czwartek, 4 maja 2017

Cofnijmy się w czasie - „Rodzina O. Sezon I. 1968/69” Ewa Madeyska

  Dzisiaj moja opinia na temat polskiej powieści obyczajowej. Jak zapewne wiecie, rzadko sięgam po ten gatunek, jednak okazało się, że czasem warto dać mu szansę!

*Rodzina O. Sezon I. 1968/69*
Ewa Madeyska

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* obyczajowa
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2017
*Liczba stron:* 533
*Wydawnictwo:* Znak Literanova
Wojna zmieniła nie tylko pogodę, fundując ludziom nieustające ataki mrozu. Niektórym przerobiła życiorysy, daty urodzenia, a nawet daty śmierci. W sprzyjających okolicznościach (...) modyfikowała rasę i narodowość. Oczywiście za stosowną cenę (...).
 *Krótko o fabule:*
Rodzina rzecz święta, choć czasem przeklęta.

Helena, jednooka głowa rodziny O.
Tadeusz, syn Heleny, psychiatra czy wariat?
Barbara, żona Tadeusza, kochanka czy prostytutka?
Paweł, starszy syn, ofiara czy zdrajca?
Andrzej, młodszy syn, rozrabiaka czy morderca?
Nieślubne dziecko, zdrada, zagadkowa śmierć.

Ta rodzina wciągnie cię w swoje kłamstwa i półprawdy, uczucia i natręctwa. Między rok ’68 a ’69. Między wielką Historię a codzienność małego miasteczka.
- opis wydawcy
*Moja ocena:*
Z książką Rodzina O. przeżyłam prawdziwą huśtawkę emocji. Na początku nawet wcale nie chciałam jej czytać. Bo to obyczajówka, na dodatek polska, traktująca o czasach, które w niewielkim stopniu budzą moje zainteresowanie. Później niepozornie zerknęłam na pierwsze rozdziały, a te utwierdziły mnie w zdaniu, że książka nie jest warta poświęcenia mojego czasu. Wydawało się, że panuje tam spore zamieszanie, wciąż poznawaliśmy nowych bohaterów, których nie potrafiłam ze sobą powiązać, a na dodatek wszystko było takie... brudne i wulgarne. Ale później wszystko zaczęło się zazębiać, a ja zostałam pochłonięta przez te polskie czasy minione i byłam zmuszona zmienić zdanie na temat całości.
Ewa Madeyska to polska pisarka, scenarzystka i dramatopisarka, pochodząca z Białegostoku. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Za swoją wcześniejszą powieść, Katonielę, została nominowana do Nagrody Nike.
Rodzina O. to, jak okładka dumnie twierdzi, pierwszy polski serial literacki. Osobiście za polskimi serialami w większości przypadków nie przepadam, choć zdarzają się wyjątki (zeszłoroczni Artyści, na przykład). Muszę przyznać, że przeniesienie takiej serialowej struktury na książkę sprawdziło się naprawdę dobrze. Każde zakończenie jednego wątku było w jakiś sposób powiązane z rozpoczęciem kolejnego. Zazwyczaj wiązało się to po prostu z użyciem tych samych słów, dla przykładu jeden wątek kończy się zdaniem „O służbie. Teraz chciałbym zostać sam.” a kolejny rozpoczyna od „Sama? Przyszłaś sama? - zapytały niemal jednocześnie Ryta i Zyta.”. Trochę brakowało mi chwilami oryginalności w tych powiązaniach, ale na pewno trzeba przyznać, że pomysł oryginalny i do tej serialowej formy pasuje idealnie. 
Oprócz tego zagrania dostajemy jeszcze kilka elementów typowych dla oglądanych przez nas tasiemców. Są to na pewno liczni bohaterowie, których historie rozrastają się ze strony na stronę. Wydaje się, że autorka nie chciała żadnego z nich pominąć i starała się przekazać czytelnikowi dlaczego mają taki charakter, jakie wydarzenia z przeszłości ich ukształtowały. Znajdziemy tutaj również wiele krótkich scen, widać, że autorka skupia się na przekazywaniu meritum, nie układa długich dialogów między bohaterami, nie bombarduje nas przytłaczającymi opisami. Jest krótko i na temat.
Bohaterów jest sporo, bo oprócz członków rodziny Opolskich, poznamy rzesze ich znajomych, przyjaciół, wrogów, sąsiadów, współpracowników i tak dalej, i tak dalej. Na dodatek większość tych pobocznych postaci dostanie sporo miejsca w książce, zostanie przedstawiona ich przeszłość i motywy działania. Moim zdaniem autorka dobrze poradziła sobie z ich kreacją, sprawnie przedstawiała ich losy i czytelnik mógł zrozumieć ich portret psychologiczny. Niestety, za mankament uważam fakt, że wszyscy tutaj wydają się na wskroś dramatyczni. Ja rozumiem, że to buduje napięcie i akcję, ale każda z postaci ma tak bardzo pod górkę, że to aż boli. Czytelnik przez to wyciąga wniosek z całości, że możesz się starać, a od życia i tak dostaniesz w pysk, a później gdy będziesz się starał wygrzebać z powrotem na powierzchnię, to los dorzuci kopniaka. Przez to bohaterowie, wciąż tłamszeni przez życie, zaczynają mu oddawać z nawiązką, popełniając sporo błędów. I wiem, że to zazwyczaj jest plus, bo postacie wydają się przez to bliższe rzeczywistości, ale tym razem uważam to za przesadzone. Z prostej przyczyny - żadnego bohatera szczerze nie obdarzyłam sympatią. Miałam tych, o których wolałam czytać, ale nikomu nie kibicowałam.
Plusem tej książki, zdecydowanie jest umiejscowienie jej akcji w latach 1968-69. Wcześniej w ogóle mnie ten okres historii Polski nie intrygował, ale Ewa Madeyska sprawiła, że o wszelkich ciekawostkach czytałam z zainteresowaniem. Małe wzmianki w tle akcji, jak palenie papierosów Sportów czy wspominanie kolejek do sklepów, dodawały całości realistycznego wydźwięku. Ciekawe też było czytanie o tym pokoleniu, które przeżyło wojnę i o jego konfrontacji z młodszymi pokoleniami - jak zmieniło się myślenie całego społeczeństwa i w jaki sposób trzeba było się podporządkować aktualnej władzy, żeby nie podpaść prawu. 
Uważam, że Rodzina O. to książka, która znajdzie spore grono fanów w naszym kraju. Ja wspominam ją z przyjemnością, szczególnie że tak pozytywnie mnie zaskoczyła. Na pewno będzie to pozycja, którą podsunę mojej mamie, ciekawa jestem jakie będzie jej zdanie, w końcu tamte czasy są jej o wiele bliższe. I takie spostrzeżenie na koniec - okładka przywodzi trochę na myśl opening z Gotowych na wszystko: to drzewo, czerwone jabłka i dopisek na temat serialu. Raczej nie było to celowe nawiązanie, ale to zapewne kolejna rzecz, która przyciągnie uwagę.

Moja ocena: 7/10

  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka