wtorek, 7 kwietnia 2020

„O pięknie” Zadie Smith - różne światopoglądy, te same problemy

*O pięknie*
Zadie Smith

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* On Beauty
*Gatunek:* społeczna, obyczajowa
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2005
*Liczba stron:* 600
*Wydawnictwo:* Znak

Widzę ostatnio bardzo wyraźnie, że nie żyłam dla żadnej idei ani nawet dla Boga - żyłam, bo kochałam właśnie tego człowieka. Jestem bardzo samolubna, naprawdę. Żyłam dla miłości. Nigdy nie interesowałam się moją rolą w świecie - w rodzinie tak, ale nie w świecie. Nie będę bronić mojego modelu życia, ale taka jest prawda.

*Krótko o fabule:*
Rodzina Belseyów jest zbyt normalna, by mogło to być prawdziwe. Troje dzieci, każde innego wyznania, apodyktyczna matka, była aktywistka na rzecz praw kobiet i oderwany od rzeczywistości ojciec, którego życie koncentruje się wokół twórczości Rembrandta. No i śmiertelnego wroga: Monty’ego Kippsa. Ale kiedy Jerome, najstarszy syn Belseyów, oświadcza się córce Monty’ego, wszystko wywraca się do góry nogami. Howard Belsey wyrusza za ocean, by wreszcie rozprawić się z Kippsem. I wywołać lawinę zdarzeń, które na zawsze już splotą losy dwóch rodzin.

- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Zadie Smith to brytyjska autorka, której twórczość w Polsce znana jest przede wszystkim z tytułów Białe zęby oraz Swing time. O pięknie to trzecia powieść w jej dorobku, za którą dostała nominację do Nagrody Bookera. Wydawnictwo Znak postanowiło wznowić tę pozycję, co okazało się idealnym bodźcem dla mnie, żeby w końcu przekonać się czy książki Smith faktycznie zasługują na tak liczne zachwyty.

Autorka powoli wprowadza nas w świat z kart książki, a zaczyna od zaprezentowania konfliktu między dwoma mężczyznami i postaci syna, który połączy te dwie strony. Tak się bowiem złożyło, że Jerome, syn Howarda Belsey'a zatrzymuje się w domu wroga rodziny numer jeden: Monty'ego Kippsa. Mało tego! Zakochuje się w jego córce. W tym punkcie spodziewałam się, że historia ruszy w stronę znaną z wielu innych książek i będzie opowieścią o współczesnych Romeo i Julii, walczących z rodzicami o przetrwanie swojego związku. Oczywiście zwiedziona zostałam tylko na krótki moment, bo fabuła podąży w zupełnie innym kierunku.

Przez to, co słyszałam przed lekturą, proza Zadie Smith kojarzyła mi się z poruszaniem problemów związanych z rasą, z różnicami pomiędzy różnymi grupami etnicznymi, klasami społecznymi, zatem tego też się po książce spodziewałam. Po części to dostałam, ale w niespodziewanej, niejednoznacznej formie. Zupełnie zaskoczył mnie fakt, w jak inteligenty sposób autorka prowadzi swoich bohaterów. Będziemy mieć tutaj styczność z przedstawicielami poglądów skrajnie lewicowych i prawicowych, to konflikt tych jednostek jest podwaliną całej historii. Autorka z siłą i pewnością wkłada postaciom do ust słowa, które będą broniły ich punktów widzenia, a czytając je możemy powiedzieć jedno: oddaje sprawiedliwość obu stronom, z żadnej nie robiąc tej „rażąco gorszej”. Świetnym pomysłem okazało się także ukazanie podobieństwa dwóch rodzin, pomimo sporych różnic w światopoglądzie. Mimo że żyją one zupełnie inaczej, mają całkowicie różne hierarchie wartości, to problemy czysto codziennego życia w rodzinie dopadają ich tak samo. Natomiast w przypadku głów rodzin, które najżarliwiej się ze sobą spierają, te problemy są wręcz identyczne.

źródło
Sposób narracji Smith robi spore wrażenie, jej powieść naszpikowana jest mnogością charakterów, a każdy z nich potraktowany jest z rozwagą, widać poświęconą pracę nad jego budową. Dialogi są przemyślane, podkreślają osobowość postaci - profesorowie perorują wyszukanym słownictwem, a syn Howarda, Levi, który przesiaduje w hip-hopowym towarzystwie podwórkowym z lekkością posługuje się ulicznym slangiem. Styl autorki jest intelektualny i zawiły kiedy opowiada o sztuce czy sporze Kippsa i Belsey'a o zasadność zachwytów nad Rembrandtem, ale z drugiej strony jest prosty i bezpośredni podczas codziennych rozmów, kiedy żony głównych bohaterów konfliktu spotykają się przy herbacie i placku. Naprawdę łatwo docenić tę zdolność operowania słowem, jaką ma Smith.

Mając te wszystkie plusy na uwadze nie uważam, żeby O pięknie było powieścią wybitną. Bardzo dobrze radzi sobie z pokazaniem dwóch światów, konflikt jest tutaj żywy i zgrabnie poprowadzony. Jednak fabularnie zdarzają się w książce mielizny, gdzie tracimy zainteresowanie na dłuższy czas. Winą obarczyłabym tutaj wielowątkowość, lektura wciąż otwiera się na nowe postaci, którym poświęcane jest sporo miejsca. Autorka po czasie złapie nas znowu i zaciekawi, jednak jestem w stanie zrozumieć, że nie każdy będzie miał cierpliwość przebrnąć przez dłuższy czas zwolnienia tempa akcji. Szkoda, bo kiedy ta się rozkręca, to naprawdę śledzimy historię z zaangażowaniem.

Miejscem, w którym O pięknie radzi sobie najlepiej jest poletko rodzinne. Zadie Smith z precyzją wnika do głów Belsey'ów i rysuje nam obraz prawdopodobny, pełen różnorodnych emocji. W pamięci zapadła mi scena, w której trójka rodzeństwa spotyka się niespodziewanie i postanawia wypić wspólnie kawę, żeby po chwili zrozumieć, że brakuje tematów, które połączą ich różne zainteresowania. Rozterka ich rodziców także poprowadzona jest wnikliwie, od kryzysu wieku średniego, folgowania swoim zachciankom, po rozmyślanie na temat sensu utrzymania pozorów i nad tym jak dalece możliwe jest wybaczenie grzechów człowieka, z którym przeżyło się trzydzieści lat.
Także pierwsze spotkanie z prozą Smith mogę uznać za udane, chociaż nie zaprzeczę, że spodziewałam się więcej.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka