wtorek, 11 października 2016

Wszystko ma swoją cenę - „Inwazja na Tearling” Erika Johansen

W poniedziałek zaczęłam pracę i może być mnie trochę tutaj mniej, dopóki się nie wdrożę. Mam nadzieję, że rozumiecie i kciuki trzymacie!

*Inwazja na Tearling*
Erika Johansen

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Invasion of Tearling
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania polskiego:* 2016
*Liczba stron:* 558
*Wydawnictwo:* Galeria Książki

Szaleństwa młodości nie są mi obce. Ale żal potrafi ciągnąć się za człowiekiem długo po tym, jak młodość przeminie.

*Krótko o fabule:*
kontynuacja Królowej Tearlingu
Kelsea musi stawić czoła Szkarłatnej Królowej, przerażającej władczyni Mortmesne, po tym jak zaprzestała wysyłania niewolników do sąsiedniego kraju. W szukaniu sposobu na pokonanie przeciwnika przeszkadzają jej częste wizje pochodzące z tajemniczych czasów.

*Moja ocena:*
 Po bardzo dobrej pierwszej części sięgnięcie po kontynuację było tylko kwestią czasu. Zdziwił mnie jedynie fakt, że wydawnictwo zdecydowało się na ponowne wydanie, razem z pierwszym tomem w o wiele gorszej formie. Bo trzeba przyznać, że te w twardej oprawie, z połyskującymi napisami naprawdę robią wrażenie, a nowe do najgorszych nie należą, ale nie umywają się do pierwowzorów. Ja na szczęście dorwałam wydanie w twardej oprawie.
Często tak jest, że druga część jakiegoś cyklu potrafi zaskoczyć - kwestią sporną jest tylko fakt, czy będzie to pozytywne czy negatywne zaskoczenie. Początek książki był po prostu kontynuacją zdarzeń z pierwszego tomu, jednak w pewnym momencie pojawił się wątek, który wprawił mnie w niemałe osłupienie. Brawa dla autorki, bo tego się nie spodziewałam, ale wciąż nie wiem co mam o tym myśleć. Były momenty kiedy przez wizje Kelsea czułam się trochę wybijana z historii Tearlingu. Trochę jakbym czytała dwie różne książki. Zarazem, finalnie wyszło zgrabnie i akcja zawiązała się w ciekawy sposób.
Erika Johansen nie bała się pójść pod prąd i wybrać rozwiązania fabularnego, którego byśmy się nie spodziewali. Na dodatek wątek Lily, który mam tutaj na myśli, został bardzo interesująco przedstawiony. Będący niemal równie ważny co przygody Kelsea, wprowadził nas w całkiem nowy świat przedstawiony i moim zdaniem trochę zabrakło miejsca na porządne jego zbudowanie. Dostajemy pewną ilość informacji, ale dla mnie wciąż było ich za mało i nie wiedziałam dlaczego świat Lily wygląda właśnie tak, a nie inaczej. Szczególnie, że zaczęła się jawić ciekawa postać dystopii, więc miałam nadzieję na rozwinięcie kilku wątków. Na pewno podobało mi się to, że do struktury państwa doprowadził podział na bardzo bogatych i bardzo biednych, czyli coś, z czym niektóre kraje współcześnie się borykają - brak klasy średniej. Jest to pewien rodzaj refleksji na temat świata, w którym żyjemy i tego, w którą stronę mogą sprawy pójść. Zdecydowanie wątek traktowania kobiet wzbudza niesmak i sprzeciw - takiej przyszłości naprawdę zaczęłabym się obawiać.
źródło
 Bardzo ucieszyło mnie dalsze poprowadzenie historii znanych nam bohaterów. Przede wszystkim Kelsea przechodzi metamorfozę, która sprawia, że jej postać jest tym bardziej intrygująca. To już nie jest młoda dziewczyna, na którą spadł obowiązek przekraczający jej możliwości. Zmienia się w silną, czasami bezwzględną postać, świadomą swoich potrzeb i korzystającą z królewskich przywilejów. Tym razem nie mogę mówić o niej, tak jak przy pierwszej części, w samych superlatywach. Pojawiają się mroczne strony jej duszy, co tylko dodaje jej autentyczności.
Losy postaci drugoplanowych również nie stoją w miejscu. Na pewno ciekawie rozwiniętym wątkiem była historia Szkarłatnej Królowej i źródła jej magicznej mocy. Bardzo lubię kiedy czarne charaktery dostają powód, dla którego są pełne nienawiści i to w tym tomie dostałam. Podobało mi się również rozwinięcie postaci strażników, szczególnie Pena i Buławy, dobrze że autorka nie traktuje ich jako pionków, których jedynym zadaniem jest chodzenie krok w krok za królową.
Kolejnym odstępstwem od prozy młodzieżowej jest fakt, że scen romantycznych w Inwazji na Tearling nie uświadczymy. Co prawda pojawią się sceny oparte na bliskiej relacji dwojga osób, ale bardziej w postaci naturalnej kolei rzeczy niż magicznego zauroczenia. Trochę ubolewam nad pominięciem postaci Ducha, którego potencjał ciągle nie zostaje wykorzystany. Pojawia się gdzieś w tle i podsyca ciekawość na kolejną część.
Na całe szczęście autorka nie rezygnuje z tego co spodobało mi się już w pierwszym tomie. Wciąż poświęca dużo miejsca wątkom kontrowersyjnym. Oprócz tego, o czym wspomniałam przy historii Lily, pojawia się także rozliczenie z praktykami Kościoła i tym, jak duchowni mogą różnie interpretować słowa zapisane w Biblii. I czy w idealnym świecie w ogóle powinno być miejsce dla religii.
Wydaje mi się, że autorka pod pozorem fikcyjnej historii fantastycznej chciała nas czegoś nauczyć, ostrzec przed tym, co może nadejść. Pokazuje, że każda decyzja niesie za sobą konsekwencje, a czasami musimy się z nimi pogodzić, dla większego dobra. Bohaterka Eriki Johansen zdaje sobie sprawę, że nie ma niczego za darmo i potrafi podjąć trudne decyzje. Jednocześnie autorka prowadzi naprawdę interesujące rozmyślania nad ludzką naturą i faktem, że człowiek z reguły jest stworzeniem, które błądzi.
Osoby, którym spodobała się pierwsza część zdecydowanie powinny sięgnąć po kontynuację. Potrafi zaskoczyć, ale na pewno trzyma poziom i rozwija znane nam wątki. Teraz pozostaje nam czekać na kolejny tom.

Moja ocena: 8/10

Wyzwania:


http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html









Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka