wtorek, 27 marca 2018

Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń - „Marzyciel” Laini Taylor


*Marzyciel*
Laini Taylor

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Strange the Dreamer
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2018
*Liczba stron:* 511
*Wydawnictwo:* SQN Imaginatio
Wydawało się to oczywiście niemożliwe. Ale czy kiedykolwiek powstrzymało to jakiegoś marzyciela?
*Krótko o fabule:*
Lazlo Strange od zawsze marzył, aby poznać tajemnice zaginionego miasta Szloch. Jako sierota, a potem skromny bibliotekarz, nawet nie przypuszczał, że ma szansę na odbycie kosztownej wyprawy przez pustynię Elmuthaleth do miejsca, gdzie mieszkają mityczni wojownicy. Dopóki sami nie przekroczyli bramy Wielkiej Biblioteki i nie zaproponowali wyprawy… komuś innemu. Tu liczy się czas i każda podjęta decyzja. Przed Strange’em pojawią się wybory, których nie sposób dokonać, żal, którego nie da się wyleczyć, oraz magia tak prawdziwa, jakby istniała naprawdę. 
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Z Marzycielem miałam trochę tak, jak z przepięknie wykonanym ciastkiem na wystawie cukierni. Kiedy już raz je zobaczysz i się nim zachwycisz, to nie możesz przestać myśleć o tym, że bardzo go potrzebujesz. Dopóki byłam nieświadoma istnienia Marzyciela, żyłam sobie zgodnie z postanowieniem redukcji młodzieżowej fantastyki w mojej biblioteczce. Ale gdy pierwszy raz zobaczyłam okładkę i opis to przepadłam z kretesem. Musiałam go mieć, musiałam przeczytać. Szczególnie, że coraz częściej natykałam się na pozytywne, pełne zachwytu recenzje w sieci, a okładka co jakiś czas pojawiała się, żeby kusić tą piękną, pozłacaną ćmą na niebieskim tle. Postanowiłam, że powstrzymywanie się nie ma w tym przypadku sensu i zaczęłam lekturę.

Autorkę książki, Laini Taylor, wielu z Was zna z serii Córka dymu i kości. Dla mnie działało to raczej jako negatyw, bo książka nie spodobała mi się, te sześć lat temu, kiedy po nią sięgnęłam. Pamiętam tylko, że największe zarzuty miałam do wątku miłosnego. Stwierdziłam jednak, że dam jej kolejną szansę.

Dobrze zrobiłam, bo Marzyciel podobał mi się o wiele bardziej niż Córka dymu i kości. Przede wszystkim od pierwszych stron wrażenie robi styl autorki, który jest niezwykle magiczny i marzycielski. Widać, że Laini się nie powstrzymywała i kiedy chciała poświęcić dłuższy fragment na poetycki opis, to tak robiła. Dlatego zapewne niektórzy twierdzą, że akcja wolno się rozkręca - dla mnie tempo było w sam raz. Dzięki tym fragmentom, łatwiej było poczuć się częścią tej historii, toteż moim zdaniem styl, ilość wszelkich metafor i rozbudowanych opisów to jeden z największych plusów Marzyciela.
źródło
Nie można odmówić Laini Taylor bujnej wyobraźni. Widać, że temat marzycieli jest jej bliski, bo bardzo zgrabnie wyrwała się wielu schematom, puszczała wodze fantazji, żeby stworzyć swoją historię. Sama oś fabularna skupiająca się na uratowaniu magicznego, tajemniczego miasta to naprawdę ciekawy punkt wyjścia. Do tego problematyka mieszkańców Szlochu, razem z historią z przeszłości, której żniwo nadal jest zbierane - to były wszystko bardzo dobre pomysły. Problem dla mnie zaczął się gdzieś pod koniec książki, gdzie rozwiązanie okazało się trochę pójściem na łatwiznę (zawsze wydaje mi się, że gdy autorzy nie wiedzą jak wyjść z jakiejś sytuacji odwołują się do super-magicznych mocy, które wszystko załatwią). Na dodatek wydaje mi się, że zakończenie zostało napisane specjalnie w ten sposób, żeby zostawić furtkę do kolejnego tomu. Podczas czytania człowiek ma wrażenie, że będzie to pojedyncza powieść i w podziękowaniu autorka sama wspomina, że dopiero z czasem jej pomysł przerodził się w dylogię. I trochę to czuć w zakończeniu, że Taylor na siłę postanowiła pociągnąć jeszcze tę historię.

Podczas lektury trudno nie polubić Lazlo Strange'a. Przede wszystkim to zapalony czytelnik, czyli od razu dostaje od nas kredyt zaufania. Jest takim miłym gościem, który czasami przesadza z naiwnością i wiarą w innych ludzi, ale zarazem to jego pozytywne podejście do życia potrafi nas przekonać. Drugą ważną postacią jest Sarai, o której wolę zbyt dużo nie wspominać, żeby nie zaserwować Wam niepotrzebnych spoilerów. Mogę tylko powiedzieć, że sama jej przeszłość, fakt, skąd się wywodzi był niezwykle intrygujący. Jednak jako ważna postać w książce wypadła moim zdaniem słabo i blado, na tle innych. 
Autorka wprowadza również naprawdę sporo postaci drugoplanowych, którym stara się jak może dać jakiś charakterystyczny rys na życiorysie. Czasami wypada to lepiej, czasami gorzej. Możliwe, że postaci, które poznaliśmy, a które nie odegrały jakiejś roli w fabule, dostaną swoją szansę w kolejnej części. Oby.

I cóż, przejdę teraz do największego minusa książki, który zepsuł mi przyjemność tych ostatnich stu stron czytania. Oczywiście, żeby tradycji stało się zadość, był to wątek miłosny. Laini Taylor starała się jak mogła, żeby wyszło dobrze - sama otoczka, okoliczności, w których spotykają się bohaterowie są bardzo oryginalne. Jednak już to uczucie rozwijające się między nimi to kalka z wielu romansów młodzieżowych z serii - zobaczyłam/zobaczyłem i się zakochałam/zakochałem. 

Marzyciel to książka młodzieżowa, która godna jest Waszej uwagi. Jeżeli jesteście fanami gatunku, to zapewne nie będzie Wam przeszkadzał nawet dość typowy wątek miłosny. A sama otoczka jest naprawdę magiczna i pozwala zatopić się w marzycielskiej głowie Laini Taylor. W wielu momentach zgrabnie wyłamuje się ze schematów, a przy zakończeniu przeżyłam jedno zaskoczenie (myślałam, że autorka nie będzie gotowa na tak drastyczny ruch).
Nie muszę też dodawać, że samo wydanie książki robi ogromne wrażenie - okładka kusi pięknymi zdobieniami, a w środku jest równie wspaniała. 

  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN.



Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka