środa, 15 listopada 2017

Marionetki w sidłach fatum - „Rosencrantz i Guildenstern nie żyją” NT Live

Kiedy pierwszy raz wybrałam się na retransmisję spektaklu do kina z miejsca się zakochałam. To cudowna alternatywa dla osób szukających nowej jakości, bez potrzeby wydawania mnóstwa pieniędzy na podróże i bilety. Dzięki nazywowkinach.pl możemy oglądać światowej sławy opery, balety, spektakle i wystawy nie ruszając się z naszego miasta. Wystarczy wybrać się do kina! Ostatnio zachwycałam się przepiękną wersją Jane Eyre (moje wrażenia TUTAJ), a teraz udało mi się zobaczyć sztukę Rosencrantz i Guildenstern nie żyją.

źródło
Przyznam szczerze, że o sztuce wcześniej nie słyszałam, dlatego całość była tym bardziej zaskakująca. Oczywiście gdy już zdecydowałam się wybrać do kina to przed wyjściem trochę poszperałam i poczytałam (pamiętajcie, że warto to robić przed wizytą w teatrze). Rosencrantz i Guildenstern nie żyją to sztuka autorstwa Toma Stopparda (możecie go kojarzyć jako scenarzystę takich filmów jak Anna Karenina, Imperium Słońca czy Zakochany Szekspir). Tytułowi bohaterowie zostali zapożyczeni od samego Szekspira - Rosencrantz i Guildenstern to poboczne postaci, znane ze sztuki Hamlet. To oni zostali zaproszeni przez Klaudiusza, a ich zadaniem było rozweselenie księcia i wybadanie co jest źródłem jego dziwnego zachowania. Natomiast w zakończeniu dramatu zawozili szalonego księcia na dwór angielski, gdzie miał zostać stracony. Hamlet jednak nie dał się tak łatwo podejść - sfałszował list skierowany do Króla, w skutek czego śmierć go nie dosięgła, a na stryczku kończą jego szkolni przyjaciele, właśnie Rosencrantz i Guildenstern.
Tom Stoppard w historii tych dwóch bohaterów, lekko zarysowanej przez Szekspira, zauważył szansę na rozpisanie znanych wydarzeń z nowej perspektywy, przenosząc na papier inną problematykę i poruszając odmienne treści. Kiedy po raz pierwszy spotykamy Rosencrantza i Guildensterna zauważymy, że obaj znajdują się jakby zawieszeni w przestrzeni, nieświadomi swojego miejsca i celu. Autor scenariusza obdarzył ich amnezją, tak że jedyne co pamiętają, to fakt, że zostali wezwani. W tej oderwanej od rzeczywistości krainie (w której moneta wciąż pokazuje tylko jedną swoją stronę) pozostają, dopóki na ich drodze nie pojawi się trupa teatralna. Oczywiście, to ten sam zespół, który za kilkadziesiąt minut będzie występował przed rodziną królewską, pokazując intymne dzieje aktualnego władcy (wszystko za namową Hamleta, jeżeli dobrze pamiętacie z tekstu dramatu).
źródło
Warstwa scenariuszowa robi w przypadku tego spektaklu spore wrażenie. Stoppard nie ogranicza się jedynie do postaci dwóch tytułowych bohaterów, swobodnie wprowadzając na scenę Hamleta, jego matkę, Ofelię i Klaudiusza. Co prawda będą jedynie przemykać chybcikiem, wypowiadając kilka kwestii, zostawiając Rosencrantza i Guildensterna coraz bardziej skonsternowanych i zagubionych. Od razu mogę wspomnieć tutaj o świetnym pomyśle konfrontacji oczekiwań z rzeczywistością - przed spotkaniem z Hamletem nasi bohaterowie planują jak go podejść, o co zapytać i co doradzić, a później i tak doświadczają porażki. Wydaje mi się, że to jest kwintesencja całego spektaklu. To, że tytułowi bohaterowie są jedynie marionetkami, nad którymi ciąży fatum, bo przecież już tytuł sztuki zdradza widzowi jak obaj skończą. Bardzo to przewrotne ze strony autora scenariusza. Przecież Szekspir zrywał z zasadą z góry założonego przeznaczenia, pokazywał, że (w odróżnieniu od teatru starogreckiego) to człowiek jest panem własnego losu, a nie jakiś niematerialny byt, który decyduje o przyszłości bohaterów.
Dialog między głównymi postaciami niesamowicie wciąga i zachwyca od pierwszych scen do ostatnich. Trzeba jednak wspomnieć, że wiele tam gierek słownych, które mogą umknąć osobom, nieznającym języka angielskiego. Tłumaczenie nie zawsze potrafi w odpowiedni sposób przekazać ich sens.
źródło
Brawa należą się na pewno odtwórcom głównych ról. Joshua McGuire i Daniel Radcliffe stworzyli bardzo zgrany duet, który oglądało się z prawdziwą przyjemnością. Sceny, w których wymieniali się kwestiami z prędkością światła, były dopracowane co do sekundy. Wymaga to przecież ogromnego skupienia. Tutaj właśnie widać tę nić porozumienia, która między nimi się wytworzyła. Docenić trzeba również to, że każdy z nich nabrał swojego charakteru (a przecież w dramacie Szekspira pamiętamy ich niemal jako jedną osobę, pod nazwą „przyjaciele Hamleta”). Zresztą reżyser sztuki, David Leveaux, świetnie poprowadził wszystkich bohaterów, a dzięki temu otrzymaliśmy tragikomedię, która się nie postarzała.
Jeżeli już mówimy o aktorach, to nie mogę ominąć odtwórcy postaci drugoplanowej, który kradł uwagę widza za każdym razem gdy pojawiał się na scenie. Mowa oczywiście o szefie wędrownej trupy teatralnej, granej przez aktora Davida Haiga. Tego człowieka po prostu chciało się słuchać, szczególnie że był źródłem wielu komediowych momentów w spektaklu.
źródło
Reżyser zastosował mnóstwo ciekawych patentów, a wraz ze współtwórcami bardzo dobrze wykorzystał przestrzeń sceniczną. Powiększając obszar sceny (w materiale wspomina się o usunięciu tylnej kurtyny i dodaniu przednich podestów), stworzono obrazek, który z miejsca mówi nam jak „niewielcy” są bohaterowie (i nie mówię tutaj o niskim wzroście obu aktorów). Scenografia jest minimalistyczna, twórcy korzystają z ciekawych, acz prostych rozwiązań, żeby stworzyć iluzję zmiany miejsca akcji (przykładowo kiedy przenosimy się na dwór królewski, pojawia się bogato zdobiona kotara).
Spektakl Rosencrantz i Guildenstern nie żyją okazał się bardzo dobrą rozrywką, a równocześnie przedstawieniem poruszającym wiele wciąż aktualnych treści. Możemy więc być świadkiem scen, typowo wyreżyserowanych pod wywoływanie salw śmiechu, jak chociażby ta, w której Rosencrantz i Guildenstern, chcąc się schować przed nadchodzącymi, stają tyłem do publiczności, w myśl zasady „stopię się ze ścianą, to nie będzie mnie widać”. Z drugiej strony posłuchamy wielu błyskotliwych wymian zdań, m.in. na temat nieuchronności śmierci (pytanie zadane przez Radcliffe'a na temat tego, kiedy pierwszy raz człowiek staje się świadomy, że kiedyś umrze i bardzo ciekawa do tego konkluzja). Jeżeli więc będziecie mieli okazję, to wybierzcie się na tę retransmisję do kina. Nie pożałujecie.

Człowiek mówiący do rzeczy do siebie nie jest bardziej szalony niźli człowiek mówiący od rzeczy nie do siebie.
- Tom Stoppard, Rosencrantz i Guildenstern nie żyją   

Moja ocena: 8/10


Jeżeli chcecie się dowiedzieć co, gdzie i kiedy grają to zapraszam na stronę http://nazywowkinach.pl

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka