poniedziałek, 13 kwietnia 2020

„Smoczy książę” (sezony 1-3, Netflix) - na niektóre historie nigdy nie będziemy za starzy

To, że lubię oglądać pełnometrażowe animacje to niezaprzeczalny fakt, ale nie spodziewałam się, że mogę się wciągnąć i śledzić z przyjemnością animowany serial. Dzięki rekomendacji zwierza popkulturalnego sięgnęłam jednak po Smoczego księcia na Netfliksie i oglądanie go przyniosło mi zaskakująco masę frajdy. Czy uważam, że dorośli powinni rzucić wszystko i zacząć to oglądać? Nie wiem. Wiem tyle, że mi (i partnerowi mojemu też) ta produkcja spodobała się bardzo, ale to BARDZO. A swoje latka na karku już mamy.
źródło
Królestwo ludzi i magiczna kraina Xadii od lat są w stanie wojny. Ludzie nie potrafią wybaczyć sąsiadom śmierci swojej królowej, mieszkańcy Xadii natomiast - śmierci smoczego króla. Każda zbrodnia nakręca machinę zemsty i doprowadza do kolejnych morderstw. W tym świecie poznajemy Raylę, która ze swoją drużyną wyrusza z misją: zabić króla ludzi i jego synów. Młoda elfka zaczyna mieć jednak wątpliwości czy uda jej się dokonać tej zbrodni z zimną krwią. Podczas ataku na zamek natyka się na Calluma i Ezrana, czyli książęta które były jej celem, i razem z nimi znajduje w podziemiach jajo smoczego księcia. Cała trójka postanawia zanieść je do Xadii i skończyć tę potworną wrogość pomiędzy królestwami.

Smoczy książę został stworzony przez Justina Richmonda i Aarona Ehasza, który wcześniej pracował nad popularną animacją Avatar: Legenda Aanga. Tytuł netfliksowego serialu wyglądał mi na produkcję skierowaną typowo do młodszego widza, dlatego tak długo wstrzymywałam się z oglądaniem. To było jednak zupełnie niepoprawne stwierdzenie. Owszem, serial korzysta z wielu schematów i przekazuje oklepane wartości, a młodsi widzowie znajdą w nim mnóstwo przyjemności. Zarazem twórcom udaje się świetnie żonglować wszystkimi gatunkowymi kliszami. Mamy co prawda standardowy rozłam: ludzie przeciwko elfom, ale obok tego bardzo oryginalnych bohaterów historii, jak głuchą ciotkę, która każdemu potrafi skopać tyłek czy królewską parę kobiet, rządzących jednym z państw.
źródło
Patrząc na Smoczego księcia z perspektywy obejrzanych trzech sezonów od razu chce się powiedzieć o wspaniale wykreowanych bohaterach. W tym tkwi siła i prawdziwa magia serialu. Postacie ewoluują, przeżywają traumy i próbują sobie z nimi radzić, są ostrożni względem innych, a zarazem zawiązują prawdziwe przyjaźnie, płaczą i pocieszają się nawzajem, ranią innych, bo starają się obronić ich przed smutkiem. To naprawdę niesamowite jak można rozpisać charaktery bohaterów, że człowiek jest zachwycony każdym z osobna. Przez trzy sezony poznajemy sporo postaci drugoplanowych, z których każda jest równie charyzmatyczna. W pewnym momencie zresztą mamy kilka wątków, różnych ścieżek, które śledzimy, a każda z nich jest tak samo intrygująca.

Brawa należą się za łamanie schematów w temacie bohaterów. Przede wszystkim wspaniałe są postacie kobiece, każda silna, a zarazem mierząca się z niesamowicie trudnymi wyborami i drogami. Amaya, głucha ciotka, która stoi na straży honoru, broni królestwa swojej zmarłej siostry za wszelką cenę. Rayla, młoda dziewczyna, mierząca się z różnicami między tym co inni uważają za słuszne, a co podpowiada jej serce, która postanawia doprowadzić do końca długoletniej wojny. Claudia, zapatrzona w swojego ojca, kompletnie oddana rodzinie, która bliskich stawia ponad wykonanie zadania i wypełnianie rozkazów. Każda z nich rozwija się powoli na przestrzeni tych trzech sezonów, ale na tym etapie są wspaniałymi postaciami, którym każdy chce kibicować.
Bohaterowie po obu stronach konfliktu nie są także jednoznacznie dobrzy czy źli. Ich motywacje są jasne, a intencje zupełnie zrozumiałe, dzięki temu, że historia każdego jest odpowiednio zarysowana. Może pod koniec jedna z postaci wychodzi na prowadzenie jako „główny zły”, ale jego droga do tego miejsca była dobrze uargumentowana. Zobaczymy jak będzie dalej.
źródło
Serial idealnie balansuje na granicy komediowego podejścia i heroicznego fantasy. Sprawa jest ważna, ludzie tracą życie walcząc o wygraną swojego królestwa, mamy do czynienia ze zdradą, kłamstwem, a nawet zleconym zabójstwem. Wszystko jednak idealnie równoważy lekkość scenariusza i zabawni towarzysze przygód. Serce łatwo skradnie Robal, czyli zwierz-kompan Ezrana, amator ciastek z dżemem, przywiązany do swojego pana, lojalny i współczujący, a zarazem zblazowany i leniwy (momentami przypomina typowego kota, naprawdę). Jednak sporo innych osób wnosi komediowy aspekt, chociażby Soren i jego złote myśli czy oderwana od rzeczywistości, choć bardzo pomocna, Lujanne.

Smoczy książę to również kawał dobrej roboty od strony technicznej. Animacja zdecydowanie potrafi zachwycić, jest dopracowana i przemyślana, bardzo dobrze prezentuje widzom świat przedstawiony. Szczególnie robi wrażenie, kiedy bohaterowie trafiają do Xadii i możemy podziwiać wiele magicznych miejsc i stworów. Zabawnym elementem jest to, że w celu rozróżnienia mieszkańców dwóch królestw twórcy zdecydowali się elfom dać mocny akcent (chyba irlandzki, ale pewna nie jestem). Jest to szczegół, który pięknie dopełnia różnicę pomiędzy rasami.

Widzowie, którzy uważają się za fanów fantastyki zdecydowanie łatwo zakochają się w tym serialu. To opowieść pełna przygód, magii, wspaniałych bohaterów i zwrotów akcji. Gdyby brakowało nam czegoś do pełni szczęścia to Smoczy książę jest na dodatek mądrą animacją, która uczy wspaniałych wartości. Mamy tutaj bohaterów mniejszości etnicznych, ludzi o innym kolorze skóry i osoby o odmiennej orientacji seksualnej, ale dzięki przedstawieniu różnorodnych bohaterów na równi, bez cienia uprzedzeń zyskujemy czystą przyjemność w oglądaniu. I nie są to postacie poboczne, a nawet wręcz przeciwnie: król jest osobą czarnoskórą, a Raylę wychowało dwóch mężczyzn, pozostających w związku partnerskim i zero tutaj nawet cienia myśli, że coś może być z tym nie tak. To dodatkowa cegiełka dlaczego tę właśnie animację chętnie obejrzę kiedyś ze swoimi dziećmi. A na razie czekamy na kolejny sezon przygód. Z niecierpliwością!

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka