niedziela, 8 listopada 2015

#51 - 'Osobliwy dom pani Peregrine' Ransom Riggs

Dzisiaj była niebywale ciepła pogoda, bo we Wrocławiu około 18 stopni w słońcu. Piękny czas na spacery i podziwianie polskiej jesieni. A wieczorem oczywiście kubek kawy, z ciastkami owsianymi i czytanie książek. Ta pora roku sama zachęca do sięgnięcia po lektury! Dzisiaj będzie osobliwie, powieść została wybrana przeze mnie do halloweenowej nocy czytania. Trochę się to przedłużyło, a dzisiaj zapraszam Was do zapoznania się z moją opinią.
*Osobliwy dom pani Peregrine*
Ransom Riggs

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Miss Peregrine's Home for Peculiar Children
*Tłumacz:* Hesko-Kołodzińska Małgorzata
 *Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* thriller/sensacja/kryminał
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2011
*Liczba stron:* (w moim wydaniu) 388
*Wydawnictwo:* Media Rodzina

 "Kiedyś marzyłem o ucieczce przed zwykłym życiem, ale tak naprawdę moje życie nigdy nie było zwyczajne. Po prostu nie zauważałem jego niezwykłości."


*Krótko o fabule:*
"Życie Jacoba nie zapowiadało się ekscytująco. Pogodził się z myślą, że nigdy nie zostanie odkrywcą i nigdy nie będzie miał wielu przyjaciół. Ważne miejsce w jego życiu zajmował dziadek. To on najbardziej mu imponował i to on opowiadał mu najlepsze historie na dobranoc o pogodnym sierocińcu na walijskiej wysepce, ukrytym przed złem, wojną i potworami… Aż pewnego dnia dziadek Portman umarł w niejasnych okolicznościach. I wtedy wszystko się zaczęło…
 Jacob wyrusza na odciętą od świata wyspę, by zgłębić jej tajemnice. Czy zmierzy się z potworami ze swoich snów? Czy osobliwe dzieci ze starych fotografii naprawdę istniały? Co jest bajką, a co prawdą? Co jest faktem, a co urojeniem?"

*Moja ocena:*
 O książce trudno było nie usłyszeć - dość hucznie przeszła fala na jej temat wśród polskich blogów. Wszyscy zachwalali, więc zakodowałam sobie, żeby dorwać gdzieś tę powieść. Po opisie stwierdziłam, że idealnie nada się ona na halloweenową noc czytania, więc pognałam do biblioteki, żeby móc się zapoznać z treścią tej osobliwej książki. 
 Ransom Riggs, to młody autor, który studiował literaturę angielską oraz filmoznawstwo w Ameryce. Jego pasją jest zbieranie ciekawych fotografii. I to dzięki temu powstała książka Osobliwy dom pani Peregrine. Początkowo Riggs zamierzał wydać po prostu album z obrazkami, ale te natchnęły go i dopisał do ilustracji fabułę. Osobiście nie jestem fanką takiej pracy, ale o tym powiem jeszcze później. 
Do sięgnięcia po książkę oprócz wielu pozytywnych recenzji zachęcił mnie fakt, że powstaje ekranizacja. I nie byle jaka, bo wyreżyseruje ją sam Tim Burton, a w głównych rolach zobaczymy między innymi Evę Green i Judi Dench. Co prawda piekielnie seksowna Eva średnio pasuje mi do roli pani Peregrine, którą wyobrażałam sobie jako starszą kobietę. Ale aktorka jest bardzo osobliwa, więc do klimatu będzie pasowała jak ulał!
Po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron przestało mnie dziwić, że Burton zainteresował się tą fabułą. Świetnie zbudowany początek, przez który człowiek zastanawiał się czy potwory istnieją naprawdę czy są jedynie urojeniem starszego człowieka. Zresztą dziadek uplasował się u mnie na pierwszym miejscu, jeżeli chodzi o sympatię do bohaterów, chociaż nie dostał wiele czasu w powieści. Pozostawało mi stwierdzić, że wybór tej książki na noc duchów był trafiony. Napięcie rosło, a moje zainteresowanie współmiernie wraz z nim. I tak rosło, rosło... aż przestało. 
Co się stało? A to, że Jacob, główny bohater, trafił na wyspę. Tajemniczą, znowu bardzo klimatyczną i klops! Napięcie gdzieś siadło, a czytelnik dostał historię trochę dziecinną, która skupia się na życiu osobliwych dzieci w domu pani Peregrine. Nie mówię, że to było nieciekawe, po prostu spodziewałam się czegoś bardziej... strasznego. Szczególnie, że początek nastroił mnie w stu procentach i długo starałam się przekonać, że coś w niej jeszcze mnie zaskoczy. Wydaje mi się, że problemem mogła być właśnie obecność osobliwych fotografii. Moim zdaniem autor na siłę zaczął starać się dopasować opis fabuły do zdjęć, zamiast rozwinąć wyobraźnię i wyjść poza schematy. Doszło nawet do takiego momentu, że zaczęło mnie denerwować tak liczne nawiązywanie do ilustracji, czułam się w jakiś sposób ograniczana.
Co do bohaterów, to jak wspomniałam najbardziej polubiłam dziadka, sama nie wiem dlaczego (chyba mam sentyment do starszych osób po prostu). Więc gdy jego zabrakło trudno było mi w równej mierze przejmować się losem innych postaci. Jacob mnie do siebie nie przekonał, a całej zgrai osobliwych dzieci nie poznaliśmy na tyle dobrze, żebym mogła darzyć ich jakimiś uczuciami. Wątek miłosny, na szczęście niewielki i występujący raczej na drugim planie, również wydawał się napisany trochę na siłę. Nie wiem kiedy nastąpiła ta fascynacja między dwójką bohaterów, ciągle wydaje mi się, że Emma widziała w Jacobie jedynie jego dziadka, nawet jeżeli temu zaprzeczała. 
Ponarzekałam, więc przejdę teraz do plusów. Poza świetnym początkiem, muszę pochwalić zakończenie, które jednak wprowadziło trochę emocji i otworzyło furtkę dla kontynuacji. I oczywiście trzeba powiedzieć kilka zdań na temat wydania, które jest naprawdę cudowne. Ilustracje są bardzo klimatyczne, podoba mi się ten śliski papier i nawet jeżeli zazwyczaj wolę żółty, to tutaj wszystko wydawało się do siebie pasować. Dlatego za wydanie należą się ogromne brawa.
Podsumowując, książka jest jedynie niezła, a winę za to ponosi rozciągnięty środek i niemrawi bohaterowie. Na pewno warto po nią sięgnąć, szczególnie polecam ją jednak osobom poniżej dwudziestu lat. Chociaż niewykluczone, że starszym również się spodoba - trzeba się tylko nastawić, że to nie jest żaden thriller, kryminał czy sensacja. To po prostu książka przygodowa z elementami fantasy. I może gdybym nie była nastawiona na trzymający w napięciu thriller, z dużą ilością krwi to byłabym bardziej kontenta. O.

 Znacie tę książkę? Jak ją oceniacie?  

sobota, 7 listopada 2015

#50 - Książki sezonowe, czyli co chcę przeczytać podczas długich, chłodnych wieczorów


Listopad jest magicznym okresem w moim życiu, ponieważ to w tym miesiącu obchodzę urodziny. Dlatego było mi niezmiernie miło kiedy autorka bloga Book me a Cookie we współpracy z wydawnictwem ZNAK zaproponowała mi stworzenie swojej wish-listy na jakąkolwiek okazję ;)


 Idealnie się złożyło w czasie, mam nadzieję, że te pozycje uda mi się dorwać, może właśnie w ramach urodzin. Listę nazwałam idealną na długie, chłodne wieczory, a oto ona:

1) "Miasto i psy", Mario Vargas Llosa;
2) "Księżyc myśliwych", Katarzyna Krenz, Julita Bielak;
3) "Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty", Tennessee Williams;
4) "Ulisses", James Joyce;
5) "Pani Dalloway", Virginia Woolf;
6) "Królowie Przeklęci", Maurice Druon;
7) "Tragedie i Kroniki", William Shakespeare;
8) "Martwe dusze", Nikołaj Gogol.

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2900,Miasto-i-psy
Przy tworzeniu tego zestawienia kierowałam się przede wszystkim chęcią rozwijania swoich literackich horyzontów. Dla mnie sezon jesień/zima idealnie nadaje się do nadrabiania pozycji klasycznych lub książek, przy których trzeba trochę pomyśleć i przeanalizować zachowania różnych postaci. Jeżeli chodzi o Miasto i psy - czytałam już jedną książkę tego autora i kojarzy mi się jednoznacznie z jesienną porą. Mario Vargas Llosa odważnie kreuje bohaterów, a do tego posługuje się pięknym językiem, który wręcz spija się z kart powieści. Ponadto okładka przywodzi na myśl opadające liście z drzew. No i pięknych mężczyzn ;)
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6782,Ksiezyc-mysliwych
Kolejnym wyborem był zachwalany na wielu blogach Księżyc myśliwych, od którego cała akcja się zaczęła. Książka, która nas zaintryguje i zmusi do zastanowienia się nad takimi kwestiami jak przeznaczenie. Określana jako "uczta literacka". I znowu okładka bardzo jesienna.

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3447,Tramwaj-zwany-pozadaniem-i-inne-dramatyJeżeli szukamy pozycji, które zmuszą nas do zastanowienia się nad emocjami targającymi głównymi postaciami to chyba nie ma lepszego pomysłu niż sięgnięcie po dramat. A Tennessee Williams to już najwyższa półka światowa. Wydawać by się mogło, że książka Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty to szybka przeprawa przez krótkie historie bohaterów. Okazuje się jednak, że autor będzie zmuszał nas do przystawania i przemyślenia kolejnych kroków postaci. Ja nie mogę się doczekać kiedy przeczytam to, co kiedyś zobaczyłam na scenie Teatru Bagatela (kto ma okazje niech od razu biegnie kupić bilet!) i na ekranie telewizora (piękna ekranizacja z Vivien Leigh i Marlonem Brando).
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3203,Ulisses

Moje pierwsze podejście do Ulissesa, podczas letniej sesji nie było udane. To pozycja zdecydowanie wymagająca stuprocentowego skupienia. Bohater przeprowadzi nas przez jeden dzień ze swojego życia, tylko jeżeli mu na to pozwolimy. Kiedy może być do tego lepsza pora niż podczas długiego jesiennego bądź zimowego wieczoru?
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2104,Pani-Dalloway
Pani Dalloway to jedna z książek, którą muszę mieć w swojej biblioteczce. Ze stylem pani Woolf zapoznałam się przy okazji Damy w lustrze i z miejsca się zakochałam. Tak delikatne, oryginalne, a zarazem spostrzegawcze podejście do życia. Dlatego przeczytanie Pani Dalloway jest tylko kwestią czasu.

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6343,Krolowie-przekleci-Tom-1Książki historyczne niespecjalnie mnie kuszą, jednak z Królami Przeklętymi sprawa ma się inaczej. Jeżeli sam G.R.R. Martin mówi, że to prawdziwa Gra o tron, to oczywiście jestem skuszona perspektywą spędzenia z tymi książkami kilku długich wieczorów. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest książka fantastyczna, ale mimo wszystko trochę z tym gatunkiem ma wspólnego. A że nie wytrzymam miesiąca bez lektury w tym stylu to bardzo chętnie sięgnę właśnie po Królów Przeklętych.
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3846,Tragedie-i-Kroniki
Bardzo wiele tutaj prozy, ale nie mogłam sobie odpuścić trochę klasyki w najlepszym wydaniu. Czyli nic innego jak Tragedie i Kroniki, autorstwa Shakespeare'a. To wydanie jest po prostu perełką, do tego tłumaczenia wykonane przez mojego ulubionego Barańczyka. Podejrzewam, że wiele z tragedii Shakespeare'a już mam za sobą, ale w tak rozbudowanym wydaniu na pewno znajdzie się kilka tekstów, które mnie zaskoczą. Bardzo dawno nie miałam styczności z tego typu klasykiem, a w jesienne i zimowe wieczory sprawdzą się idealnie.
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4806,Martwe-dusze

Ostatnią pozycją są Martwe dusze Gogola. To chyba jedyna książka z listy, o której zbyt wiele nie słyszałam, ale skusiła mnie opisem. No bo, proszę ja Was, przeczytajcie to:
"Szukając martwych dusz na sprzedaż, spotyka żywych, choć naznaczonych już przez piekło ludzi. Cziczikow niczym Dante zstępuje w coraz to niższe kręgi, napotykając gburów, łapówkarzy i pijaków, by wreszcie spotkać samego siebie.".
A że akurat listę chciałam dopełnić rosyjskim pisarzem, to Martwe dusze nadały się idealnie.


Dajcie mi koniecznie znać jakie pozycje Wy dodalibyście do listy na długie i chłodne wieczory :)

Wszystkie książki znajdziecie tutaj:
http://www.znak.com.pl/

poniedziałek, 2 listopada 2015

#49 - Podsumowanie października


Lubię takie krótkie wizyty w domu - akurat, żeby porozmawiać z rodziną i najeść się do syta, a nie stęsknić się za miastem. Październik był dość ciężkim miesiącem. Powrót na studia, zabieganie i ogarnięcie się w kwestii wszystkich zajęć trochę zajęło i jakoś na czytanie brakowało czasu. Udało mi się jednak coś tutaj naskrobać, więc mam nadzieję, że nie zawiodłam w kwestii blogowania ;) A teraz małe podsumowanie tego co się działo w zeszłym miesiącu.

KSIĄŻKI

Przeczytałam:
1) Kłamstwa Locke'a Lamory, Scott Lynch, stron 537
2) Jeden dzień, David Nicholls, stron 443
3) Kłamca. Papież Sztuk, Jakub Ćwiek, stron 301


FILMY
 
 


Obejrzałam:
1) Casanova po przejściach (2013)
2) Burton i Taylor (2013)
3) Noc Walpurgi (2015)
4) Zielona Mila (1999)
5) Cake (2014)
6) A więc wojna (2012)
7) Wróg (2013)
8) Frances Ha (2012)
9) Starsza pani znika (1938)
10) Earl, i ja, i umierająca dziewczyna (2015)
11) Pompeje (2014)
12) Milczenie owiec (1991)
13) Rzym - miasto otwarte (1945)
I saga Gwiezdnych wojen:
14) Gwiezdne wojny I: Mroczne widmo (1999)
15) Gwiezdne wojny II: Atak klonów (2002)
16) Gwiezdne wojny III: Zemsta Sithów (2005)
17) Gwiezdne wojny IV: Nowa nadzieja (1977)
18) Gwiezdne wojny V: Imperium kontratakuje (1980)
19) Gwiezdne wojny VI: Powrót Jedi (1983)

Jak widać miesiąc minął mi bardziej filmowo niż książkowo. Jestem bardzo zadowolona, że nadrobiłam w końcu całą sagę Gwiezdnych wojen, po takim maratonie pozostało tylko wybrać się na nową część do kina, już nie mogę się doczekać. Recenzja wszystkich części powinna pojawić się w najbliższym czasie na blogu.
Z książkami słabo, ale mam kolejne trzy rozpoczęte - to był błąd, jakbym się skupiła na jednej porządnie to bym pewnie już skończyła :)
Trudno mi wybrać najlepszą książkę października, bo wszystkie podobały mi się na równi (8/10). Chyba postawiłabym jednak na Kłamstwa Locke'a Lamory. A co do filmów to dużo dobrych pozycji, ale najbliższym mi pozostaje Earl, i ja, i umierająca dziewczyna. I oczywiście Imperium kontratakuje & Zemsta Sithów!
Muzycznym odkryciem była piękna płyta Szczaw, o której pisałam TUTAJ.
Na blogu pojawił się również ranking najlepszych piosenek z bajek > KLIK.

Dorzucam jeszcze krótką statystykę:
- liczba obserwujących: 94 (dziękuję!!),
- liczba wyświetleń: 12 775,
- liczba przeczytanych stron: 1281, co daje 41 strony dziennie.

A Wam jak minął październik?
Trzymajcie się ciepło i do napisania !

źródło obrazka

czwartek, 29 października 2015

#48 - 'Kłamca. Papież sztuk' Jakub Ćwiek

Internet mnie chyba kiedyś wykończy. Siedzę sobie spokojnie w domu, popijam bananowe brownie kawą w ulubionej szklance, a tu nagle - BACH! ktoś wrzuca zdjęcie z Ćwiekiem, zrobione podczas Targów w Krakowie. Niemal się nie zakrztusiłam z zazdrości. Ale to nie koniec, nagle te zdjęcia zaczęły się rozmnażać! Resztę pysznego ciacha oddałam Lubemu i poczłapałam się pocieszyć. Jedynym sensownym sposobem był powrót do świata Lokiego ;) 

*Kłamca. Papież sztuk*
Jakub Ćwiek

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2015
 *Liczba stron:* (w moim wydaniu) 301
*Wydawnictwo:* SQN



"Ładne, duże oczy mamusi, te rozumiane dosłownie i w przenośni, były najczęstszą przyczyną powstawania bogów."





*Krótko o fabule:*
"
Loki – nordycki bóg kłamstwa na usługach aniołów, musi się zmierzyć z jednym z największych swoich wrogów. W dodatku na własne życzenie, bo wszystko wskazuje na to, że Dezyderiusza Crane’a, samozwańczego boga popkultury, stworzył omyłkowo nie kto inny jak Loki właśnie. Rozpoczyna się gra z czasem, tym trudniejsza, że z każdą chwilą nowy bóg coraz lepiej poznaje swoje możliwości. Jego główną mocą jest kontrola nad narracją, a nawet… nad całą opowieścią."  


*Moja ocena:*
 Od powstania pierwszej części Kłamcy minęło już dziesięć lat! Ja co prawda z twórczością Ćwieka mam styczność od jakichś pięciu i od tego czasu niezmiennie jego książki sprawiają mi kupę frajdy. Nie potrafię wytłumaczyć czym jest spowodowana ta sympatia do autora. Może przez jego liczne artystyczne zainteresowania? To, że oprócz pisania książek jest w stanie też zagrać w małym spektaklu o Kłamcy? To, że jest tak bezpośredni w swoim stylu pisarskim? Może dlatego, że nasze rodzinne domy dzieli jakieś 15 kilometrów? A może przez pomysły, które tak cudownie nawiązują do popkultury? No nie wiem. Pewne jest tylko to, że przy książkach Ćwieka zawsze bawię się przednio ! 
Od Kłamcy wszystko się zaczęło, więc powrót do jego uniwersum od początku sprawił mi przyjemność. Szczególnie, że fabuła rozgrywa się w czasie, gdy Loki współpracuje z Bachusem i Erosem, a ta trójka zawsze ląduje w niezłych tarapatach. Tym razem tytułowy bohater sam zgotował sobie taki los - sprzedał historię swojego życia producentom, którzy zebrali ekipę i stworzyli na tej podstawie serial. A kto jak kto, ale my przecież wiemy, że tasiemce o superbohaterach sprzedają się jak świeże donuty wśród amerykańskich policjantów.
Loki piwa nawarzył, więc zamierza je też wypić. Okazuje się jednak, że nowy bóg, bóg popkultury, po rodzicu odziedziczył spryt i nie będzie łatwo go złapać. Pomysł na antybohatera kupił mnie od samego początku, kiedy to okazało się, że Dezyderiusz Crane w głowie słyszy narrację z offu na temat swojego życia. Kłótnie między postacią a jego alter ego były prześmieszne! Okazuje się jednak, że Ćwiek poszedł jeszcze dalej jeżeli chodzi o zabawę formą. Oprócz dwóch poziomów narracji, możemy też znaleźć krótki komiks, który jest ciekawą alternatywą dla czytelnika - możemy sobie wybrać czy wolimy poznać kolejne wydarzenia na podstawie komiksu czy w tradycyjny sposób, opisany przez autora. A już pomysł na pokonanie Dezyderiusza, kiedy bohaterowie przenoszą się jakby do innego wymiaru, z dwoma walczącymi ze sobą narratorami mnie zachwycił po prostu!
Bardzo cieszy mnie fakt, że autor nie rezygnuje z opisywania przygód Lokiego. Jest to postać tak barwna, z tym jego ostrym językiem, wykałaczką w ustach i pluszowym misiem pod pachą, że zawsze dobrze spędzam czas w jego towarzystwie. Bohaterowie u Ćwieka są bardzo charakterystyczni. Bachusowi (bóg wina) ciągle podwija się noga, ale nie przestaje starać się zadowolić szefa (jakby co zawsze ma w zanadrzu piersióweczkę na zatopienie smutków), a towarzyszący mu Eros (bóg miłości) olśniewa wszystkich swoją aparycją a la Brad Pitt. Każda nowo poznana osoba ma w sobie coś, co ją wyróżnia i to w kreowaniu bohaterów książkowych bardzo cenię. 
Dodać muszę, że zagranie z kostiumem królika pochodzącym z filmu Donnie Darko mnie rozwalił! Bo film uwielbiam i fakt, że Ćwiek tak idealnie wplótł ten tytuł w swoje opowiadanie wprawił mnie w euforyczny stan :)
Ten tom opowiadania o Kłamcy polecam oczywiście wszystkim jego fanom. Jeżeli podobały Wam się wcześniejsze pozycje ta powinna być odebrana równie dobrze. A samo opowiadanie to nie wszystko, bo... autor umieścił tutaj również rozdział "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Lokim... ale nie chce się Wam ruszyć tyłka na spotkanie autorskie". Po lekturze tych kilkudziesięciu stron poczułam się jeszcze bliższa pisarzowi, naprawdę uważam, że to po prostu jest spoko gościu. Każdy jego fan powinien się zapoznać z Kłamcą. Papieżem sztuk chociażby dla poznania tych kilku interesujących faktów z życia autora. Na pewno ciekawi Was jak zaczynał i kto był jego pierwszym redaktorem. Tego się dowiecie w tej książce właśnie. A że samo opowiadanie jest równie świetne co pierwsze tomy o przygodach Kłamcy to nie pozostaje nic innego jak biegiem udać się do księgarni i przygarnąć swój egzemplarz!

wtorek, 27 października 2015

#47 - Earl, i ja, i umierająca dziewczyna (2015)


Tytuł oryginalny: Me and Earl and the dying girl
Reżyseria: Alfonso Gomez-Rejon
Scenariusz: Jesse Andrews
W rolach głównych: Thomas Mann, RJ Cyler, Olivia Cooke, Nick Offerman, Connie Britton, Molly Shannon
Produkcja: USA
Gatunek: dramat
Już na swoim fanpage'u wspominałam dlaczego zainteresowałam się tym filmem. Recenzja na Kulturalnie po godzinach ewidentnie utwierdziła mnie w tym, że powinnam skorzystać z faktu, że American Film Festiwal odbywa się w moim mieście. Bardzo chciałam kupić sobie karnet na całość festiwalu, jednak koszty mnie przerosły i stwierdziłam, że muszę sobie odpuścić. Kto wie, może za rok będzie mnie stać. Za to po przeczytaniu opinii na Kulturalnie po godzinach od razu zakupiłam bilet na ostatni seans filmu "Earl, i ja, i umierająca dziewczyna". Okazało się, że zapomniałam o zajęciach, które odbywały się w tym samym czasie, ale cóż - trzeba mieć jakieś priorytety w życiu!
Kiedy siedziałam w kinie myślałam o tym, że lubię chadzać sama na filmy. Bo jestem wtedy pewna, że skupię się jedynie na tym co zobaczę i nie będę sugerować się zdaniem towarzyszy. Ogromna sala kinowa była już porządnie wypełniona, gdy zaczął się film.
Fabuła skupia się na młodym chłopaku, o imieniu Greg (Thomas Mann), który uważa, że znalazł idealny pomysł na życie. Rozpracował system liceum tak, że z każdą grupą uczniów trzyma sztamę - przybija żółwika ze szkolnymi ćpunami, gra w karcianki z gotami, kibicuje niepokornemu raperowi, czasami zagai do spokojnych, żydowskich dziewczyn. Jednak porę lunchu spędza ukrywając się w gabinecie profesora historii razem z czarnoskórym Earlem (RJ Cyler). Pewnego dnia matka Grega informuje chłopaka, że dziewczyna z jego szkoły, Rachel (Olivia Cooke), zachorowała na białaczkę i namawia nastolatka do odwiedzin chorej. Ich spotkanie prowadzi do oryginalnej przyjaźni.
Filmów o poważnych chorobach wśród młodzieży jest ostatnimi czasy coraz więcej, wspomnę tutaj chociażby Gwiazd naszych wina czy Now is good. Dlatego nie byłam początkowo przekonana czy można zrobić jeszcze coś co poruszy widza w tym temacie. I tutaj zaskoczył mnie ten niezależny film, który pod przykrywką osobliwego humoru przedstawia piękną historię o dojrzewaniu i przyjaźni.
Obraz ten od pierwszych minut idealnie trafia w moje gusta filmowe. Jest trochę przerysowany, narracja wprawia nas w wesoły humor, młodzież przepełniona jest kreatywnością, a bohaterowie wyraźnie nakreśleni. Alfonso Gomez-Rejon, znany wcześniej przykładowo z serialu Glee, nie boi się przegiąć w kwestii czarnego humoru, a ja kupuję to o wiele bardziej od ckliwych zapewnień w innych tego typu filmach, że wszystko będzie dobrze. Wiadomo, że dużą zasługą jest tutaj autor scenariusza, a także książki, na podstawie której powstał film, czyli Jesse Andrews. Dawno żaden film nie wzbudził we mnie tak dużych emocji! Śmiałam się w głos, żeby w następnej chwili szczypać się, powstrzymując napad płaczu.
Byłam zachwycona oryginalnym hobby dwójki bohaterów. Otóż, Greg i Earl zajmują się amatorskimi reprodukcjami znanych filmów, dodając do nich zabawny twist. Sprawiło mi ogromną frajdę kiedy potrafiłam doszukać się nawiązań do licznych klasyków kina :)
Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam tak zadowolona wychodząc z sali kinowej. Uważam, że w tym obrazie wszystko było na swoim miejscu. Młodzi aktorzy idealnie pasujący do swoich ról, oryginalne ujęcia i muzyka dopełniająca całości. Ten film wprawia nas w świetny humor, a przy tym pokazuje jak szybko przywiązujemy się do ludzi, nawet jeżeli nie chcemy tego przyznać.
Polecam Wam wszystkim obejrzenie Earl, i ja, i umierająca dziewczyna. Niedługo premiera w kinach i uwierzcie, to nie będą pieniądze wydane w błoto. Na zachętę dorzucam zwiastun:

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka