Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotka na gorącym rozgrzanym dachu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotka na gorącym rozgrzanym dachu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 marca 2018

Co kryje się pod powierzchnią - „Kotka na gorącym blaszanym dachu” NT Live

Z okazji święta - wszystkim kobietkom sto lat :)
źródło
W zeszły czwartek udało mi się wybrać na retransmisję spektaklu Kotka na gorącym blaszanym dachu do wrocławskiego Multikina. Zaskoczyła mnie duża frekwencja - widać, że coraz więcej osób interesuje się tego typu wydarzeniami. I nie ma w tym nic dziwnego, bo poziom takich spektakli robi naprawdę duże wrażenie.

Jeżeli ktoś interesuje się teatrem to oczywiście będzie znał nazwisko Tennessee Williamsa. To amerykański dramaturg, który tworzył w połowie XX wieku. Jego najbardziej znaną sztuką jest Tramwaj zwany pożądaniem, ale także inne tytuły po dziś dzień cieszą się sporą popularnością i doczekały się wielu adaptacji filmowych i teatralnych. Mówiąc o Kotce na gorącym blaszanym dachu trudno nie wspomnieć świetnej ekranizacji z Elizabeth Taylor i Paulem Newmanem w rolach głównych. Wydawało mi się, że lepiej już być nie może - jednak w tym przypadku nie doceniłam magii teatru.

Kiedy rozsuwa się kurtyna ukazuje nam się przestrzenny pokój Bricka i Maggie, czyli miejsce akcji dramatu. Scenografia jest dość minimalistyczna, z jednej strony mamy łóżko, z drugiej toaletkę, przy której Maggie będzie nakładać kolejne warstwy makijażu, jakby starając się ukryć pod nim dławiące ją problemy. Ważną rolę gra tutaj też „barek”, czyli kilka butelek whiskey poustawianych na brzegu sceny, obok sporego worka z kostkami lodu. Całość jest bardzo elegancka i szykowana, od razu widać, że to dom rodziny, która ma wysoki status społeczny. Na dodatek w tle migocze złota blacha, która nasuwa na myśl porównanie do ludzi zamkniętych w złotej klatce.
źródło
Fabuła zaczyna się od starcia dwóch charakterów. Do pokoju, w którym prysznic bierze Brick (Jack O'Connell) wpada jego żona, Maggie (Sienna Miller) i rozpoczyna długi monolog, przerywany kilkoma wtrąceniami męża, na podstawie którego dowiemy się wszystkiego, co musimy wiedzieć, na temat osób dramatu. Na dole trwa w najlepsze przyjęcie z okazji urodzin Tatuśka (Colm Meaney), gdzie brat Bricka, Gooper (Brian Gleeson) wraz z żoną starają się skupić na sobie i na swoim licznym potomstwie uwagę wszystkich obecnych. Wystarczy chwila monologu Maggie, żebyśmy dowiedzieli się w czym rzecz - otóż przyszły wyniki badań Tatuśka i okazało się, że jest nieuleczalnie chory. Pozostawia po sobie spory majątek, który przypaść może w spadku jednemu z jego synów.

A to będzie tylko jedna strona tego spektaklu. Bo tak, w ogólnym rozrachunku całość kręci się wokół tej walki o atencję Tatuśka. Gooper z żoną starają się przekonać go, że to oni nadadzą się na spadkobierców, bo są odpowiedzialni i mają potomstwo, czyli ród przetrwa. Wciąż wytykają Maggie brak dzieci oraz nałóg alkoholizmu Bricka. Nasza tytułowa kotka stara się odpierać te ataki, ale na pomoc ze strony męża nie ma co liczyć. Dlaczego? Bo Brick musi uporać się ze swoimi demonami, które opuszczają jego głowę dopiero gdy ilość wypitego alkoholu przyniesie upragnione kliknięcie.
źródło
Dzięki przemyślanej reżyserii pana Benedicta Andrewsa (który wcześniej wystawił Tramwaj zwany pożądaniem, czyli do Williamsa ma ewidentną słabość) ze spektaklu zgrabnie wypływają wszystkie sensy. Reżyser przedstawia nam ludzi, którzy chowają głęboko jakieś tajemnice, problemy. I na przestrzeni tego jednego wieczoru, krok po kroku, odkrywają kolejne warstwy i powoli pokazują nam swoje wnętrze. Wydaje mi się, że ta konkretna inscenizacja skupia się przede wszystkim na tym „pokazaniu prawdziwego siebie”, reżyser podkreśla to także dość topornym zabiegiem scenicznym - tak jak w trakcie rozmowy bohaterowie odkrywają coraz więcej swojego wnętrza, tak ubywa im również ubrań i na końcu staną wobec siebie zupełnie nadzy, tak fizycznie, jak i emocjonalnie.

Spektakl Kotka na gorącym blaszanym dachu to przede wszystkim spore wyzwanie dla aktorów. Większość z nich ma do zagrania postać złożoną, która gra inaczej, w zależności od tego z kim rozmawia. Maggie to chyba jedno z największych wyzwań aktorskich w karierze Sienny Miller. Do tej pory kojarzyła mi się z dość mdłymi, drugoplanowymi rolami pięknych kobiet. Tym razem radzi sobie naprawdę dobrze. Jej początkowe monologi są wciągające, a piękne ciało pomaga w kuszeniu nieczułego Bricka. Niestety, nie byłam przekonana do jej akcentu, może i dobrze naśladowany, ale przyczynił się do nadania jej wypowiedziom pewnej powtarzającej się melodii, która chwilami potrafiła wybić człowieka ze skupienia. Natomiast Jack O'Connell to prawdziwe objawienie spektaklu. Jego postać jest zbudowana na solidnym fundamencie, konsekwentnie utrzymuje swój zdystansowany nastrój, zdawkowo odpowiada swojej żonie i jedno spojrzenie na jego twarz może nam powiedzieć, że ten człowiek nie chce znajdować się w tym właśnie miejscu. Po prostu widać tę masę tłamszonych przez niego emocji. Bardzo dobrze partneruje mu Colm Meaney, który gra jego ojca. Ich rozmowa jest w pełni absorbująca i świetnie zagrana. Kiedy pierwszy raz na scenę weszła Mamuśka byłam lekko skołowana, ale wystarczyła chwila, żebym kompletnie przepadła dla jej postaci. Mimo dość komediowego (jak na taki spektakl) zacięcia, potrafiłam uwierzyć w każdą jej kwestię. Gorzej sprawa się miała z Mae, która wydaje się postacią, z której powinniśmy się śmiać. Jednak jej sztuczna postawa i specyficzny sposób wypowiedzi sprawia, że nie chcemy jej słuchać.
źródło
Kotka na gorącym blaszanym dachu to jedna z trzech najważniejszych sztuk w dorobku Tennessee Williamsa. Przeniesienie jej na deski teatru przez Andrewsa wypada bardzo dobrze i jeżeli będziecie mieli okazje zobaczyć retransmisję tego spektaklu, to koniecznie biegnijcie do kina. Emocje i długo skrywane tajemnice, unoszące się gdzieś zaraz pod powierzchnią zaczynają eskalować i wypływać na zewnątrz, a widz ogląda całość z niegasnącym zainteresowaniem. Ja na pewno będę kontynuować swoją przygodę z retransmisjami i Wam też to polecam!

Moja ocena: 7/10


piątek, 13 maja 2016

Bohater złamany, czyli 'Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty' Tennessee Williams

Pogoda rozpieszcza! Nic tylko wybywać na grille i czytanie na kocyku. Szczególnie w towarzystwie takich książek, jaką Wam dzisiaj przedstawię. Zapraszam do czytania :)
*Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty*
Tennessee Williams

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Glass Menagerie; A Streetcar Named Desire; Cat On a Hot Tin Roof; Sweet Bird of Youth; The Night of the Iguana
*Gatunek:* utwór dramatyczny
*Forma:* zbiór utworów dramatycznych
*Rok pierwszego wydania:* 2012
*Liczba stron:* 372
*Wydawnictwo:* ZNAK
"Poza Tobą nie znam żadnego młodego człowieka, który by nie wiedział, że jutro zaczyna się dzisiaj, dzisiaj zaczęło się wczoraj, a wczoraj kończy się gorzkim żalem, jeśli się nic nie zaplanuje!"
*Krótko o fabule:*
W książce znajduje się pięć dramatów Tennessee Williamsa.

*Moja ocena:*
Odkąd pierwszy raz zobaczyłam tę książkę na półkach księgarni zapragnęłam ją mieć na własność. Pamiętam swoje pierwsze zachwyty spektaklem Tramwaj zwany pożądaniem w krakowskim Teatrze Bagatela, z Magdą Walach w roli Blanche. Później szybki przegląd niektórych ekranizacji i już wiedziałam - dramaty Williamsa to bardzo istotne teksty w historii amerykańskiej literatury. Dlatego po książkę sięgnęłam.
Tennessee Williams dramaty zaczął pisać już w latach 30tych. Szklana menażeria okazała się pierwszą ważną jego sztuką, ale prawdziwy sukces przyniósł mu wystawiony na Broadway'u Tramwaj zwany pożądaniem, z Marlonem Brando w jednej z ról głównych. Autor zdobył za niego pierwszego Pulitzera, drugiego natomiast otrzymał za Kotkę na gorącym blaszanym dachu w 1955 roku. 
Ze zbiorem dramatów zawsze jest podobnie jak z antologią opowiadań - są w nich teksty, które zachwycą bardziej i te, które zachwycą mniej. Jednak w każdym z nich czuć pióro Williamsa, czytelnik dobrze wie jakie tematy go interesowały. Jego bohater to zawsze człowiek złamany. I nieważne co doprowadziło do danej sytuacji, czy śmierć przyjaciela czy utkwienie w rodzinnym domu, postacie są na wskroś nieszczęśliwe. Na dodatek Williams (a także Jacek Poniedziałek, który przełożył dramaty na nasz język) za wszelką cenę stara się pokazać, że to osoby, które mogą żyć obok nas, które mówią tak, jak my. Jednocześnie to ludzie, którzy nie poradzili sobie z przytłaczającą dorosłością. 
Całość rozpoczyna najstarszy dramat autora - Szklana menażeria. I to była naprawdę petarda na początek. Najbardziej kameralny tekst, na czterech aktorów, jednak poparty mnóstwem efektów opisanych w didaskaliach. W ogóle Williams bardzo wiele ważnych informacji w didaskaliach przekazuje. Nie tylko to jak scena powinna wyglądać, ale także co się dzieje w głowie danego bohatera, co może później pomagać w przeniesieniu tekstu na deski teatru. Smutna historia o tym jak trudno się wyrwać z rodzinnego gniazda, jak oczekiwania rodziców nie idą w parze z wyborami dzieci, jak duża jest presja otoczenia, aby być takim jak inni. Jeden z tekstów, których wcześniej kompletnie nie znałam, ale z miejsca się zakochałam.
Kolejny jest już Tramwaj zwany pożądaniem, którego ekranizację widziałam, a jeszcze wcześniej byłam na widowni krakowskiej Bagateli. Tutaj mamy już więcej aktorów i bardziej złożoną intrygę. Na dodatek same cudowne role do odegrania - szalona Blanche, bezpretensjonalny Stanley i zapatrzona w niego Stella to chyba wymarzone postacie do zagrania dla aktorów. Blanche może się podobać albo nie, ale trzeba przyznać, że Williams świetnie wykreował jej postać, na kobietę żądną miłości i afektu ze strony otoczenia, kiedy jednocześnie jest tak nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. A kto nie widział ekranizacji - niech nadrabia czym prędzej!
źródło
Następnie poznajemy Kotkę na gorącym blaszanym dachu. I tutaj również znałam ekranizację z Elizabeth Taylor w roli tytułowej. Nie stało mi to na przeszkodzie przed zachwytami nad tekstem. W dramacie możemy znaleźć mały wątek autobiograficzny Williamsa, związany z homoseksualizmem. Na dodatek dowiemy się coś na temat relacji w rodzinie, władzy pieniądza w świecie, niemożności poradzenia sobie z tragedią z przeszłości. Język czasami staje się bardzo ostry i wulgarny, szczególnie za sprawą Dużego Taty, jednak tutaj wszystko zdaje się być idealnie wyważone. Naprawdę świetny tekst!
Później przyszedł czas na Słodki ptak młodości, którego ekranizacja bardzo mi się podobała. Czytało mi się jednak gorzej, zapewne dlatego, że film oglądałam dość niedawno i wciąż pamiętałam liczne szczegóły. Ogólnie najmniej znalazłam tutaj ciekawych ludzkich dramatów. Temat niespełnionej miłości, spowodowany zakazem rodziców trochę przywodził mi na myśl parę Szekspirowskich kochanków. Tyle że Chance był o wiele bardziej poradny niż Romeo. 
I na koniec przyszedł czas na drugi tekst ze zbioru, którego nie znałam z wcześniejszej ekranizacji - Noc iguany. Byłam zachwycona pomysłem na scenę - weranda hotelu, zbudowanego na wzniesieniu, w dole szum morza i parking z rozwścieczonymi uczestniczkami wycieczki. Główny bohater, Shannon, to ksiądz, który zagubił wiarę i jest męczony przez swojego demona. Przez scenę przewija się mnóstwo bohaterów pobocznych, a każdy z nich jest ciekawym przypadkiem. Postać Hanny, jej końcowa rozmowa z Shannonem, to po prostu majstersztyk. Pięknie została pokazana więź między wnuczką a dziadkiem. No i nareszcie pojawiła się u Williamsa miła osoba, chociaż z nieciekawą przeszłością.
Podsumowując, każdemu fanowi teatru i dramatów polecam zapoznać się z twórczością tego autora. To naprawdę świetnie wykreowane postaci, spotkane w interesujących okolicznościach, mówiące naszym językiem i przekazujące zrozumiałe prawdy. Każdy tam znajdzie przyczynę ich nieszczęść i zastanowi się nad problemami, które nadal obowiązują w naszym społeczeństwie. Warto.

Moja ocena: 8/10

Wyzwania:


http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html





Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka