Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryszard kapuściński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryszard kapuściński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 maja 2021

Klasyki różnych gatunków, czyli Kapuściński, Atwood, Cook i Dahl czytani w lutym

Czas nieubłaganie pędzi do przodu, a ja wciąż mam trochę zaległych książek, o których chciałam opowiedzieć. Będzie więc krótko na temat czterech pozycji, przeczytanych jeszcze w lutym. Tak się złożyło, że każda reprezentuje inny gatunek literacki, ale łączy je fakt, że są uważane za tytuły, które zajmują miejsce w kanonie i które po prostu warto znać.

„Cesarz
Ryszard Kapuściński

Gatunek: literatura faktu
Rok pierwszego wydania: 1978
Liczba stron: 118
Wydawnictwo: Kolekcja Gazety Wyborczej

Na szczytach nigdy nie jest ciepło. Wieją lodowate wichry, każdy stoi skulony i musi pilnować się, żeby sąsiad nie strącił go w przepaść.



Rozpocznę od zupełnej rewelacji, czyli kolejnej książki docenianego na całym świecie polskiego autora, Ryszarda Kapuścińskiego. Pierwszy raz z jego twórczością zapoznałam się dopiero w zeszłym roku, kiedy przeczytałam powieść Szachinszach (tutaj link do poczytania o moich wrażeniach). Cesarz to jeden z jego najgłośniejszych reportaży, a po lekturze nie mam już żadnych wątpliwości, że jego sława jest zupełnie zasłużona. Kapuściński pisał o faktach z życia etiopskiego cesarza Hajle Sellasje, a Cesarz to właściwie zbiór wypowiedzi ludzi, którzy pracowali dla władcy i przeżyli rewolucję. Z autorem podzielili się opisem swoich obowiązków za panowania Hajle Sellasje, tym jak wyglądało ich codzienne życie na dworze, gdzie niektórych praca ograniczała się do podsuwania poduszki pod dyndające z tronu nogi cesarza. Zarazem, książka ta mówiąc o konkretnym wydarzeniu wnosi również głos do ogólnej dyskusji o władzy  to nie tylko przedstawienie pewnego wycinka historii Etiopii, bo łatwo znaleźć tutaj podobieństwa do innych rządzących. Hajle Sellasje otaczał się podwładnymi, którymi łatwo było manipulować, których można przekupić. Jego władza opierała się na sieci donosicieli. Kapuściński z precyzją buduje obraz władzy, prezentuje jak działa system totalitarny  zastraszanie podwładnych, manipulowanie ludźmi, wykorzystywanie ich do swoich celów. Łatwo można zauważyć podobieństwo w sposobie rządzenia do tej władzy, którą znamy z historii naszego kraju. 

W książce mamy do czynienia z przepięknym stylem, autor nadaje pewnego rodzaju dramatyczności fabule, dzięki niezaprzeczalnym umiejętnościom literackim. Jest to dzieło wieloznaczne, a zdolność Kapuścińskiego do operowania słowem na pewno potrafi oczarować czytelnika. Piękna, mądra, wartościowa literatura, którą każdy znać powinien.

„Ślepy zabójca
Margaret Atwood

Gatunek: literatura piękna
Rok pierwszego wydania: 2000
Liczba stron: 632
Wydawnictwo: Wielka Litera

Pożegnania mogą być wstrząsające, ale powroty z pewnością są jeszcze gorsze.


Twórczość Margaret Atwood znałam dotychczas jedynie z jej światowego bestsellera, Opowieści podręcznej (moje wrażenia tutaj). Ślepy zabójca znalazł się w mojej biblioteczce dość przypadkowo, bo kupiłam tę książkę podczas jednej z wyprzedaży w internetowej księgarni wydawnictwa. Zachęcam do śledzenia ich strony, ponieważ często można kupić tę książkę w bardzo dobrej cenie. Dopiero kiedy zaczęłam czytać powieść Ślepy zabójca, to dowiedziałam się, że właśnie za ten tytuł przyznano Margaret Atwood nagrodę Bookera. Może zatem jest to najmniej „klasyczna” książka z tego wpisu, ale na pewno zajmuje miejsce w literackim kanonie.

Ślepy zabójca to taki przykład literatury, który po prostu może do czytelnika trafić albo zupełnie przestrzelić – z czego mnie akurat oczarował od pierwszych stron. Mocnych punktów powieści mogłabym wymienić naprawdę sporo, poczynając od przepięknego stylu, przez ciekawą zabawę perspektywą i czasem akcji, użycie różnych form do napisania poszczególnych rozdziałów, a kończąc na intrygującej kobiecej historii. W książce przedstawione są losy dwóch sióstr, które wiele w swoim życiu przeszły  burzliwą miłość, wykorzystywanie, utratę majątku, a towarzyszyło im ciągłe uczucie osamotnienia. 

Część fabuły została opowiedziana z perspektywy Iris Chase, kobiety pochodzącej z niegdyś bogatej rodziny przemysłowców. Jej współczesne życie przeplatane jest z fragmentami dotyczącymi wspomnień z młodości jej siostry, Laury, która zginęła tragicznie w wypadku zaraz po wydaniu swojej książki o tytule Ślepy zabójca. Siłą powieści Atwood jest zbudowanie intrygujących kobiecych charakterów, bo to główne bohaterki rządzą tą powieścią i napędzają wydarzenia. Dodatkowo, różnorodność form w książce robi ogromne wrażenie – znajdziemy tutaj wycinki artykułów z gazet, uzupełniające treść, ale też dużo miejsca poświęcono gatunkowi fantastyki  wszystko za sprawą młodego rewolucjonisty, który opowiadał jednej z bohaterek fabułę swojej książki. Ten miszmasz porywa, klimat powieści jest gęsty i tajemniczy, a Atwood ląduje u mnie w gronie najbardziej zaskakujących autorek. Mnie zupełnie ta książka oczarowała, warto dać jej szansę.

„Kroniki Czarnej Kompanii
Glen Cook

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 1984
Liczba stron: 920
Wydawnictwo: Rebis

Religia to coś, co wbijają ludziom do łba od dziecka i co nigdy całkiem stamtąd nie wychodzi. Ponadto dostarcza ona motywacji, która daleko wykracza poza granice rozumu.


W lutym, krótko po przeczytaniu kolejnych dwóch książek autorstwa Brandona Sandersona, poczułam się trochę winna. Uważam się za fankę literatury fantastycznej, a nadal niewiele znam lektur spośród kanonu i tak zwanych „klasyków gatunku”. Od razu zatem stwierdziłam, że kolejną książką będzie coś, o czym słyszę już od wielu lat, taki tytuł, który pojawia się w sporej ilości rankingów, który polecają także współcześni autorzy fantastyki. Na mojej półce były akurat Kroniki Czarnej Kompanii Glena Cooka i to od tej powieści postanowiłam rozpocząć.

W mojej wersji, wznowionej przez wydawnictwo Rebis, znajdują się pierwsze trzy części: Czarna Kompania, Cień w ukryciu i Biała Róża. Wszystkie trzy zamknięte w niemal tysiącstronicowym egzemplarzu i może był to dobry wybór, ponieważ gdyby nie połączono tych książek w jedno wydanie to nie wiem czy po Czarnej Kompanii w ogóle sięgnęłabym po Cień w ukryciu. Krótko mówiąc, pierwsza część nie była zbyt przyjemną rozrywką  mnogość bohaterów, a zarazem rozwleczona akcja potrafiły mocno odstraszyć. Historia z perspektywy współczesnego widza także nie należy do ekscytujących. Obserwujemy losy grupy najemników, którzy brutalnie i bezwzględnie wykonują swoje zadania. Znajdzie się także miejsce dla standardowego wątku mrocznej przepowiedni, której jedni chcą uniknąć, a drudzy czekają tylko na jej spełnienie. Na szczęście im dłużej się czyta, tym bardziej ten świat potrafi do siebie przekonać. Kolejne części były już o wiele bardziej angażujące, czytelnik zaczyna przyzwyczajać się do bohaterów, fabuła staje się bardziej magiczna, a wybory postaci należą do trudniejszych i potrafią zaskoczyć  nie ma tu miejsca na jednoznaczne, czarno-białe podziały.

Podsumowując, cieszę się, że udało mi się te trzy tomy przeczytać, Konował był przyjemnym towarzyszem przygód, a jako fanka gatunku dowiedziałam się skąd wielu autorów czerpało inspirację. Jednak nie mogę powiedzieć, żeby mnie Kroniki Czarnej Kompanii porwały i nie jestem również zainteresowana dalszymi perypetiami bohaterów. W związku z czym, na poznanych wydarzeniach z życia najemników poprzestanę i za dalsze części podziękuję. 

„Charlie i fabryka czekolady
Roald Dahl

Gatunek: dziecięca
Rok pierwszego wydania: 1964
Liczba stron: 250
Wydawnictwo: Znak Emotikon

Wszystko jest tutaj jadalne, łącznie ze mną. Ale to nazywa się kanibalizmem, drogie dzieci, i spotyka się z dezaprobatą w większości społeczeństw.


Tytuł Charlie i fabryka czekolady jest wszystkim dobrze znany, ale zapewne większość kojarzy go ze słynnej ekranizacji, stworzonej na podstawie książki. Ja właściwie również najpierw obejrzałam film, a dokładnie wersję z Johnnym Deepem w roli Willy'ego Wonki, w reżyserii Tima Burtona. Co prawda oglądałam ponad dziesięć lat temu, ale wtedy bardzo mi się ten film podobał. Natomiast, wstyd się przyznać, wersji z 1971 roku wciąż nie obejrzałam, chociaż jestem niezmiernie ciekawa jak sobie Gene Wilder poradził w roli ekscentrycznego Wonki, bo słyszałam o nim dużo dobrego.

Fabuła powieści rozpoczyna się od przedstawienia tytułowej postaci, czyli Charliego. To chłopiec, który mieszka z rodzicami, dwoma babciami i dwoma dziadkami, na bardzo małym metrażu, w pobliżu fabryki czekolady. Sytuacja finansowa rodziny jest niewesoła, często jej członkowie nie mają co do garnka włożyć. Darzą się jednak piękną, czystą, rodzinną miłością. Charlie dostaje jedną tabliczkę czekolady rocznie, dokładnie na swoje urodziny i potrafi docenić każdy jej kawałek. Zrządzeniem losu, to właśnie on w opakowaniu słodyczy znajduje złoty bilet, który pozwala mu wziąć udział w zwiedzaniu fabryki czekolady Willy'ego Wonki.

Moim zdaniem to bardzo słodka (aż tak, że można zgłodnieć podczas czytania, ostrzegam) książka dla dzieci i żałuję, że nie przeczytałam jej wcześniej. W swojej powieści Roald Dahl kładzie duży nacisk na kwestie dydaktyczne, znajdą się w niej piosenki i pouczenia skierowane typowo dla dzieci. Jednocześnie przeżyjemy szalone przygody, poznamy magicznych Umpa-Lumpasów, zaintryguje nas mocno niejednoznaczna postać Wonki, a do tego lekkie pióro Dahla osłodzi nam te kilka chwil spędzonych na lekturze. Moim zdaniem zawsze warto do literatury dziecięcej wracać, bo kiedy nam smutno i źle to potrafi podnieść na duchu, jak żadna inna. Jakby nie patrzeć, same plusy z czytania, zatem jeśli nie znacie, to koniecznie powieść Charlie i fabryka czekolady przeczytajcie. Podróż do krainy dzieciństwa  gwarantowana. 

wtorek, 6 października 2020

„Szachinszach” Ryszard Kapuściński - niekończąca się polityka strachu

„Szachinszach”
Ryszard Kapuściński

Gatunek: literatura faktu
Rok pierwszego wydania: 1982
Liczba stron: 143
Wydawnictwo: Agora

Wszystkie książki o wszystkich rewolucjach zaczynają się od rozdziału, który mówi o zgniliźnie władzy upadającej albo o nędzy i cierpieniach ludu. A przecież powinny one zaczynać się od rozdziału z dziedziny psychologii - o tym jak udręczony, zalękniony człowiek nagle przełamuje strach, przestaje się bać. Powinien być opisany cały ten niezwykły proces, który czasem dokonuje się w jednej chwili, jak wstrząs, jak oczyszczenie. Człowiek pozbywa się strachu, czuje się wolny. Bez tego nie byłoby rewolucji.

Krótko o fabule:
Obraz panowania i upadku szacha Iranu Mohammeda Rezy Pahlaviego. Fascynujący reportaż ukazuje kluczowy konflikt końca XX wieku między odgórną rewolucją, usiłującą wprowadzić „nowoczesność”, a kontrrewolucją fanatycznego integryzmu muzułmańskiego ajatollaha Chomeiniego.  
- opis wydawcy 


Moja ocena:

Patrząc wstecz na minione miesiące 2020 roku, stwierdzam, że mogę być zadowolona z jakości tegorocznych lektur. Dotychczas nie natknęłam się jednak na coś, co poruszyłoby mnie głębiej, co mogłabym z czystym sumieniem okrzyknąć rewelacją. Aż do teraz, bo oto we wrześniu przyszła w końcu pora, żeby sięgnąć po moją pierwszą książkę Ryszarda Kapuścińskiego. I to było zupełnie niesamowite spotkanie. 

Nie wiem czego się spodziewałam otwierając tę książkę. Wiedziałam oczywiście, że autor jest okrzyknięty królem reportażu, że to prawdziwy mistrz w kategorii literatury faktu. Ja jednak nie bardzo potrafię się odnaleźć w meandrach tego gatunku, dlatego podchodziłam do niej z pewną dozą rezerwy. Lektura okazała się zupełnie innym przeżyciem niż się spodziewałam, o wiele bardziej angażującym, otwierającym oczy i takim... ludzkim. 

Ryszard Kapuściński w prawdziwie magiczny sposób snuje opowieść o historii Iranu. Osobiście często załamuję ręce nad swoją ignorancją i obojętnością w sprawie śledzenia wydarzeń ze świata i przyznaję ze wstydem, że sam temat rewolucji irańskiej był dla mnie obcy. Jednak nie trzeba być wcześniej przygotowanym, bo autor nie dość, że wszystkie ważne wydarzenia nam przybliży, to jednocześnie sprawi, że odczujemy je o wiele intensywniej, dzięki jego wnikliwym spostrzeżeniom. Szachinszach nie przedstawi nam po prostu faktów dotyczących rewolucji w Iranie, on pozwoli nam się pochylić nad przykładami zachowania ludzi w tak odmiennej kulturze, które na własne oczy zobaczył autor, a komentarze Kapuścińskiego pozwolą odczuć ogromne pokłady jego empatii i ciekawości względem drugiego człowieka. 

źródło

Styl autora jest lekki, co zaskakuje, szczególnie w zestawieniu z poruszaną tematyką. Nakreślając kolejne zdarzenia odwołuje się przykładowo do fotografii - zaczyna czytelnikowi opisywać zdjęcie, a przy okazji rozszerza ten opis o wydarzenia i fakty z nim związane. Zabieg oryginalny, a wykonanie bez zarzutu. Wizja świata w Szachinszachu jest przerażająca, a autor sprawia, że zarazem niesamowicie fascynuje nas podczas czytania. Zdecydowanie nie jest to kolejna lektura, którą przeczytamy i o której zapomnimy. Opisy zostają z nami na dłużej, szczególnie przedstawienie brutalnych tortur i obrazu społeczeństwa, które wciąż wpada w te same pułapki, mszcząc się na swoich oprawcach i wprowadzając po raz wtóry politykę strachu.

Wiele z przytoczonych w Szachinszachu faktów zdawało mi się wręcz czystą abstrakcją, trudno uwierzyć, że to wszystko miało miejsce w tak niedalekiej przeszłości. Oto Iran, mając w swoich zasobach płynne złoto w postaci ropy naftowej dobija targu z Ameryką i podwyższa roczny dochód państwa o miliardy dolarów. Pieniądze, które zamiast zainwestować w edukację i rozwój państwa szach poświęca na zupełnie abstrakcyjne cele. Oczywiście pokaźna suma trafi do osób u władzy, które budują sobie wille i przechowują pieniądze w zagranicznych bankach, starając się wyciągnąć jak największe kwoty kosztem życia milionów szarych mieszkańców państwa. Co jeszcze było głównym wydatkiem? Otóż, prawdziwa obsesja szacha, czyli sprzęt bojowy i uzbrojenie. Ogromną część majątku Iranu poświęcono dla armii, która to skrupulatnie wykonuje misję szacha - trzyma społeczeństwo w ryzach porywając ludzi z ulicy, torturując i w końcu mordując z zimną krwią. Szach w końcu musi być pewny, że nikt nie zwróci się przeciwko niemu, a nawet nie wypowie zdania, które może w jakiś sposób insynuować sprzeciw wobec władzy. W tym przedziwnym sposobie prowadzenia państwa posuwa się jednak o krok dalej i żeby doścignąć rozwinięty świat Zachodu postanawia dokonać poważnych zakupów. Inwestuje w najdroższe czołgi, samoloty i sprzęty, których używają rozwinięte technologicznie kraje, zapominając tylko o jednym - nie posiada w państwie ludzi, którzy potrafiliby je obsłużyć. Zamiast jednak tworzyć nowe miejsca rozwoju i pracy, postanawia zapłacić obcokrajowcom, kusząc ich niebotycznymi kwotami. Dochodzi do kolejnego absurdu - na pustyniach zalegają drogie helikoptery i czołgi, a zwykły mieszkaniec Iranu nie ma dostępu do studni z wodą. Tego typu ciekawostek i nie mieszczących się w głowie, ale prawdziwych wydarzeń znajdzie się w książce o wiele więcej.

Wszystko to zostaje w czytelniku, szczególnie że słyszy te historie od człowieka, który był w Iranie, który opisuje codzienność prostych ludzi, którzy tak długo żyli w strachu, że w końcu musieli się zbuntować przeciwko władzy. Ale także człowieka, który szczerze przeżywa los tego społeczeństwa, który był świadkiem wielu rewolucji, a każda odcisnęła w nim swoje piętno. Dzięki Szachinszachowi spojrzymy na fakty w zupełnie inny sposób, zwrócimy uwagę na sprawdzoną tutaj zasadę utrzymywania nieedukowanego społeczeństwa w ciągłym strachu, dowiemy się gdzie znajduje się punkt zapalny dla wybuchu rewolucji i dlaczego zmian nie da się wprowadzić z dnia na dzień, a także posłuchamy o nienawiści, która rodzi nienawiść. Koniec książki Kapuścińskiego przepełniony jest uczuciem smutku i melancholii, bo ludzie, którzy w końcu wyrwali się ze szponów tyrana popełniają jego błędy. Brakuje przywódców, którzy znają odpowiedź na pytanie „Co dalej?”, więc społeczeństwo wpada w znane i wypróbowane tory. Torturowani stają się egzekutorami. 

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka