piątek, 3 marca 2023

„Zaginiony metal” Brandon Sanderson – gratka dla fanów uniwersum cosmere

Zaginiony metal
Brandon Sanderson

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: MAG

- No to jesteś jak stróż prawa. 
- Każdy może być. 
- Nawet ja? 
- Zwłaszcza ty. Jesteś tym, kim zechcesz, Wayne. 
 

Opis wydawcy

Waxillium Ladrian, stróż prawa z Dziczy, który został senatorem w wielkim mieście, przez lata podążał śladem tajemniczej organizacji zwanej Kręgiem, którą kierowali jego nieżyjący wuj i siostra, a która porywała ludzi pochodzących z rodzin Allomantów. Kiedy detektyw Marasi Colms i jej partner Wayne natrafiają na magazyn broni przeznaczonej dla Bilming, jednego z zewnętrznych miast, pojawia się nowy trop. Konflikt między stolicą Elendel a zewnętrznymi miastami przynosi korzyść Kręgowi, ich macki sięgają teraz Senatu Elendel, a Bilming jest jeszcze bardziej uwikłane.


Moja recenzja

Sanderson to jeden z najbardziej odważnych pisarzy współczesnej fantastyki. Nie tworzy świata przedstawionego w obrębie jednej serii. Zamiast tego kreuje całe uniwersum, gdzie na poszczególnych planetach rozgrywa się akcja różnych cyklów. Bohaterowie Zaginionego metalu zamieszkują Scandrial, czyli jedną z tych planet. Jak się okazuje w najnowszym tomie – kluczową dla całego uniwersum cosmere. Początkowa trylogia serii, którą otwiera książka Z mgły zrodzony, ma klimat młodzieżowego high fantasy. Akcja kolejnych czterech tomów ma miejsce na tej samej planecie, ale przenosi czytelnika w czasie o 300 lat. Obserwujemy jakie zmiany zaszły w świecie przedstawionym, w którym miecze zamieniono na strzelby, pojawiły się latające statki, a wizja zakrytego pyłem miasta należy już do zamierzchłej przeszłości.

Zakończenie drugiej ery serii Z mgły zrodzony było dla mnie satysfakcjonujące. Sanderson proponuje nowe spojrzenie na rozpoczęte wątki i przenosi akcenty, przez co niektórzy bohaterowie zostają trochę zapomniani, ale inni zyskują więcej czasu. Moim zdaniem niewiele rozwinęła się postać Waxa, który prowadzi spokojne życie u boku Steris. Autor jednak nadrabia tę niedoskonałość przez skupienie się na Waynie, który należy do ulubieńców czytelników. Ten zabawny mężczyzna pokaże nam swoją subtelną stronę, zobaczymy fragment z przeszłości i wzruszymy się nad jego losem już w krótkim prologu. Kolejny raz Sanderson pokazuje, że potrafi sklecić postać, z którą chcemy spędzać czas – wielowymiarową, która popełnia błędy, bawi czytelnika i przepełniona jest wrażliwością.

by Marc Simonetti, źródło

Niezłe rozwinięcie dostaje też Maresi, a jej wątek jest najbardziej związany ze światem cosmere. Sanderson postanawia w Zaginionym metalu wprowadzić sporo nawiązań do swojego uniwersum i jest to prawdziwa gratka dla fanów autora. Serce mocniej bije na każdą wzmiankę o Cieniomorzu czy o bohaterach innych serii autora, bo czekamy, aż w końcu te różne historie się połączą. Pozostaje pytanie: kiedy, dlaczego i kto będzie w takiej opowieści brał udział. Wszystko to jest bardzo ekscytujące, ale ma też pewną wadę. Jeżeli ktoś nie należy do grona zagorzałych fanów autora to może poczuć się zmęczony ilością informacji. Sanderson pozwala sobie na wprowadzanie nawiązań do innych serii, które mogą nie być zrozumiałe dla osoby, która nie czytała pozostałych jego książek. Sama kilkakrotnie zastanawiałam się do czego autor nawiązuje, bo przyznaję  trudno wszystko zapamiętać. Dodatkowo, wprowadzenie wszystkich wzmianek o cosmere odciągało czytelnika od głównej fabuły. 

To, czego autorowi nie można odmówić, to zdolności kończenia historii. Akcja w Zaginionym metalu rusza dość energicznie, ale po jakimś czasie spowalnia i dopiero przy ostatniej części trudno już książkę odłożyć. Ponownie, jest to czysta przyjemność ze śledzenia rozwoju akcji, trudnych wyborów bohaterów, ich pomysłów i poświęceń. Jeszcze mi się to w wykonaniu Sandersona nie znudziło i liczę, że przez długi czas się nie znudzi.

Po tej lekturze nie mogę się doczekać kolejnego tomu Archiwum Burzowego Światła. Sanderson ruszył z kopyta w kierunku łączenia swoich serii i jestem podekscytowana na myśl co będzie dalej.

niedziela, 19 lutego 2023

„Uratuj kotka! Ostatnia książka o pisaniu, jaką przeczytasz” Blake Snyder – poradnik nie tylko dla scenopisarzy!

Uratuj kotka! Ostatnia książka o pisaniu, jaką przeczytasz
Blake Snyder

Gatunek: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2005
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: WAB

Czy to komedia, czy dramat, najważniejsze jest wyciśnięcie z widzów emocji. (...) Chodzimy do kina nie tylko po to, by uciec przed rzeczywistością i dowiedzieć się wreszcie czegoś o życiu, ale też po to, by doświadczyć bliskiego snu stanu, w którym życie i towarzyszące mu emocje można odtworzyć w bezpiecznych warunkach. 

Opis wydawcy

Blake Snyder napisał bestsellerową książkę, po którą od lat sięgają nie tylko scenarzyści z całego świata, ale również pisarze i storytellerzy. To zbiór uniwersalnych porad budowania historii, dzięki którym pisanie staje się łatwiejsze niż kiedykolwiek.

Moja recenzja

Po Uratuj kotka! sięgnęłam z pozycji osoby zainteresowanej światem kina. Zupełnie nie myślę o tym, że mogłabym w przyszłości napisać scenariusz filmowy. Jednak gdybym była zainteresowana taką ścieżką kariery to książka Snydera byłaby w mojej biblioteczce punktem obowiązkowym.

Uratuj kotka! napisana jest w zupełnie inny sposób niż można się spodziewać po poradniku dla pisarzy. Nie ma tutaj podręcznikowego języka. Czytelnik może się poczuć, jakby był na kawie z autorem, który dzieli się z nim sprawdzonymi radami. To masa ciekawych spostrzeżeń podana w niespotykany sposób. Autor wprowadza innowacyjne pomysły, ale również systematyzuje wiedzę o kreowaniu bohaterów i konfliktów w filmie. Z nowości – przedstawia swój podział gatunków filmowych. Zapomnijmy o komediach, dramatach czy horrorach. U Snydera posługujemy się takimi terminami jak: dżinn z lampy (Bruce Wszechmogący, Dzień świstaka), złote runo (Gwiezdne wojny, Czarnoksiężnik z krainy Oz) czy potwór w domu (Azyl, Fatalne zauroczenie). Wyjaśnienia tego nowego podziału naprawdę mają sens, a wskazywanie wspólnych elementów i wyszukiwanie tytułów pasujących do nowego gatunku sprawiają wiele frajdy.

źródło

Niektóre z rad autora wydają się dość surowe. Podział scenariusza na części, z których na konkretnej stronie powinniśmy się spodziewać danej akcji, wydaje się przesadzony. We współczesnym świecie kina na pewno znajdą się dobre scenariusze, które nie trzymają się tego podziału. Czytając jednak argumentację Snydera trudno się z nim nie zgodzić. To, że najpierw musimy poznać bohatera, główny konflikt filmu, później obserwować jego przemianę z nieodzownym krokiem „wszystko stracone”  to stałe elementy dobrego kina. 

Nie dziwi mnie fakt, że wielu powieściopisarzy korzysta z rad Snydera. W Uratuj kotka! znajdziemy kilka uniwersalnych rad, które można odnieść do różnych dziedzin sztuki. Bo nieważne czy piszemy scenariusz czy powieść, to zawsze istotnych będzie kilka podstawowych kwestii. Czy nasz bohater jest kimś z kim zechcemy spędzić czas, czy będziemy mu kibicować? Czy przechodzi zmianę podczas trwania akcji? Czy potrafimy w jednym zdaniu przekazać o czym jest dany tytuł? I czy to zdanie zachęci ludzi do wybrania się do kina/przeczytania książki?

Świetną robotę wykonało wydawnictwo przy realizacji polskiego wydania. Kocham tę okładkę, kocham kotki wyglądające na rogu każdej strony. Największe brawa za dołączenie wstępu w wykonaniu Michała Oleszczyka. To naprawdę kawał dobrze zrobionej pracy. I zdecydowanie można tę książkę polecić jako prezent dla kinomaniaków czy początkujących pisarzy.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAB.

poniedziałek, 6 lutego 2023

„W snach to ja trzymam nóż” Ashley Winstead – morderca poszukiwany wśród (nie)przyjaciół

W snach to ja trzymam nóż
Ashley Winstead

Gatunek: kryminał
Rok pierwszego wydania: 2021
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Znak Crime

Spójrz na siebie ich oczami. Tego właśnie zawsze pragnęłam. Zobaczyć, kim jestem w oczach innych. Jessica ofiara. Jessica bohaterka. Wyjątkowa Jessica. Jednak wszyscy się mylili.
 

Opis wydawcy

Sześcioro przyjaciół. Spotkanie po dziesięciu latach. I jedna brutalna, niewyjaśniona zbrodnia. Wszyscy pragniemy akceptacji, a niektórzy nie cofną się przed niczym w pogoni za perfekcją. 

Spotkanie po latach na uczelni to idealny moment, aby powspominać w gronie dawnych przyjaciół, a przy okazji wskrzesić głęboko pogrzebane sekrety. Jedno z nich zabiło z zimną krwią, a drugie zastawiło pułapkę na mordercę i zrobi wszystko, aby osoba winna śmierci Heather dostała wreszcie to, na co zasłużyła. Tylko kto jest kim? 

Mint, Caro, Frankie, Coop, Heather, Jack i Jessica. Przeżyli razem najlepsze i najgorsze chwile w życiu. Jedno z nich jest potworem skrytym pod piękną maską. A drugie zaplanowało zemstę.   


Moja recenzja

Początek roku okazał się dla mnie dość intensywny, przez co nie miałam ochoty na wymagające książki. Kiedy pojawiła się propozycja przeczytania zachwalanego kryminału od nowej serii wydawnictwa Znak, pomyślałam, że to świetny pomysł. Potrzebowałam czegoś rozrywkowego, co wciągnie mnie w swój świat. Powieść W snach to ja trzymam nóż zdecydowanie należy do takich niewymagających lektur.

Pomysł jest dość sztampowy  poznajemy grupkę przyjaciół ze studiów, którzy spotykają się na zjeździe absolwentów. Wracają do zagadki śmierci ich koleżanki i próbują rozwikłać, które z nich mogło się do niej przyczynić. Szybko wkraczamy w schemat, gdzie pod ostrzałem pytań znajdują się po kolei wszystkie osoby. Broniąc swojej niewinności, dzielą się wstydliwymi tajemnicami z przeszłości. Fabuła kryminału biegnie zatem dwutorowo  jedna część dotyczy teraźniejszości na zjeździe absolwentów. Druga z nich zawiera wspomnienia bohaterów z lat spędzonych na kampusie uniwersytetu Duquette

źródło

Główne skrzypce w W snach to ja trzymam nóż gra Jessica. To postać zrodzona z chorej ambicji, której celem jest zdobyć uznanie, czy to w oczach rodzica, czy rówieśników. Jest zazdrosna w stosunku do bogatych przyjaciół, odpycha potencjalnych sojuszników, wybiera rozwiązania, które mogą przynieść jej najwięcej korzyści. Trudno odczytać jej charakter w pozytywnych barwach, przez co miałam z nią niemały problem. Z jednej strony – lubię kiedy podkreślone zostają wady głównej postaci, dzięki czemu staje się bardziej rzeczywista, wielowymiarowa. Niestety, mam wrażenie, że w tym przypadku za mało było pozytywów. Trudno jest kibicować osobie, która będąc łatwą do przeoczenia szarą myszką, myśli o wszystkich z pogardą. Może przedstawienie wyrywkowo jej przeszłości i trudnej sytuacji rodzinnej miało ją trochę wytłumaczyć, ale moim zdaniem to nie zadziałało. 

Plusem tego pomysłu na zebranie grupki osób i szukanie wśród nich zabójcy była możliwość obstawienia potencjalnego mordercy. Po krótkim przedstawieniu wszystkich bohaterów wybrałam swojego kandydata. Nawet kiedy fabuła zdawała się przeczyć mojemu wyborowi, liczyłam na to, że jeszcze zmieni swoje tory, co wprowadziło dodatkowe podekscytowanie zagadką. Trzeba też przyznać, że styl autorki jest bardzo lekki i książkę czyta się błyskawicznie. Niestety, jest kilka scen wręcz cringe'owych, z czego scena w restauracji wyryła się najmocniej w mojej pamięci. Wiem, że sporo się mówi o tej książce w kontekście nurtu dark akademia, ale dla mnie to bardziej kryminalna wersja Plotkary. Więcej tutaj licealnych dram niż mrocznego klimatu. Jeżeli lubicie takie lektury, to może być powieść dla Was. Ja po tych wszystkich zachwytach spodziewałam się jednak czegoś lepszego.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak Crime.

niedziela, 29 stycznia 2023

Fantastyka inspirowana mitologią grecką – „Kirke” i „Pieśń o Achillesie” Madeline Miller

Kirke & Pieśń o Achillesie
Madeline Miller

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2018 & 2011
Liczba stron: 414 & 384
Wydawnictwo: Albatros

Jego słowa nie mówią, że nie zaznamy bólu. Że nie zaznamy strachu. Znaczą tylko: jesteśmy tu. Płyniemy z prądem, kroczymy po ziemi, czujemy ją pod stopami. Żyjemy.

Opis wydawcy, Kirke

W domu Heliosa, boga słońca i najpotężniejszego z tytanów, rodzi się córka. Kirke jest dziwnym dzieckiem – nie tak potężnym jak ojciec ani tak bezwzględnym jak matka... Dziewczyna próbuje odnaleźć się w świecie śmiertelników, lecz odkrywa w sobie czarnoksięską moc, dzięki której może zagrozić samym bogom… Z tego powodu zostaje wygnana. Nie zamierza jednak przestać kształcić się w czarach. Jej ścieżki skrzyżują się z Minotaurem, Dedalem, jego synem Ikarem, morderczą Medeą i, oczywiście, z przebiegłym Odyseuszem.

Opis wydawcy, Pieśń o Achillesie

Pod lśniącą zbroją bohatera kryje się człowiek z krwi i kości. W historii Achillesa obok okrucieństwa i siły jest miejsce na miłość i poświęcenie. Nad Achillesem, synem króla i pięknej nimfy, ciąży straszliwe fatum. Tylko on może zapewnić Grecji wygraną w wyniszczającej wojnie. Ale zwycięstwo dopełni się wtedy, kiedy zginie. Zapowiedź tej tragedii nie opuszcza go ani na krok, lecz Achilles nie żyje w jej cieniu. Jest najpiękniejszym, najsilniejszym i najbardziej utalentowanym synem Grecji, złotym dzieckiem, które z czasem przeistacza się w największego bohatera swoich czasów. Patroklosowi brakuje tego wszystkiego, co ma Achilles. Jest wygnańcem – dziwnym, słabym i nic nieznaczącym. A jednak pewnego dnia między chłopcami zadzierzga się nić przyjaźni… Kiedy po latach Grecję obiega wieść o porwaniu do Troi pięknej Heleny, Achilles, uwiedziony obietnicą nieśmiertelnej sławy, z innymi bohaterami gotuje się do walki. Razem z nim rusza Patroklos. Jeszcze nie wiedzą, że na polach pod Troją los upomni się o swoje – niezależnie od prób, które podejmą, aby go oszukać. To opowieść o bogach, królach, nieśmiertelnej sławie i ludzkich uczuciach.

Moja recenzja

Znani i lubiani autorzy fantastyki często korzystają z umieszczania mitologicznych postaci w nowych światach przedstawionych. Kilkukrotnie w swojej twórczości zrobił to Neil Gaiman, chociaż on nie ogranicza się do korzystania tylko z greckiego panteonu bogów. Innymi przykładami mogą być: komiks Wonder Women, gdzie główna bohaterka to córka Zeusa i Hippolity; seria o Percym Jacksonie, w której Rick Riordan opanował do perfekcji opowiadanie nowych przygód greckich bogów. Trochę inną stronę prezentuje nurt tak zwanych retellingów. Zamiast korzystać z umieszczania znanych postaci w nowym miejscu to raczej ponowne opowiadanie klasycznej historii. Biorąc do ręki książki Kirke i Pieśń o Achillesie możemy się spodziewać, że historia wiedźmy Kirke i herosa Achillesa odhaczy wszystkie znane nam fakty. Zatem w przypadku tego gatunku ważniejsze jest to, w jaki sposób autorka opowiada i jaki dodatkowy element chce przemycić w swojej książce niż sama fabuła, którą znamy przed lekturą.

Pieśń o Achillesie z opowieści o bezwzględnym greckim herosie robi historię o zmysłowej relacji między dwójką osób. Zaskakujący jest już styl narracji, pełen czułości, wrażliwego spojrzenia na życie wewnętrzne młodych chłopaków. Rzuceni w okrutny świat znajdują ukojenie w swoim towarzystwie. Razem czują się bezpiecznie, ramię w ramię łatwiej jest im stawiać czoła przeciwnościom. Achilles wyruszy na wojnę i zostanie bohaterem, tak jak opisano w Iliadzie. Jednak Pieśń o Achillesie skupia się przede wszystkim na jego życiu uczuciowym. Zmienia się też punkt widzenia, bo narratorem jest Patroklos, wierny towarzysz herosa. To jego oczami będziemy obserwować całą historię od pierwszego spotkania z Achillesem po sam kres wydarzeń (chyba wszyscy wiemy jak to się skończyło?). Przedstawienie tej dwójki jako kochanków nie jest niczym nowym – już Platon ich za takowych uważał. Miller w swojej opowieści proponuje to samo podejście i to zdecydowanie przyciąga czytelników. Pomimo wielu wzmianek o wojnie, gatunek książki bardzo mocno przypomina romans. Nie jestem jego fanką i zapewne dlatego lektura wielokrotnie mnie nudziła. Możliwe, że jestem już trochę za stara na takie wzniosłe młodzieżowe miłości. Gdybym to od Pieśni o Achillesie zaczęła przygodę z autorką to może byśmy się nie polubiły. Pierwsza jednak była Kirke.

“Circe,” by John Collier, 1885. źródło

W Kirke autorka postanowiła oddać głos jednej z kobiet, którą spotkał Odyseusz na swojej długiej drodze do domu. Moje skojarzenia z Kirke przed lekturą ograniczyły się do prostego: wiedźma, która zamieniała mężczyzn w świnie. Dla Miller punktem zapalnym do stworzenia retellingu było dość pobieżne przedstawienie postaci kobiecych w Odysei. Homer stworzył piękną opowieść o tęsknocie za domem i walce z przeznaczeniem, skupiając się na męskim punkcie widzenia. Miller to zmienia, ponownie stosuje czułą narrację, budując wnikliwy obraz życia wewnętrznego bohaterki. Z kart książki bije kobieca siła i upór. Kirke zostaje doświadczona przez los, odtrącona przez własną rodzinę, postanawia więc szukać chwil szczęścia wewnątrz sytuacji, w której się znalazła. Z zagubionej, naiwnej dziewczynki staje się symbolem kobiety z niesamowitą mocą. Radzi sobie z samodzielnym wychowywaniem dziecka czy najazdami mężczyzn, próbujących ją wykorzystać. Na początku jest ufna i otwarta, ale uczy się na własnej skórze rozpoznawać tych, którzy ją oszukują dla swojego dobra. Żeby ich rozpoznać musi zostać wielokrotnie doświadczona przez los i ludzi, których na swojej drodze spotyka. W Kirke również sporo miejsca poświęcone jest tematowi miłości, jednak żaden ze związków nie przykrywa wątku rozwoju głównej bohaterki. Świetnie sprawdziły się w książce wzmianki o sytuacjach, w których tytułowa postać „maczała palce”. Na kartach powieści spotkamy zatem Medeę i Jazona, Minotaura czy Dedala. Spędziłam w towarzystwie bohaterki kilka miłych godzin, szczególnie polecam formę audiobooka. Mi udało się go dorwać podczas akcji czytaj.pl.

Madeline Miller znalazła pomysł na swoją literaturę. Nie są to może powieści, które wstrząsną literackim światem czy zmienią naszą perspektywę patrzenia na klasyki. Przyniosą za to rozrywkę i pozwolą nam rozkoszować się przebywaniem w innym, alternatywnym świecie. Jest w czytaniu retellingów coś uspokajającego, bo w końcu znamy już tę historię, wiemy gdzie zmierza. Możemy zatem skupić się na wyłapywaniu wszystkich smaczków, które zostawiła nam autorka.

piątek, 6 stycznia 2023

Podsumowanie 2022

Poprzedni rok zakończyłam okrutnym chorowaniem, dlatego podsumowanie pojawia się później niż zazwyczaj. Towarzyszące mi zapalenie płuc mogę określić wisienką na torcie parszywego roku.

Rok 2022 nie należał do udanych. Wybuch wojny wstrząsnął wszystkimi. U mnie zbiegło się to w czasie z czytaniem książek „Podłość”, „Mam nadzieję” i „Gdzie jesteś, piękny świecie”. W tych tytułach jest wszystko, pominę zatem obszerniejszy komentarz. 

Książki

Poprzedni rok upłynął mi pod znakiem polskich autorów. Niemal połowa przeczytanych przeze mnie książek została napisana przez rodzimych pisarzy. Ma to również odzwierciedlenie w tegorocznej topce. Czuję, że lektury były bardziej zróżnicowane pod względem gatunkowym niż w poprzednich latach. Pojawiło się trochę fantastyki, ale zdecydowanie mniej niż zazwyczaj. Z tego gatunku tylko Piranesi i Sandman trafili do grona najlepszych. Wśród przeczytanych książek znalazło się miejsce dla kryminalnej historii w wykonaniu Marty Kisiel (Dywan z wkładką i Efekt pandy), reportaży Anny Gacek (Ekstaza. Lata 90. Początek) i Jakuba Wojtaszczyka (Cudowne przegięcie. Reportaż o polskim dragu), ciekawej literatury pięknej w wykonaniu Filipa Zawady (Weź z nią zatańcz) i Wita Szostaka (Szczelinami). Czytanie polskiej literatury to trend, który chętnie będę kontynuować w przyszłym roku.


Co do moich najlepszych  kolejność jest przypadkowa. Wszystkie te tytuły należą do grona ulubieńców.

  • Piranesi Susanna Clarke  za odskocznię od rzeczywistości i możliwość zatopienia się w tajemniczy świat labiryntu.
  • Sandman. Pora mgieł Neil Gaiman  za niepohamowaną wyobraźnię autora i odważne połączenie różnych mitologii w zgrabną całość.
  • To przez ten wiatr Jakub Nowak  za odważne podejście do opowiadania alternatywnej historii romansu Modrzejewskiej i Sienkiewicza.
  • Zagroda zębów Wit Szostak  za połączenie dwóch lubianych przeze mnie motywów: mitologicznych historii z różnymi możliwymi ścieżkami jednego życia.
  • Miasteczko Middlemarch George Eliot  za przedstawienie społeczeństwa niewielkiej prowincji, pełnego marzeń i aspiracji.
  • Inni ludzie Dorota Masłowska  za nowatorską formę i styl, dzięki któremu przez tę brudną historię płynie się z pełnym zaangażowaniem.

Filmy

Kiedy czuję się źle, kiedy chcę się oderwać od rzeczywistości  zawsze uciekam w świat kina. To przychodzi mi naturalnie. Do czytania muszę mieć odpowiednie nastawienie. W przypadku filmów od gatunku zależy czy potrzebuję się mentalnie przygotować. 

W tym roku przekonałam się, że lżejsze, bardziej rozrywkowe tytuły również potrafią przebić się do najlepszych seansów roku. Filmów obejrzałam prawie 150, więc wybranie tej garstki najlepszych było katorgą. Muszę przemyśleć rozszerzenie listy do dziesięciu pozycji w przyszłym roku. Albo ograniczyć oglądanie filmów. Brałam udział stacjonarnie w festiwalach Nowe Horyzonty i American Film Festival - na obu bawiłam się świetnie. Wyniosłam z nich jedne z najlepszych filmów roku (Alcarras, Aftersun). Mam nadzieję, że w przyszłym roku również uda mi się wziąć w nich udział. 

  • Krótki film o zabijaniu  za dwie niezapomniane sceny śmierci i świetnie napisany scenariusz.
  • Alcarras  za przeniesienie mnie w świat dzieciństwa i przedstawienie wszystkich odcieni życia w dużej rodzinie na wsi.
  • Wszystko wszędzie naraz  za szaloną jazdę bez trzymanki, film petardę, zaskakujący na każdym kroku, jednocześnie będący kameralną historią relacji matki z córką.
  • Ich noce  za przyniesienie uśmiechu na twarz w tych mrocznych czasach, dowód na to, że da się zrobić komedię romantyczną z klasą.
  • Najgorszy człowiek na świecie  za pochłonięcie mnie podczas seansu, przedstawienie czegoś tak bliskiego w oryginalny sposób.

Seriale

Seriale w tym roku ponownie były częstym towarzyszem moich wieczorów. Tasiemce dzielę na te, które oglądam sama i te, które oglądam razem z mężem. Dziwnym trafem do topki trafiły wszystkie, którym urządzaliśmy wspólny seans. Oprócz nich było sporo innych perełek, szczególnie komediowych. Obejrzałam dwa satysfakcjonujące zakończenia  Brooklyn 9-9 oraz Derry Girls, ciepluchną młodzieżówkę Heartstopper i na maksa wciągający Biały Lotos. Mam nadzieję, że przyszły rok również okaże się pod tym względem ciekawy. Szczególnie, że już zaczęłam dwa seriale pretendujące do grona najlepszych (Andor i The Bear). Trochę zostało do nadrobienia, bo wciąż przede mną Zadzwoń do Saula, Ozark oraz nowość  Rozdzielenie


  • Fleabag  za najlepszy scenariusz serialowy ostatnich lat, za umiejętne połączenie smutku z uśmiechem.
  • Sukcesja  za budowanie napięcia, które chwyta za gardło, za nieprzyjemne postaci, które chce się oglądać na ekranie.
  • Ted Lasso  za ciepło i uśmiech, które wywołuje i cudownego Sudeikisa w roli głównej.
  • Stranger Things  za genialny wątek w Hawkins, jedną z najlepszych postaci serialowych 2022 (Eddie) i kultową scenę z unoszącą się Max.
  • Ród smoka  za zaskoczenie, że w świecie Westeros mamy wciąż miejsce na ciekawe historie. I za smoki, wiadomo. 

Teatr

Tak się złożyło, że w tym roku udało mi się obejrzeć sporo spektakli. Na tyle, że poskładałam tutaj krótką listę moich ulubionych. Spora w tym zasługa dostępu do spektakli w ramach National Theatre Online. Bez większych wyjaśnień, to po prostu te spektakle, które trudno zapomnieć. W końcu nadrobiłam Hamiltona, który jest tak dobry jak wszyscy mówią. Sen nocy letniej to czysta rozrywka, Król, Rzeźnia numer pięć i Cesarz to spektakle, które pokazują, że twórcy radzą sobie z przenoszeniem prozy na deski teatru.


Życzę spokojnego roku 2023!

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka