Pokazywanie postów oznaczonych etykietą animacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą animacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

„Smoczy książę” (sezony 1-3, Netflix) - na niektóre historie nigdy nie będziemy za starzy

To, że lubię oglądać pełnometrażowe animacje to niezaprzeczalny fakt, ale nie spodziewałam się, że mogę się wciągnąć i śledzić z przyjemnością animowany serial. Dzięki rekomendacji zwierza popkulturalnego sięgnęłam jednak po Smoczego księcia na Netfliksie i oglądanie go przyniosło mi zaskakująco masę frajdy. Czy uważam, że dorośli powinni rzucić wszystko i zacząć to oglądać? Nie wiem. Wiem tyle, że mi (i partnerowi mojemu też) ta produkcja spodobała się bardzo, ale to BARDZO. A swoje latka na karku już mamy.
źródło
Królestwo ludzi i magiczna kraina Xadii od lat są w stanie wojny. Ludzie nie potrafią wybaczyć sąsiadom śmierci swojej królowej, mieszkańcy Xadii natomiast - śmierci smoczego króla. Każda zbrodnia nakręca machinę zemsty i doprowadza do kolejnych morderstw. W tym świecie poznajemy Raylę, która ze swoją drużyną wyrusza z misją: zabić króla ludzi i jego synów. Młoda elfka zaczyna mieć jednak wątpliwości czy uda jej się dokonać tej zbrodni z zimną krwią. Podczas ataku na zamek natyka się na Calluma i Ezrana, czyli książęta które były jej celem, i razem z nimi znajduje w podziemiach jajo smoczego księcia. Cała trójka postanawia zanieść je do Xadii i skończyć tę potworną wrogość pomiędzy królestwami.

Smoczy książę został stworzony przez Justina Richmonda i Aarona Ehasza, który wcześniej pracował nad popularną animacją Avatar: Legenda Aanga. Tytuł netfliksowego serialu wyglądał mi na produkcję skierowaną typowo do młodszego widza, dlatego tak długo wstrzymywałam się z oglądaniem. To było jednak zupełnie niepoprawne stwierdzenie. Owszem, serial korzysta z wielu schematów i przekazuje oklepane wartości, a młodsi widzowie znajdą w nim mnóstwo przyjemności. Zarazem twórcom udaje się świetnie żonglować wszystkimi gatunkowymi kliszami. Mamy co prawda standardowy rozłam: ludzie przeciwko elfom, ale obok tego bardzo oryginalnych bohaterów historii, jak głuchą ciotkę, która każdemu potrafi skopać tyłek czy królewską parę kobiet, rządzących jednym z państw.
źródło
Patrząc na Smoczego księcia z perspektywy obejrzanych trzech sezonów od razu chce się powiedzieć o wspaniale wykreowanych bohaterach. W tym tkwi siła i prawdziwa magia serialu. Postacie ewoluują, przeżywają traumy i próbują sobie z nimi radzić, są ostrożni względem innych, a zarazem zawiązują prawdziwe przyjaźnie, płaczą i pocieszają się nawzajem, ranią innych, bo starają się obronić ich przed smutkiem. To naprawdę niesamowite jak można rozpisać charaktery bohaterów, że człowiek jest zachwycony każdym z osobna. Przez trzy sezony poznajemy sporo postaci drugoplanowych, z których każda jest równie charyzmatyczna. W pewnym momencie zresztą mamy kilka wątków, różnych ścieżek, które śledzimy, a każda z nich jest tak samo intrygująca.

Brawa należą się za łamanie schematów w temacie bohaterów. Przede wszystkim wspaniałe są postacie kobiece, każda silna, a zarazem mierząca się z niesamowicie trudnymi wyborami i drogami. Amaya, głucha ciotka, która stoi na straży honoru, broni królestwa swojej zmarłej siostry za wszelką cenę. Rayla, młoda dziewczyna, mierząca się z różnicami między tym co inni uważają za słuszne, a co podpowiada jej serce, która postanawia doprowadzić do końca długoletniej wojny. Claudia, zapatrzona w swojego ojca, kompletnie oddana rodzinie, która bliskich stawia ponad wykonanie zadania i wypełnianie rozkazów. Każda z nich rozwija się powoli na przestrzeni tych trzech sezonów, ale na tym etapie są wspaniałymi postaciami, którym każdy chce kibicować.
Bohaterowie po obu stronach konfliktu nie są także jednoznacznie dobrzy czy źli. Ich motywacje są jasne, a intencje zupełnie zrozumiałe, dzięki temu, że historia każdego jest odpowiednio zarysowana. Może pod koniec jedna z postaci wychodzi na prowadzenie jako „główny zły”, ale jego droga do tego miejsca była dobrze uargumentowana. Zobaczymy jak będzie dalej.
źródło
Serial idealnie balansuje na granicy komediowego podejścia i heroicznego fantasy. Sprawa jest ważna, ludzie tracą życie walcząc o wygraną swojego królestwa, mamy do czynienia ze zdradą, kłamstwem, a nawet zleconym zabójstwem. Wszystko jednak idealnie równoważy lekkość scenariusza i zabawni towarzysze przygód. Serce łatwo skradnie Robal, czyli zwierz-kompan Ezrana, amator ciastek z dżemem, przywiązany do swojego pana, lojalny i współczujący, a zarazem zblazowany i leniwy (momentami przypomina typowego kota, naprawdę). Jednak sporo innych osób wnosi komediowy aspekt, chociażby Soren i jego złote myśli czy oderwana od rzeczywistości, choć bardzo pomocna, Lujanne.

Smoczy książę to również kawał dobrej roboty od strony technicznej. Animacja zdecydowanie potrafi zachwycić, jest dopracowana i przemyślana, bardzo dobrze prezentuje widzom świat przedstawiony. Szczególnie robi wrażenie, kiedy bohaterowie trafiają do Xadii i możemy podziwiać wiele magicznych miejsc i stworów. Zabawnym elementem jest to, że w celu rozróżnienia mieszkańców dwóch królestw twórcy zdecydowali się elfom dać mocny akcent (chyba irlandzki, ale pewna nie jestem). Jest to szczegół, który pięknie dopełnia różnicę pomiędzy rasami.

Widzowie, którzy uważają się za fanów fantastyki zdecydowanie łatwo zakochają się w tym serialu. To opowieść pełna przygód, magii, wspaniałych bohaterów i zwrotów akcji. Gdyby brakowało nam czegoś do pełni szczęścia to Smoczy książę jest na dodatek mądrą animacją, która uczy wspaniałych wartości. Mamy tutaj bohaterów mniejszości etnicznych, ludzi o innym kolorze skóry i osoby o odmiennej orientacji seksualnej, ale dzięki przedstawieniu różnorodnych bohaterów na równi, bez cienia uprzedzeń zyskujemy czystą przyjemność w oglądaniu. I nie są to postacie poboczne, a nawet wręcz przeciwnie: król jest osobą czarnoskórą, a Raylę wychowało dwóch mężczyzn, pozostających w związku partnerskim i zero tutaj nawet cienia myśli, że coś może być z tym nie tak. To dodatkowa cegiełka dlaczego tę właśnie animację chętnie obejrzę kiedyś ze swoimi dziećmi. A na razie czekamy na kolejny sezon przygód. Z niecierpliwością!

środa, 1 kwietnia 2020

Filmy studia Ghibli na Netfliksie - które animacje (i dlaczego) warto zobaczyć?

Studio Ghibli zostało założone w 1985 roku przez trzy osoby: reżyserów Hayao Miyazaki, Isao Takahata i producenta Toshio Suzuki, po sukcesie filmu Nausicaä of the Valley of the Wind. Do napisania tej notki zostałam zainspirowana pojawieniem się filmów wyprodukowanych przez to studio na Netfliksie. Ostatnia porcja animacji wjechała na platformę pierwszego kwietnia, toteż każdy z nas może się już teraz rozkoszować aż dwudziestoma jeden tytułami! Ja jestem fanką tego studia od wielu lat, swego czasu nadrobiłam sporo ich filmów. Tak się składa, że jak zerknęłam na listę tych, które postanowił udostępnić nam Netflix to okazało się, że większość mam już za sobą. Dlatego postanowiłam, że może warto się podzielić z Wami moimi uwagami i zaznaczyć, które filmy warto obejrzeć, dla kogo będą one najlepszym wyborem i dlaczego filmy studia Ghibli są w ogóle tak wyjątkowe.

źródło

Strona wizualna

Każda z tych animacji jest wspaniała od strony wizualnej. Widać przyłożenie się twórców do detali oraz ich niesamowitą wyobraźnię. Sam Miyazaki, który wyreżyserował większość z filmów studia Ghibli wspomina o tym, że animator to po trosze również aktor. Musi zrozumieć dogłębnie psychikę swoich bohaterów, ich motywacje w danej scenie, charakterystyczne dla ich postaci przyruchy i gesty (fakt: każdy z bohaterów tych animacji biega w inny sposób). Po prostu trzeba starać się myśleć tak jak oni. Dzięki temu animator jest w stanie narysować elementy, które złożą się na charakter postaci. Są to zazwyczaj małe rzeczy, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi, dopiero gdy przyjrzymy się uważniej to możemy je docenić - jak scena, w której bohaterka Spirited Away ubiera buty, po czym uderza jeszcze podeszwą o podłogę, żeby sprawdzić czy dobrze leżą - to są naprawdę detale, które tworzą całość.
Jakość animacji wpływa również na budowanie świata przedstawionego. Twórcy nie boją się pokazywania szerokiej perspektywy miasta czy to podczas wycieczki tramwajem (Howl's Moving Castle) czy przejażdżki na miotle (Kiki's Delivery Service). Dzięki temu rysują obraz tła, który podświadomie zakodujemy i przyjmiemy jako prawdę. Skupienie na małych fragmentach jest w tym przypadku niesamowite, bo przypominam, że spora część pracy nad tymi animacjami przeprowadzona jest oldshoolową techniką, czyli po prostu ręcznie na kartkach papieru. Dodatkowo, warto wspomnieć, że te światy przedstawione szybko stają się dla nas czymś bliskim, co dobrze znamy po kilku minutach animacji, a kolejne sceny uznajemy za „realne” w przypadku wybranego miejsca akcji. Nie dziwią nas magiczni goście łaźni w Spirited Away, nie zaskoczy pojawienie się kociego autobusu w My Neighbour Totoro ani przedstawienie głównego bohatera jako świni w Porco Rosso. Wszystko za sprawą dopracowanego świata przedstawionego.

źródło

Historia i przesłanie

Wiemy już, że animacje robią wrażenie pod względem wizualnym, ale na szczęście to nie jedyny plus tych filmów. Historie opowiadane przez reżyserów są równie wyjątkowe, humor jest inteligentny, a same przesłania niezmiennie ważne. W tym przypadku każda z tych historii niesie ze sobą inne treści i warto zastanowić się, który z filmów będzie najlepszy pod względem tego, czego od seansu oczekujemy. Spokojnie, jest z czego wybierać.

Studio Ghibli może pochwalić się wieloma wspaniałymi historiami, ale ja największym sentymentem darzę Howl's Moving Castle, od którego moja przygoda się zaczęła. To opowieść pełna magii, oparta na książce fantastycznej autorstwa D. W. Jones, w której Sophie, zamieniona przez wiedźmę w staruszkę trafia do tajemniczego ruchomego zamku, należącego do czarodzieja. Akcja jest tutaj wyjątkowo wartka, plenery prawdziwie urokliwe, postaci barwne, a całość to ciekawe podejście do gatunku baśniowej fantastyki. Nie jest skierowana dla najmłodszych widzów, ale już młodzież powinna być w pełni usatysfakcjonowana. Głównym tematem jest miłość, która przezwycięża zło, ale ważna jest także miłość do samego siebie i samoakceptacja. Na dodatek mocno wyczuwalne są pacyfistyczne poglądy reżysera, krytyka wojny, jej bezsensownej brutalności i rozlewu krwi.
W podobym klimacie jest również pierwszy film wyprodukowany przez studio Ghibli, Laputa: Castle in the Sky. Dwójka bohaterów wybiera się w podróż, a ich celem jest odnalezienie legendarnego latającego zamku. Gatunkowo bliżej mu do stylistyki steampunk, całość jest nieco lżejsza niż Howl's Moving Castle, a historia, choć również angażująca, to może już być skierowana do młodszego widza.

Kolejnym tematem, z którym studio dobrze sobie radzi są opowieści o dojrzewaniu, wchodzeniu w świat dorosłych i poszukiwaniu w nim swojego miejsca. W tym przypadku świetnym przykładem będzie film Kiki's Delivery Service, w którym główna bohaterka, trzynastoletnia czarownica, wyrusza odnaleźć swoje przeznaczenie. Wspaniale zbudowana postać, z którą łatwo się utożsamić. Kiki to wesoła, pełna nadziei dziewczynka, która spotka się z wieloma rozczarowaniami na swojej drodze, ale nie podda się i będzie parła wciąż do przodu, mimo chwil zawahania. Całość jest niebywale urocza i lekka, to jeden z filmów, które nadrobiłam niedawno i muszę przyznać, że na ten okres nadaje się idealnie. Dodatkowo to naprawdę mądry film, który pokazuje różne odcienie życia, wskaże jak radzić sobie z samotnością i uczy widzów empatii. I jest jeszcze wspaniały towarzysz Kiki, czyli kot Jiji, mistrz ciętej riposty, dla którego tym bardziej warto animację zobaczyć.
Wybór dla starszej widowni? Zdecydowanie najbardziej doceniany film studia Ghibli - Spirited Away. To górna półka animacji, pokazuje jak nieograniczona jest wyobraźnia Miyazakiego, narysowany jest tak, że możemy zbierać szczękę z podłogi. Główną bohaterką jest dziesięcioletnia Chichiro, która wraz z rodzicami jedzie do swojego nowego domu. Jednak jeden nieodpowiedni zakręt sprawia, że trafiają do magicznej krainy, zamieszkanej przez przedziwne stworzenia. Dziewczynka jest nietypową bohaterką bajki, to osoba dość ponura, niecierpliwa i strachliwa. Mimo wszystko, towarzysząc jej w magicznych przygodach będziemy mogli podziwiać jej determinację, zobaczymy jak nauczy się brać odpowiedzialność za swoje czyny, jak weźmie sprawy w swoje ręce i postanowi ratować siebie oraz swoich bliskich.

źródło
Ważnym elementem filmów studia Ghibli jest również antywojenne przesłanie. Można zauważyć to już w Howl's Moving Castle kiedy czarodziej Howl postanawia w końcu zainterweniować w sprawie wojny i niszczy bronie obu armii czy w Laputa: Castle in the Sky, gdzie główni bohaterowie próbują zapobiec wybuchowi wojny. Jednym z najbardziej antywojennych filmów studia Ghibli jest podobno Grave of the Fireflies, ale tego akurat nie widziałam, a Netflix nie zawarł go w swojej ofercie (niestety!). Zresztą sam temat przewija się w naprawdę wielu tytułach, warto wspomnieć chociażby Porco Rosso, z którego pochodzi słynny cytat ze zdjęcia powyżej.
Warto także wspomnieć o temacie ekologii, który pojawia się w wielu tytułach, ale najmocniej podkreślony jest chyba w Princess Mononoke, gdzie pokazany jest spór między ludźmi, budującymi miasto z materiałów pobliskiej puszczy a jej mieszkańcami. Najbardziej niesamowite w filmie jest to, że ta wojna nie ma mocnych protagonistów i antagonistów - każdy ma tutaj swoje motywacje, zdanie i nic nie jest łatwe do zaszufladkowania.
Mówiąc o ekologii ciężko też nie wspomnieć o roli natury w My Neighbour Totoro. Od razu przychodzi mi na myśl scena, w której rosną sadzonki w ogrodzie rodziny głównych bohaterek. Chociaż sam film to raczej opowieść o siostrzanej miłości, wychowywaniu się bez matki i wspieraniu swoich najbliższych. Zaś sam Totoro stał się postacią kultową, trafił do logo studia i nadal licznie sprzedaje się na całym świecie w postaci zabawek. Nic dziwnego, bo w filmie jest po prostu rozbrajający.

źródło

Lista filmów, które widziałam

Także mamy w czym wybierać. Dla szybkiego podsumowania tytuły, które widziałam w kolejności od najukochańszych:
- Howl's Moving Castle - baśniowa opowieść o miłości, z antywojennym przesłaniem i wciągającą fabułą, pełna czarów z niezapomnianą postacią zabawnego demona ognia;
- Spirited Away - fascynująca historia, niesamowicie narysowana, zdobywca Oscara i chociaż może trochę dziwna na pierwszy ogień to naprawdę warto się zanurzyć w ten świat przedstawiony;
- My Neighbour Totoro - przepiękna opowieść o przyjaźni między siostrami, wychowywanymi przez ojca a dziwnym (ale uroczym) stworzeniem z lasu, rozczulający seans, który wzrusza i bawi;
Princess Kaguya - animacja różna od całej reszty, narysowana całkiem inną kreską, robiąca niesamowite wrażenie wizualne, dodatkowo mówiąca o miłości rodzinnej i wyciskająca rzekę łez;
- Princess Mononoke - skierowana do starszych widzów, brutalna opowieść o wojnie między światem przyrody a ludźmi i ich rozwojem industrialnym z przepięknie wykreowanymi bóstwami puszczy;
- Kiki's Delivery Service - kompletnie rozkoszna animacja o dorastaniu młodej czarownicy, która rozczuli niejednego widza i pozwoli oderwać się od rzeczywistości;
The Secret World of Arriety - historia magicznej postaci, mierzącej 10 centymetrów Arriety, film bardzo spokojny, powoli snujący opowieść o pięknej przyjaźni;
- Porco Rosso - film akcji z głównym bohaterem o facjacie świni na pierwszym planie, pełen wspaniałych podniebnych przygód i świetnie wykreowanych postaci;
Laputa: Castle in the Sky - wartka akcja o dwójce osób, próbujących uchronić świat przed kolejną wojną, w klimatach steampunka, przygodówka na bardzo dobrym poziomie;
Nausicaä of the Valley of the Wind - film, od którego wszystko się zaczęło, ponownie poruszana tematyka ekologii, ale tym razem w wydaniu post-apokaliptycznym;
- The Cat Returns - nie należy może do czołówki produkcji ze studia Ghibli, ale dla przygody toczącej się w świecie kotów warto również po niego sięgnąć;
- Ponyo - historia ryby, która staje się dziewczynką (brzmi znajomo?), animacja skierowana bardziej do młodszych widzów, momentami niesamowita wizualnie i ponownie: przeurocza;
Tales of Earthsea - tytuł oparty na znanej klasyce, której nie czytałam, lata temu bardzo mi się spodobał, ale ledwo co z niego pamiętam, co akurat nie świadczy najlepiej;
- When Marnie Was There - bardziej realistyczna animacja, trochę długo się rozkręca, ale finalnie to satysfakcjonujący seans;
The Wind Rises - najbardziej realistyczna z animacji Miyazakiego o projektancie samolotów, jednocześnie moim zdaniem po prostu poprawny, bez szału.

Podsumowanie 

Studio Ghibli tworzy filmy pełne magii i nostalgii, z detalicznie dopracowanymi światami przedstawionymi i specyficznym humorem, przede wszystkim afirmujące życie z wszystkimi jego elementami. Bohaterowie poddawani są próbom, a pokonując je kształtują swój charakter, rozwijają się. Kobiecie postacie, tak często będące tymi głównymi w filmach studia Ghibli, nie potrzebują rycerza na białym koniu, który wyciągnie je z potrzasku, ale chętnie zawiążą przyjaźnie, żeby wspólnie z towarzyszami stawić czoła przeciwnościom. Filmy te sprawiają, że najbardziej szary dzień staje się przyjemniejszy, więc są idealnym sposobem na wieczorne odprężenie w towarzystwie mądrej animacji.
Szczególnie w tym okresie.

wtorek, 1 listopada 2016

Animowane filmy krótkometrażowe (część pierwsza)

Pewnie niejeden z Was przeżył w swoim życiu tę sytuację, kiedy wciągnął go YouTube. To ten moment kiedy z jednego filmiku przechodzisz na kolejny i spędzasz całe godziny przyklejony do ekranu. Muszę się przyznać, że zazwyczaj ten czas jest dla mnie stracony na głupotach (tak, oglądałam z milion razy "śmieszne koty"), ale bywają też sytuacje, kiedy moje życie zyskuje coś cennego. Przykładem może być moja miłość do krótkometrażowych filmów animowanych. Dlatego dzisiaj postanowiłam przedstawić Wam taką pierwszą część moich ulubionych obrazów. Co prawda zapisanych mam ich mnóstwo, dlatego zdecydowałam się podzielić ten post na części. Zapraszam też Was do polecania mi tego typu filmików ;) Zaczynamy!

Za co takie filmy kochamy? Są uniwersalne. Najczęściej nie musisz znać języka, żeby zrozumieć o co w nich chodzi. Ba! Wielokrotnie stosuje się taki język-bęłkot, żeby było wiadomo, iż istnieje dialog, ale domyślamy się jego treści z ekspresji, muzyki i zdarzeń w animacji.

Przed rozpoczęciem - jeżeli zdecydujecie się oglądać przedstawione przeze mnie animacje to nie przerywajcie w trakcie. Niektóre nabierają znaczenia dopiero pod koniec, inne zaskakują po jakimś czasie. Krzywdą by było pobieżne przejrzenie tych filmików.

1) Sztuka spadania, reż. Tomasz Bagiński
Zaczynamy z przytupem od najbardziej popularnego polskiego autora krótkich filmów animowanych - Tomasza Bagińskiego (tak, to on ma stworzyć kolejną ekranizację Wiedźmina!). Jest to również pierwszy obraz z tej dziedziny, na który się natknęłam i od razu zrobił na mnie wrażenie. Każdy kto orientuje się w sztuce animacji musi przyznać, że ta jest na naprawdę wysokim poziomie. Na dodatek czuć ciężki klimat, wiele rozwiązań zaskakuje, a nawet zniesmacza i wprawia w konsternacje (taniec do wyświetlanych zdjęć). Ilu ludzi tyle interpretacji, ale najprostszą jest ta, że jednostkę poświęca się dla tzw. dobra ogółu.

2) La Luna, reż. Enrico Casarosa
 Kiedy Pixar bierze się za animacje, to wiadomo, że można się spodziewać porządnego dzieła. W tym przypadku jest bardziej bajkowo i słodko, a oglądanie tego to czysta przyjemność. Muzyka idealnie komponuje się z wydarzeniami, świetnie zostali przedstawieni bohaterowie - dziadek i ojciec, którzy wprowadzają chłopaka w tajniki swojej pracy (uwielbiam te ich małe kłótnie i moment z miotłami!). To jedna z tych animacji, które oczarowują widza, a jej zakończenie pozostawia uśmiech na twarzy. Warta obejrzenia!

3) Casting, reż. Kacper Zamarło
Na ten film natknęłam się dość niedawno. To kolejna produkcja pochodząca z Polski, a konkretnie z łódzkiej szkoły filmowej. W tym przypadku akurat słowa mają dość duże znaczenie, na szczęście twórcy postarali się o napisy. Chociaż przyznam szczerze, że nie wiem czy obcokrajowcy będą w stanie pokochać ten film tak jak my. No bo napisami trudno wytłumaczyć syrenkę mówiącą gwarą albo Bogdana z „okolicy” (zdecydowanie mój ulubieniec!). Film sprawił mi masę przyjemności, a do tego jest bardzo prawdziwy, wyśmiewa wiele typowych zachowań podczas castingów, kto bywał ten wie ;)

4) French Roast, reż. Fabrice Joubert
Tym razem przenosimy się do Francji, ta krótka animacja - French Roast była nominowana do Oscara. Od początku zachwyciłam się postaciami, które są bardzo charakterystyczne i mają cudowną mimikę. Po prostu czujemy stres głównej postaci. Na dodatek uczy bardzo ważnej rzeczy - nie oceniaj ludzi po wyglądzie. I każdy napotkany nieznajomy potrafi zaskoczyć swoim prawdziwym „ja”.

5) Father and Daughter, reż. Michael Dudok de Wit
Pierwsza animacja, która sprawiła że całkowicie się rozkleiłam. Od razu kiedy zobaczyłam ten sposób malowania, który opiera się na cieniach i dość burej gamie kolorów, w połączeniu z genialną muzyką, poczułam rozczulenie. Do tego historia jest naprawdę wzruszająca, przedstawia w krótkiej formie miłość między rodzicem a dzieckiem. Uczucie, które zostaje w człowieku do końca, o którym nie zapomina na kolejnych etapach życia. Na końcu oczywiście zaczynam ryczeć, nawet gdy wiem jaki jest finał. Zasłużony Oscar w 2000 roku!


Która animacja najbardziej Wam się spodobała?
Jeżeli myślicie, że ominęłam jakieś ważne tytuły to dawajcie znać w komentarzach, chociaż pamiętajcie, że mam schowane w rękawie kilka przeznaczonych na kolejne części ;)

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka