piątek, 4 listopada 2016

Alternatywna wersja Pięknej i Bestii - „Dwór Cierni i Róż” Sarah J. Maas


Kolejna recenzja książki opartej na baśni, ale tym razem całkiem inna gatunkowo. Zrobiła furorę wśród czytelników na całym świecie, ale czy spodobała się mi? Dowiecie się poniżej.
*Dwór Cierni i Róż*
Sarah J. Maas

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* A Court of Thorns and Roses
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #1
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 524
*Wydawnictwo:* Uroboros
Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak.
*Krótko o fabule:*
Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythianu i spędzi tam resztę swoich dni.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Sarah J. Maas szturmem wtargnęła w młodzieżowy literacki świat, dzięki książce Szklany tron. Osobiście byłam nią bardzo zawiedziona, ponieważ po tylu zachwytach spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Miałam nadzieję, że w Dworze Cierni i Róż zaproponuje czytelnikowi coś nowego, a zarazem pokaże jaki zrobiła postęp od czasu jej debiutu. Trochę tak się stało, ale czy wystarczyło, żeby mnie zadowolić? 
Wielokrotnie wspominałam, że lubię historie oparte na motywach z bajek i baśni. W takich przypadkach poszukuję jednak tym więcej oryginalności, takiego przedstawienia znanych ogólnie schematów w innym świetle. Patrząc pod tym kątem byłam rozczarowana wstępem Dworu Cierni i Róż. Czułam, że autorka poszła trochę na łatwiznę, przerzucając historię Pięknej i Bestii w swój świat przedstawiony. I już, kiedy miałam skreślać całość, fabuła powędrowała w ciekawszą stronę
To, czym książka stoi, jest interesujący świat przedstawiony i drugoplanowi bohaterowie. Dzięki nim ocena podskoczyła o oczko w górę. Im bliżej zapoznaję się z twórczością Maas tym bardziej widzę jej upodobania. Zdecydowanie przyklasnę na pomysł z podziałem na rasy - tutaj po raz kolejny mamy posługujących się magią faerie. Co prawda trochę to smutne, że autorka zamyka się na tak podobny gatunek, który występuje również w Szklanym tronie, ale widocznie w tym dobrze się czuje i uważa, że potrafi z niego wiele wyciągnąć. A ja, im więcej czytałam o tej rasie tym bardziej zaczynała mi się podobać. Najciekawszy jednak wydaje się sam świat, tajemnicza Góra i podział na Dwory. Szczególnie, że każde z miejsc charakteryzuje się konkretnymi cechami i wyglądem mieszkańców i ich książąt. 
źródło
Jeżeli chodzi o bohaterów to znowu trochę się zawiodłam na głównej bohaterce. Widać postęp od czasów idealnej Celaeny, jednak Feyra wciąż pozostaje mi obojętna, a wręcz chwilami irytująca. Wpływ na to mógł mieć sposób narracji, który momentami wpada w pierwszoosobową i wtedy boli najbardziej. Na dodatek widać wiele podobieństw między Feyrą a panną Sardothien - ona również potrafi posługiwać się bronią (tym razem to łuk), no i ma smykałkę do sztuki (pianino zastąpił pędzel malarski). 
Natomiast, jak już wspomniałam, w książce rządzą bohaterowie drugoplanowi. Nawet jeżeli pojawiają się na chwilę, to zagarniają więcej mojej uwagi niż główne postaci. Zdecydowany prym wiedzie Rhysand, który na całe szczęście nie jest bohaterem jednoznacznym. Jego charakter ewoluuje, ale w sposób naturalny, bez zbędnej presji ze strony autorki. Na dodatek piekielnie intryguje mnie jego historia i to dla niego sięgnę po kontynuację. Pochwalić muszę również Luciena, który od początku zyskał skrawek mojego serca. Był bardziej ludzki niż Tamlin, który jako główny amant rozczarował mnie najbardziej. Dla mnie był zupełnie nijaki, jego historia mocno schematyczna, a jego poczynania nie dodawały mu ani grama mojej sympatii.
Skoro już przy tym jesteśmy to wątek miłosny to najsłabszy punkt tej książki. Zapewne dlatego, że i Feyra i Tamlin to postaci mdłe, toteż i ich miłość do siebie nie przekonuje. Trochę było tam erotyki, trochę wzdychań, ale mnie żadne z nich nie przekonało, że istnieje tam prawdziwe uczucie. A już tym bardziej na tyle silne, że jedno za drugim mogłoby pójść w ogień. Łudzę się nadzieją, że Maas zdecyduje się na krok w bok i zmieni partnera Feyry na bardziej interesującego (nawet mam swój typ ;)).
Wciąż nie widzę w autorce umiejętności kreowania fabuły, a tym samym napięcia. Skupia się na niepotrzebnych scenach, zamiast zbudować porządną historię. Dlatego dostajemy wiele krótkich epizodów, które tak naprawdę do niczego nie prowadzą, trochę jak serial telewizyjny, który ma bawić widza przez dłuższy czas. Mam nadzieję, że w kolejnej części dowiemy się czegoś więcej na temat sytuacji na świecie i to narzuci pewien kierunek wydarzeniom. 
Dwór Cierni i Róż to na pewno lepsza pozycja niż Szklany tron, jednak autorka wciąż popełnia podobne błędy. Gdyby nie druga część książki i ciekawe postacie drugoplanowe ocena byłaby taka sama co przy poprzednim pierwszym tomie autorstwa Maas. Jednak w tym przypadku czuję większy potencjał i trzymam kciuki, żeby druga część potoczyła się trochę w innym kierunku. Szczególnie, że furtkę autorka sobie zostawiła idealną. A książkę polecić mogę z czystym sumieniem nastolatkom, które lubią fantastykę i młodzieżowo-romantyczne historie. 

Moja ocena: 6-/10


Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html






wtorek, 1 listopada 2016

Animowane filmy krótkometrażowe (część pierwsza)

Pewnie niejeden z Was przeżył w swoim życiu tę sytuację, kiedy wciągnął go YouTube. To ten moment kiedy z jednego filmiku przechodzisz na kolejny i spędzasz całe godziny przyklejony do ekranu. Muszę się przyznać, że zazwyczaj ten czas jest dla mnie stracony na głupotach (tak, oglądałam z milion razy "śmieszne koty"), ale bywają też sytuacje, kiedy moje życie zyskuje coś cennego. Przykładem może być moja miłość do krótkometrażowych filmów animowanych. Dlatego dzisiaj postanowiłam przedstawić Wam taką pierwszą część moich ulubionych obrazów. Co prawda zapisanych mam ich mnóstwo, dlatego zdecydowałam się podzielić ten post na części. Zapraszam też Was do polecania mi tego typu filmików ;) Zaczynamy!

Za co takie filmy kochamy? Są uniwersalne. Najczęściej nie musisz znać języka, żeby zrozumieć o co w nich chodzi. Ba! Wielokrotnie stosuje się taki język-bęłkot, żeby było wiadomo, iż istnieje dialog, ale domyślamy się jego treści z ekspresji, muzyki i zdarzeń w animacji.

Przed rozpoczęciem - jeżeli zdecydujecie się oglądać przedstawione przeze mnie animacje to nie przerywajcie w trakcie. Niektóre nabierają znaczenia dopiero pod koniec, inne zaskakują po jakimś czasie. Krzywdą by było pobieżne przejrzenie tych filmików.

1) Sztuka spadania, reż. Tomasz Bagiński
Zaczynamy z przytupem od najbardziej popularnego polskiego autora krótkich filmów animowanych - Tomasza Bagińskiego (tak, to on ma stworzyć kolejną ekranizację Wiedźmina!). Jest to również pierwszy obraz z tej dziedziny, na który się natknęłam i od razu zrobił na mnie wrażenie. Każdy kto orientuje się w sztuce animacji musi przyznać, że ta jest na naprawdę wysokim poziomie. Na dodatek czuć ciężki klimat, wiele rozwiązań zaskakuje, a nawet zniesmacza i wprawia w konsternacje (taniec do wyświetlanych zdjęć). Ilu ludzi tyle interpretacji, ale najprostszą jest ta, że jednostkę poświęca się dla tzw. dobra ogółu.

2) La Luna, reż. Enrico Casarosa
 Kiedy Pixar bierze się za animacje, to wiadomo, że można się spodziewać porządnego dzieła. W tym przypadku jest bardziej bajkowo i słodko, a oglądanie tego to czysta przyjemność. Muzyka idealnie komponuje się z wydarzeniami, świetnie zostali przedstawieni bohaterowie - dziadek i ojciec, którzy wprowadzają chłopaka w tajniki swojej pracy (uwielbiam te ich małe kłótnie i moment z miotłami!). To jedna z tych animacji, które oczarowują widza, a jej zakończenie pozostawia uśmiech na twarzy. Warta obejrzenia!

3) Casting, reż. Kacper Zamarło
Na ten film natknęłam się dość niedawno. To kolejna produkcja pochodząca z Polski, a konkretnie z łódzkiej szkoły filmowej. W tym przypadku akurat słowa mają dość duże znaczenie, na szczęście twórcy postarali się o napisy. Chociaż przyznam szczerze, że nie wiem czy obcokrajowcy będą w stanie pokochać ten film tak jak my. No bo napisami trudno wytłumaczyć syrenkę mówiącą gwarą albo Bogdana z „okolicy” (zdecydowanie mój ulubieniec!). Film sprawił mi masę przyjemności, a do tego jest bardzo prawdziwy, wyśmiewa wiele typowych zachowań podczas castingów, kto bywał ten wie ;)

4) French Roast, reż. Fabrice Joubert
Tym razem przenosimy się do Francji, ta krótka animacja - French Roast była nominowana do Oscara. Od początku zachwyciłam się postaciami, które są bardzo charakterystyczne i mają cudowną mimikę. Po prostu czujemy stres głównej postaci. Na dodatek uczy bardzo ważnej rzeczy - nie oceniaj ludzi po wyglądzie. I każdy napotkany nieznajomy potrafi zaskoczyć swoim prawdziwym „ja”.

5) Father and Daughter, reż. Michael Dudok de Wit
Pierwsza animacja, która sprawiła że całkowicie się rozkleiłam. Od razu kiedy zobaczyłam ten sposób malowania, który opiera się na cieniach i dość burej gamie kolorów, w połączeniu z genialną muzyką, poczułam rozczulenie. Do tego historia jest naprawdę wzruszająca, przedstawia w krótkiej formie miłość między rodzicem a dzieckiem. Uczucie, które zostaje w człowieku do końca, o którym nie zapomina na kolejnych etapach życia. Na końcu oczywiście zaczynam ryczeć, nawet gdy wiem jaki jest finał. Zasłużony Oscar w 2000 roku!


Która animacja najbardziej Wam się spodobała?
Jeżeli myślicie, że ominęłam jakieś ważne tytuły to dawajcie znać w komentarzach, chociaż pamiętajcie, że mam schowane w rękawie kilka przeznaczonych na kolejne części ;)

piątek, 28 października 2016

Uwspółcześnione opowieści z dzieciństwa - „Dziki łabędź i inne baśnie” Michael Cunningham

Dzisiaj nowość, na którą ostrzyłam sobie apetyt odkąd pojawiła się w zapowiedziach. I zostałam zaspokojona, chociaż najchętniej wsunęłabym więcej!

*Dziki łabędź i inne baśnie*
Michael Cunningham

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* A Wild Swan: And Other Tales
*Gatunek:* literatura zagraniczna
*Forma:* baśnie/bajki
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 157
*Wydawnictwo:* REBIS
Czasem tkanina, która nas rozdziela, nadrywa się na tyle, żeby zaczęła prześwitywać miłość. Czasem to naderwanie jest zaskakująco małe.

*Krótko o fabule:*
Dlaczego Piękna poprosiła ojca tylko o białą różę? W jaki sposób zostaje się czarownicą? Co się dzieje z królewiczem skazanym na życie z łabędzim skrzydłem zamiast ramienia? Kim są współczesny dzielny ołowiany żołnierzyk i baletnica? Co się stało z obciętymi włosami Roszpunki? Jaki los czeka bohaterów baśni, gdy wybrzmi „I żyli długo i szczęśliwie”? I czy my sami, znając czarodziejskie formułki, nie mielibyśmy ochoty trochę… napsocić?
Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdują się w niniejszym zbiorze „baśni dla dorosłych”, które udowadniają uniwersalność i ponadczasowość starych historii, ale pokazują też, co zmyślne, dowcipne i utalentowane pióro może wyczarować z od dawna osłuchanych, znanych wszystkim bajek.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Za każdym razem kiedy widzę, że autorzy bawią się tekstami, które znamy z dzieciństwa, oczy zaczynają mi się świecić. Po przeczytaniu opisu Dzikiego łabędzia i innych baśni wiedziałam, że to będzie książka, na którą zapoluję. Długo jednak nie dochodziło do mnie, że nie dość, iż bajki są tutaj uwspółcześnione, a problemy pogłębione, to jeszcze autorem jest Michael Cunningham. Kajam się teraz przed Wami, bo mam cztery jego powieści w biblioteczce, ale nadal żadnej z nich nie przeczytałam! Jednak po tej lekturze na pewno to nadrobię.
Michael Cunningham to amerykański pisarz, urodzony w 1952 roku w Cincinnati. Jego najbardziej znaną powieścią są Godziny, za które został nagrodzony Nagrodą Pulitzera. Na jej podstawie powstał głośny film z Meryl Streep i Nicole Kidman w rolach głównych.
Zacznę może trochę od końca, ale muszę tutaj to zaznaczyć - wydanie tej książki jest przepiękne. Naprawdę, jeżeli szukacie idealnej pozycji na prezent to ta powinna się nadać. W twardej okładce, szyta, okładka pod obwolutą jest prosta, czarna. Jednak najpiękniejsze we wszystkim są ilustracje towarzyszące kolejnym opowiadaniom wykonane przez Yuko Shimizu. Jest to japońska ilustratorka, jej prace umieszczane były m.in. w „New York Times'ie” i „Newsweeku”. Widać, że miała pomysł na spięcie wszystkich prac, każdy obrazek posiada charakterystyczną kreskę, a dzięki temu, razem z opowiadaniami tworzą idealną całość. Na dodatek ilustracje oddają klimat samych tekstów Cunninghama - niby są baśniowe, ale jednak skierowane do osób dorosłych.
źródło
Już od pierwszego opowiadania można wyczuć z czym czytelnik będzie miał do czynienia. Autor wziął na warsztat baśnie, te znane i mniej znane, a następnie rozłożył je na czynniki pierwsze, pogdybał nad motywami bohaterów, ich losami przed i po opowiedzianej historii. Potem przedstawił je ponownie w nowej odsłonie, z elementami współczesności, które okazały się idealnie wpływać na czytelnika (a przynajmniej na mnie) oraz skłaniać go do zastanowienia się nad paroma kwestiami. Tylko chwilami poczujemy to kojarzone z baśni „i żyli długo i szczęśliwie”, jednak przez większość czasu będzie bardziej ponuro, lekko ironicznie, a zarazem dość sugestywnie. Nikt nie powinien mieć problemu z wywnioskowaniem konkretnych morałów z poszczególnych historii.
Czasami się zastanawiam co nowego można jeszcze napisać na podstawie bajek i baśni. Aktualnie bardzo wielu autorów opiera się na tym gatunku, korzysta ze znanych schematów, przenosząc je po prostu w nowe światy (wspomnę chociażby Cinder czy Dwór cierni i róż). Cunningham wybrał jednak odmienną drogę, on nie zmienia samych podstaw baśni, ale dokładna do nich swoje cegiełki. Wiele z nich naprawdę robi wrażenie. Przykładowo Baba Jaga to dawna seksbomba, której losy na starość przestały się układać i postanawia ona zbudować sobie słodki dom w środku lasu. Za każdym razem, czytając o znanych postaciach, przytakiwałam w głowie pomysłom autora. Uważam, że każdy z nich podparty był doświadczeniami, które zdobywa każdy dorosły, a na dodatek idealnie dopasowały się do bajkowych historii.
Jak każdy tom opowiadań i ten posiada jedną wadę - jest nierówno. Nie oznacza to, że niektóre z teksów są słabe. Raczej mam tutaj na myśli to, że kilka z nich to perełki wyróżniające się na tle innych. Ja pokochałam Ołowiany, dzielny oraz Długo/Szczęśliwie. Oba teksty skupiały się na miłości małżeńskiej, tej z przeciwnościami dnia codziennego, rutyną, zmęczeniem i wątpliwościami. Szczególnie podoba mi się przekaz, w którym to czynności powszednie, ale odbywające się w obecności ukochanej osoby stają się takimi małymi szczęśliwymi zakończeniami. Do tego ogromne brawa za zakończenie opowiadania Bestie - sama zawsze zastanawiałam się nad takim podejściem do tematu i pasuje tutaj idealnie. Oprócz tego poruszane zostaną tematy m.in. zazdrości osobom pięknym i popularnym (Roz.czarowanie), radzenia sobie z defektem (tutaj opowiadanie Dziki łabędź, w którym autor skupił się na dalszych losach brata, który wiódł życie z nieszczęsnym łabędzim skrzydłem) czy tajenia pewnych szczegółów przed ukochanym, w dobrej intencji (Jej włosy). Zresztą, nie będę Wam tu wiele zdradzać, lepiej przekonajcie się sami, czego nauczyć Was może ten zbiór opowiadań.
Tę książkę po prostu się pochłania. Naprawdę nie zamierzałam tak szybko jej skończyć, jednak jak już przysiadłam tak dotrwałam do końca. Wciąż powtarzałam - jeszcze jedna historia i idę spać. Oczywiście tak się przekonywałam aż do ostatniej strony. Rzecz, której żałuję, to fakt, że książka jest naprawdę cienka, ma zaledwie 150 stron, a mi wciąż było mało. W świecie bohaterów spędziłam iście magicznie czas i smutno było z nim się rozstawać.
Polecam fanom baśni i oryginalnego do nich podejścia.

Moja ocena: 8+/10

  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS.

Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html









wtorek, 25 października 2016

Wyniki konkursu z „Nigdziebądź”

Przepraszam za opóźnienia, ale naprawdę jestem zabiegana ostatnimi czasy. Nie przedłużając, dzisiaj przedstawię wyniki konkursu ;) 



Moje gratulacje :) Na wysłanie maila zwrotnego masz 5 dni, w innym przypadku przeprowadzę ponowne losowanie. 

Pozdrawiam!

piątek, 21 października 2016

Nagromadzenie człowieczego zła - „Droga do piekła” Przemysław Piotrowski

Rozwiązanie konkursu pojawi się najprawdopodobniej w niedzielę wieczorem. Tymczasem, zapraszam na kolejną recenzję.
*Droga do piekła*
Przemysław Piotrowski

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* thriller
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 340
*Wydawnictwo:* Videograf II
Ja już w nic nie wierzę. Prawda jest taka, że od lat nie mówimy i nie piszemy prawdy, tylko to, co ludzie chcą przeczytać i usłyszeć. Dziś media to ściek.
*Krótko o fabule:*
Były amerykański żołnierz John Pilar zostaje skazany na śmierć za zamordowanie swojej rodziny w wyjątkowo bestialski sposób. Kat wstrzykuje mu zabójczą mieszankę, ale to nie koniec jego podróży. Po drugiej stronie budzi go odrażająca woń siarki…

Jego młodszy brat Lukas, były nowojorski policjant, a dziś zapijaczony detektyw, nie wierzy w jego winę. Odkrywa, że naczelnik więzienia, w którym zginął brat, nie ma krystalicznie czystego sumienia. Razem z młodą dziennikarką Rose Parker rozpoczynają prywatne śledztwo i wpadają na trop mrocznego spisku. Z każdym dniem coraz bardziej zagłębiają się w matni pierwotnego zła, niewyobrażalnego okrucieństwa i zdziczałej przemocy. Czy oczyszczą Johna z zarzutów, czy może dokopią się do prawdy tak przerażającej, że nawet samo piekło wydaje się być jedynie drobną igraszką?

- opis wydawcy

*Moja ocena:*
W tym roku bliżej zapoznaję się z gatunkiem thriller/horror i muszę przyznać, że zaskakuje mnie panująca w nich różnorodność. Niby trzymają się konkretnych ram, ale zarazem każdy dotyka innego problemu. Dlatego też tym chętniej sięgam po kolejne pozycje tych gatunków, tym razem wybór padł na Drogę do piekła.
Przemysław Piotrowski urodził się w 1982 roku w Zielonej Górze. Ukończył studia na Uniwersytecie Zielonogórskim, był rzecznikiem sportowym, a także śledczym w Gazecie Lubuskiej. Droga do piekła to jego druga powieść fabularna po debiutanckim Kodzie Himmlera
Autor już od pierwszego rozdziału nie pozostawia czytelnikowi złudzeń - będzie krwawo i bez ogródek. Przyznam, że w początkowych rozdziałach książki trochę mnie to przerosło i czasami byłam naprawdę zniesmaczona, ale później po prostu się przyzwyczaiłam. Uważam, że lepiej byłoby trochę ograniczyć chore upodobania bohaterów i dokładne ich opisy. Z drugiej strony, wtedy książka na pewno nie robiłaby takiego wrażenia i nie pozostawiała tak gorzkiego wspomnienia i refleksji. Po prostu przestrzegam, że powieść skierowana jest przede wszystkim do osób dorosłych.
Świetnym pomysłem było umieszczenie akcji w Stanach Zjednoczonych. Przede wszystkim dzięki temu całość stała się bardziej wiarygodna. Autor w podziękowaniach wspomniał, że spędził jakiś czas w Nowym Jorku, a w podróży pomogli mu przyjaciele o znajomych nazwiskach - słowem, czuć, że inspiracja miejscem i osobami była czerpana z życia prywatnego pana Piotrowskiego. 
Sam ogólny zarys fabuły wydaje się dość sztampowy. Mamy detektywa, którego brat został skazany na karę śmierci, jego zdaniem niesłusznie. Zaczyna śledztwo, w którym pomaga mu znajoma dziennikarka. Jednak to są tylko fundamenty powieści, na których autor stawia bardzo interesujący problem współczesnego świata i rozlicza się z ludzkimi namiętnościami.
źródło
Duże wrażenie robią opisy piekła. Autor czerpie z legend, w których to potępione miejsce rządzone jest przez bezwzględnego Lucyfera i jego sługusów. I tak, jak w naszych najstraszniejszych wizjach, pełno jest tam bólu i niekończących się tortur. Za każdym razem kiedy czytelnik przenosi się w ciemne zakamarki tego miejsca, czuje strach i zastanawia się jakie grzechy mogą przyczynić się do skończenia w takich męczarniach. 
Muszę też pochwalić styl autora. Narracja wydaje się być prowadzona idealnie - ilość opisów i samej akcji jest wyważona, poznajemy świat wokół nas, ale zarazem nie ma czasu na nudę. Jedyna rzecz, która trochę razi to wspomniane wcześniej brutalne opisy oraz sporo scen wulgarnych, opisujących sceny łóżkowe. Moim zdaniem jest to potrzebny element w tym gatunku, ale jednocześnie chwilami czułam się zmęczona ich ilością. 
Bohaterowie wykreowani zostali bardzo dobrze, poprzez stawianie ich w różnych sytuacjach poznajemy ich charaktery i obserwujemy jak tworzą się między nimi więzi. Naprawdę przez większość czasu kibicowałam głównej parze, Lukasowi i Rose. Przyjemnie jest czytać o postaciach, które są na wskroś prawdziwe i mimo wielu wad, wzbudzają sympatię czytelnika. Nie do końca zostałam przekonana do bohaterów negatywnych, wolałabym trochę więcej dowiedzieć się o ich pobudkach, ponieważ samo rozwiązanie akcji było bardzo mocne, ale motywy działania przedstawione zostały zaledwie na kilku stronach. Chciałabym poznać bliżej historię, z której finalnie doprowadzono do takich wydarzeń. 
Niestety mały minus znajdzie się również za rozwiązanie głównej zagadki. Od początku domyśliłam się, w którą stronę całość zmierza i mimo kilku szczegółów wiele mnie nie zaskoczyło. Możliwe, że stało się tak jedynie w moim przypadku, ale przyznam, że gdybym się nie spodziewała takiego rozwiązania to byłabym zapewne zachwycona.
Ale czy Droga do piekła się wyróżnia na tle innych thrillerów? Otóż, tak. Przede wszystkim autor rozlicza się z ludzkimi namiętnościami, ze zwierzęcą naturą człowieka i granicami, które ten może przekroczyć. Pamiętam pewien eksperyment, w którym zamykano dwie osoby w pokoju, jedną związaną, a ta druga mogła zrobić co tylko zechce z więźniem. I oczywiście skończyło się na uderzeniach. To niestety smutna rzeczywistość, którą rozwija pan Piotrowski w swojej powieści. Oprócz tego rozlicza się również ze współczesnymi możnymi naszego świata i z robiącymi nam sieczkę z mózgu, reality-show'ami. 
Podsumowując, moim zdaniem warto zapoznać się z tą książką. Jeżeli nie przeszkadzają Wam krwawe i wulgarne opisy, możecie znaleźć w niej wiele odniesień do naszego świata i przekonać się jak daleko sięga zło nagromadzone w człowieku. Cała zagadka trochę przewidywalna, ale może Wy się nie domyślicie, a wtedy zapewne frajda z czytania tylko wzrośnie. Ja na pewno będę śledziła karierę pana Przemysława.

Moja ocena: 7+/10

  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Videograf.

Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html






Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka