środa, 20 lipca 2016

Od złodzieja do bohatera, czyli 'Z mgły zrodzony' Brandon Sanderson


Już trochę czasu minęło od BookAThonu, a ja mam wciąż przed sobą książki do zrecenzowania, które podczas niego przeczytałam. Na pierwszy ogień idzie to cudeńko, czyli kolejny powód do mojej miłości dla Sandersona.

*Z mgły zrodzony*
Brandon Sanderson

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Mistborn
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #1
*Rok pierwszego wydania:* 2006
*Liczba stron:* 672
*Wydawnictwo:* MAG
"Człowiek, który chce, abyś mu zaufała, jest tym, którego najbardziej powinnaś się bać."
*Krótko o fabule:*
Vin to młoda złodziejka, która mieszka w Luthadelu, stolicy Ostatniego Imperium. Cały kraj pokryty jest stosami popiołów, spadających z nieba, trawa ma brunatny kolor, a ród skaa wykorzystywany jest przez arystokratów do ciężkiej, niewolniczej pracy. Pewnego dnia Vin poznaje buntownika, który ma w planach obalić Imperatora i chce, żeby dziewczyna mu w tym pomogła.

*Moja ocena:*
 Jeżeli czytaliście moje recenzje Drogi królów i Słów Światłości to dobrze wiecie, że Brandon Sanderson rozłożył mnie na łopatki swoją wyobraźnią. Dlatego nie za bardzo wiem co mam czuć teraz, kiedy okazuje się, że jest ona jeszcze bardziej rozwinięta niż myślałam!
Znowu napisana przez niego książka jest taką cegiełką. I znowu nie miałabym nic przeciwko temu, żeby dołożyć jej chociażby jakieś 100 stron. Sanderson jest swego rodzaju czarodziejem, który wie jak wykreować świat, bohaterów, jak prowadzić akcję, żeby zaskarbić sobie dozgonną miłość czytelnika. 
Ta książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i to jest jedna z różnic między nią a Drogą królów. Tutaj akcja pędzi od początku do końca, nie ma czasu na nudę. Jestem po raz kolejny pod wrażeniem wykreowanego świata. Naprawdę, może mi ktoś wytłumaczy, jak w jednej głowie może się mieścić tyle świetnych pomysłów? Tym razem mamy Allomantów i Feruchemików, którzy obdarzeni są mocą korzystania z różnych metalów. Allomanci korzystają z tych, które znajdują się wewnątrz nich (czyli dostarczają sobie zapasy metali, poprzez wypicie fiolki z ich fragmentami), natomiast Feruchemicy gromadzą potrzebny atrybut siły w metalach, noszonych w formie biżuterii. Na dodatek każdy metal odpowiada za inny efekt, np. cyna wyostrza zmysły, mosiądz rozpala uczucia, itd. Genialne? Pewnie, że genialne! Nie ma tutaj po prostu superbohaterów, którzy są niezniszczalni, każdy czerpie swoją siłę z konkretnego źródła. A na tym się oczywiście nie kończy. Oprócz świetnych zdolności jest jeszcze świat, w którym kryje się wiele tajemnic - z nieba spada pył, kwiaty nie istnieją, trawa jest brązowa, słońce rozpalone czerwienią. Dlaczego? Tego pewnie dowiemy się w przyszłych tomach.
źródło
Powiedzcie mi, jak ja mam pisać o bohaterach? Przecież to można o każdym całe eseje wytworzyć! Vin to taka cudowna główna bohaterka. Młoda dziewczyna, którą w brutalny sposób przygotowywał do życia starszy brat. Kiedy zostaje sama radzi sobie jak może, a jej jedynym życzeniem jest przetrwać do kolejnego dnia. I wtedy znajduje ją Kelsier, który staje się jej mentorem. Bardzo podobało mi się psychologiczne zbudowanie postaci. Vin jest bardzo nieufna, więc wiele czasu mija zanim się otworzy na nowych ludzi. Każda jej decyzja jest zrozumiała dla czytelnika - nawet jeżeli nie do końca się z nią zgadza. Kelsier to oczywiście jeden z moich ulubieńców. Wnosi tyle ciepła do grona bohaterów, mimo że jego przeszłość maluje się w ciemnych barwach. Najbardziej mnie chyba dziwi, że jest tak wiele postaci drugoplanowych, które również są wykreowane w sposób bardzo barwny. Trudno nie wspomnieć o tajemniczym Sazedzie, o sarkastycznym Breeze, walecznym Hamie. Oczywiście, oprócz "rebeliantów" spotykamy też grono arystokratów, na czele z najważniejszym chyba - Elendem. Jak zawsze u Sandersona cudownie rozpisana jest również postać głównego antagonisty, czyli Ostatniego Imperatora. W jego historii znajdziemy wiele ciekawych zwrotów akcji, które pokażą jak zachłanność i zazdrość może doprowadzić do smutnych konsekwencji. 
Piękne jest też to, że Z mgły zrodzony to tak naprawdę zamknięta całość. Nie ma jakichś ogromnych cliffhangerów - jak nie chcemy to możemy zakończyć lekturę na tym tomie i nie będziemy przebierać nóżkami, domyślając się jak to się skończyło. Sanderson daje nam otwartą drogę - sięgniemy po kolejny tom tylko i wyłącznie dlatego, że pokochaliśmy ten świat i tych bohaterów i chcemy więcej. Dużo więcej. 
Książka moim zdaniem trochę różni się od Drogi królów, targetem, do którego jest skierowana. Oczywiście, oba cykle to fantastyka, jednak Z mgły zrodzony wydaje się bardziej przystępny dla ogółu, podczas gdy Droga królów to już naprawdę cegła z serii klasycznego high-fantasy. Dla mnie ta druga seria zostaje na razie na pierwszym miejscu twórczości Sandersona i wątpię, żeby cokolwiek mogło ją z tamtego miejsca ściągnąć. I skoro jesteśmy przy targecie, to tutaj spotkamy o wiele więcej miłostek, których niemal nie widać w Archiwum burzowego światła. Broń Boże, autor nie skupia się tutaj na rozterkach uczuciowych bohaterów, jednak na pewno poświęca im trochę czasu. A mnie to w ogóle nie wadzi, a nawet cieszy się ukryty w głębi romantyk!
Czasami z recenzjami jest tak, że idą jak krew z nosa, a tym razem mam ochotę pisać i pisać. Ale to nie ma sensu. Zamiast czytać moje wypociny lepiej od razu biegnijcie do biblioteki czy księgarni i szukajcie tego tytułu. Sanderson wyrasta w moich oczach na prawdziwego króla światowej fantastyki. Potrafi pisać o honorze, braterstwie, poświęceniu, pokonywaniu własnych słabości, jednocześnie sprawiając, że czytelnik świetnie się bawi przy lekturze i czyta z wypiekami na twarzy. To po prostu trzeba przeczytać! 
Nie mogę doczekać się kiedy sięgnę po kolejny tom ;)

Moja ocena: 9/10
 
 
Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html

 
 
 
 

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka