czwartek, 14 lipca 2016

Realizm w słowiańskiej fantastyce, czyli 'Krew i stal' Jacek Łukawski

  Ja dziś wybieram się na Woodstock, więc z życia wyjęta jestem do niedzieli. Ale zostawiam Was ze świeżutką recenzją :)



*Krew i stal*
Jacek Łukawski

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 376
*Wydawnictwo:* SQN Imaginatio
"- Nie każdy stary miecz musi być czarodziejski, tak jak nie w każdej pieczarze smok ma przykutą księżniczkę, która czeka tylko, byście ją uwolnili.
- A po cóż uwalniać? Smoka ubić i cieszyć się tym, że dziewka nie ucieka!"

*Krótko o fabule:*
Rycerz Arthorn zostaje wysłany przez doradcę króla krainy Wondettel na tajemniczą misję. W tym celu zbiera niewielki oddział pod dowództwem oficera Dartora i wyrusza w stronę Martwicy - połaci wymarłej ziemi, która zabija wszystko co żywe. Wąskim przesmykiem udaje im się dotrzeć do miejsca, w którym mogą znaleźć pamiątkę starożytnej magii.

*Moja ocena:*
 Od jakiegoś czasu o debiucie Jacka Łukawskiego zrobiło się głośno w Internecie. Czytając kolejne opinie mój apetyt na przeczytanie tej książki ciągle rósł, a wczoraj nareszcie go zaspokoiłam.
 Autor pochodzi z Kielc, ma doświadczenie w walce mieczem, ćwiczył m.in. karate, próbował jazdy konnej. Jest fanem książek fantastycznych i historycznych. Tako rzecze nam blurb, ale po przeczytaniu treści książki sama domyślałam się jakie pan Łukawski ma zainteresowania. Dlaczego? 
Książka napisana jest staropolskim, dość ciężkim językiem. Dużo w niej fachowego słownictwa, od razu widać że metody walki na miecze czy elementy zbroi nie są autorowi obce. Pozostaje pytanie czy język działa na plus powieści. Po przeczytaniu całości muszę odpowiedzieć: jak najbardziej tak. To dzięki niemu książka emanuje dodatkową magią, tą staropolską, słowiańską. I przede wszystkim wybija się z całego grona reszty powieści fantastycznych. Nie przeczę jednak, że niektórych to może odstraszać. 
Dodatkowo początek trochę powoli się rozkręcał. Nie dostawaliśmy wiele akcji, a przedstawienie głównych postaci oraz świata przedstawionego wydawało się przeciągać. Jednak po jakimś czasie historia rusza z kopyta i wtedy trudno oderwać się od czytania!
Świat przedstawiony jest brutalny, ale zarazem bardzo realny. Autor nie obawia się uśmiercania postaci, walki opisuje barwnie, tak samo jak wszelkie rany wojenne. Trzeba też wspomnieć o języku, którym posługują się bohaterowie, który czasami jest wulgarny, ale zawsze idealnie dopasowany do charakteru. Byłam zadowolona jak autor zmieniał sposób wypowiedzi kiedy do głosu dochodził prosty chłop czy osoba, która nie potrafi dobrze posługiwać się danym językiem. Wychodziło to realistycznie i zawsze dopełniało kreacji postaci.
źródło
W ogóle sposób przedstawiania bohaterów bardzo mi się podobał - bez zbędnych opisów, charaktery większości z nich poznawaliśmy po czynach bądź podczas rozmów przy fajce czy napitku. Najbliższy staje się nam główny bohater, czyli Arthorn. Jest to zdecydowanie intrygująca postać rycerza, który jest dzielny i honorowy, a zarazem kryje przed towarzyszami smutną przeszłość i stratę. Muszę przyznać, że kilku bohaterów, których polubiłam autor uśmiercił, nad czym ubolewam, ale co jak najbardziej rozumiem - chodzi przecież o fabułę, a nie o poszczególne sympatie. 
Na pewno brawa należą się za wprowadzenie elementów fantastycznych. W tej kwestii czuć inspirację słowiańską mitologią, naszymi potworami i naszą magią. Znajdziemy tu wile, powrotniki, czarty - naprawdę całą gamę ciekawych stworzeń, które wychylają się najczęściej nocą i których ciężko się pozbyć. Dodatkowo bohaterowie spotkają na swojej drodze żądne krwi smoki, baby mieszkające na uboczu i znające się na uzdrawiającej mocy ziół i tajemniczego Fardora, który ma już na karku kilka wieków (swoją drogą nie mogę się doczekać jak potoczy się jego historia). Trzeba przyznać, że wyobraźnia autora spełniła moja oczekiwania. 
Trudno też nie wspomnieć o elementach humorystycznych, których źródłem najczęściej są ciekawe postaci drugoplanowe i ich żarty słowne. Mocy dodają tutaj słowa staropolskie, w których często niektóre wypowiedzi brzmią zabawniej. A już moją miłość autor zdobył historią chłopca, który najadł się ziela i zaczął opowiadać o pierścieniu (wyciągniętym z nozdrzy byka), który trzeba zniszczyć w górach, bo inaczej świat ulegnie zagładzie. Tak piękne odniesienie do mistrza Tolkiena !
Zdecydowanie czuć, że pierwsza część to tylko wprowadzenie do tego co ma nadejść. Co chwilę mówią o tym postacie, wyczuwamy to w zmianach w świecie (cofająca się Martwica). Dlatego tak też traktuję ten tom - ciekawa, polska fantasy z przeważającym wątkiem drogi, która ma nam pokazać otoczenie i przedstawić bohaterów. I teraz, w kolejnym tomie dopiero nadejdzie prawdziwa akcja. 
Ja mam nadzieję, że autor poświęci więcej czasu postaciom kobiecym, których tutaj niewiele, a jak już się pojawiają to zazwyczaj przedstawiane są dość schematycznie. Najciekawiej wypada córka króla i o niej chciałabym poczytać trochę więcej - może w kolejnym tomie?
Podsumowując, Krew i stal to powieść dla fanów mocnego, męskiego wręcz fantasy z korzeniami w staropolskich wierzeniach i języku. Przygody głównego bohatera wciągają, świat się rozrasta, a czytelnik oczekuje na kolejny tom. I okładka jest cudowna !

Moja ocena: 7/10


  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN.

Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html






poniedziałek, 11 lipca 2016

Niedokończony poemat, czyli 'Martwe dusze' Mikołaj Gogol

BookAThon się zakończył, a ja jestem z siebie bardzo dumna. Co prawda nie przeczytałam jednej z książek (Jo Nesbo, wybacz!), ale reszta książek sprawiła mi wiele przyjemności ;) Dziś o jednej z nich.

*Martwe dusze*
Mikołaj Gogol

*Język oryginalny:* rosyjski
*Tytuł oryginału:* Мёртвые души
*Gatunek:* literatura zagraniczna
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1842
*Liczba stron:* 477
*Wydawnictwo:* Znak
"Podobało mu się nie to, o czym czytał, lecz raczej samo czytanie, ściślej sam proces czytania, że oto z liter ciągle wychodzi jakieś słowo, które czasami diabli wiedzą co znaczy."
*Krótko o fabule:*
W mieście określonym przez autora tajemniczą nazwą "N." zjawia się Paweł Iwanowicz Cziczikow. To mężczyzna dobrze wychowany, który szybko zaskarbia sobie sympatię mieszkańców. Po jakimś czasie wychodzi na jaw cel jego wizyty - pan Cziczikow odwiedza kolejne majątki ziemskie wykupując martwe dusze.

*Moja ocena:*
 Co jakiś czas staram się sięgać po któryś z klasyków. To, że literatura fantastyczna sprawia mi dużą frajdę nie znaczy, że czasami nie mam ochoty na coś zupełnie innego. A Martwe dusze okazały się czymś bardzo innym. 
Przyznam się, że mam jakąś słabość do rosyjskich autorów. Nie wiem czy to dozwolone tak wrzucać ich do jednego wora, ale jakoś pojawiła się taka zależność. I tutaj zazwyczaj nie chodzi o fabułę czy bohaterów, a sam sposób pisania. Człowiek czuje się jakby słuchał cudownej opowieści, którą snuje piekielnie inteligentny bajarz. 
Mikołaj Gogol jest znany przede wszystkim jako twórca komedii obyczajowych. Rewizor i Ożenek to utwory wciąż chętnie wystawiane przez liczne teatry w Polsce. Martwe dusze miały być jego największym dziełem. Ukończył jedynie pierwszy tom, rękopisy rozdziałów kolejnego często były przez niego niszczone, dlatego zachowały się tylko we fragmentach. Zmarł w wieku 43 lat. Do tej pory krążą spekulacje czy autora nie pochowano żywcem - po odkopaniu ciało przewrócone było twarzą w dół. 
Martwe dusze złapały mnie w swoje sidła od pierwszych stron. Nie spodziewałam się takiej frajdy przy lekturze klasyka! Okazało się, że Gogol, posługując się niebywale sprawnym językiem, przedstawił Rosję z jej bolączkami i wyśmiał naturę mieszkających w niej ludzi. A trzeba pamiętać, że zrobił to pod nosem samego cara!
źródło
Ciekawą sprawą jest tutaj kreacja bohaterów. W pierwszym tomie poznajemy mnóstwo różnych charakterów, które mają jednak ze sobą wiele wspólnego - przede wszystkim dążą do zdobywania zysku za wszelką cenę. Jestem pod wrażeniem wnikliwości autora. W prostych dialogach wymalował postaci z krwi i kości, na wskroś rosyjskie, typowe słowiańskie dusze. Na dodatek przelał w wielu z nich masę humoru, często absurdalnego, który tak cenię. Główna postać przez długi czas pozostaje dla czytelnika zagadką. Ot, miły dżentelmen, który nie wiadomo z jakiego powodu, skupuje martwe dusze. Pięknie było czytać jakie reakcje wywoływała ta informacja wśród mieszkańców miasteczka N. Sama historia Cziczikowa przedstawiona była dość późno i idealnie uzupełniła wyobrażenie o nim czytelnika.
 Podobno Gogol miał w zamyśle stworzyć poemat na miarę Boskiej komedii Dantego. To dlatego przedstawia nam świat, widziany oczami Cziczikowa, który zwiedza coraz to nowe zakamarki miasta poszukując martwych dusz do sprzedaży. Z każdą wizytą autor pokazuje nam coraz więcej Rosji, a trzeba przyznać, że opisy u Gogola są bardzo barwne i dokładne. Do tego często zwraca się on bezpośrednio do czytelnika, co sprawia że czytanie staje się tak naprawdę monologiem, przez który autor nawiązuje z nami więź. 
Problem pojawia się kiedy wkracza drugi tom, niestety bardzo okrojony. Często rozdziały czy zdania kończą się przypisem, w którym zostajemy poinformowani, że dalszej części po prostu nie ma. Przyznam, że ten fakt sprawił, że o wiele trudniej było mi przez tom przebrnąć. Bo kiedy historia urywa się w środku ciekawej sceny, żeby przejść do kolejnego dnia czytelnik się gubi. I mimo że styl autora nadal zachwyca to sama warstwa fabularna zaczyna kuleć. Na dodatek czułam się trochę tak, jakby Gogol zaczął usprawiedliwiać mieszkańców Rosji, przedstawiać ich z lepszej strony (jako idealnych gospodarzy) trochę na siłę. Może taki był zamysł, może dalsze części miały to wyjaśnić - tego już się niestety nie dowiemy.
Mimo że Martwe dusze są niedokończonym poematem, zdecydowanie warto po nie sięgnąć. To obraz Rosji opisany z pomysłem, masą inteligencji i hektolitrami absurdalnego humoru, który kryje za sobą melancholijny wyraz autora na temat narodowych niedoskonałości. Lektura może nie lekka, ale zdecydowanie przyjemna.

Moja ocena: 8/10 (za pierwszy tom byłaby dziesiąteczka, no ale...)
I mała próbka humoru Gogola:
"Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia. "
Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html


 

czwartek, 7 lipca 2016

'Awkward', czyli młodzieżowy umilacz czasu

Wciąż zmagam się z wyzwaniami BookAThonowymi, a odwiedziła mnie dawno nie widziana znajoma, więc wybaczcie małą aktywność ;)
Dzisiaj krótko będzie mowa o serialu, którego emisja (uwaga!) została już zakończona. To pierwsza taka notka na blogu, do tej pory pisałam o tych, które wciąż powstają. Przed Wami Awkward, czy jeśli ktoś woli po polsku - Inna.
Serial zaczyna się kiedy Jenna Hamilton (Ashley Rickards) jest na początku swojej edukacji w liceum. Po jednym, nieszczęsnym wypadku pod prysznicem cała szkoła zaczyna plotkować na temat jej "nieudanej próby samobójczej".
Opis jak wiadomo dotyczy tylko pierwszego odcinka, a całość składa się z pięciu sezonów po ponad 20 odcinków. Na pocieszenie powiem Wam, że każdy z nich trwa niecałe 20 minut, a czas naprawdę ucieka w przyjemnym nastroju. 
Nie wiem za bardzo co trzymało mnie przy nim do końca. Zgoda, kiedy zaczęłam go oglądać byłam jeszcze w liceum i lubiłam tego typu seriale (na topie była Plotkara i szukałam jakiegoś zamiennika). Ale, że wytrzymałam z nim te pięć lat, trochę mnie dziwi. Zastanawiam się więc nad powodem.
Wydaje mi się, że na początku kupił mnie scenariusz. Wiadomo, całość była przerysowana, ale ta forma mi się spodobała (zresztą to serial MTV, więc trzeba było spodziewać się czegoś lżejszego). Niby wszystko sztampowe - zwykła szara myszka, w której zakochuje się przystojniak. Na szczęście twórcy nie trzymali się kurczowo tego pomysłu przez cały czas i wrzucali bohaterów w coraz to nowe sytuacje. 
A zostałam z nim do końca, bo po kilku sezonach jakoś przywiązałam się do bohaterów. To naturalne, że byłam ciekawa jak to się wszystko potoczy, szczególnie że pod koniec sezonu zawsze zostawały jakieś skomplikowane sprawy, które oczekiwały na rozwiązanie. Zresztą, odcinki są tak krótkie, że umiliły mi wiele szybkich posiłków. Serial skierowany jest przede wszystkim do nastolatków, ale starsze osoby też mogą dać mu szansę. Przekonać Was może to, że oprócz mnie w domu oglądał go też współlokator (student, na trzecim roku).
Podobała mi się więź między matką a córką - Jenna była typową "wpadką" i jej rodzice wciąż są bardzo młodzi. Często to jej matka wpadała na bardziej szalone pomysły i Jenna musiała ją hamować. Tak naprawdę główna postać może czasami irytować swoimi wyborami i popełnianymi błędami, ale mi to nie przeszkadzało - dzięki temu wciąż trzeba było wychodzić cało z opresji :)
Muszę przyznać, że początkowo oglądałam go dla scenariusza i zabawy, ale z czasem zaczęłam kibicować głównej parze. Przeżyli wiele różnych perypetii, ale uważam, że naprawdę do siebie pasują i było czuć między nimi tę chemię. 
Problem polega na tym, że trzy pierwsze sezony były o wiele lepsze niż dwa kolejne, jak to często z serialami bywa. Na szczęście twórcy nie ciągnęli przygód dalej, tylko przestali na piątym sezonie. Muszę przyznać, że samo zakończenie mi się podobało. Dość otwarte, bez wymuszonych scen. Takie życiowe i prawdziwe.
 Podsumowując, jeżeli szukacie czegoś niezobowiązującego, lekkiego i krótkiego, Inna może Wam się spodobać. Nie ma co oczekiwać po tym serialu wysokiej rozrywki, ale dla nastolatek na pewno ma jakieś przesłanie. A starsi mogą poczuć się trochę młodsi przy oglądaniu!

Ocena serialu: 7-/10


poniedziałek, 4 lipca 2016

BookAThon 2016: edycja letnia

Brałam już udział w BookAThonie edycji zimowej 2015 (LINK). Bardzo podoba mi się ta inicjatywa, szczególnie, że nic nie jest tak naprawdę narzucone. Bierze się udział tylko dla siebie, żeby zmotywować się do czytania, a jeżeli nie wypełnisz tych zadań to przecież nic się nie stało - ważne, że spróbowałeś. 

Wiem, że wiele osób nie bierze udziału ze względu na wyzwania. Przyznam, że mi też początkowo wydały się trudne do zrealizowania i pewnie nie wzięłabym udziału gdyby nie moja ostatnia zdobycz z biblioteki, książka autora o moich inicjałach! Stwierdziłam, że skoro tak mi się z nią udało, to resztę już jakoś dopasuję. Przed Wami moje plany!

poniedziałek, 04.07.2016
WAKACJE Z DUCHAMI
Do tego wyzwania wybrałam Martwe dusze Mikołaja Gogola. Co prawda książkę już kończę (zaczęłam czytanie jakoś w styczniu, później miałam przerwę), ale liczę tylko strony, które mi zostały. No i do martwych dusz, kupowanych przez Cziczikowa można chyba dopasować te duchy, naciągane, ale działa! 
Stron: zostało mi 100 do końca. 

wtorek, 05.07.2016
DOKOŃCZENIE LUB ZAKOŃCZENIE SERII

Brawo ja! Zamiast skończyć którąś z serii ja oczywiście wybieram rozpoczęcie kolejnej. Cóż, taka już moja przypadłość. Wybór padł na Z mgły zrodzonego Brandona Sandersona, chociaż Czas żniw był bardzo blisko. Sandersona jednak kocham mocno, więc mam nadzieję, że z tą cegiełką sobie poradzę jakoś.
Stron: 670

środa, 06.07.2016
AUTOR O TWOIM IMIENIU LUB INICJAŁACH

To wyzwanie jest akurat bardzo trudne. Jakoś zawsze trudno mi było znaleźć autora o inicjałach M.H., a moje imię niestety również nie jest zbyt popularne. Przy okazji ostatniej wizyty w bibliotece rzuciła mi się w oczy Uległość Michaela Houellebecqa, którą bardzo polecał mi znajomy. Wzięłam do domu, a później okazało się, że idealnie wpasowała się w to wyzwanie!
Stron: 285

czwartek, 07.07.2016
LATO Z KRYMINAŁEM

Tutaj miałam niemałą zagwozdkę. Oczywiście na półkach znalazłam niewiele tego gatunku (Mroza mam dalej tylko Zaginięcie, czyli drugą część ;( ). Na szczęście mój Luby jak już czyta, to często właśnie kryminały/thrillery, więc w końcu rozpocznę przygodę z Jo Nesbo, ciekawe jak mi się spodoba!
Stron: 375

piątek, 08.07.2016
KSIĄŻKA Z TWOIM ZAWODEM

Kolejne wyzwanie wymagające chwili pomyślenia. Na szczęście z pomocą przyszła mi siostra - podobno w Nomen Omen Marty Kisiel są studenci Politechniki. I to nawet we Wrocławiu, więc wszystko się zgadza. Dawno chciałam się za tę książkę wziąć, bo już nie mogę się doczekać Dożywocia 2 !
Stron: 331

sobota, 09.07.2016
WAKACYJNA MIŁOŚĆ

Mam nadzieję, że w którejś z powyższych książek znajdę jakąś swoją wakacyjną miłość (najpewniej w Z mgły zrodzonym, mam słabość do bohaterów w fantastyce).


niedziela, 09.07.2016
PRZECZYTAJ 1500 STRON
 100+670+285+375+331 = 1761 stron


A Wy bierzecie udział w BookAThonie? Jakie książki wybraliście?
 

piątek, 1 lipca 2016

Zabawa formą i treścią, czyli 'Drażliwe tematy' Neil Gaiman

 W poniedziałek powinna pojawić się notka na temat letniej edycji Bookathonu, w której mam zamiar wziąć udział. Mam nadzieję, że uda mi się coś napisać na temat ostatniej wizyty w teatrze. Tymczasem wrzucam moją opinię na temat zbioru opowiadań Gaimana, miłej lektury!
*Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne*
Neil Gaiman

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Trigger Warning: Short Fictions and Disturbances
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* zbiór opowiadań/nowel
*Rok pierwszego wydania:* 2015
*Liczba stron:* 392
*Wydawnictwo:* MAG

"Zawsze jest warto spróbować, nawet jeśli się nie uda, nawet jeśli już zawsze będziesz spadać jak meteor. Lepiej rozbłysnąć w ciemności, stać się natchnieniem dla innych, żyć, niż siedzieć w mroku i przeklinać ludzi, którzy pożyczyli i nie oddali ci świec."
*Krótko o fabule:*
Zbiór opowiadań Neila Gaimana

*Moja ocena:*
 To dziwne, że jeszcze nic o Gaimanie Wam nie opowiadałam, bo to jeden z moich ulubionych autorów. Zaczęło się niewinnie od Nigdziebądź, później przeszło przez Gwiezdny Pył, zbiory opowiadań, a Amerykańscy bogowie przemówili do mnie już w stu procentach. Za każdym razem jak widzę jego nazwisko mam ochotę wziąć książkę w łapki i pożreć ją wzrokiem. Dlatego nie mogłam oprzeć się Drażliwym tematom, szczególnie że okładka po prostu olśniewa swoim pięknem!
Początkowo miałam plan, żeby przeplatać czytanie z innymi książkami. W takim sensie, że kiedy nie mam ochoty dalej czytać tego, co aktualnie jest na tapecie, sięgnę po jakąś krótką formę od Gaimana. Niestety pomysł spalił na panewce, kiedy tylko otworzyłam tę książkę. Mówisz sobie "jeszcze tylko jedno krótkie opowiadanie", a zaraz później przewracasz ostatnią stronę i sprawdzasz czy nie ma więcej. 
Najpiękniejsze w tym zbiorze jest to, że autor bawi się nie tylko treścią, ale też formą. Oprócz pełnowymiarowych opowiadań spotkamy się tutaj z kilkoma wierszami, a nawet odpowiedziami ankietowymi! Tym sposobem ciężko porównywać do siebie niektóre z zamieszczonych w zbiorze utworów, bo są tak od siebie różne. To, co jest bolączką antologii - ten fakt, że jedno opowiadanie jest genialne, a inne bardzo słabe, tutaj nie ma miejsca. Natomiast zdarzają się opowiadania, które zostaną w pamięci na dłużej i te, które szybciej wylecą z głowy - nie zmienia to faktu, że każde z nich jest miłym przeżyciem. 
Świetnym pomysłem było umieszczenie na początku krótkich wyjaśnień do każdego z opowiadań. W pewnych przypadkach nadawało to trochę innego podejścia do przeczytanej historii. Można zacząć od tekstu "O zawartości tej książki", ja jednak najpierw czytałam opowiadanie, a dopiero później jego genezę i było mi z tym bardzo dobrze. Jednak wybór należy do czytelnika.
 Przejdźmy do tego, które formy mi najbardziej się spodobały. Numerem jeden zostanie chyba retelling połączonych baśni "Królewny Śnieżki" i "Śpiącej królewny". Uwielbiam to, że Neil Gaiman nie boi się wziąć wszystkim znanych historii i przedstawić je w kompletnie innym świetle. Z jego poprzedniego tomu opowiadań (Dym i lustra), do tej pory pamiętam opowiadanie "Śnieg, szkło i jabłka", a z tego na pewno zapamiętam "Śpiącą i wrzeciono"! Cudowny zwrot akcji, silne kobiece postaci i takie inne zakończenie. Z podobnych względów podobało mi się opowiadanie "Prawda to jaskinia w czarnych górach", o poszukiwaniu zemsty, ludzkiej chciwości i wyrzutach sumienia, a wszystko to w baśniowych, magicznych klimatach. "Pomarańcz" natomiast zaskakuje formą (odpowiedzi w ankiecie) i przez to naprawdę zyskuje w oczach czytelnika. 
Gaiman oprócz baśni wziął na warsztat też fanficki znanych seriali - Sherlocka i Doctora Who! Przyznam, że jestem dopiero w trakcie oglądania tego pierwszego, a drugiego widziałam kilka odcinków, wiem jednak o co chodzi. I trochę ważne, żeby znać ogólny schemat, wtedy lepiej się czyta i nie trzeba się zastanawiać czym jest TARDIS np. Przyznam, że bardziej podobało mi się właśnie fanfiction Doctora Who, ale oba są godne polecenia.
Miłym puszczeniem oka był tekst "Żeńskie końcówki". Już podczas czytania myślałam, że to dotyczy Polski, ale trudno mi było w to uwierzyć. Dopiero w wyjaśnieniach wyczytałam, że faktycznie Gaiman miał na myśli ludzki posąg w Krakowie! Od razu się człowiekowi robi miło, że w takiej książce wspomniana jest jego ojczyzna.
Najgorsze jest to, że tak wiele tutaj świetnych opowiadań, że nie da się wspomnieć o wszystkich. Wymienię tylko, że zachwyciły mnie też "Problem z Cassandrą", "Przygoda", "Kalendarz opowieści", "Klik-Klak Grzechotka", "Brylanty i perły: baśń", "Powrót Chudego Białego Księcia". No i trudno nie uśmiechnąć się na ostatnie opowiadanie w tomiku - "Czarny pies", które jest nawiązaniem do Amerykańskich bogów. Wiersze Gaimana niestety najmniej zapadły w pamięć, ale również miło się je czytało.
Podobało mi się również ułożenie wszystkich tekstów w antologii, pomysł widać szczególnie kiedy wkracza tekst "Przestrzegać formalności" o tym, jak nie zaproszono Czarownicy na urodziny Aurory, a później od razu czytamy "Śpiącą i wrzeciono". I w ogóle całość jest bardzo wyważona, tak, że nie mamy opcji się nudzić. 
Co ja Wam mogę napisać, po prostu uwielbiam Neila Gaimana i cieszę się, że wiele jego książek wciąż przede mną. Klimat, który tworzy jest cudowny. Do tego zawsze kiedy czytam wszelkie wstępy, dedykacje to od razu się uśmiecham - czuję się jakby mówił personalnie do mnie. Inteligentny facet, który tworzy niezwykłe historie. Nic, tylko czytać!

Moja ocena: 9/10

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html


Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka