czwartek, 11 sierpnia 2016

Mistrz kreowania ludzkich charakterów, czyli 'Cocktail Party' T.S. Eliot

Pierwszy raz mam tak, że jestem do tyłu z recenzjami, a nie z książkami. Ta Winter już czeka, tworzy się Dygotu Małeckiego, a ja nie mogę się oderwać od Zgnilizny Siri Pettersen! Ale spokojnie, wszystko będzie :D

*Cocktail Party*
T. S. Eliot

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Cocktail Party: A Comedy
*Gatunek:* utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
*Forma:* utwór dramatyczny
*Rok pierwszego wydania:* 1949
*Liczba stron:* 256
*Wydawnictwo:* UNIVERSITAS
 "Najczęściej bierzemy siebie tak, jak coś oczywistego. Bo nie można inaczej, gdy się wie tak mało o tym, jakim się jest właściwie."


*Krótko o fabule:*
Lavinia i Edward Chamberlayne są w separacji. Kobieta zaprasza znajomych na przyjęcie koktajlowe, jednak sama w ostatniej chwili znika z domu. Zjawiają się goście, a wraz z nimi tajemniczy mężczyzna.


*Moja ocena:*
 Jak wiecie albo i nie - lubię sobie od czasu do czasu przeczytać jakiś utwór dramatyczny. Na stronie pojawiły się już moje opinie na temat twórczości Mrożka, a także Tennessee Williamsa, teraz przyszła kolej na innego znanego twórcę - T. S. Eliota. 
Thomas Stearns Eliot urodził się w 1888 roku, a zmarł 76 lat później w Londynie. Po dziś dzień kojarzony jest przede wszystkim z poezją. W 1948 roku otrzymał nagrodę Nobla za jego ogromny wkład we współczesną poezję. Cocktail Party był najbardziej popularnym dramatem napisanym przez Eliota. Oparty został na jednej ze sztuk Eurypidesa.
Książka wpadła mi w ręce w bibliotece i po przeczytaniu dopisku "komedia" nie wahałam się ani chwili dłużej. Początek sztuki kojarzył mi się jeszcze z angielską komedią, gdzie żart tkwi w ciekawych, zabawnych postaciach (jak plotkarska Julia czy światowiec-znawca-wszystkiego Alex). Jednak już po kilku stronach czytelnik dochodzi do wniosku, że ten śmiech ma tylko zamydlić oczy czytelnikowi. Szybko Eliot porzuca lekki ton przyjęcia, żeby zastanowić się nad samotnością, sensem naszego życia. 
Przyznam, że jako nie byłam na takie coś przygotowana zostałam miło zaskoczona. Spodziewałam się lekkiej historii, z zabawnymi sytuacjami, a dostałam trzy akty rozmów międzyludzkich, które poruszały wiele interesujących, ważnych tematów, na które często boimy się dyskutować. Tutaj było widać doświadczenie autora z poezją, ponieważ wiele kwestii można było zapisać na boku do ulubionych cytatów.

 Kolejną sprawą, która mnie zaskoczyła było pojawienie się postaci... nie z tego świata (żeby Wam za dużo nie zdradzić). Przyjemnie było się domyślać kto się za nimi kryje i autor pozwolił nam na próbę zgadywania tożsamości niektórych z bohaterów. W ogóle Eliot po mistrzowsku wykreował wszystkie postaci dramatu. Zawsze jestem pełna podziwu kiedy potrafimy sobie wyobrazić całą scenę, gdzie nie ma dodatkowych didaskaliów i wyjaśnień. Dzięki samym dialogom układamy w głowie rysopis poszczególnych bohaterów, a autor wciąż dokłada kolejne cegiełki, z których powstaje pełny obraz.
Prawda jest taka, że całość zostawia po sobie dość melancholijny posmak. Czytając ostatnie strony wcale nie miałam ochoty na uśmiechy, na które wskazywałby ten dopisek "komedia" na początku dramatu. I tak to już chyba jest z tego typu literaturą, że lepiej ją przeczytać bez przymusu, dla własnej przyjemności. Może gdybym musiała ją poznać na zajęcia szkolne to nie przyjęłabym jej tak do siebie. Chociaż przyznam, że miło byłoby usłyszeć wyjaśnienie polonistki niektórych sytuacji.
Sam autor ostrzegał, że "Whatever you find in it depends on what you bring to it." Dlatego ja zamierzam jeszcze w przyszłości wrócić do tego dramatu. Czuję, że na innym etapie życia znajdę w nim jeszcze więcej prawdy o ludzkich zachowaniach.

 Moja ocena: 8/10

 Wyzwania:
http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html

 

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka