Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proces. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proces. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2026

Magia, uprzedzenia i strach przed obcym w alternatywnej XVIII-wiecznej Polsce – „Proces” Katarzyna Wierzbicka

 

Proces
Katarzyna Wierzbicka

Gatunek: fantastyka
Rok pierwszego wydania: 2026
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Mięta

Czy można zło zwalczać złem? Czy można stać obojętnie, kiedy niesprawiedliwość dotyka niewinnych?
 

Opis wydawcy

Losy Konstancji Sawickiej, licencjonowanej czarownicy, jej brata Jerzego, ambitnego i bezlitosnego maga, oraz Franciszka Brodzkiego, jezuity i uczonego, wciąż łączą się ze sobą. Każde z nich dąży do innych celów i jest w stanie poświęcić wiele, aby je osiągnąć. Kto odda za swoje ideały życie? Serce? A może nawet duszę? 


Moja recenzja

Czytanie polskiej fantastyki często kojarzy mi się z czystą, niezobowiązującą rozrywką. Autorki takie jak Magdalena Kubasiewicz czy Joanna Gajzler tworzą światy, które pozwalają na chwilę oderwać się od codzienności. Dlatego po zapoznaniu się z zapowiedzią Procesu Katarzyny Wierzbickiej spodziewałam się podobnej lektury. Co prawda już w zapowiedziach pojawiała się informacja, że tym razem będzie nieco mroczniej, i faktycznie – sceny ataków demonów są opisane dość graficznie. Nie jest to jednak książka, która potrafi naprawdę przerazić. Najbardziej zainteresowało mnie jednak coś innego – przeniesienie akcji do alternatywnej XVIII-wiecznej Polski.

Głównymi bohaterami są Konstancja Sawicka, należąca do społeczności Iskier władających magią, oraz Franciszek Brodzki, przedstawiciel Wybrakowanych, czyli części społeczeństwa pozbawionej magicznych zdolności. Zestawienie tych dwóch światów uważam za bardzo dobry pomysł, szczególnie że Franciszek żywi głęboką urazę do Iskier z powodu wydarzeń ze swojej przeszłości. Ich relacja mogła więc stać się ciekawym punktem wyjścia do opowieści o uprzedzeniach i próbie przełamania wzajemnej nieufności. Niestety, jej rozwój mnie nie przekonał. Punkt kulminacyjny pojawił się dla mnie zbyt szybko i bez odpowiedniego zbudowania emocji, przez co nie udało mi się uwierzyć w tę relację. To jeden z tych przypadków, gdy bohaterowie mają interesujący punkt wyjścia, ale zabrakło między nimi chemii.  Choć sama relacja Konstancji i Franciszka mnie nie przekonała, dobrze działa konflikt, który stoi za ich spotkaniem. Autorka w książce wykorzystuje go do pokazania uprzedzeń wobec określonych grup społecznych i lęku przed tymi, którzy żyją inaczej lub reprezentują coś, czego nie rozumiemy. 

Zdecydowanie najbardziej zainteresował mnie Jerzy, brat Konstancji. Nie ma go może zbyt wiele w tej części historii, ale liczę na to, że jego wątek zostanie rozwinięty w kontynuacji. Ma ciekawą bazę jako mag dążący do poprawy pozycji Iskier, a szczególnie intrygująca wydaje się jego przeszłość i śmierć bliskiej mu Iskry. To wątek, w którym widzę duże możliwości dalszego rozwinięcia, a zakończenie daje nadzieję, że w kolejnych tomach dostaniemy więcej historii związanej z tą postacią.

Jednym z najlepszych pomysłów książki jest osadzenie historii w XVIII-wiecznej Polsce. W tle pojawia się konfederacja barska, a wydarzenia historyczne zostają odpowiednio przekształcone i wplecione w świat magii. To jeden z ciekawszych elementów książki, choć osobiście chętnie zobaczyłabym dużo więcej takich połączeń. Im mocniej historia mieszałaby się tutaj z fantastyką, tym lepiej.  

Podobnie mam ze światem przedstawionym. Dostajemy jego interesujące zalążki – wiemy, że Iskry władają różnymi rodzajami magii, Konstancja jest hydromantką, pojawia się też wyraźny podział między magicznymi i niemagicznymi mieszkańcami. Miałam jednak ochotę dowiedzieć się o tym świecie więcej: poznać inne rodzaje magii, hierarchię wśród Iskier czy po prostu zobaczyć, jak wygląda ich codzienne życie. Mam nadzieję, że kolejne części pozwolą mocniej rozbudować te elementy.  

Najlepszą częścią książki jest dla mnie historia procesu czarownic pod koniec powieści. To właśnie tam pojawia się tajemnica, którą możemy odkrywać razem z bohaterami, robi się bardziej dramatycznie, a mroczniejsza strona tego świata zaczyna wybrzmiewać mocniej. 

Proces Katarzyny Wierzbickiej zapowiadał coś oryginalnego i fascynującego, a finalnie okazał się książką, którą dobrze mi się czytało, ale która nie wywołała we mnie większych emocji. Pierwszy tom zostawia sporo przestrzeni na rozwinięcie zarówno świata przedstawionego, jak i relacji między bohaterami. Może więc Proces to po prostu początek historii, w którym dopiero rozstawiane są elementy większej układanki, by w kolejnych częściach można było wykorzystać je w pełniejszy sposób.



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Mięta.


Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka