czwartek, 30 kwietnia 2015

#11 - Oczekiwane II

Dzisiaj wrzucam kolejną dawkę zwiastunów ;)

 

1. Far from the Madding Crowd

   
   Jestem fanką filmów kostiumowych. Zwiastun na razie zostawia miłe wrażenie, szczególnie muzyka mnie zaintrygowała :) Nie mogę się go doczekać!

2. When Marnie Was There



  Tutaj po prostu zaznaczę, że uwielbiam anime, a szczególnie te, które pochodzą ze Studia Ghibli. Może na drugi "Mój sąsiad Totoro" ani "Ruchomy zamek Hauru" to nie wygląda, ale i tak bardzo chcę już go zobaczyć :)


3. Tale of Tales

 

    Trzeba przyznać, że wygląda to intrygująco ;) Mnie klimat i zdjęcia jak najbardziej pasują i chętnie wybiorę się na niego do kina! 


4. The Farewell Party


    Zapowiada się zabawnie. Nie jestem zaznajomiona z izraelskim kinem, więc bardzo chętnie obejrzę!

5. Aloha


  Na razie zapowiada się na zwykłą obyczajówkę, ale Emma wygląda tak pięknie w zwiastunie, że musiałam tutaj go wrzucić ;)





piątek, 10 kwietnia 2015

#10 - 'Droga Królów' Brandon Sanderson

*Droga Królów*
Brandon Sanderson

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Way of Kings
*Tłumacz:* Anna Studniarek
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2010
*Liczba stron:* (w moim wydaniu) 959
*Wydawnictwo:* MAG


"Czasami nagroda nie jest warta swojej ceny. 
Sposób, w jaki osiągamy zwycięstwo, jest równie ważny, 
jak samo zwycięstwo."




*Krótko o fabule:*
"Chirurg, zmuszony do porzucenia swej sztuki i zostania żołnierzem w najbardziej brutalnej wojnie od niepamiętnych czasów. Skrytobójca, morderca, który płacze, kiedy zabija. Oszust, młoda kobieta, skrywająca za płaszczem z kłamstw swoją prawdziwą naturę. Arcyksiążę, wojownik, owładnięty żądzą krwi. Świat może się zmienić. Ta czwórka jest kluczem do przyszłości. Jeden z nich może przynieść zbawienie. Drugi doprowadzi do zagłady."  

*Moja ocena:*
    Podejrzewam, że większość z Was o tej książce co nieco już słyszała. Jakże się zdziwiłam kiedy na ostatnim wykładzie jeden ze znajomych wspomniał o tej pozycji (cóż, na czytelnika nie wygląda, ale widocznie nie mięśnie czynią człowieka :p)! Ja skusiłam się na wypożyczenie ze względu na wysokie oceny i dobre opinie. Już w bibliotece wiedziałam, że czeka mnie jeden problem - jak to tomiszcze zmieścić w torebce?!

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

#9 - Co robimy w ukryciu (2014)






Tytuł oryginalny: What We Do in the Shadows
Reżyseria: Jemaine Clement, Taika Waititi
Scenariusz: Jemaine Clement, Taika Waititi
W głównych rolach: Jemaine Clement, Taika Waititi, Jonathan Brugh, Cori Gonzalez-Macuer
Produkcja: Nowa Zelandia
Gatunek: horror, komedia, dokumentalny



   Wiem, że dość dawno mnie tutaj nie było, ale po obejrzeniu tego filmu musiałam się zjawić i naskrobać kilka słów. Większość przez mnie oglądanych obrazów pochodzi z pokaźnej listy "do obejrzenia" na portalu filmweb.pl. I tam właśnie wyczytałam, że "What We Do in the Shadows", który niedawno miał premierę w kinach, zostanie wyemitowany przez Cinemax. Film zwrócił moją uwagę poprzez recenzję Quentina oraz zdobycie dwóch nagród publiczności na WFF i MFF. 


    Filmy o wampirach przestały robić wrażenie. Stwierdzić można, że te postaci co roku pojawiają się na ekranach dużych i małych, z różnym natężeniem i z różnym efektem. Dlaczego więc ten jeden się wyróżnia? Ponieważ "What We Do in the Shadows" to dokument o codzienności nowozelandzkich wampirów. Już w tej kategorii radzi sobie świetnie, ostatnio oglądałam kilka pozycji z tego gatunku i nie jest to łatwy kawałek chleba ("Sen o Warszawie" ciągnął mi się niesłychanie). Do tego dodajmy humor, który mi przypominał trochę starego, dobrego Brooksa - do tej pory pamiętam jak uwielbiałam "Robin Hood: Faceci w rajtuzach" i "Drakula. Wampiry bez zębów". 


   Viago, Deacon, Vladislav i najstarszy Petyr to czwórka wampirzych współlokatorów mieszkających w Nowej Zelandii. Okazuje się, że oni też przeżywają problemy życia codziennego. Deacon nie chce zmywać zakrwawionych naczyń, a ulubiona sofa Viago jest upaćkana w krwi przez nieuwagę jego przyjaciół. A powtarzał przecież, że przed zjedzeniem ofiary należy pościelić ręczniki i gazety! Krótkie wprowadzenie prowadzi do zwrotu akcji - kiedy to do ich wampirzego grona niespodziewanie dołącza kolejny przemieniony mężczyzna. Jak wpłynie to na przygody wspomnianej czwórki? :)


   Możliwe, że nie jest to film dla wszystkich. Humor jest dość specyficzny, ale jeżeli początek kupi Waszą uwagę to będziecie się dobrze bawić już do końca. Jeżeli chodzi o aktorów to wszyscy idealnie odnajdują się w konwencji filmu. Pokochałam sceny kiedy Viago uśmiechał się do kamerzystów, nawet umazany w krwi, nad ofiarą :) Świetne wyczucie twórców. Muzyka trochę przypomina soundtrack z "Only Lovers Left Alive", chociaż klimat filmy jest odmienny.
Wszystko zostało już powiedziane. Pozostaje Wam znaleźć tę pozycję i obejrzeć :)
Ode mnie mocne 8/10 !


I dorzucam Wam zwiastun:

 

piątek, 9 stycznia 2015

#8 - Wielkie oczy





Tytuł oryginalny: Big Eyes
Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: Scott Alexander, Larry Karaszewski
W głównych rolach: Amy Adams, Christoph Waltz, Krysten Ritter, Jason Schwartzman
Produkcja: USA










  
   Rozdanie Złotych Globów coraz bliżej, a ja wciąż jestem w przysłowiowym lesie jeżeli chodzi o nominowane filmy. Dlatego postanowiłam się zebrać w sobie i wybrać w końcu do kina. Początkowo rezerwację miałam zrobić na "Whiplash", jednak po pertraktacjach z chłopakiem stanęło na nowym filmie Burtona. Sala niemal pusta, bilety w ulgowej cenie, nie pozostało nic, tylko rozkoszować się historią. 


    Podczas seansu poznajemy Margaret (Amy Adams), prostą, naiwną kobietę, która ma w życiu dwie największe miłości: swoją córkę i obrazy. Osobliwe obrazy ukazujące dzieci z przerażającymi, wielkimi oczami. W czasach kiedy w galeriach króluje sztuka abstrakcyjna, rozwija się nurt action painting, ludzie nie zwracają uwagi na Margaret malującą portrety na ulicy za dolara. Tutaj do akcji wkracza Walter Keane (Christoph Waltz). Już od pierwszych minut na ekranie roztacza wokół siebie czarującą aurę i po dosłownie kilku scenach zostaje mężem zagubionej Margaret. Swoją charyzmą i sprytem przekonuje coraz większą liczbę osób do obrazów z wielkimi oczami. Problem pojawia się kiedy swoich mocy perswazji używa na małżonce, wmawiając, że to on powinien podać się za autora, a ona niechętnie, ale przystaje na tę propozycję.


   Muszę przyznać, że początek pozytywnie mnie zaskoczył. Szybko dajemy się wciągnąć w czar słonecznych zdjęć, połączonych z przyjemną muzyką (jak to u Burtona bywa - Danny Elfman bierze za to odpowiedzialność). Charakteryzacja aktorów, kostiumy i scenografia idealnie odwzorowują lata sześćdziesiąte. 
   Historia siada gdzieś w środku filmu. Nie chodzi o to, że zaczyna być nudno, raczej mało ekscytująco. Podejrzewam, że trochę zepsuł to rozbudowany zwiastun, przez który wiedziałam jak fabuła się potoczy. 
   Amy Adams i Christoph Waltz są nominowani do Złotych Globów za główne role w tym filmie. Według mnie zasługuje na niego jedynie Amy. Przez cały film kreuje swoją postać z subtelnością, idealnie odwzorowuje moje wyobrażenie o kobiecie-artystce, będącej pod wpływem męża despoty. Świetnie nakreślony jest tutaj jej wewnętrzny konflikt. Łatwo jest się z nią utożsamić, rozumiemy jej decyzję, a następnie wspieramy ją w końcowej walce. Natomiast Waltz się zagrywa. I tak, ja rozumiem - Jekyll&Hyde, rozdwojenie jaźni, mogą to tłumaczyć. Ale do mnie wciąż nie przemawia, po prostu gra za bardzo na siłę. Dochodzę do wniosku, że może Tim Burton jest trochę typem reżysera, który na takie "bardzo" pozwala. Gdyby tego nie robił, nie miałby takich kultowych postaci jak Edward Nożycoręki czy Pani Lovett. A ja ponarzekam, ale Waltza nie przestanę cenić. 
  

   Na pewno mogę powiedzieć, że kiedy Burton robi film, robi go na całego. Zauważamy to w jego wcześniejszych, trochę bardziej ekscentrycznych dziełach i zauważamy to w przypadku "Wielkich oczu". Wszelkie pierwiastki, z których składa się film idealnie się uzupełniają, a smaczki (duże oczy w lusterku, w sklepie) pozwalają na reżyserskie mrugnięcie do nas okiem. I mimo że nie jest to jeden z lepszych jego filmów, jest na pewno jednym z przyjemniejszych i łatwiej przyswajalnych. Dla przykładu mojemu chłopakowi podobał się bardzo (8/10), a mnie na tyle zaciekawił, że później przejrzałam trochę informacji o Margaret. Na pewno warto go zobaczyć, chociaż nie warto spodziewać się arcydzieła. Dla mnie 7/10.

czwartek, 25 grudnia 2014

#7 - Żarna niebios


*Żarna niebios*
Maja Lidia Kossakowska

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* zbiór opowiadań/nowel
*Rok pierwszego wydania:* 2008
*Liczba stron:* (w moim wydaniu) 507
*Wydawnictwo:* fabrykasłów





- Może ktoś potrzebuje pomocy?
- Pewnie okaże się, że my. 






*Krótko o fabule:*
"Nic, co anielskie, diabelnie nie jest nam obce.
Te żarna przemielą Waszą wiarę w zaświaty.

Aniołowie paktują z diabłami. Grzeszą pychą. Piją, bywają w burdelach i kasynach. Knują, zabijają, umierają. Z niebiańskiej doskonałości pozostał im tylko doskonały wygląd.
Stworzeni na obraz i podobieństwo człowieka, mają nasze słabości. Jak anioł ćpun uzależniony od trawki z Fatimy, anioł stróż czujący niechęć do człowieka, którym przyszło mu się opiekować czy anioł zagłady, który nieszczególnie lubi niszczyć.
Nie inaczej z mieszkańcami piekieł. I oni są do bólu… ludzcy. Nic dziwnego, skoro wyszliśmy spod ręki tego samego Boga."

*Moja ocena:*

   O książce pierwszy raz usłyszałam od znajomego, na studiach. A właściwie dowiedziałam się o "Siewcy Wiatru", czyli kolejnej części tej sagi. Na jednym z nudnych wykładów dał mi przeczytać fragment - od tamtej pory spokojnie rozglądałam się za tą pozycją. Będąc ostatnio w bibliotece udało mi się złapać "Żarna niebios", czyli pierwszą część, wprowadzenie w formie opowiadań do kolejnych książek.  

   Wiem, można by powiedzieć, że to już było. Każdy antyfan fantastyki będzie tak mówił, ja jednak lubuję się w klimacie, więc doszukuję się smaczków, które czynią daną pozycję oryginalną. Tutaj się nie zawiodłam.
Wiadomo, że nie łatwo jest ocenić zbiór opowiadań jako całość. Każde z nich odbierałam inaczej, niektóre połykałam w ciągu kilku godzin, inne przerywałam, ponieważ zaczynały mnie nużyć.
Świat przedstawiony jest bardzo skrupulatnie zbudowany. Wszystko jest wyjaśnione, hierarchia jest jasna. Spotykamy wiele postaci, które pamiętamy z lekcji religii czy z Pisma Świętego. Poznamy bliżej archanioła Gabriela, demona Asmodeusza, a nawet samego Lucyfera (do którego znajomi zwracają się per "Lucek" bądź "Lampka"). Właśnie wspomnę od razu tutaj o humorze, który jak już się pojawiał naprawdę pasował w moje gusta. Z drugiej strony, przy opowiadaniu "Beznogi tancerz" oczy napełniły mi się na moment łzami.
Sam koncept przedstawienia aniołów w bardzo "ludzkim" aspekcie jest jak najbardziej trafiony. Ich akcje, które kłócą się z naszym wyobrażeniem o skrzydlatych są jednak logicznie poparte tym co działo/dzieje się w Królestwie. Nic nie jest wymyślone na wyrost. Wątki miłosne są piękne w swojej prostocie, nie ma tutaj miłostek dla typowych nastolatek, więc romantycy też znajdą coś dla siebie.

Ulubione postaci: Daimon i Asmodeusz ! 
Ulubione opowiadanie: "Zobaczyć czerwień", "Wieża zapałek", "Beznogi tancerz"

Moja ocena: 7/10


 Polecam fanom fantastyki przede wszystkim! :)


 
 

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka