Wojna makowa
Rebecca F. Kuang
Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2018
Liczba stron: 637
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Wojna nie rozstrzyga, która strona ma słuszność. Wojna rozstrzyga, która strona przetrwa.
Kiedy jesteś sierotą wojenną świat ma dla ciebie głównie pogardę, odrzucenie, brutalność i ból. Czasem, jeśli akurat masz szczęście, obojętność. Jeśli natomiast do tego jesteś dziewczynką, szczęście ma twoja przybrana rodzina. Zawsze może ubić interes i sprzedać cię na żonę jakiemuś zamożnemu staruchowi.
Rin doświadczyła tego wszystkiego. Jest nikim, jej życie nie ma dla nikogo żadnego znaczenia, nikogo też nie obchodzi jej los. Jeśli chce wydostać się z rynsztoka, w którym się wychowała, ma tylko dwie drogi. Pierwsza wiedzie przez łóżko obmierzłego starca. Druga, przez bramę Akademii Sinegradzkiej elitarnej szkoły wojskowej. Aby podążyć tą drugą drogą, Rin zrobi wszystko, co tylko leży w ludzkiej mocy. A nawet więcej.
Rebecca F. Kuang jest już dość popularna w literackim świecie, a szczególnie w mojej bańce. Kojarzę właściwie wszystkie jej książki. Najwięcej dobrego słyszałam o Babel, które wciąż czeka na mojej półce. Jej pierwszą wydaną powieścią była Wojna makowa, czytałam też Yellowface, choć to akurat książka z zupełnie innego gatunku. Próbowałam również słuchać Katabazy, ale ostatecznie się poddałam. Ciekawił mnie jednak jej debiut, który wprowadził ją do grona autorek fantastyki, które zdecydowanie warto śledzić.
Książka rozpoczyna się dość schematycznie – mamy sierotę wychowywaną w nieszczęśliwych warunkach, która postanawia wyrwać się z tego otoczenia. Wkłada mnóstwo pracy w to, żeby zdać egzamin na prestiżową uczelnię i zmienić swoje życie. Udaje jej się i trafia do otoczenia dzieci bogatych rodziców, którzy od najmłodszych lat inwestowali w ich edukację. Rin musi więc odnaleźć się w świecie, do którego zdecydowanie nie należy.
Kuang odważnie kreuje swoją fabułę. Wydawałoby się, że temat uczelni i różnych zajęć to materiał na całą książkę. Tymczasem zajmuje on jedynie około jednej trzeciej powieści, po czym autorka rzuca czytelnika w wir wojny. Mam wrażenie, jakby były to niemal dwie osobne książki. Pierwsza przypomina bardziej powieść młodzieżową – Rin jest wtedy jeszcze nastolatką, a my obserwujemy jej zmagania z nauką, rywalizacją, dokuczaniem w szkole, wyborem ścieżki edukacji i nawiązywaniem przyjaźni. Najlepiej działa w tej części wątek związany z różnymi drogami kariery, a szczególnie droga tajemniczej „tradycji”. Dobrze wypada również sposób, w jaki autorka wyjaśnia zasady rządzące światem przedstawionym – przykładowo poprzez zajęcia ze strategii, na których omawiane są poprzednie wojny. Ta część stanowi więc przede wszystkim przygotowanie do tego, co wydarzy się później.
Po przedstawieniu bohaterów i świata autorka przechodzi do meritum, czyli momentu rozpoczęcia wojny. Moim zdaniem ten przeskok jest dość nagły i nie daje poczucia zakończenia pewnego etapu, jakim była nauka. Tak jakby autorka spieszyła się, żeby w końcu opowiadać o czymś większym niż szkolne perypetie bohaterki. Książka zmienia wtedy rytm – to już nie jest młodzieżowa opowieść, ale brutalna powieść wojenna, w której fantastyka zaczyna przeplatać się z bardzo realistycznymi obrazami przemocy. Kuang czerpie przy tym z historii XX-wiecznych Chin. Szczególnie brutalne wydarzenia przedstawione w powieści są inspirowane rzeczywistymi zbrodniami z czasów wojny chińsko-japońskiej, między innymi masakrą nankińską oraz działalnością Jednostki 731. Dzięki temu brutalność tej części ma dodatkowy ciężar, choć momentami miałam wrażenie, że autorka wręcz prześciga się w pomysłach na coraz bardziej makabryczne sceny. Graficznych opisów okrucieństwa jest tak dużo, że chwilami przestają robić na mnie takie wrażenie, jakie prawdopodobnie miały wywoływać.To, co w Wojnie makowej najmocniej przyciągnęło moją uwagę, to element magiczny. Bohaterowie zażywają opium, żeby wejść w kontakt z bogami z Panteonu, a wybrani szamani mogą korzystać z ich mocy. Ciekawie działa tutaj również pomysł, że magia nie jest czymś, co można wykorzystywać bez konsekwencji – kontakt z bogami ma swoją cenę i może prowadzić do utraty kontroli nad własnym umysłem. Jednym z najmocniejszych elementów książki jest motyw więzienia dla emerytowanych szamanów, którzy po latach korzystania z boskich mocy postradali zmysły.
Co do bohaterów, ich kreacja jest w porządku, chociaż nie jest to moim zdaniem najmocniejszy element książki. Rin ma dobrze nakreśloną przeszłość, w której czai się tajemnica. Jest odważna, wyszczekana i z uporem walczy o swoje – ma wiele cech typowej bohaterki fantastyki. Obserwujemy, jak te cechy zmieniają się pod wpływem wojny. Jej determinacja stopniowo przeradza się w obsesję na punkcie siły i zemsty. To interesujący, choć znowu dość nagły, kierunek rozwoju postaci.
Na drugim planie pojawia się kilku interesujących bohaterów. Wokół Rin kręci się między innymi jej rywal Nezha, dowódca Altan oraz przyjaciel z czasów szkolnych, Kitaj. Niestety większość z nich została naszkicowana dość zdawkowo i miałam poczucie, że mogliby dostać od autorki trochę więcej przestrzeni. Podoba mi się natomiast to, że relacje między bohaterami nie są podporządkowane wątkowi romantycznemu – znacznie ważniejsze okazują się przyjaźń, rywalizacja, lojalność i wspólne doświadczenia wojenne.
Wojna makowa jest też mocno nasycona scenami akcji, przez co historia wciąga i czyta się ją bardzo szybko. Jednocześnie pod warstwą fantastycznej przygody Kuang umieszcza sporo cięższych tematów – wojnę, zemstę i konsekwencje przemocy. Nie wszystkie te elementy zadziałały na mnie równie mocno, ale doceniam ambicję autorki i to, jak wiele udało jej się zmieścić w debiutanckiej powieści.
Zabieram się od razu za kontynuację!
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.