Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dożywocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dożywocie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2019

Nie taki diabeł straszny, jak go malują - „Oczy uroczne” Marta Kisiel



*Oczy uroczne*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2019
*Liczba stron:* 320
*Wydawnictwo:* Uroboros
[...] najważniejsze, żeby człowiek miał w życiu kogoś takiego, przy kim nie musi otwierać ust, jeżeli nie chce. Kogoś takiego, komu nawet nie musi niczego tłumaczyć, bo ten ktoś po prostu wie. Rozumie. I niczemu się nie dziwi. [...] Nie ma takiego nieszczęścia, z którego nie dałoby się wygrzebać we dwoje, skarbeńku. Tylko musi trafić swój na swego. Swój na swego.


*Krótko o fabule:*
Wraz z nieoczekiwanym atakiem zimy nadciągają równie niespodziewane kłopoty. Ktoś lub coś grasuje po okolicy, atakując przypadkowe osoby. Tymczasem Bazyl wyraźnie coś knuje i w tej intrydze niespodziewanie zyskuje sprzymierzeńca, zaś przyjaźń Ody z Rochem zostaje wystawiona na poważną próbę. Lecz wszystko to blednie w obliczu tajemnic sprzed wielu lat, jakie skrywa pobliski cmentarz — i niewielki staw w samym sercu ciemnego lasu. Nadciąga czas nieprzejednanej nocy. Czas śmierci.
- opis wydawcy


*Moja ocena:*
Po skończeniu lektury pomyślałam od razu: jak to dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają. Czas gna do przodu, a na książki Ałtorki (pisownia zamierzona, fani wiedzą) nadal można liczyć. Podniosą na duchu, zaangażują, rozczulą, a po odłożeniu wzbudzą tęskne uczucia. Co prawda mówiąc o stałej jakości tych książek mam na myśli raczej powieści/części cyklu, które są dłuższymi formami. Wspominam o tym, ponieważ niedawno czytałam zbiór opowiadań Marty Kisiel, który nie do końca przypadł mi do gustu, ale Oczy uroczne nadrobiły to z nawiązką.

Książka ta jest trzecią częścią cyklu rozpoczynającego się od Dożywocia. Jest z nim jednak dość luźno związana i jakby ktoś się uparł to mógłby przygodę zacząć właśnie od Oczu urocznych. Tylko po co zabierać sobie dodatkową zabawę? - przecież Dożywocie jest takie świetne! Także wybór należy do Was, ja jednak radzę czytać wszystko co Kisiel napisała, bo to jest tak przyjemne, że szkoda odbierać sobie okazję do spędzenia miłych chwil przy lekturze. Zmierzam jednak do tego, że to, co wypadałoby znać przed Oczami urocznymi to na pewno opowiadanie Szaławiła, znajdujące się m.in. w zbiorze Pierwsze słowo. To w nim znajduje się wstęp do przygód Ody, tam poznamy okoliczności poznania się bohaterów Oczu urocznych i sposób w jaki ich dom znalazł się właśnie w tym miejscu pośrodku lasu.

źródło - Koszulki, na których widnieje Licho i Bazyl
Oda Kręciszewska to świetna nowa bohaterka. Kobieta około czterdziestoletnia, ze sporym bagażem doświadczeń, dobrym sercem i ciętym językiem, której trudno nie polubić. Autorka ponownie wprowadza nadprzyrodzonego towarzysza głównej postaci. Tym razem zamiast anioła z celofanowymi włosami i cieplutkimi bamboszkami poznamy czorta Bazyla, który z daleka przypomina zwykłą kozę, jednak po bliższym poznaniu okaże się najprawdziwszym diabłem. Diabłem, który ma niesamowitą wadę wymowy i który w kwestii rządzenia piekłem nie podziela wizji swojego ojca. Od czarcich rozrywek woli zabawy z psem i zajadanie się plackami ziemniaczanymi. Rozumiecie zatem, że to taka nowa wersja Licha. I z całą sympatią jaką darzę anioła, to Bazyl w niczym mu nie ustępuje - to ponownie świetny towarzysz głównej postaci.

Lekkim zaskoczeniem było dla mnie wprowadzenie wątku miłosnego. We wcześniejszych książkach romanse owszem, pojawiają się, jednak to dopiero tutaj poczułam, że pełni on trochę większą rolę niż zazwyczaj. Od razu rozwieję wątpliwości i przyznam, że poprowadzenie wątku jak najbardziej spełniło moje oczekiwania. Brak zbędnej słodyczy, nieoczywiste wybory, a dodatkowo nadprzyrodzone przeciwności losu sprawdziły się w stu procentach.

Ponownie Marta Kisiel świetnie radzi sobie z malowaniem swojego świata przedstawionego. Język, którym napisana jest powieść jest barwny, opisy plastyczne, a humor ponownie trafia w punkt. W tej kwestii autorka udowodniła nam, że można na nią liczyć.

W Oczach urocznych więcej jest niż w poprzednich częściach cyklu elementów fantastycznych. Las, otaczający dom Ody zdaje się tętnić magią, o czym na każdym kroku przypomina Roch, a to wbijając tajemnicze gwoździe w bele domu a to przynosząc rzeczy, które mają odstraszyć złe duchy. Główna oś fabularna jest ciekawa, przyznam że element zaskoczenia był w moim przypadku przewidziany, co nie zmienia faktu, że bawiłam się przy lekturze świetnie.

Cóż ja mogę powiedzieć? Uwielbiam książki Marty Kisiel i niech niebiosom będą dzięki, że trafiłam kiedyś na pierwszy tom Dożywocia. Gdy już się jedną przeczyta to nie sposób nie interesować się resztą. Ten cykl to zdecydownie jedna z najlepszych rzeczy na poprawę humoru - lekko, zabawnie, z niebanalnymi postaciami fantastycznymi i sympatycznymi bohaterami. Pozostaje tylko czekać na kolejne książki Kisiel!


Moja ocena: 8/10


środa, 9 listopada 2016

Licho nie śpi, a czytelnicy dobrze się bawią - „Siła niższa” Marta Kisiel

Praca pochłania mnie niczym gąbka i tylko czekam kiedy mnie wyciśnie, żebym zdążyła nabazgrać dla Was jakąś recenzję. Dziś miałam chwilę oddechu, więc przed Wami nowa książka Marty Kisiel. A w najbliższym czasie nowy Harry Potter i Przez stany POPświadomości. Mam nadzieję, że czekacie ? :)

*Siła niższa*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #2
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 319
*Wydawnictwo:* Uroboros
Bo w bamboszkach nie sposób być niemiłym. A kiedy ty jesteś miły dla innych, to inni są mili dla ciebie. Tak działa ten świat. Alleluja.
*Krótko o fabule:*
Kontynuacja kultowego Dożywocia. Wymęczony codzienną rutyną, za to oswojony z niecodziennymi zjawiskami Konrad Romańczuk odkrywa, że nie jest jedynym posiadaczem anioła stróża, a dwie takie istoty pod jednym dachem to dopiero początek kłopotów.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Twórczość Ałtorki (bo tak Martę Kisiel nazywają jej fani), podbiła moje serce, można powiedzieć, że od pierwszego przeczytania - w marcu tego roku. Zaczęło się właśnie od pierwszej części Dożywocia, które szturmem wtargnęło w moje gusta literackie, zaspokajając apetyt na humor i słodycz, które wręcz wypływały z kart powieści. Nomen omen również mnie zadowoliło, więc z niecierpliwością przebierałam nóżkami na Siłę niższą
Na początku muszę przyznać - brakowało mi Lichotki. Pierwsza część wydawała mi się dzięki niej bardziej kameralna, ale też pełna magii i taka swojska. Tym razem, przenosimy się do innego miejsca i niestety nad tym faktem trochę ubolewałam. Szybko jednak porwał mnie niezastąpiony styl Ałtorki i zapomniałam gdzie jesteśmy, ponieważ liczyli się bohaterowie.
Bo tak naprawdę to oni są tutaj najważniejsi, bez nich nie byłoby tego oczekiwania i tego ogromu sympatii do Dożywocia. Każda z postaci, wykreowanych przez Martę Kisiel jest nader osobliwa i charakterystyczna, a co za tym idzie - budzi wiele emocji. Na całe szczęście większość naszych ulubieńców z poprzedniej części pojawia się w kontynuacji i nadal potrafi intrygować. Ałtorka nie poprzestaje na zbudowanych charakterach w Dożywociu, a raczej stara się je rozwijać i stawiać w nowych, wymagających sytuacjach.
źródło - autorem ilustracji jest Sebastian Skrobol
Dochodzę do jednego z największych plusów Siły niższej, tj. postawienia bohaterów w dość niewesołym położeniu i opisania jak sobie z tym radzą, a raczej próbują sobie radzić. To takie życiowe, że w sytuacjach kryzysowych człowiek nie zwraca uwagi na najbliższe otoczenie, biorąc pewne rzeczy za pewnik. Marta Kisiel wykorzystała to w swojej powieści i zakończyła pięknym morałem, czyli mamy edukację i zabawę w jednej, króciutkiej książce. 
Co do nowych bohaterów to podobał mi się pomysł wprowadzenia większej ilości postaci nadprzyrodzonych. Ałtorka ma do nich talent, potrafi z każdego gatunku wyciągnąć jak najwięcej. Zresztą to nie dotyczy tylko wszelakich istot fantastycznych, ale także zwykłych ludzi. Weźmy dla przykładu takiego Turu, wikinga dobrodusznego, który lubi rzucać żartami o rzyci, a para się rzeźbieniem aniołków z drewna. Zezowatych aniołków. I za takie kreacje bohaterów właśnie cenię Martę Kisiel. Oczywiście tak barwnych postaci jest w Sile niższej od groma, więc zawiedziony nimi nikt nie powinien być.
Muszę się jednak przyczepić, bo oczekiwałam ciutkę więcej. Miałam nadzieję, że mając podstawę z cudownych bohaterów i doświadczenie z pełnowymiarową fabułą (tak, chodzi mi o Nomen omen), Ałtorka ruszy w konkretnie zbudowaną historię. Dostajemy jednak po raz kolejny zlepek epizodów z życia naszych ulubieńców. Jest fajnie, ale pozostaje niesmak, że to już było i chciałoby się takiego kroku naprzód. 
I cholera, nikt mi nie potrafi zastąpić Szczęsnego! To była moja ulubiona postać z Dożywocia i smutek mnie ogarnął kiedy na próżno wyglądałam godnego jego następcy. 
Za to kolejny raz zadowolona byłam dzięki nawiązaniom do literatury. Co jakiś czas wkradało się zdanie, które uruchamiało w głowie trybiki naprowadzające na znany odpowiednik, dla przykładu takie niepozorne „Zbrodnia to niesłychana, Konrad zabił bałwana!”, czyli parafraza Mickiewicza. A jest tego w książce naprawdę sporo.
Nie chce mi się wierzyć, że to już ostatnia część przygód naszych bohaterów. Wydaje mi się, że naszym zadaniem jest teraz wymęczenie Ałtorki zapytaniami o kontynuację, bo moim zdaniem powinna taka powstać. Zakończenie Siły niższej otwiera drzwi do naprawdę ciekawego ciągu dalszego, z którym chętnie bym się zapoznała.
Mimo kilku wad, ta książka to wciąż świetna zabawa i pozycja obowiązkowa dla fanów Dożywocia. Ałtorka ma specyficzny styl, w którym trudno się nie zakochać.

Moja ocena: 7/10

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html



czwartek, 17 marca 2016

Absurd w mięciutkich bamboszkach, czyli 'Dożywocie' Marta Kisiel

Ciągle jestem zabiegana, ale w końcu zaczęłam sobie wszystko układać. Ogarniam pracę magisterską, widziałam się już z promotorem i mam jakiś plan działania. Nawet się tym trochę zajarałam.
I dziwnym trafem znowu zaczęłam czytać kilka książek naraz. Staram się stopować z sięganiem po nowe książki, ale wciąż nie potrafię się powstrzymać! Jedna dziś przed Wami.
*Dożywocie*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2010
*Liczba stron:* 347
*Wydawnictwo:* Uroboros
"Jako tradycyjny Anioł Stróż Licho nie miało na wyposażeniu żadnych mieczy ognistych ani tym podobnych robiących odpowiednie wrażenie akcesoriów, mogło co najwyżej kopnąć z bamboszka."


*Krótko o fabule:*
Konrad dostaje w spadku od nieznajomego krewnego dom - Lichotkę, wraz z jego mieszkańcami. Oczami wyobraźni już widział jak remontuje starą posiadłość i sprzedaje ją, nieźle się na tym wzbogacając. Nie przewidział jednak, że lokatorzy Lichotki będą tak osobliwymi postaciami. Bezosobowe, wciąż kichające Licho - anioł stróż w bamboszkach i za dużych koszulkach, widmo w marynarce i kamizelce, niczym Werter wyciągnięty z kart powieści, czyli panicz Szczęsny, cztery taplające się w wannie utopce, no i oczywiście pradawny potwór mieszkający w piwnicy i pichcący przysmaki - Krakers. To towarzystwo przewróci życie Konrada do góry nogami.

*Moja ocena:*
Ostatnio o twórczości Marty Kisiel jest bardzo głośno, co po przeczytaniu Dożywocia przestaje być dla mnie taką dziwną sprawą. Przyznam, że mnie kupiła już informacja na pierwszych stronach, gdzie w notce o "ałtorce" dowiedziałam się, że jest fanką Słowackiego. W odwiecznej dyskusji Mickiewicz kontra Słowacki zawsze byłam sercem za tym drugim, jako jedna z niewielu. Marta Kisiel wydała Dożywocie już w 2010 roku, a cztery lata później powróciła z książką Nomen Omen. Wtedy to powstała dyskusja o niemal niemożliwej do zdobycia debiutanckiej powieści ałtorki. Poskutkowało to wydaniem dodruku, w zeszłym roku, który udało mi się kupić na Wrocławskich Targach Dobrej Książki. Na których nawet dostałam autograf Marty Kisiel.
Lektura trochę przeczekała na mojej półce, ale kiedy w końcu po nią sięgnęłam to wypominałam sobie, że tyle zwlekałam. Bo to przede wszystkim kawał dobrej rozrywki, której każdy czytelnik czasami potrzebuje. Atłorka nie ograniczyła się tylko do jakiejś zabawnej postaci czy abstrakcyjnej sytuacji. Ona po prostu bombarduje nas mnóstwem humoru, który dociera z każdej możliwej strony. Anioł w bamboszkach, który ma uczulenie na własne pierze? Panicz-widmo, który przypomina powracającego zza grobu Wertera? Do tego mówi wierszem, często znanym przez czytelnika? Każda ta mała sytuacja sprawia, że czytelnik uśmiecha się do siebie i zastanawia się co nowego przyniosą dalsze losy bohaterów.
A to właśnie w nich jest siła. Sama fabuła może jest dość prosta, całość składa się z kilku opowiadań, brakuje tutaj głównej osi. Jednak przestaje to być wadą kiedy człowiek pozna już wykreowanych przez ałtorkę bohaterów. Wszystko przez to, że trudno ich nie polubić. Czułam się trochę jak Konrad, czyli człowiek przechodzący małą przemianę za sprawą reszty lokatorów. Ja sama powoli, razem z nim obdarzałam uczuciem poszczególne postaci. Licha trudno nie pokochać od początku, a z całą resztą docierałam się, aż na koniec było mi smutno, że trzeba się pożegnać. 
ilustracje do książki wykonała Elwira Pawlikowska, zajrzyjcie na jej stronę, bo warto LINK
Jak na polonistkę przystało Marta Kisiel czerpie garściami z historii literatury. Oczywiście widać to przede wszystkim w wypowiedziach panicza Szczęsnego, ale nie tylko. Uśmiechnęłam się z sentymentem przy odniesieniu do Dzikich Łabędzi Andersena i robieniu koszul z pokrzyw. To była jedna z moich ulubionych bajek dzieciństwa! 
Język, którym posługuje się ałtorka jest bardzo barwny i plastyczny. Już dawno nie spotkałam się ze stylem, który byłby tak oryginalny. Uwierzcie, nikt nie tworzy takich opisów jak pani Kisiel! Nawet podczas tych długich nie ma czasu na nudę, czyta się to jak historię opowiadaną przez uzdolnionego bajarza. Dodając do tego fakt, że każda z postaci jest bardzo charakterystyczna okazuje się, że ałtorka nie musiała dopisywać niczego w stylu "- powiedziało Licho", bo po dodaniu typowego dla anioła "apsik" czy "alleluja" dobrze wiedzieliśmy, że to właśnie ono zabrało głos. 
Można się przyczepić, że książka ma trochę infantylny wydźwięk, z tymi wszystkimi aniołami, różowymi króliczkami i kotkami. Według mnie Marta Kisiel idealnie wyważyła ilość słodyczy i okraszając wszystko taką dawką humoru zniwelowała szanse na możliwe zasłodzenie. Już bardziej prawdopodobna jest śmierć ze śmiechu.
Podsumowując, jeżeli macie ochotę szczerze się pośmiać przy porządnej, bardzo polskiej literaturze, z masą odniesień do znanych nam dzieł, sięgajcie po Dożywocie. Marta Kisiel zapewni Wam kupę frajdy, a wykreowanych przez nią bohaterów trudno będzie opuścić! Spróbujcie, bo warto :)

Moja ocena: 8/10

Zapraszam do polubienia fanpage'u Marty Kisiel - Kisiel z Kłulika

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html







Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka