wtorek, 3 kwietnia 2018

Alternatywna wersja przeszłości Polski - „Czterdzieści i cztery” Krzysztof Piskorski

Po świętach czuję się najedzona i naładowana bateriami! I polecam Wam bardzo dobrą, polską fantastykę ;)

*Czterdzieści i cztery*
Krzysztof Piskorski

*Język oryginalny:* polski
*Gatunek:* fantastyka
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2016
*Liczba stron:* 547
*Wydawnictwo:* Literackie
Ludzie - rzekł Byron - są w stanie zaskakująco wiele nie rozumieć, jeśli od tego niezrozumienia zależy ich praca, dochód, albo spokój umysłu.
*Krótko o fabule:*
Jest rok 1844. Do odciętej blokadą Anglii przybywa Eliza Żmijewska – poetka i ostatnia kapłanka zapomnianego, słowiańskiego bóstwa. Eliza ma odnaleźć przemysłowca Konrada Załuskiego, którego rodacy winią za upadek powstania na Litwie. Zamierza wykonać na nim wyrok wydany przez Radę Emigracyjną oraz Juliusza Słowackiego. Tylko czy Załuski naprawdę jest winny? A może padł ofiarą rozgrywki dwóch wieszczów? 

- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Mówi się, że bardzo ważnymi elementami światopoglądu epoki romantyzmu były tajemniczość i fantastyka. Jednak wśród mas, ten nurt nadal kojarzony jest przede wszystkim z nieprzyjemnymi wspomnieniami z czasów szkolnych, kiedy to próbowaliśmy dociec co taki Mickiewicz czy Słowacki chcieli nam przekazać za pomocą swojej twórczości. Może te niemiłe skojarzenia stoją za brakiem odniesień do epoki romantyzmu we współczesnej fantastyce i to dlatego autorzy, parający się tym gatunkiem preferują zwracanie się w stronę średniowiecza, z jego zamkami, rycerzami i książętami. Na szczęście co jakiś czas pojawia się ktoś, kto decyduje się iść pod prąd. Ktoś taki, jak Krzysztof Piskorski. 

Autor już dwukrotnie został uhonorowany nagrodą Janusza A. Zajdla - pierwszy raz za powieść Cienioryt, drugi właśnie za Czterdzieści i cztery. Z wykształcenia archeolog i informatyk, ale zamiłowania do literatury i gier planszowych RPG popchnęły go do kariery pisarskiej. To człowiek, który wybiera kilka interesujących go tematów, miejsc, postaci, a później, za pomocą dogłębnego researchu, stara się je połączyć w świecie jednej powieści. 

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o czym jest Czterdzieści i cztery zachwyciłam się już samym pomysłem. Piskorski nie buduje od podstaw nowego uniwersum, nie tworzy czegoś całkiem innowacyjnego, ale równocześnie jest w tym jego świecie przedstawionym tak dużo oryginalności, że trudno w niego nie uwierzyć. Przenosimy się w czasie do XIX wieku, ale poznajemy jego alternatywną wersję - taką, w której moc wytwarzana jest za pomocą odkrytego etheru. To on napędza pojazdy, wspiera prace fabryk, a także pozwala na przechodzenie między światami. Rozumiecie oczywiście, że ten mały wynalazek trochę namieszał w przeszłości, którą zgrabnie nadpisuje autor. 

Podczas czytania zdecydowanie czuć, że Piskorski odrobił swoje zadanie domowe i przygotował się do napisania powieści. Korzysta z bardzo wielu prawdziwych wydarzeń i postaci, ale stara się wyobrazić je sobie w nowej rzeczywistości. Czyli musi naprawdę dobrze zrozumieć danego bohatera, z historycznego punktu widzenia, żeby później zdecydować za którą stroną opowiedziałby się w jego wersji świata. Wychodzi mu to zgrabnie, a czytanie o alternatywnych odpowiednikach lorda Byrona, Napoleona, Słowackiego czy Emilii Plater sprawia czystą przyjemność. 
Bitwa pod Waterloo, źródło
Wydarzenia w książce opisane są niezwykle barwnie, a sama fabuła wciąga i jest niesamowitą przygodą. Można powiedzieć, że to trochę powieść drogi, w której śledzimy poczynania Elizy Żmijewskiej, ostatniej z żyjących kapłanek Żmija. Wydawać się może, że to pomieszanie steampunku ze słowiańskimi wierzeniami to za dużo, a jednak w przypadku Czterdzieści i cztery sprawdza się idealnie. Obstawiałabym, że to wszystko dzięki wciąż unoszącemu się nad powieścią duchowi romantyzmu, gdzie przecież wszelkie ludowe wierzenia odgrywały także ważną rolę. Sama Eliza jest ciekawą główną bohaterką. Silna, kobieca postać, która boryka się ze zmorami przeszłości i dylematami dnia współczesnego. Jeżeli miałabym się czegoś czepiać, to przyznaję, że chwilami wydawało się, że wszystko przychodzi jej za łatwo - piękna, zdolna i obracająca się w gronie najznamienitszych. Ale polubiłam ją i uważam, że była świetnym przewodnikiem w świecie Piskorskiego. Fakt, że to tak silna kobieta, w takich czasach, działał tym bardziej na plus.

Świetnie wypada również drugi plan. Już wspominałam o postaciach historycznych, które mają tutaj spore role do odegrania. Ale te fikcyjne są równie ciekawe. Na pewno dwóch znajomych Elizy z dzieciństwa - Konrad i Abelard - będzie wzbudzało sporo emocji. Chociaż Piskorski omija wątek typowo miłosny, to czuć w atmosferze między bohaterami, że obaj zainteresowani są Elizą. Jednak każda postać jest przede wszystkim skupiona na swoim zadaniu, które może zaważyć na losie wielu ludzi, a nawet i świata. Autor wprowadza też przybysza z innego wymiaru - ogromnego owada Xa'ru, który nosi ze sobą głowę odkrywcy Thomasa Mitchella (dlaczego i jak to możliwe - dowiecie się z lektury). Obie te postaci również są w jakimś stopniu oparte na faktach, o czym można poczytać w posłowiu. I trudno tego tandemu nie polubić. 

Czterdzieści i cztery to naprawdę bardzo dobra, przygodowa fantastyka. Zarazem, obok rozrywkowej i wciągającej fabuły, autor zadaje wiele trudnych pytań, stawia bohaterów w patowych sytuacjach bądź każe dokonywać wyborów, których wpływ będą odczuwać przez resztę życia. Przede wszystkim pyta o to, jak daleko może posunąć się człowiek, chcący wyzwolić swój kraj, jak wiele potrafi poświęcić i jak wiele rzeczy zignoruje, żeby dojść do celu (chociażby po trupach). Podobało mi się nieoczywiste zakończenie i to, jaką decyzję podjęła Eliza.
Czterdzieści i cztery będę wspominać bardzo dobrze, i na pewno będzie to początek mojej przygody z prozą Krzysztofa Piskorskiego.

Moja ocena: 8/10


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka