niedziela, 28 sierpnia 2016

Współczesne podejście do postaci znanego detektywa, czyli 'Sherlock'

Tutaj chyba w ogóle nie muszę się specjalne starać przybliżyć tego serialu. Kto nie wie, że takowy istnieje? Kto choć raz nie słyszał, że "musisz to obejrzeć!"? Kto nie natykał się na gify i obrazki z Benedictem w tej roli? Popularność Sherlocka nie jest tajemnicą. Dla mnie jednak tajemnicą był fakt, dlaczego właśnie ten serial zyskał tak wielu fanów. Tajemnicą, która została rozwiana, gdy sama go obejrzałam.
Serial oparty jest, oczywiście, na twórczości Arthura Conan Doyle, który stworzył kultową już postać detektywa, mieszkającego pod numerem 221B na Barker Street - Sherlocka Holmes'a (Benedict Cumberbatch). Wraz ze swoim partnerem, Johnem Watsonem (Martin Freeman) rozwiązują kryminalne zagadki.
Kiedy zasiadłam do pierwszego odcinka byłam pełna oczekiwań, których finalnie ten epizod nie spełnił. Było ciekawie, nie przeczę, ale brakowało tego efektu wow, o którym wszyscy trąbią. Nawet Benedict nie do końca przekonał mnie w roli detektywa. I jakoś drugi odcinek również był przyjemnie spędzonym czasem, pozbawionym fajerwerków. Później przyszedł czas na trzeci epizod, który o wiele szybciej przyciągnął moją uwagę, szczególnie, że pojawił się odwieczny wróg Sherlocka - Moriarty! I trzeba przyznać, że zakończenie było mocne, nie mogłam się doczekać jak to się wszystko skończy.
Dobrze, to było krótkie podsumowanie moich początków z Sherlockiem. Jednak okazało się, że im dalej tym lepiej! Wszystkie odcinki drugiego i trzeciego sezonu były naprawdę smacznym kąskiem, które oglądało się z czystą przyjemnością. Dlaczego?
Przede wszystkim, obsada. Do bólu brytyjska, co nadaje całości cudownego, angielskiego klimatu. Benedict z odcinka na odcinek coraz bardziej przekonywał do swojej postaci i przyznam, że to najlepiej zagrany Sherlock jakiego oglądałam (wybacz, Robert Downey Jr!). Do tego Martin Freeman jako podenerwowany doktor Watson okazał się idealnym kompanem. W sumie już tak bardzo się nie dziwię wysypu fanfików na temat Johnlocka :D Cały drugi plan również radzi sobie śpiewająco, na czele z bratem Sherlocka, granym przez Marka Gatiss. Każda rola jest zagrana bardzo kolorowo, dzięki czemu nie spotkamy się z mdłymi postaciami, które będą nam zupełnie obojętne.
Nie można zapomnieć, że w serialach jedną z najważniejszych (jeśli nie najważniejszą) ról gra scenariusz. Tutaj twórcy nie mają się czego wstydzić. Mi osobiście bardziej podobały się odcinki drugiego i trzeciego sezonu, jednak w każdym zagadka jest intrygująca, a dochodzenie do prawdy przysparza wiele pytań i przypuszczeń. Na dodatek scenarzyści nie zapominają o rozwoju życia prywatnego bohaterów. Brawa należą się również za idealne odwzorowanie napisanych przez Conana Doyle historii na temat Sherlocka, we współczesnych czasach. Pierwowzoru wciąż nie czytałam (sic!), ale na pewno nadrobię!
Grzechem byłoby nie wspomnieć o cudownej pracy wszystkich technicznych, pomagających przy produkcji. Zdjęcia są świetne, montaż również. Na dodatek bardzo polubiłam sposób pokazania rozumowania, dedukcji, którą przeprowadza Sherlock na spotkanych osobach - momenty, w których na ekranie pojawiają się wyrazy, które przychodzą mu na myśl. Mogło to wyjść tandetnie, a świetnie wpasowało się w całość.
Dopóki nie usiadłam do oglądania nie zdawałam sobie sprawy, że Sherlocka jest tak mało. To tylko trzy sezony, każdy po trzy odcinki! Razem daje to marne dziewięć odcinków! Ostrzegam jednak, że każdy epizod trwa około półtorej godziny, więc można je oglądać jako zamiennik filmów kryminalnych.
Jeszcze jakieś minusy? A no tak. Sezon czwarty, zaplanowany na przyszły rok, ma być ostatnim. Szkoda, bo podejrzewam, że fani wytrzymaliby spokojnie jeszcze kilkanaście sezonów. Jednak zawsze można wracać do wcześniejszych odcinków ;)
Komu polecam? Wszystkim. Dajcie mu szansę, czasami warto nawet ją przeciągnąć do drugiego sezonu, ale warto.

Moja ocena: 9/10

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka