Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sandman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sandman. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 listopada 2022

„Sandman” komiks vs. serial – czy udało się przenieść tę historię na ekran?

Ekranizowanie kultowych dzieł z gatunku fantastyki nie należy do najprostszych zadań. Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu twórcy filmowi i telewizyjni preferują przenosić na ekrany fantastykę młodzieżową. Możliwe, że gwarantuje to bardziej zaangażowaną i wierną młodszą widownię, a zarazem nie kosztuje tyle, co wyprodukowanie serialu high fantasy. Udało się to w przypadku Cienia i kości, Pamiętników wampirów, Shadowhunters czy The 100, które oglądały rzesze fanów gatunku, często nastolatków. Jeżeli jednak mówimy o tytułach, którym bliżej do epickiego fantasy, to opcje są raczej ograniczone. Dostaliśmy genialną ekranizację Gry o tron, ale poza tym większość produkcji nie wypaliła. Przykładem może być Miecz prawdy na podstawie książek Terry'ego Goodkinda. Osobiście serial oglądałam z wypiekami na twarzy ze względu na świetny pomysł na świat przedstawiony, rządzące nim prawa i głównych bohaterów. Jednak na poziomie produkcji Miecz prawdy do wybitnych nie należał. Podobnie było z Kronikami Shannary na podstawie książek Terry'ego Brooksa. Serial zapowiadał się bardzo dobrze, ale czegoś przy produkcji zabrakło i skończył się po dwóch sezonach. 

Z ekranizacjami prozy Neila Gaimana jest chyba jeszcze trudniej. Jego książki opierają się na specyficznej stylistyce, zaskakujących rozwiązaniach fabularnych, nieoczywistych połączeniach, często opartych na mieszance różnych mitologii. Do tej pory doczekaliśmy się ekranizacji Gwiezdnego pyłu (książka i film w sporym stopniu się od siebie różnią), serialowej wersji Amerykańskich bogów (niestety, serialowi daleko do geniuszu pierwowzoru), animacji Koraliny (film jest bardzo dobry, ale w tym przypadku nie znam oryginału) i serialu Dobry omen, chyba najlepiej oddającego ducha Gaimana i Pratchetta (tę książkę napisali wspólnie). Kiedy ogłoszono wieść o rozpoczęciu prac nad Sandmanem moją pierwszą reakcją była czysta radość. Jednak już przy pierwszych zapowiedziach zaczęłam czuć nutkę sceptycyzmu. Zdjęcia zapowiadały coś, co wyglądało na zbyt grzeczne, a rewolucyjnemu komiksowi do takiej grzeczności bardzo daleko.


Komiksy (tomy 1-4)

Kiedy serial pojawił się na Netfliksie pierwsze co zrobiłam to sięgnęłam po komiksy. Na półce miałam łącznie cztery tomy, z czego jedynie pierwszy już czytałam (pisałam o nim tutaj). Drugi tom, czyli Dom lalek, okazał się dobrym sposobem na przypomnienie sobie postaci, oryginalnej kreski i świetnych pomysłów Gaimana. W opowieść wkraczamy w miejscu, gdzie autor zostawił nas na końcu poprzedniego tomu. Sandman, władca krainy snów, po odzyskaniu swoich atrybutów, skupia się na ogarnięciu spraw, nagromadzonych podczas jego nieobecności. Będzie musiał poszukać zaginionych demonów, a ponadto pojawiają się w Śnieniu plotki o budzącym grozę Wirze.

Znowu jest kilka takich epizodów, po których zbieramy szczękę z podłogi. Przede wszystkim w pamięci zostaje ten ze zjazdem fanów płatków śniadaniowych. Komiksy czyta się błyskawicznie, więc szybko przeszłam do trzeciego, a później czwartego tomu. Znając dalszą historię muszę stwierdzić, że drugi tom wypada dość blado. W trzecim brakuje jakiegoś wiodącego wątku, to raczej zestaw krótkich historii. W tym Gaiman jest akurat świetny i pokazuje możliwości swojej wyobraźni. Raczy nas opowieścią o kotach, które kiedyś rządziły światem czy wystawianiem sztuki Sen nocy letniej przed prawdziwym Oberynem i Tytanią. Jednak nic się nie umywa do tomu czwartego, gdzie w końcu wyłonił się wątek przewodni, który po prostu wymiata. Gdybym miała więcej tomów Sandmana na półce na pewno wciągnęłabym wszystkie, ta historia tak się rozkręca. I na pewno się w kolejne zeszyty uzbroję.

Komiksy vs. serial

W serialu zekranizowana została historia z dwóch tomów. Dodatkowo, otrzymaliśmy odcinek specjalny, z krótkimi opowiadaniami z tomu trzeciego. Okazuje się, że ekranizacja komiksu jest bardzo wierna pierwowzorowi. Nad całością czuwa sam Gaiman – widać, że pilnował produkcji i chyba jest dumny z osiągniętego efektu. Ja przyznaję, że do czystej ekstazy mi trochę brakuje, bo mam coś do zarzucenia, ale zdecydowanie wyszło lepiej niż się spodziewałam. 

źródło

Casting

Zacznijmy od najmocniejszej strony, czyli castingu. Przede wszystkim postać Morfeusza, której najbardziej się obawiałam. W komiksie jest to mistyczny bohater, z oczami pełnymi gwiazd i lekko niebieskawą skórą. W serialu wygląda dość... zwyczajnie. Chłopak z bałaganem na głowie, noszący dobrze skrojony czarny płaszcz. Jednak w wykonaniu Toma Sturridge w magiczny sposób to działa. Aktor oddaje Morfeuszowi sprawiedliwość, jest wycofany, cichy, ale jednocześnie pełen siły, momentami niepewny, czasami chłodny, ale szukający kontaktu z drugą osobą. Wszystko to zgadza się z obrazem Sandmana, który zbudowałam sobie w głowie po przeczytaniu komiksów. Podobnie z postaciami drugoplanowymi, nawet jeżeli różnią się trochę od tych przedstawionych w komiksie, to zachowana została ich esencja  cudowna jest Gwendoline Christie jako Lucyfer, świetni Mason Alexander Park jako Pożądanie. Twórcy wybierając grono rodzeństwa Morfeusza wiedzieli co ich czeka w przyszłych tomach, z pełną świadomością wybrali najlepszych z najlepszych. Bardzo mnie to cieszy w perspektywie kolejnych sezonów.

Zmiany płci

Wielu widzów narzekało na zmiany wprowadzone w serialu, szczególnie w kontekście wyglądu/płci aktorów. Zupełnie tych zarzutów nie rozumiem, już nawet biorąc pod uwagę, że to fantastyczny świat, nad którym piecze trzyma autor pierwowzoru. Dodatkowo, głosy oburzenia można zrozumieć, jeżeli ktoś zobaczy jak dany aktor gra, ale w tym przypadku burza rozpętała się już przy ogłoszeniu obsady. Okazało się jednak, że te zmiany wypadły naprawdę satysfakcjonująco  Lucyfer i Pożądanie to jedne z najbardziej intrygujących postaci, a Śmierć wypadła tak sympatycznie jak jej pierwowzór. Damska wersja Constantine'a również podbiła moje serce, szczególnie, że Jenna Coleman w tej roli jest harda i trochę bezczelna, dzięki czemu od razu przykuwa uwagę.

źródło

Poszczególne odcinki / Wierność oryginałowi

Jeżeli chcemy rozmawiać o ciągłości serialu, porównując do siebie różne odcinki, to trzeba przyznać, że pierwszy sezon jest nierówny. Z jednej strony  ma to sens, bo poszczególne zeszyty Sandmana też się od siebie różnią, jedne zachwycają mocniej, drugie trochę mniej. I tak jak komiks nie był najmocniejszy w tomie Dom lalki, tak w serialu zauważalny jest spadek jakości gdzieś od siódmego odcinka. To wtedy zakończyła się historia z pierwszego tomu komiksu, w której śledziliśmy perypetie wyzwolonego Morfeusza, który odzyskuje swoje atrybuty i przenosimy się do opowieści o Rose Walker. Dziewczyna jest Wirem, stanowiącym niebezpieczeństwo dla Śnienia, dlatego Sandman jej poszukuje. Rose budzi również zainteresowanie Koryntczyka, który chce użyć jej siły, żeby wyzwolić się od Morfeusza. Postać koszmaru w postaci Koryntczyka to jeden z najsilniejszych elementów tej części opowieści. Niestety, poza nim, w wielu momentach ta historia budzi znużenie. Na pocieszenie, uważam, że to również słabiej działało w komiksie, więc jest nadzieja, że kolejne wydarzenia w serialu będą bardziej angażujące, tak jak rozwija się to w powieści graficznej.

Różnic jest kilka: John Dee w serialu przedstawiony został trochę mniej złowieszczo i poświęcono więcej miejsca na wyjaśnienie jego motywacji; w komiksie to demon Choronzon walczy z Morfeuszem w piekle, a nie Lucyfer; postać Koryntczyka pojawia się wcześniej i poświęcono jej więcej miejsca w serialu. Uważam, że wszystkie te zmiany były naprawdę niewielkie, a wpłynęły na całość bardzo pozytywnie. Mam cichą nadzieję, że w przyszłych sezonach twórcy pozwolą sobie na więcej takich odstępstw.

źródło

Technikalia

Jak już wspomniałam, przenieść Sandmana na ekran nie jest łatwo. Komiks pozwala na sporo wizualnej zabawy, praca grafików robi spore wrażenie. Obrazki pozwalają czytelnikom wczuć się w mroczny klimat świata przedstawionego. Serialowa wersja ucierpiała na próbie przenoszenia ich 1:1  przykładowo sny współlokatorów Rose Walker na papierze wypadały dużo ciekawiej. Nie znaczy to, że wszędzie jest źle, bo przykładowo projekt krainy snów w serialu wypadł świetnie. Mam jednak wrażenie, że momentami zatraca się magia. Może jest to kwestia zbyt wiernego trzymania się oryginału, twórcy boja się zaszaleć. Zadanie mają trudne – połączenie śnienia ze światem przebudzonym i ten przedziwny miks bohaterów: bogowie, koszmary, ludzie, demony. Dla mnie wypadło to momentami zbyt poprawnie.

Na szczęście okazuje się, że Sandman otrzymał zielone światło dla drugiego sezonu. Cieszy to niezmiernie. Z tego co już wyżej wypisałam: historia w kolejnych tomach daje spore pole do popisu, a obsada dobrana jest genialnie, więc ma to duży potencjał. I jeżeli mogłabym na coś liczyć, to marzyłoby mi się więcej szaleństwa w obszarze wizualnym i muzycznym. Trzymam kciuki i na pewno obejrzę kolejne odsłony Sandmana.

sobota, 21 kwietnia 2018

Superbohater inny niż wszyscy - „Sandman: Preludia i Nokturny” Neil Gaiman


*Preludia i Nokturny*
Neil Gaiman / Sam Kieth / Mike Dringenberg / Malcolm Jones III

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Preludes and Nocturnes
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* komiks
*Rok pierwszego wydania:* 1989
*Liczba stron:* 237
*Wydawnictwo:* Egmont Polska
Jaką MOC miałoby PIEKŁO, gdyby uwięzieni w nim nie mogli śnić o NIEBIE?
*Krótko o fabule:*
Pierwszy tom bestsellerowej sagi fantastyczno-obyczajowej o Władcy Snów, Sandmanie. W tomie znalazły się dwa wydane w 2002 roku albumy: "Sen sprawiedliwych" i "Nadzieja w piekle". Historia rozpoczyna się od uwięzienia Władcy Snów na Ziemi, przez pana Burgessa i przedstawia próby jego powrotu na swoje stanowisko.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Nareszcie nadszedł ten moment - sięgnęłam po swój pierwszy w życiu komiks. Był czas, kiedy po prostu myślałam, że ta forma nie jest dla mnie. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że przeglądam obrazki z dialogami w dymkach i sprawia mi to radość. Powoli jednak, czytając kolejne zachwyty znajomych czy oglądając świetne ekranizacje komiksów, przekonałam się do tej formy i stwierdziłam, że jestem gotowa spróbować. Trochę poszperałam w tytułach, zanim zdecydowałam się na Sandmana. Początkowo myślałam o powieściach graficznych, których ekranizacje widziałam (jak Persepolis czy V jak Vendetta). Jednak po przeanalizowaniu wielu tytułów, stwierdziłam, że najbezpieczniej będzie sięgnąć po autora, który zazwyczaj w pełni mnie zadowala, czyli po genialnego Neila Gaimana.

Początki były dla mnie trudne. Nie wiem, czy to nieznajomość formy czy brak skupienia z mojej strony, ale czasami nie mogłam się połapać kto się wypowiada i jaka jest kolejność obrazków. To znaczy, przechodziłam do zdarzenia po prawej stronie, a powinnam znaleźć się na dole, do czego chwilę później docierałam. Myślałam, że taka już cecha komiksów. A jednak nie! Z czasem tak się wciągnęłam, że wzrok automatycznie przeskakiwał do odpowiedniego obrazka i zdarzenia, a ja jakoś przestałam mieć problem z zobaczeniem historii jako całości, a nie jako serii zagadek pod tytułem „kto, gdzie i w jakiej kolejności rozmawia”.

Trochę z powodu tego początkowego zagubienia wciągnięcie się w historię zajęło mi dłuższą chwilę. A żeby być konkretną, to dokładnie jedno opowiadanie. Bo tak, Sandman: Preludia i Nokturny, to w sumie taki zbiór historii dotyczących Boga Snów. Zaczyna się od uwięzienia i przetrzymywania go przez długie lata. Muszę tutaj wspomnieć o świetnych wstawkach, opisujących zmiany jakie zaszły na świecie, po zamknięciu Morfeusza. To były takie pojedyncze strony, co kilka lat, pokazujące reakcje osób na brak snu/zbyt wiele snu itp. Podsumowując - od kiedy Sandman przestał wykonywać swoje zadania i nie panował już nad Krainą Snów, wiele spraw na świecie się grubo pokiełbasiło.
źródło
Ci z Was, którzy znają twórczość Neila Gaimana dobrze wiedzą, że w jego przypadku nie mamy co się martwić o fabułę i bohaterów. Oczywiście, wszystko oparte jest na znanych ogólnie postaciach, ale okraszone kunsztem autora, przyjmuje postać wciągającej i nowatorskiej historii. Sandman to taki wycofany bóg, kwestionujący wiele swoich zachowań, ale na zewnątrz gra twardziela. Nie jest pewny czy uda mu się wyjść z niektórych sytuacji obronną ręką, ale dodaje sobie animuszu udawaną pewnością siebie. Moim ulubionym momentem jest chyba wizyta w piekle i jego gra z jednym z demonów - to naprawdę świetny wątek. Fabuła nabiera rozpędu gdzieś w drugiej połowie, chociaż od początku chwała Gaimanowi za postawienie przed bohaterem prostego zadania - w czasie uwięzienia ukradziono Sandmanowi trzy artefakty, które przez resztę tomu będzie w różnych miejscach szukał.

Jeżeli oceniam komiks, to muszę przejść do bardzo istotnego elementu, czyli ilustracji. Trudno nie docenić talentu zajmujących się tą kwestią artystów. Bardzo szybko przyzwyczaiłam się do stosowanej kreski, a zmiana ilustratora podczas historii nie wpłynęła jakoś na odbieranie dzieła (Sam Keith pożegnał się z Sandmanem przed opowiadaniem 24 godziny). Wszyscy bohaterowie wyglądali oryginalnie - widać było, że twórcy podzielają jedną wizję tego świata. Sandman z płonącą peleryną, mrocznym wyrazem twarzy i wystającymi kośćmi policzkowymi od razu kupił mnie swoją postacią. A takich oryginałów jest tutaj mnóstwo, chociażby świetnie narysowani Kain i Abel czy zgraja demonów z piekła. No i Śmierć we własnej osobie, siostra naszego Sandmana, pojawiająca się pod koniec tomu - znowu bardzo różna od moich wyobrażeń.

Sandman: Preludia i nokturny to dopiero początek zabawy Gaimana postacią Boga Snu, wprowadzenie w ten świat i przedstawienie jego bohaterów. Z tego co zdążyłam doczytać, to im dłużej zapoznajemy się z przygodami Sandmana, tym jest lepiej. Uważam, że to świetny tytuł, jeżeli dopiero chcecie rozpocząć czytanie komiksów, a dla fanów tej formy to już raczej pozycja obowiązkowa. Wciągająca akcja, zabawa gatunkami (mamy fantastykę, czerpiącą garściami z różnych mitologii, elementy kryminalne, poszukiwanie rozwiązania różnych zagadek, a zdarzą się także opowiadania rodem z horroru), charakterni bohaterowie, a wszystko w przepięknej oprawie graficznej. Ja już ostrze zęby na kolejne tomy, a Wam polecam zapoznać się z pierwszym!

Moja ocena: 8/10


źródło

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka