Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z mgły zrodzony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z mgły zrodzony. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 marca 2023

„Zaginiony metal” Brandon Sanderson – gratka dla fanów uniwersum cosmere

Zaginiony metal
Brandon Sanderson

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: MAG

- No to jesteś jak stróż prawa. 
- Każdy może być. 
- Nawet ja? 
- Zwłaszcza ty. Jesteś tym, kim zechcesz, Wayne. 
 

Opis wydawcy

Waxillium Ladrian, stróż prawa z Dziczy, który został senatorem w wielkim mieście, przez lata podążał śladem tajemniczej organizacji zwanej Kręgiem, którą kierowali jego nieżyjący wuj i siostra, a która porywała ludzi pochodzących z rodzin Allomantów. Kiedy detektyw Marasi Colms i jej partner Wayne natrafiają na magazyn broni przeznaczonej dla Bilming, jednego z zewnętrznych miast, pojawia się nowy trop. Konflikt między stolicą Elendel a zewnętrznymi miastami przynosi korzyść Kręgowi, ich macki sięgają teraz Senatu Elendel, a Bilming jest jeszcze bardziej uwikłane.


Moja recenzja

Sanderson to jeden z najbardziej odważnych pisarzy współczesnej fantastyki. Nie tworzy świata przedstawionego w obrębie jednej serii. Zamiast tego kreuje całe uniwersum, gdzie na poszczególnych planetach rozgrywa się akcja różnych cyklów. Bohaterowie Zaginionego metalu zamieszkują Scandrial, czyli jedną z tych planet. Jak się okazuje w najnowszym tomie – kluczową dla całego uniwersum cosmere. Początkowa trylogia serii, którą otwiera książka Z mgły zrodzony, ma klimat młodzieżowego high fantasy. Akcja kolejnych czterech tomów ma miejsce na tej samej planecie, ale przenosi czytelnika w czasie o 300 lat. Obserwujemy jakie zmiany zaszły w świecie przedstawionym, w którym miecze zamieniono na strzelby, pojawiły się latające statki, a wizja zakrytego pyłem miasta należy już do zamierzchłej przeszłości.

Zakończenie drugiej ery serii Z mgły zrodzony było dla mnie satysfakcjonujące. Sanderson proponuje nowe spojrzenie na rozpoczęte wątki i przenosi akcenty, przez co niektórzy bohaterowie zostają trochę zapomniani, ale inni zyskują więcej czasu. Moim zdaniem niewiele rozwinęła się postać Waxa, który prowadzi spokojne życie u boku Steris. Autor jednak nadrabia tę niedoskonałość przez skupienie się na Waynie, który należy do ulubieńców czytelników. Ten zabawny mężczyzna pokaże nam swoją subtelną stronę, zobaczymy fragment z przeszłości i wzruszymy się nad jego losem już w krótkim prologu. Kolejny raz Sanderson pokazuje, że potrafi sklecić postać, z którą chcemy spędzać czas – wielowymiarową, która popełnia błędy, bawi czytelnika i przepełniona jest wrażliwością.

by Marc Simonetti, źródło

Niezłe rozwinięcie dostaje też Maresi, a jej wątek jest najbardziej związany ze światem cosmere. Sanderson postanawia w Zaginionym metalu wprowadzić sporo nawiązań do swojego uniwersum i jest to prawdziwa gratka dla fanów autora. Serce mocniej bije na każdą wzmiankę o Cieniomorzu czy o bohaterach innych serii autora, bo czekamy, aż w końcu te różne historie się połączą. Pozostaje pytanie: kiedy, dlaczego i kto będzie w takiej opowieści brał udział. Wszystko to jest bardzo ekscytujące, ale ma też pewną wadę. Jeżeli ktoś nie należy do grona zagorzałych fanów autora to może poczuć się zmęczony ilością informacji. Sanderson pozwala sobie na wprowadzanie nawiązań do innych serii, które mogą nie być zrozumiałe dla osoby, która nie czytała pozostałych jego książek. Sama kilkakrotnie zastanawiałam się do czego autor nawiązuje, bo przyznaję – trudno wszystko zapamiętać. Dodatkowo, wprowadzenie wszystkich wzmianek o cosmere odciągało czytelnika od głównej fabuły. 

To, czego autorowi nie można odmówić, to zdolności kończenia historii. Akcja w Zaginionym metalu rusza dość energicznie, ale po jakimś czasie spowalnia i dopiero przy ostatniej części trudno już książkę odłożyć. Ponownie, jest to czysta przyjemność ze śledzenia rozwoju akcji, trudnych wyborów bohaterów, ich pomysłów i poświęceń. Jeszcze mi się to w wykonaniu Sandersona nie znudziło i liczę, że przez długi czas się nie znudzi.

Po tej lekturze nie mogę się doczekać kolejnego tomu Archiwum Burzowego Światła. Sanderson ruszył z kopyta w kierunku łączenia swoich serii i jestem podekscytowana na myśl co będzie dalej.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Najważniejsze to zachować równowagę - „Bohater Wieków” Brandon Sanderson



*Bohater Wieków*
Brandon Sanderson

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Hero of Ages
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #3
*Rok pierwszego wydania:* 2011
*Liczba stron:* 672
*Wydawnictwo:* MAG

Natura świata jest taka, że tworząc coś, często niszczymy coś innego.
*Krótko o fabule:*
Kontynuacja „Z mgły zrodzonego” i „Studni Wstąpienia”. 
Czy zabicie Ostatniego Imperatora, by obalić Ostatnie Imperium, było właściwym krokiem? Wraz z powrotem zabójczej formy wszechobecnych mgieł, wzmagającymi się opadami popiołów i coraz potężniejszymi trzęsieniami ziemi, Vin i Elend zaczynają mieć wątpliwości. Przed wieloma laty Zniszczeniu – jednej z pierwotnych istot, które stworzyły świat – obiecano prawo do unicestwienia wszystkiego, co istnieje. Teraz, gdy Vin została podstępem nakłoniona do uwolnienia go ze Studni Wstąpienia, Zniszczenie pragnie wyegzekwować swoje prawo.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Siadam do pisania swojej opinii na temat Bohatera Wieków i chyba trochę mi smutno. Ja wiem, że wciąż mnóstwo książek Brandona Sandersona przede mną, ale jakoś trudno rozstawać się z tak świetnymi bohaterami i światem, które spotykamy w trylogii Ostatnie Imperium. I nawet się po cichu cieszę, że starałam się rozciągnąć w czasie tę przygodę, robiąc przerwy między kolejnymi tomami. Jednak nawet to nie uchroniło mnie przed przeczytaniem ostatnich zdań trzeciej części. Teraz pozostało mi podzielić się z Wami moimi wrażeniami.
Te, oczywiście, są bardzo pozytywne. Wydaje mi się, że już każdy czytelnik o tym trąbił, ale trylogia Sandersona należy do najlepszych w gatunku. Jest to fantastyka młodzieżowa (Vin w pierwszym tomie to nastolatka), która zawiera wiele cech charakterystycznych dla tego gatunku, a zarazem jest piekielnie dojrzała. Bo mamy tutaj miłość, ale nie traktowaną jako siłę napędową fabuły, a raczej jej skutek uboczny, który z czasem dopiero wyrasta na naprawdę ważny wątek w trylogii. Jest też nasza bohaterka-wybawicielka o niebywałych mocach, ale kiedy poznajemy jej przeszłość, trudno nie kibicować jej w działaniach. Szczególnie, że nie spotykamy jej jako uzdolnionej bestii, a jako złodziejkę, która stara się nie wyściubiać nosa ze swojej nory. To dopiero działania reszty postaci sprawiają, że wyrasta z niej pewna siebie i swoich umiejętności kobieta. Idąc dalej - postacie drugoplanowe nie ograniczają się do ról zapychaczy i przyjaciół. Poznamy mnóstwo pełnokrwistych bohaterów, czy to będzie jeden z dowódców armii czy chłopak, zwerbowany do stania na czatach, ale pragnący czegoś więcej. Każdego z nich dokładnie poznamy, ich motywacje będą jasno przedstawione, a rola okaże się znacząca w fabule.
Sanderson nie traktuje też po macoszemu systemu magii, co spotykam coraz częściej w przypadku literatury fantastycznej, a czego osobiście bardzo nie lubię. Wprowadzanie zdolności na zasadzie: jestem magiem, potrafię czarować po prostu mnie boli. W przypadku tej trylogii nie ma się do czego przyczepić. Autor przedstawia system oparty na używaniu metali, w trzech różnych odsłonach, czyli tworzy jakby trzy rodzaje (nazwijmy to roboczo) czarodziei. Moce nie są nieskończone, opierają się na posiadaniu odpowiednich stopów metali, które są swoistym paliwem. Całość działania jest naprawdę złożona, ale jednocześnie przedstawiona w taki sposób, że używanie magii w świecie Sandersona staje się dla nas przejrzyście jasne i jak najbardziej logiczne.
źródło
Rozpisałam się trochę ogólnie o całej trylogii. Jak jednak na tle poprzednich książek wypada Bohater Wieków? Ano, bardzo dobrze. Pamiętacie (albo i nie), że w opinii na temat Studni Wstąpienia narzekałam trochę, że za dużo było politykowania i militarnych zagrywek. W trzeciej części mamy tego pozostałości na początku książki, jednak im fabuła toczy się dalej, tym jest lepiej. Przyznaję, że nie wprawiła mnie w zachwyt od pierwszych stron, ale kiedy zaczęła wciągać to robiła to na sto procent i po prostu nie dało się odłożyć jej na bok - musiałam dowiedzieć się jaki będzie finał.
I to właśnie ten finał zasługuje na największe oklaski. Przez dłuższy czas Sanderson wprowadzał masę wątków i zarzucał nas małymi wskazówkami, które wydawały się wtedy niezbyt potrzebne. Oczywiście, nic bardziej mylnego. Prawdziwym zaskoczeniem okazało się, że autor w takim stopniu przemyślał fabułę. Nagle wszystkie elementy świata przedstawionego zaczęły wskakiwać na odpowiednie miejsce i prowadzić do idealnego zakończenia.
W fantastyce panuje pewna moda na poświęcenie. Kto nie lubi dobrego, bohaterskiego oddania czegoś ważnego w zamian za dobro ogółu? Nawet w naszym życiu spotkać możemy przykłady codziennego bohaterstwa, kiedy ktoś poświęca coś dla innych. Natomiast w książkach narasta to do o wiele większych rozmiarów, a my możemy być pod o wiele większym wrażeniem. Sanderson korzysta z tego motywu z mistrzowskim zacięciem już od początku serii i trzyma poziom do końca. Pokazuje, że czasami poświęcenie jednego, może doprowadzić do rozwoju czegoś ważkiego w zamian. I dzięki temu  po raz kolejny podbił moje serce.
Trylogia Ostatnie Imperium to prawdziwa gratka dla fanów fantastyki. Niech Was nie zmylą opisy i wrażenie, że to może być typowa historia od zera do bohatera. Autor postarał się o dopracowanie każdego szczegółu, a fabuła okazała się głęboko przemyślana i piekielnie oryginalna. Bohaterowie zabierają nas w heroiczną podróż, walcząc o nowy, lepszy świat. To po prostu inteligenta książka, a zarazem świetna rozrywka. Czy trzeba mówić coś więcej? 

Moja ocena: 9/10



wtorek, 9 maja 2017

Zniszczyć jest łatwiej niż odbudować - „Studnia Wstąpienia” Brandon Sanderson


Ostrzegam, że w opisie fabuły mogą znaleźć się spoilery dotyczące pierwszej części cyklu.


*Studnia Wstąpienia*
Brandon Sanderson

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Well of Ascension
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #2
*Rok pierwszego wydania:* 2007
*Liczba stron:* 799
*Wydawnictwo:* MAG
Człowieka nie określają jego wady, ale sposób, w jaki je przezwycięża.
*Krótko o fabule:*
Kontynuacja „Z mgły zrodzonego”. 
Dokonali niemożliwego, obalając niemal boską istotę, której brutalne rządy trwały tysiąc lat. Teraz Vin, wychowanka ulicy, która wyrosła na najpotężniejszą Zrodzoną z Mgły w krainie, i Elend Venture, zakochany w niej szlachetnie urodzony idealista, muszą zbudować nowe społeczeństwo na gruzach imperium. Wtedy atakują ich trzy oddzielne armie. Jedynie starożytna legenda daje cień nadziei. Ale nawet jeśli Studnia Wstąpienia istnieje, nikt nie wie, gdzie jej szukać i jakimi mocami ona obdarza.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
W dzisiejszych czasach trudno być fanem fantastyki i nie znać nazwiska Sandersona. Na polski rynek wpadł z rozmachem i od razu znalazł się na liście bestsellerów. Jego seria rozpoczynająca się od Z mgły zrodzonej jest chyba najpopularniejsza wśród polskich czytelników, chociaż osobiście bardziej cenię Archiwum Burzowego Światła, którego dwa tysiącstronnicowe tomy zrobiły na mnie ogromne wrażenie i to dzięki nim staram się uzupełniać biblioteczkę pod kątem tego autora.
Sanderson przypomina mi dlaczego serie fantasy są takie świetne. Powrót do świata pokrytego popiołem, w którym mieszkańcy trzymają się z dala od wieczornych mgieł, a ogromne kolossy budzą przerażenie okazał się nader przyjemny już od pierwszych stron. Autor ma pewną lekkość w prowadzeniu narracji, dlatego mimo dość sporej objętości książki, czyta się ją jednym tchem, wciąż łaknąc więcej. Pierwszą część czytałam już dość dawno, ale od razu powróciły w pamięci wszelkie ważne wydarzenia, a to za sprawą naprowadzania nas na nie przez autora. A że robił to na tyle subtelnie, że nie czujemy się ani przytłoczeni ilością informacji ani znudzeni powtórką z rozrywki, to przypominamy sobie wydarzenia z pierwszej części niemal automatycznie, nie szukając ich specjalnie w pamięci. 
Różnice między tomami są dość widoczne. Pierwsza część skupiała się na przedstawieniu nam członków szajki i ich szalonego planu obalenia Ostatniego Imperatora. Na dodatek książka skończyła się w takim momencie, że można ją traktować jako osobną powieść, a to że Sanderson zdecydował się na kontynuację świadczy o jego odwadze. Ponieważ o wiele łatwiej skończyć historię w momencie pokonania przeszkody, nie wspominając już o tym, jak to wydarzenie wpłynęło na dalsze losy bohaterów. W Studni Wstąpienia dowiemy się, że plan Kelsiera z pierwszego tomu to dopiero początek przygody, a w dalszym etapie potrzeba będzie nie lada sprytu, umiejętności politycznych i taktycznych, no i pewnej potężnej Zrodzonej z mgły do przezwyciężenia przeciwności.
źródło
Tym razem sporo miejsca w książce zostanie poświęcone Elendowi Venture, który wziął na swoje barki ważkie i trudne zadanie. Zamierza wprowadzić nowe prawo, zmienić politykę rządzenia w Luthadel, a dodatkowo powstrzymać trzy potężne armie stojące u bram miasta. Dość sporo jak na tak młodego chłopaka. Elend na szczęście posiada niezbędną wiedzę pochodzącą od przodków, którą znalazł w licznych księgach. Z czasem okazuje się, że to może nie wystarczyć, szczególnie kiedy na każdym zakręcie czeka na niego nowa pułapka bądź zdrajca. Sanderson bardzo sprawnie poradził sobie z rozwinięciem wątków politycznych i militarnych, chociaż przyznam szczerze, że moim zdaniem było ich o ciut za dużo, chwilami czułam niecierpliwość, żeby przeskoczyć do wątków, które o wiele bardziej mnie interesowały. Jak ten dotyczący Vin i tajemniczego Zrodzonego z mgły. Świetnie poprowadzona historia, powoli odkrywane karty zadziałały na korzyść, no i mocne zakończenie - to jeden z lepszych wątków w historii. Jednak nie tylko on wysunął się na pierwszy plan. Nie możemy zapomnieć o poszukiwaniach tajemniczej Studni Wstąpienia! Kolejne wzmianki podsycały ciekawość, a to, dokąd autor całość poprowadził mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. I tym razem jest całkiem inaczej niż po pierwszej części - trudno byłoby przerwać czytanie na tym tomie, po zakończeniu po prostu trzeba sięgnąć po kontynuację.
W Studni Wstąpienia powrócą dobrze nam znani bohaterowie. Wydarzenia wciąż będą dotyczyć przede wszystkim Vin, ale znajdzie się sporo miejsca dla Breeze'a, Hama, Docksona i reszty. To był miły powrót, szczególnie, że każdy z nich wykreowany był na charakterystyczną postać, która zapada w pamięć na dłużej. Cieszy jednak wprowadzenie kolejnych bohaterów, jak Tindwyl, Terrsianki, której zadaniem jest pomoc Elendowi w odnalezieniu się w nowej roli. Świetnie sprawdził się również wątek OreSeura, ponieważ dzięki niemu poznaliśmy kolejne tajniki piekielnie interesującej rasy kandra.
Prym jednak wiedzie wciąż nasza Zrodzona z mgły, czyli Vin. Tym razem trochę bardziej dojrzała, ale borykająca się z wciąż nowymi problemami. Podaje w wątpliwość jej związek z szlachcicem, moralność wykonywanych przez nią zabójstw, a chwilami nawet własne zdrowie psychiczne (czemu tylko ona słyszy tajemnicze dudnienie?). Jej rozterki i przemyślenia są zgrabnie opisywane, przez co jej postać staje się realna, a zarazem tak magicznie niesamowita. Bo w końcu to ona jest najsilniejszą bronią Luthadelu, ona sama jest w stanie pokonać całe armie. Wszelkie opisy jej umiejętności robią spore wrażenie.
Cóż mogę dodać? Studnia Wstąpienia to godna kontynuacja Z mgły zrodzonej. Może lekko traci przez fakt, że pierwszy tom był rewelacyjny, ale zarazem w ciekawy sposób rozwija znane wątki i wprowadza nowe, które sprawiają, że trudno nie sięgnąć po kolejną część. Ja na pewno to zrobię, bo Bohater Wieków czeka już na półce. Wam polecam zapoznać się z tą serią, jeżeli wciąż jej nie znacie. A jeżeli znacie to podzielcie się wrażeniami !

Moja ocena: 8/10


środa, 20 lipca 2016

Od złodzieja do bohatera, czyli 'Z mgły zrodzony' Brandon Sanderson


Już trochę czasu minęło od BookAThonu, a ja mam wciąż przed sobą książki do zrecenzowania, które podczas niego przeczytałam. Na pierwszy ogień idzie to cudeńko, czyli kolejny powód do mojej miłości dla Sandersona.

*Z mgły zrodzony*
Brandon Sanderson

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Mistborn
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #1
*Rok pierwszego wydania:* 2006
*Liczba stron:* 672
*Wydawnictwo:* MAG
"Człowiek, który chce, abyś mu zaufała, jest tym, którego najbardziej powinnaś się bać."
*Krótko o fabule:*
Vin to młoda złodziejka, która mieszka w Luthadelu, stolicy Ostatniego Imperium. Cały kraj pokryty jest stosami popiołów, spadających z nieba, trawa ma brunatny kolor, a ród skaa wykorzystywany jest przez arystokratów do ciężkiej, niewolniczej pracy. Pewnego dnia Vin poznaje buntownika, który ma w planach obalić Imperatora i chce, żeby dziewczyna mu w tym pomogła.

*Moja ocena:*
 Jeżeli czytaliście moje recenzje Drogi królów i Słów Światłości to dobrze wiecie, że Brandon Sanderson rozłożył mnie na łopatki swoją wyobraźnią. Dlatego nie za bardzo wiem co mam czuć teraz, kiedy okazuje się, że jest ona jeszcze bardziej rozwinięta niż myślałam!
Znowu napisana przez niego książka jest taką cegiełką. I znowu nie miałabym nic przeciwko temu, żeby dołożyć jej chociażby jakieś 100 stron. Sanderson jest swego rodzaju czarodziejem, który wie jak wykreować świat, bohaterów, jak prowadzić akcję, żeby zaskarbić sobie dozgonną miłość czytelnika. 
Ta książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i to jest jedna z różnic między nią a Drogą królów. Tutaj akcja pędzi od początku do końca, nie ma czasu na nudę. Jestem po raz kolejny pod wrażeniem wykreowanego świata. Naprawdę, może mi ktoś wytłumaczy, jak w jednej głowie może się mieścić tyle świetnych pomysłów? Tym razem mamy Allomantów i Feruchemików, którzy obdarzeni są mocą korzystania z różnych metalów. Allomanci korzystają z tych, które znajdują się wewnątrz nich (czyli dostarczają sobie zapasy metali, poprzez wypicie fiolki z ich fragmentami), natomiast Feruchemicy gromadzą potrzebny atrybut siły w metalach, noszonych w formie biżuterii. Na dodatek każdy metal odpowiada za inny efekt, np. cyna wyostrza zmysły, mosiądz rozpala uczucia, itd. Genialne? Pewnie, że genialne! Nie ma tutaj po prostu superbohaterów, którzy są niezniszczalni, każdy czerpie swoją siłę z konkretnego źródła. A na tym się oczywiście nie kończy. Oprócz świetnych zdolności jest jeszcze świat, w którym kryje się wiele tajemnic - z nieba spada pył, kwiaty nie istnieją, trawa jest brązowa, słońce rozpalone czerwienią. Dlaczego? Tego pewnie dowiemy się w przyszłych tomach.
źródło
Powiedzcie mi, jak ja mam pisać o bohaterach? Przecież to można o każdym całe eseje wytworzyć! Vin to taka cudowna główna bohaterka. Młoda dziewczyna, którą w brutalny sposób przygotowywał do życia starszy brat. Kiedy zostaje sama radzi sobie jak może, a jej jedynym życzeniem jest przetrwać do kolejnego dnia. I wtedy znajduje ją Kelsier, który staje się jej mentorem. Bardzo podobało mi się psychologiczne zbudowanie postaci. Vin jest bardzo nieufna, więc wiele czasu mija zanim się otworzy na nowych ludzi. Każda jej decyzja jest zrozumiała dla czytelnika - nawet jeżeli nie do końca się z nią zgadza. Kelsier to oczywiście jeden z moich ulubieńców. Wnosi tyle ciepła do grona bohaterów, mimo że jego przeszłość maluje się w ciemnych barwach. Najbardziej mnie chyba dziwi, że jest tak wiele postaci drugoplanowych, które również są wykreowane w sposób bardzo barwny. Trudno nie wspomnieć o tajemniczym Sazedzie, o sarkastycznym Breeze, walecznym Hamie. Oczywiście, oprócz "rebeliantów" spotykamy też grono arystokratów, na czele z najważniejszym chyba - Elendem. Jak zawsze u Sandersona cudownie rozpisana jest również postać głównego antagonisty, czyli Ostatniego Imperatora. W jego historii znajdziemy wiele ciekawych zwrotów akcji, które pokażą jak zachłanność i zazdrość może doprowadzić do smutnych konsekwencji. 
Piękne jest też to, że Z mgły zrodzony to tak naprawdę zamknięta całość. Nie ma jakichś ogromnych cliffhangerów - jak nie chcemy to możemy zakończyć lekturę na tym tomie i nie będziemy przebierać nóżkami, domyślając się jak to się skończyło. Sanderson daje nam otwartą drogę - sięgniemy po kolejny tom tylko i wyłącznie dlatego, że pokochaliśmy ten świat i tych bohaterów i chcemy więcej. Dużo więcej. 
Książka moim zdaniem trochę różni się od Drogi królów, targetem, do którego jest skierowana. Oczywiście, oba cykle to fantastyka, jednak Z mgły zrodzony wydaje się bardziej przystępny dla ogółu, podczas gdy Droga królów to już naprawdę cegła z serii klasycznego high-fantasy. Dla mnie ta druga seria zostaje na razie na pierwszym miejscu twórczości Sandersona i wątpię, żeby cokolwiek mogło ją z tamtego miejsca ściągnąć. I skoro jesteśmy przy targecie, to tutaj spotkamy o wiele więcej miłostek, których niemal nie widać w Archiwum burzowego światła. Broń Boże, autor nie skupia się tutaj na rozterkach uczuciowych bohaterów, jednak na pewno poświęca im trochę czasu. A mnie to w ogóle nie wadzi, a nawet cieszy się ukryty w głębi romantyk!
Czasami z recenzjami jest tak, że idą jak krew z nosa, a tym razem mam ochotę pisać i pisać. Ale to nie ma sensu. Zamiast czytać moje wypociny lepiej od razu biegnijcie do biblioteki czy księgarni i szukajcie tego tytułu. Sanderson wyrasta w moich oczach na prawdziwego króla światowej fantastyki. Potrafi pisać o honorze, braterstwie, poświęceniu, pokonywaniu własnych słabości, jednocześnie sprawiając, że czytelnik świetnie się bawi przy lekturze i czyta z wypiekami na twarzy. To po prostu trzeba przeczytać! 
Nie mogę doczekać się kiedy sięgnę po kolejny tom ;)

Moja ocena: 9/10
 
 
Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html

 
 
 
 

poniedziałek, 4 lipca 2016

BookAThon 2016: edycja letnia

Brałam już udział w BookAThonie edycji zimowej 2015 (LINK). Bardzo podoba mi się ta inicjatywa, szczególnie, że nic nie jest tak naprawdę narzucone. Bierze się udział tylko dla siebie, żeby zmotywować się do czytania, a jeżeli nie wypełnisz tych zadań to przecież nic się nie stało - ważne, że spróbowałeś. 

Wiem, że wiele osób nie bierze udziału ze względu na wyzwania. Przyznam, że mi też początkowo wydały się trudne do zrealizowania i pewnie nie wzięłabym udziału gdyby nie moja ostatnia zdobycz z biblioteki, książka autora o moich inicjałach! Stwierdziłam, że skoro tak mi się z nią udało, to resztę już jakoś dopasuję. Przed Wami moje plany!

poniedziałek, 04.07.2016
WAKACJE Z DUCHAMI
Do tego wyzwania wybrałam Martwe dusze Mikołaja Gogola. Co prawda książkę już kończę (zaczęłam czytanie jakoś w styczniu, później miałam przerwę), ale liczę tylko strony, które mi zostały. No i do martwych dusz, kupowanych przez Cziczikowa można chyba dopasować te duchy, naciągane, ale działa! 
Stron: zostało mi 100 do końca. 

wtorek, 05.07.2016
DOKOŃCZENIE LUB ZAKOŃCZENIE SERII

Brawo ja! Zamiast skończyć którąś z serii ja oczywiście wybieram rozpoczęcie kolejnej. Cóż, taka już moja przypadłość. Wybór padł na Z mgły zrodzonego Brandona Sandersona, chociaż Czas żniw był bardzo blisko. Sandersona jednak kocham mocno, więc mam nadzieję, że z tą cegiełką sobie poradzę jakoś.
Stron: 670

środa, 06.07.2016
AUTOR O TWOIM IMIENIU LUB INICJAŁACH

To wyzwanie jest akurat bardzo trudne. Jakoś zawsze trudno mi było znaleźć autora o inicjałach M.H., a moje imię niestety również nie jest zbyt popularne. Przy okazji ostatniej wizyty w bibliotece rzuciła mi się w oczy Uległość Michaela Houellebecqa, którą bardzo polecał mi znajomy. Wzięłam do domu, a później okazało się, że idealnie wpasowała się w to wyzwanie!
Stron: 285

czwartek, 07.07.2016
LATO Z KRYMINAŁEM

Tutaj miałam niemałą zagwozdkę. Oczywiście na półkach znalazłam niewiele tego gatunku (Mroza mam dalej tylko Zaginięcie, czyli drugą część ;( ). Na szczęście mój Luby jak już czyta, to często właśnie kryminały/thrillery, więc w końcu rozpocznę przygodę z Jo Nesbo, ciekawe jak mi się spodoba!
Stron: 375

piątek, 08.07.2016
KSIĄŻKA Z TWOIM ZAWODEM

Kolejne wyzwanie wymagające chwili pomyślenia. Na szczęście z pomocą przyszła mi siostra - podobno w Nomen Omen Marty Kisiel są studenci Politechniki. I to nawet we Wrocławiu, więc wszystko się zgadza. Dawno chciałam się za tę książkę wziąć, bo już nie mogę się doczekać Dożywocia 2 !
Stron: 331

sobota, 09.07.2016
WAKACYJNA MIŁOŚĆ

Mam nadzieję, że w którejś z powyższych książek znajdę jakąś swoją wakacyjną miłość (najpewniej w Z mgły zrodzonym, mam słabość do bohaterów w fantastyce).


niedziela, 09.07.2016
PRZECZYTAJ 1500 STRON
 100+670+285+375+331 = 1761 stron


A Wy bierzecie udział w BookAThonie? Jakie książki wybraliście?
 

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka