piątek, 4 listopada 2016

Alternatywna wersja Pięknej i Bestii - „Dwór Cierni i Róż” Sarah J. Maas


Kolejna recenzja książki opartej na baśni, ale tym razem całkiem inna gatunkowo. Zrobiła furorę wśród czytelników na całym świecie, ale czy spodobała się mi? Dowiecie się poniżej.
*Dwór Cierni i Róż*
Sarah J. Maas

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* A Court of Thorns and Roses
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Cykl:* część #1
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 524
*Wydawnictwo:* Uroboros
Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak.
*Krótko o fabule:*
Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythianu i spędzi tam resztę swoich dni.
- opis wydawcy

*Moja ocena:*
Sarah J. Maas szturmem wtargnęła w młodzieżowy literacki świat, dzięki książce Szklany tron. Osobiście byłam nią bardzo zawiedziona, ponieważ po tylu zachwytach spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Miałam nadzieję, że w Dworze Cierni i Róż zaproponuje czytelnikowi coś nowego, a zarazem pokaże jaki zrobiła postęp od czasu jej debiutu. Trochę tak się stało, ale czy wystarczyło, żeby mnie zadowolić? 
Wielokrotnie wspominałam, że lubię historie oparte na motywach z bajek i baśni. W takich przypadkach poszukuję jednak tym więcej oryginalności, takiego przedstawienia znanych ogólnie schematów w innym świetle. Patrząc pod tym kątem byłam rozczarowana wstępem Dworu Cierni i Róż. Czułam, że autorka poszła trochę na łatwiznę, przerzucając historię Pięknej i Bestii w swój świat przedstawiony. I już, kiedy miałam skreślać całość, fabuła powędrowała w ciekawszą stronę
To, czym książka stoi, jest interesujący świat przedstawiony i drugoplanowi bohaterowie. Dzięki nim ocena podskoczyła o oczko w górę. Im bliżej zapoznaję się z twórczością Maas tym bardziej widzę jej upodobania. Zdecydowanie przyklasnę na pomysł z podziałem na rasy - tutaj po raz kolejny mamy posługujących się magią faerie. Co prawda trochę to smutne, że autorka zamyka się na tak podobny gatunek, który występuje również w Szklanym tronie, ale widocznie w tym dobrze się czuje i uważa, że potrafi z niego wiele wyciągnąć. A ja, im więcej czytałam o tej rasie tym bardziej zaczynała mi się podobać. Najciekawszy jednak wydaje się sam świat, tajemnicza Góra i podział na Dwory. Szczególnie, że każde z miejsc charakteryzuje się konkretnymi cechami i wyglądem mieszkańców i ich książąt. 
źródło
Jeżeli chodzi o bohaterów to znowu trochę się zawiodłam na głównej bohaterce. Widać postęp od czasów idealnej Celaeny, jednak Feyra wciąż pozostaje mi obojętna, a wręcz chwilami irytująca. Wpływ na to mógł mieć sposób narracji, który momentami wpada w pierwszoosobową i wtedy boli najbardziej. Na dodatek widać wiele podobieństw między Feyrą a panną Sardothien - ona również potrafi posługiwać się bronią (tym razem to łuk), no i ma smykałkę do sztuki (pianino zastąpił pędzel malarski). 
Natomiast, jak już wspomniałam, w książce rządzą bohaterowie drugoplanowi. Nawet jeżeli pojawiają się na chwilę, to zagarniają więcej mojej uwagi niż główne postaci. Zdecydowany prym wiedzie Rhysand, który na całe szczęście nie jest bohaterem jednoznacznym. Jego charakter ewoluuje, ale w sposób naturalny, bez zbędnej presji ze strony autorki. Na dodatek piekielnie intryguje mnie jego historia i to dla niego sięgnę po kontynuację. Pochwalić muszę również Luciena, który od początku zyskał skrawek mojego serca. Był bardziej ludzki niż Tamlin, który jako główny amant rozczarował mnie najbardziej. Dla mnie był zupełnie nijaki, jego historia mocno schematyczna, a jego poczynania nie dodawały mu ani grama mojej sympatii.
Skoro już przy tym jesteśmy to wątek miłosny to najsłabszy punkt tej książki. Zapewne dlatego, że i Feyra i Tamlin to postaci mdłe, toteż i ich miłość do siebie nie przekonuje. Trochę było tam erotyki, trochę wzdychań, ale mnie żadne z nich nie przekonało, że istnieje tam prawdziwe uczucie. A już tym bardziej na tyle silne, że jedno za drugim mogłoby pójść w ogień. Łudzę się nadzieją, że Maas zdecyduje się na krok w bok i zmieni partnera Feyry na bardziej interesującego (nawet mam swój typ ;)).
Wciąż nie widzę w autorce umiejętności kreowania fabuły, a tym samym napięcia. Skupia się na niepotrzebnych scenach, zamiast zbudować porządną historię. Dlatego dostajemy wiele krótkich epizodów, które tak naprawdę do niczego nie prowadzą, trochę jak serial telewizyjny, który ma bawić widza przez dłuższy czas. Mam nadzieję, że w kolejnej części dowiemy się czegoś więcej na temat sytuacji na świecie i to narzuci pewien kierunek wydarzeniom. 
Dwór Cierni i Róż to na pewno lepsza pozycja niż Szklany tron, jednak autorka wciąż popełnia podobne błędy. Gdyby nie druga część książki i ciekawe postacie drugoplanowe ocena byłaby taka sama co przy poprzednim pierwszym tomie autorstwa Maas. Jednak w tym przypadku czuję większy potencjał i trzymam kciuki, żeby druga część potoczyła się trochę w innym kierunku. Szczególnie, że furtkę autorka sobie zostawiła idealną. A książkę polecić mogę z czystym sumieniem nastolatkom, które lubią fantastykę i młodzieżowo-romantyczne historie. 

Moja ocena: 6-/10


Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html






Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka