poniedziałek, 6 listopada 2017

Gangsterskie porachunki w przedwojennej Warszawie - „Król” Szczepan Twardoch


*Król*
Szczepan Twardoch

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* historyczna, obyczajowa
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 432
*Wydawnictwo:* Wydawnictwo Literackie
Milczy. Nie zostawiaj mnie, mówi jej milczenie. Nie odchodź. Milczenie głośniejsze niż każdy krzyk.”
*Krótko o fabule:*
Warszawa. Burzliwe lata trzydzieste XX wieku. Wielokulturowy, podzielony świat u progu drugiej wojny światowej, targany konfliktami narodowymi, politycznymi, społecznymi - w całej złożoności, pokazany nieraz drastycznie, ostro, szokująco. Zwroty akcji, romanse, gwałty, ćwiartowanie ciał, szantaże, przewroty polityczne - tu zaciera się granica między życiem codziennym, polityką, a gangsterką.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Nazwisko tego autora od jakiegoś czasu bombardowało mnie z każdej możliwej strony. Na blogach pojawiały się recenzje jego książek, jeden egzemplarz wystawał z plecaka koleżanki, a na Instagramie wciąż można było oglądać zdjęcia jego powieści. Króla dostałam w zeszłym roku na urodziny i trochę przeleżał na półce. Znajomi mnie jednak dobrze znają, bo książka okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę. 

Szczepan Twardoch urodził się w Żernicy, z wykształcenia jest socjologiem. Ślązak zyskał popularność dzięki powieściom Morfina (za którą otrzymał Paszport Polityki w kategorii literatura) i Drach. Król to jego najnowsza powieść, a niedawno nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się zbiór opowiadań pt. Ballada o pewnej panience

Wydaje mi się, że czytelnicy często twierdzą, że powieści zagraniczne są lepsze od tych polskich, a tak naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego co skrywa nasza rodzima literatura. Ogromnie się cieszę, że udaje mi się coraz bardziej ją eksplorować, szczególnie że z książki na książkę coraz bardziej zakochuję się w polskiej literaturze współczesnej. Co prawda, pierwsze miejsce nadal zajmuje dla mnie Jakub Małecki, ale zapoznawanie się z prozą Szczepana Twardocha to była po prostu czysta przyjemność.

Przede wszystkim muszę docenić bardzo wnikliwie oddane miejsce i czas akcji, czyli Warszawę lat 30stych minionego wieku. Twardoch wykonał kawał dobrej roboty, przygotowując się do napisania tej książki - między innymi przeczytał 50 kg przedwojennych gazet i wziął udział w kilku treningach bokserskich. Dzięki temu, kiedy bohater ćwiczy przed walką bądź pędzi buickiem przez poszczególne ulice, mijając zakłady, sklepy i dzielnice, to możemy niemal przenieść się w tamte miejsca. A autor, dopracowanymi opisami, maluje klimat miasta w dość ciemnych barwach - jego Warszawa jest pełna brutalności, krwi, wściekłości, zemsty i śmierci. Nad tym wszystkim unosi się ogromny kaszalot, który obserwuje każdy przypadek upadku człowieczeństwa. I o tym śpiewa.


źródło
Klimat to jedna rzecz, ale muszę przyznać, że nie spodziewałam się książki tak mocno wciągającej fabularnie. To po prostu była interesująca historia, którą się chciało poznać. Autor zastosował ciekawy zabieg, sprawiając że narratorem jest starzejący się człowiek, który spisuje swoją przeszłość. Dzięki temu opisy są intrygujące, a czytelnik przeżywa poszczególne wspomnienia, czekając jak to wszystko się potoczy. Przykładowo, bardzo podobały mi się fragmenty dotyczące treningów bokserskich, w których aż czuć było ten rytm pracy, szybkość i ruch każdego uderzenia. Po prostu bomba. Czytelnika czeka też kilka fabularnych niespodzianek, które sprawiły, że opadła mi szczęka z wrażenia

Najbardziej zaskakujące okazało się przedstawienie bohaterów. Podczas lektury jakoś o tym nie myślałam, ale po zakończeniu stwierdziłam, że to naprawdę niesamowita rzecz - Twardoch kreuje swoje postaci jako skupiska negatywnych emocji, którym zadawanie cierpienia nie sprawia problemów. Bogacze są zepsuci, biedni nie mają siły przebicia. Politycy są skorumpowani, prostytutki traktowane jak przedmioty. Oprócz tego spotkamy jeszcze osoby o specyficznych preferencjach seksualnych, które potrafią przyprawić o dreszcze. I Pantaleona z jego demonicznym bratem. Ciarki na plecach murowane. W czym więc element zaskoczenia? A w tym, że finalnie kibicowałam takiemu Jakubowi Szapiro! Gdy o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że to dość przerażające - autor potrafił sprawić, iż polubiłam postać, którą raczej traktuje się jako negatywną. W tym jednak tkwi piękno dobrze wykreowanych bohaterów.

Muszę jednak przestrzec czytelników o słabszych nerwach, bo Twardoch nie zamierza się z nami cackać. On wybrał ścieżkę brutalności i konsekwentnie będzie się jej trzymał. Także poćwiartowane ciała, litry wypitego alkoholu, okropne traktowanie prostytutek i wszelkiego rodzaju tortury są tutaj częstym towarzyszem lektury. Moim zdaniem bardzo potrzebnym, wywołującym ekstremalne emocje i zostającym w głowie na dłużej.

Na pewno ciekawym aspektem jest tutaj konfrontacja polsko-żydowskiego społeczeństwa. Temat często eksplorowany w kontekście II wojny światowej. Tutaj jednak możemy poznać preludium - sytuację, która panowała w stolicy na krótko przed jej wybuchem. Jednak moim zdaniem to wciąż bardziej książka gangsterska, z wartką akcją, a ten konflikt (bardzo ciekawy) pozostaje przez to raczej w tle.

Król Szczepana Twardocha to świetna powieść gangsterska. Autor wciąga czytelnika w brutalny warszawski świat od pierwszych stron, żeby później wypluć go na koniec powieści z poczuciem dobrze spędzonego czasu. Rzadko mi się zdarza, że książkę, zawierającą tyle bestialskich zachowań, czytam z takim zainteresowaniem. Na pewno mogę powiedzieć, że czuję się zaintrygowana twórczością autora i chętnie sięgnę po resztę jego książek. 
Jeżeli po przeczytaniu tej opinii czujecie, że Wam też może przypaść do gustu - nie zwlekajcie!

Moja ocena: 8/10
 

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka