciąż więc jest nadzieja, że i Saga księżycowa doczeka się swojej ekranizacji. Sama wciąż nie mogę się zdecydować czy wolałabym serial czy film, jednak przechylałabym się na szalę tego drugiego. Serial mógłby wydać się za bardzo mdły i poszatkowany. Za to filmów musiałoby się ukazać pięć, ponieważ Winter jest taką cegłą (800+ stron), że trzeba by podzielić ją na pół. Wydaje mi się, że ta ekranizacja mogłaby okazać się sporym sukcesem, jako że całość oparta jest na znanych ogółowi bajkach z dzieciństwa. Do tego dochodzi klimat Gwiezdnych wojen połączonych z Czarodziejkami z Księżyca - to naprawdę mogłoby się udać!

5. Dygot Jakub Małecki
 Chciałoby się powiedzieć, last but not least. Jedna z ostatnio przeze mnie przeczytanych książek, która idealnie nadałaby się do polskiego kina.Wielu współczesnych twórców w naszym kraju lubi takie historie rodzinne, które kryją w sobie coś więcej. Już widzę jak można by oddać klimat powieści samymi zdjęciami czy muzyką! To jest naprawdę bardzo ciekawy materiał i mam nadzieję, że ktoś weźmie go na warsztat. Mogłoby wyjść ciekawe kino spod szyldu tych artystycznych, mrocznych i z klimatem. A ja obiecuję, że na pewno pojawię się wtedy w kinie.


Mam nadzieję kontynuować ten cykl co jakiś czas na moim blogu. A Was pytam: co Wy byście chcieli zobaczyć na ekranach, tych dużych i tych małych?

piątek, 24 czerwca 2016

Rock'n'roll w polskiej fantastyce, czyli 'Dreszcz' Jakub Ćwiek

Pora na kolejną recenzję książki Jakuba Ćwieka! Mam w planach być kiedyś na bieżąco z jego nowościami, trzymajcie kciuki, żeby się udało.
*Dreszcz*
Jakub Ćwiek

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #1
*Rok pierwszego wydania:* 2013
*Liczba stron:* 285
*Wydawnictwo:* fabryka słów

" - Co mi się stało? - zapytał.
- Wersja dugo czy krótko?
- Krótka.
- Pieron cie ciulnoł. "
*Krótko o fabule:*
Ryszard Zwierzchowski to podstarzały rockandrollowiec. W głowie mu tylko pykanie na gitarze, popijanie browarków i rozkoszowanie się życiem. Pewnego dnia dostaje mu się... piorunem. I to zmienia wszystko, bo od tej pory Rychu ma dziwne moce. Pytanie, co z nimi zrobi?

*Moja ocena:*
Zawsze powtarzam, że Ćwieka uwielbiam. Dlatego czasem się wstydzę, bo nie przeczytałam wszystkich jego książek. Wciąż przede mną Ciemność płonie i nowe Grimm City! W międzyczasie postanowiłam w końcu sięgnąć po zalegającego wiele lat na półce Dreszcza. A co dostałam?
Ćwieka z p... przytupem! Książki, które czytałam wcześniej mogłabym polecić wszystkim, bo uważałam je za kupę frajdy z świetnymi bohaterami. Co do Dreszcza to uważam, że jednak młodzież mogłaby się trochę zgorszyć. Nie mam tu na myśli wulgaryzmów, które są raczej powszechne we wszystkich książkach Ćwieka. Oprócz nich można tutaj znaleźć alkohol, krew, rasizm, obrażanie religii czy polityki. Jeżeli ktoś po tym opisie odpuszcza, to rozumiem. Ja jednak wciąż dałam się porwać Ćwiekowi. 
Już tak mam z tym autorem, że po prostu dobrze spędzam z jego twórczością czas. Często zadziwiam się jak on potrafi budować zdania, które są czasem tak złośliwe czy nawet obraźliwe, a zarazem tak inteligentnie wprowadzone.
Podobał mi się pomysł zaprezentowania polskich superbohaterów i złoczyńców. Szczególnie, że autor zrobił to bardzo realistycznie i nie bawił się w jakieś patosy i wzdychanie. Mamy podstarzałego Rycha, który do baranków i obrońców ludzkości raczej nigdy nie należał. I nagle dostaje moce, z których sam pewnie nie wiedziałby jak skorzystać. Dlatego wprowadzono postać Benjamina, jego majordomusa. Widać tutaj wzorowanie się na znanych nam historiach o superbohaterach i różnych komiksach (których niestety nie znam, chociaż mam w planach kiedyś się za nie zabrać!).
źródło
 Co do bohaterów to najbliżej poznajemy Rycha, który jest jaki jest, ale i tak go polubimy. Chociaż przychodzi to ciężej niż obdarzenie sympatią takiego Lokiego czy Kędziora, to wciąż jest typ bohatera, których Ćwiek lubi kreować. Do tego jest Alojz, kumpel głównej postaci. Muszę przyznać, że znowu podobał mi się realizm przy wprowadzeniu tego górnika. Trudno też nie wspomnieć tutaj o śląskich wtrąceniach, które czasami nastręczyły mi problemu ze zrozumieniem, ale nigdy takiego z którego zaraz bym nie wyszła. Ogólnie brawo za wprowadzenie gwary w taki sposób, że czytelnik czyta to z ich typowym zaciąganiem, a jednocześnie wie o co chodzi! Najbardziej płasko wypadł Benjamin, trzeci najważniejszy bohater historii. Wydaje mi się jednak, że jego przeszłość może będzie przedstawiona w kolejnej części? Na pewno chciałabym wiedzieć więcej.
Problem z książką mam taki, że spodziewałam się jeszcze więcej. Dlatego, że Kłamcę uważam za cudeńko, Chłopców uwielbiam i myślałam, że Dreszcza też pokocham. A spędziłam z nim miło czas i nic poza tym. Na dodatek uważam, że całość była trochę nierówna. Jeden poważny, prowadzący rozdział i kilka krótkich epizodów to trochę mało. Nie załamuję się jednak, bo druga część czeka na półce i może ona podniesie moje wrażenia na temat tego dziwnego superbohatera. 

Moja ocena: 6/10

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html


środa, 2 grudnia 2015

#57 - 'Chłopcy 4. Największa z przygód' Jakub Ćwiek

Akcja BookAThonowa trwa w najlepsze. Na razie poszło mi bardzo dobrze, bo w poniedziałek przeczytałam Chłopców 4, a wczoraj skończyłam Złoty Kompas. Dzisiaj zabrałam się za Proces Kafki, jednak wątpię, że zdążę go przeczytać. Z jednej strony późno wróciłam z uczelni, a z drugiej musiałam wybrać - albo napiszę notkę z recenzją albo zabiorę się za czytanie. Postanowiłam jednak zjawić się na blogu, bo gdy nagromadzą mi się przeczytane pozycje to nie będę pamiętać co chciałam o nich napisać. Dzisiaj słów kilka o Chłopcach!

*Chłopcy 4. Największa z przygód*
Jakub Ćwiek

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2015
 *Liczba stron:* (w moim wydaniu) 395
*Wydawnictwo:* SQN


"Czasami jest tak, że nie widzisz, dopóki nie wiesz, na co masz patrzeć."

*Krótko o fabule:*
O fabule dzisiaj nie będzie, jako że opis musiałby zawierać spoilery z poprzedniej części.



*Moja ocena:*
Książkę kupiłam w tym samym tygodniu, w którym została wydana, byłam nawet na spotkaniu z autorem i dostałam autograf (swoją drogą Jakub Ćwiek to wspaniały gościu!). Jednak musiała trochę przeleżeć na półce. Znacie pewnie to uczucie kiedy książka kusi, a jednocześnie żal Wam po nią sięgać, bo wiecie, że to już ostatnia część przygód? Tak miałam z najnowszymi Chłopcami, do tego stopnia, że mój Luby przeczytał ją jako pierwszy.
Jednak w ramach BookAThonu pożarłam ją w jeden dzień. Nie ma co się dziwić - książka jest po prostu taką jedną, ogromną przygodą. Wspaniałe jest to, że czytelnik od pierwszych stron czuje się ponownie wrzucony w wir zdarzeń i szybko odświeża sobie historię z poprzednich tomów. Tutaj akcja leci na łeb na szyję już od początku i napięcie będzie nas trzymało do ostatnich stron.
Ogólne wrażenie, jakie wywołała na mnie książka ma słodko-gorzki posmak. Z jednej strony niektóre sceny, pełne rodzinnej miłości między ekipą Chłopców i Dzwoneczkiem, a z drugiej trudny temat dorastania. W pewnym momencie zaszkliły mi się oczy i nie mogłam uwierzyć, że historia niektórych bohaterów potoczy się w dany sposób. Jednocześnie miałam świadomość, że to najlepszy wybór ze strony autora. 
Co do bohaterów to muszę przyznać, że już się za nimi stęskniłam. Szczególnie za Kędziorem! Matko, jaki ten człowiek jest zaje*isty! Trudno inaczej to określić, niektóre wypowiadane przez niego kwestie czytałam po kilka razy i zaśmiewałam się w głos. Pojawiają się również postaci z poprzednich tomów, jak Mat, zwany tutaj Bruzdą czy ksiądz Jan. Podobał mi się ten zabieg, bo czasami podczas czytania zakończenia nachodzą mnie myśli co się stało z masą pobocznych bohaterów z książek.
Niemałym zaskoczeniem okazał się Pan Proper. Przyznam, że od początku ten kot wydawał się dość specyficzny i byłam ciekawa czy za tym coś się kryje. Nie spodziewałam się jednak, że będzie to postać do tego stopnia istotna.
Całą resztę również uwielbiam. Dzwoneczek jest ostrą laską, a do tego opiekuńczą matką, gotową do wielu wyrzeczeń dla swoich Chłopców. Stalówka zawsze kojarzył mi się z takim cichym twardzielem, który w każdym przypadku trzyma rękę na pulsie (w ramach tego tomu to akurat zabawne określenie ;)). Milczek jest idealnym dopełnieniem Kędziora. Ta dwójka razem zawsze stwarza kłopoty, okraszając to genialnym tłumaczeniem migania Milczka przez jego brata. Kolejnym dobrym tandemem jest Kruszyna i Pan Proper. Po ciemnej stronie mocy też jest tutaj ciekawie. Bo i Piotruś Pan zachowujący się dziecinnie, ale z nutką fanatyzmu, szukający największej z przygód, i Cień, i Wendy dostają w książce wiele czasu.
Jak już wspominałam, uważam, że przygody Chłopców zakończyły się w idealnym momencie. Podoba mi się podejście autora do problemu dorastania i nie wyobrażam sobie, żeby bohaterowie na końcu postąpili inaczej. Jestem bardzo ciekawa zbiorów opowiadań, o których wspominał Jakub Ćwiek podczas spotkania. Szczególnie tego o Skrócie - do tej pory fascynuje mnie jego natura. Czasami zachowuje się wręcz jak żywy organizm i chętnie poznam go dokładniej.
Krótko, ale z ogromnym uznaniem, pochwalę wydawców. Obrazek pana Propera w Największej z przygód jest moją ulubioną oprawą z serii, a wszystkie naprawdę mi się podobają. Jestem ogromną fanką tych utwardzanych okładek i czerwonej zakładki. A co rozdział czekałam na kolejną ilustrację pana Szlapy. Gratulacje!
Cała seria Chłopców to po prostu kupa dobrej zabawy. Co prawda, numerem jeden pozostanie dla mnie Kłamca, jednak nie zmienia to faktu, że Jakub Ćwiek idealnie trafia w mój typ humoru. Trzeba też przyznać, że wulgaryzmy mnie nie odstraszają, a nawet dodają charakteru (szczególnie Kędziorowi - jego zdanie bez przekleństwa brzmiałoby podejrzanie!). Dlatego chociaż może nie być to literatura dla wszystkich to na pewno znajdzie się grupa, która będzie się świetnie bawić i do nich teraz krzyczę: BANGARANG!


A Wy, co myślicie o Chłopcach?

czwartek, 29 października 2015

#48 - 'Kłamca. Papież sztuk' Jakub Ćwiek

Internet mnie chyba kiedyś wykończy. Siedzę sobie spokojnie w domu, popijam bananowe brownie kawą w ulubionej szklance, a tu nagle - BACH! ktoś wrzuca zdjęcie z Ćwiekiem, zrobione podczas Targów w Krakowie. Niemal się nie zakrztusiłam z zazdrości. Ale to nie koniec, nagle te zdjęcia zaczęły się rozmnażać! Resztę pysznego ciacha oddałam Lubemu i poczłapałam się pocieszyć. Jedynym sensownym sposobem był powrót do świata Lokiego ;) 

*Kłamca. Papież sztuk*
Jakub Ćwiek

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2015
 *Liczba stron:* (w moim wydaniu) 301
*Wydawnictwo:* SQN



"Ładne, duże oczy mamusi, te rozumiane dosłownie i w przenośni, były najczęstszą przyczyną powstawania bogów."





*Krótko o fabule:*
"
Loki – nordycki bóg kłamstwa na usługach aniołów, musi się zmierzyć z jednym z największych swoich wrogów. W dodatku na własne życzenie, bo wszystko wskazuje na to, że Dezyderiusza Crane’a, samozwańczego boga popkultury, stworzył omyłkowo nie kto inny jak Loki właśnie. Rozpoczyna się gra z czasem, tym trudniejsza, że z każdą chwilą nowy bóg coraz lepiej poznaje swoje możliwości. Jego główną mocą jest kontrola nad narracją, a nawet… nad całą opowieścią."  


*Moja ocena:*
 Od powstania pierwszej części Kłamcy minęło już dziesięć lat! Ja co prawda z twórczością Ćwieka mam styczność od jakichś pięciu i od tego czasu niezmiennie jego książki sprawiają mi kupę frajdy. Nie potrafię wytłumaczyć czym jest spowodowana ta sympatia do autora. Może przez jego liczne artystyczne zainteresowania? To, że oprócz pisania książek jest w stanie też zagrać w małym spektaklu o Kłamcy? To, że jest tak bezpośredni w swoim stylu pisarskim? Może dlatego, że nasze rodzinne domy dzieli jakieś 15 kilometrów? A może przez pomysły, które tak cudownie nawiązują do popkultury? No nie wiem. Pewne jest tylko to, że przy książkach Ćwieka zawsze bawię się przednio ! 
Od Kłamcy wszystko się zaczęło, więc powrót do jego uniwersum od początku sprawił mi przyjemność. Szczególnie, że fabuła rozgrywa się w czasie, gdy Loki współpracuje z Bachusem i Erosem, a ta trójka zawsze ląduje w niezłych tarapatach. Tym razem tytułowy bohater sam zgotował sobie taki los - sprzedał historię swojego życia producentom, którzy zebrali ekipę i stworzyli na tej podstawie serial. A kto jak kto, ale my przecież wiemy, że tasiemce o superbohaterach sprzedają się jak świeże donuty wśród amerykańskich policjantów.
Loki piwa nawarzył, więc zamierza je też wypić. Okazuje się jednak, że nowy bóg, bóg popkultury, po rodzicu odziedziczył spryt i nie będzie łatwo go złapać. Pomysł na antybohatera kupił mnie od samego początku, kiedy to okazało się, że Dezyderiusz Crane w głowie słyszy narrację z offu na temat swojego życia. Kłótnie między postacią a jego alter ego były prześmieszne! Okazuje się jednak, że Ćwiek poszedł jeszcze dalej jeżeli chodzi o zabawę formą. Oprócz dwóch poziomów narracji, możemy też znaleźć krótki komiks, który jest ciekawą alternatywą dla czytelnika - możemy sobie wybrać czy wolimy poznać kolejne wydarzenia na podstawie komiksu czy w tradycyjny sposób, opisany przez autora. A już pomysł na pokonanie Dezyderiusza, kiedy bohaterowie przenoszą się jakby do innego wymiaru, z dwoma walczącymi ze sobą narratorami mnie zachwycił po prostu!
Bardzo cieszy mnie fakt, że autor nie rezygnuje z opisywania przygód Lokiego. Jest to postać tak barwna, z tym jego ostrym językiem, wykałaczką w ustach i pluszowym misiem pod pachą, że zawsze dobrze spędzam czas w jego towarzystwie. Bohaterowie u Ćwieka są bardzo charakterystyczni. Bachusowi (bóg wina) ciągle podwija się noga, ale nie przestaje starać się zadowolić szefa (jakby co zawsze ma w zanadrzu piersióweczkę na zatopienie smutków), a towarzyszący mu Eros (bóg miłości) olśniewa wszystkich swoją aparycją a la Brad Pitt. Każda nowo poznana osoba ma w sobie coś, co ją wyróżnia i to w kreowaniu bohaterów książkowych bardzo cenię. 
Dodać muszę, że zagranie z kostiumem królika pochodzącym z filmu Donnie Darko mnie rozwalił! Bo film uwielbiam i fakt, że Ćwiek tak idealnie wplótł ten tytuł w swoje opowiadanie wprawił mnie w euforyczny stan :)
Ten tom opowiadania o Kłamcy polecam oczywiście wszystkim jego fanom. Jeżeli podobały Wam się wcześniejsze pozycje ta powinna być odebrana równie dobrze. A samo opowiadanie to nie wszystko, bo... autor umieścił tutaj również rozdział "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Lokim... ale nie chce się Wam ruszyć tyłka na spotkanie autorskie". Po lekturze tych kilkudziesięciu stron poczułam się jeszcze bliższa pisarzowi, naprawdę uważam, że to po prostu jest spoko gościu. Każdy jego fan powinien się zapoznać z Kłamcą. Papieżem sztuk chociażby dla poznania tych kilku interesujących faktów z życia autora. Na pewno ciekawi Was jak zaczynał i kto był jego pierwszym redaktorem. Tego się dowiecie w tej książce właśnie. A że samo opowiadanie jest równie świetne co pierwsze tomy o przygodach Kłamcy to nie pozostaje nic innego jak biegiem udać się do księgarni i przygarnąć swój egzemplarz!

wtorek, 4 sierpnia 2015

#25 - 'Chłopcy 3. Zguba' Jakub Ćwiek

Nie było mnie tu jakiś czas, ale pisałam już Wam, że wszystko przez Woodstock. Byłam drugi raz i wciąż uważam, że to najpiękniejszy festiwal świata. Mam nadzieję, że uda mi się wrzucić kolejną notkę o którymś z zespołów grających na tegorocznym Woodstocku.
A pozostając trochę w klimacie przeczytałam kolejną część Chłopców Jakuba Ćwieka. O pierwszych dwóch pisałam (niewiele) na portalu lubimyczytać. Do tego jeszcze chyba nie wspominałam, ale kocham serię o Kłamcy tego autora. No, ale jak wrażenia po Zgubie?


*Chłopcy 3. Zguba*
Jakub Ćwiek

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2014
 *Liczba stron:* (w moim wydaniu) 346
*Wydawnictwo:* SQN


"- Jak matka znajdzie to u ciebie, młody, obaj mamy przesrane jak toi-toi na pielgrzymce."



*Krótko o fabule:*
"Krótkie wakacje Dzwoneczka nieomal kończą się tragedią. Gdy wróżka budzi się po wielomiesięcznej śpiączce, odkrywa, że całe życie, jakie znała, to tylko twór podświadomości, a prawda jest… zupełnie inna. Jaką rolę w intrydze odgrywa Cień i sam Piotruś Pan? I gdzie podziali się Chłopcy? Za odpowiedzi na te pytania Dzwoneczek będzie musiała zapłacić wysoką cenę. O ile w ogóle zdąży je poznać…"  


*Moja ocena:*
 Za trzecią część Chłopców zabierałam się przez długi czas. Dwie poprzednie części wspominam bardzo przyjemnie, ale po prostu nie miałam jakoś ochoty na ten typ humoru. Jakże się zdziwiłam, kiedy się okazało że trzecia odsłona przygód członków Nibylandii tak różni się od poprzedników.
Seria zaczęła się tak jak książki o Kłamcy - od dwóch tomów opowiadań. I to jakich opowiadań! Zabawnych, z jajem, barwnymi postaciami i świetnym pomysłem. No bo trzeba mieć nierówno pod sufitem (wybacz Jakub!), żeby wymyślić coś takiego! Piotruś Pan jako kompletny świr, Dzwoneczek jako szefowa gangu Chłopców z Nibylandii? Akcja rozgrywająca się w wesołym miasteczku, rządzonym przez dorosłych, którzy pozostali jednak dzieciakami, jeżdżącymi na motocyklach w skórzanych kurtkach? Dodajmy do tego styl pana Ćwieka i mamy naprawdę bombę czytelniczą!
Przyznam jednak, że ta część mnie zadziwiła. Nie ma już tutaj tak kolorowych przygód, tyle śmiechów i braterstwa. Autor zdecydowanie postanowił dać kopa swojemu światu przedstawionemu i zamiast zbioru opowiadań mamy do czynienia z pełnowymiarową fabułą. Czy to dobrze? Oczywiście, że tak. Wiadomo, że krótkie historyjki z życia Chłopców były świetną lekturą, jednak ja zawsze wolę konkrety. I do tego klimat tej książki jest zdecydowanie cięższy od poprzedników. Czytając niektóre fragmenty serce mi się krajało na myśl o moich biednych ulubionych bohaterach. To kolejny plus napisania najpierw opowiadań - zżyłam się dzięki nim z Dzwoneczkiem, Kędziorem, Milczkiem i całą resztą na tyle, że od razu przejęłam się ich losem w tej części. 
Podoba mi się wprowadzenie pewnej dozy mroku w niektóre fragmenty powieści. Szczególnie podczas pierwszej 'akcji' Piotrusia Pana w naszym świecie. Jest krwawo, chwilowo obleśnie, brutalnie. A autor z opisami tych sytuacji radzi sobie jak ryba w wodzie. Skoro już o tym mowa, to muszę wspomnieć, że bardzo mi pasuje styl Ćwieka. Nie jest on szczególnie wyszukany, a nawet można powiedzieć, że dość prosty, a przez to przystępny dla czytelnika. Dzięki temu człowiek czyta z szybkością karabinu maszynowego, widząc wszystkie sytuacje od razu oczami wyobraźni. Uwielbiam również wszelkie nawiązania do popkultury - już w Kłamcy było widać, że autor lubi wtrącać od siebie kilka tytułów filmów czy muzyki. Muszę jednak przestrzec niektórych - Chłopcy (a szczególnie ta część) nie są lekturą dla młodych czytelników. Jeżeli przeszkadza Ci przemoc, wulgarny język czy sceny erotyczne odpuść sobie tę pozycję. Ale jeżeli istnieje szansa, że to przebolejesz to sięgaj po Chłopców jak najszybciej!
Nie mogę pisać o tej serii bez wspominania przepięknego wydania. Uwielbiam okładkę, która jest usztywniana, ale nie twarda. Uwielbiam małą czerwoną wstążkę, która służy za zakładkę. Uwielbiam to, że na okładce są zawsze elementy, które błyszczą, gdy patrzy się na nie pod słońce. I uwielbiam, UWIELBIAM szkice znajdujące się w środku. Matko jedyna jakie one są piękne. Na dodatek pojawiają się w każdym rozdziale. To zdecydowanie jedno z najpiękniejszych wydań książkowych!
Pozostaje mi tylko czekać na kolejną część Chłopców, która ma ukazać się na jesieni. Nie mogę się doczekać aż poznam zakończenie tej historii. I muszę mieć całą serię na półce!

Zapomniałabym dodać! Chwała autorowi za piękną dedykację dla Robina Williamsa, który wcielał się w rolę Piotrusia Pana wiele lat temu. I za podziękowania. Naprawdę czuć było autentyczność w tym co pan Ćwiek napisał.

Moja ocena: 8/10

Czytaliście coś Jakuba Ćwieka? Jeżeli nie, to na pierwszy rzut polecam Kłamcę, od którego sama zaczęłam. Chociaż podejrzewam, że Chłopcy potrafią też zaczarować czytelników.

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka