Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzymskie wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzymskie wakacje. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 maja 2019

Na smutki po majówce - filmy z włoskim klimatem

Znacie to uczucie kiedy po powrocie z urlopu nie da się tak po prostu wrócić do codziennego życia? Jednego dnia wylegujecie się w słońcu Toskanii, popijacie wino i zajadacie pizzę, a nazajutrz lądujecie za biurkiem w pracy. Chcąc chronić się jeszcze przez chwilę przed brutalną rzeczywistością stworzyłam mini listę filmów z włoskim klimatem, z Włochami w tle. Wiem, że jest ich o wiele więcej, więc jeżeli chcecie coś dorzucić - piszcie śmiało! Może powstanie druga część :)

Roman Holiday (1953)

źródło
Film, który obejrzałam całe lata temu, ale kiedy myślę o ulubionych tytułach z Audrey Hepburn jako pierwszy nasuwa mi się na myśl. Moim zdaniem to jedna z najlepszych komedii romantycznych, jakie nakręcono. Tę historię napisał słynny Donald Trumbo i to dzięki zgrabnemu scenariuszowi oraz tak lekko zagranej głównej postaci przez Hepburn jest to niezapomniana przygoda. Na dodatek cała fabuła opiera się na jednodniowej ucieczce księżniczki, która incognito podróżuje przez uliczki Rzymu. Większość przemierza na skuterze Vespa, który od czasu obejrzenia filmu nieodmiennie z Włochami mi się kojarzy. Także zwiedzanie Rzymu można zacząć od podróży z Audrey Hepburn i Gregory'm Peckiem, a później wybrać się na poszukiwanie miejsc zobaczonych w filmie.

Eat Pray Love (2010)

źródło
Tym razem film, który został oparty na bestsellerowej książce o tym samym tytule. Elizabeth, grana tutaj przez cudowną Julię Roberts, postanawia zmienić swoje życie, rzuca wszystko i wyrusza w roczną podróż. W planach ma trzy kraje: Włochy, Indie oraz Bali. Nie jest to może film, który szczególnie mnie zachwycił, ale wyprawa Elizabeth do Włoch czaruje i sprawia, że od razu mam ochotę przenieść się tam i zajadać pizzę czy spaghetti. Sceny jedzenia i picia nigdy nie były tak kuszące jak w tym przypadku. To chyba jedyny film z mojego zestawienia, w którym akcja przenosi się do Neapolu (tak, to tam bohaterka zajada się pyszną pizzą). Gdyby było Wam mało to w filmie można też zobaczyć Jamesa Franco, Violę Davis i Javiera Bardema.

Call Me by Your Name (2017)

źródło
Tym razem coś bardzo świeżego - film, który w zeszłym roku walczył o statuetkę Oscara. Historia młodego chłopaka wchodzącego w świat dorosłych, odkrywającego różne oblicza miłości, a przede wszystkim poznającego samego siebie. To jeden z tych filmów, który mimo że nie pokazuje dużych miast i nie świeci co ujęcie pizzą czy winem, ma niezaprzeczalnie wyczuwalny włoski klimat. Kręcony był w wielu mało znanych lokacjach, przykładowo w mieście Crema blisko Mediolanu. Najbardziej znanym miejscem z Call Me by Your Name jest zdecydowanie jezioro Garda (z ujęcia powyżej). To tam bohaterowie wybrali się na wycieczkę archeologiczną. Cudowna, niespieszna akcja filmu pozwala na pokazanie urokliwej strony tego kraju. Tylko uwaga! Po obejrzeniu nie chcemy tylko zwiedzić Włoch, ale od razu tam zamieszkać.

The Great Beauty (2013)

źródło
Mówiłam o uroku i sielskości małych miasteczek Włoch, ale w Wielkim Pięknie trafiamy na coś zupełnie innego. Główny bohater to bogaty mieszkaniec Rzymu, który szuka w życiu tytułowego piękna. Jest to film niesamowicie oryginalny, inny niż wszystkie (zasłużył sobie na statuetkę Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego). Czasami nostalgiczny, czasami dynamiczny. Pełen sprzeczności, niosący wiele emocji, jaskrawy w swojej formie. Czerpiący inspiracje od włoskich klasyków kina. Pozostaje jednak pod ciągłym wpływem miasta, w którym dzieje się akcja. Rzym tutaj raz jest monumentalny, czuć w nim wpływ jakiejś wyższej istoty, a za chwilę staje się wyuzdany, głośny i jego wizerunek zostaje sprofanowany. Bardzo ciekawie pokazane oblicze tego miasta.

Stealing Beauty (1996)

źródło
Był czas w moim życiu kiedy zachwyciłam się twórczością Bertolucciego. Zobaczyłam tylko trzy filmy, ale każdy z nich był niesamowity - bardzo sensualny, a zarazem delikatny. Stealing Beauty to jeden z tych trzech tytułów. Tym razem akcja filmu rozgrywa się w Toskanii, do której przyjeżdża Lucy (przepiękna Liv Tyler) w poszukiwaniu dwóch osób - ojca oraz chłopaka, którego poznała w wieku czternastu lat. Akcja jest niespieszna, ważny jest tutaj panujący klimat - upalne lato, upojne wieczory oraz przepiękne widoki, sprzyjające artystom. Akcja rozgrywa się w Chianti, gdzieś w połowie drogi między Florencją a Sieną. Kadry prezentują się naprawdę pięknie, a jeżeli lubicie dość wolną akcję, ale zdecydowanie hipnotyzującą to jest to film dla Was.

To Rome with Love (2012)

źródło
Filmy Allena polubiłam dość późno, ale miłością szczerą i niegasnącą. Uwielbiam jego scenariusze, w których zawsze jest miejsce dla sarkazmu i ironii, ale przede wszystkim ciekawych spostrzeżeń na temat otaczającej nas rzeczywistości. Co prawda, jego nowsze filmy obniżają nieco poziom, ale wciąż staram się je nadrabiać. To Rome with Love to takie typowe kino opowiadające o grupie różnych ludzi, których łączy miejsce aktualnego pobytu - Rzym. I jeżeli chcecie podziwiać miasto i wiele lokacji z niego to będzie to świetny wybór. Już oglądając zwiastun można wykrzyknąć, że niektóre miejsca dobrze znamy. Na dodatek sporo tutaj sławnych nazwisk i dla występów aktorskich naprawdę warto ten film zobaczyć. Chociaż nie nastawiajcie się na coś specjalnego.

Room with a View (1985)

źródło
Ktoś z Was lubi kostiumowe filmy romantyczne? Jeżeli tak, to musicie nadrobić ten film. Produkcja może się już trochę postarzała, ale dla kilku punktów nie możecie obok niej przejść obojętnie. Film powstał na podstawie słynnej, klasycznej powieści o tym samym tytule. W obsadzie same głośne nazwiska. Możemy zobaczyć m.in. Helenę Bonham Carter w nietypowej roli - zahukanej, dobrze wychowanej, młodej Brytyjki. Jednak błyszczy tutaj genialna Maggie Smith. A fabuła? Kuzynki, pochodzące z wyższych sfer wybierają się na wakacje do Włoch, a konkretnie do pięknej Florencji. Patrzenie na zderzenie dwóch kultur - zdystansowanych i powściągliwych Anglików z temperamentnymi Włochami jest bezcenne.

Letters to Juliet (2010)

źródło
Będąc w Weronie przypomniałam sobie o tym filmie. Co prawda, to taka typowa komedia romantyczna, która niczym nie zaskakuje i jest dość schematyczna, jednak wyróżnia ją jedno - Włochy. Istnieje taka grupa kobiet, Klub Julii, która odpowiada na listy, zostawiane przez zakochanych w Weronie. I to w tym miejscu Sophie, grana przez Amandę Seyfried, znajduje wyznanie kobiety sprzed pięćdziesięciu lat i postanawia jej pomóc. W międzyczasie twórcy filmu zabierają widza w podróż z Werony do magicznej Toskanii i to nie tylko na niekończące się pola drzewek oliwnych, ale także do miast, np. do Sieny. Dla klimatu Włoch na pewno warto ją zobaczyć, a jeżeli lubicie komedie romantyczne to w ogóle film dla Was.


źródło
Czy to wszystko? Oczywiście, że nie. Przecież mamy jeszcze cudowne włoskie kino! Trudno zapomnieć o słynnej scenie z La Dolce Vita, w której Anita Ekberg wskoczyła do rzymskiej fontanny Trevi. Reżyser filmu, Fellini to jeden z najwybitniejszych europejskich twórców, znany na całym świecie. Jego włoskie filmy uważane są za arcydzieła kina. Trzeba tutaj wspomnieć o Osiem i pół, czyli opowieści o reżyserze, który poszukuje weny do nakręcenia kolejnego filmu. Niejednoznaczny, metaforyczny, pozostawiający sporo miejsca do interpretacji. O wiele prostszy jest jego musicalowy remake - Nine z Danielem Day-Lewisem w głównej roli. Niby podobny temat, ale forma całkiem inna i wolałabym chyba, gdyby traktowano to powiązanie bardzo luźno, bo nie ma co tych tytułów porównywać (po prostu, różna ranga). Za to ja pamiętam, że muzykę z Nine katowałam bardzo długo (piosenka Be Italian!).

W filmach, które wymieniłam w poście Włochy odgrywają ważną rolę dla całości. Czy to w postaci nadania odpowiedniego klimatu czy wręcz nawiązania dyskusji z treścią danego tytułu. Jest jeszcze sporo innych obrazów z akcją w tym magicznym, przyciągającym twórców państwie. Godfather i sycylijska mafia, Gladiator powracający do domu przez pola Toskanii czy klasyka Szekspira przeniesiona do willi w Chianti, czyli Much Ado About Nothing. Pozostaje tylko oglądać i planować kolejną podróż do tego czarującego kraju.

Jaki film dodalibyście do tej listy?

piątek, 29 września 2017

Złota era Hollywood - od czego zacząć (cz. 1, filmy z serii: na uśmiech)

Wygodnie jest oglądać same filmowe nowości i na ich podstawie rozmawiać o kinie. Czasami jednak przychodzi nam ochota na zabranie się za coś innego, trochę starszego, ale nie wiemy od czego zacząć. Oczywiście ścieżek mamy mnóstwo, bo możemy nadrabiać kino nieme, filmy Kubricka, kino azjatyckie czy niezależne produkcje europejskie. Ja przybliżę Wam jeden z moich ulubionych rodzajów kina, czyli filmy ze złotej ery Hollywood.
To klasyka kina w najlepszym wydaniu, którą po prostu warto poznać. Ten typ filmów wyróżnia przede wszystkim poleganie na dobrym scenariuszu. Tutaj nie zobaczymy efektownych pościgów czy postaci stworzonych za pomocą techniki CGI. To kino zawsze kojarzyło mi się z wizytami w teatrze - widz ma przed sobą kilka postaci, główną intrygę i za pomocą dobrze rozpisanych dialogów oraz aktorstwa na wysokim poziomie może spędzić miło czas.
Postanowiłam podzielić wpis na dwie części - pierwsza będzie zawierać lżejsze pozycje, komedie, musicale, a w drugiej skupię się na trochę poważniejszym kinie. Zaczynajmy!


Deszczowa piosenka (1952)

źródło
Zacznijmy może od tego głośnego tytułu, obok którego nie da się przejść obojętnie. Każdy z nas kojarzy  tytułową piosenkę, a nawet całą sekwencję taneczną, którą wykonuje do niej Gene Kelly. Teraz, gdy tylko usłyszymy pierwsze takty od razu widzimy aktora bujającego się na latarni w strugach deszczu. Uwierzcie mi na słowo, że cały film dostarcza jeszcze wielu takich wspaniałych scen. To cudowna rozrywka, szczególnie dla fanów musicali, z genialną obsadą (oprócz Gene'a Kelly, występuje mama Carrie Fisher, młodziutka Debbie Reynolds i Donald O'Connor, który sprawdził się w roli idealnie). Fabuła skupia się na historycznym momencie pojawienia się kina mówionego (wspomina się słynnego Śpiewaka z jazzbandu, czyli pierwszego filmu dźwiękowego) i pokazuje jak z tym faktem radzą sobie twórcy - aktorzy, producenci, reżyserzy. To już ciekawy temat, a dokładając do tego wspaniałe utwory muzyczne (oprócz tytułowego, kojarzycie może Good Morning i Make'em Laugh), z godnym podziwu wykonaniem (stepowanie!) mamy zagwarantowaną rozrywkę, a jednocześnie wycieczkę w przeszłość kina, w towarzystwie samych dużych nazwisk, której szybko nie zapomnimy. 

Wielki wyścig (1965)

źródło
Tym razem coś z innej beczki i innej dekady. W przypadku Wielkiego wyścigu wystarczy rzut oka na zdjęcie powyżej - reżyser, Blake Edwards, rzuca tortem w Natalie Wood, grającą jedną z głównych ról. Już wiadomo czego się spodziewać po filmie. To jedna z najbardziej zabawnych, slapstickowych komedii, w której gagi polegają właśnie na prostych, znanych sztuczkach, jak obrzucanie się jedzeniem czy urządzanie przypadkowej bójki, z serii: uderzył jeden, a tamten oddał innemu, etc. Zazwyczaj wymagam więcej od komedii (szczególnie, że nawet tutaj zdarzały się momenty lekko przeciągnięte i nużące), ale w tym przypadku i tak bawiłam się przednio. Możliwe, że spora w tym zasługa genialnych aktorów: Tony'ego Curtisa i Jacka Lemmona, którzy grają dwie postacie, mające największe szanse w tytułowym wyścigu. Historia jest banalna - automobile starają się o pierwsze miejsce na mecie, a do przemierzenia mają trasę od Nowego Jorku do Paryża. Pojawia się też miejsce na pokazanie emancypowanej kobiety, w momencie kiedy na prowadzenie wychodzi Maggie, grana przez Natalie Wood. Dla mnie to zawsze będzie taka komedia niedzielna, którą można spokojnie obejrzeć całą rodziną i która każdego ma szansę rozbawić. 

Parada wielkanocna (1948)

źródło
Tytuł może nieco mniej znany, co może dziwić patrząc chociażby na słynne nazwiska w obsadzie. Film zresztą miał sporego pecha, jeżeli chodzi o aktorów. Na początku główną męską rolę miał zagrać Gene Kelly, jednak za sprawą nieszczęśliwego wypadku (złamanie nogi w kostce) nie mógł przez jakiś czas tańczyć, więc postanowiono go zastąpić. Freda Astaire'a ściągnięto z emerytury, proponując przejęcie angażu. Ann Miller również zastąpiła poprzedniczkę - Cyd Charisse, która nabawiła się fizycznej kontuzji. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, a para Astaire-Garland sprawdziła się na ekranie. Fabularnie to często powtarzana współcześnie klisza. Don Hewes (Fred Astaire) rozstaje się z utalentowaną partnerką i zakłada się z przyjacielem, że nawet ze słabej, prowincjonalnej tancerki zrobi gwiazdę na miarę jego Nadine. Tak poznaje Hannah, którą gra pełna uroku Judy Garland. Film pełen jest zabawnych sytuacji, związanych z zakładem. Na dodatek mamy tutaj do czynienia z miłosnym kołem - Hannah zakochuje się w Donie, który kocha Nadine, która ma inny obiekt westchnień, itd. Trzeba też wspomnieć o wspaniałych, jazzowych utworach muzycznych, z których niektóre bawią do łez, jak ten, z którego pochodzi powyższe zdjęcie, Couple of Swells. W filmie pojawia się również scena parodiująca jeden z najwcześniejszych filmów Astaire'a. Mowa tutaj o słynnym tańcu do Cheek to Cheek z Top Hat, tutaj pokazujący nieokrzesanie postaci, granej przez Garland, próbującej połapać się w plątaninie piór. Film uroczo zabawny.

Filadelfijska opowieść (1940)

źródło
Ze świata musicali przenieśmy się do podwalin komedii romantycznej. Filadelfijska opowieść to nie jest jednak kolejna banalna historyjka, a wszystko za sprawą scenariusza, opartego na podstawie sztuki Philipa Barry'ego. To historia Tracy (Katherine Hepburn), która właśnie przygotowuje się do ślubu z lordem Kittredgem (John Howard). Niespodziewanie do jej domu przybywają żądni sensacji dziennikarze, a także jej były mąż, Dexter (Cary Grant), z którym nie rozstała się w najlepszych relacjach. Za scenariusz zgarnięto w 1940 roku Oscara, więc możecie być pewni, że ta historia jest naprawdę frapująca. Przede wszystkim bardzo dobrze rozpisane są w tym przypadku postaci, dzięki czemu aktorzy mają spore pole do popisu. Katherine gra kobietę zadziorną, nie bojącą się wyrażania swojego zdania, a jej relacja z byłym mężem pełna jest ironicznych komentarzy i obustronnej złośliwości. Ale jak wiadomo - kto się czubi, ten się lubi! To jeszcze nic, bo bynajmniej nie tylko główne role są warte uwagi. Cały drugi i trzeci plan również daje radę, na tyle że James Stewart, grający dziennikarza, za drugoplanową rolę otrzymał Oscara. Film jest przede wszystkim bardzo ciekawą, oryginalną komedią romantyczną, z inteligentnym humorem pełnym klasy. Samo zakończenie jest moim zdaniem zaskakujące, ale to chyba działa jedynie na plus. Każdy powinien to obejrzeć.

Rzymskie wakacje (1953)

źródło
Jeżeli jesteśmy w tematyce komedii romantycznych to nie może zabraknąć tutaj jakiegoś filmu z Audrey Hepburn (mimo zbieżności nazwisk, niespokrewnionej z Katherine). Wiele jest tytułów w jej filmografii wartych zobaczenia, na czele z cudownym Śniadaniem u Tiffany'ego i wszystkie są godne polecenia. Ja umieszczam tutaj Rzymskie wakacje, za które Audrey dostała swojego pierwszego, a zarazem ostatniego Oscara w kategorii najlepsza aktorka pierwszoplanowa. Grana przez nią postać, księżniczka Anna, ma dosyć życia pod ciągłym nadzorem służby. Podczas wycieczki po Europie, trafia w końcu do Rzymu, gdzie postanawia spędzić dzień incognito, jako normalna dziewczyna. Tam poznaje dziennikarza Joe (Gregory Peck), który decyduje się jej towarzyszyć. Jak widać temat bogatych panien, które udają ludzi z niższych sfer od lat ma się dobrze, bo takie filmy wciąż powstają i mają swoich wiernych fanów. Jest coś przyciągającego w tym podglądaniu zderzenia świata bogaczy z codziennością normalnego szarego człowieka. Zresztą, scenariusz napisał genialny Trumbo (chociaż Oscara w jego imieniu odebrał ktoś inny - jeżeli chcecie poznać historię tego zakazanego w Hollywood scenarzysty, obejrzyjcie film pod tytułem Trumbo), więc możecie wierzyć, że jest na wysokim poziomie. Na dodatek dochodzi czar płynący z ekranu dzięki parze Hepburn-Peck. Znana komediowa scena z wkładaniem ręki przez Greogry'ego do środka rzeźby została zaimprowizowana, zatem słodka reakcja Audrey jest całkowicie naturalna. Już ta scena pokazuje, że aktorka wprost urodziła się do ról w komediach romantycznych i trudno się w niej po seansie nie zakochać. 

Pół żartem, pół serio (1959)

źródło
Nie mogło oczywiście zabraknąć nazwiska Marilyn Monroe, a jak komedia z jej udziałem, to najlepszym wyborem musi być Pół żartem, pół serio. To jeden z tych filmów, które oglądałam już kilka razy i zawsze jak jest emitowany w telewizji to zawieszam na nim oko. Reżyserem jest dobrze znany Billy Wilder, który ma talent do tworzenia dzieł kompletnych, idealnie wyważonych. Historia jest dość prosta: mamy dwóch muzyków, saksofonistę Joe (Tony Curtis) i kontrabasistę Jerry'ego (Jack Lemmon), którzy po serii przykrych wypadków stają się ścigani przez mafiozów. Szukają więc najlepszego miejsca do ukrycia. Wybór pada na wędrującą na Florydę orkiestrę żeńską. Oczywiście, żeby pozostać incognito muszą skorzystać z przebrania. Jasnym wydaje się, że spora zasługa w odniesionym sukcesie filmu należy do tych dwóch męskich aktorów. Ich odzwierciedlanie kobiecych członków zespołu sprawdza się idealnie i bawi do łez. Jako wisienkę na torcie mamy jeszcze Marilyn Monroe, która akurat jest dość specyficzną aktorką i może nie każdemu przypaść do gustu. Ja nawet ten jej czar i słodycz kupuję. Chociaż podobno sama praca na planie z nią to była katorga oraz psychiczne przygotowanie się na masę dubli. Cóż, ważne, że efekt jest zadowalający. Przyjemny jest tutaj ten wątek romantyczny, szczególnie, że generuje nowe zabawne sytuacje - chociażby kiedy przebrany za kobietę Lemmon zmuszony jest podrywać mężczyznę. Naprawdę warto obejrzeć tę komedię, trudno powstrzymać śmiech!

Oczywiście filmów do polecenia jest jeszcze całe mnóstwo, jeżeli chcecie więcej to mała lista bonusowa:
- musicale: Dźwięki muzyki,  Spotkamy się w St. Louis, Panowie w cylindrach, Moja najmilsza, Nie jedzcie stokrotek, Podnieść kotwicę;
- komedie/komedie romantyczne: Książę i aktoreczka, Dziewczyna Piętaszek, Dziewczyna z Piątej Alei, Pokochajmy się, Zabawna buzia, Sabrina, Szarada, Mężczyźni wolą blondynki, My fair lady, Słodka Irma, Arszenik i stare koronki.


Lubicie tego typu kino? Może macie swoje ulubione tytuły?

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka