Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the handmaid's tale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the handmaid's tale. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 maja 2018

Przerażająca wizja przyszłości - „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood


*Opowieść podręcznej*
Margaret Atwood

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Handmaid's Tale
*Gatunek:* literatura piękna
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 1985
*Liczba stron:* 366
*Wydawnictwo:* Wielka Litera
Ludziom najtrudniej się przyznać, że ich życie nie ma żadnego znaczenia. Żadnego celu. Żadnej treści.
*Krótko o fabule:*
Freda jest Podręczną w Republice Gilead. Może opuszczać dom swojego Komendanta i jego Żony tylko raz dziennie, aby pójść na targ, gdzie wszystkie napisy zostały zastąpione przez obrazki, bo Podręcznym już nie wolno czytać. Co miesiąc musi pokornie leżeć i modlić się, aby jej zarządca ją zapłodnił, bo w czasach malejącego przyrostu naturalnego tylko ciężarne Podręczne mają jakąś wartość.  
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Pomimo tego, że tytuł Opowieść podręcznej zajmuje zaszczytne (i zasłużone) miejsce na liście 100 książek BBC, które każdy powinien przeczytać, to ja długo nie byłam nim szczerze zainteresowana. To znaczy, faktem jest, że chcę nadrobić wszystkie pozycje z tej listy, ale niektóre mają priorytety nad resztą. W moich planach namieszał pewien bardzo głośny serial, który powstał właśnie na podstawie Opowieści podręcznej. Szturmem zdobył serca wielu widzów, a ja przez długi czas odmawiałam sobie obejrzenia i skupiłam się jedynie na podpatrywaniu zdjęć z planu i maltretowaniu przycisku „replay” podczas oglądania zwiastuna. Wszystko dlatego, że założyłam sobie kolejność - najpierw książka, później serial (chociaż nie zawsze to robię, to w tym przypadku byłam zdeterminowana tej zasady przestrzegać).

Dzięki produkcji serialu nazwisko Margaret Atwood zaczęło się częściej pojawiać w polskim Internecie, a jej książki zaczęły być zauważane przez zwykłych, szarych czytelników. Autorka urodziła się w 1939 roku i do tej pory wydała sporą ilość publikacji, a wśród nich powieści, zbiory opowiadań, tomiki poezji, książki dla dzieci i eseje. W swojej twórczości zazwyczaj porusza tematykę bliskiej przyszłości, która prawdopodobnie może nadejść. Wszystko pozostaje w klimacie dystopii, ale Atwood komentuje współczesne problemy poprzez ich nasilenie i przewidywanie przyszłości z nimi związanej. Opowieść podręcznej pisała mieszkając w Berlinie, kiedy Niemcy podzielone były jeszcze słynnym murem. Poprzez liczne rozmowy z mieszkańcami łatwiej było jej oddać atmosferę strachu i niechęci dyskutowania o aktualnej władzy, sytuacji w kraju.

Czytając Opowieść podręcznej trudno nie mieć skojarzeń z bardzo współczesnymi nam zagadnieniami. Ruch #MeToo, te liczne oskarżenia o molestowania kobiet w Hollywood, walka o równe prawa bez względu na płeć czy bliższy nam, Polkom - problem z ustawą zabraniającą aborcji. Atwood swoją powieść napisała w latach 80tych, obserwując właśnie ruchy kobiet, które walczyły o swoje prawa. Postanowiła użyć tej podstawy i pokazać jak wyglądałby świat, gdyby rząd nie tylko odrzucił postulaty kobiet, ale zdecydował, że potrzebny jest nowy stosunek sił, w którym kobieta sprowadzona będzie do podrzędnej roli: sprzątaczki, kucharki, gospodyni domu czy w końcu używana jedynie w celach rozrodczych. I ten świat jest prawdziwie przerażający.
źródło
Narracja w powieści jest pierwszoosobowa i w tym przypadku sprawdza się to idealnie. Freda przeprowadza nas przez kolejne zdarzenia, a przede wszystkim daje nam dostęp do swoich przemyśleń i pozwala silniej przeżywać tragedie, które ją dotknęły. Biorąc pod uwagę fakt, że bohaterka wciąż stara się przestrzegać wszystkich restrykcyjnych zasad współczesnego jej świata, to dopiero wgląd do jej myśli da nam pełny obraz społeczeństwa i tego, jak traktowane są w nim kobiety. Freda pamięta jeszcze czasy przed rewolucją, kiedy miała normalną rodzinę, pracę, dostęp do swojej karty kredytowej i możliwość swobodnego poruszania się po kraju. Podczas lektury dowiemy się w jaki sposób, fragment po fragmencie, jej życie zostało rozerwane i złożone na nowo. Dlatego nie trzeba się obawiać dość tajemniczego początku - ze strony na stronę kolejne niuanse wykreowanego przez Atwood świata staną się dla nas jasne.

Różnica między dobrze skonstruowaną dystopią a licznymi tego typu młodzieżowymi odpowiednikami  jest ogromna. Zaczynając już od tego, że tematyka jest aktualna i ma na celu przestrzec przed pewnym możliwym rozwiązaniem współczesnych problemów. Jednak w przypadku Opowieści podręcznej trzeba przede wszystkim wspomnieć o tym, jak głęboko każdy element świata przedstawionego został przemyślany. Atwood nie korzysta po prostu z możliwości wyobraźni budując ten przerażający obraz społeczeństwa, ona korzysta z zapisów historycznych. Cała Republika Gildeadu oparta jest na purytanizmie, czyli religijno-społecznym ruchu powstałym w XVI wieku. Stamtąd zaczerpnęła Atwood wiele pomysłów, od religijnego fanatyzmu do odmawiania sobie wszelkich rozrywek (jak alkohol czy hazard). W zakończeniu Opowieści podręcznej możemy przeczytać również o innych odwołaniach, m.in. o tym dlaczego szaty podręcznych były akurat czerwone. To właśnie na tych ostatnich stronach Atwood pisze: „w Gileadzie niewiele było rzeczy oryginalnych czy miejscowych - jego geniusz polegał na syntezie”.

Wykonany research wzbudza jeszcze większe emocje, bo okazuje się, że ta brutalna wizja przyszłości to tak naprawdę zlepek wielu doświadczeń, które w historii świata już miały miejsce. Opowieść podręcznej to wciąż aktualna powieść, która przeraża wizją powstałego świata - reżimem wybranej grupy mężczyzn, wykorzystywaniem kobiet, silną hierarchizacją społeczeństwa, brutalnością. Zdecydowanie lektura obowiązkowa, szczególnie w naszych czasach.

Moja ocena: 8/10


poniedziałek, 24 lipca 2017

Sporo tytułów do nadrobienia, czyli moja serialowa lista must-see

W kalifornijskim San Diego trwa w najlepsze Comic Con, czyli jeden z najbardziej popularnych konwentów dla fanów komiksów, kina, seriali i wszystkiego związanego z fantastyką. Można się zastanawiać co obchodzi to nas, Polaków, mieszkających po drugiej stronie globu. Otóż sporo, bo to tam mają miejsce wszelkie spotkania z twórcami, więc dochodzą do nas najświeższe newsy, a także to, na co wszyscy najbardziej czekają, czyli zwiastuny nadchodzących produkcji. Wczoraj zobaczyłam między innymi zapowiedź drugiego sezonu Stranger Things i po prostu nie mogę się już doczekać premiery! 
Na fali tej ekscytacji stwierdziłam, że zrobię małą listę seriali, które wciąż mam do obejrzenia (a oczywiście brakuje mi na nie czasu). Przejdźmy więc do meritum.

1. Twin Peaks (1990-1991)

źródło
Tutaj mój największy wstyd serialowy. Tak, nie widziałam kultowego Twin Peaks! Najgorsze jest to, że każdy kto widział bardzo go wychwala, a ja wciąż nie mogę nic na jego temat powiedzieć. Na dodatek większość uważa go za najlepszy serial, który kiedykolwiek powstał. Cóż, trudno się dziwić, w końcu reżyserował to David Lynch, a po nim można się spodziewać czegoś naprawdę pokręconego, ale równocześnie wciągającego. Koniecznie muszę nadrobić, szczególnie że niedawno pojawił się nowy sezon, ciekawe jak się on ma do klasycznej wersji z lat 90tych.

2. Feud (2017-)

źródło
Od obejrzenia przeze mnie cudownego filmu Co się zdarzyło Baby Jane? minęło już jakieś pięć lat. Jednak wspomnienia niektórych scen wciąż zostały żywe w pamięci. To był naprawdę bardzo dobry film, a wiele zawdzięczał genialnym kreacjom aktorskim. I Bettie Davis, i Joan Crawford stanęły na wysokości zadania i zagrały po mistrzowsku. Nie mogłabym więc sobie wybaczyć, gdybym nie zobaczyła Feud, ośmioodcinkowego serialu, który opowiada o konflikcie tych dwóch aktorek podczas kręcenia filmu. Twórcą jest Ryan Murphy, główne role dostały się Jessice Lange i Susan Sarandon - lepszego wyboru chyba nie było. Muszę nadrobić.

3. Anne (2017-)

źródło
Odkąd zobaczyłam pierwszy zwiastun przebierałam nóżkami z niecierpliwością. Ania z Zielonego Wzgórza to spora część mojego nastoletniego życia, pamiętam że z przyjemnością zaczytywałam się w kolejnych przygodach Ani Shirley. Uwielbiam też filmy z Megan Follows w roli tytułowej, które również lata temu oglądałam wiele razy. Podobno ta serialowa wersja trochę się różni od pierwowzoru i jest jakby bardziej mroczna, ale mnie to nie powinno przeszkadzać. Zresztą, seriale, które wypuszcza Netflix zazwyczaj dają radę. Muszę czym prędzej nadrobić, szczególnie że odcinków na razie jest niewiele.

4. The Crown (2016)

źródło
O tym serialu zrobiło się bardzo głośno zaraz po emisji, a każdy kto się na jego temat wypowiadał to wychwalał. Fabuła skupia się wokół życia królowej Elżbiety II od śmierci jej ojca do czasów obecnych. Nie jest to okres historyczny, który specjalnie mnie interesuje, ale naprawdę ciężko przejść obojętnie wokół tych pochwalnych recenzji i wygranych nagród (m.in. Złoty Glob i Satelita). Na dodatek to kolejny krótki serial, ma jedynie dziesięć odcinków, więc nadrabianie nie powinno zająć sporo czasu.

5. The Handmaid's Tale (2017-)

źródło
Kolejny świeży, głośny tytuł wśród serialowych nowości. Powstał na podstawie powieści napisanej przez Margaret Atwood o tej samej nazwie. Antyutopia, której historia skupiona jest na kobiecej części społeczeństwa - podobno mocna rzecz. W głównych rolach zobaczymy m.in. Elizabeth Moss czy Josepha Finnesa., czyli kolejne głośne nazwiska na małym ekranie. Mam tylko jeden problem. Bardzo chciałabym najpierw poznać książkowy pierwowzór, więc zapewne oglądanie jeszcze trochę poczeka.

6. Legion (2017-)

źródło
Doszłam do etapu, w którym zwykłe filmy superbohaterskie mnie nudzą. Kiedyś mogłam się zachwycać tysięczną częścią Avengersów czy X-menów, ale teraz zazwyczaj potrzebuję czegoś więcej, pewnej dozy oryginalności, takiego podjęcia ryzyka przez twórców. Może dlatego nie mogłam się wkręcić w serialowego Daredevila, bo chociaż porządnie zrobiony, to wciąż taka typowa superhero produkcja? Ale bez obaw, bo z pomocą przychodzi mi Legion, czyli serial, który już w zwiastunie prezentuje to inne podejście do tematu. Do tego dorzućmy sporo dobrych recenzji i mam kolejny serial na liście do nadrobienia!

źródło
Założyłam sobie, że stworzę listę pięciu tytułów (dobra, wyszło sześć), a wciąż sporo innych produkcji tłucze mi się gdzieś z tyłu głowy. Bo przecież mam do obejrzenia rozpoczęte już House of cards (utknęłam w drugim sezonie) i Orange is the new black (tutaj został mi najnowszy sezon). A oprócz tego? Chciałabym w końcu zobaczyć o co tyle szumu z Breaking Bad (ale to ma tyyyyle odcinków), zobaczyć świeżutkie, pełne gwiazd Big Little Lies, dobrze się bawić przy ekranizacji A Series of Unfortunate Events, sprawdzić czy dam się wciągnąć, tak jak rzesze fanów w Doctor Who (tylko tam też mnóstwo nadrabiania) i może dla rozrywki obejrzeć w końcu Jane the Virgin. Tylko skąd na to znaleźć czas?

A Wy co oglądacie, a co chcielibyście nadrobić? Czekam na komentarze, może poszerzę jeszcze swoją listę ;)



Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka